Dodaj do ulubionych

Kiedy byłam mała(y), to z koleżanką(kolegą)...

25.08.04, 00:57
...wymyślałyśmy sobie kary za np. przegranie w karty. Kary polegały m.in. na
tym, że wyszukiwałyśmy na plakatach jej siostry najbrzydszych, naszym
zdaniem, facetów (m.in. Grzegorz Skawiński z KOMBI i ten łysy jegomość z
wąsami z tegoż legendarnego bandu, który teraz się, niestety, ekshumował,
rzecz jasna, band, nie łysol:))), po czym nieszczęsna ofiara przegranej
musiała ileśtam razy całować "pięknisia".
Czasem budziło się również w naszych rogatych duszach sumienie, które mówiło
nam, że jesteśmy niegrzeczne dla naszych mam. W tym wypadku stosowałyśmy kary
cielesne, jak np. samobiczowanie się i długotrwałe klęczenie.
Ale kiedy spodobał się nam jakiś kolo z plakatu, również odchodziło
całowanie, tym razem z namiętnym upodobaniem:)))))
Obserwuj wątek
    • kraciak Re: Kiedy byłam mała(y), to z koleżanką(kolegą).. 25.08.04, 23:50
      ludzie, co, nikt nic nie wyprawiał??????:)
      • Gość: xp Re: Kiedy byłam mała(y), to z koleżanką(kolegą).. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.04, 23:55
        kiedy bylem maly to przegladalem pisma katolickie dla mlodziezy w poszukiwaniu
        smutnej buzi. i tak to jest do dzisiaj. wszystkie kurde sie smieja.
    • Gość: koleżanka Re: Kiedy byłam mała(y), to z koleżanką(kolegą).. IP: 80.51.229.* 28.08.04, 21:12
      a ja jak bylam mala, to chodziłam z koleżankami i kolegami po pobliskich lasach
      i odkrywaliśmy bardzo ciekawe rzeczy... np:
      1) zamurowane w bunkrze nogi jezusa
      2) grób hitlera
      i inne ciekawe rzeczy :D
    • poczytaj.mi.mamo Re: Kiedy byłam mała(y), to z koleżanką(kolegą).. 28.08.04, 23:06
      ... z koleżankami(!!!!!) bawiłam się w wojsko! Kazałyśmy się czołgać
      najmłodszej, musiała też biegać i przynosić nam cistka
      • Gość: Za łeb się trzymam Wstyd, żeby taki wątek spadał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 20:59
        Z kumplem próbowaliśmy na początku podstawówki rozpalić ognisko w kupie
        zbutwiałych liści, przy ogrodzeniu, a że było po deszczu, to nam nie szło.
        Zniechęceni zostawiliśmy ten interes. Za dzień czy dwa idę w tym miejscu i
        widzę, że liści nie ma, za to drewniany słupek jest w wiadomym miejscu poważnie
        nadpalony. Utrwaliłem sobie to wspomnienie, bo prowadząc osiadły tryb życia
        przechodziłem koło tego miejsca codziennie przez wiele lat. Poza tym była to
        sytuacja jak żywcem wzięta z ówczesnych czytanek szkolnych o niegrzecznych i
        pozbawionych wyobraźni chłopcach. Mówiąc dalej nawiasem - dziecięca piromania
        jest chyba dobrym tematem nawet na osobny wątek... Macie jakieś wspomnienia z
        rodzaju "Dziewczynka z zapałkami to pożar"?
        • Gość: W górę i w liczbę Przebijam sam siebie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 21:55
          Było o żywiole ognia, a tu będzie o żywiole wody. Nieco później, tak gdzieś w
          2/3 podstawówki w mojej szkole a głównie w mojej klasie (miałem zaszczyt
          chodzić do najbardziej rozbrykanej klasy) narodził się sport polegający na
          sikaniu wzwyż ew. w dal. Panie proszę, żeby dalej nie czytały :-) Dobrzy
          zawodnicy potrafili trysnąć sikami do wysokości połowy słupa od latarni.
          Nauczyciel przyłapał kiedyś kolesia osikującego sufit w szkolnym kiblu.
          Zamknęliśmy kiedyś kolesia w bonanzie (taka przyczepa ciągnięta przez traktor,
          dowoziła uczniów do Zbiorczej Szkoły Gminnej). W akcie odwetu zaczął szczać na
          nas przez otwarte okienko.
    • ewcia.p Re: Kiedy byłam mała(y), to z koleżanką(kolegą).. 29.09.04, 21:07
      robiliśmy sekcje żaby :D:D: i tym podobnych stworzeń ale żadne z nas na
      biologię nie poszło :D:D:D
      pzodr.
    • Gość: Kinga K. Re: Kiedy byłam mała(y), to z koleżanką(kolegą).. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 21:34
      - bawiłyśmy się w lekarza i rysowałyśmy "rentgenowskie" zdjęcia. Niestety, źle
      zostały one zrozumiane przez naszych rodziców i chyba im się nie dziwię, bo
      czyż na zdjęciach rentgenowskich widać dziewczynkę bez majtek z podniesioną do
      góry spódnicą? :-)
      - połaczenie dramatycznego węgiersiego bodajże filmu o Abigail i Niewolnicy
      Isaury: zabawa w internat, gdzie za wszelkie przewinienia stawiano pod
      pręgierzem
      - lot balonem, a raczej przygotowania do lotu balonem: zabawa zaczynała się,
      gdy oświadczałam młodszemu bratu, że polecimy balonem w podróż. Polegała ona na
      szykowaniu się do drogi: do kosza na bieliznę mocowaliśmy szczotkę z
      balonikiem, potem ładowaliśmy różne przedmioty potrzebne w czasie lotu, zabawa
      kończyła się, gdy siedzieliśmy w balonie i brat zaczynał ryczeć, że naprawdę
      nie lecimy i że go okłamałam: powtarzało się to regularnie
      - nagroda cierpliwości dla rodziców i ciotek, które podczas imienin i urodzin
      raczyliśmy 2-godzinnym baletem pt. Balladyna (jedną z pozycji programu był np.
      Taniec Trupa - ja w roli Aliny) oraz Miasteczko Twin Peaks - usypiająca muzyka
      A. Badalamentiego i my - ja, Qzynka i przekupiony brat jako Duchy, Demony oraz
      Trup Laury Palmer :-)
      • tomek854 Re: Kiedy byłam mała(y), to z koleżanką(kolegą).. 29.09.04, 21:44
        ...budowalismy czterokolowy rower. Mielismy juz gotowe plany jak nalezy zespawac ramy od dwoch rowerow, co gdzie jak, jakie kola, przeniesienie napedu daszek z plandeki, przednia szyba, wycieraczki na korbke itd.

        Poniewaz jednak nie mielismy materialow, a ojciec kolegi uparcie odmawial pozyczenia dwóm zerówkowiczom spawarki zaczęliśmy od ławeczki. Urżnęliśmy kawałek dechy, po czym na próbę oparliśmy go o dwie cegłówki, usiedliśmy i ... chrup.

        Przez pewien czas ja próbowałem wyrównać dwie połówki deseczek, a kolega przeprojektować rower w taki sposób, aby siedziało się jeden za drugim a nie obok, jednak po jakiś 30 minutach idea budowania pojazdu napędzanego siłą mięścni została zarzucona :)
        • Gość: No, i tak ma być.. Podstawóóóóóóóóóóóóówka !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 22:08
          Numer bez mojego udziału, była szkolna zabawa, na której kolesie zdemolowali
          kibel. Po burzy, która się rozpętała, grupa skurszonych poszła do dyrektora,
          przyznali się oraz zobowiązali się własnymi siłami kibel wyremontować. Polegało
          to na tym, że przez dobry miesiąc nikt z "grupy karnej" nie pojawił się na
          lekcjach, tylko siedziel w kiblu, zamkniętym dla innych, jarali tam i
          dokonywali cudów w rodzaju lamperii pociągniętej srebrną farbą od grzejników.
          Mnie wtedy okradli tornister - żeby nikt nie zarzucał, że idealizuję przeszłość.
        • konim691 Re: Kiedy byłam mała(y), to z koleżanką(kolegą).. 29.09.04, 22:10
          - Wchodziałam z kolegami mojego brata pod rynnę i tak sobie staliśmy wszyscy...
          - Łaziliśmy po metalowym ogrodzeniu dopki koleżance nie powinęła się noga i nie
          spadła na płot... okrakiem!
          - Rzucaliśmy z 10-ego piętra na chodnik balony z gumy do żucia "Indiana Jones"
          napełnione wodą,ale nie w przechodniów!!!;)
          - Łapaliśmy do worków kijanki w stawikach...
          Oj fajnie bylo...
    • Gość: Lucrecia Re: Kiedy byłam mała(y), to z koleżanką(kolegą).. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.04, 06:59
    • zresetowany_berbec Re: Kiedy byłam mała(y), to z koleżanką(kolegą).. 30.09.04, 10:48
      O rany....
      Miałam koleżankę, z którą wymyśliłyśmy jakąś religię czy niewiem co to było.
      Głównymi bóstwami był Gorbaczow i znana wówczas piosenkarka Sabrina. Była do
      tego cała filozofia, hymny, wiersze, piosenki... nagrywałyśmy to na kasety i
      rozdawałysmy koleżankom, które miały obowiązek słuchania naszych lekcji i
      uczenia się na pamięć jakichś tam rzeczy. Miałyśmy zespół- śpiewałyśy rap ( o
      mój Boże, niedawno znalazłam śpiewnik).

      Z tą samą koleżanką- nasze pierwsze spotkanie: robiłysmy u niej w pokoju
      bałagan, potem sprzątałyśy i modliłyśy się przepraszając Boga że jesteśmy takie
      złe. Potem znowu bałagan, znowu modlitwa i tak w kółko kilkanaście razy.

      Z tą samą koleżanką- jeździłyśmy po osiedlu na rowerach wyobrażając sobie że
      przekroczyłyśmy barierę czasu i z wieku XVII, z którego pochodzimy trafiłyśy do
      XX. Pytałyśmy się smarkatych dresów "przepraszam Paniczu, który mamy teraz
      wiek?" a słysząc brutalne "spierdlajcie" odpowiadałyśy "My też Cię serdecznie
      Paniczu pozdrawiamy".

      O rany!!! Justyna!!! gdzie jesteś!!!! tego było mnóstwo, jescze tu wrócę
    • carmelaxxx Re: Kiedy byłam mała(y), to z koleżanką(kolegą).. 30.09.04, 11:25
      wraz z kolezanka, gdy nasz kolega byl dla nas " niegrzeczny" przywiazywalysmy
      do do stolu i mial kare. musial tak sobie siedziec solidnie przywiazany, czasem
      dostal tez lanie.
      w moim miwescie stacjonowaly wojska rosyjskie, niedaleko mojego domu mieszkaly
      rodziny tychrze wojsk. Niszczylismy lesne "bazy" rosyjskich dzieciakow i
      robilismy sasadfzki zeby w nie wpadaly. one nam zreszta tak samo.poza zabawami
      lesnymi zylismy z nimi w zgodzie :)
      jak sie wyprowadzili rosjanie mielismy wielka zabawe w opuszczonych budynkach.
      duze obiekty byli pilnowane aler zwykle domy mieszkalne byly swietnym miejscem
      zabaw. zwlaszcza domki jednorodzinne zamieszkale przez oficerow i ogrody w
      kroych byla masa owocow rozniastych.
      swoja droga niezly chlew byl w tych domach i mieszkaniach. Pamietam najbardziej
      ze czesto zamiast muszli klozetowej byla po prostu dziura w podlodze..
      • eboniet Re: Kiedy byłam mała(y), to z koleżanką(kolegą).. 08.10.04, 13:34
        carmelaxxx napisała:

        Pamietam najbardziej
        >
        > ze czesto zamiast muszli klozetowej byla po prostu dziura w podlodze..

        Bo oni zabierali ze soba do Ruslandii literalnie wszystko, nawet armature. Tez
        kiedys bylam w takim opuszczonym przez rosyjskich zolnierzy miejscu - nawet
        kafle ze scian byly zdarte:-)

        E.
    • kicior99 Re: Kiedy byłam mała(y), to z koleżanką(kolegą).. 30.09.04, 11:49
      kraciak napisała:

      > ...wymyślałyśmy sobie kary za np. przegranie w karty. Kary polegały m.in. na
      > tym, że wyszukiwałyśmy na plakatach jej siostry najbrzydszych, naszym
      > zdaniem, facetów (m.in. Grzegorz Skawiński z KOMBI i ten łysy jegomość z
      > wąsami z tegoż legendarnego bandu,

      Slawomir Lozowski chyba
      • Gość: Strażak Sam Dziecko & ogień IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 23:43
        Typową rozrywką był wypad na glinianki w celu palenia ognisk. Typowym
        urozmaiceniem palenia ognisk było wkładanie do nich zużytych aerozoli
        (glinianki stanowiły dzikie wysypiska śmieci). Powodzeniem jako obiekt do
        spalania cieszył sie rodzaj grubej folii, który płonąc topił sie i kapały z
        niej takie ogniste krople w dodatku wydające odgłos pośredni miedzy sykiem i
        gwizdem. Innym uznawanym opałem był styropian (wtedy jeszcze nie trudnopalny).
        Kiedyś dorwaliśmy kawałki płyty paździerzowej, którą można było doprowadzic do
        stanu żarzenia sie, co fajnie wyglądało po zmroku. Ktoś z osiedla nawet zadał
        sobie trud doniesienia mojej matce, że pale papierosy. Stałym punktem było też
        kładzenie na ognisku karonów i arkuszy papieru, tak aby zaczeły przepalac sie
        od środka (por. początek każdego odcinka "Bonanzy"). Dalej: blaszana puszka po
        kawie, otwór wybity gwoździem w denku, w środku bryłka karbidu, na którą sie
        pluło. Mocno dociśniete wieczko, zapałka przystawiona do otworu w denku. Huk. I
        jeszcze: koniec podstawówki, piromania unaukowiona. Eksperymenty z mieszaniem
        cukru pudru z nadmanganianem potasu. Nagrode Nobla odbiera kolega, który
        zamiast mieszac mechanicznie sproszkowane składniki robi ich roztwór wodny o
        odpowiednich proporcjach po czym go odparowuje. Prawie dynamit. Ja mając do
        chemii poważniejszy stosunek, po lekturze wielu książek, wygaduje sie kumplowi,
        że wiem jak zrobic czarny proch. Dzieki temu, że kumpel jest niecierpliwy i nie
        ma pojecia o pracy w laboratorium możecie to czytac. Gliceryna i nadmanganian
        potasu? "Siarka" z zapałek wsadzona miedzy dwie śruby skrecone jedną nakretką?
        I tak dalej?
        PS
        Czemu ten wątek ma tak mało szcześcia?
        • Gość: Listonosz Pat Jak pech to pech... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.04, 00:04
          wątek nawet nie chce iśc w góre.
          Wypalanie traw? Kiedyś namówiłem kumpla na gaszenie - że to bedzie taki
          szlachetny uczynek. Przechodził obok jakiś facet i nas opieprzył - argumentacje
          miał taką, że gdybyśmy nie podpalili to byśmy nie gasili.
          No i last but not least, palenie opon w związku z jakąś datą na wiosne. Te
          czarne słupy dymu co pare kilometrów. I jeszcze, najgłupsze z tego, że
          najwieksze tego typu ognisko mieli kiedyś kolesie z OSP.
          • br0mba Re: Jak pech to pech... 08.10.04, 00:24
            fajny watek :)

            >Powodzeniem jako obiekt do
            >spalania cieszył sie rodzaj grubej folii, który płonąc topił sie i kapały z
            >niej takie ogniste krople w dodatku wydające odgłos pośredni miedzy sykiem i
            >gwizdem

            nazywalismy to katiusze :)) najgorzej bylo jak spadlo na buta :)

            z moim najlepszym kolega chcielismy zobie "zalozyc" akwarium. Dostalismy takie
            stare, wielkosci biurka, z metalowymi okuciami od sasiada, nie powiedzial nam
            ze jest dziurawe, wstawilismy do szuszarni, nasypalismy piasku nalalismy wody i
            poszlismy sie gdzies bawic. Woda wyciekla oczywiscie zalewajac cala klatke
            schodowa (nie musze chyba mowic jak dostalismy oboje po dupie :) w tamtych
            czasach kary cielesne byly czyms normalnym :))

            bawilismy sie w spowiedz, siedzielismy (na zmiane) na krzesle z oparciem z
            paskiem od sukienki na szyi i sie spowiadalismy

            poszlismy sie opalac na dach budki transformatorowej pokrytej smola :)) nogi i
            plecy mielismy lekko czarne :))

            rzucanie jajkami z balkonu do ludzi to chyba zadna nowosc :)
            czołgi w piaskownicy z tablica rozdzielcza ze szkielek (najwieksza klotnia byla
            o czapke pilotke hehe )
            wyjadanie zapasow z piwnicy mojego kolegi (pyszne ogory konserwowe i kompoty
            mniam mniam, pozdrawiam mame hasana :))

            duzo bym jeszcze mogla :))
            • Gość: jaa Re: Jak pech to pech... IP: *.incenti.pl 08.10.04, 13:10
              aż się rozmarzylam - wrócici do lat 80-tych, ach...
              mam koleznkę - Dorotę - i to ona była współuczestniczką wielu sytuacji
              - pod nieobecnośc moich rodziców postanowiłysmy zrobić sobie makijaż i tak się
              stało, ale że był to karnawał więc brokat niezbędny. Roztłukłyśmy ozdobę
              choinkową i na oczy.
              Efekt - rano wylądowałam u okulisty i przez kilka dni nosiłam opatrunek na oku.

              - i tylko wspomnę o innych "zabiegach upiększających" typu - obcinanie grzywki,
              albo tatuaże długopisem
              • Gość: Sonia Sekreciki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.10.04, 13:29
                Hej dziewczyny a pamiętacie tzw. sekrety - tzn. różne kolorowe papierki i
                sreberka od słodyczy (wtedy nie było takich ładnych jak teraz), tudzież płatki
                kwiatków wkładane pod znalezione szkiełko i zakopywane w ziemi...potem
                pokazywałyśmy to sobie nawzajem i konkurowałyśmy który "sekrecik" ładniejszy a
                jak się kogoś nie lubiło to nie można było zdradzić miejsce ukrycia "sekretu".

                Uwielbiałyśmy też bawić się w chowanego w mieszkaniu - chowałayśmy się po
                szafach i tapczanach...do tej pory mam przed oczami części garderoby rodzicow
                moch koleżanek :)

                Korzystaliśmy też namiętnie z placu zabaw pobliskiego przedszkola, do którego
                możnabyło dostać się wykazując się niezwykłą zwinnością i przechodząc przez
                wysoki płot...raz mi się nie nbardzo udało - nadziałam się nóżka na jakiś
                wystający drut...ponieważ rodzice nam zabraniali tego procederu więc nie
                chcialam się mamie przyznać co robiłam i skąd ta głęboka rana...i wtedy mama mi
                wmówił, że to na pewno pies mnie pogryzł i bedzie konieczny zastrzyk i w
                ogóle...nieźle mnie podeszła...musiałam się przyznać :))) - a propos - mam
                nadal (minęło ok 18 lat) bliznę po "ugryzieniu psa" ;)))

                W okresie studiów to już zabawy były bardziej wyszukane...pewnie sami
                wiecie :)))
                • sunday pozdrawiam wszystkich Urwisów!! 08.10.04, 14:25
                  > W okresie studiów to już zabawy były bardziej wyszukane...
                  > pewnie sami wiecie :)))

                  Albo i mniej... Ale wróćmy do podstawówki. Kiedyś wygrzebałem skądś czerwony
                  fosfór i chloran potasu. Zmieszałem delikatnie w odpowiednij proporcji (wybucha
                  po uderzeniu), na szczęście niewiele, i wziąłem do szkoły. "Zdetonować" chciałem
                  po lekcjach, najlepiej pod tramwajem lub zakładając pułapkę: wkładając paczuszkę
                  między drzwi a framugę. Pech chciał, że paczuszka spadło na podługę podczas
                  przerwy. I to tuż obok najgroźniejszej nauczycielki... Co się potem działo...
                  Brrrr. W każdym razie długo udawało mi się utrzymać Rodziców w nieświadomości
                  (wyrzucanie dzienniczków z uwagami, przecięcie kabelka do dzwnoka w telefonie).
                  Jednak wychowawca był uparty: przyszedł do rodzców osobiście. Skończyło się
                  zasłabnięciem Mamy i wzywaniem karetki.

                  Taaa... Innym razem, też w podstawówce, gdy modne stały się pistolety i jajka na
                  wodę, przyniosłem do szkoły w jajku nie wodę a amoniak. Nauczyciele szybko
                  wyczuli, w końcu była to śmierdząca sprawa...

                  W podstawówce mieliśmy zeszyt uwag. Ponieważ przodowałem w ich liczbie,
                  postanowiłem przed wywiadówką go wyrzucić. Wyniosłem ze szkoły, wrzuciłem do
                  kanału na szkolnym dziedzińcu. Nie zauważyłem jednak, że kanał był zapchany i
                  dobrze widoczny zeszyt leżał tuż pod kratkami. Zauważyli go przypadkiem akurat
                  moi Rodzice, suszył się u nas w domu na kaloryferze... Nie domyślili się jednak,
                  że to ja go wyrzuciłem. Uwagi jednak przeczytali.

                  Dużo tego było... Kiedyś modna było strzelanie z rurek ziarenkami gorczycy.
                  Podczas jakiegoś wyjścia klasowego trafiłem na twardą sztukę: ostrzelany
                  przechodzeń zaczął mnie gonić, złapał i doprowadził do wychowawcy. Miałem sobie
                  sam wpisać uwagę. Wpisałem: "strzelałem z rurki w takiego łysego pana". Tata
                  dopisał: "wszystkie rurki skonfiskowałem".

                  Tja, dzienniczki uwag (niedawno znalazłem) to pouczająca lektura, świadcząca nie
                  tyle o uczniu, co o niezaradności nauczycieli. Pamiętam jeszcze taką uwagę:
                  "Łukasz rozmawia na lekcji historii bez pozwolenia nauczyciela i je na lekcji,
                  równiaż historii i również bez pozwolenia nauczyciela". Po którejś z rzędu
                  uwadze o moim złym zachowaniu na historii (lekcje sprowadzały się do głośnego
                  czytania podręcznika) Rodzice stracili cierpliwość i odpisali pod uwagą:
                  "widocznie lekcja była prowadzona nieciekawie". Pani od historii poczerwieniała
                  i wezwała Rodziców na dywanik: kazała mi ich przyprowadzić następnego dnia... :)

                  pozdrawiam wszystkich Urwisów i wszystkie Urwiski!!
                  :) Luki
                  • sunday fosfor 08.10.04, 14:27
                    sunday napisał:

                    > ... Kiedyś wygrzebałem skądś czerwony fosfór i ...

                    FosfOr oczywiście, fosfor.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka