Dodaj do ulubionych

do ewabemy

19.03.06, 19:09
Piszesz w innym wątku:

>Nie przyszlo Ci na mysl aby urodzic dzidzie i oddac do adopcji??????????
>(...)
>Dzis jestem mama 4 miesiecznej coreczki planowanej wyczekiwanej i nie
>wyobrazam
>sobie bez niej zycia!

Właśnie! Nie wyobraższ sobie bez niej życia. Wiec jak możesz sugerować
komukolwiek adopcję? Oczywiście rozumiem, że nie wyobrazsz sobie życia bez
córeczki, ale skoro jest tylu ludzi, którzy czekają bezskutecznie na dziecko,
to może wyobraź sobie oddanie jej do adopcji - skoro kogoś do tego namawiasz.
Zrobisz dla kogoś dobry uczynek, a Ty urodzisz sobie jeszcze dziecko, co Ty
na to? Bo jeśli się na to nie piszesz, to nie mów innym o adopcji, ok?

Sama jestem mamą i oczekuje na drugie dziecko i przysięgam, wolałabym usunąć
niż oddać swoje dziecko do adopcji!!!!
Obserwuj wątek
    • utka Re: do ewabemy 20.03.06, 15:08
      to chyba przesada Reniu prosic kobiete, ktora dlugo na dziecko czekala, by je
      oddala do adopcji nie uwazasz .... ? widzisz tak kobieta juz pokochala swoje
      dziecko pewnie jeszcze na dlugo przez jego fizycznym poczeciem. Miedzy mimi
      jest gleboka relacja milosci.

      Co innego osoba, ktora chce dokonac aborcji, czyli to dziecko nienarodzone po
      prostu zabic. Tu jak widac nie ma miejsca na odrobine nawet milosci, no chyba
      ze ogromne poklady milosci wlasnej (bo do tego w gruncie rzeczy mozna
      sprowadzic te wszystkie argumenty kobiet ktore ciaze usunely) ... Wiec uwazam,
      ze to wlasciwe pytanie dla kobiety, ktora chce dziecko abortowac, czy by nie
      potrudzila sie jeszcze pare miesiecy, nie urodzila tego dzieciatka i nie oddala
      go komus, ktor bedzie je kochal, skoro ona kochac tego dziecka nie zamierza, bo
      juz duzo wczesniej skreslila je ze swego zycia. Przez te dziewiec miesiecy
      naprawde duzo sie moze wydarzyc.

      No i jak Cie cenie task dziwie sie tej Twojej deklaracji na koncu ....... Az
      zadam pytanie, ktore Ty czesto zadajesz innym - czemu ten manifest ma
      sluzyc ?????
      • reniatoja Re: do ewabemy 20.03.06, 20:07
        Dużo sie zastanawiałam nad tym "oddaniem do adopcji" i wiem, że nie mogłabym,
        nie dałabym rady tego zrobić. Myślę, że od czegoś takiego można z latami
        oszalec, te wszystkie pytania, które by przez całe życie człowiek sobie
        zadawał...


        Ja nie oczekuje od Ewabemy, ze odda swoje dziecko do adopcji, wiem, że tego nie
        zrobi, to była taka prowokacja, bo nie wiem jak mozna w jednym zdaniu (czy w
        dwóch obok siębie, już nie pamiętam) pisac: A może pomysl o adopcji, ja np
        urodziłam córeczkę i nie wyobrazam sobie życia bez niej. Co ma jedno z drugim
        wspólnego?

        To, ze ktoś nie jest w stanie przyjać i wychować dziecka niekoniecznie oznacza
        całkowity brak miłości. A właściwie wydaje mi sie, że właśnie gdyby to chodziło
        tylko o brak miłości, to to byłoby łatwiejsze, aborcja nie byłaby takim
        dramatem jakim jest dla wielu kobiet. Ale jeśli decydujesz sie jednak donosić
        tę ciążę, to znaczy, że pokochasz to dziecko, nie wiem jak Ci to wytłumaczyć,
        bo ja to raczej na wyczuciu opieram, narodzi sie jakas więź, instynkt. Jak to
        wtedy zrobić, żeby oddać własne dziecko w nieznane ręce, nic o nim nie
        wiedzieć, nie móc zobaczyć, całe życie zadawac sobie miliony pytan itd. Myślę,
        że można oszalec od czegoś takiego.

        A kiedy usuniesz to przynajmniej wiesz co zrobiłaś, wiesz, że nie ma ciągu
        dalszego, że tego dziecka nigdzie nie ma (no , może w niebie, jeśli ktoś
        wierzy), nie wiem, no ja, gdybym musiała, to chyba wybrałabym aborcję, nie
        wyobrażam sobie po prsotu zostawić własne dziecko i odejśc. Dalsze zycie byłoby
        pasmem koszmarów. Nie wiem. Ja bym nikogo nie namawiała do adopcji, to
        okrucieństwo. Co bym potem, za pieć czy 10, czy 20 lat powiedziała tej
        kobiecie, gdyby mnie zapytała co się dzieje z jej dzieckiem? czy zyje, czy jest
        szczesliwe, zdrowe, czy o niej w ogóel wie? Że na pewno wszysko dobrze i ma
        kochających rodziców? A skąd ta pewnosć?

        temat jest trudny. Myślę, że przede wszystkim nie zgodzę się z Tobą w tym, ze
        argumenty kobiet, które decydują sie na aborcję można sprowadzic do miłości
        własnej. Z pewnością nieraz tak jest, ale czesto to nie jest takie proste
        wszystko...

        A mój manifest na końcu (raczej deklaracja) ma służyc temu, zeby nie proponować
        adopcji, bo wg mnie to jest jeszcze trudniejsze niz aborcja. Najsensowniejszym
        wyjsciem z sytuacji byłaby deklaracja prawdziwej rzetelnej długofalowej pomocy
        w przyjeciu i wychowaniu niechcianego dziecka. Myślę, ze gdyby kobiety taką
        deklaracje od kogokolwiek otrzymały, wiele z nich nie usunełoby ciązy.

        Znasz jakąś kobietę, która oddała dziecko do adopcji? Jak sobie z tym radzi? Ja
        nikogo takiego nie znam, mogę sobie tylko wyobrażać, co ja bym czuła.
        • utka Re: do ewabemy 21.03.06, 09:12
          Reniu ja nie twierdze, ze to sa proste i oczywiste sprawy ...
          Dla kazdej kobiety niechciana ciaza to jest dramat. No ale absolutnie nie mozna
          stawiac znaku rownosci miedzy adopcja a aborcja ... Jesli kogos kochamy,
          niewazne czy to dziecko, osoba dorosla czy staruszek, to chcemy dla tego kogos
          jak najlepiej, chcemy by ktos byl szczesliwy, jak cierpi staramy sie mu w tym
          cierpieniu ulzyc. Tak to jest na swiecie, milosc, to przede wszystkim
          pragnienie dobra dla drugiej osoby. Nie wiem tylko dlaczego tak ciezko
          zastosowac te zasade w stosunku do malutkiego jeszcze nienarodzonego
          dziecka ... ?

          Piszesz, ze powinno sie matkom pomagac przy wychowaniu tych niechcianych
          dzieci, jakos je wspierac; tu sie zgadzam, ale jednoczesnie chce zauwazyc, ze
          osoby, ktore dziecko usuwaja, to czesto osoby ktore raczej biedy nie klepia i
          dziecko zabijaja nie dlatego, ze nie maja srodkow, tylko dlatego, ze to dziecko
          bedzie mi przeszkadzac w tzw. karierze, nauce, samorealizacji, zwiedzaniu
          swiata i tym podobych rzeczach. Tu nigdzie nie ma mowy o dziecku i jego dobru,
          a zawsze na pierwszym miejscu jest 'ja' i 'moje racje', wiec gdzie tu milosc do
          dziecka ??? Napisalam, ze przez te dziewiec miesiecy ciazy moze sie wiele
          zmienic i piszac to chodzilo mi glownie o to, ze gdyby ta kobieta zdecydowala
          sie ciaze zatrzymac (z mysla o pozniejszym oddaniu dziecka do adpocji), to
          wierze, ze w tym czasie raczej na pewno by to dziecko pokochala i po urodzeniu
          je zatrzymala. I to by wyszlo tylko na dobre jej i jej dziecku ... A gdyby go
          dalej nie chciala, to czemu nie wzniesc sie ponad ten swoj nieszczesny egoizm i
          nie zrobic czego dobrego dla tego dziecka - czytaj - oddac je komus, kto je
          prawdziwie pokocha. Te rozterki o ktorych piszesz, wydaje mi sie, ze nie
          wynikaja z takiej olbrzymiej troski o los tego dziecka (sa rozne rodzaje
          adpocji i zapewniam Cie, ze polityka adopcyjna to nie zadna wolna amerykanka,
          ale, ze te potencjalne nowe rodziny sa dobrze i gruntownie prawdzane i
          kontrolowane), tylko raczej z troski o swoje wlasne samopoczucie. Popraw mnie
          jesli sie myle ...

          Reniu jeszcze worcie do Twego pierwszego akapitu - mysle gdybys zdecydowala sie
          na aborcje, to tak samo zadawalabys sobie cale zycie pytania o to dziecko,
          ktore bys zabila - byc moze porownywalabys je z dziecmi zyjacymi, moze by bylko
          bardziej zdolne, mialo bujniejsze wlosy, ciemne/ blekitne oczy Twoje/Twego
          meza, czego zadne z zyjacych dzieci nie odziedziczylo ...
          Czy nie lepiej wierzyc wiec, ze nasze dziecko gdzies zyje i ma sie dobrze i
          jest kochane ........ ?

          pozdrawiam serdecznie
          • utka Re: do ewabemy 21.03.06, 09:19
            A i ja nie znam zadnej mamy, ktora dziecko do adopcji oddala, ale znam blisko
            kilka rodzin, ktore na maluszka (ktory sie komus innemu urodzil) z utesknieniem
            czekaja. Sa po rozmowach, kursach i szkoleniach. Jedna z tych rodzin juz ma
            piecioletniego adptowanego synka i teraz czekaja na drugie dziecko :)

            Z przyjaciolka, ktora 11 lat temu dziecko abortowala niestety sie jakos nie
            uklada ... :(
            • pyska32 Re:kilka pytan 21.03.06, 10:15
              Dziewczyna zachodzi w niechcianą ciąże i postanawia urodzić .Póżniej oddać do
              adopcji . Kiedy wyjdzie ze szpitala i wróci do domu bez dziecka ,co powie
              rodzinie , znajomym , którzy przez kilka m-cy widzieli jej powiększający się
              brzuszek ? że dziecko ukradli w szpitalu ? a może przyzna sie ,że oddała do
              adopcji ?
              Będąc rocznym dzieckiem spędziłam kilka dni w domu dziecka. Nie pamiętam tego ,
              nie powinnam o tym wiedzieć , a jednak znalazł się ktoś"życzliwy" kto mi o tym
              powiedział . Ciągnie się to za mną przez całe życie jak największy smród. To
              apropo oddania dziecka do domu dziecka .Znam trzy dziewczyny po aborcji ,
              którym układa się w życiu .I jedną kobietę , obecnie 50 -letnią , która
              kilkanaście lat temu urodziła bliżniaki ,chociaż wszyscy jej radzili zabieg
              (mąż pijak , kiepska sytuacja materialna+ trójka dzieci). W "nagrodę" od życia
              dostała raka wątroby i teraz walczy o życie. Bo życie nie każe za aborcje , to
              kobieta robi sobie sama .
              • utka Re:kilka pytan 21.03.06, 11:36
                Nie sadze, zeby dziewczyna, ktora decyduje sie na oddanie dziecka do adopcji
                nie rozmawiala wczesniej o tych planach z rodzina, moze przyjaciolmi. I na
                pewno ma wsparcie w swojej decyzji przynajmniej wsrod najblizszych. Moze to
                wlasnie najblizsi przekonuja ja by dziecko zatrzymala ...

                I jakos nie bardzo wiem, co Ty masz na mysli. Bo chyba nie, ze lepiej dziecko
                zabic niz oddac do adopcji, bo ze swiadomoscia zabicia wlasnego dziecka jakos
                mozna zyc, a z poczuciem wstydu nie ........ ? przepraszam najmocniej ale jakie
                to argumenty ... Argumenty zawsze powinny byc adekwatne do wagi sprawy.

                No i Twoje przyklady ... Przepraszam, czy majac za soba kilkudniowy epizod
                zwiazany z domem dziecka wolalabys zeby Cie mama nigdy nie urodzila ? Wtedy
                przeciez ten smrod by sie za Toba nie ciagnal .....
                I kobieta chora na raka ... - sadzisz ze zachorowala w nagrode, bo dzieci
                urodzila czy to kara za to, ze nie poddala sie aborcji ... ? zupelnie nie widze
                zwiazku. Ludzie choruja i umieraja, choruja i zdrowieja ... Czy jak zapadne na
                jakas chorobe mam ja traktowac jako kare za cos ... No i kto mnie karze ?
                • reniatoja Re:kilka pytan 21.03.06, 11:57
                  Utka, ja już tylko dwa słowa dorzuce do tegj dyskusji. Mianowicie uwazam, że
                  oddanie dziecka do adopcji to heroizm, ja podziwiam takie kobiety (bo wiem, ze
                  są takie), które wybrały to rozwiazanie, ja tego wcale nie potępiam, bo
                  naprawde myślę, że to jest o wiele trudniejsza decyzja nawet od decyzji o
                  aborcji. I szlachetniejsza. I włąśnie dlatego uwazam, że takiego heroizmu nie
                  mozna od nikogo wymagac, to za trudne mi sie wydaje.

                  Nie wiem co by było, gdybym usuneła ciążę, pewnie też bym sobie zadawała te
                  wszystkie pytania itd. Ale wiedziałabym przynajmniej, ze na nie nie ma żadnej
                  odpowiedzi, dziecka nie ma, sprawa jest zamknięta. A tak, gdy wiesz, że gdzieś
                  tam na świecie to dziecko jest, a nie możesz go zobaczyc, to meka straszna by
                  była. Jak taka sącząca sie przez całe zycie rana.
                  • utka Re:kilka pytan 21.03.06, 12:27
                    Masz racje Reniu - taka kobieta zasluguje na duzy szacunek :)

                    serdecznosci
                    • pyska32 Re:kilka pytan 21.03.06, 22:35
                      Czy byłyście kiedykolwiek w sytuacji ,o której piszecie ?
                      Czy tylko uprawiacie teorię ?
                      • reniatoja Re:kilka pytan 22.03.06, 17:29
                        Znaczy, o co Ci chodzi? W jakiej sytuacji?
                        • pyska32 Re:kilka pytan 23.03.06, 08:47
                          A o czym jest to forum ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka