Dodaj do ulubionych

Tylko jezyk nowego kraju? ...historia smutna..

27.02.10, 15:24
Witam,
moj post troche zainspirowal watek: OPOL dzielony na trzy.

Historia ktora chce opisac, jest absolutnie autentyczna, a troche chyba ku przestrodze wszystkich osob, ktore uwazaja, ze NIE nalezy uczyc jezyka rodzicow (i niekoniecznie jest to jezyk polski).

Moj maz, wiedzac o moich zaiteresowaniach jezykowych, zadzwonil kiedys do domu z pracy, z "dziwnym" pytaniem; o tlumacza z j.wloskiego dostepnego "od zaraz". Mieszkalismy wtedy na polnocy Anglii, a maz jest geriatra...
Okazalo sie, ze ma pacjentke, Wloszke. Z ciezka demencja. To, samo w sobie nie bylo by niczym dziwnym, gdyby nie to, ze...nie mozna sie z nia porozumiec, i konieczny jest tlumacz, "na juz".
Zapytalam, czy nie ma jakiejs rodziny? Tak, ma dzieci, ktore dojada (rozrucone po calym kraju). Rozmawial juz z nimi przez telefon.

Po pewnym czasie -uslyszalam ciag dalszy tej historii.

Tato, Wloch, jako jeniec wojenny wyladawal w Anglii, sprowadzil tam po wojnie zone Wloszke, i mieli 4 dzieci.
Zadecydowali, ze dla dobra dzieci -NIE beda ich uczyc po wlosku, niech beda Anglikami.
I coz, dzieci zostaly Anglikami bez zadnej, ale to zadnej znajomosci wloskiego. Wszystko bylo dobrze, dzieci dorosly, odeszly z domu...wtedy, kiedy to sie dzialo, mialy po 50-60 lat.
I...nagle okazalo sie, ze nie moga rozmawiac z wlasna matka. Ojca juz nie ma, matka po angielsku, nie mowi ani slowa! Innej rodziny brak.

Tragedia, dla wszystkich. Ta historia nie miala dobrego zakonczenia. Pacjentka potem zmarla. Do konca juz dzieci nie mogly z matka porozmawiac.

A ja, znajac na prawde wiele osob wielojezycznych, uwazam, ze jeszcze nigdy nikomu znajomosc jakiegos jezyka -nie zaszkodzila, a mogla pomoc. Jedna z moich studentkek, Niemka, jak dowiedziala sie ze jestem w ciazy, powiedziala mi, zebym koniecznie, ale to koniecznie uczyla dzieci polskiego! Bylo to takie sympatyczne.
To byla tzw. mature student (osoba, ktora studiuje w wieku starszym, chcociaz tu za takich uwaza sie studentow powyzej 25 lat). Powiedziala mi, ze jej synowie, protestowali, zwlaszcza jako nastolatkowie, ale ... miala duza satysfakcje, jak po studiach przyznali, ze "mama miala racje" a do tego, jeden z nich pracuje w Niemczech, a drugi ...ma zone, Niemke! smile))
Obserwuj wątek
    • jan.kran Ciotko Paszczaka. 27.02.10, 18:41
      Pracuję w Domu Swawolnej Starości.
      Sama nie miałam do czynienia z opisaną powyżej sytuacją ale koleżanka Szwedka z
      fabryki tak.

      Mama Polka , tata Szwed.
      Dzieci nie mówiły po polsku.
      Tata spoczął , mama zapadła na demencję i zapomniała szwedzkiego kompletnie.
      Mówiła tylko po polsku.
      Dorosłe dzieci na cito uczyły sie polskiego żeby móc się z Mamą dogadać...

      Sytuacja jaką znam osobiście , pisałam chyba o tym na forum ale się wplata w wątek.
      Koleżanka Polka przyjechała z polską Mamą do Norwegii w wieku lat trzynastu.
      Teraz ma 40+ i nastoletnią córkę urodzoną w Norwegii z zerową znajomościa polskiego.
      Mama koleżanki zachorowala na raka i dość szybko odeszła.
      Córka koleżanki spędziła ostatnie godziny przed odejściem z polską Babcią z
      którą całe życie rozmawiała po norwesku.
      Dzwoniła zdesperowana do swojej Mamy bo Babcia mówiła przed śmiercia tylko po
      polsku a Ona nic nie rozumiała...
      Ula
      • k.bazylejska Re: Ciotko Paszczaka. 28.02.10, 07:47
        U mnie w rodzinie była trochę inna historia. W rodzinnym domu mojej prababci w Wilnie, do opieki nad dziećmi zatrudniono Niemkę z Rygi. Takie były zwyczaje w tamtych czasach. Już wtedy zwracano uwagę na wychowanie wielojęzyczne. Siostra mojej prababci dożyła sędziwego wieku, i przez ostatnie tygodnie życia przestała mówić w ogóle po polsku, który był jej językiem ojczystym i zaczęła mówić tylko po niemiecku. Ewidentnie niemiecki był jej najsilniejszym językiem we wczesnym dzieciństwie. W tym przypadku nie było problemu komunikacyjnego, bo jej zięć był ze spolonizowanej rodziny austriackiej i niemiecki zał wyśmienicie, a córka i wnuczki też nim biegle władały.

        Słyszałam też historię o polskim emigrancie wojennym w Anglii, ożenionym z Angielką, który w podeszłym wieku z dnia na dzień przestał mówić po angielsku i zarówno żona jak i dzieci nie były wstanie się z nim porozumieć

        k.bazylejska
        Jas 12.2002 Klara 02.2007 niemiecki, polski, angielski
        • ciotka_paszczaka Re: Ciotko Paszczaka. 28.02.10, 12:43
          Podobna historie opowiadal moj dziadek o swoim dziadku, ktory byl Morawianinem (obecnie to czesc Czech, wtedy Austro-Wegier). Pra -pra pra dziadek, ktorego pamietal tylko troche, bedac wtedy b.malym dzieckiem; mowil po czesku, i on, (moj dziadek) nie mogl go zrozumiec. Natomiast niemiecki, tez byl jezykiem wszystkich osob -drugim, obok polskiego; rzecz dziala sie jeszcze przed 1 wojna, we Lwowie.

          A wracajac do mojego pierwotnego watku, tak jak napisalam, wydaje mi sie, ze ta "wloska" historia (i jej skandynawsko-polski odopowiednik) powinna to byc pewnego rodzaju PRZESTROGA.

          Jest takie powiedzenie, przypisywane Goethemu, iz im wieksza iloscia jezykow wladasz, tym wiekszym (w sensie: pelniejszym) czlowiekiem sie stajesz.

          Moje dzieci ucza sie Walijskiego, co mnie osobiscie bardzo cieszy, a moj maz, czasami z niejakim smutkiem mowi, iz owszem w szkole byl zarowno francuski (ktorym biegle wlada) jak i lacina, ale irlandzkiego nikt nie uczyl. A szkoda!

          N.B. moim drugim jezykiem jest niemiecki, angielskiego zaczelam sie uczyc -z bardzo duzymi protestami, z mojej strony- dopiero w liceum. Gdyby mi ktos wtedy powiedzial, ze bede kiedys w tym jezyku pisac prace naukowa...sadze, ze bardzo bym sie wtedy smiala...
          Czas nas uczy pokory?
          • embeel Re: Ciotko Paszczaka. 02.03.10, 11:28
            Zdecydowanie czas nas uczy pokory. Moja prababcia pochodzila z okolic Tarnopola (dzisiejsza Ukraina). Po wojnie rodzina zostala przesiedlona do Konina, na Ziemie Odzyskane. Prababcia sama byla Polka ale miala nianie Ukrainke i wiele ukrainskich sasiadek. W schylkowym okresie zycia mowila wylacznie po ukrainsku, zupelnie 'wylaczyla' polski jezyk. Na szczescie istnieje pewne podobienstwo tych dwoch jezykow, poza tym jedna z jej wnuczek znala rosyjski, wiec udalo sie stworzyc pewnien 'mix jezykowy' do porozumiewania sie, ale ja - wtedy male dziecko - zupelnie jej nie rozmialam.
    • spinelli Re: Tylko jezyk nowego kraju? ...historia smutna. 02.03.10, 18:28
      ciotka_paszczaka napisała:

      > troche chyba ku prze
      > strodze wszystkich osob, ktore uwazaja, ze NIE nalezy uczyc jezyka rodzicow (i
      > niekoniecznie jest to jezyk polski).<

      Nie spotkalam na tym forum ani jednej osoby, ktora uwazalaby, ze NIE nalezy
      uczyc jezyka rodzicow
      • k.bazylejska Re: Tylko jezyk nowego kraju? ...historia smutna. 03.03.10, 00:39
        > Nie spotkalam na tym forum ani jednej osoby, ktora uwazalaby, ze NIE nalezy
        > uczyc jezyka rodzicow
        >

        To jest forum dosyć specyficzne, bo poświęcone wielojęzyczności. Czytają je w
        większości ludzie zainteresowani tym tematem.

        Natomiast w życiu codziennym spotykamy się często z ludźmi, którzy dla dobra
        dzieci nie nauczyli ich swojego języka.

        Ostatnio byłam na praktyce dla bezrobotnych i przez trzy miesiące siedziałam w
        jednym biurze z Turkiem, który do syna mówił w swoistej mieszance lokalnej gwary
        alemańskiej i literackiego niemieckiego. Ów Turek przekonywał mnie, że jeśli
        będę mówiła do dzieci po polsku, to nie poradzą sobie one w szkole.

        Miałam też w ostatniej pracy kolegę Rosjanina mieszkającego w Zurychu, który do
        dzieci w domu mówi po angielsku. Najstarszy syn urodził się jeszcze w Rosji,
        jedna córka w Australii a druga w Szwajcarii. Cała rodzina ma obywatelstwo
        australijskie. Kiedy go pytałam czemu nie uczą dzieci rosyjskiego to Timur
        powiedział, dla nich język rosyjski nie jest taki ważny, bo oboje są z
        Uzbekistanu i pierwszym językiem jego żony jest uzbecki, jego pierwszym językiem
        jest rosyjski, ale on też jest dwujęzyczny i uzbeckim biegle włada. Na początku
        jak byli pięć lat w Australii to z pierwszym synem mówili po rosyjsku, wysłali
        go nawet na pół roku samego do Rosji do babci do szkoły, by się nauczył czytać
        po rosyjsku. Teraz cała rodzina rosyjskojęzyczna łącznie z babcią mieszka w
        Australii. A w Uzbekistanie została tylko rodzina uzbeckojęzyczna i jak tam jadą
        z wizytą to dzieci i tak mało co rozumieją. Timur z rodziną zamierza zostać na
        stałe w Szwajcarii i jego dzieci są dwujęzyczne: angielsko-niemieckojęzyczne.
        Syn nawet trochę mówi po rosyjsku.

        Miałam też innego kolegę w pracy, który z matką Czeszką rozmawiał po niemiecku (
        ale nie w lokalnym dialekcie) i dotąd z rodzeństwem rozmawia w literackim
        niemieckim a nie w dialekcie, który tu jest "majority language".

        Mogłabym mnożyć przykłady.

        Są ludzie, którzy z różnych względów uczą dzieci swojego pierwszego języka, są
        ludzie, którzy tego nie robią. Ja nie mam problemów z ludźmi, którzy tego nie
        robią. To ich sprawa, ich dzieci. My też, wbrew pozorom podejmujemy wiele
        decyzji za nasze dzieci. To z kim się żenimy, za kogo wychodzimy z mąż, w jakim
        kraju mieszkamy (to też jest w końcu nasza decyzja, a nie decyzja naszych
        małoletnich dzieci) Do jakiej szkoły je posyłamy. Faktem jest, że dzieci ulegają
        bardziej wpływom otoczenia a mniej domu rodzinnego i bardziej się z otoczeniem
        utożsamiają, ale my to otoczenie wybieramy lub wręcz kreujemy, poprzez nasze
        własne wybory.

        Na tym formu jan.kran często pisze o tym, jak walczyła o polski swych dzieci. A
        ja ośmielę się zauważyć, że niemiecki jest pierwszym językiem jej syna, bo
        mieszkając w Oslo, chodził przez cztery lata do niemieckiej szkoły. Tam syn
        wzrastał wśród Niemców, miał przyjaciół Niemców, co tylko utwierdzało w nim jego
        identyfikacje z tym kręgiem kulturowym. Oczywiście nic w tym złego, to tylko
        takie interesujące spostrzeżenie.

        k.bazylejska

        Jaś 12.2002 Klara 02.2007 niemiecki, polski, angielski
        • jan.kran Re: Tylko jezyk nowego kraju? ...historia smutna. 03.03.10, 05:11
          Zgadza się że to forum nie przedstawia średniej jak chodzi o stosunek do
          wielojęzyczności.
          Zaglądają tu osoby zainteresowane wychowaniem wielojęzycznym.
          Ostatnio wdałam się w dyskusję na forum za ścianą i spotkałam się z innym
          podejściem.
          Ciekawe doświadczenie.
          Dla obydwojga moich dzieci niemiecki jest pierwszym językiem.
          Ale chętnie mówią po polsku i są przyzwyczajone do poruszania się w kilku językach.
          Uważam to za paradoks że mając oboje rodziców Polaków i mieszkając w Norwegii są
          zdecydownie zgermanizowanetongue_outPP
          Młoda to jeszcze zrozumiałe , 12 lat DE , siedem Norwegia, teraz piąty rok
          Monachium w blisko 100 % niemieckim środowisku.

          Ale Junior miał osiem lat jak przyjechał do Norwegii , na dziś ma 20
          i niemiecki jest Jego pierwszym językiem.
          Większość kolegów to Niemcy choć codziennie spędza wiele godzin w szkole
          norweskiej.
          Myślę że procentowo ma więcej kontaktu z polskim , niemieckim i angielskim niż z
          norweskim choć w tym ostatnim daje sobie nieźle radę.
          K.
          • lenkaaa Kranie, mam pytanie 03.03.10, 22:50
            byc moze pisalas juz o tym ale nie kojarze, wiec zapytam: kim czuja sie Twoje
            dzieci: Niemcami, Polakami, Norwegami ?
            • jan.kran Re: Kranie, mam pytanie 04.03.10, 07:53
              Lenkaa na pewno nie Norwegami.

              Mój syn czuje się Niemcem.
              A córka Polką , choć tak naprawdę jest bardzo niemiecka i Jej monachijscy
              koledzy bardzo się dziwią kiedy dowiadują się że ma rodziców Polaków i zna polski.
              Moje dzieci były pierwszy raz w PL jak miały 4,5 roku i rok.
              Mimo ze oboje rodzice Polacy DE to kraj Ich dzieciństwa , niemiecki jest Ich
              najsilniejszym językiem.
              Młoda jest silnie emocjonalnie związana z polską kulturą i rodziną ale Jej obraz
              Polski jest troche wyidealizowany.
              Nie jest mi łatwo to wszystko ogarnąć bo one na wiele rzeczy patrzą
              z niemieckiego punktu widzenia.
              Temat rzeka ...
              Na pewno na tym forum do tego powrócęsmile
              Ula
              • lenkaaa Re: Kranie, mam pytanie 05.03.10, 09:09
                Dzieki. Tak do mnie powoli dociera, ze jesli zostaniemy w Holandii, to moja
                corka bedzie sie czula pewnie Holenderka. Dziwne to dla mnie uczucie, ale sie
                powoli z nim oswajam smile
                Jest sens mowic corce, ze jest Polka (bo paszport ma polski i brytjski a
                holenderskiego nie)? Pewnie nie, bo to tylko niepotrzebnie zagmatwa w glowie
                5-latce....
                Niedawno moje dziecko wrocilo po zabawie w domu koleznki z klasy i powiedzialo
                mi z zalem, ze tez by chcialo miec holenderska mame (!) a mnie sie tak jakos
                dziwnie zrobilo w srodku....
                • jan.kran Re: Kranie, mam pytanie 05.03.10, 10:43
                  Ja mam chwilowo migrenę i nie wiem na jakim wątku się wpisaćtongue_outPPP
                  Moje dzieci nie mają niemieckiego paszportu ale są Niemcami jakby nie patrzeć.

                  Między sobą rozmawiają po niemiecku , wszyscy troje mamy handy i kompy z
                  niemieckim menu.
                  Niestety zauważam że mi jest łatwiej i szybciej dogadać sie z nimi po niemiecku...
                  Może to chwilowe bo Młoda wlaśnie przyleciała z DE i mimo że się bardzo stara
                  mówić po polsku to ciągle skręca na niemiecki.

                  Może to mój problem bo ja uważam niemiecki za najpiękniejszy i najbardziej
                  logiczny jezyk jaki znam.

                  Niemiecki dominuje w moim polskim domu w Oslo...

                  Idę to przemyślećtongue_outPPP
                • ciotka_paszczaka Re: Kranie, mam pytanie 05.03.10, 17:36
                  Nie wiem, czy paszport (obywatelstwo?) ma jakis zwiazek z poczuciem tozsamosci? Moje dzieci maja dwa obywatelstwa -po tatusiu - jak i, trzecie, polskie (absolutna droga przez meke, ale sie zaparlam!) po mamusi. Nie tlumaczylam, dlaczego. Raczej,uwazalam, ze jezyka mamy i taty powinny sie nauczyc, a to, kim sie czuja pozostawiam im samym do okreslenia.

                  Mysle, ze mozna by rozszerzyc powiedzenie naszego krola ("nie jestem krolem sumien moich poddanych") nie tylko na religie, ale tez na poczucie narodowosci.

                  Natomiast staram sie, zeby w kazdym kraju dzieci umialy sie "znalezc" tzn. znaly jego specyfike, na tyle, na ile potrafie (a wlasciwie potrafimy) im to przekazac!
                  Czuja sie Irlandkami, i dobrze. Ale jak mi starsza pociecha powiedziala: ja jestem taka Irlandka i Brytyjka, ale po srodku Polka!
                  to doszlam do wniosku, ze nie jest zle.
                  • lenkaaa Re: Kranie, mam pytanie 05.03.10, 19:06
                    Ciotko paszczaka, czy wy mieszkacie w Walii ? Jesli tak, tom ciekawa gdzie
                    konkretnie. My pare razy do roku jestesmy w Walii bo rodzina meza mieszka
                    niedaleko Cardiff (30 min. samochodem od stolicy)
                    • ciotka_paszczaka Re: Kranie, mam pytanie 06.03.10, 12:59
                      Witam Lenko,
                      wyslalam Ci wiadomosc PM. smile
    • risando Re: Tylko jezyk nowego kraju? ...historia smutna. 03.03.10, 09:14
      Przeciwnikow wielojezycznego wychowania jest pewnie wiecej niz nam sie wszystkim wydaje - przynajmniej w Polsce.

      Wielu ludzi nie moze sie uwolnic od bardzo osobistego (narodowego) punktu widzenia: Znajomosc jezyka polskiego jest czym zupelnie naturalnym, wrecz koniecznym, znajomosc innego jezyka to taka dodatkowa, przydatna w zyciu umiejetnosc tak jak posiadanie prawa jazdy. Jesli ten dodatkowy jezyk to angielski, francuski, niemiecki, to mozna to jeszcze rozumiec, bo warto "tak tanio" uczyc dziecko istotnego dla pracodawcow jezyka obcego, ale po co sie zajmowac takimi jezykami jak turecki, rumunski czy wietnamski.

      Wiem, ze mocno upraszczam, ale reprezentatywny sondaz dot. nastawienia do naturalnego wychowania wielojezycznego (nie mowie o nauce jezykow obcych) w Polsce dalby pewnie niezbyt ciekawy wynik.

      Pozdrawiam
      • aleka27 Re: Tylko jezyk nowego kraju? ...historia smutna. 05.03.10, 08:49
        Mój syn urodził się w Hiszpani ,mówilam do niego po hiszpańku i w
        tym jezyku zaczą mówic ,potem wrucilismy do polski i szok dziecko
        zapisalam do przeczkola a on nierozumie polskiego lament babci i
        dziadka niewspomne o trudnosciach z nawiazaniem kontaktu z
        ruwiesnikami ,po pół roku maly swietnie dogadywal sie w jezyku
        polski ,teraz chodzi do szkoly i niema problemu nawet tatusiowi
        sluzy za tlumacza ,ale jest problem nioechce rozmawiac po hiszpansku
        ewentualnie z tata ale tez z oporami
        • spinelli Re: Tylko jezyk nowego kraju? ...historia smutna. 05.03.10, 13:33
          aleka27 napisała:

          >
          > zapisalam do przeczkola <

          gdzie go zapisalas?smile))))
          • yuka66 Re: Tylko jezyk nowego kraju? ...historia smutna. 05.03.10, 17:01
            Czemu sie tylko tego bledu uczepilas ?
            • lenkaaa Re: Tylko jezyk nowego kraju? ...historia smutna. 05.03.10, 18:11
              Takie bledy sa koszmarne, ze az mnie "zeby bola" jak czytam, ale juz sie
              oduczylam zwracac uwage, bo wielokrotnie na forach "napada sie" na na
              "poprawiaczy", a osoby piszce z takimi bledami tlumacza sie dysleksja.
            • spinelli Re: Tylko jezyk nowego kraju? ...historia smutna. 05.03.10, 22:02
              yuka66 napisała:

              > Czemu sie tylko tego bledu uczepilas ? <

              bo mnie okropnie rozsmieszyl. Staram sie nie czepiac ortografii ale przeczkole
              jest slicznesmile)
              • yuka66 Re: Tylko jezyk nowego kraju? ...historia smutna. 08.03.10, 11:58
                Lubie fora, na których moderatorzy poprawiają błędy.
                Moja 13-letnia córka pisze trochę na polskich forach i jest to dla mnie
                niezmiernie ważne, żeby nie patrzyła na wyrazy napisane z błędami.
                • spinelli Re: Tylko jezyk nowego kraju? ...historia smutna. 08.03.10, 13:19
                  yuka66 napisała:

                  > jest to dla mnie
                  > niezmiernie ważne, żeby nie patrzyła na wyrazy napisane z błędami.<

                  muialabys jej zablokowac dotep do internetu.
                  Poza tym nie bardzo podoba mi sie idea moderatora z czerwonym olowkiem.
                • jan.kran Re: Tylko jezyk nowego kraju? ...historia smutna. 08.03.10, 16:01
                  yuka66 napisała:

                  > Lubie fora, na których moderatorzy poprawiają błędy.
                  > Moja 13-letnia córka pisze trochę na polskich forach i jest to dla mnie
                  > niezmiernie ważne, żeby nie patrzyła na wyrazy napisane z błędami.

                  -------> Moja córka nauczyła się wiele dzięki netowi.
                  Był taki okres w Jej życiu kiedy sporo pisała na polskich forach , kilka lat temu.
                  Miała szczęście bo trafiła na fajne fora i sympatycznych ludzi którzy
                  poprawiali Jej polskismile

                  Poza tym miała dwóch kolegów z PL z którymi prowadziła szeroką korespondencję.
                  Zaczęła pisać po polsku na necie jak miała 12 lat.
                  Na dziś pisze po polsku tylko na fejsbuk albo ze mną lub ze swoim kuzynem który
                  Ją poprawia.
                  Jakoś lecismile
                  K.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka