Dodaj do ulubionych

Historie samolotowe

25.06.08, 20:10
Analogicznie do watku "Wsiasc do pociagu..." (przy ktorym sie zreszta
posmialam) rozpocznijmy watek o tym, co sie Wam przydarzalo w samolotach.
Samolotami latamy coraz czesciej, a roznych zabawnych albo przerazajacych
wydarzen nie brakuje :) Prosze wpisywac!!!
Obserwuj wątek
    • bassooner Re: Historie samolotowe 25.06.08, 20:24
      To ja może raczej o pociągu... bom jeszcze nie leciał ;-(((
      • kate91 Re: Historie samolotowe 25.06.08, 20:46
        To o pociagu mozesz w tamtym watku :) W samolotach tez sie duzo dzieje. Z
        wlasnych doswiadczen:
        1. Kilka lat temu z Warszawy do Nowego Jorku lecialam jednym samolotem z pewna
        popularna polska piosenkarka. W pewnym momencie przechdza obok mnei dwie
        dziewczynki z notesami i dlugopisami. Ogladaja wszystkich po kolei, ale jedna
        wraca i donosnym glosem pyta: "Mamo, ktora to pani?"

        2. Podczas tego samego lotu siedzialam obok pana, ktory wciaz zamawial rozne
        napoje alkoholowe - jak mu sie nie wymieszalo??

        3. Ostatnio lecac na tej samej trasie siedzialam z bardzo sympatycznym
        Amerykaninem studiujacym w Lublinie. Przegadalismy 3 godziny. JEsli to czyta -
        niech sie odezwie :)
        • bassooner Re: Historie samolotowe 25.06.08, 20:51
          kate91 napisała:

          > To o pociagu mozesz w tamtym watku :) W samolotach tez sie duzo dzieje
          __________________________________________________________________
          Ale w sumie miałem już kilka "odlotów"... ;-)))
          • kate91 Re: Historie samolotowe 26.06.08, 02:57
            no to podziel sie :)
            • Gość: titu_titu Re: Historie samolotowe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.08, 10:41
              Wracaliśmy ze Szwecji. Daleko nie jest, więc sam lot trwał coś koło godziny.
              Schodzimy do lądowania w Warszawie, a tu nagle pilot podrywa stery i stromo w
              górę. No ale dobra, zdarza się, czekamy na kolejne podejście. Robimy pętlę nad
              W-wą i znowu to samo. Pasażerowie już lekko zaniepokojeni, ale nic to, kolejna
              pętla... Obsługa zawiadamia że wszystko jest w porządku i inne takie, ale
              oczywiście wszyscy siedzą już naprężeni w fotelach. Kolejna pętla, obniżenie
              lotu a po chwili znowu ostro w górę. W samolocie cisza, wiadomo, że wszyscy
              siedzą bladzi i nikomu nie jest do śmiechu.... Krążyliśmy nad lotniskiem 20 minut.
              Wreszcie szczęśliwie wylądowaliśmy i już w hali z komentarzy dowiedzieliśmy się
              jaka była prawdziwa przyczyna naszego horroru. Otóż (o czym całkowiecie
              zapomnieliśmy) tego dnia w Warszawie były obchody Powstania Warszawskiego. Przy
              władzy był PIS więc wszystko urządzone dla uciechy Kaczorów z rozmachem,
              włącznie z krążącym nad miastem pokazowym bombowcem i militarną paradą. I akurat
              na godzinę na którą było wyznaczone lądowanie nasz ówczesny rząd wyznaczył
              sławetną "minutę ciszy", która niemal sparaliżowała Okęcie a masę ludzi w
              powietrzu prawie przyprawiła o zawał serca...
              Piszę tutaj, bo to właściwie tak straszne, że aż śmieszne....
              • Gość: largecoffee Re: Historie samolotowe IP: 217.153.131.* 26.06.08, 10:54
                Wiele lat temu, jeszcze liniami WEA Niemczyckiego. Siedziałam obok
                dwóch starszych panów udających się na wakacje. Przez cały
                czterogodzinny lot obaj modlili się półgłosem, wznosząc oczy do
                nieba. W słuchawkach dostępny był jeden kanał na którym, przysięgam,
                co pół godziny leciało "Nic nie może przeciez wiecznie trwać" Anny
                Jantar
                • drzejms-buond Re: Historie samolotowe 26.06.08, 11:04
                  o jezuuu, z tą Jantar to lekka przesada...
                  ;D
                  a skoro o muzyce. podobało mi się jak kiedys pewien pan zaintonował
                  na cały samolot,
                  po sygnale ding-dong, ding-dong (tym od pasów)
                  "...NIEEECH ŻYJEE... ŻYYYYJE NAAAAM..."
              • laenia Re: Historie samolotowe 26.06.08, 14:28
                Titu-titu, nie rozumiem, co jest tak straszne, że aż śmieszne:
                Uroczyste obchody rocznicy powstania?
                Przelot historycznego bombowca?
                Minuta ciszy?

                A może po prostu bałagan organizacyjny na Okęciu? I co, z powodu minuty ciszy
                zabronili lądować rejsowym samolotom? To rzeczywiście byłoby śmieszne :)
                Ciekawe, jak sobie radzą na Orly podczas słynnej parady wojskowej połączonej z
                kilkukrotnym przelotem szpaleru myśliwców.
                • Gość: mateusz Re: Historie samolotowe IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 26.06.08, 20:10
                  Historia "przedsamolotowa". Jakiś rok temu leciałem z Bydgoszczy do
                  Londynu (oczywiście leciałem do oddalonego o jakieś 60 kilometrów
                  Stansted, ale Londyn brzmi dumniej). Kontrole po odprawie
                  paszportowej. Koleś siedzący przy rentgenach woła do siebie babkę
                  (ok. 30 lat)i pyta co to jest ,wskazując palcem na monitor. Kobieta
                  pyta dokładniej o co chodzi a on na to: "To długie metalowe". Facet
                  stojący przede mną odwraca się i pyta z głupim uśmieszkiem "po co
                  dziewczynie śrubokręt"
    • winky2 Re: Historie samolotowe 26.06.08, 21:34
      Szczecin - Goleniów, kontrola bagażu podręcznego. Facet za nami miał
      w siatce sekator i małą piłkę do drewna. Strasznie ciężko mu było
      się z tym rozstać bo to prezenty dla córki :)
      • Gość: Paweł Re: Historie samolotowe IP: *.acn.waw.pl 27.06.08, 11:51
        Mój wpis będzie o samolotach i o narodowych stereotypach też. Lecąc
        w zeszłym roku do Rzymu miałem przyjemność stać na Okęciu w kolejce
        do bramki sprawdzającej czy się nie ma ze sobą przedmiotów
        metalowych za pewnym Rosjaninem. Traf chciał że przed moim lotem był
        samolot do Kaliningradu a pasażerowie korzystali z tego samego
        przejścia. Regulamin wymaga tego aby nie wnosić ze sobą do samolotu
        żadnych płynów, więc każdy albo już wcześniej pozbył się wszystkich
        wód mineralnych, napojów gazowanych itp. poza owym Rosjaninem który
        uparł się że wniesie na pokład.... plecak pełen wódzi. Pani przy
        bramce usilnie starała się przekonać go w języku lengłidż że tego
        absolutnie nie wolno mu wnieść, że płyny albo się wypija albo
        wyrzuca. Napięcie rosło a ja już zacząłem podejrzewać że koleś za
        chwilkę odbezpieczy pierwszą butlę a następnie jednym łykiem do dna
        ją opróżni, ale niestety... Rosjanin po pierwsze nie rozumiał po
        angielsku a po drugie nie chciał się rozstać z drogocennym zakupem,
        a ponieważ obsługa naziemna była nieubłagana więc w końcu po bogatej
        w gestykulację dyskusji był zmuszony umieścić swoje skarby w kuble.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka