Gość: bywalec...
IP: *.microchip.ltd.pl
01.02.04, 02:08
Potrzeba wymiany kuchennych blatów wymusiła na mnie spotkanie z Fachowcem.
Po ustaleniu terminu ów przyjechał (dodam, że z sąsiedniego miasta),
wymierzył, pojechał i nie było go widać przez nastepne dwa tygodnie... Po
kolejnej telefonicznej interwencji pojawili sie jego koledzy z przyciętymi
dechami i rozpoczeli żmudny proces montażu, by po kilku minutach oznajmić
jednak, że nic dziś z tego nie będzie. Okazało sie bowiem, że ogólna długość
blatów jest ok, ale przecięty on jest nie w tym miejscu i na jednej
szafeczce jest go za dużo, na drugiej natomiast nieco go za mało... Po
kolejnym tygodniu do rozbebeszonej kuchni, bez możliwości jej użytkowania
powrócił "Fachowiec" nr 1 i zakończył
dzieło.
Gość od żaluzji nie pojawił się wogóle mimo umówionego terminu : "bo nie
jeżdziła
winda".
Podobne i zupełnie inne przypadki proszę umieszczac poniżej. Dziękuję...