Dodaj do ulubionych

Przygody z FIATem 126p

    • Gość: wone Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.t16.ds.pwr.wroc.pl 18.08.03, 12:37
      a nazwy malacza we wrocku to poza wymienionymi:
      czerwona strzała (bo czerwone są szybsze)
      fiatarri (wiadomo skąd)
      przecinak
      cashworth (escort crosworth)
    • Gość: agojama Re: Przygody z FIATem 126p IP: PLWAWD* / 172.31.224.* 18.08.03, 14:15
      Jezdzilismy maluszkiem po swiecie na przelomie lat 70/80 tych. W Skandynawii
      inne samochody zjezdzaly na pobocze zeby sobie na nas popatrzec (malowniczy
      widok:maluch sam w sobie plus 4 osoby, bagaze, namiot itd)i nam pomachac. W
      gorzystym terenie wszyscy poza kierowca wysiadali i szli za samochodem bo
      kaszlak nie byl w stanie podjechac pod gorke. Miejscowi rolnicy nie mogli pojac
      tego fenomenu: samochod jedzie, facet prowadzi a zona i dzieciaki zasuwaja na
      piechote.
    • Gość: spiwor Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.08.03, 19:10
      Kiedyś podjechałem do kumpla swoim turbo mini dodżem. Poszedłem do niego na 4
      piętro a on poważnym głosem pyta:
      Przyjechałeś FIATEM?

      Myślałem, że ze schodów spadnę, nikt nigdy nie nazwał mojego autka fiatem.
    • Gość: lala Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.elartnet.pl 19.08.03, 13:39
      Kiedyś brat ze swoją dziewczyną przyjechał po mnie maluszkiem do ciotki. Pod
      drzwiami mieszkania dał jej kluczyki i powiedział, by zaczekała w samochodzie.
      Dodam, że było już ciemno. Po kilku chwilach wychodzimy i idziemy do maluszka.
      A maluszek pusty- dziewczyny tam nie ma.
      Po krótkich poszukiwaniach odnaleźliśmy ją kilka samochodów dalej, siedzącą po
      ciemku w jakimś obcym maluszku :)

      Zawsze od tej pory skręcałem się ze śmiechu wyobrażając sobie, co by poczuł
      właściciel owego maluszka widząc siedzącą w jego samochodzie po ciemku
      atrakcyjną blondynę z długimi włosami :)
    • Gość: Zlosnica Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.lublin.sdi.tpnet.pl 22.08.03, 09:09
      Echhhh maluszki, mielismy w sumie trzy wiec historii tez ogrom.
      95 rok ja w ciazy chce jechac do rodziców maluszek nie działa:(, maz z kolega
      zakasali rekawki i reperuja zawziecie, po jakichs 3 godzinach wpada kolega i
      mowi ty sie szykuj za 20 minut bedzie gotowy. Ubrałam sie i czekam , nie ma i
      nie ma az w koncu przyszli obaj, czarni jak diabły. Maluszek sie zapalił !

      Zaskakiwał w zimie po całonocnym ładowaniu akumulatora i lince holowniczej,
      maz łapał co sie dało raz smieciara nawet go ciagneła.

      Z przodu była duuuuza dziura w podłodze po stronie pasazera , jechalismy w
      okropna ulewe i maz wjechał w głeboka kałuze cała mokra siedziałam nie
      wiedziałam czy mam sie smiac czy płakac, maz dostał ataku smiechu:>

      Tesciowa tez swojego czasu zakupiła maluszka, dbała o niego pucowała no i raz
      nam go pozyczyła na godzinke, jechalismy z działki no i stanelismy przy
      przejezdzie kolejowym za nami kolejka a maluszek bunt nie chce zapalic,
      narzedzia były w bagazniku linka otwierajaca klape sie urwała. Maz kombinował
      troche w koncu kijem podwazył maske i otworzył ten nieszczesny bagaznik. Po
      reperacji i zamknieciu okazało sie ze klapa sie troche wygieła i po staraniach
      mojego meza zamiast na zewnatrz wygieła sie do wewnatrz. Wrocilismy na działke
      i wymyslilismy alibi ze niby jak stalismy na przejezdzie jechał pijany
      rowerzysta ( co w tej okolicy było normalnym i czestym zjawiskiem) nie wyrobił
      sie i przewrocił nam sie na maske.
      Tesciowa z babcia nawet krwi sie dopatrzyła tacy bylismy przekonujacy.

      Proba kradziezy naszego malucha spełzła na niczym , w połowie ulicy pekł
      przedni wahacz :)))
      i jeszcze i jeszcze sporo tego było:)))
      • Gość: GOSC Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.um.katowice.pl 22.08.03, 11:00
        eheheheh kontynuuj zlosniczko, fajne to bylo
    • Gość: autowidol Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.03, 16:06
      Mój wujek-majsterkowicz zakupił kiedyś malucha do remontu. Nie spodziewał się
      tylko, że w podłogę może być wspawany (w miejsce dziury) szpadel (jego część
      czynna). Przez tydzień zwijaliśmy się ze śmiechu!
      • Gość: agulha Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.acn.pl / 10.67.0.* 24.08.03, 17:35
        Och! Wątek dla mnie. W zeszłym roku moim nieodżałowanym maluszkiem (miał wtedy
        niemal 10 lat) pojechałyśmy na Słowację i Węgry. Nie widziałam innych maluchów
        _na obcych numerach_ w tych krajach. Pierwszego dnia w górach słowackich coś
        zaczęło się trzeć wedle tylnego koła i jakby hamulce gorzej działały. Zgroza,
        na dodatek sobota, więc weekend. Okazało się potem - w serwisie Fiata! - że to
        jakiś taki łańcuch idący do tylnego koła się zerwał i wchodził pod blaszany
        cylinderek w tej samej okolicy [ja tam się na mechanice nie znam, co to było].
        Naprawa w tymże serwisie, z rachunkiem, kosztowała "aż" 60 zł, co nas wzruszyło.
        Potem była jeszcze 1 naprawa na Węgrzech (na migi). Nie wiem, co było nie tak,
        ale: zajechałyśmy do hotelu daleko pod Budapesztem, zostawiłyśmy rzeczy i
        pojechałyśmy do miasta. O 23 wracamy, a na peryferiach Budapesztu samochodzina
        zaczyna rzęzić i dusić się. Cud, że dojechał.
        Najweselej jednakowoż było na granicy węgiersko-słowackiej. Zgasiła koleżanka
        silnik i nijak nie chciał zapalić. Musiałyśmy przepchać go (!) ręcznie przez
        granicę. Za granicą próbowałyśmy na pych - nic. Po nocy na campingu (co nie
        było planowane - ale camping polecam, w miejscowości Szachy) okazało się, że to
        była Śmierć Akumulatora. Aż ciekło z niego.
        Kiedyś zimową porą zajechałam po pracy do Rodziców i zapomniałam zabrać na górę
        róże, które od kogoś dostałam i im przyniosłam. Dałam Tacie kluczyki i wysłałam
        na parking. Wrócił ciężko zawstydzony. Maluch "nie chciał się otworzyć", ale w
        końcu się udało. Tyle że okazało się, że to był inny maluch :-)).
        Raz coś urwało się w baku czy gaźniku i okresowo przytykało odpływ, powodując
        duszenie się i zdychanie. Najlepiej to wyglądało na ślimaku z Puławskiej na
        Ursynów. Myślałam już, że na niego nie wjadę i nie zjadę, a ludzie trąbią
        (prędkość 20 km/h). W warsztacie defekt nie chciał się ujawnić, a mechanicy
        mieli mnie chyba za pomyloną ("no przecież działa"). Długo trwało, zanim
        doszli, o co chodzi.
        Poza tym pluł olejem po silniku mimo licznych napraw. Przy szybszej jeździe
        olej lądował na tylnej szybie. Nawalały bezpieczniki i zostawałam bez migaczy i
        świateł. Były szpary w podłodze. Zapadała się podsufitka. Woda stała w schowku -
        chyba przeciekały okna. Szyny się wygięły i fotele nie chciały się przesuwać w
        przód i w tył. I tak dalej...
        • Gość: republik-anka Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.we.client2.attbi.com 25.08.03, 12:22
          oplulam ! wszystko ! komputer , biurko !!Przed umieszczeniem takich tekstow
          powinno wyc ostrzezenie : nie pic, nie jesc czytajac !!!
          • Gość: erich Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.03, 22:57
            Moj brat kiedys powoził żółtą strzałą i tąże maszyną został zatrzymany przez
            policyjny patrol. Zatrzymali go bo jechal troche krzywo - prawa reka tzymal
            poukładane worki z cementem (w miejscu gdzie fotel pasazera) i za kazdym razem
            jak zmienial bieg to robil to lewa reka i puszczal kierownice a w tym momencie
            samochod sciagalo na lewo. A znow jak hamowal to auto sciagalo na prawo - wiec
            wygladal jak by jechal ktos zupelnie pijany! Policjant podbiegl do samochodu
            brata i kazal mu wysiadac i jednoczesnie przez otwarte okno zgasil mu maszyne.
            I to byl jego blad! Niestety (dla policji) moj brat byl trzezwy, ale oni nie
            wiedzieli ze tego auta sie nie nie da normalnie zapalic. Wiec moj brat poprsil
            ich o popchniecie. Widok byl taki ze 2 policjantow pcha przez srodek miasta
            malucha wyladowanego cementem, prowadzonego przez wielce zadowolonego 18-
            latka.
    • Gość: Nika Re: Przygody z FIATem 126p IP: 195.187.102.* 26.08.03, 16:20
      Moi rodzice mieli czerwonego malucha, nie będę się
      powtarzać, bo przerobili sporo z opisanych tu sytuacji.
      Mój ojciec udoskonalił patent z kijem od szczotki i woził
      50 cm linijkę. Kiedyś pół osiedla nie spało pół nocy, bo
      na skutek spięcia włączał się klakson w naszym maluchu
      zaparkowanym pod blokiem, a ojciec miał jakieś problemy z
      wymontowaniem akumulatora... Sąsiad miał identycznego
      malucha, nie zliczę ile razy on wsiadał do naszego a
      ojciec do jego - klucze świetnie pasowały.
      Ja z mężem mieliśmy przez parę lat "Blue arrow" - kochany
      samochodzik, poza tym, że regularnie fajki ze świec mu
      spadały na torach tramwajowych, przeważnie z jadącym
      tramwajem na horyzoncie... Hamulec ręczny mu nie trzymał
      i kiedyś mąż się bardzo zdziwił wyszedłszy od znajomego i
      nie zastawszy maleństwa tam gdzie je zostawił. Okazało
      się , że stoczył się kilkadziesiąt metrów i idealnie
      wpasował pomiędzy dwa stojące na parkingu samochody,
      żadnego nawet nie musnąwszy... Ale nie powiem na niego
      złego słowa - w paru groźnych sytuacjach spisał się na medal.
      W latach 80-tych mojej koleżance urodziła się siostra -
      właśnie w maluchu. Mieszkali pod miastem, ojciec wiózł
      matkę do szpitala, w szczerym polu samochodzik odmówił
      dalszej współpracy, telefonów komórkowych nie było,
      dziecię pchało się na świat gwałtownie. Ojciec odebrał
      poród, a potem leciał 5 km piechotą do najbliższego
      telefonu. Całe szczęście, że poród był bezproblemowy -
      matka i dziecko wyszli z tego bez żadnych złych następstw.
    • peter.steele Re: Przygody z FIATem 126p 22.09.03, 22:18
      Czytałem całe forum smiałem sie bardzo. Bo sam jestem samochodziarzem.
      Oto moje prygody z maluchem.
      1. Dostałem prawo jazdy ale miałem autobusem jechac bo bil;et stwierdziłem, że
      nie ma co jechac autobusem skoro mam prawo jazdy i samochód a bilet i benzyna
      to taki sam koszt. pojechałem kupiłem auto. W miedzy czasie musiałem ruszac z
      dwójki bo jedynka była nie sprawna. A w powrocie do domu pękł mi resor. jak
      wiadomo rodzice nic nie wiedza ale ojciec ma alwete i o mnie przyjechał. Strach
      blady na mnie padł za zabranie auta bez pozwolenia.
      2. Chciałem wytrec tylna szybe pęklo mi siedzenie . I praktycznie w maluchu
      moigłem leżec bardzo wygodnie.
      3. Chciałem ruszyc ostrzej ale pękł mi zabierak ale całe szczęscie był drugi w
      aucie.
      4. Hamulce piszczały podczas hamowania więc wiadomo było, że ja nim jadę.
      5. Hamując auto raz sciag na lewo raz na prawo.
      6. Zapalanie na kij to standard
      7. Podsufitka na kiju
      8. Aby w aucie było cieplej została zaspawana pewna klapka i całe cipłe
      powietrze leciało do środka. najgorzej jak sie jechało autem długo to trzeba
      było okna uchylac wspaniały widok maluch jadacy z otwartmi oknami w środku
      zimy.
      9. kolega z którym jedziłem na studia maił ju opanowane do perfekcji
      czyszczenie iglicy w gazniku.
      10 Zmiana koła w maluchu to tez przeycie, bo jak wiadomo wspaniale w nim dziala
      lewarek, ale po którejś zmianie koła dochodzi sie do perfekcji.
      11. Pchanie auta podczas ruszania to z tego powodu mam wyrobione mięsnie.
      12 maluch zapalał przez rozrusznik ale trzeba było go troszke ruszyc do
      przedu lub do tyłu.
      13. Raz zostawilismy malucha na parkingu i jak wracalismy dziacek kolzetowy nas
      o mało co nie pobił bo wlaczył sie klakson i tak rabił sam z siebie jakieś 3
      godziny.
      14. Raz tak dobrze umyłem auto, że zalałem świece.
      15. jada sobie na wycieczke musielismy przymusowo nocować, bo sie obruszyła
      glowica i trzeba było wymieniac (dorabiać) szpilki trzymające glowicę.
      16. Mam jadą maluchem urwała pedał gazu.
      17. Czasem sie dziwiłem dlaczego auto ma tkie "kopyto" a to był wpływ
      właczonego ssania.
      18. raz mial;em stłuczke i 6 miesięcy trzeb było wchodzic dzwiami kierowcy.
      iwadomo szewc chodzi w dziurawych butach.
      19.Wielekie zdziwienie ludzi wywoływał brak siedzienia pasażera wreszcie mogli
      sobie oni wygodnie siedzieć.
      20. Znajoma miała wypadek maluchem ledwie przezyła my skorzystalismy z okazji i
      kupilismy z njnoweszego modelu malucha silnik i zamontowalismy go do karoserii
      z 1978 roku. czasme mam nim okazje jezdzic oprócz zacinjących sie hamulców lub
      ich braku auto sprawuje sie super.
      21 Kumplowi z aucie wysiadło jego zabezbieczenie ile sie natłukłem kombinerkami
      bo czasem to pomagało, ale nie tym razem musiałem preody skrecic n ostro i tak
      nim jechać.
      pozdraiwam wszystkich uytkowników malucha, bo jazda tym autem wymaga wielkich
      umiejetności i zarazem wielkiefgo sprytu.
    • Gość: Plewiszczok Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.03, 14:51
      Pewnego pięknego dnia mojemu dziadkowi siadły hamulce na skrzyżowaniu,
      rozpędził się, nie wyrobił na zakręcie i wjechał w stojące na światłach
      Cinquecento. A że z wiekiem pogarsza mu się pamięć, zapomniał, że ma zepsute
      hamulce i jak zjeżdżał na pobocze, to walnął w drzewo

      Może ktoś widział? Musiało zabawnie wyglądać... (Poznań,skrzyżowanie
      Grochowskiej i Marcelińskiej rok bodajże 2000, 31 sierpnia, fiat koloru
      pomarańczowego z wyjątkiem klapy)


      Innym razem moja rodzicielka woziła swym maluchem (tym samym zresztą, co wyżej)
      pewną sympatyczną, lecz troche potężną (110 kg) panią. Po miesiącu dziadek
      wychodząc z garażu dostrzegł, iż podłoga w aucie jest zarwana...
    • Gość: juu Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.03, 00:32
      Wyhamowałam kiedyś dosyć ostro przed skrzyżowaniem. Stoję grzecznie na
      czerwonym świetle a tu gość stojący obok macha do mnie i coś krzyczy. Otwieram
      okno i słyszę "pani, ma pani wytrzeszcz oczu w tym maluchu". Wysiadam, patrzę-
      a tu oba przednie reflektory dyndają na kabelkach...
      pozdr
      juu
    • m.egi Re: Przygody z FIATem 126p 16.10.03, 08:47
      Ja musiałam kiedyś jechać z NIM do mechanika, bo coś tam było z hamulcami nie
      tak i w dodatku przy każdym hamowaniu groziło mi "zgaśnięcie". Więc unikałam
      hamowania z zatrzymywaniem się włącznie. W dodatku w środku był
      nieco "zdemolowany". Jechałam przez miasto unikając skrzyżowań ze światłami,
      czasami nawet wymuszając pierwszeństwo... i jeden w Fordzie taki któremu
      zajechałam drogę nie wytrzymał i zaczął za mną jechać, chyba miał nadzieję że w
      końcu się zatrzymam (...naiwny...hi, hi, hi...). Udało mi się i zatrzymałam się
      dopiero u mechanika. Facet za mną wysiadł z tego Forda, podszedł do okienka
      które podczas jazdy "opadło", otwarł usta - chyba żeby sobie ulżyć i wtedy
      spojrzał na mnie, na wnętrze i jedyne co usłyszałam to: "O ku..! Kobieto jak Ty
      tutaj dojechałaś?!" Mechanik wyraził się w podobny sposób.
    • peter.steele Re: Przygody z FIATem 126p 17.10.03, 10:17
      Uwaga wyjasnie co oznacza nazwa FIAT 126p
      F antastyczny
      I diotyczny
      A utobusik
      T urystyczny
      1 dzwiowy
      2 osobowy
      6 ktotnie
      p omniejszony
      • ignatz Re: Przygody z FIATem 126p 17.10.03, 11:33
        ja słyszałem tak:

        F atalna
        I mitacja
        A uta
        T urystycznego
        1 -osobowy
        2 -drzwiowy
        6 -krotnie
        p rzepłacony

        :-)
        • caerme Re: Przygody z FIATem 126p 17.10.03, 22:00
          witam,
          kolega jeszcze mlody wiec wybaczam za moich czasow bylo:
          F-atalna
          I-mitacja
          A-uta
          T-urystycznego
          1 - osoboweg
          2- drzwioweg
          6 - krotnie
          p - rzedplaconego...
          • ignatz Re: Przygody z FIATem 126p 17.10.03, 23:33
            heh, dopiero jak się wpatrzyłem uwaznie zauwazyłem iż faktycznie zjadłem "d" :-
            | A miało być dokładnie jak Twoje :-)
            • juve_maciek Re: Przygody z FIATem 126p 18.10.03, 00:43
              Możecie nie uwierzyć, ale kiedyś z moją familią, ciotkami, wujkami, kuzynkami
              itd. jechaliśmy bączusiem na oddalony o jakieś 5 km basen w...
              ... 14 osób. Nie wiem jak to zrobiliśmy, ale to było parę lat temu i mały byłem
              jeszcze... Przed basenem podobno(nie pamiętam - opowieści rodziców) ludzie
              zatrzymywali się i robili nam zdjęcia.

              Jeśli ktoś ma zdjęcie z 14-osobowym maluchem pod basenem w Dobczycach, bardzo
              proszę niech mi przyśle na adres
              juve_maciek@gazeta.pl /interia.pl /op.pl /tlen.pl
    • bialy Re: Przygody z FIATem 126p 18.10.03, 15:27
      Mlauszek... ehh. Az sie łza w oku kręci:)
      1. Na skrzyzowaniu odpalany kijem,
      2. Cale miasto przejechane na 2 biegu. "lizak sie rozpadl"
      3. Blokujący się pedal gazu (mial zaciecie rajdowe)
      4. Opadajaca podsufitka
      5. samoczynnie skladajace sie i jezdzace fotele
      6. Kiedys rozjechal sie ponownie lizak i nie moglem znalezc wstecznego biegu.. (tzn raz na 10 razy byl:P) - kolega podjechal do zderzaka i busem popchal mi samoch.. tfu malucha.
      7. maluszka z 78 r udalo mi sie rozpedzic do 126 km na godzine..
      8. Mialem wiecznie klopoty z odkrecającymi sie przegubami.
      9. Kola tez mi sie odkrecaly w czasie jazdy a ja sie zastanawialem co tez takiego znowu stuka...
      10. Nie ustawione kąty i zbieznosc - efekt: jadac po zakrecie z piskiem opon ludzie stukali sie w czolo....
      11. Kiedys widzialem ognisko pod maluchem. Przy 20-stopniowym mrozie maluch stal okolo miesiaca na podworku. Tak zamarzl ze nie bylo mozliwosci zeby w jakikolwiek sposob przekrecic silnik..... (na szczescie nie ja to ognisko palilem) :PP
      12. Niechcacy wjechalem na skrzyzowanie jakies 40 km/h. Pierwszy raz jechalem na 2 kolach... :)
      13. Po tankowaniu zapomnialem zalozyc korek. Wrocilem go szukac. Noc. Doszedlem do wniosku ze raczej go nie znajde i kupilem na stacji nowy. Ale pomyslalem sobie ze skoro jestem tutaj to sprobuje sie rozejrzec. Przejechalem raz wzdloz stacji... nic. Zawrocilem.. Jade spowrotem jakies 10 km/h i probuje wypatrzec cos na drodze i poboczu.. Nagle widze swiatla we wstecznym lusterku wiec wlaczam kierunkowskaz dajac znak ze go puszczam.. Auto bardzo powoli wyrownuje sie ze mna i widze policyjny lizak.. Policjant podszedl do mnie i pyta mnie co robie. Wiec mu mówie zgodnie z prawda ze szukam korka od paliwa. Policjant popatrzyl na mnie, pozniej na nowy korek i znowu na mnie. Jeszcze raz mnie pyta co ja robie. Wiec ja mu zgodnie z prawda. Poprosil mnie do radiowozu i daje mi alkomat. Zanim zaczalem dmuchac mowie: ale ja nic nie pilem.. Policjant: to co tak jezdzisz niepewnie? No to ja mu zgodnie z prawda ze ten korek i wogole.. n do mnie: dmuchaj! No to dmucham... Po chwili widze oczywiscie 0.0. A nie mowilem ze nic nie pilem? Policjant do mnie: to co tak dziwnie jechales? No o ja mu zgodnie z prawda... Policjant: Wyjdz!!!!! Wiec sobie grzecznie poszedlem ale korka i tak nie znalazlem...
      Jak mi sie cos przypomni to dopisze:))
      Pozdrawiam
    • Gość: B. Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.rasserver.net 27.10.03, 03:15
      Ja kiedys mialam klopoty z rozrusznikiem, wiec jezdzilam z mlotkiem pod reka,
      zeby w krytycznej sytuacji, kiedy nie zapali, uzyc tegoz narzedzia. Zawsze
      modlilam sie, aby mi nie zgasl gdzies na skrzyzowaniu, bo chyba bym umarla ze
      wstydu, bebniac mlotkiem w rozrusznik. Raz zatrzymala mnie policja i kazali
      mi wylaczyc silnik. A ja na to, ze jesli mi pozniej nie zapali, to beda
      musieli mnie popchnac. Na szczescie nie musieli...
    • rademaker Re: Przygody z FIATem 126p 27.10.03, 14:36
      miałem 1978
      1. Pękła linka od gazu. Wichura i deszcz ze śniegiem, 5 km do cywilizacji.
      Naprawiłem przy pomocy sznurówki
      2. Pękł któryś z przewodów, dosłownie się "rozsnuł" i nie dało się go skręcić bo był za krótki. Byłem w garniturze bo jechałem od jednego potencjalnego pracodawcy do drugiego. Naprawiłem przy pomocy znalezionej w rowie blaszki

      Maluch rocznik 1978 to najlepsza szkoła przetrwania :)

      3. Zrozumiałem tylko dl posiadaczy modeli odpalanych linką:
      Mechanik który chciał odpalić mojego malucha powiedział: "daj Pan patyk"
      Dla niego było zupełnie oczywiste że mam pod siedzeniem patyk do odpalania (oczywiście miałem)
    • Gość: Plewiszczok Tunel niedaleko stacji Poznań-Górczyn IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl / *.poznan.sdi.tpnet.pl 27.10.03, 15:52
      Jest taki wąski tunel (ostatnio ponoć zablokowany)pod torami kolejowymi.
      Plewiszczanie oraz inni kierowcy pragnący wjechać do Poznania ulicą Grunwaldzką
      często tracą swój czas przed przejazdem kolejowym. Co sprytniejsi korzystają z
      tunelu. Tunel jest naprawdę wąski - akurat Maluch przejedzie, choć zdarzają się
      też Fordy (te jednak wyjeżdżają przetarte).
      Otóż pewnej nocy pewna osoba pragnęła tenże tunel sforsować. Maluchem. Silnik
      oczywiście zgasł. Drzwi otworzyć się nie da, bo za wąsko. Nikt nie popchnie, bo
      środek nocy. Osoba ta zrezygnowawszy z prób wybicia przedniej lub tylnej szyby
      szykowała sięjuż do snu i - nagle- wybawienie- ALLELUJA- ODPALIŁ!
    • markor2 Re: Przygody z FIATem 126p 28.10.03, 15:05
      Chłopak mojej siostry, który pracuje teraz w Londynie, niedawno kupił maluszka.
      Kierownica z prawej strony! Samochód popsuł sie po przejechaniu 30km, ale za to
      każdy się za nim oglądał na tej niezwykle długiej trasie, tym bardziej, że
      kierowca to 190 cm wzrostu i 120 kg wagi.
      • Gość: Wieloglowy Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.compower.pl 28.10.03, 22:05
        Poczatek lat 90-tych. Moj ojciec dopiero co zrobil prawo jazdy, niedlugo
        pozniej zakupil malucha - rocznik chyba '77 . Bylismy na wakacjach na wsi,
        jednakze z jakiegos powodu rodzice, zostawiwszy mnie pod czula opieka babci,
        mieli wrocic na kilka dni do miasta. Planowali mnie odebrac o 11 rano,
        przyjechali bardzo poznym popoludniem. Przedni resor fiacika zlamal sie.
        Problem polegal na tym, ze rodzice po drodze napotkali na... pielgrzymke. Papa-
        zoltodziob bal sie niepelnosprawnym - rozwijajacym zawrotna predkosc swiatla -
        autem wyprzedzac, wiec towarzyszyli pielgrzymce przez kilkadziesiat kilometrow.
        Jest to jedyny znany mi przypadek, kiedy rodzice uczestniczyli
        (lub "uczestniczyli") w tym wielkim wydarzeniu. Nie jest mi wiadome, czy
        podobnie jak uczestnicy dostawali od mieszkancow przydroznych miejscowosci
        jakies wiktualy, czy tez spiewali bogobojne piosenki, wywolali w kazdym badz
        razie sensacje. A biedny czekajacy ja, nie majacy z nimi kontaktu, o malo co
        nie zanieczyscilem ze strachu bielizny. Traumatyczne zdarzenie.

        PS. Dzis maluszek pelni zaszczytna funkcje schronienia dla kur w jednej z
        swietokrzyskich wsi.
        • Gość: Dzidka Nieee no bez jaj?! IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 28.10.03, 22:15
          > Problem polegal na tym, ze rodzice po drodze napotkali na... pielgrzymke.
          Papa-
          > zoltodziob bal sie niepelnosprawnym - rozwijajacym zawrotna predkosc swiatla -

          > autem wyprzedzac, wiec towarzyszyli pielgrzymce przez kilkadziesiat
          kilometrow.
          >
          > Jest to jedyny znany mi przypadek, kiedy rodzice uczestniczyli
          > (lub "uczestniczyli") w tym wielkim wydarzeniu.

          Mimo że znam "możliwości" malucha (sama ujeżdżałam 13-latka), nie chce mi sie w
          to wierzyć....
          • bumtarara polecam 06.11.03, 14:09
            www.fun.from.hell.pl/2003-11-04/maluch.jpg
    • Gość: shonsu Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.lublin.sdi.tpnet.pl 07.11.03, 12:25
      Opowiem wam moją przygode a właściwie mojej żony.
      Mieszkalismy wtedy pod miastem, pewnego dnia miałem wolne więc moja żona
      musiała sama dojechać naszym maluchem do pracy (dodam że rzadko prowadziła
      sama).
      Z naszej działki wyjeżdżało się na szosę pod górkę, tak że maluch zawsze tam
      podskakiwał. Oczywiście tylna klapa miała zdjęty zaczep bo była nagminnie
      otwierana przy codziennych awariach, zapalaniu na szczotkę itd.
      Siedzę sobie spokojnie w domu, aż tu dzwonek do drzwi. Otwieram - sąsiad.
      Trzyma w rękach klapę od malucha i pyta czy to nie od naszego samochodu.
      Rzeczywiście - nasza. Podziękowałem mu i schowałem klape w domu.
      Po pracy moja żona wraca do domu. Juz w progu woła "Wiesz co sie stało?" Ja na
      to "wiem, zgubiłaś klapę" " A skąd wiesz?" " Bo stoi tutaj"
      Co ciekawe żona nie była zadowolona że klapa się znalazła a wściekła na mnie
      Bogu ducha winnego. Okazało sie że jadąc do pracy kierowcy już jej coś
      pokazywali - ale myślała że to tylko te męskie szowinistyczne swinie miały
      zastrzeżenia do jej umiejętności. Wreszcie na parkingu koło pracy kolega spytał
      ją dlaczego jeżdzi bez klapy. Dopiero wtedy się zorientowała. Wróciła się aż
      pod dom całe 15 km, nic nie znalazła, ale do domu nie weszła. W końcu spóźniła
      się do pracy o godzinę.
      Do dzisiaj wspominamy to ze śmiechem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka