Gość: transza
IP: *.acn.pl
07.02.04, 10:18
o delegacjach sporo już pisano i mówiono, ale mam zabawną historyjkę i nie do
końca szablonową.
Historia mojej koleżanki - P., pozdrawiam, jesli przeczytasz i chyba nie masz
mi za złe?
a zatem.
Jej chłopak z resztą ekipy (bo pracują w TV i relacjonują mecze) wyjechal na
jakieś rozgrywki na kilka dni. Mial wrócić okreslonego wieczoru, ona się
przygotowuje, stęskniona, kolacja czeka itd. Dobrym wieczorem telefon od
chlopaka - że nie przyjedzie, bo w środku trasy siadl im samochod, czy coś
takiego, muszą się zatrzymacv w hotelu, nie dotrze.
Koleżanka, zirytowana nowiną, zaczyna wyrzuty, ze jak to, przecież ona czeka
itd., itp - jak każdy kto jest zaskoczony niemiłą zmianą planów, nawet, jeśli
sprawcą jest wyższa siła. Zatem ona monologuje rozżalona a on na to:
- Prosze Cię, nie komplikuj. Obok mnie stoi czterech facetów z komórkami w
ręku i każdy z nich próbuje wytłumaczyć swoją sytuację swojej żonie....