Forum Sport Narty
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Stubaier Gletscher i okolice - relacja

    17.03.13, 22:37
    Tym razem za namową przyjaciół wybór padł na nieodwiedzany do tej pory Stubaital. Ale jako że ponad tydzień na lodowcu- nawet tak obszernym jak Stubaier Gletscher - to nieco za długo, a inne ośrodki w dolinie są zdecydowanie mniejsze i nie kuszą odpowiednio, plan obejmuje zwiedzenie kilku ośrodków w okolicy Innsbrucka, które gdzieś się tam o uszy obijały, a na samodzielny wyjazd nie mają szans się załapać. Na ten moment są to: Hochoetz/Kuhtai, Axamer Lizum i Seefeld. Nie ukrywajmy że kluczem doboru jest odpowiedni (czytaj w miarę wysoki) stosunek krzesełek i gondolek do orczyków :) Starość nie radość , trzeba się oszczędzać.

    Sobotnia droga z Polski przyjemna w pięknej pogodzie, aczkolwiek w okolicach Rosenheim zaczął się dość spory tłok – po prostu do sunącej od Salzburga fali samochodów z polskimi i czeskimi numerami, dołączyła w tym miejscu co najmniej tak samo liczna fala samochód z Niemiec. W oczy rzucił się tez wydatny korek do zjazdu Zillertal/Achensee – popularność doliny nad rzeką Ziller jak widać nie maleje. Przed wjazdem do Stubaitalu , ostrzeżony przez kolegę zawczasu przygotowałem 2,5 Euro na myto mostowe – bardziej od samego wydatku bolesna byłaby chyba niespodzianka i poszukiwanie drobniaków po kieszeniach przy budce.

    Drugie doznanie w dolinie to ruch samochodowy w miejscowości Fulpmes :). Gdyby nie GPS poszukiwanie hotelu w plątaninie jednokierunkowych, szerokich na półtora samochodu osobowego, dróg krzyżujących się pod różnymi kątami w pionie i poziomie zajęłoby zdecydowanie więcej czasu. Generalnie ruch w miejscowości składa się z próbujących przejechać ten chaos w miarę bez strat przybyszów i sunących na pewniaka tubylców – w tym kierowców dość sporych busików:) Emocje gwarantowane :)

    Na dzień pierwszy zaplanowaliśmy lodowiec. Rano pogoda niezła, słonce przerywane tylko od czasu do czasu chmurami. Jako że to jeszcze wysoki sezon a i niedziela, ludzi było dość sporo. Na górze wita nas wiatr – nie taki żeby nie działały gondolki, ale wystarczający silny i lodowaty żeby przypomnieć zapominalskim że to jeszcze zima i trzeba się solidnie ubierać a bez maski lub chustki/szalika byłoby bardzo ciężko. Wiatr ma też inne skutki – warunki śniegowe są zmienne i słabsi narciarze ( w tym niżej podpisany) muszą się pilnować – fragmenty odsłoniete to twardy jak skała „beton” na którym narty niosą, a po załamaniu terenu wjeżdża się w zdecydowanie bardziej miękkie, sypkie warunki. Najdłuższa kolejka – około 7 minut w okolicach południa do 8-ososbowego krzesła Rotadl. Największy ruch jest właśnie w centralnej cześci ośrodka – przy 6–osobowym Eisjochu i wspomnianym wcześniej Rotadlu i na trasach otaczających te krzesełka. Ale już w okolicach krzesła Fernau na długich trasach nr 10 i 11 , ale też po „drugiej stronie” na niebieskiej 5 i 5a było znacznie mniej ludzi i można było bez problemu i nadmiernego tłoku pokręcić . Warto też polecić czerwoną 9 - długa, niezbyt ostro nachylona, szeroka a co za tym idzie nie zniszczona muldami - idealna jak ktoś lubi sobie poćwiczyć skręty. Nowootwarte krzesło Daunjoch i wijąca się wzdłuż niego czarna trasa 22 pozostały niezdobyte - może jeszcze w kolejnych dniach się uda..

    www.snow-online.de/images/2012-2013/oesterreich/Tirol/skigebiet-neustift-stubaier-gletscher/Stubaier-Gletscher-Stubaier-Gletscher2012_1_1920.jpg
    Pogoda wytrzymała właściwie cały dzień choć z upływem czasu było coraz więcej chmur a coraz mniej słońca. Znaczne pogorszenie nastąpiło dopiero pod koniec dnia. Nagły napływ ciemnych chmur, skutkujący błyskawicznie zniknięciem kontrastu, wzrost prędkości wiatru – do tego stopnia że obsługa zaczęła wyłączać kolejne wyciągi. Ostatni zjazd pod gondolkę to już właściwie zsuwanie się.

    Ogólnie trzeba przyznać że lodowiec jest rozległy, jest gdzie pojeździć i oferuje więcej atrakcji niż np. Tux. No tyle że Tux jest trochę jednak ciekawostką i „wisienką na torcie” Zillertalu a tu lodowiec to główna atrakcja doliny.

    Prognozy na jutro fatalne –cały dzień opad, do 20 cm śniegu na górze, deszcz ze śniegiem i deszcz na dole, dodatkowo cieplej, więc pewnie mglisko w bonusie. Chyba będzie trzeba jechać gdzieś niżej w poszukiwaniu drzew…
    Obserwuj wątek
      • jabolkn Re: Stubaier Gletscher i okolice - relacja 17.03.13, 23:33
        swietna relacja - dzieki
        robiles zdjecia ?
        • skynews Re: Stubaier Gletscher i okolice - relacja 18.03.13, 00:00

          no właśnie,
          zdjęcia...bez zdjęć relacja dużo traci...
      • zolviu Re: Stubaier Gletscher i okolice - relacja 18.03.13, 08:47
        piekne dzieki, czekam na ciag dalszy
        a na lodowcu duzo dzieciakow? stubai co roku wygrywa rankingi na osrodek najbardziej przyjazny dla dzieci. jest troche latwych niebieskich?
      • afennfan34 Stubaier Gletscher i okolice - dzień 2: Seefeld 18.03.13, 23:47
        Dziekuje za komentarze. Zdjęcia oczywiście są i nawet próbowałem coś dziś wysłać na fotoforum Narty, ale na razie czekam na akceptację. Jak dobrze pójdzie to się pojawią wkrótce. Wracając do pytania o dzieciaki na Stubaiu to było ich rzeczywiscie sporo. W oczy rzucają się zwłaszcza kamizelki z napisem "polska szkółka narciarska". Przy okazji wyrazy szacunku dla opiekunów takich grup. To naprawdę cieżka i odpowiedzialna robota.

        Dzień 2: Rano zapowiadanego opadu (jeszcze) nie ma ale rzut oka w kierunku szczytów tudzież na kamerki na ORF2 pozwala podjąć jedynie słuszną decyzję – trzeba uciekać niżej, bo na górze wiatr, chmury i mglisko. Zresztą wkrótce okazuje się że lodowiec jest zamknięty ze względu na silny wiatr. Wybór pada na Seefeld – kameralny jak się okazuje ośrodek 20 km od Innsbrucka. Ośrodek składa się z dwóch części Rosshutte i Gschwandkopf.

        www.seefeld.com/fotos/aktivitaeten-winter/pistenpanorama.jpg
        Zaczynamy od Rosshutte. Parking na dole w wiekszosci pusty, jakiż kontrast z wczorajszymi tłumami na lodowcu. Wjazd wagonikiem szynowym ( nr 1) (przypominającym nieco kolejke na górę Żar) na górę, gdzie wita nas słońce, niewielu narciarzy i – mimo że to nie jest już wczesny poranek – sztruks. Pierwsze zjazdy cudne: przygotowane, zmrozone stoki, niewielu narciarzy, dobry kontrast. Kilka tras – głównie niebieskie – momentami przechodzące w czerwone. Wbijamy się na górę Seefelder Joch, stareńkim wagonikiem. Są to właściwie dwie kilkuosobowe gondolki, krążące naprzemiennie i poruszające się w żółwim tempie – biegnący pod nami orczyk był sporo szybszy:) Wrażenie niesamowite – przeskok z ośmioosobowych, obubblowanych, superhipernowoczesnych, i zad-grzejących krzeseł na lodowcu, w gondolkę jak z filmów o Bondzie z lat 70. Ale zdecydowanie warto się przejechać- zwłaszcza że trasa z góry też ciekawa i chyba najostrzejsza w całym ośrodku.
        Po krótkiej przerwie przejazd gondolką nr 3 na druga stronę ośrodka. Tu warunki odrobinę bardziej lodowe ale ludzi chyba jeszcze mniej. Tę cześć obsługują dwa sześcioosobowe krzesła- jak na Seefeld bardzo nowoczesne:). Kilka zjazdów czerwoną trasą i niebieską na sam dół. Trasy ciekawe, niebieska na dół jest długa, zaczyna się dość wąsko ale potem stopniowo się rozszerza. Warunki wciąż bardzo dobre, jedynie ostatnie kilkaset metrów trasy odczuło poranne słonce i pojawiła sie kasza. Wracamy jeszcze na trochę na druga stronę a tymczasem pogoda się stopniowo pogarsza – nadchodzi zapowiadany opad.

        Niezrażeni docieramy około 14 do drugiej cześci Seefeld – Gschwandkopf, pod 4-osobowe krzesło. Ta część ma dwa krzesełka jak również parę orczyków, które jednak odpuszczamy. Na dole sypie już bardzo obficie, dodatkowo w połowie wyciągu pojawia się mgła :( ale nic to, nie jest tragicznie, 4-5 krzeseł do przodu widać. Po wyjeździe na górę odkrywany że drugi wyciąg jest 1-osobowy. Super:)! dziś się już takich nie spotyka. Aż się chce człowiekowi takim przejechać. W dodatku zjazd do niego prowadzi ciekawą czerwona trasą, która w dodatku bardziej oparła się mgle i zachowała nieco kontrastu. Powiedzieć że trasa jest pusta to eufemizm. Przez 30 minut jazdy w górę i w dół nie pojawia się na niej NIKT. Tylko biedna obsługa musi przez nas wyłazić z budki przy padającym śniegu i opuszczać siodełka – ale im się trafili klienci.

        Po 15 mgła się jeszcze nasila, jedyne co nas ratuje to las z boku tras – tuż przy linii lasu zostaje nieco kontrastu i widac przynajmniej gdzie góra a gdzie dół :) . Zaraz po zjezdzie z wyciągu kierujemy się więc do boku trasy i suniemy w dół wzdłuż drzew. Paradoksalnie warunki wciąż swietne – ubite podłoże przykryte 5 cm świeżego puchu:).

        Podsumowując, dzień zapowiadał się fatalnie a okazał się fantastyczny – zwłaszcza godziny przedpołudniowe. Seefeld zdecydowanie warto odwiedzić –zwłaszcza poza sezonem i weekendem. Oczywiście jeśli ktoś oczekuje super nowoczesności a brak bubbli czy grzanego krzesła stanowi dla niego przeszkodę nie do przebycia to poczuje się tu rozczarowany. Ale nie w tym tkwi siła takich miejsc jak Seefeld. Tu można znaleźć trochę atmosfery z lat minionych, wyciągi których się już nie uświadczy w Ischgl czy St. Anton, więcej wolnej przestrzeni na stokach. Słowem – warto:)
      • afennfan34 Re: Stubaier Gletscher i...- dz.3: Kuhtai\Hochoetz 20.03.13, 08:12
        Dzień trzeci to kolejny dzień zwiedzania. Tym razem wybór pada na dwa ośrodki: Kuhtai i Hochoetz, które łączy wspólny karnet. Na początek idzie Kuhtai.

        www.kuehtai.info/index.php?rex_img_type=detailImage_full&rex_img_file=08_panoramakarte_huetten.jpg
        Ale najpierw trzeba do niego dotrzeć. Ośrodek położony jest na przełęczy, na dużej wysokości ( ok. 2000 m npm) . Wyjeżdżając z zupełnie właściwie pozbawionego śniegu Fulpmes, po około 35 minutach jazdy docieramy do krainy gdzie zima jest właściwie w pełni. Po obu stronach drogi wysokie na 1 -1,5 zaspy:). Trasy – co oczywiste po wczorajszym dużym opadzie – pokrywa gruba warstwa „neuschnee”, który po przejezdzie kilkunastu narciarzy szybko zamienia się w zaspy. Dodatkowo natura postanawia przetestować naszą wytrzymałość nowym opadem i wzmożonym wichrem…. Po dwóch zsunięciach pomiędzy zaspami z zerową widocznością na czerwonych trasach 3 i 6 z nietęgimi minami opuszczamy stok kierując się do najbliższego lokalu. Jest źle. Ale na szczęście ponownie okazuje że pogoda w górach zmienia się bardzo szybko. Wiatr przegania sniegowe chmury, pojawia się słonce i można zacząc dzień od nowa. Nawet spore zaspy pojawiające się na każdej węższej ściance w słońcu wyglądają bardziej optymistycznie. Ale trzeba przyznać iż warunki są ciężkie, trzeba się sporo napracować aby wyciąć skręt, zadania nie ułatwiają narty typu allround kiepsko radzące sobie w kopnym śniegu. Dodatkowo część tras ( nr 1 , nr 16) kończy się specyficznie – wąskimi , dość ostrymi zjazdami, w kształcie rynny. Większość tras w ośrodku to długie, czerwone trasy, o zmiennym nachyleniu, czasem trzeba się mocno rozpędzić na sciance aby nie było konieczności podchodzenia pod lekki podjazd na wypłaszczeniu. Tak więc jeśli ktoś lubi łagodne, „lodowcowe” niebieskie trasy, bez ciągłych zmian konfiguracji terenu to niech sobie daruje Kuhtai. Ogólnie jednak ośrodek zdecydowanie na plus.

        Co ciekawe – choć ośrodek dysponuje właściwie wyłącznie czerwonymi i czarnymi trasami, na trasach istne zatrzęsienie szkółek narciarskich. Nawet na lodowcu Stubai nie widziałem tylu dzieciaków.

        Około 13 robimy szybki przeskok do Hochoetz – bodaj trzeci co do wielkości ośrodek w doliny Otztal.

        images.skiresorts-test.com/skigebiete/238/schiregion-hochoetz_trail_map_l3.jpg
        Startujemy gondolką z miejscowości Ochsengarden. Hochoetz leży zdecydowanie niżej od Kuhtai i jest to od razu odczuwalne – zaczyna być czuć wiosnę. Zwłaszcza że jako pierwszą trasę wybieramy czerwoną 5, centralnie wystawioną na działanie marcowych promieni. Dół trasy to już charakterystyczna „kaszka” pod nartami i uczucie wyhamowywania na każdym nasłonecznionym fragmencie trasy. Do 16 udaje nam się zwiedzić właściwie cały ośrodek- za z wyjątkiem jednej czarnej trasy. Najciekawsze trasy to właśnie czerwona 5 oraz także czerwona 10 na drugim krańcu ośrodka. Jeśli ktoś lubi długie leśne „widokówki” to w Hochoetz się nie zawiedzie- jest długi zjazd na sam dół do Ochsengarden ( nr 9 ),jest niebieska siódemka łącząca dwie części ośrodka. Dodatkowo w bonusie niesamowite widoki na alpejskie szczyty. Ośrodek też zdecydowanie wart zobaczenia.

        Zdjęcia zwiazane z wątkiem będą pojawiać się pod adresem:
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,853,143306004.html
        w miarę ich akceptacji przez moderatora.
        • jabolkn Re: Stubaier Gletscher i...- dz.3: Kuhtai\Hochoet 20.03.13, 09:13
          Kühtai - fajne miejsce na 1 dzien
          lub dluzszy wyjaz z dziecmi
          jestes niesamowitym wzbogaceniem tego forum :-)
          • afennfan34 Re: Stubaier Gletscher i...- dz.3: Kuhtai\Hochoet 20.03.13, 23:02
            Wielkie dzięki za pozytywne komentarze. Sam lubię czytać relacje z wyjazdów i dlatego zdecydowałem się trochę napisać z mojego. Raz że może komuś się przyda, dwa że pamięć ludzka jest zawodna i warto pewne przeżycia narciarskie utrwalić:)
            • zolviu pytanie - afennfan34 i jabol 26.03.13, 21:49
              na poczatek to mam nadzieje ze wszystko OK bo relacja urwala sie bez zakonczenia...

              no dobra panowie, poczytalem wasze opisy, obejrzalem wasze zdjecia i powaznie zainteresowal mnie ten Kuhtai\Hochoetz. dobre ceny sa tam w grudniu, pojechalbym tam moze z rodzinka. rozumiem ze z dzieciakami powinienem sie trzymac Hochoetz? znajdzie sie tam chociaz jedna szeroka lagodna niebieska, najlepiej bez drzew do nauki? ogolnie wąsko? po lasach czy otwartych przestrzeniach?
              • jabolkn Re: pytanie - afennfan34 i jabol 27.03.13, 10:01
                zolviu napisał:

                > na poczatek to mam nadzieje ze wszystko OK bo relacja urwala sie bez zakonczeni
                > a...
                >
                > no dobra panowie, poczytalem wasze opisy, obejrzalem wasze zdjecia i powaznie z
                > ainteresowal mnie ten Kuhtai\Hochoetz. dobre ceny sa tam w grudniu, pojechalbym
                > tam moze z rodzinka. rozumiem ze z dzieciakami powinienem sie trzymac Hochoetz
                > ? znajdzie sie tam chociaz jedna szeroka lagodna niebieska, najlepiej bez drzew
                > do nauki? ogolnie wąsko? po lasach czy otwartych przestrzeniach?

                byloby fajnie gdyby osrodki byly polaczone wyciagami
                dzieci jezdzi tam sporo - cale szkolki
                • zolviu Re: pytanie - afennfan34 i jabol 27.03.13, 10:10
                  no ze szkółki to wyczytalem, ze niepolaczone to widze
                  a pytanie brzmi - ktore miejsce lepsze z dzieciakami i czy widziales tam jakies latwe szeroki trasy na otwartej przestrzeni?
                  • afennfan34 Re: pytanie - afennfan34 i jabol 27.03.13, 20:26
                    Wszytsko OK:) Dzieki. Urwanie relacji spowodowane było utratą neta w podróży i zamieszaniem po powrocie. Ale dziś relacja będzie skończona i podsuwana :).

                    Tak więc , jeśli chodzi o Hochoetz to drzew owszem sporo ale z szerokością ciężko.Trasy niebieskie (7 ,11) to jednak typowe dojazdóweczki - wąskie i kręte. Czerwona nr 5 na stronę Otztalu fajna, ale też ma elementy kręcenia w lesie, poprzetykane szerszymi fragmentami. najdłuższa czerwona nr 9 do Ochsengarten to też - nie ma się co okłamywać - zjazd w dużej części w lesie , kręty i wąski. Jeśli chodzi o szerokość to najlepiej prezentują sie czerwone 13 i 10 od strony Kuhtai - nie zapamiętałem żeby były jakos nadmiernie wymagające, oraz ( także czerwone ale także nieprzesadnie trudne) 1, 2, i 4 wzdłuż krzeseł Kuhtaile i Brunnenkopfbanh w centralnej części ośrodka. I na nich własnie są jest najwiecej dzieciaków, szkółki itp. Tyle że nie sa to jakieś super długie trasy - ale są szerokie.
                    Jeśli chodzi o Kuhtai to z niebieskim kolorem jest ciężej- prawie go nie ma. Wyjatek to króciutka trasa pod małym krzesłem startbahn - tam trenuja najmłodsi adepci narciarstwa:) i trasa wdłuz orczyka Schwarzmooslift. A czerwień w Kuhtai też jest taka bardziej ambitna - tak przynajmniej moje nogi to odczuły. Z pewnością także dlatego że trasy są sporo dłuższe niż w Hochoetz, ale też scianki sa treściwe. Na dół czerwonych 13 i 16 zjechałem naprawdę mocno zmachany - fakt że było świeżo po opadzie, co mocno utrudniało sprawę. Nie można narzekać na szerokość - tzn nie są pola szerokości 100 metrów jak bywa czasem na lodowcach, ale jest godziwie - z jednym wyjątkiem o którym pisałem wcześniej - rynny na zakończenie części tras, gdzie robi sie tłok i muldy. Trasy w większości urozmaicone co jednak dla dzieciaków nie musi być zaletą - nie każdy dzieciak rozpędzi sie na tyle na ściance aby nie podchodzić na wypłaszczeniu, ale jakoś instruktorzy muszą sobie z tym radzić, bo dzieciaków było pełno i na takich trasach :) Aha i lasu tu własciwie nie uswiadczysz- co w przypadku gorszej pogody i nie daj boże mgliska może się odbić bardzo negatywnie na warunkach. No ale w zamian większa pewność śniegu bo wysokość już spora.
                    A który lepszy dla dzieci - nie do końca umiem powiedzieć ( może dlatego iż nie posiadam dzieci:). te ośrodki choć geograficznie blisko, są inne i wspólny karnet to zaleta - uzupełniają się. Kuhtai jest ambitniejsze trasowo i dużo wyżej - więc bardziej zimowo. Hochoetz z kolei na pewno lepsze na brzydkie dni - z mgłą, zawieją itp....
                    • Gość: JurekM Re: pytanie - afennfan34 i jabol IP: *.play-internet.pl 27.03.13, 21:20
                      Żółwiu - jeśli chcesz jechać w grudniu z dzieciakami to nie wymyślaj z Hochoetz i Kuhtai tylko jedź od razu do SFL - tam stosunek ceny karnetów ( w grudniu) do tego,co się otrzymuje , jest najlepszy . A jeśli nie chodzi tu o cenę karnetów to idealnym miejscem dla Ciebie i dzieciaków w ostatnim miesiącu roku będzie Flachau.
                      • zolviu Re: pytanie - afennfan34 i jabol 28.03.13, 08:36
                        idealnie byloby gdybym nie musial cofac sie do miejsc w ktorych juz bylem. masz racje, S-F-L idealny dla dzieciaków, do flachau dodalbym jeszcze radstadt-altenmarkt i zauchensee-flachauwinkl-klainarl.

                        ja chcialbym maly osrodek z paroma trasami, z tanimi karnetami i kwaterami, z ktorego latwo moge wyskoczyc w jakies wieksze topowe miejsce kiedy np dzieciaki beda chcialy przerwe. jedyne miejsce spelniajace to kryterium do tej pory to nauders - ale tam juz bylem. ten kuhtai/hochoetz wydawal sie na pierwszy rzut oka jeszcze lepszy. nie dosc ze jeszcze tansze karnety to rzut beretem od soelden i gurgli. dla córki bylby dobry, ona ma 7 lat i nie balbym sie puscic jej na czerwone wąskie trasy ale blizniaki maja 4 lata i tak do konca im nie wierze czy nie poszliby w off-piste miedzy drzewami ;) no nic, szukam dalej, jak macie jakis pomysl to poprosze
                        • marekggg Re: pytanie - afennfan34 i jabol 28.03.13, 10:21
                          jezeli chodzi o szerokie niebieskie trasy to moge teraz z polecic solden w ktorym siedze. na gigijoch sa 3 wyciagi i praktycznie jest to jedna wielka niebieska trasa bez drzew, bo powyzej 2000. sadze ze w grudniu powinno byc OK
      • afennfan34 Stubaier Gletscher i okolice - dzień 4: lodowiec 20.03.13, 22:58
        Dzień czwarty i powrót na lodowiec Stubai. Przez cały dzień słonce próbowało przebić się przez chmury, z różnym skutkiem. Generalnie im później tym gorzej. Niestety zwłaszcza na lodowcu każda przegrana słońca w walce z chmurami od razu bardzo odbija się na kontraście. Było to tym bardziej istotne, że warunki nie należały do łatwych. Przede wszystkim: ludzie…dużo ludzi. Całe szczęscie nie do końca rozmieszczeni symetrycznie po ośrodku. Centralna część ( trasy 1, 1b, 7 ) – mrowisko… także 10 wzdłuż krzesła Fernau dziś pełna. Taka liczba osób, plus opady w dniach poprzednich to oczywiście niekończąca się droga przez muldy, nierówności, zaspy i tym podobne atrakcje. Na szczęście ranek pozwolił na kilka udanych przejazdów mniej popularnymi trasami . Przede wszystkim polecam czerwone 2 i 3 na pośrednie stacje gondolek. Rano za przyjemność zjechania tymi trasami trzeba zapłacić kilkoma minutami postoju w kolejce, bo wbicie się na stacji pośredniej do pełnych wagoników śpieszących z dołu nie należy do łatwych. Ale warto. Trasy te są zdecydowanie rzadziej uczęszczane. Ponadto udało się zdobyć nowość czyli czarną 22 przy nowym krześle Daunjoch. Tzn: jest to wyciąg w nowym miejscu ale jak się przyjrzeć to widać iż spryciarze przenieśli ten wyciąg po prostu z innego miejsca w osrodku, bo widać po nim ślady użytkowania. Nieważne, najważniejsze że jeździ :). Nowa trasa swoją czarność zawdzięcza dość wąskiej i nachylonej ściance u góry, reszta to także wąski ale zdecydowanie łagodniejszy zjazd. Niemniej jednak zjechanie nią nie jest jakąś kosmiczną trudnością. Nie udało się z kolei zdobyć Wilde Grub’n – 10 km skiroutu na sam dół. Plany były ambitne, ale nogi na tyle odczuły całodzienne potyczki z muldami na górze, że pod koniec dnia problem był nawet ze zwykłym dociśnięciem krawędzi i zahamowaniem. Kumpel zjechał i mówił że trasa ambitna z paroma sciankami, więc decyzja o rezygnacji chyba nie była taka zła. Zamiast skiroutem dzień skończył się więc tradycyjną chyba w tym osrodku 10 -15 minutową kolejką do gondolki. Na pocieszenie obsługa serwuje kolejkowiczom darmową gorącą herbatę:).
        Jutro w planach Axamer Lizum. Na razie do mocno wiosennego do tej pory Stubaital wrócila zima - Fulmpes pokryło się drobną wartwą śniegu.
      • afennfan34 Re: Stubaier Gletscher i okolice - relacja 21.03.13, 22:59
        Pierwszy dzień wiosny postanowiliśmy spędzić w ośrodku Axamer Lizum, a dodatkowo zakończyć dzień w malutkim ośrodku Mutteralm połączonym z Axamerem wspólnym karnetem.

        images.skiresorts-test.com/skigebiete/240/axamer-lizum_trail_map_l2.jpg
        www.snow-forecast.com/pistemaps/Muttereralm_pistemap.jpg
        Wiosna wiosną , ale w drodze do Axamer wcale nie było jej widać. Podjazd do ośrodka jest dość stromy, lekko ujemne temperatury i wczorajszy wieczorny opad sprawiły że droga miejscami pokryta byłą warstwą śniegu i błota pośniegowego. Po dojeździe, kupnie karnetu i zabraniu (ogromnych) mapek ruszamy do góry krzesłem Schoenbodenbahn. Na początku wita nas lekka mgła, ale z minuty na minutę jest coraz lepiej – pokazuje się słońce i zaczyna się fun. Długie czerwone trasy, świetnie przygotowane, dodatkowo niezbyt dużo ludzi ( wśród nich sporo Polaków) i świetny kontrast- czegóż chcieć więcej. Polecić należy zwłaszcza trasy nr 2 i 3. Zamknięta ( ale wyratrakowana!) była za to trasa nr 5 na sam dół. Nie oparliśmy się pokusie zjechania i okazało się że powodem zamknięcia były chyba 3-4 przetarcia do ziemi na trasie. Ale prawdziwą wisienką na torcie jest niebieska trasa nr 1 – jak dumnie głosi folder trasa zjazdu pań na igrzyskach olimpijskich w 1964 i 1976 roku. Nie wiem czy nie była to najlepsza trasa całego wyjazdu. Długa, zróżnicowana ( momentami bardziej czerwona niż niebieska), niezwykle szeroka, przez co nie narażona na szybkie zużycie przez narciarzy. Co ciekawe główną właściwie kolejką prowadzącą na samą górę jest wagonik szynowy Olympiabahn. Jakkolwiek jestem dość sceptyczny wobec efektywności takich wagoników trzeba przyznać że ten radzi sobie wyjątkowo dobrze. Pokonuje on trasę na górę w naprawdę imponującym tempie. Resztę infrastruktury stanowią 2-4 osobowe krzesła. Dodatkową atrakcją Axamer Lizum są niesamowite widoki na Innsbruck.

        Niestety choć ośrodek teoretycznie składa się z 2 czśści, tak naprawdę dla amatorów pozostaje tylko strona zachodnia. Strona wschodnia na które prowadzi krzesło Birgitzkopf, składa się wyłącznie z czarnej trasy oraz skiroutu, obu wg tablic informacyjnych nieczynnych. Obie trasy są nieratrakowane i z daleka swiecą ogromem muld. Oczywiście nie brakuje śmiałków którzy je zdobywają, pogratulować odwagi i silnych nóg. Jednak pomimo tego w Axamer Lizum zdecydowanie jest gdzie pojeździć – kolejne fajne miejsce w Tyrolu na 1 -2 dni:). Nie ma tutaj dzikich tłumów co jest istotne zwłaszcza po opadzie , gdyż trasy po prostu wytrzymują dłużej- nie ma kto ich rozjeździć. Co ważne, wiosna nie dochodzi tu chyba zbyt wcześnie. Przez cały dzień nie natknęliśmy się na „kaszę”

        Około 14 przejeżdżamy do miejscowości Mutters do ośrodka Mutteralm. Cudo to składa się z dwóch długich gondolek oraz 4 osobowego krzesła, plus mniejsze orczyki. Tu dopiero – na wysokości ok. 800 metrów widać w pełni działanie promieni słonecznych. Gondolka którą wjeżdżamy prowadzi nad trasą południową-wchodnią, wystawioną na działanie promieni słonecznych, więc dół wygląda już dośc smutno… muldy z „kaszy” i gdzieniegdzie plamy ziemi. Ale im wyżej tym lepiej. Na wysokości ok. 1600 m gdzie kończy się gondola śnieg jest już zmrożony a że ludzi w ośrodku na palcach jednej ręki można policzyć , trasy są w niezłej kondycji. Zjeżdżamy czarną ścianką wzdłuż 4 osobowego krzesła a następnie jedziemy na czerwoną 5 wdłuż gondoli prowadzącej do miejscowości Goetzens. Wrażenia są fenomenalne. Trasa jest długa, urozmaicona i własciwie pusta. Dodatkowo, ze względu na to iż prowadzi w lesie i wystawiona jest na północ, jest prawie nietknięta przez słońce. Dopiero niedaleko końca pojawia się mokry śnieg. Chcemy powtórki ale spotyka nas niespodzianka. Po wjeździe gondolką Pan z obsługi informuje nas iż mimo że jest dopiero 15.30 już zamykają …ze względu na jak stwierdził (po krótkim namyśle) strong wind :). Taa oczywiście…no trochę wieje ale gdyby na lodowcu zamykali gondolki przy takim wietrze to może chodziłby ze 20 dni na całą zimę. No cóż, robota nudna , trudno wysiedzieć do 16.30 ale kita mogli wymyślić lepszego. Nic to, jeszcze raz robimy czarną trasę, a że akurat zajęcia na niej skończył jakiś klub, do dyspozycji jest cała jej szerokość, w tym cześć wysztruksowana jeszcze z rana. Nie ma jak sztruks o 16 :) Następnie zjezdżamy na dół, zmasakrowaną przez słonce czerwoną 2. Na dole najskuteczniejszą metodą okazuje się jazda wokół przetarć – najmniej muld:) Kolejny cudny narciarski dzień.
      • afennfan34 Stubaier Gletscher i okolice -dzień 4 Axamer Lizum 21.03.13, 23:02
        Pierwszy dzień wiosny postanowiliśmy spędzić w ośrodku Axamer Lizum, a dodatkowo zakończyć dzień w malutkim ośrodku Mutteralm połączonym z Axamerem wspólnym karnetem.

        images.skiresorts-test.com/skigebiete/240/axamer-lizum_trail_map_l2.jpg

        www.snow-forecast.com/pistemaps/Muttereralm_pistemap.jpg

        Wiosna wiosną , ale w drodze do Axamer wcale nie było jej widać. Podjazd do ośrodka jest dość stromy, lekko ujemne temperatury i wczorajszy wieczorny opad sprawiły że droga miejscami pokryta byłą warstwą śniegu i błota pośniegowego. Po dojeździe, kupnie karnetu i zabraniu (ogromnych) mapek ruszamy do góry krzesłem Schoenbodenbahn. Na początku wita nas lekka mgła, ale z minuty na minutę jest coraz lepiej – pokazuje się słońce i zaczyna się fun. Długie czerwone trasy, świetnie przygotowane, dodatkowo niezbyt dużo ludzi ( wśród nich sporo Polaków) i świetny kontrast- czegóż chcieć więcej. Polecić należy zwłaszcza trasy nr 2 i 3. Zamknięta ( ale wyratrakowana!) była za to trasa nr 5 na sam dół. Nie oparliśmy się pokusie zjechania i okazało się że powodem zamknięcia były chyba 3-4 przetarcia do ziemi na trasie. Ale prawdziwą wisienką na torcie jest niebieska trasa nr 1 – jak dumnie głosi folder trasa zjazdu pań na igrzyskach olimpijskich w 1964 i 1976 roku. Nie wiem czy nie była to najlepsza trasa całego wyjazdu. Długa, zróżnicowana ( momentami bardziej czerwona niż niebieska), niezwykle szeroka, przez co nie narażona na szybkie zużycie przez narciarzy. Co ciekawe główną właściwie kolejką prowadzącą na samą górę jest wagonik szynowy Olympiabahn. Jakkolwiek jestem dość sceptyczny wobec efektywności takich wagoników trzeba przyznać że ten radzi sobie wyjątkowo dobrze. Pokonuje on trasę na górę w naprawdę imponującym tempie. Resztę infrastruktury stanowią 2-4 osobowe krzesła. Dodatkową atrakcją Axamer Lizum są niesamowite widoki na Innsbruck.

        Niestety choć ośrodek teoretycznie składa się z 2 części, tak naprawdę dla amatorów pozostaje tylko strona zachodnia. Strona wschodnia na które prowadzi krzesło Birgitzkopf, składa się wyłącznie z czarnej trasy oraz skiroutu, obu wg tablic informacyjnych nieczynnych. Obie trasy są nieratrakowane i z daleka swiecą ogromem muld. Oczywiście nie brakuje śmiałków którzy je zdobywają, pogratulować odwagi i silnych nóg. Jednak pomimo tego w Axamer Lizum zdecydowanie jest gdzie pojeździć – kolejne fajne miejsce w Tyrolu na 1 -2 dni:). Nie ma tutaj dzikich tłumów co jest istotne zwłaszcza po opadzie , gdyż trasy po prostu wytrzymują dłużej- nie ma kto ich rozjeździć. Co ważne, wiosna nie dochodzi tu chyba zbyt wcześnie. Przez cały dzień nie natknęliśmy się na „kaszę”

        Około 14 przejeżdżamy do miejscowości Mutters do ośrodka Mutteralm. Cudo to składa się z dwóch długich gondolek oraz 4 osobowego krzesła, plus mniejsze orczyki. Tu dopiero – na wysokości ok. 800 metrów widać w pełni działanie promieni słonecznych. Gondolka którą wjeżdżamy prowadzi nad trasą południową-wchodnią, wystawioną na działanie promieni słonecznych, więc dół wygląda już dośc smutno… muldy z „kaszy” i gdzieniegdzie plamy ziemi. Ale im wyżej tym lepiej. Na wysokości ok. 1600 m gdzie kończy się gondola śnieg jest już zmrożony a że ludzi w ośrodku na palcach jednej ręki można policzyć , trasy są w niezłej kondycji. Zjeżdżamy czarną ścianką wzdłuż 4 osobowego krzesła a następnie jedziemy na czerwoną 5 wdłuż gondoli prowadzącej do miejscowości Goetzens. Wrażenia są fenomenalne. Trasa jest długa, urozmaicona i własciwie pusta. Dodatkowo, ze względu na to iż prowadzi w lesie i wystawiona jest na północ, jest prawie nietknięta przez słońce. Dopiero niedaleko końca pojawia się mokry śnieg. Chcemy powtórki ale spotyka nas niespodzianka. Po wjeździe gondolką Pan z obsługi informuje nas iż mimo że jest dopiero 15.30 już zamykają …ze względu na jak stwierdził (po krótkim namyśle) strong wind :). Taa oczywiście…no trochę wieje ale gdyby na lodowcu zamykali gondolki przy takim wietrze to może chodziłby ze 20 dni na całą zimę. No cóż, robota nudna , trudno wysiedzieć do 16.30 ale kita mogli wymyślić lepszego. Nic to, jeszcze raz robimy czarną trasę, a że akurat zajęcia na niej skończył jakiś klub, do dyspozycji jest cała jej szerokość, w tym cześć wysztruksowana jeszcze z rana. Nie ma jak sztruks o 16 :) Następnie zjezdżamy na dół, zmasakrowaną przez słonce czerwoną 2. Na dole najskuteczniejszą metodą okazuje się jazda wokół przetarć – najmniej muld:) Kolejny cudny narciarski dzień.
      • afennfan34 dzień 6 - Stubai i pół dnia 7 - Spieljoch 27.03.13, 21:40
        Po zamieszaniu związanym z podróżą wreszcie chwila na dokończenie relacji.

        Dzień szósty to ostatni dzień na lodowcu i wreszcie lampa. Przy gondolach na dolnej stacji sporo ludzi, trzeba odstać 5 -10 minut. Pierwszy zjazd od razu na sam dół, niezdobytym dotąd skiroutem Wilde Grub'n. Zjad ciekawy, bardzo długi, urozmaicony ambitnymi sciankami. Podobnie jak w poprzednich dniach większość najpopularniejszych tras szybko się zapełnia i trzeba szukać tych nieco mniej tłocznych. Są to przede wszystkim czerwone 2 i 3. Niestety, do godz. ok 11, zjazd nimi na stacje pośrednią oznacza ok. 10 minut czekania na miejsce w sunących z dołu, prawie pełnych gondolach. Teraz dopiero widać jakim brakiem jest niedziałające krzesło Gamsgarten. Ponoć to już któryś z kolei rok ten wyciąg wogóle nie rusza... Ciekawe co jest przyczyną.
        Reszta dnia to raczej wożenie sie i szukanie miejsc szerokich i mało stromych - gdyż te wąskie i stromsze szybko pokrywają się muldami. Rekordowe muldy były na wąskim początku trasy nr 9 - ponad kolana. Część trasy wręcz trzeba było ominąć jadąc obok niej :) Na cześci wyjeżdzonych tras, z reguły z boku trasy tworzy się bardzo wąski , zlodzony korytarzyk. Jadąc nim trzeba cały czas próbować ciąć krótkie skręty ale i tak jest to lepsze niż walka z muldami.
        Dzień udany choć trzeba przyznać że ilość ludzi wpłynęła ujemnie na stan tras - a co za tym idzie na frajdę z jazdy.

        Jako że powrót zaplanowałem na 2 dni ( z przerwą w Salzburgu) zakiełkował pomysł aby w sobote do południa po drodze zwiedzić jeszcze jakiś mały ośrodek i zjechać parę razy. Po wahaniach ( Schlick 2000? Alpbachtal ?) wybór padł na Spieljoch - najmniejszy ośrodek w Zillertalu , najbliżej wjazdu do doliny. Mimo licznych wizyt w Zillertalu nigdy dotąd nie udało się go zwiedzić.

        images.skiresorts-test.com/skigebiete/215/fuegen-spieljoch_trail_map_l2.jpg
        Szybkie śniadanie, wyjazd z hotelu i około 9.40. jestem pod gondolką. Po drodze do Fugen widać sznur samochodów próbujących opuścić dolinę - naprawde spory tłok, momentami wręcz korek. Przy dolnej stacji (630 m) wiosna w pełni, operatorzy ośrodka przegrywają powoli walkę o zjazd na sam dół - tzn. jest gruby , przejechany ratrakiem pas śniegu od od stacji pośredniej, jednakże prawie na samym dole pojawia się problem - jest przejazd przez droge i w tym miejscu snieg znika na 20 -30 metrów zupełnie:) - śmiałkowie zjazdu na sam dół, muszą być przygotowani na zdjęcie desek.
        Po dotarciu na górę ( 1800- 2000m) humor już duzo lepszy - śnieg zmrożony, ludzi niewiele a trasy - choć niedługie, to szerokie i ciekawe. Jest nawet momentami sztruks. Na górze pracuja 3 krzesła, niestety niezbyt szybkie, zwłaszcza najdłuzsze - Onkeljochbahn. Trasy czerwone, momentami ciekawie ukształtowane. No i widoki na dolinę cudne.
        Akurat z boku jednej z tras trwały zawody dla dzieciaków z klubów - widać że potrafią jeździć. Po swoim zjeździe mali zawodnicy ruszali na inne trasy , więc mozna bylo nabawic się kompleksów: jadę sobie, nawet wydaję mi sie że nie tak wolno a tu nagle: ziuut ...ziuuut ...ziuut ...3 małe torpedy przemykaja obok i znikają na horyzoncie:)
        W miarę upływu czasu słonce coraz bardziej dawało się we znaki i rozmiękczało trasy - ale ze względu na ilość ludzi nie pojawiły sie muldy - po prostu nieco trudniej się kręciło.
        Ośrodek jest naprawdę niewielki, skalą nie bardzo pasuje do ogromnego Zillertalu. Nie wszytsko spełnia tu wymogi supernowoczesności ( np. uroczy Ski-Depot w kontenerze budowlanym :). Ale podjechać na dzień, zobaczyć warto:) Zwłaszcza że w przyszłym sezonie ma pojawic się gondola do Fugenbergu i nowe trasy do samej doliny!
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka