i.nes Re: Gdy widzę słodycze, to kwiczę... 22.07.09, 20:47 Nie jem dużo słodyczy. Owszem, sporo piekę, ale zawsze 3/4 oddaję rodzinie :) Raz na pół roku dorwie mnie jednak głód, wtedy pochłaniam wszystko, co ma choć odrobinę cukru - ostatnio ekologiczne masło orzechowe, które w 99% składało się z orzechów i... soli! Widocznie ten 1% miał tę ciutę potrzebnego mi cukru :D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ac Reed Re: Gdy widzę słodycze, to kwiczę... IP: *.ssp.dialog.net.pl 22.07.09, 23:48 Generalnie prawdziwy głód rzadko łapie, bo... jem posiłki co 3 godziny :-) I na taki posiłek czasami potrafię zjeść np. 200 gramowe opakowanie rodzynek sułtańskich. Bardzo smaczne, albo sałatkę owocową z cynamonem i miodem lipowym, mniam :-) Odpowiedz Link Zgłoś
princessofbabylon Re: Gdy widzę słodycze, to kwiczę... 23.07.09, 12:48 Fajny wątek :) Często jestem na głodzie i nie wiem co podjeść, a tu proszę, skarbnica wiedzy jak i czym zamulić się w minut pięć ;) Teraz siedzę, kawę popijam i zajadam czekoladki z bombonierki :D Poniżyłam się już nie raz wyjadając w akcie desperacji cukier z cukierniczki. A cukier w kostkach to już w ogóle rarytas:) Jak nic w domu nie ma, to robię kogel-mogel. Ja nie mam kakako, to piję kawę, herbatę - słodką oczywiście. Chleb z cukrem to moje ulubione danie z dzieciństwa ;) Ale teraz jakoś nie jadam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jagna Re: Gdy widzę słodycze, to kwiczę... IP: *.radom.pilicka.pl 23.07.09, 12:56 Jak to dobrze sie dowiedzieć, że cukrowe gastrofazy nie są tylko moją przypadłością :) Żadne słodycze się u mnie w domu nie uchowają (zjadane są od razu po przyniesieniu ze sklepu do domu). No chyba, że maja być goście, to słodkości (może) doczekają. Ja w akcie desperacji zjadam: - marmoladę/rodzynki/śliwki suszone - powidła/dżem po uprzednim dodaniu cukru - śmietanę z kakao i cukrem - jogurt naturalny/maślankę po wymieszaniu z marmoladą, powidłami i cukrem rzecz jasna -j ak mnie najdzie na słodkie w drodze do domu, to wstępuję do sklepu po "mleko krówkowe" (dla niewtajemniczonych to skarmelizowane mleko skondensowane) Mniam! A jak już całkiem nie ma nic z w/w (albo już wszystko zjadłam i nie pomogło) to kanapkę ze smalcem robionym przez moją mamę, koniecznie ze skwarkami! Ewentualnie kanapkę z masłem i majonezem. A potem najedzona i szczęśliwa idę spać... A swoją drogą, dlaczego "głód cukrowy" dopada najczęściej wtedy, gdy ciemno, zimno i do sklepu daleko? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: haha O/t IP: *.cable.smsnet.pl 23.07.09, 13:04 Posucha na słodkie to ponoć atawizm z czasów, gdy człowiek nie znał słodyczy a jednymi słodkościami były owoce: taki mechanizm natury, by zmusić człowieka do jedzenia owoców, czegoś co ma witaminy:)) Czasem warto na takim głodzie zjeść banana tudzież innego badyla. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: autor Re: O/t IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.09, 14:21 No co tam owoce, vibovit na sucho ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
sootball Re: O/t 23.07.09, 14:45 Jagna, przypomniałaś mi jednego świetnego bloga, który się nazywał Gastrofaza właśnie. gastrofaza.blogspot.com/ Zakwikiwałam się czytając go :))) Odpowiedz Link Zgłoś
mint.royal Re: O/t 23.07.09, 16:17 blog rewelacyjny ! obśmiałam sie jak norka :)))) welkie dzięki ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: haha Re: O/t IP: *.cable.smsnet.pl 23.07.09, 16:42 Ja pamiętam opis piwa jako smaku asfaltu zmieszanego z mułem rzecznym i przeżutym z bandażami z hinduskiego leprozorium:)) Z Graala znam tylko rybki i Bogu dziękować tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
koociarz Re: Gdy widzę słodycze, to kwiczę... 23.07.09, 18:59 - Czy oskarżony ma coś na swoją obronę? - Tak, Wysoki Sądzie. Nie miałem wyjścia. - Jak to nie miałeś wyjścia? Każdy ma wolną wolę. - Ale tak mnie zassało, że nie mogłem wytrzymać. - Czy to wystarczający powód by WYŻERAĆ cukier z cukiernicy? - Niczego innego nie było! Rodzina zeżarta całe moje zapasy, to nie moja wina, że mnie tak mocno zassało! - Oskarżonego uznajemy za winnego i skazujemy na tygodniowe stołowanie w zadłużonym szpitalu. ----- Ja niestety tez mam takie głody. Po przeczytaniu wątku mam chęć na coś słodkiego :) Zazwyczaj jest coś słodkiego np. ciasto, cukierki, wafelki. Kiedy nie ma nic "cywilizowanego" to pozostaje nutella i dżem. Niestety, są takie dni, że w domu nie ma NIC oprócz cukru. Wtedy, przyznaję, jak nikt nie widzi, wyżeram cukier. Na szczęście to sytuacje ekstremalne :) Jak mam troche czasu to robię sobię omlet z dżemem i śmietaną - dla odmiany kwaśną. Rzadko miewam taką fazę (średnio raz w tygodniu), więc zarzut złego odżywiania się mnie się nie ima. Nie ruszam się zbyt dużo - co najwyżej spacer - nie mogę schudnąć, bo moje BMI wynosi 19 (wiele kobiet może mi pozazrościć sylwetki :) ) Jak następnym razem mnie przyciśnie to wypróbuję któryś z waszych patentów :) Odpowiedz Link Zgłoś
szuszu1985 Re: Gdy widzę słodycze, to kwiczę... 23.07.09, 15:47 Ja w takich sytuacjach jem rodzynki, figi i inne suszone owoce, ewentualnie orzechy laskowe. Cukru z cukierniczki nie wyjadam, jak juz bym miala az taka ochote to chyba bym sie do sklepu po czekolade przeszla, albo chodzila po sasiadach w laske, zeby ciasta dali. Odpowiedz Link Zgłoś
stary_zgred1 Re: Gdy widzę słodycze, to kwiczę... 23.07.09, 21:11 Przypomnieliście mi o pewnej sytuacji, w której głód słodyczy objawił się u mnie jak jakaś choroba nieomal. To był czas remontu mieszkania - meble zwalone na kupę w dwóch pokojach, nic nigdzie nie można znaleźć. Był wieczór, sklepy już pozamykane, a mnie się diabelnie chciało czegoś słodkiego. Tak więc zaczęło się przeszukiwanie chałupy w nadziei na znalezienie czegokolwiek. Niestety - czekolady - nie było, wafelków - nie było, ciasteczek nie było, nawet bananów w domu nie miałam. Jedynym źródłem słodyczy, znalezionym gdzieś na dnie jednej z kuchennych szuflad okazały się czekoladowe odrapki z ptasiego mleczka, które przy pożeraniu tego ulubionego smakołyku skrzętnie zrywam i upycham do jakiegoś pudełeczka, żeby później wysypać. Nie mam pojęcia dlaczego zostały wtedy schowane do ciemnego kąta, ale jednego jestem pewna - w braku czegokolwiek innego smakowały doskonale :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jaija Re: Gdy widzę słodycze, to kwiczę... IP: *.ssp.dialog.net.pl 23.07.09, 21:40 Mając tylu współgrzeszników, czuję się nieco rozgrzeszona w łakomstwie :) Przypomniało mi się, jak jadłam też przekrojoną na pół cytrynę, zanurzając ją w cukrze :| Ale też, jak któregoś dnia na całodniowej wyprawie rowerem, nie miałam nic poza batonami i myślałam, że się od tej słodyczy, za przeproszeniem, porzygam. W domu od razu rzuciłam się na mięcho :) A wracając do wątku, to najbardziej pomysłowa wydaje mi się rolada chlebowo-dżemowo-maślana :D Ale i inne pomysły są świetne, niektóre boskie. Ciekawe, czego jeszcze się dowiemy ( i zapewne z czego jeszcze skorzystamy w trakcie wielkiego cukrowego głodu). Odpowiedz Link Zgłoś
pani.misiaczkowa Re: Gdy widzę słodycze, to kwiczę... 23.07.09, 22:15 Boski wątek. Od razu sumieniu ulżyło, jak jest tylu współwinnych. Po urodzeniu dziecka wszyscy na około mi opowiadali jaki to cukier jest niebezpieczny dla dziecka, że nie będzie chciało spać, że będzie marudne, nadpobudliwe. Ja znany słodyczożerca padłam po kilku dniach. W nocy znalazłam w szafce scukrzony miód. Smakował bosko. Tylko później płakałam przed panem Misiaczkiem, że jestem wyrodna matka. Dziecku nic się nie stało. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: totylkoja Re: Gdy widzę słodycze, to kwiczę... IP: 212.244.241.* 27.07.09, 10:47 Skłonność do słodyczy odziedziczyłam po ojcu. W dzieciństwie, za głębokiej komuny, zwędziłam mamie bitą śmietanę w proszzku i zeżarłam w drewutni. Sprawa się wydała;) Razem z ojcem wyżeraliśmy ptasie mleczko - wybierając poszczególne kawałeczki drutem z opakowania, tak żeby nie naruszyć folii. ( w tamtych czasach było trochę inaczej pakowane) Wyżeranie polewy do ciasta to u nas norma. W skrajnych sytuacjach próbowałam kisielu i budyniu na sucho - nie polecam. Zdażyło mi się pochłonąć posypkę do ciasta i cukrowe gołąbki z tortu, zachowane na pamiątkę kilka lat wcześniej. Baranka ze święconki również jestem w stanie pożreć - zaczynam od rogów i uszu;) A patentem na słodyczowy głód jest u mnie pianka z mleka skondensowanego i galaretki. Odpowiedz Link Zgłoś
pani.misiaczkowa Re: Gdy widzę słodycze, to kwiczę... 28.07.09, 17:20 He he he! Moja siostra w pudełku z ptasim mleczkiem wycięła na spodniej stronie prostokącik i wyciągała tamtędy słodkie kosteczki. Wydało się jak przyszli goście i mama chciała ich poczęstować. Była też mistrzynią wyżerania cukierków z choinki (w takich kolorowych sreberkach), tak formowała puste papierki, że dopóki ktoś nie wziął do ręki to nie było widać żadnej różnicy. Odpowiedz Link Zgłoś
ewa9717 Re: Gdy widzę słodycze, to kwiczę... 28.07.09, 18:09 Straszliwie instruktażowy jest ten wątek! ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
szalonaburza Re: Gdy widzę słodycze, to kwiczę... 28.07.09, 05:00 Ja prawie w ogóle słodkich rzeczy nie jadam, choć w momentach chwilowej słabości (raz na kilka miesięcy) potrafię zamarzyć o czekoladzie i wtedy szybko do marketu, zakupuję cały słoik nutelli i pożeram cały w ciągu kilkunastu minut. Tym bardziej dziwne jest, że zdarzyło mi się zrobić kilkakrotnie takie danie i zajadać się nim szczęśliwie - makaron z masłem i cukrem... Raz, dwa do roku mi się zdarza;) Odpowiedz Link Zgłoś
mika_p Re: Gdy widzę słodycze, to kwiczę... 28.07.09, 22:47 Staram się mieć w domu kleik ryżowy, taki niemowlęcy - a to sos zagęszczam, a to utwardzam dietą skutki przeżarcia się przez dzieci rodzynkami. No i najczęściej jest w domu syrop malinowy. Kleik z takim syropem jest słodki i błyskawicznie gotowy. A jak jeszcze jest mleko w domu, to prawie jak budyń, tylko dużo szybciej. Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: Gdy widzę słodycze, to kwiczę... 02.08.09, 18:19 Ja nie lubie slodkiego, i nie mam opisanych przez Ciebie napadow - jak sobie przypomne, to ostatni raz jadlam cukier w bezie gdzies kolo lutego. Tak poza tym nie jem cukru, a i za slodkimi owocami np. tez nie przepadam. Suszone lubie, owszem. Za to uwielbiam sol i zdarzalo mi sie wyjadac ja lyzkami z solniczki. Odpowiedz Link Zgłoś