Dodaj do ulubionych

Wasze szczególne przypadki roztargnienia :)

IP: 195.136.126.* 03.10.03, 22:42
Moje są następujące
-Dwa razy wsiadłam do złego pociagu, przy czym raz tak zajechałam, że nie
było już przesiadki i na następny pociąg musiałam czekać do rana. Jako że
działo się to na wsi i nie było poczekalni to chcąc nie chcąc postanowiłam
poszukać noclegu. W końcu wylądowałam na nocleg u księdza.
-Kupiłam film do aparatu i pojechałam na wakacje. Robię zdjęcia. Jest już 36.
Robię dalej (czesto zdarza się zrobić 40 na jednej kliszy). Mam już ponad 40
i aparat dalej robi zdjęcia. W końcu otwieram go, żeby sprawdzić co się stało
z filmem. Diagnoza - nie ma filmu.

--
Kto śpi, ten nic nie widzi
Obserwuj wątek
    • kataryna.kataryna Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 03.10.03, 23:00
      Idę sobie kiedyś z Wyborczą na obiad. Na klatce zaglądam do skrzynki, są jakieś
      listy, wyjmuję i idę spokojnie do knajpy. Siadam, szukam Gazety, nie ma, wracam
      i robię awanturę, gdzie moja Wyborcza, niestety, nikt się nie przyznaje. Po
      drodze do knajpy kupuję w kiosku drugą. Wracam po obiedzie, zaglądam do
      skrzynki, coś jest, otwieram, a tam moja Wyborcza.
      • Gość: vik Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.chello.pl 03.10.03, 23:41
        Ja zgubiłem ostatnio ważny tekst odbity na ksero podczas bytności w Bibliotece
        Narodowej. Po prostu wszedłem z nim dośrodka, a kiedy wracałem po kilku
        godzinach okazało się, że go nie mam. A była to jedyna rzecz, oprócz
        długopisu, ktorą miałem przy sobie!

        Najlepsze jest jednak to, że udała mi się rzecz niemożliwa - zgubiłem się w
        warszawskim metrze... Dla tych, którzy nie wiedzą, mamy w stolicy tylko jedną
        linię...
        • ugo Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.10.03, 00:16
          Ja kiedyś wyszedłem na ulicę z koszykiem ze sklepu samoobsługowego. Dopiero
          dziwne spojrzenia ludzi uświadomiły mi że coś jest nie tak.
          • Gość: irekk Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 149.156.12.* 23.11.03, 08:34
            a ja przyszedłem z koszykiem do domu.
            • yvona73pol Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 24.01.04, 02:47
              moja znajoma wyszla z Muzeum Narodowego w Krakowie w filcowych kapciach i
              zorientowala sie gdziec tak po przejsciu dwoch ulic....
              • Gość: miszcz Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.acn.pl 12.02.04, 19:40
                eee spoko ja kiedys w pizamie do szkoly poszedlem. sczeescie ze pod bluza i
                szczescie, ze jej(bluzy) nie zdjalem:p

                mimo ze podstawowke i liceum mam juz za soba to wciaz zdaza mi sie rozebrac i
                ubrac w to samo(np. rano jak wstaje z lozka)

                hihi
                • Gość: aledżez pół kilo.... IP: *.prox.pl / 213.25.15.* 27.12.04, 17:55
                  Za czasu PRL-u moja mamo stała w kolejce po mięso. Panie w kolejce za mamą
                  rozmawiały o Trepczy (malutka miejscowość - wioska blisko Bieszczadów). Gdy
                  doszło do mamy pani sprzedawczyni zapytała proszę a mama "proszę pół kilo
                  Trepczy".
                  Znowu moja siostra która nigdy nigdzie nie może zdązyć bo zawsze na wszystko ma
                  czas wybierała się na basen i gdy przyszli po nią znajomi tak się spieszyła że
                  poszła w bluzeczce i samych majtkach. Patrzyłam przez okno aby jej jakoś dać
                  znać a jej koledzy wogóle się nie zorientowali.
                  • Gość: jagodzianna Re: pół kilo.... IP: *.nette.pl 05.10.09, 19:08
                    Hehe, skoro już mówimy o basenie... Kiedyś poszłam na basen, przebrałam się w
                    strój kąpielowy i pobiegłam się pluskać:) Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że
                    zapomniałam zdjąć skarpetki:D
                • nikitka78 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 07.09.06, 14:17
                  Moja mama wychodząc ze szpitala zapomniała zdjąć niebieskie foliowe kapcie i
                  wsiadła na swojego czerwonego składaka, założyła płaszcz z kapturem-
                  deseń "moro" (padał deszcz) i zastanawiała się dlaczego ludzie się za nią
                  oglądają a żołnierze salują :-)
                  • Gość: kk Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.gprspla.plusgsm.pl 24.02.07, 16:49
                    jestem na kursie weekendowym odbywajacym sie w szkole, w ktorej wymagaja
                    noszenia takich szpitalnych kapcio-workow w koszmarnie niebieskim kolorze...
                    dzisiaj wyszlam w nich i nawet sie nie zorientowalam :)
                    • Gość: Sss... Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.zax.pl 24.02.10, 18:13
                      a ja w tych niebieskich, szputalnych worach chodzę po szkole, bo jak
                      ktoś nie przebiera butów, to takie nosi... ;)
                • Gość: palos Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 13.12.09, 00:06
                  mój tata odebrał domofon słowami: "starostwo powiatowe,słucham" :) po drugiej
                  stronie stała 8-letnia koleżanka mojej siostry :)

                  ja często słucham w pracy radia przez słuchawki podłaczone do laptopa.
                  noorycznie wstaję i łapię sie na tą smycz :)
              • aberta Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 14.04.04, 14:18
                A ja poszłam do pracy bez biustonosza:-))))
                ...zapomniałam
                kiedyś wyszłam z domu z jednym okiem pomalowanym hihi
                • sonia40 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.02.05, 00:37
                  aberta napisała:

                  > A ja poszłam do pracy bez biustonosza:-))))
                  > ...zapomniałam
                  > kiedyś wyszłam z domu z jednym okiem pomalowanym hihi

                  A już myślałam ,że to z jednym okiem pomalowanym tylko mnie mogło się przytrafić
                  Co za ulga. Są bratnie dusze na świecie.
                  Joanna tylko zalogowana
                  • kasik8 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 17.01.06, 17:27
                    Ja poszłam na Komunię Św. swojej corki w kapciach..taka bylam zaganiana
                    organizacja przyjecia w domu. Na szczescie kościół mam blisko domu i zdarzylam
                    sie cofnac i zmienic obuwie na jakies bardziej wizytowe. K.
                    • licealistka9 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 13.09.06, 18:01
                      mi zdaża się ogolic tylko jedna łydke:D
                    • Gość: hanka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.chello.pl 22.08.10, 19:01
                      Ja raz wyszłam do pracy w bibelotach. Dziwiłam się czemu w windzie tak nisko kłaniał mi się sąsiad :)))
                      • the_dzidka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 23.08.10, 11:44
                        > Ja raz wyszłam do pracy w bibelotach. Dziwiłam się czemu w windzie
                        tak nisko kł
                        > aniał mi się sąsiad :)))

                        Też bym sie kłaniała komuś, kto się ubiera w bibeloty... to
                        strasznie chyba pracochłonne jest, sznurkiem je łączyć czy jak?...
                        • Gość: Water Proof Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.icpnet.pl 18.10.10, 21:59
                          Może to były takie szklane słoniki na szczęście i wiązała je za trąby...?
                  • aamg Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 10.08.06, 13:47
                    sonia40 napisała:

                    > aberta napisała:
                    >
                    > > A ja poszłam do pracy bez biustonosza:-))))
                    > > ...zapomniałam
                    > > kiedyś wyszłam z domu z jednym okiem pomalowanym hihi
                    >
                    > A już myślałam ,że to z jednym okiem pomalowanym tylko mnie mogło się
                    przytrafi
                    > ć
                    > Co za ulga. Są bratnie dusze na świecie.
                    > Joanna tylko zalogowana

                    No to jest nas minimum trzy :)))
                    • Gość: Gosiaczek Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.11.06, 19:23
                      bez biustoniosza to u mnie standard, chyba dlatego ze mam male piersi i nic nie
                      odczuwam zeby mi cos zwisąło czy przeszkadzało hihi :))
                      • joanna182-0 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 09.12.08, 14:01
                        ja zauważe mimo małego biustu
                    • sta-fraszka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 01.05.08, 03:12
                      cztery :)
                  • Gość: gabi Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.128.11.218.static.crowley.pl 27.08.10, 16:35
                    ja kiedyś o 6 rano wsadziłam do paszczy szczoteczkę od tuszu do rzęs i "myłam"
                    nią zęby :D
                    efekt jak łatwo przewidzieć był inny niż zamierzony :D
                    • jej_torebka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 12.09.11, 14:23
                      ja zaczęłam myć zęby pillingiem do twarzy.
                • Gość: Magda Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 62.148.92.* 22.10.05, 16:16
                  Ja też, jeszcze w czasach liceum poszłam do szkoły bez biustonosza. Pech ciał,
                  że akurat tego dnia, po szkole miałam iść do lekarza. Wstydziłam się iść bez
                  stanika (miałam wtedy jakieś 16-17 lat) i musiałam wrócić po niego do domu :)
                • nives1 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 11.05.07, 12:55
                  Z tym biustonoszem tez mi się zdarzyło - a zauważyla to koleżanka z biura ;P
                  W sobotę kiedyś do pracy poszlam a po 3 h sie kapnęłam dopiero dlaczego nikogo
                  nie ma i nikt nie dzwoni
                  Zamknęłam kota w łazience i poszlam na zakupy - jak wróciłam to sasiadka stała
                  pod moimi drzwiami i stwierdziła ze kotek chyba jest chory bo strasznie
                  miauczy - chory mógł być - zjadł mi antyperspirant (przeżyła ale już
                  dezodorantów nie je)
              • e_katt Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 01.01.05, 13:57
                podobny przypadek zaobserwowalam
                nie mnie sie to przytrafilo, ale jakiejs nieznajomej babce
                a mianowicie: widzialam jakas kobietke na przystanku tramwajowym przy
                Centralnym (W-wa), która dzilnie (a niczego nieswiadoma!) zdazala do tramwaju,
                na nogach majac.. jednorazowe, foliowe, biale 'kapcie' szpitalne!!

                z daleka to wygladalo, jakby nosila wielgachne biale adidasy.. hehe
              • Gość: ola1444 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 21:17
                ja kiedyś wyszłam do sklepu po drodze wzięłam śmieci... i przeszłam z nimi całe
                miasto :)
                • Gość: Monika Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.europe.hp.net 12.09.06, 12:15
                  Ja weszlam do osiedlowego sklepu z workiem pelnym smieci, ktory mialam wyrzucic
                  po drodze.
                  • pigeon23 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 21.09.06, 21:25
                    ja kiedys dojechalam ze smieciami do babci (5 przystankow autobusem),
                    zorientowalam sie jak wysiadlam. jak bylam w liceum "uciekl mi jeden dzien" i w
                    niedziele wstalam rano o 6 i chcialam jechac do szkoly. skapnelam sie dopiero na
                    przystanku-jakos tak malo ludzi i brak korkow...:)))
                    • Gość: AGA Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.07, 16:01
                      A MOJEJ MAMIE W AUTOBUSIE PĘKŁA REKLAMÓWKA ZE ŚMIECIAMI ...
                  • kaska82 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 09.05.08, 20:21
                    Ja omal nie wsiadłam do cudzego samochodu stojącego na parkingu
                    przed hipermarketem ; )
                    • Gość: milo Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.08, 21:06
                      mąż wyszedł z marketu obładowany siatami. Idzie w stronę parkingu,
                      patrzy, a tam jakiś 50-letni jegomość dobiera się do naszego
                      samochodu! Adrenalina i testosteron zadziały: mąż rzucił sprawunki,
                      dobiega do mężczyzny, ten w popłochu stara się wsiąść do auta - nie
                      udaje mu się jednak: zostaje powalony na ziemię, trwa szamotanina...
                      W pewnej chwili mój zapalczywy mąż zwraca uwagę, że leżą obok dwóch
                      samochodów tej samej marki i tego samego koloru :D

                    • oposka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 07.05.09, 14:38
                      > Ja omal nie wsiadłam do cudzego samochodu stojącego na parkingu
                      > przed hipermarketem ; )

                      a ja kiedys wsiadłam :
                      Facet się zatrzymał z samego rana a że było deszczowo i ciemno
                      (jesienna pora) wiec wsiadłam spojrzałam na kolor ok ktoś z pracy
                      pewnie. Jedziemy rozmawiamy i facet w pewnym momencie pyta sie
                      gdzie się zatrzymać a ja zdziwiona no jak to gdzie ? do pracy
                      jedziemy w końcu załapałam i jeszcze głupio się pytam a kim pan
                      właściwie jest ?
                    • Gość: Maura Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.09, 21:22
                      Wieczorem czekałam na męża, który miał mnie odebrać z pracy. Wsiadłam do
                      nadjeżdżającego auta- tej samej marki i koloru, co nasz. połapałam się dopiero,
                      gdy facet zrobił dziwną minę...
                      • pdanusia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 19.07.10, 20:24
                        Ja znam tylko kolor naszego auta. Mąż jest zły, gdy próbuję wsiąść do auta
                        gorszej marki niż nasz, a zdarza mi się to nagminnie. W końcu rozpoznaję go po
                        numerach rejestracyjnych.
                        • Gość: zenek Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.toya.net.pl 15.10.10, 19:51
                          pdanusia. jakie to są "gorsze marki" ? zgaduję, mata szmelcwagena ;) .............ech nuworysze..........."gorsze marki"- ubawiłaś mnie nieźle ;) i niejednego na tym forum pewnie też. Twoje prawnuczki jeśli się uda wytrzasnąć pewne rzeczy z butów same będą miały "jazdę" z prababki ;) ale dzieki, mało który post ubawił lepiej niż Twój.
                          Pozdrawiam
                  • Gość: Maura Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.09, 21:19
                    Ja wyrzuciłam po drodze reklamówkę do śmietnika, a na zakupy poszłam z workiem
                    pełnym śmieci. Połapałam się dopiero w piekarni.
                • Gość: Dawid Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.09.06, 16:14
                  Ja miałem podobnie. Babcia, która mieszkała po drugiej stonie miasta (Lębork),
                  poprosiła mnie o wyrzucenie śmieci. Wziąłem więc kosz z odpadkami i... dotarłem
                  z nim do mojego rodzinnego domu. Poszedłem najkrótszą drogą - czyli przez
                  centrum miasta :)
                • Gość: frycia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.06, 11:45
                  dobreeeee
              • awwika Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 02.10.05, 23:15
                Zaczelam swoja nową pracę:) pierwsza praca, stacja benzynowa. bylam
                przejeta...na tyle...ze zapomnialam ze pracuje w niedziele. dzwoni w niedziele
                koleznaka, u mnie muzyka na full, i pyta "...hm...A czy ty nie powinnas byc
                teraz w pracy??" ja: "niee:)" Ona:"a sprawdzz."..wiec ide z telefonem do
                grafiku, patrze" O fuck! zaraz bede!"
                nastepnym razem..chyba sie troche jednak przejelam, bo innego dnia...wpadłam do
                sklepu, zadowolona przywitałam sie z kolezanką ktora wlasnie mialam zmienic, i p
                [oszlam do szatni sie przebrac. Wychodze zwarta i gotowa zeby stanąc za
                kasą..kolezanka i kierowniczka patzra sie na mie dziwnie...ja" no co??"
                One....A TY co? nudzisz sie w domu??.....
                yyyy...mialam na 18:00...........a nie na 16:00
                :)))) i jescze wieele innych wpadek;/
                • awwika Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 02.10.05, 23:34
                  W zeszlym tygodniu zeszłam z nocy w pracy, spałam do 10:00 co i tak bylo dla
                  mnie duuzo za mało wiewc polozylam sie jescze na troche, ale ciagle mialam w
                  glowie ze na 12 umowilam sie ze znjaomym, a tak mi sie spaac jescze chcialao:( p
                  [ostanowilam zadzwonic i przelozyc spotkanie. Dzwnie wiec o ok. 11:15 i od razu
                  tlumacze, ze wiem, ze juz ktorys raz przekladam, ze jest mi glupio, ze wiem
                  wiem, bylismy umowieni na 12:00 ale ja naparedwe dzisnnie moge bo na 16:00 cos
                  tam jescze mialam. i sie nie wyrobie i naprawde baardzo orzepraszam, ze znowu
                  cos odkladam...po czym znajomy przerwal mi..." Ale Aniu, jestesmy umowieni na
                  piatek, a dzis jest poniedzuialek:) ja: yyyyyyyyy...to z kim ja byłam
                  umowiona????"


                  Kiedys moja kumpoela przeszla przez caale miasto z wielkim walkiem na glowie,
                  zapomniala o nim. a ma ciemnio brazowe wlosy walek byl koloru jaskrawy
                  PINK :)))) mialysmy kupe smiechu:))))
                  • Gość: gaga Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.nasze.pl / *.nasze.pl 20.12.05, 11:59
                    kiedyś wyszłam na spacer z moim małym dzieckiem. Załozyłam czyste rajstopy
                    oraz spodnie, które miałam na sobie poprzedniego dnia... tylko zapomniałm o tym
                    że rajstopy, które miałam na sobie poprzedniego nia są w spodniach (nieraz tak
                    się rozbierałam, zwłaszcza kiedy strasznie byłam zmęczona i nie chciało mi się
                    ściągać wszystkiego osobno - więc robiłam to "hurtem"). Idę tak sobie z
                    wuzeczkiem, ludzie dziwnie się za mną oglądają.... Myślę kurcze co jest..? A
                    tu "wczorajsze rajstopy wystają mi z nogawki spodni i ciągną się na mert za
                    mną! O ludzie - taki wstyd! Nie wiedziałam w jaki sposób usunąć je z nogawki!!
                    • alaskahuska Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 17.01.06, 16:35
                      hi,hi,hi kiedyś to samo mnie się przytrafiło. Pozdrawiam!
                      • Gość: me Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 212.2.101.* 30.04.07, 20:46
                        mnie też ;)
                        • jej_torebka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 12.09.11, 14:27
                          i mnie :)
                    • Gość: MAJCIOCHY Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.nasze.pl 13.09.06, 23:07
                      KOBIETO... CIESZ SIE ZE RAJSTOPY MI TAK KIEDYS WYSTAWALY MAJTKI ZPOPRZEDNIEGO
                      DNIA JAK SZLAM DO SZKOLY:)TAKIE W ROZYCZKI OCHH
                      • Gość: aisa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.ipool.dobrynet.pl 30.04.07, 22:23
                        A mi jak byłam w podstawówce, to mi te majty z nogawki wypadły na klatce
                        schodowej i potem sąsiadka pytała wszystkich czyje to brudne gacie, a ja się
                        wstydziłam przyznać :P
                        • Gość: nasturcja Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.ssp.dialog.net.pl 04.10.08, 16:49
                          Majtki to jeszcze nic! Mojej koleżance w trakcie szaleńczego biegu po schodach
                          na górę wypadła ze spodni....podpaska.
                          To było baaardzo dawno temu i w handlu były takie podpaski skonstruowane z
                          kawałka waty obleczonego w sznrkową siatkę. Oczywiście nie miały żadnego paska
                          kleju. A i tak kobitki się za nimi zabijały, bo to ciężkie PRLowskie czasy były
                          i alternatywą mogły być zwykłe kawałki waty albo szmatki wielorazowego
                          użytku....Bleh...cieszmy się, że żyjemy już w innej epoce.
                      • Gość: legalna-blondynka spadające podwiązki IP: *.asta-net.com.pl 03.05.07, 18:56
                        Bardzo lubię pończochy samonośne , noszę je od wiosny do mrozów....kiedyś
                        kupiłam takie z dodatkowymi podwiązkami, spełniającymi raczej funkcję ozdobną.
                        Siedzę sobie w kawiarence, czytam gazetę w oczekiwaniu na koleżankę. Przy
                        sąsiednim stoliku grupa młodych chłopaków-uśmiechają się i coś szepczą.... nie
                        mam pojęcia ,że to moja koronkowa podwiązka wzbudza takie zainteresowanie....:)
                        Zsunęła się aż do kostki..poczułam się naprawdę głupio.
                        • Gość: ahahahh Re: spadające podwiązki IP: 213.134.181.* 22.04.08, 17:07
                          no, ja kiedyś musiałam na trawniku na środku skrzyzowania o ruchu okrężnym (tam, gdzie przejścia dla pieszych) - sceneria ważna, bo to takie epicentrum, z którego wszystko dookoła widać (obrócz paru krzaczków obok hehe): zatrzymać się , ściągnąć jakoś raz jednego buta, raz drugiego i ściągnąć z nóg pończochy "samonośne", które mi się już tak zsuwały chamsko, że pare kroków dalej same by mi do kostek zjechały - było dość ciepło a ja w takich spodniach - rybaczkach do połowy łydki..w sumie przynajmniej nogi nie były włochate;-) tylko ciut blade, bo to wiosna była..
                          • Gość: ahahahah Re: spadające podwiązki IP: 213.134.181.* 22.04.08, 17:11
                            w sumie wyciągnęłam te pończochy przez nogawki od spodni dość szybko, ale ciekawa jestem co na to kierowcy heheheh...któryś mógłby się zapatrzyć za bardzo co ja robie i spowodować kolizję:DDD
                        • veroy Re: spadające podwiązki 23.11.08, 11:09
                          ja mialam podobnie, szlam na mature w samonosnych i jak doszlam do
                          przystanku koronke mialam na wysokosci kolan.na oczach wszystich
                          ludzi na przystanku podciagalam je do normalnego poziomu.
                    • Gość: hola! Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.net-81-220-63.lyon.rev.numericable.fr 19.11.06, 16:29
                      wózeczkiem...
                    • Gość: kasiek Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 80.50.232.* 29.04.08, 20:29
                      Z rajstopami to jeszcze lepszy mig miałam... Jeszcze parę lat temu, w zimie, na
                      duże mrozy ubierałam rajstopy pod spodnie, coby mi zimno nie było ;) Na wfie
                      ściągnełam, po wfie ubrałam, idę pod klasę i czuję, że coś "sztywno" w
                      nogawce... Miałam w spodniach DRUGĄ parę!! Moje ubrałam, a czyjeś były zwinięte
                      w kłębek i wciśnięte w spodnie w okolicach kolana :D do dziś nie wiem, czyje to
                      były.....
                    • akle2 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 08.10.10, 22:10
                      To ja tak pończochę samonośkę założyłam na lewą stronę, paskiem silikonowym na zewnątrz i nie mogłam pojąć, dlaczego jedna wciąż mi się obsuwa
                      • Gość: ola Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.info 06.01.13, 16:21
                        dziewczyny, mnie sie zsunęła podczas pierwszego tańca na moim ślubie:)
                • Gość: kk Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.stg.pl 13.10.06, 21:33
                  wyrypałam się o kabel od mikrofonu (w domu). Gadałam przez skypa, ktoś mnie
                  zawołał i nie zauważyłam.
              • Gość: aaaaaaaaaaa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.upc-c.chello.nl 26.01.09, 23:32
                Robiłam kiedyś jajecznicę z 2 jajek dla dwóch bardzo głodnych osób. Pierwsze
                jajko rozbiłam wg schematu: jajko na patelnię, skorupka do kosza. Drugie jajko:
                odwrotnie. Efekt: nie najedlim się...

                Mój brat pojechał kiedyś na ciuchowe zakupy w dwóch różnych butach - jednym
                sportowym i jednym od garnituru. Zorientował się dopiero jak w przymierzalni
                zmieniał spodnie. Dodam, że jego dziewczyna, z którą łaził po sklepach, też nic
                nie zauważyła :))
                • jjrak Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 02.02.09, 13:58
                  Moja siostra zrobiła kiedys podobny numer z pomidorami. Skórki zostawiła a
                  resztę do kubełka na smieci ;-)
                  • yabol428 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 02.02.09, 16:31
                    jjrak napisał:

                    > Moja siostra zrobiła kiedys podobny numer z pomidorami. Skórki zostawiła a
                    > resztę do kubełka na smieci ;-)

                    Moja mama opowiadała mi historię zasłyszaną od swojej koleżanki, która w
                    młodości, jako świeżo upieczona mężatka, przyrządzała obiad pod okiem nowej
                    teściowej i z wrażenia odcedziła rosół do zlewu, pozostawiając sam makaron :)
                    Ale to nie roztargnienie, bardziej stres :)
                    • paramecium Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 25.02.09, 15:27
                      W poniedziałek w Krakowie dosypało trochę śniegu, tak z 10cm.
                      Pojechałam bladym świtem na uczelnie i bardzo ostrożnie zaparkowałam, bojąc się zakopać w tej chmurce śniegu.
                      Wróciłam i również bardzo ostrożnie próbuje wyjechać, a tu klops. Zakopałam się.
                      Próbuję rozbujać samochód tak, żeby pokonał tą, malutką przecież, zaspę. Nic. Panika, prosić o pomoc jakiegoś faceta? Postanowiłam, że zadzwonię do męża po radę. Szukając w popłochu telefonu, tzw. kątem oka zobaczyłam zaciągnięty ręczny. Krótki rumieniec i do przodu bez problemu.
                      • lopresolja Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 20.02.10, 18:03
                        :)) ja tak na recznym przejechalam kilka dobrych metrow zanim sie zorientowalam
                        ze cos mi tu nie gra :D
                    • Gość: !K Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.hr.hr.cox.net 15.02.10, 13:54
                      a to mialo byc odwrotnie? :D
                      makaron sie raczej gotuje w wodzie nie w rosole.
              • Gość: wirr Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.lublin.mm.pl 01.01.14, 20:41
                Mój znajomy odwiedzał w Trójmieście mieszkania w ramach pewnych badań dla jakiejś Spółdzielni. Jako że grudzień był i śnieg (zeszły rok) , miał zapas takich foliowych "kapci", jak w szpitalach, żeby butów nie zdejmować i ludziom jednocześnie nie brudzić. Po ostatniej wizycie zapomniał zdjąć i ... pojechał na nocleg. Wpakował się w tych zielonych woreczkach na butach ... do hotelu Grand w Sopocie, tego eleganckiego przy molo. Mina portierów .. kamienna . Udawali , że nic nie widzą :)
            • Gość: huckleberry-wild Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.08.04, 00:35
              a wyszedłes kiedys z domu w kapciach?
            • Gość: ania-m Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.ds14.agh.edu.pl 24.04.05, 12:03
              Kuźwa, ja mam trzy takie koszyki w domu;)) kazdy z innego sklepu - wstyd było mi odnieść;)))
              • zla123 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 14.09.11, 04:27
                uwielbiam to forum, pasjami wrecz. prawie sikam ze smiechu, pozdrawiam wszystkich, Justyna.
            • froom Re: W ochraniaczach przez miasto 29.10.05, 22:55
              Kiedyś wracałam ze szpitala, gdzie odwiedzałam znajomą i - korzystając z tego,
              że jakże ładna pogoda - postanowiłam przejść się piechotą do centrum miasta na
              zakupy.

              Po długim czasie zorientowałam się, że mam na nogach ochraniacze, których nie
              zdjęłam po wyjsciu ze szpitala! A ja głupia myślałam, że ludzie się tak dziwnie
              na mnie patrzyli bo ładnie dziś wyglądam ...:P
            • kejt.de.grejt Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 10.03.09, 01:28
              mojej babci też się kilka razy zdarzyło przyjść do domu z koszykiem ze sklepu.
              A ja często rozmawiając przez telefon (komórka) szukam go, żeby np. sprawdzić
              która godzina
          • stiria Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 26.02.04, 21:53
            to mi nie raz sie zdarzylo :-)
            • Gość: Wilia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.05, 10:10
              A ja ustawicznie wychodzę ze sklepu zaraz po zapłaceniu nie zabierając
              zakupionych rzeczy. W czsach szkolnych włożyłm różne buty i poszłam do
              kościoła. Najlepsze że do końca Mszy - nim się zorientowałam co jest grane -
              rzucane na mnie dość gęsto spojrzenia przypisałam urodzie mej sukni. Kiedy
              dorosłam wymalowawszy sobie dwa koła różu na policzkach poszłam do miasta nie
              roztarłszy ich z roztargnienia
          • Gość: Artur_P Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.suwalki.pl / *.suwalki.sdi.tpnet.pl 01.06.04, 12:36
            Mi udalo sie przejść niezauwazenie obok kas. Jakims cudem nie zostałem
            posądzony o kradzież. Zorientowałem sie dopiero na ulicy, że ide z koszykiem ze
            sklepu wraz z zakupami. Oczywiście wróciłem i zapłaciłem...
            • kopytna Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 01.06.04, 14:24
              Ostatnio jestem mocno przemeczona. Praca-dom praca-dom.....aż tu nagle wolny
              wieczór. Wsiadam w autko i pędzę do najlepszej przyjaciółki pogadać. Tylko
              jeden skręt na skrzyżowaniu dzieli mnie od pogaduchy. Wrzucam kierunkowskaz,
              zajmuję odpowiedni pas i cierpliwie czekam na zielone. Totalny brak ruchu,
              miasteczko jak wymarłe...Czekam i czekam..Cierpliwie.Minęło mnie jedno auto, i
              nic nie zatrybiłam, drugie auto pojawiło się po 3-4 min. Kierowca drugiego
              samochodu nie był już taki tolerancyjny i głośno zamanifestował niezadowolenie
              z sytuacji, że musiał skręcić ze środkowego pasa. Dopiero wtedy oprzytomniałam,
              że sygnalizacja jest wyłączona....Tak mnie to wyprowadziło z równowagi, że
              uruchomiła sie reakcja lawinowa....Stanelam pod klatka u przyjaciółki. Stare
              bloki a domofony robione w epoce gdy ochrona danych nie była w modzie...Tysiące
              razy stałam pod tą klatka. Koleżanka mieszka pod nr 14 i ma na nazwisko
              Adamska...Już chciałam nacisnąć domofon i ze zdziwieniem zauważyłam, że Lista
              zaczyna się na B. Pierwsze co pomyślałam - Jędza wyprowadziła się i nie dała
              znaku życia...A potem to już Adamskiej zadaniem bylo aby doprowadzić mnie do
              stanu funkcjonalnego...
              • the_dzidka Nie rozumiem? 01.06.04, 14:52
                > Tysiące
                > razy stałam pod tą klatka. Koleżanka mieszka pod nr 14 i ma na nazwisko
                > Adamska...Już chciałam nacisnąć domofon i ze zdziwieniem zauważyłam, że Lista
                > zaczyna się na B.

                Jak to na "B"?

                Dzidka Nierozumiejąca
                • kopytna Re: Nie rozumiem? 02.06.04, 08:48
                  Po prostu.....Szukałam alfabetycznie.... NA DOMOFONIE!!!! Pod Nr 1 mieszkała
                  osoba która nazywała się na B np Brodowska, a mojej Adamskiej ne było
                  Kompletnie zapomniałam, że są nr mieszkań....:)
              • Gość: goscktoryniemadosc Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.06.04, 08:41
                Ależ się uchachałem...
                No to zapodam kilka swoich historii :)

                Pierwsza - znam to z opowiadań, bo jeszcze mnie na świecie wtedy nie było: mama
                kiedyś zmieniła ufarbowanie włosów, ojciec wracał zmęczony z pracy, zadzwonił
                do drzwi, mama mu otworzyła, a on zobaczył OBCĄ (!) kobietę, powiedział "Och
                przepraszam", obrócił się na pięcie i zaczął schodzić piętro niżej :). Podobno
                mama miała niezłą minę :)

                Kiedyś, już dwadzieścia klika lat później, siedziałem u znajomych i w pewnym
                momencie do mieszkania wkroczył ich sąsiad z góry (był nieźle wstawiony), my
                tego nie usłyszeliśmy, bo leciała głośno muzyka, dopiero wymieniliśmy z nim
                równie zdziwione spojrzenia, gdy wtargnął do pokoju :)

                Jak miałem kilka lat, to wyszedłem w zimie z dwu-/trzyletnią siostrą na spacer,
                po czym zacząłem lepić bałwana i na śmierć o niej zapomniałem. Jak bałwan był
                gotowy, to już niestety nie było siostry, całe szczęscie znaleźli ją jacyś
                dobrzy ludzie kilka ulic dalej, a my z przerażoną matką dotarliśmy jakoś do
                nich. Patrząc na mamę myślałem, że to ostatni dzień w moim życiu, ech co za
                nieludzki stress ;-)

                Kilka lat temu dopuściłem się zdrady dziewczyny z jej najlepszą koleżanką -
                wiem, że to okrutne, ale musicie mi uwierzyć, że to była zła, nawet bardzo zła
                kobieta i tak się po prostu musiało stać, w każdym razie przez niedługi moment,
                będąc już "wzruszonym" ;-), byłem w samych skarpetkach i ta koleżanka strasznie
                się śmiała, że to tak komicznie wygląda. Dzień później kochałem się z
                dziewczyną i też skarpetki ściągałem ostatnie, sytuacja się powtórzyła i moja
                dziewczyna zaczęła się śmiać, a ja na to:
                - Gośka też się z tego śmiała.
                Całe szczęście szybko się zorientowałem w sytuacji i dodałem:
                - No wiesz, z Andrzeja (imię jej chłopaka).
                Jakoś gładko przeszło, uff :)
                • Gość: mamaalibaby też o siorze IP: *.prox.pl / 213.25.15.* 27.12.04, 18:14
                  Moja siostra szła zimą z moją półtoraroczną córeczką na sankach. Rozmawiała z
                  koleżanką i w pewnym momencie zorientowała się że ciągnie same sanki. Kilka
                  skrzyżowań się wróciła i znalazła dziecko śpiące w śniegu. Córa zasnęła spadła
                  z sanek i nikt się nie zorientował.?????!!!!!!!!!!!!!

                  Mojej siostry chłopak nie ma prawajazdy a jeździ do niemiec po używane opony.
                  Bierze sobie kierowce rzecz jasna. Kiedyś jechali mieli załadowany samochód i
                  przyczepkę. Staneli na parkingu aby coś zjeść. Ruszyli i po jakiś 200 -stu
                  kilometrach zatrzymali się siusiu. Wtedy zauważyli że nie ma przyczepki!!!!?
                  Chłopaka ojciec był z nimi, kierowca jechał a oni z żalu się upili. Ojciec
                  oparł się o drzwi samochodu i wypadł z niego podczas jazdy. Gdyby nie jego syn
                  to kierowca znowu nie zorientowałby się. Po tej wyprawie zakończyli współprace
                  z tymże kierowcą a Oddział Celny i Agencja Celna w Sanoku do teraz sika ze
                  śmiechu jak widzi chłopaka mojej siostry. Niestety ja też tam pracuję.
                  • Gość: saralove Re: też o siorze IP: *.euronet.net.pl 26.02.05, 00:12
                    > Chłopaka ojciec był z nimi, kierowca jechał a oni z żalu się upili. Ojciec
                    > oparł się o drzwi samochodu i wypadł z niego podczas jazdy.

                    :-)))))))))))) dawno sie tak nie uśmiałam!
                  • ollgivanna Re: też o siorze 22.04.05, 18:11
                    Nie dziwi mnie sytuacja ze zgubieniem dziecka - w mojej rodzinie krąży opowieść,
                    jak to mnie półtoraroczną Babcia właśnie w śniegu z sanek zgubiła. Od tego czasu
                    druga Babcia za nic nie chciała dziecka wziąć ze sobą na sankach bez oparcia :-)

                    A tak o zapominaniu...
                    Kilka razy zdarzyło mi się nie wziąć psa na spacer z psem, tylko samą smycz z
                    obrożą. Ale to dość banalne, słyszałam to już od wielu osób :-) Zapominam też
                    śmieci na wyprawę Wynoszenia Śmieci :-)
                    • bodomlake Re: też o siorze 29.09.05, 16:26
                      a ja zapomniałam pare razy tornistra do szkoły.
                    • myia tez ze smieciami 29.09.05, 17:00
                      • Gość: katerina2 Re: tez ze smieciami IP: 62.13.168.* 13.08.07, 00:10
                        a ja tornistra ze szkoly
                    • myia przygoda ze smieciami 29.09.05, 17:03
                      taaak, to ja z workiem ze smieciami poszlam do sklepu na zakupy i dopiero jak
                      mialam pakowac towar przy kasie zorientowalam sie ze mialam isc ten worek
                      wyzucic..
                    • Gość: kelyana Re: też o siorze IP: *.net133.okay.pl 23.10.05, 00:28
                      ja zostawiłam mojego psa uwiazanego pod sklepem i poszłam po zrobieniu zakupów
                      zadowolona do domu:P dopiero ekspedientka po ok godzinie zadzwoniła do nas do
                      domu ( zaleta malych sklepow osiedlowych ) hmm wstyd mówić ale później jeszce ze
                      dwa razy mi sie to zdarzyło:) pies na szczęście mnie nie znienawidził i czeka
                      grzecznie pod sklepami
                      • marciazab Re: też o siorze 05.09.06, 11:21
                        Oj to samo ale bylam jeszcze z siostra. Poszlysmy do sklepu z psem ito calkiem
                        sporym bo wyzłem i wrucilysmy do domku bez psa. Psa przyprowadzila nam mala
                        sasiadka sasiadka bo go uwielbiala i rozpoznala a byla w sklepie. ;)
                        • summerlove Re: też o siorze 16.05.09, 21:23
                          Mój men wyszedł ze swoim psem, siedział na ławce. Ja przyszłam i gdzieś tam
                          chciałam iść. No i poszliśmy, ale kompletnie zapomnieliśmy o psie. Chłopak
                          wrócił do domu późnym wieczorem i przywitał go ochrzan od mamuśki że pies sam
                          wrócił do domu ;)) Przez pół dnia nie przypomniało nam się że przecież jeszcze
                          pies był.
                  • kasik8 Re: po pogrzebie 17.01.06, 17:41
                    Moj tata kilkanascie lat temu..byl na pogrzebie zony kolegi swojego ojca (czyli
                    mego dziadka)..jako osoba towarzysząca ojcu.
                    Po pogrzebie do wdowca ustawila sie dluga kolejka, by zlozyc kondolencje. Moj
                    ojciec z tytułu, ze nie byl z rodziny stanąl gdzies daleko w tyle. Kiedy w
                    koncu nadeszla jego kolej poprostu z przyzwyczajenia powiedzial:
                    -wszystkiego najlepszego.

                • kuger Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 05.07.05, 10:21
                  Gdy miałem z 5 lat wstałam z łóżka około 23, poszedłem do kuchni i na oczach mojej zdziwionej mamusi, która zajmowała się przerobem truskawek na dżem, otworzyłem drzwiczki na których wisiał kosz na śmieci wyjąłem siurka i oddałem mocz.
                  Mama była tak zdziwiona, że nic nie powiedziała, a ja grzecznie wróciłem na wyrko dalej zaspany.
                  • aamg Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 10.08.06, 13:52
                    kuger napisał:

                    > Gdy miałem z 5 lat wstałam z łóżka około 23, poszedłem do kuchni i na oczach
                    mo
                    > jej zdziwionej mamusi, która zajmowała się przerobem truskawek na dżem,
                    otworzy
                    > łem drzwiczki na których wisiał kosz na śmieci wyjąłem siurka i oddałem mocz.
                    > Mama była tak zdziwiona, że nic nie powiedziała, a ja grzecznie wróciłem na
                    wyr
                    > ko dalej zaspany.

                    Sąsiad DOROSŁY i trzeźwy zrobił tak przez sen, ale niestety do szafy...
                  • megaego Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.09.06, 15:38
                    to mało!! ja jak byłam mała zrobiłam podobny numer, ale przepchnęłam mamusię,
                    wyciągnęłam spod zlewu butelkę i do niej zaczęłam sikać!!!!!! Mama tak
                    zbaraniała, że nawet nie zdążyła zareagować!
                  • Gość: a Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.nasze.pl 13.09.06, 23:23
                    hehehe a to bylo dobre
                  • Gość: dobra uczennica Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.08.07, 18:52
                    Jako przewodnicząca klasy w podstawówce miałam zaszczyt nosić dziennik z lekcji
                    na lekcję i na początku zajęć wręczałam go nauczycielowi a nastepnie po lekcjach
                    odnosiłam do pokoju nauczycielskiego. Wierzcie mi że nie raz przez roztargnienie
                    przynosiłam ten dziennik do domu razem ze swoimi książkami w plecaku. Ale nigdy
                    mi nie przyszło do głowy że mogłam to wykorzystać i powpisywać sobie oceny
                    zawsze z przerażeniem biegłam z powrotem do szkoły
                    • uccello Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 10.08.07, 19:00
                      Zwykle wstaję późno, bo najlepiej pracuje mi się w nocy, no ale
                      czasem, nistety muszę wstać rano i jestem nie-przy-tom-na.
                      Po prostu zombie.
                      Ostatnio, w pośpiechu, po prysznicu( więc już trochę obudzona)
                      uszminkowałam sobie pachy.
                      • jej_torebka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 12.09.11, 14:36
                        w moim rankingu wygrywasz :)
                • Gość: katerina2 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 62.13.168.* 13.08.07, 00:02
                  mama kumpla kupila nowy parasol.On go chcial otworzyc,ale mu nie
                  pozwolila mowiac: wszystko co wezmiesz w rece to popsujesz.... Na
                  drugi dzien dzien byl pochmurny,kumplel na rowerze jezdzi do
                  szkolu,wzial wiec ten nowy parasol.Pech chcial, ze szpic wplatal sie
                  miedzy szprychyi sie zlamal,kumpel sie wywalil i niezle pocharatal.
                  Schowal szpic do kieszeni. Spotkal kolege i chcac mu pokazac jak
                  doszlo do tego, ze sie potlukł, zademonstrowal to samo lamiac
                  okragla raczke parasola i wywracajac sie znow z roweru. Wrocil do
                  domu z parasolem w 3 czesciach ku oburzeniu mamy, ze zrobil to
                  specjalnie !!
                  • Gość: zazula Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.08, 22:29
                    popłakałam się, chociaż tego roztargnieniem nie nazwę :)
                • Gość: nowedding Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.asw.waw.pl 09.05.08, 12:36
                  Bomba!
            • Gość: terramitica Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 30.06.05, 14:53
              ja tez mam takie sklepowe... to raczej pomylka slowna, ale komu nie opowiadam
              robi wrazenie; ostqatnio moj mezczyzna wyslal mnie do media marktu bo baterie,
              tylko, ze zazyczyl sobie duracell; oczywiscie w tym sklepie nigdy nic nie mozna
              znalezc, wiec podchodze do pracownika (mlody, wiek ok 25 lat) i pytam: czy
              macie tutaj durexy?

              chlopak nie stracil watku i powiedzial: u nas nie ma, ale tej aptece
              naprzeciwko na pewno maja, jak kupisz wpadnij to umowimy sie najpierw na kawe

              w tym momencie uswiadomilam sobie moja fatalna pomylke, mialam ochote po prostu
              zniknac... odwrocilam sie i pognalam w strone wyjscia, po drodze oczywisce
              znalazlam te cholerne duracelle.....
            • Gość: Legend^^ Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 80.48.34.* 19.01.09, 17:41
              Ja kiedyś, w wieku może 9lat zostałam wysłana do sklepu pod domem, w którym często robiliśmy zakupy. Bardzo się spieszyłam, chyba tylko po to, żeby pochwalić się mamie, że kupiłam wszystko, o co prosiła. Dumna z siebie po wymienieniu potrzebnych mi rzeczy, grzecznie podziękowałam, pożegnałam się, odwróciłam na pięcie i już miałam wychodzić ze sklepu, aż nagle usłyszałam: 'a może byś tak zapłaciła?'. Zmieszałam się okrutnie, na szczęście sprzedawca wyglądał na rozbawionego, a w sklepie nie było innych klientów, bo chyba zapadłabym się pod ziemię ;)
          • Gość: onaaa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.11.04, 21:31
            zrobiłam to samo !
            ale to było dawno...
            • gixera Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 23.11.04, 21:47
              Ja dzisiaj zapomnialam wysiasc z tramwaju....
              • Gość: ktoś Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.05.05, 15:34
                gixera napisała:

                > Ja dzisiaj zapomnialam wysiasc z tramwaju....

                I ciągle jedziesz tym tramwajem, do dziś?
              • Gość: kama Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 82.139.26.* 09.09.05, 19:25
                A tak a'propos komunikacji. Często bywam w Krakowie i pociąg którym jeżdżę jest
                na mojej stacji rozłączany. Zawsze trzeba się upewnić czy wagon do którego
                wsiadam jedzie do Krakowa. I pewnego razu wsiadłam jak zawsze a moje pytanie do
                podróżnych brzmiało : "Czy ten TRAMWAJ jedzie do Krakowa?"
          • Gość: Ulania Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.12.04, 23:51
            Zrobiłam zakupy i zostawiłam je w koszyku sklepowym:)))
            • Gość: elo_melo Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.adsl.inetia.pl 20.04.09, 19:28
              - zbliżał się koniec liceum i matura, polonistka stwierdziła, że dokonam niemożliwego i żeby zaliczyć polski na 5 miałam tydzień na nauczenie się materiału z 3 lat, żeby zaliczyć. dzień przed zaliczeniem spędziłam 12 godzin na nauce, czytaniu opracowań, notatek i wszystkiego co miałąm pod ręką, a co było związane z jezykiem polskim. koło północy, postanowiłam zrobić małą przerwę i dla relaksu poczytać jakiś kryminał. położyłam się wygodnie na łóżku, wzięłam książkę do ręki, zgasiłam lampkę na biurku [ jedyne źródło światło w pokoju ]i dłuższą chwilę kminiłam co jest nie tak oO'

              - uczyłam się do jakiegoś sprawdzianu, więc wszytskie książki, zeszyty i luźne notatki miałam rozwalone na łóżku. łóżko mam zaraz obok biurka, na któym ustawiłam duży kubek z kawą. nie wiedzieć czemu w pewnym momencie drzwiczki od biurka się urwały, strąciły kubek z kawą na łóżko zalewając notatki. najspokojniej w świecie, poszłam zrobić nową kawę, bo byłam zbyt zaspana, żeby wpaść na pomysł ratowania resztek notatek;

          • Gość: beti Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 193.24.24.* 01.04.05, 13:20
            Z worem pełnym śmieci wpakowałam sie do auta (jechaliśmy na zakupy)- dopiero po
            jakim czasie zorientowałam się, skąd ten smród:)))
            • Gość: ewa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.05, 10:18
              buahaha! dobre z tymi smieciami! :)
            • Gość: Magda Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 62.148.92.* 22.10.05, 16:33
              Ja jeździłam z wilkim worem śmieci w bagażniku przez kilka dni w lipcu- w mega
              upały! Smieci zostały do bagażnika włożone bez mojej wiedzi, wkładający
              zapomniał mi otym powiedzieć, a potem również zapomniał je wyjąć. Smród był
              okrótny, niezrażona zainwestowałam w nowy super intensywny zapach samochodowy,
              który rzecz jasna nie pomagał. Przez kilka dni zastanawiałam się co tak może
              śmierdzieć, czosnek jakby, może jakieś chipsy się rozsypały... ale nie wpadłam
              na to żeby otworzyć bagażnik (zamek jest zepsuty i raczej nie korzystam z
              bagażnika). Smród był coraz intensywniejszy, ale twardo jeździłam, z otwartymi
              na maksa oknami, rzecz jasna. Po kilku dniach wybraliśmy się z mężem na weekend
              na Mazury. Mąż pod blokiem otworzył bagażnik, zauważył wielki wór, zdziwił się
              nieco, ale nie zapytał mnie co to. Jak już dojechaliśmy na miejsce, przy
              wyciąganiu bagaży mąż przypomniał sobie o nim i zapytał co takiego wożę w
              wielkim czarnym worku w bagażniku. Otworzyliśmy wór, zabiła nas eksplozja
              aromatu... Wór ze śmieciami wylądował w końcu w kontenerze na Mazurach,po
              tygodniu wożenia w bagażniku...
              • Gość: dzik123 cukiniowe zapiekanki IP: *.wroclaw.vectranet.pl 01.01.14, 15:41
                oglądałam film jak chodować cukinie akurat robiłam zapiekanki już wszystko zrobiłam (zamiast bułki dałam cukinie)
          • agi-it Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 05.09.06, 09:59
            kilka lat temu moja mama dosłownie tak samo miała. Pani zesklepu wybiega
            krzycząc "proszę pani,proszę pani,a pani gdzie???",na to moja mama "do
            zegarmistrza". Hehe,dobre
          • Gość: Gosiaczek;)) Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.11.06, 19:20
            ja mialam najpierw wyrzucic worek ze smieciami a potem isc do kslepu ale
            zaszłam troszke za daleko w sklepie zorientowałam sie co trzymam jeszcze w
            rekach.... cos czego juz tam danwo nie powinno byc:))
        • Gość: pyza eh te pociagi IP: *.zgora.dialog.net.pl 22.09.05, 04:16
          Dworzec Warszawa Centralna.Mam 11 lat. Wracamy z rodzinnych wakacji. Troche mi
          sie dłuży to czekanie na pociag, wiec co chwile pytam rodzicow "czy to ten?".
          Wkoncu zdenerwowana mama stwierdza na odczepnego , ze nastepny bedzie juz na
          pewno "nasz". Kiedy wiec na peronie pojawiaja sie nowe wagony , bez
          zastanowienia, w radosnych podskokach wbiegam do ktoregos z nich...Dopiero za
          zamknietymi(automatycznie) drzwiami orientuję sie , ze cos jest nie tak, tzn że
          reszta rodzinki wciaz tkwi na peronie...przerażona mama cos krzyczy i zaczyna
          biec.. za nią tata (ciągnie za reke brata). Wkoncu inni ludzie zaczynaja
          wskazywac na mnie i tez krzyczec.Dołaczam sie oczywiscie do ogolnej paniki i
          zamieszania waląc z calych sil w zamkniete drzwi...Okazalo sie, że zbyt
          powaznie potraktowalam slowa mamy, a w dworcowym zamieszaniu nikt nie
          zauwazyl , ze nagle zniknelam...To troche tragifarsa,bo moglo skonczyc sie
          gorzej, ale na szczescie wsiadlam do wagonu na czole pociagu, wiec jakos udalo
          sie powiadomic maszyniste i zatrzymać pojazd. Dzięki temu moją pierwszą
          samodzielną podroz odbylam dopiero 5 lat pozniej:))
        • Gość: dzik123 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.wroclaw.vectranet.pl 01.01.14, 15:32
          dośrotka?
      • Gość: Zosia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.02.04, 19:01
        Wybierałam się na zakupy.Sprawdziłam w lodówce jakich produktów brak i co muszę
        dokupić.Zaczęłam się ubierać,lecz nigdzie nie mogłam znależć jednego
        buta.Podejrzewałam psa,że mi go gdzieś wyniósł.Poszłam w innych butach.Po
        powrocie do domu wkładam zakupy do lodówki i co widzę na górnej półce?Mój
        poszukiwany bucik.
        • froom Re: I do kosza 29.10.05, 23:11
          Kilka razy zdarzyło mi się, że po zjedzeniu np. jogurtu, łyżeczkę wywalam do
          kosza na śmieci a kubeczek wkładam do zlewu ... podobnie z talerzami ... siup!
          do zlewu, a potem się dziwię, że sztućców brak! ...;)
          • Gość: kora Re: I do kosza IP: *.chello.pl 29.10.05, 23:51
            ja kiedys zanioslam talerz do lazienki;)
            • Gość: braat1 Re: I do kosza IP: *.centertel.pl 31.03.06, 07:56
              Ja bardzo czesto po zrobieniu kanapek, chowam maslo do chlebaka, a chleb do
              lodowki :)
              • tatiana104 Re: I do kosza 05.05.07, 14:00
                Gorzej, ubranie zamiast do kosza na bielizne, wrzuciłam do klopa
                • Gość: ocset Re: I do kosza IP: *.eastwest.com.pl 13.08.07, 11:46
                  Ja tez!!!!!:D
                  • summerlove Re: I do kosza 16.05.09, 21:39
                    I ja też ;))
                    • Gość: gość Re: I do kosza IP: *.toya.net.pl 27.08.09, 14:36
                      Jako młode dziewczę poszłam po proszek do prania. W sprzedaży był wtedy
                      Ixi i Bis, mowię: poproszę proszek Is i Bixi. Zdarzyło mi sie też wyjść
                      z toalety szkolnej ze spódnicą z tyłu wsadzoną w majty i tak
                      przeparadować pół korytarza.
                • Gość: JA Re: I do kosza IP: 82.112.148.* 05.12.08, 21:27
                  Wczoraj zrobilam dokladnie to samo ! Jak dobrze ze nie sposcilam
                  wody...
                • Gość: aneczka31 Re: I do kosza IP: 212.182.29.* 03.02.09, 12:33
                  Mi się kiedyś zdzrzyło wrzuci pilota od telewizora do kosza na
                  bieliznę. Ile się go później naszujałam:)
              • zwierze_futerkowe Re: I do kosza 29.04.08, 18:32
                Ja kiedyś przed dłuższym urlopem postanowiłam zabrać z biura swój ulubiony
                kubek, bo po powrocie pewnie bym go już tam nie zastała. W drodze do domu
                wstąpiłam jeszcze do sklepu po lody - takie w kostce, zawijane w papierek. W
                domu lody do zamrażalnika, kubek do szafki... a przynajmniej tak mi się
                wydawało, dopóki po paru godzinach nie zauważyłam malowniczej śmietankowej
                kałuży pod szafką. Lody nadawały się do wyrzucenia (na lizanie półki nie miałam
                ochoty :) ). Ciekawe, jak kubkowi podobało się w zamrażalniku... :)
            • Gość: lazienkowa Re: I do kosza IP: *.subscribers.sferia.net 22.11.08, 14:30
              ja zawsze talerze wynosze do lazienki hehehe bo nie mam zlewu w
              kuchni ;)
          • Gość: Idunia Re: I do kosza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.06, 11:44
            froom napisała:

            > Kilka razy zdarzyło mi się, że po zjedzeniu np. jogurtu, łyżeczkę wywalam do
            > kosza na śmieci a kubeczek wkładam do zlewu ... podobnie z talerzami ...
            siup!
            > do zlewu, a potem się dziwię, że sztućców brak! ...;)

            Właśnie wczoraj znalazłam ulubiony widelec w koszu :)

            A już notorycznie przy przebieraniu np. owoców, szypułki lecą do przebranych
            truskawek, jak się zamyślę... :)
            • joanna182-0 Re: I do kosza 09.12.08, 14:51

              > A już notorycznie przy przebieraniu np. owoców, szypułki lecą do
              przebranych
              > truskawek, jak się zamyślę... :)

              a u mnie obrane jabłko do kosza bardzo często
          • Gość: uchachana Re: I do kosza IP: *.subscribers.sferia.net 22.11.08, 14:29
            z tymi sztuccami w koszu to u mnie standard :)

            moj ukochany, jako jednostka dosc roztargniona, czesto zapomina
            gdzie cos lezalo lub gdzie co powinno sie znajdowac, dzieki czemu,
            wszystko trzyma na wierzchu - dopoki to widzi, to pamieta ze to ma.

            jakis czas temu skonczyla sie pasta do zebow, ukochany wylozyl nowa
            na umywalke. wchodze jakis czas pozniej do lazienki, patrze i nie
            widze pustego pudelka - bylam mile zaskoczona, ze wreszcie sie
            nauczyl wyrzucac puste opakowania do kosza. cieszylam sie do momentu
            otwarcia szafki - tam na srodku stalo puste pudelko z pustym
            opakowaniem po pascie - tak jakos sie zagapil ;)
        • Gość: whityy Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.04.07, 18:12
          wycieczka szkolna do Szczecina zbieranina 20 osob z roznych klas. Przesiadka w
          Katowicach. Wychowawcy mowia nam ze ten nadjezdzajacy pociag to nasz 2 wagon ok
          wiec my wsiadamy ale... nasi kochani wfisci sie zagadali!! nie wiem jak to
          zrobili ale zapomnieli wsiasc:P pociag zaczyna odjezdzac a my zamiast probowac
          zatrzymac pociag totalna glupawka:P i nagle zryw i leeeeeeca...:P:P jakims
          cudem wsiedli juz w locie dobrze ze uczyli wfu bo inaczej by raczej nie
          zdazyli:D
          tylko wsrod nauczycieli byl moj wujek i juz chyba do konca zycia bedzie mi
          wypominal ze tak ich chielismy zostawic...
          • Gość: gość Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.09, 00:21
            haha :D dobre!

            u mnie w podstawówce było podobnie. tylko zostawili ks.proboszcza w Częstochowie.
            były trzy autokary i każdy myślał że ks.proboszcz jedzie w innym,
            zorientowaliśmy się dopiero gdy zaczęła nas doganiać taksówka z wystającym i
            histerycznie krzyczącym przez okno ks.proboszczem :)
            już go widzę jak wsiada do taksówki i mówi nieśmiertelną kwestię!
            = za tym autobusem!!!!! :)
            • Gość: imbir Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.multimo.pl 09.12.09, 00:10

              Umarłam... :D
      • Gość: roberta Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 20:50
        mamę mojej koleżanki bolało gardło i nie bardzo mogła mówić, zapisala więc
        nazwę leku na kartce i poszła do apteki.Podała pani farmaceutce ową kartkę, a
        ta spojrzała na kartkę po czym odpisala : "nie ma" i oddała kartkę...
        Ta sama mama goniła kiedyś tramwaj, pan motorniczy był uprzejmy, poczekał.mama
        koleżanki wpada do tramwaju i zamiast powiedzieć człowiekowi :dziękuję- to
        powiedziała "dzień dobry"
        • pauli7 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 24.11.04, 22:53
          mamę mojej koleżanki bolało gardło i nie bardzo mogła mówić, zapisala więc
          > nazwę leku na kartce i poszła do apteki.Podała pani farmaceutce ową kartkę, a
          > ta spojrzała na kartkę po czym odpisala : "nie ma" i oddała kartkę...

          to moze byc niekoniecznie przez roztargnienie - moze farmaceutka myslala, ze ma
          przed soba osobe gluchoniema.... ale wyszlo smiesznie:)))

          Pauli
          • Gość: choco Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.net.pl 05.04.06, 09:26
            kilka dni temu około godziny 13 zaszłam do swojej koleżanki i nie wiem czemu
            cały czas chodziło mi po głowie "dobrywieczór". A jak. Gdy koleżanki mama
            otworzyła drzwi to ja pełna uprzejmości : "dobrywieczór, czy zastałam emilkę" ?
            • mama007 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 06.09.06, 08:52
              ja kiedys siedzialam pod blokiem, lat mialam nascie, powiedzialam dzien dobry
              sasiadowi, ktory przechodzil obok i pomyslalam, ze jak ktos mija druga osobe to
              sie powinno mowic dzien dobry i od razu do widzenia, bo ten ktos od razu znika.
              tak sie zamyslilam nad tym do widzenia, ze oczywiscie nastepnego sasiada
              przywitalam slowami "do widzenia" :)
          • Gość: EmiLka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.elartnet.pl 20.05.08, 12:05
            Ja kiedyś napisałam na karteczce nazwę bardzo krępującego badania zaleconego
            przez lekarza (cała poczekalnia ludzi i w ogóle), a następnie podsunęłam
            karteczkę pani w rejestracji i zapytałam , kiedy można wykonać TO (tu wskazałam
            palcem na karteczkę) badanie. Pani pielęgniarka nie była taka wstydliwa, bo
            głośno i wyraźnie odczytała nazwę badania z karteczki i poinformowała mnie
            tudzież kilkudziesięciu postronnych ludzi o szczegółach. Od tej pory noga moja
            nie postała w ATTIS na Żurawiejw Warszawie.
          • joanna182-0 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 09.12.08, 14:54
            ja zazwyczaj jak mnie boli gardło i ledwo co mówię zazwyczaj pisze
            kartki do różnych sklepów.
        • mala-izunia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 06.01.05, 02:21
          Ja zrobilam podobnie pare lat temu. Raz zostalam na noc u mojej kolezanki.
          Ogladalysmy pozno w nocy jakis film i zglodnialysmy. Nieoceniona kolezanka
          zrobila przesmaczne kanapki, ktore jadlysmy, ogladajac jednoczesnie film.
          Kiedy skonczylysmy, chcialam jej podziekowac, nie przeszkadzajac innym obecnym
          w ogladaniu filmu. Pochylilam sie wiec w jej kierunku i teatralnym szeptem
          powiedzialam: "Dzien dobry". Nie dalo sie tego filmu ogladac.
          • agataku Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 25.03.05, 14:01
            oj oj...
            popłakałam się ze śmiechu!
          • dorianne.gray Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 09.01.06, 22:15
            Zaplułam monitor ;)
          • Gość: pogodna Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.icpnet.pl 24.08.07, 23:20
            witaj

            popłakałam się ze śmiechu, nie dziwię się, sama bym już nie miała
            sił oglądać filmu, bo bym się tylko śmiała :)

            PS.
            ja w marcu w drodze do pracy mijałam małą piekarnię. Był to akurat
            mój pierwszy dzień pracy, już byłam na granicy by się nie spóźnić,
            ale wiedząc, że za chwilę zgłodnieję postanowiłam wstąpić po
            bułeczki. Wychodząc urwałam klamkę i z wielkimi oczami do
            sprzedawczyn: " Ona tak zawsze?" potem prawie wyszłam z tą klamką,
            ale w porę oprzytomniałam. A na wprost wyjścia ze sklepu natknęłam
            się na szefostwo :D

            pozdrawiam forumowiczów
          • summerlove Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 17.05.09, 00:12
            Lekcja biologii w liceum: Nauczycielka kichnęła, jeden koleś do niej "Na
            zdrowie" a ona: "Dzień dobry" ;))
            Wszyscy w śmiech, ale każdy ją lubił więc było ok ;))
          • paranoid_eyes Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 07.06.09, 05:19

            Po jakiejś imprezie nocowałałam u koleżanki. Rano wstałyśmy,
            zjadłyśmy śniadanie z jej rodzicami, potem jeszcze spokojnie
            wypiliśmy wspólnie herbatę, rozmawiając. O jakijś wpół do jedenastej
            zaczęłam się zbierać do domu. Chwilę jeszcze rozmawialiśmy jak
            zakładałąm buty i kurtkę, po czym, już w drzwiach, oświadczyłam że
            "dziękuję bardzo i dobranoc".

            Koleżanka (ta z powyższej historii) wsiadła kiedyś do windy w
            okolicach siódmej rano i powiedziałą "dobrywieczór" do współpasażerów
      • elfhelm Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 05.02.05, 00:40
        dobre:)

        moja droga siostra wychodziła gdzieś z domu, zamknęła drzwi na klucz i wrzuciłą
        go do skrzynki na listy. do domu ja mogłem z zapasowymi kluczami wejść. ale
        jedyny klucz do skrzynki był w zestawie zabranym przez siostrę...

        zdarzyło mi się schować cukierniczkę do lodówki...

        itd.
        • sonia40 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 05.02.05, 13:33
          Idzie sobie facet korytarzem ( bardzo eleganckie biuro) a za nim ciągną się po
          podłodze damskie rajstopy.
          Okazało się, że założył rano, spiesząc się do prasy, spodnie swojej siostry,
          która wieczorem je zdjęła razem z rajstopami i zostawiła w łazience. hihi! Nie
          powiem co usłyszała siostra wieczorem (zupełnie niesłusznie zresztą).
          • Gość: jollst Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 195.94.208.* 30.09.05, 14:42
            też z rajstopami :-)
            liceum, kółko biologiczne. Siedzimy na ławkach, rozmawiamy luźno, nagle
            zauważam, że obok tenisówek mojej kumpeli coś dynda.. Podchodzę bliżej, a tam z
            nogawek wystają rajstopy :-)))))))
            Ta sama przyczyna: kumpela wieczorem zdjęła spodnie razem z rajtkami, a rano
            założyła same spodnie (tak przynajmniej myślała)
            Turlałyśmy się ze śmiechu po korytażu, aż dyrektorka nas upomniała; nie
            potrafiłyśmy jej powiedzieć, co nas wprawiło w taki stan :-))))))))

            Z innej beczki: jechaliśmy kiedyś całą rodzinką do babci. Mama - nałogowa
            palaczka - nie mogła już wytrzymać i musiała wysiąść kupić sobie paczkę fajek.
            Stanęliśmy na parkingu, ona wyszła do kiosku i wracając wsiadła do innego...
            auta (tak się zdarzyło, że akurat obok stało takie samo)!
            Zaczęła coś gadać do siedzącego w tym samochodzie kierowcy i nagle zauważyła,
            że na półeczce leżą papierowy; szybka myśl: "skąd tu papierosy, przecież
            wyszłam do kiosku własnie dlatego, że ich nie było". W tym momencie spojrzała
            na kierowcę :-)
            My w samochodzie obok sikaliśmy ze śmiechu :-))))))))

            Do dziś wyjemy na rodzinnych spotkaniach z tej historyjki
            • Gość: mróweczka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.sn.pl 12.09.06, 11:06
              "Stanęliśmy na parkingu, ona wyszła do kiosku i wracając wsiadła do innego...
              auta (tak się zdarzyło, że akurat obok stało takie samo)!

              Dopiero co skęciłam kostkę i chodziłam o kulach jeszcze nie dość sprawnie, a
              musiałam zawieść do pracy zwolnienie z powodu tej nogi. Postanowiłam pojechać
              samochodem (dawało się wciskać pedał gazu gipsem:). Była zima. Wychodze rano do
              samochodu - o kulach - po śliskim chodniku. Wkładam kluczyk do dzrzwi, żeby
              wyjąć skrobaczkę do szyb, ale zamek nie puszcza. Pomyślałam, że to z powodu
              mrozu. Potrzebna mi była ta skrobaczka, a poza tym i tak musiałam wejść do
              samochodu, żeby nim pojechać, więc ruszyłam dziarsko o kulach, po lodzie, do
              domu po odmrażacz do zamków. Wróciłam z nim i pryskam. Próbuję - drzwi ani
              drgnęły. Pomyślałam, ze pewnie chwile potrwa zanim odmrażacz zadziała, więc
              zabrałam się ochoczo do odszraniania szyb, żeby nie marnować czasu i nie
              strczeć na mrozie. Jako że nie miałam nadal tej skrobaczki, odszraniałam szyby
              kartą kredytową. Szło całkiem nieźle. Odszroniłam już szybę po stronie kierowcy
              i pół przedniej i sprawdziłam co z tym zamkiem. Trochę się musiałam posiłowoać,
              ale w końcu drzwi puściły. Wkładam głowe do środka, żeby wyjąć skrobaczkę i...
              widze, że to NIE MOJA tapicerka!!!! Odszroniłam gosciowi pół samochodu i to
              jeszcze narzędziem zastępczym! :))))) To była czerwona renówka, taka jak moja.
              W ogóle mi nie przeszkadzało, że mój samochód ma dwoje drzwi, a tamten czworo,
              he he. Oczywiście swój samochód też musiałam odszronić, ale już właściwym
              narzędziem. Aaaa i moje drzwi od razu puściły! :))
            • joanna182-0 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 09.12.08, 15:01
              naprawdę śmiesznę. Tylko, że ja siedze sobie przed monitorem w
              pracy i próbuję powstrzymać się od śmiechu, a obok przechodzą
              ludzię i się na mnie dzwinie patrzą.
              • alicjaizabella Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 10.12.08, 18:58
                A ja tak do mojego wowczas 6-letniego syna:

                Ja: Patryk! No szybko juz, wychodzimy , jestesmy spoznieni!

                Patryk: Mama, to ja czekam na dole.

                Ja: Biegne na dol, przebiegam kolo wlasnego dziecka, pedze miedzy
                garazami, wsiadam w auto, odpalam, gaz i jade....Czegos
                zapomnialam.... Hmmm... czegos kurde naprawde zapomnialam...Zelazko?
                Nie, Lokowka!!...Nie... Drzwi zamknelam??...Tak...Komorke mam...
                portfel mam...Torebka lezy...Nagle olsnienie!!!!! (5 km od domu)
                Pisk hamulcow i zawrotnym tempie spowrotem na parking...

                Patryk: Mama, a ty gdzie bylas???

                Ja: Eeee...hmm... tego...no.. hamulce sprawdzalam...

                wiem, wstyd sie przyznac...

          • Gość: ankaj Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.05, 14:46
            Kilka lat temu,przypuszczam,że było to przed wyborami prezydenckimi ,mój
            mężczyzna postanowił mnie wyciągnąc na spotkanie z Kwaśniewkim zorganizowane w
            katowickim Spodku.(nie bardzo mnie to bawiło no ale miłość jest
            silniejsza).Zajęliśmy już miejsca siedzące.Moj facet obok mnie.Czekamy.W
            dalszym ciągu przychodzą ludzie .Jakiś elegancki pan pragnął dostać sie do
            swojego miejsca tuż obok nas.Najpierw miał przejść obok mnie .Przychodził
            przodem do mnie jak nakazuje kultura.Nagle uświadomiłam sobie ,że może mi
            podeptac torebke ,która położyłam na podłodze(to chyba wbrew kulturze a i
            pieniądzo uciekają),wiec w tym samym momencie jak on zacząl przechodzić przede
            mną postanowiłam się schylić.Mając głowę na wysokości jego krocza uzmysłowiłam
            sobie że sytuacja wygląda jak z filmów dla dorosłych.Wybuchnęla śmiechem jak
            tylko przeszedł i juz potem nie mogłam się skupić nawet na tym,że Kwachu
            wyciąga do mnie rękę idąc wśród rzędów.(dobrze ,że przechodził wśród pionowych
            rzedów a nie tak jak ten pan bo miałabym opinie M.Lewinski
          • zwierze_futerkowe Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 29.04.08, 18:49
            sonia40 napisała:

            > Idzie sobie facet korytarzem ( bardzo eleganckie biuro) a za nim ciągną się po
            > podłodze damskie rajstopy.

            Jeju... wyobraziłam sobie i popłakałam się ze śmiechu!
            I przypomniałam sobie dawną wpadkę mojej mamy. Poszła do lekarza; do
            osłuchiwania zdjęła sweterek, spuściła z ramion halkę i została w staniku. Po
            badaniu założyła sweterek, a halka tak została... Pech chciał, że na wierzch
            mama miała tylko krótki żakiecik, tak że przeparadowała przez miasto z
            wyglądającą spod niego połową halki wywiniętą na spódnicę.
            • zwierze_futerkowe Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 29.04.08, 19:41
              I jeszcze mi się coś przypomniało a propos mamy i lekarza. Rozbolał kiedyś mamę
              łokieć. Lekarz pierwszego kontaktu stwierdził, że może tam być jakiś ucisk na
              nerw, i dał skierowanie na konsultację do neurologa. W państwowej przychodni to
              wiecie, ile trzeba czekać - wyznaczyli mamie wizytę za kilka tygodni. W
              międzyczasie, w ciągu tych kilku tygodni, mama poszła do dentysty na przegląd.
              Dentysta leczył całą naszą rodzinę od lat, więc poufale zagadnął: "No co tam?
              Boli coś?". Mama, że boli, strasznie boli, i zaczęła mu dokładnie opisywać
              problemy... z łokciem! Dentysta wysłuchał uprzejmie i powiedział, że powinna
              zrobić rentgen, coś tam jeszcze... na co mama podziękowała, wstała z fotela i
              skierowała się ku drzwiom. Zatrzymała ją już w progu nieśmiała propozycja pana
              doktora, że może jednak by zerknął na zęby, skoro już mama tu jest...
        • stokrotka_102 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 06.09.05, 20:33
          kiedys spytała koleżanki stojącej obok mnie-Olki:
          Ej, słcuhaj.. gdzie ejst Olka?
          Co gorsza... bylam niesmaowicie zdziwiona i zła, że zamist mi kulturalnie
          odpowiedzieć zaczyna sie nie wiadomo z czego histerycznie smiać...


          no oczywiście gdy sobie uświadomiłam także ni mogłam iśc w pozycji
          wyprostowanej... ( zwijając się ze śmiechu)
          ;-)
      • Gość: /\/\ary Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 62.233.150.* 02.03.05, 20:11
        Mój tatunio kochany miał taka pastę aquafresh w takim śmisznym opakowanku. I
        się śpieszyłam i chciałam jej użyć. I nie wiedziałam, że się skończyła. Umyłam
        zęby żelem do golenia Gilette.
        • ollgivanna Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 22.04.05, 18:15
          Ja ostatnio nie mogłam jakoś na nic się rano zdecydować. Spytałam
          współlokatorek, które z czerwonych kolczyków bardziej mi dzisiaj pasują, ale też
          były niezdecydowane. Postanowiłam więc poświęcić tej kwestii czas spędzony na
          myciu zębów. Tak się zamyśliłam, że nałożyłam na szczoteczkę żel do twarzy
          Vichy. Ohyda, mówię wam :-)
        • Gość: ola Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.net81-64-226.noos.fr 03.04.06, 00:09
          zamiast balsamu wtarlam w cialo odzywke do wlosow... najlepsze, ze zrobilam to
          dwa dni z rzedu i uznalam, ze beznadziejny ten balsam kupilam..
          • madziaro1 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.04.06, 03:38
            > zamiast balsamu wtarlam w cialo odzywke do wlosow... najlepsze, ze zrobilam to
            > dwa dni z rzedu i uznalam, ze beznadziejny ten balsam kupilam..
            a myślałam, że tylko ja jestem taka zdolna, tylko ja zamiast balsamu wtarłam żel
            do mycia, i coś się wetrzeć nie dawał... w tym, że zdecydowanie coś jest nie tak
            utwierdziłam się, kiedy poszłam ręce umyć i się zaczął pienić heh
            • Gość: rainy Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.os1.kn.pl 02.10.06, 20:50
              oj... to ja tak samo, tylko że jeszcze większa gapa ze mnie. wcierałam w siebie
              mydło Dove dobre 3 dni, i klełam, że tyle kasy wydałam, a formułę balsamu
              zmienili i już go nie lubię!!! przestałam jak zaczeła mi mi się wysypka robić,
              bleeee. i dopiero się zorientowałam, że to mydło :)
              • Gość: Aspera Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.wro.vectranet.pl 10.03.07, 14:51
                Próbowałam umyć twarz balsamem do ciała i się denerwowałam, że się nie pieni...
                Kilka razy zdarzyło mi się też zapomnieć portfela z domu, z reguły orientowałam
                się kiedy trzeba było płacić przy kasie.
            • Gość: Zesikana ze smiech Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 82.112.148.* 05.12.08, 22:13
              Ja zrobilam to samo! Wcieralam DWUKROTNIE!!! zel po prysznic, myslac
              ze to balsam o przepieknym zapachu wpadlam tez na swietny pomysl
              wysmarowania swojej buzi! WYobrazcie sobie moje zdziwienie dlaczego
              on tak szczypie...
              • summerlove Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 17.05.09, 00:19
                Ja też kiedyś wcierałam w ciało żel pod prysznic. I wściekałam się że tka dziwna
                konsystencja pienista ;))i coś się wcierać zbytnio nie chciało ;))
                • Gość: Aggie Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.adsl.inetia.pl 13.12.09, 16:19
                  Ja kiedyś na szybko robiłam demakijaż oczu, twarzy, myłam zęby i zmywałam lakier
                  z paznokci. Oczywiście skończyło się na próbie demakijazu oka zmywaczem
                  acetonowym do paznokci. Myślałam, że orła wywinę, tak szczypało. Na szczęście
                  nic się nie stało, ale od tamtej pory NIGDY nie uprawiam demakijazu roznych
                  części ciala naraz.
                  • Gość: pysk psa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 85.222.87.* 13.12.09, 18:29
                    Dziś wyszło na jaw, że od czwartku samochód pod domem stał otwarty,
                    z kluczykami w stacyjce, dla ułatwienia. Stał przy chodniku, po
                    którym dzień i noc chodzą ludzie.
                    Taki mały prezent od losu - że dziś mogłam przekonać się na własne
                    oczy o swoim roztargnieniu...
      • Gość: LuLinka OCALAM WĄTEK OD ZAPOMNIENIA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.05, 12:27
        • Gość: jatakaslodka moje roztargnienia IP: *.phil.east.verizon.net 07.04.07, 03:35
          a ja w dobie dezodorantow ( o antyperspirantach to nawet sie wtedy nie snilo)
          czasami spryskalam sie lakierem do wlosow pod pachami :(
      • mojahistori Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 18.12.06, 16:45
        az sie wierzyc nie chce kaliszok.republika.pl/rozrywka.htm , ale tak
        zdarzylo sie naprawde
      • Gość: katerina2 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 62.13.168.* 12.08.07, 13:15
        mama poprosila mnie o przyniesienie z pokoju okularów. Ale po drodze
        postanowilam wstapic do lazienki umyc ręce. Po chwili pojawilam się
        przed mamą z ... mydelniczką w ręce.
        • Gość: kika przed impreza osiemnastkowa IP: *.dip.t-dialin.net 12.08.07, 13:37
          kupilam jakies mrozonki dla gosp. domowego, przez roztargnienie schowalam klucze
          razem z mrozonkami
          na impreze przyszli goscie, mama wychodzac zamnknela drzwi na klucz i bylismy
          cala noc zamknieci
          kolega wlasciwie musial isc wieczorem do pracy
          mama nocowala u kolezanki na rogu i od rana prosilismy ludzi przez okno o pomoc,
          czwarte pietro, ale nikt nie chcial pomoc
          o 10 przyszla mama
          a kluczy szukalam jeszcze z tydzien i przypadkiem znalazlam
    • Gość: mirmil Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.uBRgrb01.supercable.es 04.10.03, 00:32
      poszedlem do supermarketu kupic jakies tam urzadzenie elektryczne. tam bylo
      tak, ze sie placilo na stoisku i z paragonem cie przepuszczali przez kase.

      ja szedlem tylko po te wlasnie rzecz. poszedlem, zaplacilem i prosto do kasy,
      gdzie sie okazalo, ze w drodze zgubilem paragon...
      • Gość: verte Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.10.03, 01:01
        Było wczesnie rano.Poniedziałek.Poprzedniego dnia imprezowałem.Wstałem,byłem
        już spóźniony,goliłem się el.maszynką kiedy zadzwonił tel. i musiałem przerwać.
        A potem o tym w pośpiechu zapomniałem.Wybiegłem z domu,wsiadłem w auto i gaz.
        Ale po paru spojrzeniach w lust.wsteczne zorientowałem się,że ogoliłem sobie
        równo połowę twarzy.Wróciłem się i zakrywając pół twarzy gazetą wszedłem do
        domu.Najpierw wyliczyłem,że nikt mnie nie zauwazył.Potem dopiero przypomniałem
        sobie,że spotkałem sąsiada z psem i powiedziałem mu dzień dobry a on uśmiechnął
        się bardzo szeroko i również powiedział to samo.W tamtej chwili pomyślałem a z
        czego się tak kurwa bardzo cieszysz głąbie?Chyba już wiem z czego ale nie jestem
        do końca pewien czy zauważył.No cóż,zdarza sie.
    • Gość: Sikor Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.walcz.sdi.tpnet.pl 04.10.03, 01:23
      Jadę już dłuższy czas samochodem, nagle stwierdzam "kurcze, zostawiłem kluczyki
      od samochodu" i zawracam po nie. Mam tylko jeden komplet kluczyków.
      • Gość: bambi7 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.csk.pl 12.07.05, 00:37
        jaaaasne a jak silnik odpaliłeś? "na krótko"?
        • Gość: Inwigilator Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.fn.pl 23.11.05, 11:12
          Bambi, czytaj ze zrozumieniem...
          • Gość: Iwona Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.05.07, 14:53
            Pewnego dnia mój współlokator poszedł się golić do łazienki. Skończyła mu się
            pianka do golenia, a za chwilę miał wyjść z domu, więc pyta mnie, czy może
            ogolić się moim mydłem w płynie. Przez chwilę zastanawiałam się, jakie mydło ma
            na myśli, ale odpowiedziałam, że oczywiście może.
            Gdy wyszedł, już ogolony, postanowiłam sprawdzić, o jakim mydle mówił.
            Weszłam do łazienki, a na umywalce stoi mój płyn do higieny intymnej :-D
            Ale mieliśmy ubaw J
            • Gość: wirr Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.lublin.mm.pl 01.01.14, 21:04
              płyn do higieny intymnej do dziś używam do golenia nóg i bikini. Pięknie zmiękcza włosy ;) Polecam, zwłaszcza ten kremowy (mleczny kolor, bezbarwny), z Avonu.
    • swaq-80 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.10.03, 07:58
      Kolega chce wyjść z psem, ubiera buty, bierze smycz: pies już merda ogonem,
      otwiera drzwi, zamyla i schodzi po klatce schodowej. Po chwili wraca: zapomniał
      psa. A pies przed drzwiami głupiał - widziałam jego "minę"
      • Gość: baba Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.acn.pl / *.acn.pl 04.10.03, 11:01

        Mielismy bardzo udana podroz poslubna, totez do dzis ja wspominamy. Kilka lat
        po fakcie, gdy pojawil sie juz nas synek, istota dosc absorbujaca, znowu naszlo
        nas na wspominki. W pewnym momencie mowie:
        - Misiek, a co my wtedy Z DZIECKIEM zrobilismy ?
        Druga opowiesc wymaga wstepu.
        W latach studenckim mialam swoj wlasny, maly pokoik z wersalka, ksiazkami i
        biurkiem. Zwykle rano nie chcialo mi sie lozka zaslac, wiec tylko kladlam koc
        na niedbale ulozona posciel. Ale pewnego dnia mielismy cos przygotowac na
        nastepny dzien i jeden z moich kolegow zaproponowal mi wspolprace , na co z
        radoscia przystalam.
        Wchodzimy wiec do pokoju..a ja najpierw dretwieje, potem szybko rozkladam
        notatki na biurku, usadzam kolege, rzucam jakis problem, a sama zabieram sie do
        scielenia lozka. Niestety, problem okazal sie absorbujacy i probujac
        odpowiedziec na dociekliwe pytania kolegi najpierw lozko zaslalam, A POTEM JE
        ZNOW ROZESLALAM. Na szczescie kumpel pomyslal, ze mi sie sprezyna w wersalce
        zaciela...
        • marijohanna Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.10.03, 12:50
          w czasach kryzysowych jezdzilismy do PGR-u polozonego za miastem po mleko. moj
          brat byl ciezko chory i moja mama kladla nacisk, coby on to mleko codziennie
          pil. pewnego dnia moi rodzice mieli wychodne i poprosili mnie abym pojechala po
          to mleko (na rowerze, bo bylam nieletnia). bylam zajeta rozwiazywaniem jakis
          zadan (czytaj abslolutnie w innym wymiarze, gdzie nie docieraly do mnie zadne
          odglosy tzw. cywilizacji), wiec mama nastawila mi buzik! zakodowalam sobie:
          budzik dzwni, ped do piwnicy po rower i sprint, bo mleko bylo wydawane do
          ktorej tam godziny. oczywiscie pojechalam bez banki/kanki na mleko i bylam
          podwojnie wsciekla, bo dostalam opierdol od mamy i pojechalam na darmo.

          kiedys wyszlam w kapciach na snieg i mroz i lecialam do szkoly ciezko
          spozniona. dopiero gdy przemokly oprzytomnialam, ze cos mi kurcze zimno w nogi.

          innym razem wylecialam w kozakach (zakodowane! ubrac kozaki!), ale bez kurtki,
          bo tak bylam skoncentrowana na butach.

          a juz klasyka totalna, gdy cos "logicznie" posegreguje i za chiny juz tego nie
          znajde albo ostatni przypadek - musialam wlamywac sie do wlasnego komputera, bo
          takie sobie fajne haslo wymyslilam:)
          • Gość: Epiphany Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 212.244.180.* 23.12.04, 14:43
            Hi hi, ja też już potrafię się włamywać do zahasłowanych komputerów - nie
            mialam wyboru, musiałam się nauczyć ;> Najgorsze jest to, że to nieszczęsne
            hasło miałam zapisane na kartce!!! Do dziś nie wiem, czemu nie chciało
            zadziałać :) Na wszelki wypadek juz nie zakładam hasła (nie ma takiej
            potrzeby), ale dyskietkę ze stosownym wytrychem zatrzymałam - na wszelki
            wypadek, u mnie wszystko jest możliwe...
        • Gość: MISIACZKO Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 195.116.62.* 22.11.03, 14:43
          wyglądam idiotycznie za swoim biurkiem, kiedy to uparcie udaję ze ciezko
          pracuje, wymuchajac raz po raz zduszonym smiechem.
        • Gość: gerth Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.04, 13:17
          Całkiem niedawno gdy myłem sie pod prysznicem umyłem włosy, namydlilem sie spłukałem a potem.... umyłem włosy, namydliłem sie - bo zapomniałem czy już sie myłem :-))
          Na dodatek bylem tak roztargniony ze zdałem sobie z tego sprawe dopiero po południu.
          • Gość: seven_sisters Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.bulldogdsl.com 12.07.05, 12:10
            O rany, mi się to zdarza często!
            • Gość: mlekota Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 212.75.114.* 08.09.05, 14:21
              prawda, non-stop mam takie dylematy. czyli chory nie jestem
          • megaego Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 05.09.06, 09:52
            mój mąż robi to niemal codziennie
      • Gość: martynka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.lukowa7.waw.pl 12.01.04, 13:40
        Hmm, mi tez kilka razy zdarzyło się zapomniec psa. Raz nawet zjechałam windą na
        dół, bez psa i sama przed sobą roztoczyłam czarną wizję, że psa wciągnęło do
        szybu! co ja przeżywałam przez tą chwilę jazdy zpowrotem!
        Mój luby raz zapomniał psa sprzed sklepu, a że psina grzeczna to nawet nie
        szczeknęła!
        co do roztargnienia: miałam kiedyś w lato zapłacić rachunki, wzięłam papiery
        pieniądze i do windy. W windzie zawiązywałam sznurówki w butach, a że nie
        miałam kieszeni ,połozyłam wszystko na podłodze w windzie. Wyszłam tylko z
        rachunkami, zorintowałam się już w agnecji PKO! Pędem do windy, pieniędzy
        oczywiście brak.Po mnie wsiadał dziadek sąsiada, więc poszłam do niego , a o
        n , że znalazł tylko 50 zł (miałam 100). Do tej pory mówimy na niego :
        ścimniacz- złodziejaszek.
        Mój tatus odejchał kiedyś do pracy z teczką na dachu:))ale to zdarza się nawet
        w filmach ;)
        Ale najfajnieszy dowcip zrobiliśmy ojcu w Prima Aprilis - naszyliśmy mu na
        płaszcz tarcze szkolną (kto to jeszcze pamięta!!). Tatuś zorientował się w
        tramwaju ( jeszcze nie mieliśmy socreal auta:) kiedy jakas miła pani zapytała
        go:"A pan do której klasy chodzi?"
        • Gość: kasia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.olsztyn.mm.pl 08.09.05, 16:15
          oooooo no proszę skąd ja to znam......mojej połówce też zdarzyło się zostawić
          psa pod sklepem hehe :] cóż za roztargnienie...ciekawe co miał wtedy w siatach
          że było ważniejsze od psiaczka :p
          • Gość: zapominajka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.zgora.dialog.net.pl 22.09.05, 01:32
            Wybralam sie ostatnio do fryzjera. Wdrodze powrotnej, przez kilkadziesiąt minut
            delektowalam sie poczuciem,że widocznie jestem piekna w nowych wloskach skoro
            wszyscy wokolo tak mi sie przygladaja. Gorzka prawda objawila mi sie, gdy
            ujrzalam wlasne odbicie w przedpokoju...na mojej(pieknie wyeksponowanej przez
            nowa fryzure) twarzy znajdowalo sie kilka czarnych plam od sadzy, ktore sobie
            na dodatek artystycznie rozmazalam...:)))

            Psa jeszcze nie zgubilam, ale to chyba dlatego , ze nie zabieram go do
            sklepów,urzedow,chodze z nim tylko w oklicach domku ,a na dluzsze spacery
            zabiera go juz brat:)

            Moja parasolka od jakiegos czasu zawiera niezbedny dodatek w postaci
            przyklejonej informacji,ze wrazie znalezienia nalezy skontaktowac sie z numerem
            (podobnie rekawiczki) ...To działa. Polecam:) Zaoszczedzone w ten sposob
            pieniądze przeznaczam na ...spłate kar w biblitekach, do ktorych zapominam
            oddac ksiazek w terminie, oraz na bilety komunikacji miejskiej, bo niestety
            wciaz zdaza mi sie przejechac przystanek i musze robic dwa razy dluzsza trase ,
            zeby spoznic sie(zazwyczaj) na jakies spotkanie;)
        • Gość: ankaj Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.05, 14:55
          Z ta tarczą było super.Kiedyś to muszę wypróbowac .Jak znajdę tarczę.
      • neeki Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 22.01.04, 12:10
        moj ojciec kiedys zapomnial mamy z parkingu :p
      • kika781 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 05.08.04, 13:45
        swaq-80 napisała:

        > Kolega chce wyjść z psem, ubiera buty, bierze smycz: pies już merda ogonem,
        > otwiera drzwi, zamyla i schodzi po klatce schodowej. Po chwili wraca:
        zapomniał
        >
        > psa. A pies przed drzwiami głupiał - widziałam jego "minę"

        Ja miałam podobobnie,. U znajomych była niezła popijawa i wpadłam do nich z
        psem (a'la owczarek alzacki więc niemały). Tam się troche skaleczyłam i
        stwierdziłam że muszę wracać do domu, wziełam psa na smycz i wychodzę. Tak
        mniej więcej w połowie klatki usłyszałam śmiech znajomej i zorientowałam się że
        coś mi za lekko na smyczy, okazało się ze prowadze za sobą samą smycz z obrożą,
        psa brak :-))

        Tylko nie wiem czy to jeszcze roztargnienie czy już upojenie??
        • sol_bianca Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.12.04, 15:13
          Jezu normalnie nie wierzę,tyle ludzi psa zapomina? Ale mąż mojej znajomej pobił
          chyba rekord. Siedzę u tej znajomej, pijemy herbatkę, wchodzi mąż i mówi, że
          wyjdzie z psem. Wychodzi. Mija co najmniej pół godziny, nagle patrzymy, a pies
          się kręci po mieszkaniu. Męża nie ma. Znajoma z wrzaskiem wybiega z domu szukac
          męża... Przez te pół godziny chodził po osiedlu BEZ PSA. No, ale to roztragniony
          naukowiec jest :)
        • Gość: agi Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.05, 16:19
          Ja mialam chyba najbardziej wstydliwy przypadek...Jestem nauczycielka.Kiedys
          zalozylam do pracy sweterek zapinany na zamek blyskawiczny.Sweterek mialam
          zapiety prawie pod sama szyje, a pod spodem tylko...stanik.Podczas lekcji w
          klasie zrobilo sie goraco, wiec...rozpielam sweterek...Szybko sie zorientowalam
          (po minach uczniow) co robie:)Ubaw mieli (ja tez) przez caly miesiac!!!!:)
      • Gość: Lola Ola Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.dominet.pl / 217.30.157.* 11.01.05, 16:02
        Kiedyś zrobiłam sobie maseczkę na twarz, w między czasie zajęłam się czymś w
        kuchni no i przypomniało mi się, że czegoś nie ma więc poszłam do sklepu-nie
        zapomnę tego strachu w oczach ekspedientki i klientów gdy stanęłam w drzwiach..
        • Gość: aniczkamk Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.08, 21:56
          Lola popłakałam się ze śmiechu, zadzwiniłam do chłopaka żeby mu to
          przeczytać, ale przez jakieś 3 minuty nie mogłam wydusić z siebie
          słowa, bo tak się śmiałam.
      • sosna33 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 11.09.05, 21:28
        moja mama zostawiła psa uwiązanego pod sklepem, dopiero jak wróciła do domu
        zdziwiła sie, że pies jej nie wita, wtedy się zorientowała ze pies został pod
        sklepem
        • sosna33 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 11.09.05, 21:34
          mój mąż jak robił porządek w komórce/piwnicy wyniósł moje nowe buty zimowe na
          śmietnik, na szczęście w porę się zorientowałam i cichcem żeby nikt z sasiadów
          nie widział ze grzebię w smietniku zabrałam je do domu ufff
    • qian Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.10.03, 14:08
      1. Wróciłam maxymalnie wkur****ona po jakiejś kłótni w firmie z koleżanką. Jak
      to po pracy - postanowiłam pomimo wszystko coś zjeść i nastawiłam w półlitrowym
      garnku do gotowania 2 jajka. Usiadłam na kanapie i rozmyślam, co mogłoby mnie
      wprawić w lepszy nastrój. Oczywiście - jakiś nowy ciuch! Nie zastanawiając się
      wiele, tak jak stałam - wybiegłam z domu i sru w pociąg do Legnicy - bo to
      przecież nie mogły być zakupy byle jakie. Kiedy wróciłam do domu po 3 albo 4
      godzinach zobaczyłam w kuchni osmalony garnek a na dnie czarne już jajka, które
      groziły wybuchem. Strach pomyśleć, co by się stało, gdybym przyszła pół godziny
      później...
      • Gość: witaminki Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 21:51
        ja zrobiłam jeszcze lepszy numer - bardzo zajęta myśleniem o kłopotach w pracy
        chciałam ugotować mleko wylewając je z folii wprost na włączony palnik gazowy...
        • sol_bianca Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.12.04, 15:15
          No, a ja kiedyś robiłam herbatę. Wzięłam spodek, nasypałam na niego herbaty i
          zalałam wrzatkiem. Zapomniałam postawić szklanki!
          • Gość: :/ Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.04, 21:42
            hehe myślę"wypiłabym sobie herbatke" elagancko gotuję wodę ustawiam kubeczek
            zalewam.......taaak bez herbaty sama gorąca woda......
            to tradycja że w sklepie zamiast dziękuję(za zakupy albo resztę) mówię dzień
            dobry....ale mi głupio:]
            • Gość: H Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.05, 22:38
              Kiedyś pewien nasz profesor na "dzień dobry" odpowiadał "dobranoc" - ale to
              była zamierzona ekstrawagancja. Zresztą wszyscy faceta bardzo lubią - wyjątkowo
              aympatyczny człowiek - a na dodatek świetny specjalista.
            • maj15 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 10.07.05, 00:14
              dzisiaj rano: mąż zrobił pyszną kawkę, więc doleję sobie mleczka z kartonu
              (zawsze dodaję do kawy zwykłe mleko z kartonu), a że ostatnio zrobiłam zakupy w
              tesco, w którym kartony firmowe są identyczne - napiłam się rano kawy z odrobiną
              soku pomarańczowego...
              • Gość: Wojtek Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.04.07, 01:16
                Dobre.Co do kawy.Chodzila za mna dlugo.Parze.slodze za chwile
                prubuje,wypluwam,patrze.Zamiast slodzic posolilem !
                • estera.new Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 11.08.07, 21:43
                  haha, moja mama kiedyś zrobiła nam kawę z gorącej wody, którą miała
                  pozalewać ogórki do ukiszenia. Woda oczywiście była mocno słona ;)
                  • Gość: mika Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.icpnet.pl 16.10.08, 18:03
                    Moja siostra zrobiła sobie kanapki z masłem i dżemem, tylko, że zamiast zwykłego masła wzięła przygotowane przeze mnie na grilla masło czosnkowe
          • Gość: pani_żabka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.05, 22:05
            wybralysmy sie z kolezanka na herbate do kawiarni. Bardzo nieuprzejma kelnerka
            po jakichs 15 min. od zamowienia postawila przed nami dwie biale filizanki
            nakryte talerzykami, na talerzykach po torebce herbaty i lyzeczce. Super!!!!
            Tylko wody w filizankach nie bylo:( nawet zimnej....
          • Gość: choco Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.net.pl 05.04.06, 09:52
            moja mama postawiła szklankę do góry dnem i zalała wrzątkiem i tez się bardzo
            dziwiła że cos ta szklanka sie bardzo szybko napełniła wodą,że aż po ściankach
            cieknie :P
        • Gość: wungiel_weśta Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.chello.pl 25.11.05, 01:48
          Ja miałam podobną akcję

          W knajpce, przy barze piliśmy ze znajomymi tequillę, a że podczas konsumpcji
          trzeba się skoncentrowac na tylu składnikach: nasypać sobie sól na łapkę,
          wypić, zagryźć cytrynką... to się trochę pogubiłam. I co zrobiłam? Elegancko
          wwlałam zawartość kieliszka na dłoń ;-) Pół baru ryczało ze śmiechu (drugie pół
          było zbyt pijane)

          Pozdrawiam wszystkich roztargnionych - bez nas świat byłby nudny ;-)
          • Gość: asia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.08.07, 14:03
            mieszkam z samymi babami, zazwyczaj wstaje pierwsza i robie
            wszystkim kawke. ktoregos dnia, kiedy mialam zajecia jakos
            wczesniej, moja najlepszejsza przyjaciolka wstala, zrobila
            kawe..wypila i mysli sobie "kurcze jak aska zrobi kawe rano to jakas
            lepsza, ta jest okropna", kiedy juz wypila z dna kubka usmiechaly
            sie do niej resztki zupki grzybowej w proszku z poprzedniego
            wieczoru.. od tej pory wierzyla jednak w moje cudowne zdolnosci
            parzenia kawy :)
        • kkk Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 06.09.06, 13:32
          ---moja mama nagminnie zostawia zakupy w szafkach w hipermarketach ( takie,
          które kupiła gdzieś indziej) czasami sobie przypomina i po nie wraca ale kto
          wie, ile razy nie wróciła...?? bo czasami znajduje jakiś mały kluczyk w
          kieszeni----"skąd on się wziął???"
          ---zapomina też czasem zabrać psa spod sklepu......nie wiem jakim cudem--on
          zawsze tak głośno szczeka :D
          ---kolega poszedł wypłacić kasę z bankomatu a że jest BARDZO roztargniony
          zapomniał owych pieniędzy zabrać...nie wiem o czym myślał tak intensywnie.
          Zorientował się dopiero jak mu kasa wróciła na konto... ( po jakimś czasie nie
          zabrane pieniądze cofają się do bankomatu. Na szczęście!!
          ---mój mąż zapomniał mnie kiedyś zabrać z parkingu!!! Jechaliśmy do pracy jak
          zawsze, on wychodzi wcześniej, zanim wyjedzie z garażu ja schodze na dół i
          czekam na parkingu.Patrzę a on mija mnie i pędzi w kierunku
          wyjazdu...zbaraniałam...:D na szczęście po jakimś czasie zawrócił
          ---często też automatycznie wybieram nr tel. kom. szefa chcąc zadzwonić do
          męża...dobrze że w porę odłożyłam słuchawkę bo prawie powiedziałam
          kiedyś "cześć Miniu!", czasem też szefo oddzwania i pyta co chciałam--a ja
          ściemniam, że już nic , że to nieaktualnie i cośtam się pultam.......:D
          • Gość: aaaaaa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 88.220.124.* 29.09.08, 17:50
            apropos telefonu... cały dzień siedzę w pracy przed kompem więc wysyłam smsy z
            bramki,kiedyś wysyłam smsa do męża w treści pisząc co mu zrobię wieczorkiem w
            łóżeczku i pac.... wklepałam z pamięci numer nie męża tylko szefa!!!
        • kkk ja 06.09.06, 13:33
          ---moja mama nagminnie zostawia zakupy w szafkach w hipermarketach ( takie,
          które kupiła gdzieś indziej) czasami sobie przypomina i po nie wraca ale kto
          wie, ile razy nie wróciła...?? bo czasami znajduje jakiś mały kluczyk w
          kieszeni----"skąd on się wziął???"
          ---zapomina też czasem zabrać psa spod sklepu......nie wiem jakim cudem--on
          zawsze tak głośno szczeka :D
          ---kolega poszedł wypłacić kasę z bankomatu a że jest BARDZO roztargniony
          zapomniał owych pieniędzy zabrać...nie wiem o czym myślał tak intensywnie.
          Zorientował się dopiero jak mu kasa wróciła na konto... ( po jakimś czasie nie
          zabrane pieniądze cofają się do bankomatu. Na szczęście!!
          ---mój mąż zapomniał mnie kiedyś zabrać z parkingu!!! Jechaliśmy do pracy jak
          zawsze, on wychodzi wcześniej, zanim wyjedzie z garażu ja schodze na dół i
          czekam na parkingu.Patrzę a on mija mnie i pędzi w kierunku
          wyjazdu...zbaraniałam...:D na szczęście po jakimś czasie zawrócił
          ---często też automatycznie wybieram nr tel. kom. szefa chcąc zadzwonić do
          męża...dobrze że w porę odłożyłam słuchawkę bo prawie powiedziałam
          kiedyś "cześć Miniu!", czasem też szefo oddzwania i pyta co chciałam--a ja
          ściemniam, że już nic , że to nieaktualnie i cośtam się pultam.......:D
      • Gość: ola1444 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.05, 21:21
        ja śpiesząc się do wyjścia zostawiłam właczone żelazko w domu...na 3 dni.Po
        powrocie w domku był taki zaduch że do tej pory mnie dziwi jak nic nie poszło z
        dymem
        • mamuska_samuska Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 02.10.05, 22:50
          Juz nie powiem o nagminnym wchodzeniu do danego pomieszczenia z jakims
          zamiarem, ale gdybym tylko mogla sobie przypomniec CO ja wlasciwie chcialam
          zrobic; ciagle wyrzucanie do smieci tego czego nie trzeba, np. rozbijanie jajka
          i wyrzucanie go do smieci a skorobke do miski (czy czego tam); Jezdze dosc
          daleko do pracy komunikacja miejska. Miedzy innymi przesiadam sie z jednej
          linii metra na druga. Musze zejsc/wejsc po schodach na nastepny peron, ktory
          jest 2-stronny, czyli odjezdzaja z niego pociagi w dwoch kierunkach. Nieraz
          znazylo mi sie zejsc/wejsc schodami "nie w tym kierunku co zwykle" i w
          konsekwencji wsiasc do pociagu w przeciwnym kierunku niz zamierzalam. Udalo mi
          sie kiedys upiec ciasto pez proszku, raz kiedys bez jajek - w obu przypadkach
          byly nizbedne te skladniki ;) ... i wiele, wiele innych przypadkow :(
          • Gość: braat1 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.centertel.pl 31.03.06, 08:11
            > Juz nie powiem o nagminnym wchodzeniu do danego pomieszczenia z jakims
            > zamiarem, ale gdybym tylko mogla sobie przypomniec CO ja wlasciwie chcialam
            > zrobic

            Tez tak czasami mam, ale jest na to dobry sposob (przynajmniej u mnie
            dziala :)). A mianowicie wychodze z pokoju i wchodze jeszcze raz, w 80%
            przypadkach mi sie przypomina co mialem zrobic :)
          • joanna182-0 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 11.12.08, 12:11
            ja kiedyś zapomniałam masła dodać i dziwiłam, się dlaczego to ciasto
            nie chce się utrzeć. zorientowała się zaraz po włożeniu do
            piekarnika. wyszedł całkiem dobry zakalec.
      • Gość: iwi Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.tele2.pl 03.10.05, 22:22
        To ja dorzucę swoje dwa z takich kuchenno-gospodarczych:
        1. Zapalalam kuchenke gazową zapalka. Zapalilam i podnioslam zapalona zapalke
        do ust, zeby ja zdmuchnac, ale w tym czasie zdarzylam sie zamyslic. Wiec
        poparzylam sobie usta.
        2. Rozbieram sie zmeczona wieczorem w lazience, sciagam biustonosz, podnosze
        klapke od kosza na pranie i wrzucam tam biustonosz, opuszczam spowrotem kalpke
        kosza. Po chwili uswiadamiam sobie, ze wrzucilam biustonosz do muszli
        klozetowej.

        Jeszcze jedno, ale to juz moj kot: robie pranie w lazience, wyciagam w tym celu
        wszystko z kosza, zeby posegregowac. Moj kot mi chce potowarzyszyc, wskakuje na
        kosz na bielizne, zeby sobie na nim podrzemac. Nie zauwazyl, ze kosz jest
        otwarty i wpada do pustego, wysokiego na metr kosza. Takiej zdumionej miny to
        jeszcze nie widzialam u zadnego zwierzaka.
        • Gość: iwi Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.tele2.pl 04.10.05, 09:32
          Przepraszam za ortografa - oczywiscie zdążyłam, a nie zdarzylam. Zawsze jak
          pisze bez polskich ogonkow, to robie bledy:(.
          No i oczywiscie chodzi o klapke, a nie kalpke.
      • Gość: iwi Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.tele2.pl 04.10.05, 09:26
        To ja dorzucę swoje dwa z takich kuchenno-gospodarczych:
        1. Zapalalam kuchenke gazową zapalka. Zapalilam i podnioslam zapalona zapalke
        do ust, zeby ja zdmuchnac, ale w tym czasie zdarzylam sie zamyslic. Wiec
        poparzylam sobie usta.
        2. Rozbieram sie zmeczona wieczorem w lazience, sciagam biustonosz, podnosze
        klapke od kosza na pranie i wrzucam tam biustonosz, opuszczam spowrotem kalpke
        kosza. Po chwili uswiadamiam sobie, ze wrzucilam biustonosz do muszli
        klozetowej.

        Jeszcze jedno, ale to juz moj kot: robie pranie w lazience, wyciagam w tym celu
        wszystko z kosza, zeby posegregowac. Moj kot mi chce potowarzyszyc, wskakuje na
        kosz na bielizne, zeby sobie na nim podrzemac. Nie zauwazyl, ze kosz jest
        otwarty i wpada do pustego, wysokiego na metr kosza. Takiej zdumionej miny to
        jeszcze nie widzialam u zadnego zwierzaka.
        • evamarija Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 09.08.06, 16:13
          To dopiero rotargnienie iwi - dwa razy wyslala to samo, z tym ze w odstepie
          kilku ladnych godzin.
          A wpisze sie tu: moj kot wpadl do akwarium z woda - nie zauwazyla ze zdjelam
          szybe bo mialam myc akwarium. Tez byla zdziwiona, chyba tak bardzo ze fakt bycia
          mokrym jakos pominela.
          Spiszylam sie na egzamin: wsiadam w 9 bo szybciej i mysle: musze sie przesiasc
          na jeden przystanek przed szkola w 5 albo 7. Podjezdzamy do tego przystanku, o
          znajomi ze szkoly, pomachalam i pojechalam dalej... wysiadlam na nastepnym zla
          ze sie spoznie i dyla z powrotem. Jestem, uff, znajomi juz pojechali, trudno.
          Jedzie tramwaj, radosc bo chyba zdaze na egzamin. Podekscytowana wsiadam a tu
          znow w zly zakret bo 9. Wysiadam na nastepnym przystanku i prawie ryczac ze
          zlosci pod gore do szkoly na piechote.
          • Gość: justytka univerek szczecinski IP: *.chello.pl 14.08.07, 11:52
            zgaduje: jechałaś na szczeciński Univerek przy Mickiewicza?
            jeśli tak, to mamy dużo wspólnego.. :D
      • zwierze_futerkowe Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 29.04.08, 19:20
        U mnie to już norma, niestety: kotleta lub rybę z patelni na talerz, na stół do
        pokoju i mniam-mniam, a tłuszcz na patelni fajczy się śliczniutko na
        niezgaszonym gazie...
    • qian Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.10.03, 14:32
      2.Kiedyś tam mój mąż po powrocie z zagranicy postanowił pokazać mi, jak
      wspaniałym daniem są krewetki. Obleciał pół miasta w poszukiwaniu tego
      wspaniałego przysmaku, aż w końcu znalazł je w jakimś rybnym i ucieszony
      niezmiernie tym faktem postanowił uderzyć z grubej rury - kupił pół kilo (co tu
      się rozdrabniać). Przyszedł po mnie do pracy, ale ponieważ do mojego wyjścia
      pozostało trochę czasu, zaniosłam mu tą reklamówkę do szatni. Oczywiście szybko
      zapomniał o tych krewetach i kiedy ja zamykałam jeszcze wszystkie zamki i drzwi
      w pracy, postanowił mnie wyręczyć, wyrzucić śmieci na pobliski smietnik,
      wypalić fajkę na dworze i tamże na mnie poczekać. W jedną więc ręke dostał
      worek ze śmieciami, w drugą - swoją reklamówkę z krewetkami, a ponieważ myślał,
      że to też śmieci - wypierniczył obie. Z kolacji nici.
      • Gość: Mariusz smieci IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 16.01.05, 12:26
        Jechalem kiedys na dzien dziecka do znajomych. Kupilem droga elektryczna
        zabawke.Wychodze z domu z plecakiem, w jednej rece smieci, w drugie torba z
        prezentem... zorientowalem sie juz na miejsu(po 2h)ze niem mam prezentu dla
        dzieciaka... Zadzwonilem do kolezanki z pracy, i poprosilem ja, by wyjela ta
        reklamowke z kontenera (byla noc, wiec pewnie nikt nie wyrzucal smieci).Gdy
        grzebala w kontenerze zatrzymala ja policja....
        Czego sie nie robi dla znajomych!
        • maj15 Re: smieci 10.07.05, 00:19
          jako dziecko, w latach głębokiej komuny,wielkiego kryzysu itp. wyrzuciłam do
          kosza upragnionego loda "śnieżynkę" pozostając na ulicy z papierkiem w ręku...
    • qian Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.10.03, 14:42
      3. Mój mąż miał kupić w sklepie 2 piersi kurze na obiad. Nim przyszła jego
      kolej w ogonku, pomylił się i zamiast powiedzieć: "poproszę 2 piersi z
      kurczaka" powiedział: "poproszę 2 piersi z indyka" - w końcu jedno i drogie to
      ptak... Bardzo się zdziwił, po co nam tyle mięsa na obiad...
      • Gość: jujelka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.dip.t-dialin.net 07.03.05, 12:37
        przyszlam po synka do przedszkola,wiekszosc rodzicow odebrala swoje pociechy,a
        ja patrze ze zgroza na wiszaca kurtke synka a na wierzchu przyczepione o rzep
        moje stringi krokiem na wierzch,myslalam ze zapadne sie pod ziemie.....
      • emka1014 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 08.01.06, 16:07
        moja ciocia poszla do sklepu i poprosila o sok pomaranczowy po chwili gdy
        sprzedawca juz go podal ona sie pyta a zczego on jst? Ta sama ciocia jechala na
        rondzie w odwrotnym kierunku, a kiedys to przejechala przez przejazd
        niestrzezony jak jechal pociag byl juz bardzo blisko a ona niczego nie
        zauwazyla dopiero uswiadomil ja jej maly synek okrzykiem "o pociag". Moja
        siostra wyszla do sklepu w spodniach ubranych na lewa stone i nawet sie
        zapiela!!!
    • Gość: vik Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.chello.pl 04.10.03, 15:15
      Jeszcze mi się przypomniało jak zgubiłem psa. W szczytowym okresie mieliśmy,
      aż trzy. Wracałem ze spaceru, wsiadłem do windy, dojechałem na piętro,
      otworzyłem drzwi. I nagle zobaczyłem zdziwioną minę ojca... Trzeci pies został
      na parterze, musiał się strasznie głupio czuć, kiedy mu zamykałem drzwi od
      windy przed nosem. I jeszcze patrzył z wyrzutem, gdy zjechałem na parter...
      • piasia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.10.03, 15:54
        Super wątek.

        Zapominanie o psach to już klasyka. Moja mama wróciła ze spaceru z Szeryfem i
        Puśką. Przygotowała im miski, postawiła - Szeryf jak zwykle na stanowisku. A
        puśki nie ma. Woła ją, woła: Pusieńko, chodź jeść! A tu cisza, Puśki nie ma. W
        końcu wyjrzała na korytarz, a tam Puśka, nieco zdezorientowana - wołają a nie
        wpuszczają.

        Moje mistrzostwo: postanowiłam zadzwonić z pracy do koleżanki i umówić się na
        jakies babskie ploty. Wykręciłam numer, grzecznie spytałam, czy jest Asia,
        dowiedziałam się że nie ma, pożegnałam się i odłożyłam słuchawkę. Dwie minuty
        później zadzwoniła moja mama, z pytaniem, czy dobrze się czuję. Okazało się, że
        zadzwoniłam do siebie do domu i spytałam o siebie (i ja i koleżanka mamy na
        imię Asia).
        • Gość: Dzidka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 04.10.03, 16:09
          O, to wczoraj wykonałam bardzo zbliżony numer :-)
          Zadzwoniłam do przyjaciółki spod Szczecina. (nb ona też Asia i ja też Asia) A
          ona jak ona, rozgadała się jak maszyna i gada, gada, gada... 2 minuty... 5
          minut... 10... 14... Ponieważ
          jestem na skraju bankructwa, zaczęłam się obawiać o rachunek. Więc słucham,
          co ona gada, gada, gada, i wykoncypowałam, że zadzwonię ze swojej jednej
          komórki na drugą, a gdy ona w stacjonarnym telefonie usłyszy, że u mnie
          dzwoni, to będę mogła się pożegnać (stary numer). Złapałam za komórkę,
          otworzyłam książkę telefoniczną i... wybrałam _jej_ numer komórki :-DDD
          I tak czekam, aż _moja_ zadzwoni, i słyszę nagle, że gdzieś w tle dzwoni
          _jej_ komórka :-DDD Nawet sobie pomyslałam, co za zbieg okoliczności, że i u
          niej dzwoni, łatwiej będzie zakończyć rozmowę :-DD Asia przeprosiła mnie na
          moment, po czym słyszę zdumione: "Ależ to Ty do mnie dzwonisz!!!!!"
          • marijohanna Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.10.03, 17:04
            dzidka!!

            niezle! :))))))
            hehe...placze ze smiechu:))
            • Gość: Ulka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.12.04, 00:10
              Mąż mojej koleżanki zawoził ją do szpital, do porodu. Gdy na parkingu wysiadła
              z samochodu, powiedział jej cześć, wsiadł i odjechał:))))
          • Gość: imbir_girl Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 28.04.04, 23:15
            :))))))) prawie sie udusiłam, ze śmiechu rzecz jasna :D

            niezłe niezłe :)))))))
          • Gość: Pomarańczka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.hr.hr.cox.net 30.06.04, 01:52
            A przy okazji komórek...
            Koleżanka miała dokładnie ten sam model komórki co jej mąż. Usiadła sobie razu
            pewnego z obiema w rękach i pomyślała, że sprawdzi jaki dzwonek ustawił sobie
            aktualnie jej małżonek. Zadzwoniła z jednego telefonu na drugi...
            A skoro telefon zadzwonił... To odebrała. :-)
            • sol_bianca Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.12.04, 15:22
              No to o komórkach:
              Byłam na imprezie. Rano wracam do domu a moja mama do mnie: "dlaczego
              zadzwoniłaś do mnie o trzeciej w nocy i nawet się nie odezwałaś, tylko odłozyłaś
              słuchawkę?" Ja: totalne zdziwienie, przysięgam że nie dzwoniłam, mama oczywiście
              zaczęła podejrzewać że tak się spiłam że nie pamiętam co robiłam... Okazało się,
              że kumpel mający taki sam model komórki próbował dodzwonić się do SWOICH
              rodziców, nie dość że pomylił komórki, to wybrał z książki telefonicznej "mama".
              • Gość: agnes Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.krak / *.crowley.pl 27.10.05, 14:19
                to właściwie nie roztargnienie ale pomyłak. rzecz miała miejsce w przykrym
                czasie bo na pogrzebia, ale naprawde do dzisiaj moja mamę i mnie doprowadza do
                łez (śmiechu).
                pojechałam zmama na pogrzeb starszego już mocno wujka do poznania. w mieście
                tym mieszka duzo ciotek, wujków, kuzynów itp. od strony mamy, ale poniewaz
                nieczesto tam bywamy wiekszości nie znamy albo zdazylismy zapomniec jak
                wygladaja. stoimy sobie pod kościolem, atmosfera jak to na pogrzebach dość
                ciezka no i różne ciotki przypominaj mojej mamie o swoim istnieniu: " viola,
                nie pamietasz mnie?? to ja ciocia krysia itp.", po paru takich babkach, mama
                sama podeszla do jakiejs pani ( fakt, ze wygladala tak ok 60) i
                mówi" "przepraszam, czy pani tez jest moja ciocia?", na co zapytana przez
                zeby " nie viola to ja, twoja kuzynka małgosia.., razem na wakacje
                jezdzilysmy". hehe nie wiem czy to brzmi śmiesznie jaks ie czyta, ale najlepsza
                mine miała moja mama, ktora własnei sobie uzmysłowila, ze dodal swojej kuzynce
                20 lat.
                pozdrawiam
          • kika781 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 05.08.04, 14:14
            Gość portalu: Dzidka napisał(a):

            > O, to wczoraj wykonałam bardzo zbliżony numer :-)
            > Zadzwoniłam do przyjaciółki spod Szczecina. (
            a'propos telefonów tomiałam dwa niezłe numery:

            Byłam na 18-stce u kumpelki, sporo ludzi, impreza sie kręciła do rana. Rano
            miałam być w domu. Wiadomo poprawiny itd. to się niechce jeszcze wracac
            szczególnie za małolata. No wiec wymyśliłam że zadzwonie do domu i coś
            pościemniam - specjalistka w koncu - jak pomyślałam tak zrobiłam. Odebrała
            mama, a ja do niej że nie przyjadę bo nam się zamek w drzwiach przekręcił, w
            oknach kraty, nie ma się jak wydostać i czekamy na ślusarza. Po mojej długiej
            perrorze rodzicielka mi uwierzyła. Ale - mówi - podaj mi numer spod jakiego
            dzwonisz (kom. wtedy rzecz mało nieznana). Na co ja przejęta - Nie moge mamusiu
            bo z budki dzwonię!! 15 osób, siedzacych dotąt jak trusie gruchnęło śmiechem,
            mama rzuciła słuchawką a ja się zorientowałam jaką bzdurę palnełam.

            2. Chciałam zadzwonić na zegarynkę ale odruchowo wybrałam nr. mojego ówczesnago
            lubego, po usłyszeniu jego głosu w słuchawce niespecjalnie zdziwiona spytałam:
            O, a co ty teraz zapowiadasz godziny?

          • myia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 21.10.05, 23:39
            co do roztargnienia z telefonem to chyba mnie nikt nie pobije...
            kiedys poszlam do budki zeby zadzwonic do kumpla a tu mi komura dzwoni w
            torebce nie dosc ze sama do siebie zadzwoniłam to jesczze odebrałam - ze
            sluchawka automatu przy uchu odbieram telefon przy drugim
        • Gość: baba Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.acn.pl / *.acn.pl 04.10.03, 16:21

          Psy to psy, ale identyczny numer jak z Puska mielismy przedwczoraj z naszym
          2-latkiem !!!
          Wracalismy do domu cala rodzina (we 4ke), a dziecie tuptalo kolo nas. Z powodu
          zamieszania przy drzwiach (swiatlo, siusiu), nie zauwazylismy, ze syncio nie
          wszedl i zamknelismy drzwi. Po minucie szukam dziecka, zeby je rozebrac i
          slysze tylko przytlumione zawodzenie. Obszukalam wszystkie katy, zanim wpadlam,
          co jest :-)
          PZDR
        • Gość: ja Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 193.29.205.* 12.07.05, 09:35
          MISTRZOSTWO!!!
        • Gość: kaptan Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.06, 17:36
          1) na stacji kolejowej zamiast spytac dokad jedzie ten pociag uraczylam
          kolejarza pytaniem "gdzie jest pciag" 2) wsiadlam do autobusu i gdy kierowca
          spytal sie "dokad?" uswiadomilam sobie ze zapomnialam 3) za czasow liceum
          postanowilam zadzwonic do mojej kolezanki z pytaniem czy idzie ze mna na wagary
          i dodzwonilam sie z tym pytaniem do mojego dziadka 4)rozmawialam z kolega przez
          gg rozmowa dobiegala do konca mialam mu zyczyc powodzenia na kolokwium i
          poinformowac iz ide robic z przyjaciolmi gofry zastosowalam wiec skrot myslowy -
          "powodzenia robic gofry" 5)kolezanka budzona przez ojca po calonocnej nauce do
          sprawdzianu z matematyki na jego stwierdzenie iz dzwoni jej budzik
          odpowiedziala"to nie dzwoni budzik tylko wzor skroconego mnozenia" 6)kolezanka
          pyta w sklepie czy sa bulki - nie ma -odpowiada ekspedientka kolezanka"to
          poprosze 3" 7)kolezanka pyta w sklepie - sa drozdzowki z makiem?? -sa
          kolezanka - to poprosze z serem...
          • niemyliczoslem Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 10.11.06, 22:41
            kiedys pojechalam z kolezanka na kilkudniowy odpoczynek. poszlysmy na poczte,
            bo pomyslalysmy, ze fajnie bedzie wyslac jakas kartke i trzeba kupic znaczki.
            jednak przed kasa sie rozmyslilam,pani zajela sie swoimi sprawami. ladnych pare
            minut czekalam, zbulwersowana zachowaniem pani z okienka, az pani oderwie sie
            od swojego zajecia i do mnie podejdzie. chcialam nawet glosno sie oburzyc na
            chamskie zachowanie, wstyd mi teraz bardzo
          • Gość: merlin6 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 80.50.135.* 22.12.13, 00:03
            MASAKRA :):):):):):):):):):):):)
      • Gość: m77 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.stalowa-wola.sdi.tpnet.pl 09.10.03, 22:28
        mam dwa psy a czasem pozyczam trzeciego od tesciowej.jezdzimy sobie na
        spacerki - do lasu na łąkę... raz pojechalismy nad rzeke - uwielbiaja to. a tam
        niespodzianka - znajomi. pala ognisko, czestuja nas kielbaska. czas mija...
        mowią: szkoda ze nie przywiezliscie psow. patrze na męża - olsnienie - pedzimy
        do samochodu - trzy smutne mordki patrza z bagaznika... sa to niewielkie pieski
        typu chihuahua, ale i bagaznik niewielki - honda prelude - czyli sedan. teraz
        zmienilismy na kombi.
    • Gość: marioSZ Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.telan.pl 04.10.03, 17:00
      miałem kiedyś na kursie nauki jazdy kursantkę, która często "odłaczała się"
      podczas szkolenia. Czekam na nią kiedyś dobre 20 minut a tu jej nie ma. Po
      chwili wpada zziajana i mówi że spóźniła się bo czekała przed sygnalizatorem na
      przejsciu dla pieszych. Jako że światło nadal było czerwone a samochody
      przejeżdżają to czekała nadal. Światła nie zmieniało się dość długo to się
      zamyśliła. Po 15 minutach kiedy wróciła do rzeczywistości zorientowała się że
      sygnalizator był na przycisk.
    • Gość: ByeBara Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.in.zabkowska.pl / *.zabkowska.pl 05.10.03, 02:30
      Włożyłam masło do szafy, a koc do lodówki. Oprzytomniałam, kiedy nie chciała
      sie domknac.
      Wychodząc z domu wzięlam ze soba torbę foliowa ze śmieciami, żeby je wyrzucic.
      Zawiozłam je o pracy. Pól miasta tramwajem w godzinach szczytu!
      • kociubek Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 13.04.04, 22:34
        dobre....
        ja poszłam na zakupy z reklamówka wypchana śmieciami i dopiero w sklepie
        zorientowałam sie co je grane.
        a notorycznie spaceruje z moja pociecha w wozku i jego siurkami lub kupka w
        reklamówce w koszyczku wózka. nieraz wracam z zawartoscia koszyczka spowrotem
        do domu:))))
    • Gość: Rozmarzona Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.4web.pl 05.10.03, 13:03
      Wracałam samolotem z Paryża. Rozanielona witam się ze stęsknioną rodziną.
      Rozdaję Bonjour na prawo i lewo. Nagle ktoś zadaje mi pytanie:
      - A bagaże to gdzie masz?
      Nie miałam. Jeździły sobie wkoło po taśmie na odprawie. Zapomniałam o nich.
      Wróciłam po nie idąc w odwrotnym kierunku niż wszyscy pasażerowie. Teoretycznie
      jest tam przejście tylko w jedną stronę... ale tylko teoretycznie ;-))
      • Gość: piasia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 2.4.STABLE* / 10.30.68.* 05.10.03, 15:34
        Śmieci do pracy, wow ;))))

        Nakręciłam wlosy na termoloki, ubrałam się, zrobiłam makijaż (cały czas
        pamiętając, żeby te wałki trzymac jak najdłużej), włożyłam buty, złapałam
        torebkę, rzut oka w LUSTRO - i wyszłam z domu. Na schodach odgarnęłam z czoła
        jakiś niesforny kosmyk - i ręka mi się zaczepiła o wałek. Zapomniałam zdjąć.
        Jak ja patrzyłam w to lustro, że tego nie widziałam?

        Sprzed lat (gdy w kraju była bida, a na pólkach nic)
        Wracaliśmy z wyjazdu-tournee po Europie. Każdy miał bagażu więcej niż był w
        stanie sam udźwignąć, średnio po cztrey wielkie torby i kilka reklamówek z
        zakupami. Po przyjeździe do kraju wypakowaliśmy się z autokaru, każdy
        zgromadził swoje bagaże - została jedna reklamówka z owocami - banany,
        pomarańcze, ananas - nieosiągalne na polskim rynku rarytasy. Dobrą chwilę
        stałam z tą siatką i pytałam czyje to jest, zanim sobie uprzytomniłam, że moje.
        Na szczęście miałam uczciwych kolegów ;)Nikt się nie połakomił na cudze
        frykasy ;)

    • a-ndrzej Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 05.10.03, 17:20
      Wczoraj przyjechalem z zakupow, qwyladowalem siaty z bagaznika i do domu.
      Stanalem przed drzwiami wejsciowymi do klatki (domofon), wciskalem guzik na
      pilocie od samochodu i sie szarpalem z klamka. Pomyslalem najpierw ze siadla
      bateria, wiec ja wyjalem i zaczalem dociskac mocniej. Drzwi nie otwieraly sie
      nadal. Z gory szedl sasied, otworzyl drzwi i jakos dziwnie na mnie popatrzyl.
      Wykorzystujac okazje wszedlem do domu i powiedzialem do zony kilka
      niepochlebnych slow o administracji osiedla. Gdy mialem pojechac do CPN po nowa
      baterie, nagle przyszlo olsnienie. Pilot otwiera wprawdzie auto, ale za cholere
      nie da rady drzwiom od klatki:))
      Teraz zastanawiam sie jakie mineraly trzeba uzupelnic w organizmie, zebym jutro
      nie probowal otwierac pilotem do samochodu konserwy.
      • marijohanna Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 05.10.03, 19:03
        Pisalam kiedys program. sypal mi sie ciagle i siedzialam kilka godzin przy
        komputerze. w koncu chcialam poszukac jakiegos gotowego algorytmu i stanelam
        przed moja bogata biblioteczka (taka prawdziwa, czyli regal z ksiazkami).
        zaklelam szpetnie: gdzie jest k...a ta klawiatura, coby przycisnac ctrl+F
        (find) w celu znalezienia ksiazki oczywiscie :))...
        • xamel Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 13.10.03, 19:21
          marijohanna napisała:

          > Pisalam kiedys program. sypal mi sie ciagle i siedzialam kilka godzin przy
          > komputerze. w koncu chcialam poszukac jakiegos gotowego algorytmu i stanelam
          > przed moja bogata biblioteczka (taka prawdziwa, czyli regal z ksiazkami).
          > zaklelam szpetnie: gdzie jest k...a ta klawiatura, coby przycisnac ctrl+F
          > (find) w celu znalezienia ksiazki oczywiscie :))...
          boskie ROTFL
          • Gość: malaaga Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 30.03.05, 19:49
            marijohanna napisała:

            > Pisalam kiedys program. sypal mi sie ciagle i siedzialam kilka godzin przy
            > komputerze. w koncu chcialam poszukac jakiegos gotowego algorytmu i stanelam
            > przed moja bogata biblioteczka (taka prawdziwa, czyli regal z ksiazkami).
            > zaklelam szpetnie: gdzie jest k...a ta klawiatura, coby przycisnac ctrl+F
            > (find) w celu znalezienia ksiazki oczywiscie :))..

            Ja tez cos w tym stylu. Luby kupil nowa obudowe od kompa i sie zastanawialam jak
            pokazac rodzince w innym miscie jak fajnie swieci. (nie mam aparatu) ... i
            wymyslilam: zrobic print screena i wyslac mailem! jak to powiedzialam luby
            prawie zlecial z krzesla i zakazal podchodzenia do kompa.
            • Gość: choco Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.net.pl 05.04.06, 10:28
              Kupiłam elektryczna szczoteczke do zębów i mam już ja dośc długo, ale czasem
              zdarzy mi się użyć normalnje szczoteczki i bardzo dziwne rzeczy sie dzieją
              1) włożę szcoteczkę do buzi i czekam az się włączy
              2) szoruję te zęby i szoruję a ona nie chce się wyłączyć po tych dwóch
              minutach :P często myję zęby nawet kilka minut :D
        • Gość: Konefka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 217.153.87.* 14.11.03, 14:10
          Kilka dni temu bylam w hipermarkecie. Z okazji urodzin urzadzili promocje, ze
          kupon (po zrobieniu zakupow na kwote 40 zl) wrzuca sie do urny i mozna wygrac
          samochod. Wypelnilam kupon, podpisalam sie i za cholere nie moglam sobie
          przypomniec jaki to mamy rok? Szeptem zapytalam sie meza, on zdziwony
          odpowiedzial mi, ze moze jestem przemeczona i powinnam porozmawiac z lekarzem...
        • Gość: huckleberry Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.08.04, 01:00
          to ja chciałam zadzwonic z domowego raz na klucze potem na ksiazke ktorej nie
          mogłam znalezc, tak jak sie puszcza sygnał na własna komorke ktora gdzies w
          domu sie zapodzieje.
          Wstawiłam do piekarnika ofoliowaną pizze, nasypałam do ekspresu kawy
          rozpuszczalnej. Zdazało mi sie tez wyjsc do szkoły bez plecaka i po zapłaceniu
          za zakupy zostawic je na ladzie.
          • Gość: evvva Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.pool8248.interbusiness.it 15.06.05, 22:15
            Mnie sie zdarza robic to samo. Puszczam sygnal z telefonu w poszukiwaniu:
            ksiazki, kluczy portfela itd :) Potem sie lapie ze to przeciez tylko komorke ta
            moge znalezc :)
            poxzdrawiam
        • Gość: mal Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 30.03.05, 19:46
          marijohanna napisała:

          > Pisalam kiedys program. sypal mi sie ciagle i siedzialam kilka godzin przy
          > komputerze. w koncu chcialam poszukac jakiegos gotowego algorytmu i stanelam
          > przed moja bogata biblioteczka (taka prawdziwa, czyli regal z ksiazkami).
          > zaklelam szpetnie: gdzie jest k...a ta klawiatura, coby przycisnac ctrl+F
          > (find) w celu znalezienia ksiazki oczywiscie :))..
        • Gość: asia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.08.07, 14:10
          a ja ostatnio w kinie usilnie szukalam na kolanach spacji zeby
          zatrzymac film na chwilke..
          • klymenystra Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 10.08.07, 17:21
            aa, ja zawsze szukam pilota, zeby sciszyc :D
            • yabol428 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 24.11.07, 23:08
              Natomiast ja, odkąd mam nową lodówkę (niestety chodzi dość głośno, w przeciwieństwie do poprzedniej, made in PRL, która działała wręcz beszelestnie) to często usiłuję ją "ściszyć" przy pomocy tego pokrętła do regulowania temperatury :)
          • zwierze_futerkowe Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 29.04.08, 20:02
            Mam jednego pilota do DVD i do telewizora; ostatnio, oglądając CSI w Polsacie,
            jakoś nie nadążyłam za akcją i zaczęłam wciskać REV i wściekać się, dlaczego nie
            działa...
      • quba Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 10.10.03, 18:05
        a-ndrzej napisał:


        > Teraz zastanawiam sie jakie mineraly trzeba uzupelnic w organizmie, zebym
        jutro
        >
        > nie probowal otwierac pilotem do samochodu konserwy.


        nagminnie usiluje sciszyc za pomoca telefonu komorkowego telewizor
        i qurde ! zawsze sie dziwie ze to sie nie udaje!
        • Gość: gracz54 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.lubin.dialog.net.pl 10.04.04, 12:36
          eh... moze opisze moj skutek roztargnienia, zdarzyl sie przed swietami bozego
          narodzenia :P
          siedze sobie w kawiarence [taka klasowa, znaczy w naszej szkole, z naszym
          wychowawca :) ], gram w aliens vs predator [taka gra, jest tam noktowizor
          m.in.], wychowawca mowi ze idziemy posprzatac inna sale [wigile w niej wczesniej
          mielismy ;) ], idziemy, na korytarzu troche ciemno... ja chce wlaczyc noktowizor
          z tylu glowy i sie dziwie ze nie dziala... :D
        • kotka.zielonooka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 02.07.04, 12:39
          A ja odwrotnie :):):)
          Zamiast komorki wlozylam do torebki pilota od telewizora :)
          I jescze martwilam sie bo czekalam na wazny telefon (a w domu rano caly czas
          powtarzalam sobie"wez telefon wez telefon"

          W pracy marudzilam ze dana osoba nie dzwoni a ja czekam i czekam , w koncu
          kumpel powiedzial :pokaz telefon moze cos z nim nie tak? . A ja radosnie
          wyjelam pilota:):):)
          Miny kumpla nie zapomne i jego komentarza tez nie (ale tu nie przytocze):):):)
          • Gość: znajoma Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.01.05, 15:10
            mój kalendarz jest zawsze bardzo wypchany. wieczorem nie mogłam znaleźć pilota
            od telewizora. dopiero w pracy następnego dnia okazało się, że zarówno pilot
            jak i podkolanówka były w kalendarzu. ale szczytem wszystkiego było to jak po
            miesiącu pobytu w Japonii, podczas pakowania się w drogę powrotną okazało się,
            że w kieszeni jednej z toreb podróznych mam majtki mojego szwagra. w
            rozgardiaszu przed wylotem złapałam jego torbę nie sprawdzajac co w niej
            jest.
        • Gość: huckle Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.08.04, 01:02
          dobra, a ja chciałam pisac smsy na pilocie, i dziwiłam sie ze nic na ekranie
          nie widac
          • Gość: ania Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.05, 00:13
            mam dużą skórzaną torbę w której noszę wszystko, pewnego dnia kolezanka
            poprosila mnie o chusteczkę do nosa, sięgnęłam ręką do torby i nie patrząc
            podałam jej...podpaskę
      • Gość: Gia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.63-130-66.mc.videotron.ca 22.11.03, 06:58
        a-ndrzej napisał:

        > Wczoraj przyjechalem z zakupow, qwyladowalem siaty z bagaznika i do domu.
        > Stanalem przed drzwiami wejsciowymi do klatki (domofon), wciskalem guzik na
        > pilocie od samochodu i sie szarpalem z klamka. Pomyslalem najpierw ze siadla
        > bateria, wiec ja wyjalem i zaczalem dociskac mocniej. Drzwi nie otwieraly sie
        > nadal. Z gory szedl sasied, otworzyl drzwi i jakos dziwnie na mnie popatrzyl.
        > Wykorzystujac okazje wszedlem do domu i powiedzialem do zony kilka
        > niepochlebnych slow o administracji osiedla. Gdy mialem pojechac do CPN po
        nowa
        >
        > baterie, nagle przyszlo olsnienie. Pilot otwiera wprawdzie auto, ale za
        cholere
        >
        > nie da rady drzwiom od klatki:))
        > Teraz zastanawiam sie jakie mineraly trzeba uzupelnic w organizmie, zebym
        jutro
        >
        > nie probowal otwierac pilotem do samochodu konserwy.



        SWIETNE !
      • stiria Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 26.02.04, 22:21
        Często szukam telefonem domowym komorki, ostatnio zlapalam sie na tym, ze
        chcialam w ten sam sposob szukac pomadki, kapnelam sie przy wybieraniu
        numeru... :>
    • pstosia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 05.10.03, 17:58
      ja kiedys umylam glowe zelem pod przysznic a cialo szamponem

      kiedys dzwonie do koleznaki. ona zawsze mi sie myli z jej mama wiec zawsze
      mowie: "dzien dobry. zastalam agnieszke?" kiedys ona odebrala i mi opd "czesc
      gosia" a ja do niej "czesc. to ja".

      z ta sama kolezanka idziemy sobie kiedys do kolegi. ona niosla plyte i mnie
      nia uderzyla (przez przypadek) w reke. ja mowie "auc" a ona "nic nie
      szkodzi":))))
      • pstosia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 05.10.03, 21:37
        a jeszcze jedno. ostatnio przyszlam zmeczona po szkole i postanowilam zrobic
        sobie jajka sadzone. by mi wyszly, tylko, ze najpierw wbilam jajka a pozniej
        polalam patelnie olejem.
        • Gość: Kropka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.pl / 195.136.126.* 05.10.03, 23:09
          I jeszcze jedno mi się przypomniało. Swego czasu zaczęłam studiować i
          sprowadziłam sie na stancję. I po pewnym czasie zauważyłam, że znikają mi różne
          rzeczy z kuchni. Tzn. najpierw łyżeczka, potem dwa nożyki, serek z lodówki. W
          końcu zniknął mi bochenek chleba. Bardzo się tego samego dnia zdziwiłam, gdy
          celem wyrzucenia jakichś papierków podniosłam pokrywkę kosza na śmieci i
          ujrzałam tam mój chlebek. Już wiem, co się stało z resztą. Były na tyle małe,
          że zakopały się w śmieciach i nie było zmiłuj... Swoją drogą do dziś nie wiem
          co mną kierowało, że to wszystko wkładałam właśnie tam :)

          --
          Kto śpi, ten nic nie widzi
        • Gość: Ola Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.hogart.com.pl 06.10.03, 14:43
          Moja mama chciała kiedyś usmażyć skwarki. I położyła pokrojoną słoninę na
          gaz ... zanim postawiła na nim patelnię : ))
      • Gość: izia3 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.net-serwis.pl 15.10.03, 19:49
        Moj mąż umył przez przypadek włosy szamponem przeciwpchielnym dla psów i o
        dziwo pozbył się łupieżu.
        • Gość: Toma Toruń Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.07.04, 11:02
          Mojego kolegi ojciec a kacu umył włosy ajaksem. Ty od toalet. Nie jest łysy
          • ollgivanna Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 22.04.05, 18:27
            Kolega zamiast kremu do golenia nałożył na twarz krem do depilacji należący do
            swojej dziewczyny. Gładziutki był podobno :-)
            • Gość: kryzysowa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.06, 18:08
              moj swego czasu do twarzy uzywal czegos w rodzju tonku na trondzi nazywal
              sie"Afrodyta" i mocno zajezdzal alkoholem, kiedys przyszlam ze szkoly strasznie
              piekly mnie oczy wiec postanowilam zmyc z nih tusz do rzes ale ze sie zagadalam
              z bratem nalalam sobie na waciki zamiast mleczka do demakijazu jego plynu...
              nawet sie troszke zdziwilam ze przeciez moje mleczko zwykle gest byo a t teraz
              niewiadomo czemu ma konsystencje hmm wody ale kiedy tylko przemylam sobie nim
              oczy zrientowalam si ze to raczej nie bylo mleczko bo zwykle nie wypalalo mi
              ono oczu
        • Gość: m szampon dla psa IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 16.01.05, 12:44
          zrobilem to samo... ale calkiem swiadomie.Wrocilem z jakiejs
          wyprawy,Brudny,zmeczony, nie bylo szamponu w lazience,a juz siedzialem w
          wannie... tak miekkich wlosow nie mialem nigdy.Szampony dla psow sa chyba
          lepsze :)
        • Gość: ines Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.toya.net.pl 20.01.05, 20:00
          Znajomy też miał niezłą historię z myciem głowy. Siedząc już w wannie
          zorientował się, że skończył mu się jego szampon. Ale zobaczył buteleczkę z
          ładnie pachnącym płynem i stwierdził, że to musi być szampon jego siostry.
          Skorzystał więc. Dopiero później dowiedział się, że w tej buteleczce był....
          płyn do higieny intymnej. Nigdy nie miał tak miękkich włosów!!!
          • Gość: ja Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.08, 00:01
            mój mąż jeszcze niedawno jak był moim narzeczonym...kochanie super
            jest ten żel do higieny intymnej co kupiłaś ostatnio...Jaki żel???-
            pytam
            No ten niebiesko szary taki delikatny i tak fajnie myje...
            Ja patrzę a ten żel to mój żel do mycia twarzy.Ja w śmiech...że
            sobie jajka dobrze od tygodnia mył...a zastanawiałam się dlaczego
            już sie tak szybko kończy:)
      • kamaoka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 25.01.04, 23:39
        pstosia napisała:

        > ja kiedys umylam glowe zelem pod przysznic a cialo szamponem
        >

        juz tak wiele razy mialam:), szczegolnie gdy i szampon i zel maja podobna
        konsystencje i kolor:)
        • Gość: beata Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 16:24
          Ja ostatnoi zapewnilam sobie dodatkowe przezycia w lazience jak pomylilam zel
          do higieny intymnej z chlodzacym zelem do ciala. Zel jest nizly chlodzilo mnie
          jakas godzine
          • sol_bianca Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.12.04, 15:29
            Mój facet umył sobie włosy... peelingiem.
            • Gość: Lola Ola Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.dominet.pl / 217.30.157.* 12.01.05, 10:29
              Ja kiedyś peeling z tubki wycisnęłam na szczoteczkę do zębów-dobrze, że
              zorientowałam się przed wsadzeniem jej do buzi ;-)
              • Gość: imbirek Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.um.wlocl.pl 28.02.05, 09:24
                Nie tak dawno, jak co rano-całkiem zaspana nadeszła kolej na umycie ząbków.
                Odruchowo sięgnęłam po szcoteczkę i pastę i zaczęłam pucowanie ząbków. Po
                dobrej chwili zirytowana stwierdziłam, że z pastą jest coś nie tak - za chiny
                nie chciała się pienić, ale dzielnie pucowałam dalej. Stanęłam jak wryta kiedy
                oprzytomniałam na tyle żeby zobaczyć że właśnie umyłam zęby ..... kremem do rąk
                stojącym obok pasty
              • Gość: evvvva Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.pool8248.interbusiness.it 15.06.05, 22:24
                Moja mama nalozyla sobie peeling w kremie na stopy i polozyla sie spac, nie
                zdala sobie sprawy ze taki specyfik trzeba zmyc, i pozniej nalozyc drugi krem,
                wiec polozyla sie zadowolona z peelingiem na nogach a rano zastanawiala sie
                dlaczego ma tak duzo piachu na przescieradle
      • ollgivanna Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 22.04.05, 18:25
        Siostra mojego ukochanego smarowała się przez tydzień przed wakacjami żelem pod
        prysznic. Jak pojechali na wakacje i pierwszego dnia poszli na plażę, to
        zorientowała się dopiero wtedy, jak jej się wokół nóg woda zaczęła pienić.
        Ale to dość light, bo używała żelu firmy Johnson'n'Johnson, co to i żel, i
        balsam mają identyczne opakowania i małymi literkami jest napisane, do czego
        służą :-)
        • Gość: evvvva Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.pool8248.interbusiness.it 15.06.05, 22:27
          A ja nie znajac jezyka i bedac we Wloszech przez 3 tygodnie mylam sie w kremie
          dove :) tzn w balsamie do ciala czy czyms takim, zastanawialam sie czemu sie
          nie pieni i tak ciezko sie go splukuje...
          • Gość: żabka_kumoszka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.narewka.sdi.tpnet.pl 05.07.05, 13:09
            ja kiedys zrobilam odwrotnie, mialam w szafce balsam i zel pod prysznic, no i
            zagadana z kolezanka wmasowuje sobie w nogi zel i jakos mi nie idzie.
            zorientowalam sie dopiero, kiedy wysmarowalam cale nogi. i mialam dodatkowa
            kąpiel;P
      • Gość: milka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.05, 13:18
        moja siostra kiedyś kichnęła a ja zamiast " na zdrowie", powiedziałam "
        spodnie, spódnica"
    • Gość: Wroza Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.bredband.comhem.se 06.10.03, 00:21
      Pracuje na zmiane popoludniowa. Powinienem wyjsc z domu 12:15. Jest 12:00 i
      postanawiam sie jeszcze wykapac. Rownoczesnie postanawiam przysmazyc sobie
      pieczarki. Puszczam wode do wanny i wlewam olej do rondla. Czekajac az sie
      rozgrzeje zagladam do lazienki. Kapiel gotowa. Zanurzam sie patrzac na
      zegarek. 12:05. 5 minut luzu. Nagle zaczyna wyc alarm pozarowy. Wyskakuje z
      wanny, wskakuje na szafke, jestem mokry wiec jest slisko i malo co nie spadam
      na leb i szyje. Odrywam obudowe alarmu i wywalam baterie. Cisza. Ale jakies
      dziwne cienie na scianie. Odwracam sie. Na piecu stoi pochodnia. Olej zapalil
      sie i rondel ma metrowy plomien. Lapie za rondel i mysle sobie " jak to dobrze
      ze mam cala wanne wody". Otwieram drzwi do lazienki i cos mi mowi ze to
      niezbyt dobry pomysl. Nagi z plonacym rondlem wybiegam na balkon i stawiam
      rondel w zaglebieniu plastikowego krzesla w ktorym jest troche wody (mamy
      luty). Schlodzony rondel gasnie natychmiast. Ubieram sie ide do pracy.
      Pieczarki poczekaja na inna okazje. A wystarczylo miec zwykla pokrywke pod
      reka...
      • Gość: bialy Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 80.51.57.* 06.10.03, 01:40
        Z telefonem juz bylo. Ale mialem tak samo. Mysląc o koledze wybralem numer. Jestem facetem (wzrokowcem) i nie bardzo zastanowilem sie co stukam. Odebral kobiecy glos. Wiec pytam o kolege w przekonaniu ze rozmawiam z jego zona. Jak uslyszalem ze tutaj taki nie mieszka mocno sie zdziwilem. Upewnilem sie jeszcze ze 2 razy ze aby napewno taki nie mieszka, przeprosilem i rozlaczylem sie. Po chwili konsternacji gdy sie zorientowalem co zrobilem zadzwonilem ponownie i wytlumaczylem sie swojej narzeczonej mieszkajacej razem ze mna, ze to bylo niechcacy. :)

        Drugi przypadek to powrot calej grupy z biwaku (jakies 20 osob). Wszyscy mocno przemeczeni (wiadomo jak jest). Ladujemy na dworcu, gdzie pociagi jezdza raz na 2-3 godziny. Sprawdzilismy rozklad jazdy. Pamietam jak dzis: 16.11. I czekamy. Zar sie z nieba leje. Megafon sie odzywa strasznie niewyraznie. Ale my pewni godziny odjazdu nie musielismy sluchac. Godz. 16.11 Wjezdza pociag. Wszyscy wsiadaja, rozsiadaja sie w przedzialach. Po 3 przystankach koles stwierdzil ze chyba pomylilismy pociagi. I tak bylo faktycznie. 20 osob. I nikt nie sprawdzil ze pociagi maja opoznienia....
        • Gość: r.bla Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.05, 10:16
          Moja matka oddała magnetowid do naprawy. Kiedy zbliżał sie termin odbioru Mama
          poprosiła mnie abym poszedł z nia i sprawdził czy wszystko jest w
          porządku ,ponieważ obawiała się, czy zakład usługowy jej nie oszuka..Ja akurat
          miałem malowanie i byłem zajęty - Telefonicznie uspokoiłem Ją i powiedziałem że
          dzisiaj są takie czasy, że nie oszukują i może iść sama odebrać, a tym bardziej
          że zakład jest blisko jej bloku a ja musiałbym przejechać pół miasta...Mama
          poszła odebrać sprzęt.....
          Po godz. dzwoni telefon...Podnoszę słuchawkę a tu słyszę głos (Wściekły)
          Mamy...Cyt. ..Mówiłam żebyś pojechał !!! Oszukali mnie!!! Co ja teraz zrobię!!!
          To był prawie nowy sprzęt...!!!Ubieraj się i przyjeżdzaj natychmiast!!!!
          Pojechałem.....kiedy wszedłem do domu ..patrzę a moja
          Rodzicielka ..płacze....ze śmiechu...i mówi tak ...Synku bardzo Cię
          przepraszam...ale to jednak jest mój magnetowid!???...ja go postawiłam na stole
          odwrotnie!!!!!!!!!!!!!!!!!!! i patrzę a tu nie ma miejsca ( tej dziury) na
          wsadzenia kasety i moja Mamusia patrzyła przez godzinę!!! na swój magnetowid od
          tyłu i zastanawiała się gdzie podziała się "dziura" na kasetę!!!!! to się
          nazywa zderzenie z cywilizacją!!!
          Nr 2 mojej Mamusi to to, jak czytała książkę w drodze do pracy ( w tramwaju) a
          nie zauważyła że książka była źle oprawiona (okładka do góry nogami)
          Zorientowała się dopiero po tym jak prawie wszyscy pasażerowie "dziwnie się
          uśmiechają" no bo siedzi Baba w tramwaju i czyta książkę do góry nogami i się
          sama do siebie śmieje.....(Książka zawierała elementy humorystyczne) i co Wy
          na to?
        • ollgivanna Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 22.04.05, 18:35
          Znajomi oblewali zdaną maturę i dwójka postanowiła już pojechać do domu.
          - O której mamy autobus?
          - Za dziesięć czwarta.
          - A która jest?
          - Za dziesięć czwarta.
          Ubrali się i pomaszerowali na przystanek.

          Innym razem na tym samym przystanku koleżanka wpadła i pyta:
          - A nie wiecie, o której odjeżdża ten za dwadzieścia?
        • Gość: ewa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.05, 11:30
          co do czekania na pociagi...bylismy po imprezie i w czworke czekalismy na
          dworcowej poczekalni na pociag, a ze noc byla, czekalismy tam 2 godziny,
          nudzilismy sie jak mopsy i jedynym naszym zajeciem bylo juz wtedy czekanie na
          ten pociag; i co? jak przyjechal, wielkie zamieszanie, ale i tak na niego nie
          zdazylismy; co jeszcze nic, jako ze na następny, godzinę później jadący,
          zdążylismy ledwo co...caly czas w poczekalni, 5 metrow od peronu!
      • ollgivanna Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 22.04.05, 18:32
        Pożar też już robiłam :-) W środku nocy romantycznej... Zaspana byłam, a zgasła
        świeczka, więc postanowiłam zaświecić nową. Nie było już zapałek, więc
        wyciągnełam z kosza na śmieci jakiś papierek i zapaliłam go, żeby przenieść
        ogień z jednej świeczki do drugiej. Zrobiłam to, po czym wrzuciłam zapalony
        papierek do plastikowego kosza pełnego papierów. Buchnął płomień, ja wpadłam w
        panikę, nie miałam czym tego zadeptać, więc pobiegłam z całym płonącym koszem do
        kuchni i zalałam zawartość wodą. A mój ukochany leżał w łóżku i się śmiał ze
        mnie, chyba mu się wydawało, że jakieś sobie żarty urządzam.
        I tak miałam szczęście, kosz był z IKEI, nie roztopił się od razu. Kiedy mój
        młodszy brat zrobił to samo ze swoim zwykłym koszem, prawie spalił dom. A kosz
        do teraz stoi... wtopiony w wykładzinę.
      • Gość: eksel Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.sprintlink.net 27.08.09, 18:08
        To ja tak spalilam wanne.
        Garnek sie zapalil, stwierdzilam ze najlepiej zgasic w wannie, bo
        sie ogien odgrodzi od reszty rzeczy, nigdzie nie prysnie itp. Akryl
        w wannie sie lekko stopil, na szczescie nie przeciekala ;)

        Nieustannie zadaje sobie pytanie"co ja mialam zrobic?" na zmiane
        z "po co ja tu przyszlam"?

        Klucze od mieszkania i samochodu i do pracy mam na jednym kolku:
        - czesto jadac samochodem zastanwiam sie czy ja wzielam klucze od
        mieszkania lub pracy
        - probuje otworzyc drzwi do klatki pilotem

        W wieku kilku lat wstalam zaspana poznym wieczorem aby zrobic siku.
        Udalam sie do pokoju rodzicow, ktorzy ogladali telewizje. Poniewaz
        mielismy klopoty z pradem (zmiana natezenia) i telewizor ciagle sie
        wylaczal a to czasy bezpilotowe byly wiec po kazdym wylaczeniu
        trzeba bylo ruszyc tylek z fotela, to podlaczony byl do malego
        urzadzenia stabilizujacego natezenie pradu. No i ja tej nocy
        wkraczam do pokoju, podchodze do stabilizatora, koszula nocna do
        gory i zaczynam kucac. Szczescie, ze rodzicielka przytomna i mnie
        znad urzadzonka zgarnela, bo pewnie bym sie lekko zaswiecila :)

        Ciagle sie musze wracac ze smieciami do smietnika.
        Raz zdarzylo mi sie razem z nimi wyrzucic klucze (zamykam drzwi od
        mieszkania klucze zostaja w reku bo jeszcze samochod trzeba odpalic
        to po co je wkladac do torebki a potem wyjmowac). Od tamtej pory
        przed smietnikiem sprawddzam dokladnie co trzymam w reku.

        Kupilam milion obieraczek do warzyw. 999 tys. obieraczek do warzyw
        wyrzucilam razem z obierkami.

        Od trzech tygodni moj plaszcz i parasolka wisza w biurze, bo rano
        padalo a po poludniu juz nie wiec obu tych rzeczy zapomnialam. I tak
        zapominam codziennie.

        Napisalam tych kilka zdan, okienko otwarte, bo moze sie jeszcze cos
        przypomni. Juz wychodze z biura, czas na maila wymeldowujacego do
        francuskiego chlopaka nie mowiacego po polsku. Tresc cytuje: "to ja
        juz ide do domu". Poszlo, niech chlopak troche ze slownikiem
        posiedzi ;)
    • taaniej Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 06.10.03, 08:46
      byłam służbowao w poznaniu. załatwiłam wszystkie sprawy i śpieszyłam się na
      pociąg. postanowiłam wziąć taksówkę. wypatrzyłam wcześniej, że po mieście
      jeździ dużo numerów 919 i stwierdziłam, że na taką taksówkę będę czekać
      najkrócej. no więc wyciągam komórkę i wbijam 42 919. odzywa się pani a ja
      zamawiam taksówkę: tylko wie pani, bo ja jestem na rynku głównym, a tu jest
      problem z dojazdem.
      tele taksi: a pani dzwoni z krakowa czy wrocławia?
      jestem lekko zdziwiona, ale z entuzjazmem zapewniam, że nie! ja dzwonię z
      poznania!
      tele taksi: a bo dzwoni pani do łodzi...
      zamurowało mnie. nie straciłam jednak rezonu i pytam: a nie zna pani
      kierunkowego do poznania?
      nie znała.
      • malabju Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 30.04.08, 20:30
        z taksówką miałam podobnie, będąc pod galerią w krakowie (obok dworca) dzwonię
        na nr warszawski i zamawiam taksówkę pod dworzec/galerię, pani się pyta jaką
        galerię a ja uparcie, że przeciez pod dworcen jest tylko jedna galeria.. minęła
        dość dłuższe chwila zanim zgadałyśmy się że rozmawiamy o dwóch innych miastach
    • Gość: Pendragon Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.10.03, 10:25
      W czasach podstawówki bardzo często jezdziłem pociągniem z mojej dzielnicy do
      centrum Tarnowskich Gór oraz w drugą stronę. (jakieś 7 km). Zawsze było tak,
      "mój" pociąg stał na pierwszym peronie, który znajduje się w takiej cześci
      tarnogórskiego dworca, do której można dojść bezpośrednio z ulicy omijając
      budynek dworca. Pociąg za każdym razem czekał podstawiony z otwartymi drzwiami.
      Jechałem sobie kiedyś do domu, idę w stronę dworca , patrzę na zegarek jest
      13.40 a pociąg dopiero o 14.11 , lec z widze że na "moim" peronie stoi jakiś
      pociąg ( z tego peronu odjezdzały tylko i wyłącznie w moim kierunku) więc myśle
      sobie, że zaraz bedzie odjezdzał, więc bieg i na peron. Kupiłem bilet w
      automacie na peronie i wsiadłem do pociągu.
      Podpadło mi to że cały wagon jest pusty , poza mna nie ma nikogo , no ale cóż ,
      zamkneły się drzwi i pociąg ruszył.
      I w ten właśnie sposób wylądowałem prawie na samym środku największej w Europie
      kolejowej górki rozrządowej znajdującej się w Tarnowskich Górach :)
      Jakim problemem było stamtąd wrócić...
      • Gość: zuza Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.03.05, 13:08
        Moja kumpela, po dlugiej i wyczerpujacej imprezce w akademiku, wstala rano, chwycila butelke mineralki i zaczela pic. Po trzecim wielkim lyku zaczela pluc i wybiegla do kibelka. okazalo sie ze napila sie plynu do naczyn (ktos na nieszczescie wlal do butli po mineralce) i caly dzien banki jej wychodzily:)

        Jak bylam w podstawowce ktoregos razu strasznie zapspalam. Ubralam sie szybko, biegiem na autobus, kilka przystanow, biegiem do szkoly, chce wejsc do klasy a tam zamkniete. Okazalo sie ze to byla sobota...:)

        A ostatnio moja mlodsza myla sie przez 3 dni mleczkiem do ciala. Zorientowala sie dopiero gdy ja sie na nieszczescie umylam (ale dosc szybko skapnelam sie ze cos mi nie gra) i jej powiedzialam ze to mleczko:)
    • agatak Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 06.10.03, 11:45
      Wybieralam sie do kolezanki. Ktos puka do drzwi, otwieram a tu jej mama.
      -Dzien dobry czy jest Ewa?
      Ale sie na mnie patrzyla
    • Gość: carlos73 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.przezmierowo.sdi.tpnet.pl 06.10.03, 11:57
      1. moi rodzice zapomnieli mnie odebrac z przedszkola, tzn. tata myslal, ze ma
      to zrobic mama i odwrotnie. O godz. 20.00 pani przedszkolanka przyprowadzila
      mnie do domu i oddala zdziwionym rodzicom,ktorzy siedzieli w najlepsze w domu i
      czytali gazety i nie kojarzyli, ze czegos (kogos) im brakuje

      2. moj tata udal sie na popoludniowa drzemke, nastawil sobie budzik, zeby nie
      przespac calego wieczoru. Budzik zadzwonil o 7 wieczorem, zaspany myslal, ze to
      jest rano, pedem sie ubral, zjadl "sniadanie", biegiem wyprowadzil samochod z
      garazu, nie zauwazyl zdziwionych czlonkow rodziny spedzajacych wieczor w
      ogrodzie i pojechal do Bydgoszczy (jakies 70 km) na konferencje w dyrekcji.
      Dopiero straznik mu uswiadomil sytuacje, gdy powiedzial, ze jakas konferencja
      to wprawdzie jest, tylko jutro o 7 rano.

      Obie powyzsze sytuacje maily miejsce dawno temu w czasach, gdy nie bylo
      telefonow komorkowych

      3. Zadzwonila do mnie kolezanka, moj tata odebral telefon i powiedzial: juz
      wolam corke. Po czym odlozyl sluchawke obok aparatu i zapomnial o sprawie.
      Schodze z pietra po jakims czasie i pytam sie o co chodzi z ta sluchawka. Na co
      moj tata - a, Aneta do ciebie dzwoni. Oczywiscie Aneta juz nie czekala przy
      sluchawce, jak do niej zadzownilam, to powiedziala, ze dzwonila do mnie 3
      godziny temu.
      • Gość: saavage Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 06.10.03, 20:16
        > 3. Zadzwonila do mnie kolezanka, moj tata odebral telefon i powiedzial: juz
        > wolam corke. Po czym odlozyl sluchawke obok aparatu i zapomnial o sprawie.
        > Schodze z pietra po jakims czasie i pytam sie o co chodzi z ta sluchawka. Na
        co
        >
        > moj tata - a, Aneta do ciebie dzwoni. Oczywiscie Aneta juz nie czekala przy
        > sluchawce, jak do niej zadzownilam, to powiedziala, ze dzwonila do mnie 3
        > godziny temu.


        Hi hi, ja tez tak mialam i tez z przyjaciolka Aneta...
        Mialam urodziny, pelno gosci, czesc juz przyszla reszta jeszcze nie. Dzwoni
        telefon - moja przyjaciolka z zyczeniami, rozmawiamy chwilke, w tym momencie
        dzwoni domofon. Mowie do przyjaciolki: "zaczekaj chwilke, to goscie, zaraz do
        ciebie wroce". I oczywiscie zrobilo sie takie zamieszanie, ze o telefonie
        zapomnialam...
        Najlepsze nylo pozniej - zadzwonilam do przyjaciolki z przeprosinami, a ona
        mowi, ze fajnie, slyszala jak darly sie dzieciaki, po 5 minutach stwierdzila,
        ze o niej zapomnialam. A w tym czasie dzwonilo pare osob, telefon oczywiscie
        zajety przez ok 2 godziny (po tym czasie przypomnialam sobie o sluchawce)
        troche sie dziwily, ze telefon przez caly czas zajety... :)
      • Gość: Paula Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.03, 12:03
        Carlos, masz boskiego tatę:)
    • cyferki Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 06.10.03, 12:27
      ja tez tak mialam. Moja tesciowa wrocila z wczasow odchudzajacych piekna i
      szczupla. Zrobilam jej zdjecie, zeby mogla wyslac do osrodka wczasowego. Ona
      tez zrobila mi zdjecie, mialo byc ostatnie przed porodem. Dwa dni pozniej juz
      jako szczesliwa mama, zrobilam mnostwo zdjec synkowi...bylo juz grubo powyzej
      36...myslalam, ze aparat sie popsul...hcialam przewinac klisze, patrze...nie
      ma jej...gdyby nie szpitalny fotograf, moj Leszek nie mialby zadnego zdjecia
      ze szpitala.
      • Gość: ewa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.tivnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 11.02.05, 20:23
        Wyszłam z badan w szpitalu w niebieskich bucikach ochronnych,a spieszyłam się
        na autobus.Zapomniałam o nich.Ledwie zdążyłam w ostatniejchwili
        wsiadłam,oczywiście o butach zapomniałam.Był tłok więc nikt nie zauważł.A na
        moim przystanku elegancko wysiadłam.Dzieci zwruciły mi uwage.
    • cyferki Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 06.10.03, 12:35
      zapomnialam o jeszcze jednym. Kiedy bylam w 7 m-cu ciąży moja siostra brała
      ślub. Impreza miałaa miejsce 60 km od domu moich rodziców. Było strasznie
      zimno, 2 dni przed Sylwestrem. Po północy byłam już zmęczona i chciałam wracac
      do rodzicow. Pojechalismy z mężem, ale na miejscu okazało się...że nie mamy
      kluczy do mieszkania...nie poprosiliśmy o nie rodziców. Mój mąż więc w środku
      nocy włamał się przez okno do mieszkania, otworzył mi inne, szerokie okno,
      wystawił stołek na zewnątrz, a ja w balowej sukience i butach na wysokim i
      cienkim obcasie właziłam do domu przez okno. Synek w tym czasie wesoło wiercił
      się w brzchu:)
      • Gość: baba Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.acn.pl / *.acn.pl 06.10.03, 14:33

        Krotki klasyk:
        Kolega mial roztargniona mame. Kiedys zapomnial kluczy, naciska domofon, mowi
        - Czesc mama !
        - Skad dzwonisz?
        Przyklad osobisty:
        Pojechalam kiedys w gory nocnym pociagiem.Nocleg byl w kwaterze prywatnej,
        posilki w pobliskim pensjonacie, ale zalatwione dopiero od nastepnego ranka.
        Podroz mialam meczaca, potem dlugo nie moglam zasnac, w koncu gdzies o 15.00
        sie udalo. Obudzilam sie porzadnie glodna, patrze na zegarek, 7.45, wiec prosto
        na sniadanko.
        Oczywiscie nie doczekalam sie zadnego sniadanka, tylko oslupialej pani z
        recepcji, ktora dowiedziala sie, ze niektorzy turysci chca snadac o 20.00!
        • fka1 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 13.01.04, 21:49
          Gość portalu: baba napisał(a):

          >
          > Krotki klasyk:
          > Kolega mial roztargniona mame. Kiedys zapomnial kluczy, naciska domofon,
          mowi
          > - Czesc mama !
          > - Skad dzwonisz?
          >


          RAtunku:))))) spadam z krzesla:))))))))))
    • default Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 06.10.03, 15:33
      Ze śmieciami maszerwoałam do pracy masę razy, może nie aż do tramwaju.... Psa
      też udało mi się zostawić na klatce, biedak spędził tam ponad godzinę, zanim
      się zorientowałam.
      Ale najlepszy numer zrobiłam dawno temu - codziennie po pracy jechałam po córkę
      do przedszkola, tego dnia też pojechałam, zaparkowałam, weszłam do środka i
      dopiero na widok zaskoczonej miny pani przedszkolanki uświadomiłam sobie, że
      tego dnia córka została u babci....
      Wczoraj natomiast rozbijałam jajka na jajecznicę, na stole przede mną stała
      miseczka na rozbite jajka i pojemnik z odpadkami na kompost (obierki itp.)
      Dopiero przy drugim jajku zobaczyłam, że wrzucam skorupki do miseczki, a jajka
      wbijam do kompostu....
      Parę razy zdarzyło mi się pakować zapalniczkę do ust i "pstrykać" papierosem...
      • Gość: old.sailor Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 06.10.03, 16:29
        VW garbus
        wjezdzam do myjni , trzask drzwiami
        wlacza sie myjka , samochod zaczyna sie poruszac
        - panie , hamulca zes pan nie zaciagnal !
        - no i bardzo dobrze , bo jak bysmy go z myjni wypchneli?
        (kluczyki zostaly w stacyjce - taksowka po drugi komplet)

        ..
        pojechalismy z kumplem na ryby do trzebiezy ( 30 km od szczecina)
        rozpakowujemy sprzet , koles mowi ze zapomnial ciezarkow i nie ma jak sprawdzic
        glebokosci (gruntu)
        po czym niewiele myslac zaklada kluczyki od samochodu na haczyk
        reszty mozecie sie domyslic
        pociag do szczecina i spowrotem :))
        • Gość: piasia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 2.4.STABLE* / 10.30.68.* 06.10.03, 17:53
          Znajomy prezenter w radiu zawsze miał dyżur 11-16. Ale pewnej zimy, gdy załogę
          zdziesiątkowała grypa musiał zagrac tzw. nockę, od 22-ej do 6-ej. Dodam, że w
          reżyserce z reguły nie ma okien. W tej nie było.
          O trzeciej w nocy prezenter rzucił okiem na zegar i radośnie obwieścił "minęła
          piętnasta"
          • Gość: szmerek Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.06.04, 11:42
            Sama pracuje w radiu i nie jeden raz zdarzyło mi sie,zwłaszcza zimą,
            zastanawiać czy to np.szósta szy osiemnasta,i nie wątpię, że sie sypnęłam tylko
            nie pamiętam jak...
            • Gość: znajoma Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.01.05, 13:40
              będąc w warszawie zamówiłam kiedyś krakowską taksówkę. Wzystko przez to, ze
              nasza znajoma mieszka w w-wie na ul. wielickiej a przez lata mieszkałą w k-wie.
              kiedyś po spotkaniu w gronie starych znajomych, ktore trwało do 3 nad ranem
              musiałam wyjechać ze stolicy o godz. 6.30. rano wykonałam więc telefon do
              korporacji taxi, która ma taki sam numer w w-wie i k-wie. z przyzwyczajenia
              wybrałam kierunek 12 a nie 22. pani przyjęła zgłoszenie, bo w k-ie też jest
              ulica wielicka. kiedy wyszłam przed dom i taxi jeszcze nie było zadzwoniła pani
              z korporacji z pytaniem- jak kierowca ma dojechać na tą wielicką, bo od dworca
              w Płaszowie nie może!!!!!! dopierow tedy zorientowałam się, że taksówkę
              wezwałam w krakowie!!!!!!!
            • Gość: kejt Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.gprs.plus.pl 20.04.09, 01:14
              bardzo dawno temu, chyba jeszcze w przedszkolu stałam z koleżanką w łazience i
              obie myłyśmy ręce nad jedną umywalką, a mydło było tylko jedno. Kiedy
              zauważyłam, że koleżanka kończy już namydlać ręce, powiedziałam "mamo, podaj mi
              mleko", zamiast "ania, podaj mi mydło"

              z warszawy przeprowadziłam się do niewielkiej miejscowości pod warszawą, więc
              dojeżdżać do szkoły musiałam pociągami km. Pierwszy mój przejazd do warszawy do
              szkoły przebiegł spokojnie, bez problemów. Gdy wracając ze szkoły dotarłam na
              dworzec na powiślu, zobaczyłam pociąg, z tyłu było napisane "warszawa
              wschodnia", więc pomyślałam, że może jedzie z warszawy wschodniej do mnie do
              domku, więc dogoniłam ten pociąg i szczęśliwa wsiadłam, jakoś bardzo mało ludzi
              było (dziwne, bo godziny szczytu, ale ja pierwszy raz o tej porze jadę, więc się
              pewnie nie znam), dojeżdżamy do stadionu, ludzie wysiadają, jedziemy na
              wschodnią, wszyscy, których widzę, wysiadają (ale na pewno w tym pociągu jest
              jeszcze dużo ludzi, jestem o tym święcie przekonana, tylko, że siedzą poza
              zasięgiem mojego wzroku), wysiada chłopak, który siedział naprzeciwko mnie i
              dziwnie na mnie patrzy, a ja zadowolona z siebie siedzę nadal; jedziemy dalej,
              "hmm jakoś dziwnie on jedzie, ale mogę się nie znać, bo z warszawy jadę po raz
              pierwszy", w końcu pociąg dojeżdża na jakieś wertepy (tak, już wiem, że jechał
              DO warszawy wschodniej, a potem do składu); wysiadłam jak tylko otworzył drzwi i
              się zatrzymał (w szczerym polu) i modliłam się, żeby mnie nikt nie zauważył jak
              wysiadam. poprzedzierałam się trochę przez krzaki, dojechałam na rondo
              wiatraczna i wsiadłam w pks. w domu byłam jakieś 3 godziny później niż
              planowałam, po drodze minęłam tego chłopaka z pociągu, który tak dziwnie
              patrzył, znów jakoś dziwnie spojrzał;)

              w tej małej miejscowości pomieszkałam sobie trochę, ale stwierdziłam, że na czas
              matur przeniosę się do warszawy do babci. Wiadomo - musiałam wziąć trochę ubrań
              (książki i kosmetyki zawiozłam już wcześniej). wrzuciłam do torby jak leci
              wszystko, co mogłoby się przydać i poszłam na dworzec. Wsiadłam do pociągu,
              jadę, podchodzi pan konduktor (no, w każdym razie ten, który sprawdza bilety;D),
              a ja sobie uświadomiłam, że portfel z biletem mam gdzieś między tymi ubraniami w
              torbie, więc zaczynam szukać. W tym skupieniu, gdy myślałam tylko o tym, żeby
              znaleźć portfel, zupełnie nie zauważyłam tego, że na siedzeniu obok leży już
              prawie cała moja bielizna, którą miałam w torbie, z czerwonymi majtkami (na
              maturę, na szczęście) na czele;)
        • Gość: baba Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.acn.pl / *.acn.pl 06.10.03, 17:58

          Przypomniala mi sie przygoda kuchenna.
          Pare lat temu odkrylam z kacie kuchni kilka niewyglednych jablek z rownie
          niewyglednymi sliwkami. Postanowilam ugotowac kompot, ale owoce po ugotowaniu
          przecedzic, czego zwykle nie robie.
          Nie byl to, jak sie okazalo , najbardziej fortunny pomysl, jako ze polecialam
          Pawlowem i potraktowalam zawartosc garnka jak makaron- kompocik wplynal do
          zlewu, a malo ciekawe owocki zostaly na sicie...
          • Gość: Vp Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 195.117.30.* 09.10.03, 18:18
            > Postanowilam ugotowac kompot, ale owoce po ugotowaniu
            > przecedzic, czego zwykle nie robie.
            > Nie byl to, jak sie okazalo , najbardziej fortunny pomysl, jako ze polecialam
            > Pawlowem i potraktowalam zawartosc garnka jak makaron- kompocik wplynal do
            > zlewu, a malo ciekawe owocki zostaly na sicie...

            Monika M. z Rzeszowa, I LO?
          • Gość: onaaa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.11.04, 21:56
            Przypomniala mi sie przygoda kuchenna.
            > Pare lat temu odkrylam z kacie kuchni kilka niewyglednych jablek z rownie
            > niewyglednymi sliwkami. Postanowilam ugotowac kompot, ale owoce po ugotowaniu
            > przecedzic, czego zwykle nie robie.
            > Nie byl to, jak sie okazalo , najbardziej fortunny pomysl, jako ze polecialam
            > Pawlowem i potraktowalam zawartosc garnka jak makaron- kompocik wplynal do
            > zlewu, a malo ciekawe owocki zostaly na sicie...


            A ja wiele razy w ten sam sposób odcedziłam rosół - zupę do zlewu, kości i
            jarzyny mi zostały........
            • asientos Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.12.04, 18:40
              To znam z opowieści: mama kolego chciała zabłysnąć przed przyszłym mężem i
              postanowiła zrobić zupę wiśniową "taką jak mamusia". Facet je zdziwiony i pyta,
              jak ją zrobiła... No jak to? wywar z kości i wiśnie....
            • Gość: haiko Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 81.15.254.* 12.01.05, 20:25
              Co prawda to nie mój przypadek, ale niech tam. Mama mrozi bardzo młode malutkie
              buraczki. Tata wrzucil je do wrzątku i spodziewał się wisniowego kompotu. nawet
              posłodził, bo coś mu nie grało.
              • Gość: mkopek Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.ericsson.net 07.06.05, 15:33
                Kiedys z moim kolega organizowalismy syslwestra i gotowalismy barszcz czerwony.
                Oboje nie wiedzielismy jak, wiec korzystalismy z pomocy mojej zony (wtedy
                jeszcze raczej kolezanki - po sylwestrze raczej juz mojej dziewczyny). Ja u
                siebie w domu konsultowalem sie z nia i uwagi przekazywalem koledze
                telefonicznie. Na poczatku kazalem mu obrac buraczki i ugotowac z kostka
                rosolowa (zeby bylo prosciej). Po jakims czasie on dzwoni i mowi, ze ugotowal
                juz buraczki, a nawet odcedzil i pyta co ma dalej z nimi zrobic. Oczywiscie
                wywaru nie zostawil, tylko ugotowane buraczki.
        • Gość: Ginger Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.05, 16:34
          Jeszcze jedna historyjka. Znajomy wybrała się do toalety gdzieś w Niemczech.
          Umył ręce, strząsnął wodę, wsadza ręce pod suszarkę , a tu nic. Naciska, puka,
          a powietrze jak nie leciało, tak nie leci. W końcu rozdrażniony wali w nią z
          całej siły. Kontem oka spostrzega, że jakiś Niemiec dziwnie mu się przygląda.
          Okazało się, że to nie była suszarka tylko pojemnik z prezerwatywami.
      • ollgivanna Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 22.04.05, 18:40
        Ja nie palę, ale noszę w torebce zapalniczkę, która ma taki kształt, jak szminka
        nawilżająca NIVEI. Już kilka razy próbowałam sobie usta posmaroważ zapalniczką.
        Zapaloną.
        Nigdy się nie udało, uff.
        • Gość: beata5 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.05, 17:56
          Zeby isc do pracy nieco pozniej niz trzeba to owszem zdarzalo mi sie, ale dzis
          przesadzilam w druga strone.Przyszlam o godzine wczesniej i jszcze dzwilam
          sie , ze brama zamknieta.
    • Gość: Pandora Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.chr13.1000lecie.pl 07.10.03, 11:20
      Juz gdzies kiedys to bylo... Jak w zamieszaniu spowodowanym sama nie wiem czym
      przyrzadzilam ryz z jablkami i innymi suszonymi owocami, plus slodki sos
      smietanowy, po czym nalozywszy rodzinie i znajomej, wzielam swoj talerz,
      stwierdzilam, ze malo slodkie i starannie posolilam, probujac w trakcie ze dwa
      razy i martwiac sie, ze cos nie wyszlo...

      W pociagu do Zywca zostawilam plecak, a wysiadlam na peronie w Bielsku tylko z
      torba, bo przesiadalam sie na pociag do Cieszyna (3 minuty na przesiadke).
      Wpelzlam na peron i nagle stwierdzam, ze nie mam plecaka - rzucialam torbe
      jakiemus oniemialemu milemu panu siedzacemu na lawce i pognalam z powrotem do
      poprzedniego pociagu, nie martwiac sie, ze moze odjechac...plecak znalazlam,
      ale na pociag do Cieszyna sie spoznilam i razem z owym przesympatycznym panem
      pojechalismy zgodnie PKS-em, bo on solidarnie do pociagu nie wsiadl (dziwak
      jakis czy co - ale naprawde mily pan).

      Moj TZ zostawil mnie kiedys w supermarkecie, poszedl do kasy, zaplacil, wsiadl
      w auto - no i cos mu sie nie zgadza, wiec pojechal...do mnie do domu. Ja w tym
      czasie, wsciekla jak pies, z torbami pelnymi zakupow dotachalam sie do niego do
      domu, bo blizej. Od tej pory zawsze, zawsze biore znienawidzona smyczokomorke.

      O malo co nie obwiescilam mojej mamie: "bede babcia", zamiast "bedziesz
      babcia". O ile drugie, poprawne stwierdzenie wprawilo ja w niepohamowany
      zachwyt, pierwsze moglo ja wyslac prosto na OIOM :)
      • Gość: Głupio mi Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.icpnet.pl / *.cache.icpnet.pl 07.10.03, 18:38
        Bylem mlodszy, o wieeeeeeeeele mlodszy. Ile lat mialem dokladnie nie pamietam.
        Bawie sie z kolegami na podworku. Nagle najzwyczajniej w swiecie zachcialo mi
        sie "kupe". By nie stacic ani chwili z zabawy, pedze do domu, wdrapuje sie na
        drugie pietro, wbiegam do mieszkania, potem do toalety. Siadam na sedesie.
        Jeeeeest wychodzi. Szybciej, szybciej. Ufff.... nareszcie. Unosze sie, by
        podetrzec sobie tylek. O k.... cos nie gra. Wysralem sie na zamkniety sedes.
        • sisters Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 08.10.03, 14:57
          Ja miałam gdzieś jechać samochodem. Otworzyłam sobie drzwi pilotem i usiadłam
          na miejscu pasażera. Po jakiś 10 sekundach dopiero zorientowałam się, że
          powinna chyba usiąść za kierownicą. Sąsiadki siedzące na ławce przed blokiem,
          jakoś dziwnie się na mnie patrzyły.
          • Gość: m77 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.stalowa-wola.sdi.tpnet.pl 09.10.03, 23:12
            a ja raz czekałam na męża poł godziny zeby mnie odebral z pracy (czasem po mnie
            zawozi i potem przywozi)stoje i obmyślam jak mu wygarne za takie spoznienie.
            wszyscy już poszli pusto... i nagle olsnienie.... przecież ja dzisiaj sama
            przyjechałam samochodem, ktory stoi nieopodal na parkingu...
            • Gość: :) To było piękne IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 18.11.03, 12:29
              a coś takiego byłoby mnie stać:)))))

              ROTFL!!!
            • Gość: obiwan2 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 212.113.164.* 16.12.03, 16:49
              mnie przytrafiłała się większa tragedia, będąc świeżutką włascicielką
              samochodu, pojechałam na duze zakupy do Geanta {wiadomo, samochodem},
              nakupowałam z 10 siatek i odruchowo dawaj do tramwaju, to był listopad czy coś
              podobnego, zimno, mokro, czekałam z 15 minut na przystanku, potem do domu z 10
              minut piechotką, staję pod drzwiami do bloku{mieszkam sama}uchetana jak dziki
              osioł po orce, gmeram w kieszeni po klucze, mam, kurde..... te sa od
              samochodu, a te od chałupy sa w samochodzie, którego zapomniałam zabrac spod
              Geanta !!!!!!!!!!!!!!! myślałam, że zabiję pierwsza napotkana osobę !!!!!!!!!!
              • Gość: liv Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.05, 19:46
                jesteś fenomenalna... spadłam z krzesła, hłehłehłehłe, boskieeeeeeeee!!!
              • axasa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 03.02.06, 17:55
                zajefajne!!! :-)))
              • Gość: ip Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.76.classcom.pl 17.10.08, 22:21
                CUDOWNE !!!!!!!!!!!!!!!!!!! O mało nie zaksztusiłam się herbatą i
                też byłam bliska spadnięcia z krzesła.
          • kociubek Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 13.04.04, 23:04
            sisters napisała:

            > Ja miałam gdzieś jechać samochodem. Otworzyłam sobie drzwi pilotem i usiadłam
            > na miejscu pasażera. Po jakiś 10 sekundach dopiero zorientowałam się, że
            > powinna chyba usiąść za kierownicą. Sąsiadki siedzące na ławce przed blokiem,
            > jakoś dziwnie się na mnie patrzyły.
            Identyczna sytuacja ... Notorycznie otwierałam samochód od strony pasażera
            wsiadałam i czekałam na kierowce który nigdy nie nadchodził, mało tego będąc w
            centrum musiałam bardzo sie wysilac i myślec o samochodzie żeby przypadkiem
            nie zapomnieć i nie wócić do domu tramwajem:)))))))
          • saralove Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 26.02.05, 18:24
            sisters napisała:

            > Ja miałam gdzieś jechać samochodem. Otworzyłam sobie drzwi pilotem i usiadłam
            > na miejscu pasażera. Po jakiś 10 sekundach dopiero zorientowałam się, że
            > powinna chyba usiąść za kierownicą.

            Mnie to się ostatnio zdarzyło na stacji benzynowej ;)))
            Byłam już bardzo spóźniona, a musiałam zatankować auto... Więc zatankowałam,
            poszłam zapłacić, wracam do samochodu i.. wsiadam od strony pasażera...
            Pracownik stacji miał ubaw!
            Dodam tylko, iż to z przyzwyczajenie, bo nawet gdy jadę jako pasażer często
            wychodzę zatankować i potem zapłacić, a mój chłopak zostaje w aucie ;-))
        • Gość: reblotka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.05, 19:14
          kiedyś, dawno dawno temu miałam podobną porzygodę. Winowajcą był groźny pies
          biegający po podwórku, a wychodek był na zewnątrz. skończyło się to potajemnym
          praniem i jeszcze większym zninawidzeniem ogromnego psiska!!
    • Gość: M. Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.zefa.pl 08.10.03, 15:14
      Ja swego czasu mialam cos takiego ze po zjedzeniu jogurtu i tym podobnych
      wkladalam do zlewu pojemniczek a lyzeczki wrzucalam do kosza...
      • pstosia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 08.10.03, 15:39
        Gość portalu: M. napisał(a):

        > Ja swego czasu mialam cos takiego ze po zjedzeniu jogurtu i tym podobnych
        > wkladalam do zlewu pojemniczek a lyzeczki wrzucalam do kosza...
        ja mam tak dosc czescto!!! albo torebke od herbaty wrzucam do zlewu a kubek
        laduje w smieciach:)
        • sol_bianca Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.12.04, 15:36
          A mnie kiedyś mama powiedziała: wyrzuć te skarpetki. Oczywiście chodziło o to,
          żeby je wrzucić do kosza na brudna bieliznę. A ja powędrowałam prosto do kuchni
          i wywaliłam je do śmieci.
        • Gość: j Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 08.12.04, 22:54
          taak...ja sie kiedys w podobny sposob kapalem,a ze zakatarzony bylem wpierw
          postanowilem sie wysmarkac, co tez uczynilem i z nowym zapalem zabralem sie za
          kapiel.Chusteczke odlozylem wczesniej na bok.Zddjalem ladnie skarpetki,
          wrzucilem je do kosza na bielizne, a chusteczke naturalnie do toalety..spuscilem
          grzecznie wode.Wielkie bylo moje zdziwienie, gdy wkladajac gaciory do tegoz
          kosza znalazlem tam chusteczke...skarpety byly stracone..hehe
    • Gość: amonia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 2.4.STABLE* / 62.29.137.* 08.10.03, 16:24
      Przypomniała mi się sytuacja z górskiego schroniska. Jesteśmy z Lidką w
      łazience. Ona bierze prysznic, ja chcę umyć zęby,ale zapomniałam pasty. Proszę
      Lidkę, żeby mi trochę pożyczyła. Ona mówi, że mam ją sobie wziąć z kosmetyczki.
      Wyciągam więc znajomo wyglądającą tubkę, i orientuję się, że coś jest nie tak,
      dopiero, gdy "pasta" nie daje się spłukać tak łatwo jak zwykle. Umyłam zęby
      jakimś kremem nawilżającym:)
      • piasia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 08.10.03, 18:00
        Gość portalu: amonia napisał(a):
        Umyłam zęby
        > jakimś kremem nawilżającym:)

        Kiedyś w porannym pośpiechu i zaspaniu umyłam zęby ojcowym kremem do golenia ;)
        • kociubek Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 13.04.04, 23:08
          ja myjąc zęby przed ważnym egzaminem złamałam szczoteczke do zębów
        • Gość: huckleberry Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.08.04, 01:21
          a ja w porannym pospiechu dezodorantem po włosach a lakierem do włosów....
          • Gość: Halcia Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.pools.arcor-ip.net 13.01.06, 11:34
            hihi.. ja zrobilam kiedys dokladnie tak samo , tylko pod pachmi wyladowal zel w
            sprayu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka