Gość: rumtumtumtum
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.07.08, 21:37
Zapewne wielu studentów/ studentek ma w pamięci ciekawe historie z serii
"Kiedy szukałem/am mieszkania..."
Ogłoszenie w gazecie o mieszkaniu w centrum. Do dziś pamiętam adres: Środkowa
13 (idealnie oddający istotę rzeczy :) ) W ogłoszeniu pisze: "dla lubiących
psy". Myślę sobie: ok, pewnie ktoś ma pieska, a wiadomo, ludzie mają alergie
lub nie lubią zwierząt, to warto uprzedzić. Wieżowiec (pojedynczy)w ścisłym
centrum. Zakratowany domofon dał mi do myślenia, ale co tam. W środku: Bronx
skrzyżowany z Pragą plus wojna w Jugosławii ;) Ściany zupełnie zamalowane
graffiti, pełno dziur. Wieczorem nie odważyłabym się wyjść z mieszkania. No
ale jak się już umówiłam na oględziny, to wypada wejść i się przywitać. W
progu wita mnie małe cielę (czyli pies), w łazience tłucze się drugie, a w
mieszkaniu smróóóód (od psów). Minutę po mnie przyszła druga dziewczyna (mina:
bezcenna), z która potem w windzie pojezusmariowałam :) Mieszkanie było ładne
a właścicielka sympatyczna, ale jednak podziękowałam.
Innym razem oglądałam mieszkanie, którego właścicielką była pewna starowinka.
Starowinka od progu kazała mi siadać, a sama w 5 minut opowiedziała mi
historię mieszkania i jego nabycia, życiorys jej syna oraz dlaczego studiuje
na Akademii Medycznej a nie na Politechnice. Klasyczny słowotok. Wtrącenie się
w jej wywód było pewnym wyzwaniem, jednak udało mi się dowiedzieć, że tak,
mieszkanie jest studenckie, ale ona też tam mieszka, a pralka, owszem, jest,
ale nie działa. A najlepsze jest to, że z nią już 2 lub 3 rok mieszkają dwie
studentki.