_jazzek_
19.11.02, 08:54
Tak sobie pomyślałem, że warto by założyć wątek poświęcony wyłącznie
nomenklaturze geograficznej oraz różnicom między postanowieniami komisji
wszelakich a praktyką medialną i społeczną. I nieść kaganek oświaty pod
internetowe strzechy ;)
O sprawie Śląska już kiedyś toczyła się dyskusja - wątek 656.
Nazwy miejscowe w Polsce i pochodne od nich stale goszczą na forum.
Jednak na początek chciałbym się skupić na nazewnictwie niepolskim. Na
przykład w niedzielę 17 XI 2002 można było usłyszeć o szwajcarskim
kantonie „Grisą". Jak powszechnie wiadomo ;), ma on ustaloną od wieków polską
nazwę Gryzonia (dosyć śmieszna nazwa, nawiasem mówiąc). W encyklopedii (4-
tomowa z lat 70.) czytamy, że nazwy miejscowe brzmią Graubuenden (niemiecki),
Grishun (retoromański), Grigioni (włoski). Francuska wersja nie została
przytoczona, gdyż Francuzi tam nie mieszkają, ale nie sposób nie zauważyć, że
polska Gryzonia została utworzona właśnie od nazwy francuskiej - Grison
(gris - szary; gryzetka - szara dziewczyna miastowa). Jako pocieszający
uznaję fakt, że nazwa kantonu nie została przytoczona w wymowie anglosaskiej
jako „Grajzen".
Z kolei strrrrrasznie mnie denerwuje lansowana obecnie, niby nowa, nazwa
Mołdawii - Mołdowa. Faktem jest, że kraina po miejscowemu zwała się Moldova
zawsze, a po polsku równie zawsze Mołdawia. Rodzi się pytanie, czy powinniśmy
nazywać kraje po miejscowemu (Bangladesz), czy po naszemu (Bengalia), czy też
zachować tylko nasze utarte nazwy bliskich krain, a miejscowe stosować do
krajów stosunkowo młodych.