Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Dolny Śląsk - cz. II

    IP: *.legnica.sdi.tpnet.pl 07.10.05, 09:41
    Zgodnie z obietnicą piszę opiszę następną przejażdżkę - a raczej to co z niej
    pozostało. W planie był przejazd na Stog Izerski i z powrotem - długość trasy
    miała liczyć ok. 200 km. Celem właściwym był podjazd na Stog Izerski (jaki
    człowiek jest nawiedzony żeby jechać niemal 100 km w jedną stronę aby móc
    wylewać poty na jakimś podjeździe - znajomi mówią, że jestem po......... -
    cenzura wycięła hihi). Pomysł zrodził się podczas pieszej wycieczki jaka
    miałem okazję odbyć w tym roku po górach izerskich. Podjazd wydał się dość
    ciekawy - i co ważniejsze nowy - nie będący dotychczas na moim rozkładzie.
    Miał to być wyjazd 2-osobowy. Jak zwykle skończyło się "solo":(. Koleś
    odmówił wieczorem w dzień przed wyjazdem. Trasa wiodła z Jawora przez Lipę
    do drogi nr 3, którą jechałem cały czas aż do rozjazdu w Szklarskiej Porębie.
    Stamtąd na Świeradów Zdrój. Pogoda jak zwykle fatalna, zachmurzone niebo
    zwiastowało nieuchronne nadejście deszczu. Poza tym było dość zimno
    (wyjechałem przed 7 rano). Starałem się jechać od początku spokojnie nie
    forsując tempa. Jednak mimo wolnej jazdy od samego początku czułem, że będzie
    ciężko. Dzień wcześniej miałem dość ciężki trening piłkarski (ech jak
    pogodzić te sportowe namiętności?? - jak to o mnie rzekł kiedyś
    kolega "człowiek renesansu z Ciebie" – gram w co się da), i jak sądzę to
    trochę się odbiło na mojej dyspozycji. Każdy podjazd (coś co tak lubię, coś
    co mnie skłoniło do tego wyjazdu) pokonywałem w tempie rzec można ospałym:).
    Ciągle miałem wzloty i upadki takie wahania dyspozycji. Po 50 km zrobiłem
    krótką przerwę na posiłek - gdyż rano niewiele jadłem. Szybko minąłem Jelenią
    Górę. W Wojcieszycach - przeżyłem pierwsze rozczarowanie. Ktoś za mną
    zatrąbił - zupełnie bez powodu (jestem na tym punkcie cholernie uczulony).
    Odwracam głowę, patrzę policja. Pewnym gestem dałem im do zrozumienia co o
    nich myślę. Oni nie przyjęli tej prowokacji!!!!!!!!!!!!!!!!!!!. Świnie.
    Podjazd do Szklarskiej (właściwie wstyd to nazywać podjazdem) pokonywałem w
    tempie prawie 10 km/h wolniej niż zwykle. Jednak wiedziałem, że ta
    niedyspozycja kondycyjno-siłowa nie może mnie zmusić do przerwania jazdy do
    celu i powrotu. W Szklarskiej miałem krótki postój na spotkanie ze znajomym i
    ruszyłem dalej w kierunku Świeradowa. Tempo mi ciągle siadało. Pod koniec
    podjazdu pojawił się pierwszy niepokojący sygnał - ból w kolanie podobny do
    tego jaki mnie dopadł podczas wyprawy 300 km po Karkonoszach. Zaraz za
    zakrętem śmierci zatrzymałem się, zacząłem jeść i rozmyślać co począć dalej.
    Jechać czy wracać. Do Stogu było jeszcze ok. 22-3 km (w tym ostatnie 6-7 km
    podjazdu). Zjadłem pobiłem się z myślami i ruszyłem dalej :D. Jednak po ok. 1
    km zatrzymałem się na poboczu i zacząłem się wahać. Po kilkunastu
    minutach!!!!!!!!! podjąłem decyzję o powrocie. Jak się później miało okazać -
    jedynej słusznej. Zjechałem do Szklarskiej, zostawiłem rower u znajomego i
    poszedłem do apteki kupić maść rozgrzewającą. Nasmarowałem kolano i przy
    padającym deszczu (Szklarska Poręba zdaje się mnie nie rozpieszczać – zawsze
    wita mnie lub żegna deszczem) i bólu ruszyłem w drogę powrotną. Jechało się
    ciężko, gdyż ból ciągle dawał znać o sobie. I ciągle miałem obawy czy uda mi
    się dotrzeć o własnych siłach. Poza tym ciągle pojawiały się niesprzyjające
    sytuacje. W trakcie drogi wyprzedziłem jakiegoś cyklistę a ten zamiast mnie
    dogonić lub sobie odpuścić jechał za mną. Moja chora ambicja (hihi żart) mi
    na to nie pozwalała a z drugiej strony z powodu bólu nie mogłem przyspieszyć.
    Jednak przy pomocy ciężarówki udało mi się pana zgubić (wiem wstyd ale cóż
    poradzić hehe). Przyspieszyłem na lekkim wzniesieniu za samochodem do 50 km/h
    i zgubiłem ogon:). Dzięki temu nabrałem potem większej chęci do jazdy (jaka
    motywacja, skoro da się jechać 50 km pod lekkie wzniesienie to potem jakoś
    samemu łatwiej). I przez kilkanaście następnych kilometrów trzymałem dobre
    tempo (już sam bez pomocy). Niestety do domu było jeszcze ok. 30 km w tym
    kilka podjazdów. Prawdziwy kryzys związany z bólem przyszedł niemal dokładnie
    w tym miejscu z którego poprzednim razem zostałem zabrany nocą do domu (cóż
    za zrządzenie losu). Jakieś 7 km od domu. Musiałem się zatrzymać i znowu
    nasmarować nogę. Ledwo wsiadłem na rower i zacząłem ruszać nogą (to jest taki
    ból który ciężko opisać). Po jakiś 400m udało mi się jednak (komuż tu
    podziękować ???) rozruszać nogę i już w miarę spokojnie dojechać do domu.
    Teraz wiem, że podjąłem słuszną decyzje o powrocie, bo z pewnością o własnych
    siłach nie wróciłbym do domu (zwycięstwo zdrowego rozsądku nad ułańską
    fantazją - chyba pierwszy raz w życiu hihi). Jednak dalej korci mnie wyjazd
    na tę górę jeszcze w tym roku. Może ktoś tu się zgłosi ???.
    Boję się tylko o nogę. Chyba nie pozostanie nic innego jak wizyta u
    ortopedy. A jak powie stop rowerowi??. Co ja wtedy zrobię, może ktoś ma
    podobne doświadczenia i jakiejś rady mi udzieli.
    Obserwuj wątek
      • mmmal Witam Waćpana :) 07.10.05, 10:15
        Niestety, radą żadną służyć nie mogę (co najwyżej nt. niezrastających się
        kości;)) W każdym razie miło poczytać, jakeś zaciekle przez swoją prywatną
        drogę przez mękę się przedzierał :)
        Ale faktycznie zbadaj kolano, byś cnego grona bicyklistów z jego powodu nie
        opuścił!!
        Pozdrawiam :)
        Mmal
        • dr.rocco Re: Witam Waćpana :) 07.10.05, 12:39
          Znam twoje problemy , kiedys tez mialem taki problem z noga , tez sie
          balem wizyty u lekarza , no ale sie wkoncu zdecydowalem , i co mi lekarz
          powiedzial :
          Powiedziala ( bo to byla kobieta ) ze mam tam jakies zapalenie czegos tam
          i jak bede tak sie forsowac zanim tego nie wylecze to moge miec potem problemy
          do konca zycia i na rower juz nie wsiade i ze w nocy tez nie bede spal , tak
          bedzie mnie skrecac , no i musialem sobie zrobic przerwe , no i dzis ta cala
          sprawa jest tylko wspomnieniem.
          Wiec co moge ci napisac ?
          Nie ma sie co bac , idz do lekarza , nawet jesli cie zmartwi , to lepiej
          wiedziec na czym sie stoi , zawsze mozna zignorowac lekarza :)
      • misiomis Re: Dolny Śląsk - cz. II 07.10.05, 15:41
        Gość portalu: piwko napisał(a):

        > Boję się tylko o nogę. Chyba nie pozostanie nic innego jak wizyta u
        > ortopedy. A jak powie stop rowerowi??. Co ja wtedy zrobię, może ktoś ma
        > podobne doświadczenia i jakiejś rady mi udzieli.

        Mialem cos podobnego tydzien temu. Po zrobieniu okolo 140km na trasie Lodz-
        Warszawa (czyli calkowicie plasko) zaczelo mnie bolec prawe kolano. Wczesniej
        pobolewalo mnie troce lewe, ale sie uspokoilo. Bol byl najbardziej dokuczliwy,
        gdy zatrzymywalem sie na swiatlach stawiajac prawa noge na ziemi, albo gdy
        stawalem na pedalach. Dodam jeszcze, ze od okolo 50 km padal deszcz. Ale dalo
        sie przezyc i zrobilem tak jeszcze 20km.
        Nastepnego dnia kolano bolalo przy zginaniu nogi, a najgorzej przy
        schodzeniu/wchodzeniu po schodach. Ale, ze jestam twardy :) zrobilem jeszcze
        40km po miescie i to mnie ostatecznie zniechecilo do dalszej jazdy rowerem.
        Bol byl umiejscowiony po prawej stronie prawego kolana, wiec zwalilem to na
        naciagniete wiezadlo i postanowilem sie oszczedzac. Do tego smarowalem obolale
        miejsce Naklofenem i opasywalem sobie kolano opaska elastyczna.
        No i co??... Pomoglo!!
        Dzisiaj pierwszy raz od tygodnia wskoczylem na rower i jest OK. Drobny bol
        jeszcze czasem sie pojawia, ale zupelnie nie przeszkadza w spokojnej jezdzie,
        tylko przypomina, ze jeszcze troche musze sie oszczedzac.
        Nie wiem, czy masz to samo, ale moja rada jest taka, zeby oszczedzac noge, dac
        jej odpoczac i smarowac czyms stosownym, a jak sie po paru dniach nie poprawi,
        to do lekarza.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka