rita100
01.04.06, 21:42
Przeczytałam bardzo ciekawe wspomnienia z Mazur. Napisała je w swojej ksiązce
Olga Lipińska. Być może znajdzie się ktoś kto ma takie lub podobne wspomniena
z wyprawa mazurskich.
Wina , wina dajcie
Wspomnienia z mazurskich lasów
Siedzimy sobie w naszym mazurskim domku za zamkniętymi drzwiami, jest cichy
pogodny wieczór siadywało się na werandzie i słuchało tykania świerszczy. Ćmy
leciały do światła i często wpadały do kieliszków z winem. Była cisza. Dziś
wieczorem czekamy, kiedy pokemony, chipsy i wszelaka przyszlość Narodu
przestanie wyć, ryczeć , tupać i powiedzmy śpiewać. Rany boskie ! Do lasu iść
nie można, bo ciemno i można dostać baty. Włączam muzykę. Gdzie tam! "Wina,
wina dajcie, a jak umrę pochowajcie..." fałszujący pijacki ryk niesie się po
jeziorze (nasze jezioro objęte jest strefą ciszy!) odbija od lasu i przebija
przez nasze ściany.
- Policzyłem, siedemnaście razy to śpiewają z radości, że mają nieograniczone
możliwości rozwoju - sycze - wracajmy do Warszawy.
- Nie można obrażać sie na rzeczywistość, rzeczywistość narodek, jaki jest,
każdy widzi, wykrzyczy się pójdzie kiedyś spać.
- A potem się obudzi wściekły skacowany i warczący, ze inni mają lepeij, a
wieczorem znow ..wina, wina, wina dajcie...
Co się stało z naszą klasą ? Co sie stało z Mazurami ? Z łagodnymi,
życzliwymi naszymi Mazurami ? Z każdego namiotu, z każdego domku ryczy
rozkręcona na ful perkusja. Tak zwana młodzieź od rana chla piwo w pichu
przed sklepem...
- Może panowie troszkę ciszej.
- Spadaj, dziecino, bo bedą baty - to najwytworniejsza uwaga, jaką słyszę.
Więc spadam. Uciekamy w las. W czarowny mazurski las.
"Wstęp wzbroniony !" "Pożary"
Krzyczy napis na żółtej tablicy.
Po co krzyczy ? Nie wiadomo. Co chwila mijają nas auta i wrzeszczą
przesterowane głośniki. Mąż staje na drodze.
- O co chodzi palancie ?- pragnie się dowiedzieć własciciel eleganckiego
volvo.
- Tu nie wolno jeździć, proszę pana.
- Przejdź człowieku, bo ci garaż z d... zrobię i tak dalej.
Za volvem leci honda, za hondą ford i tak dalej. Leci dukatami bogactwo i
elegancja, zostawiają smród spalin i tumany kurzu. Nikt już im nie staje na
drodze. Jest świetnie. Jest cicho. Jest pachnące mazurskie powietrze. Tylko
własnie, że tego nie ma.
- Wracajmy do Warszawy !
- Poczekaj , może będzie lepiej.
Nie będzie. Za dużo zakazów, za dużo głupoty, za dużo chcrześcijańskiego
fafszu i kabotyńskiego patosu."
lipiec 2004 rok Mazury
Olga Lipińska