Dodaj do ulubionych

Wspomnienia z Warmii i Mazur

01.04.06, 21:42
Przeczytałam bardzo ciekawe wspomnienia z Mazur. Napisała je w swojej ksiązce
Olga Lipińska. Być może znajdzie się ktoś kto ma takie lub podobne wspomniena
z wyprawa mazurskich.

Wina , wina dajcie
Wspomnienia z mazurskich lasów
Siedzimy sobie w naszym mazurskim domku za zamkniętymi drzwiami, jest cichy
pogodny wieczór siadywało się na werandzie i słuchało tykania świerszczy. Ćmy
leciały do światła i często wpadały do kieliszków z winem. Była cisza. Dziś
wieczorem czekamy, kiedy pokemony, chipsy i wszelaka przyszlość Narodu
przestanie wyć, ryczeć , tupać i powiedzmy śpiewać. Rany boskie ! Do lasu iść
nie można, bo ciemno i można dostać baty. Włączam muzykę. Gdzie tam! "Wina,
wina dajcie, a jak umrę pochowajcie..." fałszujący pijacki ryk niesie się po
jeziorze (nasze jezioro objęte jest strefą ciszy!) odbija od lasu i przebija
przez nasze ściany.
- Policzyłem, siedemnaście razy to śpiewają z radości, że mają nieograniczone
możliwości rozwoju - sycze - wracajmy do Warszawy.
- Nie można obrażać sie na rzeczywistość, rzeczywistość narodek, jaki jest,
każdy widzi, wykrzyczy się pójdzie kiedyś spać.
- A potem się obudzi wściekły skacowany i warczący, ze inni mają lepeij, a
wieczorem znow ..wina, wina, wina dajcie...

Co się stało z naszą klasą ? Co sie stało z Mazurami ? Z łagodnymi,
życzliwymi naszymi Mazurami ? Z każdego namiotu, z każdego domku ryczy
rozkręcona na ful perkusja. Tak zwana młodzieź od rana chla piwo w pichu
przed sklepem...
- Może panowie troszkę ciszej.
- Spadaj, dziecino, bo bedą baty - to najwytworniejsza uwaga, jaką słyszę.
Więc spadam. Uciekamy w las. W czarowny mazurski las.
"Wstęp wzbroniony !" "Pożary"
Krzyczy napis na żółtej tablicy.
Po co krzyczy ? Nie wiadomo. Co chwila mijają nas auta i wrzeszczą
przesterowane głośniki. Mąż staje na drodze.
- O co chodzi palancie ?- pragnie się dowiedzieć własciciel eleganckiego
volvo.
- Tu nie wolno jeździć, proszę pana.
- Przejdź człowieku, bo ci garaż z d... zrobię i tak dalej.
Za volvem leci honda, za hondą ford i tak dalej. Leci dukatami bogactwo i
elegancja, zostawiają smród spalin i tumany kurzu. Nikt już im nie staje na
drodze. Jest świetnie. Jest cicho. Jest pachnące mazurskie powietrze. Tylko
własnie, że tego nie ma.
- Wracajmy do Warszawy !
- Poczekaj , może będzie lepiej.
Nie będzie. Za dużo zakazów, za dużo głupoty, za dużo chcrześcijańskiego
fafszu i kabotyńskiego patosu."
lipiec 2004 rok Mazury
Olga Lipińska


Obserwuj wątek
    • tralala33 Re: Wspomnienia z Warmii i Mazur 02.04.06, 21:11
      Ten kóntek to można by zatytułować 'Gwiazdy na Mazurach' - abo stonka wink
      Dorzucam dwie kolejne historie

      O swojej przygodzie na Mazurach opowiada Paweł Deląg, aktor
      Joanna Maria Wojciechowska 10-07-2002,

      Mazury to szczególna kraina. Uwielbiam odwiedzać te okolice z dwu powodów -
      pierwszym jest szczególne ukształtowanie geograficzne pełne jezior, rzek, gór,
      lasów, drugim - bliskość Warszawy. Przecież do tej cudownej krainy jedzie się
      tylko dwie godziny! A na miejscu jest wszystko, co człowiekowi do odpoczynku
      niezbędne - woda, po której można żeglować albo pływać kajakiem (co ja jednak
      niespecjalnie lubię) i fantastyczny teren do wypadów konnych. Mam na Mazurach
      swoją ulubioną stadninę koni. Odwiedzam ją tak często, jak się tylko da -
      czasami nawet udaje mi się przyjeżdżać tam co tydzień. Wsiadam na konia i
      galopuję (dosłownie!), gdzie mnie oczy poniosą.

      Kiedy nie mam ochoty na jazdę konną, przesiadam się na łódkę albo, po prostu,
      podziwiam widoki. Tak piękne, jak nigdzie. Dodam jeszcze, że uwielbiam w
      Mazurach spokój i ciszę, jakie tu zawsze panują. Gdy szukam ucieczki przed
      światem, zgiełkiem cywilizacji zawsze je tu znajduję.
      • tralala33 Re: Wspomnienia z Warmii i Mazur 02.04.06, 21:12
        O swojej przygodzie na Mazurach opowiada Laura Łącz, aktorka
        Joanna Maria Wojciechowska 16-07-2002,


        Wakacje na Mazurach zaczęłam spędzać dopiero jako osoba dorosła. W
        dzieciństwie, kiedy moje koleżanki jeździły z rodzicami nad jezioro, ja
        lądowałam nad morzem... Zdecydowałam się odpoczywać na Mazurach, gdy "odkryłam"
        uroki hotelu Gołębiewski w Mikołajkach. Nie lubię spędzać wakacji na odludziu,
        w krzakach lub pod drzewem.. Lubię gwar, ruch i luksus, czyli wszystko to, co
        znajduję w tym hotelu. Do niedawna przyjeżdżałam do Mikołajek tylko latem, w
        tym roku natomiast zawitałam tam na długi majowy weekend. I do tej pory jestem
        pod wrażeniem. Nie lubię spacerować, bo wszędzie, gdzie tylko się da, jeżdżę
        autem. Niemniej widok żółtych od mleczy łąk wyciągał mnie z hotelu każdego
        dnia. Zabierałam ze sobą psa - owczarka niemieckiego, bo na szczęście w hotelu
        można mieszkać ze zwierzakami, i godzinami chodziłam po okolicy. W życiu się
        tak nie nachodziłam, jak wtedy! Było cudownie! Odpoczęłam, jak również mój
        leniwy i niechętny spacerom syn.

        Lubię Mikołajki za uliczny i jednocześnie wakacyjny gwar, jeziora i powiew
        luksusu oraz za to, że tak blisko jest tam do zarośli, trzcin i pomostów, na
        których mogę wędkować. Często wkładam tenisówki i godzinami z synem moczę wędkę
        w jeziorze. Czasami nawet udaje mi się złapać całkiem pokaźną sztukę.

        Mazury to także jazda konna. Mój syn godzinami mógłby nie zsiadać z konia.
        Cieszy się, że prócz samej frajdy z jeżdżenia ma także przyjemność oglądania
        pięknych krajobrazów.
        • rita100 Re: Wspomnienia z Warmii i Mazur 03.05.06, 22:38
          Laura Łącz , aktorka - też chwali Mazury i Mikołajki.
          Podnosze wątek, by też zamieścić inne wspomniennia z Warmii i Mazur.
          • tralala33 Re: Wspomnienia z Warmii i Mazur 03.05.06, 22:47
            A czyje?
            • rita100 Re: Wspomnienia z Warmii i Mazur 03.05.06, 22:54
              takich chlopaków, ktorzy napisali pamiętnik z Mazur i pijaństwa wink)
              dobranoc
              • tralala33 Re: Wspomnienia z Warmii i Mazur 05.05.06, 21:37
                Wspomnienia to za dużo powiedziane ale parę miłych słów od Ewy Bem z
                dzisiejszego 'Metra'

                'Poza sceną mam czas na niespieszne bycie razem, na ukochane Mazury, które są
                moją wieczną tęsknotą i miłością, oraz na spacery z córkami i dwoma psami -
                mówi Ewa Bem o sobie i swojej rodzinie.'
                • rita100 Re: Wspomnienia z Warmii i Mazur 05.05.06, 21:40
                  Może kiedys i powspominają wielcy politycy, którzy często zaszywają się na
                  Warmii i Mazurach smile
                  Jakby tak się dowiedzieć dokładnie kto bywał na Mazurach , jakie sławy i
                  gwiazdy to wątek przekroczyłby limit ciagu wink)))
                  • rita100 Re: Męski Rejs Mazurski 05.05.06, 21:57

                    Rejs, dzięki wszystkim dobrze przemyślanym zabiegom (zakupom żywnościowym –
                    ryż, makaron, sosy, konserwy, słodycze itp. i konfekcyjnym – dżokejki, trzy
                    rodzaje koszulek), jawił się nam jako dwutygodniowe, czternastodobowe,
                    trzystatrzydziestosześciogodzinne wspaniałe, radosne i podniecające igranie z
                    wiatrem.

                    Student przygotował magnetofon (ach, ta młoda krew), Architekt – wędki,
                    Elektronik – książkę o sterowaniu układami ISDN, Doktorant – niedawno
                    zakupionego gps-a, Polonista – książkę o Rafale Wojaczku tudzież wędki, a
                    Geograf – książkę biograficzną o Karolu Darwinie. (Płynąc po Darginie se
                    poczyta o Darwinie).

                    Jutro wyruszamy. Trudno w to uwierzyć, ale naprawdę jutro wyruszamy na Mazury.
                    Wyruszamy, by II Męski Rejs Mazurski stał się faktem! Zatem w drogę, panowie!
                    www.republika.pl/mrcnlsk/IIprolog.html
                    • rita100 Re: Męski Rejs Mazurski 05.05.06, 22:01
                      Dość parny dzień powitał nas wiadomościami o strajku kolejarzy. O strajku owym
                      słyszeliśmy już kilka dni wcześniej, jednak 30 czerwca kolejarze pokazali
                      klasę. Punktualnie o godzinie 00 stanęły niektóre pociągi. Najgorzej, jak
                      podały media, miało być na... Górnym Śląsku, w Katowicach. Nie dość, że mamy
                      najgorsze powietrze, jedne z najgorszych dróg, to jeszcze mamy największe
                      stężenie strajku kolejarzy. Na szczęście jeszcze przed południem słyszymy w
                      radiu, że strajk jest bezprawny i że na pewno pociągi będą jeździły zgodnie z
                      rozkładem. To oczywiście czcza gadanina

                      Udało się! Po raz kolejny nam się udało. Jedziemy na Mazury, panowie, ogień z
                      rury!

                      Rozmawiamy sobie, opowiadamy dowcipy i nagle, ni stąd ni zowąd wstaje dzień...
                      Dzień pochmurny, chłodny, ale dla nas piękny, bo mazurski...
                      www.republika.pl/mrcnlsk/II30.htmlcdn

                      • rita100 Re: Męski Rejs Mazurski 05.05.06, 22:07
                        O godzinie 550 jesteśmy w Giżycku. Podróż dobiegła końca.
                        Już pierwszego dnia rejsu spełniamy dobry uczynek. Zabieramy poznane w pociągu
                        dziewczyny do Wilkasów. A zabieramy je tam łódką o wdzięcznej
                        nazwie "Geronimo" - no właśnie, bo o łódce nie było jeszcze ani słowa.

                        "Geronimo" to "Tango 730", sześcioosobowa łajba o bardzo dobrych parametrach
                        technicznych. Jest jednak parę mankamentów - mamy krzywy maszt, apteczkę
                        pamiętającą czasy Krzysztofa Kolumba (napis na jednym z opakowań tabletek
                        brzmi: "ot dreszczy". No brawo, brawo!!!), parę bakist pełnych pustych
                        plastikowych butelek, garnki, których używano pewnie podczas wyprawy dowodzonej
                        przez Ferdynanda Magellana, sztućce a la wczesny Stalin. Jeśli chodzi o
                        sztućce, to oczywiście najlepsze są aluminiowe łyżeczki. Wszyscy urodzeni przed
                        rokiem 1989 pamiętają zapewne owe cacka. Dzieci nie mają najmniejszych szans na
                        samodzielne rozmieszanie cukru w szklance gorącej herbaty, bo łyżeczka ma
                        temperaturę ok. 100 stopni Celsjusza. Poza tym po zjedzeniu czegokolwiek za
                        pomocą prześlicznie wyglądającej łyżeczki ma się przez miesiąc zajady
                        uniemożliwiające mimiczno-twarzowe okazywanie emocji.

                        No, ale tyle o sprzętach na łajbie. Chociaż można jeszcze powiedzieć... Nie!
                        koniec i basta.

                        Jest potwornie pochmurno. Nieźle dmucha, ale też nieźle pada. Około godziny 15
                        jesteśmy w "Sklepie" (to taka nasza nazwa małej wioski na jeziorze
                        Szymoneckim). Robimy porządek, przygotowujemy jedzenie i punktualnie o godzinie
                        1800 jesteśmy w "sklepowym kościele". A w kościele, tradycyjnie (bo jesteśmy tu
                        już drugi raz, kilkanaście osób. Kameralnie i bardzo przyjemnie.

                        Po powrocie z kościoła przygotowujemy pierwszą ucztę grilową. Niestety,
                        kiełbasa strasznie się pali i wygląda, co tu ukrywać jak kupa... Mamy wrażenie,
                        że lepiej byłoby sprzedawać tę kiełbasę w sklepie z głupimi gadżetami.

                        Architekt tworzy potężny projekt. Chce obudować jezioro Śniardwy, stworzyć
                        ogromny dom , którego podłogą będzie woda. Wędkarze nie będą się już przejmować
                        warunkami atmosferycznymi. Architekt wymyśla nawet nazwę owego budynku: "Dom
                        schadzek ryb". Student jest "skrzypkiem na dachu", a raczej "skrzypkiem na
                        dachach." Gra na skrzypcach stojąc na dachach najbardziej znanych budynków.
                        Stoi na budynku Sejmu, Na Białym Domu, na dachu opery w Sydney, wreszcie
                        dociera do Tybetu. Tam to staje się "skrzypkiem na dachu świata".

                        To oczywiście żarty. Żarty i tyle. Tak naprawdę wszystkim nam śnią się bałwanki
                        tańczące na śniegu...

                        www.republika.pl/mrcnlsk/II01.html
                        • rita100 Re: 05.05.06, 22:17
                          jutro dokończę ten wspaniały rejs
                          • rita100 Re: Męski Rejs Mazurski 06.05.06, 21:49
                            O 1500 znajdujemy miejsce na nocleg. Jesteśmy u brzegów jeziora Bełdany. Jak
                            mówił pewien mazurski poeta:
                            "Żeglarzu mocno sterany,
                            wiatrem wciąż smagany,
                            nie czekajże o rany,
                            przypłyń na Bełdany..."
                            Ta mazurska poezja wzrusza nas tak mocno, że nie potrafimy opanować emocji.
                            Płaczemy mniej więcej do 1530.

                            Wieczorem jemy banany z grila i oczywiście kiełbachy. I znów przychodzi na myśl
                            wiersz mazurskiego poety:
                            "Gdy masz na dłoniach od szotów rany,
                            gdyś przez sternika jest wykorzystany,
                            gdy masz już w głowie samobójcze plany
                            - zjedz na Bełdanach grilowe banany..."



                            • rita100 Re: Męski Rejs Mazurski 06.05.06, 21:51
                              Niedługo po grilowej uczcie przysiadają się do nas dziewczyny z Łodzi (nie
                              chodzi tutaj oczywiście o łódź podwodną). Próbujemy trochę pograć na
                              przywiezionych z Zabrza instrumentach (mamy jak to bywa w naszym zwyczaju
                              skrzypce, flety, gitarę i rozmaite, jak mówią Ślązacy - czyli my - roztomaite,
                              przeszkadzajki). Niestety, okazuje się, że gitara pożyczona od kolegi Młodego
                              Dobrze Się Zapowiadającego Plastyka Śmiejącego Się Zwykle W Pozycji Poziomej
                              Tudzież Futrynowego I Podschodowego Wspinacza okazuje się niegitarą. Po
                              zagraniu dwóch niemelodii postanawiamy odłożyć instrumenty, żeby nie zbudzić
                              śpiących w jeziorze, a wyjątkowo okrutnych tego lata wodników. Tutaj po raz
                              kolejny na myśl przychodzi nam tekst poety, będący przestrogą dla nieostrożnych
                              niby-muzyków:
                              "Nie grajcie chłopcy na kiepskiej gitarze,
                              bo wodnik szlamem facjaty wam zmaże,
                              a gdy zezłości się mocno i wkurzy,
                              każdy z was sobie na byka zasłuży..."

                              • rita100 Re: Męski Rejs Mazurski 06.05.06, 21:53
                                Mazurskie noce potrafią zniewolić to wszystko, co tylko zniewolić można.
                                Siedzimy w kokpicie i marzymy. Nie ma już z nami dziewczyn z łodzi, zabawiły u
                                nas tylko parę chwil. Dlatego możemy marzyć, swobodnie odpływać myślami w dal.
                                Tak marzą tylko faceci. Zobaczcie - mówi Geograf - sznur kormoranów w locie
                                splątał się, pożegnał ciepły dzień... Tak - mówi polonista - to piękne zaiste,
                                ale spójrzcie tam, dalej, po wodzie pływa kaczka nieżywa... Nie spłycaj -
                                strofuje Polonistę Doktorant - przecież trzeba zauważać piękno przyrody, o
                                szmer tataraku jeszcze dobiegł nas... Tak, tak - odzywa się nagle Elektronik -
                                to wszystko takie niby piękne, ale mówicie zbyt głośno, pamiętajcie, że teraz
                                wszystkie rybki śpią w jeziorze, tylko jedna spać nie może, nie budźmy jej więc
                                ze snu... Łatwo się mówi - przerywa Elektronikowi Architekt - ale nikt z was,
                                panowie nie pomyślał o tym, że niedawno, dosłownie przed momentem zmierzch z
                                jezior żagle zdjął, mgieł porozpinał splot... Nie kłóćcie się - odzywa się ni
                                stąd ni zowąd Student - mówicie o tylu różnych rzeczach, a przecież nie
                                dotykacie najważniejszego. Zastanawialiście się kiedyś, czy normalna zdrowa
                                rybka może... - Zamknąć mi się tam! - słyszymy nagle głos dochodzący nas jakby
                                z głębi jeziora. No tak, panowie, przegięliśmy z tymi marzeniami. To był głos
                                wodnika... Zejdźmy na ziemię, zejdźmy pod pokład, zaśnijmy wreszcie.

                                • rita100 Re: Męski Rejs Mazurski 06.05.06, 21:56
                                  Godzina 900, na żaglówce pooobudka, pooobudka, wstać!!!

                                  Przed nami śluza Guzianka. Mamy nadzieję, że uda nam się szybko ją pokonać.
                                  Właśnie, nadzieja, nadzieja... - czyją to ona jest matką? Przez megafon Pan
                                  Miły Spiker Śluzy Guzianki ogłasza, że "będzie płynął statek". Czekamy tylko
                                  siedemdziesiąt minut. Poeci mazurscy mają rację. Jeden z nich pisał niegdyś:
                                  "Choćbyś chciał być Magellanem,
                                  choćbyś wstawał wczesnym ranem,
                                  choćbyś miał Marszałka silnik,
                                  choćbyś ostry był jak pilnik,
                                  choćbyś był po wódki szklance,
                                  będziesz czekał Na Guziance.
                                  Będziesz czekał na Guziance, hej!"
                                  www.republika.pl/mrcnlsk/II04.html

                                  • rita100 Re: Męski Rejs Mazurski 06.05.06, 21:59
                                    Parę minut po siedemnastej jesteśmy w Rucianem Nidach.

                                    Chce nam się spać, jesteśmy po lekturze dwóch rodzajów wina. Wypiliśmy
                                    wytrawniaka i grzańca. Jeszcze przed zaśnięciem słuchamy radia. Prognoza pogody
                                    na jutro jest, jak nam się wydaje, prognozą dla alkoholików, domatorów i
                                    samobójców - ma padać przez cały dzień. W innych rejonach kraju ma padać
                                    przelotnie, a u nas - na Mazurach - przez cały czas.

                                    Co poczniemy? Dobrze, że nie jesteśmy dziećmi, bo przecież w czasie deszczu
                                    dzieci się nudzą, to ogólnie znana rzecz. Ale przecież nawet gdyby deszcze
                                    niespokojne potargały sad, nie spoczniemy, nim dojdziemy, nim zajdziemy w
                                    piękny port.

                                    Pora snu, pora, która wywleka z mózgu najskrytsze pragnienia. Ego i superego
                                    odchodzą w swoje świadomościowe i nadświadomościowe sny. Pozostaje
                                    podświadomość. Libido liże powoli wszystkie zmysły i spadamy w coraz głębsze
                                    fazy snu. Tutaj sacrum miesza się z profanum. Tutaj nie istnieją granice
                                    moralności, normalności, tutaj nie istnieją żadne granice. Prócz wieńczącej
                                    wszystko granicy snu i przebudzenia.

                                    www.republika.pl/mrcnlsk/II04.html
                                    • rita100 Re: Męski Rejs Mazurski 06.05.06, 22:02
                                      Godzina 1240, wypływamy. Śpiochy z nas i lenie paskudne. A przecież, jak mówi
                                      staromazurskie przysłowie ludowe: "Kto śpi za dugo tego Pon Bóg dyscym zrugo".

                                      O 1345 jesteśmy pod leśniczówką Pranie. Tutaj okresowo zamieszkiwał jeden z
                                      największych poetów naszego stulecia - Konstanty Ildefons Gałczyński. Polonista
                                      jest podniecony. Przypomina sobie teksty Gałczyńskiego, które najbardziej mu
                                      się podobają. To właśnie w leśniczówce Pranie Gałczyński w 1953 roku
                                      napisał "Rozmowę liryczną"... Na zwiedzaniu mija nam godzina.
                                      Żegnamy sakrum leśniczówki Pranie

                                      • rita100 Re: Męski Rejs Mazurski 06.05.06, 22:04
                                        O 1730 jesteśmy w Rucianem Nidach. Dobijamy do kei "U Faryja" i idziemy na
                                        zakupy. Jeszcze przed obiadem pomagamy ekipie z Łodzi wyprostować skrzywiony
                                        patent do składania masztu. Godzina 1900, jemy sobie spokojnie obiad. Jednak
                                        spokój ów zostaje zakłócony, zostaje trwale zakłócony. Dlaczego? Oto
                                        wyjaśnienie: Keją w naszym kierunku podąża człowiek. Nie jest to jednak
                                        człowiek zwyczajny. To, jak stwierdzamy, Geronimo... Ma ciemną karnację, długie
                                        włosy i opaskę na głowie. Jesteśmy przekonani o tym, że przyszedł po swoją
                                        własność, po swoją łajbę. Zaczynamy rozmawiać. Dochodzimy do wniosku, że w
                                        plecaku ma strzały z kurrarą. Jesteśmy pewni, że wykończy nas po kolei, każdego
                                        innym sposobem. Od tej pory nasze życie na Mazurach będzie związane z ciągłym
                                        strachem przed atakiem Geronimo. Choć przestaje padać, nie jesteśmy całkiem
                                        weseli, boimy się ataku...

                                        Idziemy niespokojnie spać
                                        • rita100 Re: Męski Rejs Mazurski 06.05.06, 22:07
                                          Wstajemy o 930. Idziemy na zakupy, myjemy siebie i gary i wypływamy dość
                                          wcześnie, bo już o... 1300.

                                          Parę minut po trzynastej jesteśmy przed Guzianką. Jesteśmy przed Guzianką i
                                          jesteśmy pierwsi! Słyszymy jednak dźwięk statku, płynącego w naszą stronę.
                                          Mazurski poeta, którego wiersze zawsze mamy w pamięci ujął to w następujący
                                          sposób:
                                          "Choćbyś pierwszy był przy śluzie,
                                          nie bądź na zbyt wielkim luzie,
                                          na śmiech minie ci ochota,
                                          gdy nadpłynie biała flota..."
                                          Po chwili słyszymy kolejną syrenę. Aby nie zabrakło nam atrakcji, zaczyna się
                                          chmurzyć, potwornie chmurzyć. Po chwili leje. Z nieba lecą agi. Takimi żabami
                                          niebo dawno już nie rzucało.

                                          • rita100 Re: Męski Rejs Mazurski 06.05.06, 22:11
                                            O 1515 przybijamy do Kępy Zdorskiej - to jeden z punktów widokowych. Właściwie
                                            cała Kępa Zdorska jest prywatnym terenem. Zabieramy aparat fotograficzny i
                                            wyruszamy. Czujemy się dziwnie, wydaje się nam, że znaleźliśmy się w jakimś
                                            innym świecie. Podbiegają do nas zwierzęta kopytne - byki i konie... Łaszą się
                                            do nas, zabiegają wręcz o nasze względy. (Przez parę minut w czujemy się nawet
                                            jak Hanna i Antoni Gucwińscy, jak Brigitte Bardot, jak Wioletta Willas...)
                                            Przedstawiamy się im, przez chwilę dyskutujemy na temat walorów smakowych
                                            okolicznych traw, robimy kilka fotografii i wracamy na łajbę.

                                            • rita100 Re: Męski Rejs Mazurski 06.05.06, 22:14
                                              Płyniemy w kierunku Okartowa. Na miejscu jesteśmy o godzinie 1745 . Idziemy na
                                              zakupy i przygotowujemy gorącą kolację, którą zjadamy tak szybko, że o
                                              działaniu kubków smakowych przez najbliższe 365 dni możemy zapomnieć. No cóż,
                                              głód robi swoje. No właśnie - głód... O godzinie 2230 wpadamy na przeciekawy
                                              pomysł. Ktoś z nas rzuca nagle hasło: "Podjemy sobie panowie!" - "Oj podjemy,
                                              podjemy sobie kumotrowie żołędni!" - chórem odpowiada reszta załogi. Nie
                                              zjadamy wiele, bowiem do naszych żołądków trafiają ogółem zaledwie 3 chleby, 4
                                              pomidory, serek "feta" i ogórek zielonym zwany. Tutaj, jak zwykle zresztą
                                              przychodzą na myśl utwory liryczne mazurskiego poety. Fragment jednego z nich
                                              przedstawia się następująco:
                                              "Gdy przyjadą chłopy
                                              z Polski południowej
                                              jedzą chlebów kopy,
                                              każdy po litrowej
                                              flaszce mleka łyka
                                              potem siła byka
                                              w ciałach ich się rodzi,
                                              a że wciąż są młodzi
                                              siłą tą szastają -
                                              żagle naprężają,
                                              szoty wprost zrywają!
                                              Wszyscy uważajcie,
                                              z drogi im spływajcie!
                                              Chcę być dobry, ludzki,
                                              dlatego wam powiem:
                                              ów Trójkąt Bermudzki,
                                              który ludzi mrowie
                                              zabrał w swoje moce
                                              chłopy owe znają,
                                              każdy niech dygoce -
                                              oni go stwarzają!
                                              Już niejeden wielki
                                              zdarzył się bohater
                                              umysł miał brukselki -
                                              wpłynął w ich kilwater...
                                              Ten kilwater właśnie
                                              owym jest "trójkątem",
                                              nie mów zatem "zgaśnie!"
                                              walcząc z bomby lontem,
                                              który w mig się spala,
                                              bo, mój miły bratku
                                              trafisz do szpitala
                                              w najlepszym wypadku!"

                                              Zatem zjedliśmy, co było do zjedzenia.
                                              • rita100 Re: 06.05.06, 22:16
                                                Śnił nam się sen. Podobno sny czasami się spełniają.
                                                To tedy az na drugi roz


                                                www.republika.pl/mrcnlsk/II07.html
                                                • rita100 Re: Dziennik pokładowy 07.05.06, 21:01
                                                  Pieczemy więc szczupaka, zjadamy więc szczupaka. Na deser zjadamy także
                                                  waniliowy budyń.
                                                  "Kiedy mamy pełne brzuchy,
                                                  wyglądamy jak te gruchy,
                                                  jak cukinie, jak arbuzy,
                                                  nasze wnętrza są jak śluzy,
                                                  w których ciągle na wakacjach
                                                  jest zepsuta regulacja..."
                                                  To fragment twórczości łajbianej.

                                                  Dopiero o 1700 wpływamy na jezioro Mikołajskie. Wiemy już, że w porcie będziemy
                                                  najwcześniej o dziewiętnastej. No cóż, czasami tak właśnie bywa, ale jak
                                                  mawiali starożytni Ślązacy: nigdy nie jest tak, żeby jakoś nie było.
                                                  Pada przez cały wieczór... Ale nas to nie rusza, siedzimy sobie w knajpie,
                                                  pijemy piwo i rozmawiamy. Jest bardzo przyjemnie. Jest bardzo przyjemnie, ale
                                                  dlaczego?

                                                  • rita100 Re: Dziennik pokładowy 07.05.06, 21:04
                                                    Rozmowy w tawernie nie mają końca. I nie ma końca potok napojów, które wpływają
                                                    w nasze przełyki. Obserwujący nas ludzie na poczekaniu tworzą wiersze
                                                    opiewające nasze wyczyny. Oto tekst jednego z nich:
                                                    "W Mikołajkach gdzieś przy kei
                                                    gadka im się dobrze klei.
                                                    Mówi barman: drogi panie,
                                                    takie piwa pochłanianie
                                                    to jest rekord, rekord świata!
                                                    w żyłach krew się z chmielem brata.
                                                    Chudy, gruby, duży, mały,
                                                    to chodzące są antały!
                                                    piwo, wódka, wino, drinki,
                                                    beczki lub co najmniej skrzynki...
                                                    To jest wprost niesamowite
                                                    nie zakończą znów przed świtem..."

                                                    Zmierzch zapadł już dawno. Jasiu i Darek pełni płynu i okrągli jak "wańki-
                                                    wstańki" poturlali się do swoich śpiworów.
                                                    www.republika.pl/mrcnlsk/II08.html
                                                  • rita100 Re: Dziennik pokładowy 07.05.06, 21:20
                                                    Po mszy idziemy na zakupy i zjadamy obfite, niedzielne śniadanie. Wypływamy już
                                                    o 1410. Flauta jak się patrzy... Jak pisał jeden z mazurskich poetów:
                                                    "Gdy zupełnie nic nie dmucha,
                                                    podmuch czujesz kiedy mucha
                                                    ci nad głową przelatuje,
                                                    poza tym więc nic nie czujesz,
                                                    marzysz o metrowych falach
                                                    tafli nawet szkwał nie kala
                                                    cisza tylko w uszach piszczy,
                                                    flauta twoje nerwy niszczy
                                                    nic nie zrobisz, choćbyś płakał,
                                                    choćbyś tupał, choćbyś skakał.
                                                    Musisz chwycić za pagaje,
                                                    zmienić lorda obyczaje
                                                    lecz silnika ty broń Boże
                                                    nie zapalaj, no bo nożem
                                                    cię załoga poczęstuje
                                                    motor wszystko tu zepsuje.
                                                    Choćbyś miał wyjechać w Tatry,
                                                    gdzieś się muszą znaleźć wiatry..."
                                                    W tym miejscu załoga "Geronimo" dodaje:
                                                    " Wiatry znaleźć? - cóż za sztuka!
                                                    Każdy z nas ich w portkach szuka..."
                                                    www.republika.pl/mrcnlsk/II09.html
                                                  • rita100 Re: Dziennik pokładowy 07.05.06, 21:23
                                                    I skończył się nam dziennik pokładowy. Przyznacie , że został napisany
                                                    dowcipnie z nutką humoru i mnóstwem wierszowanek. Czekamy teraz na dalszą
                                                    część, bo wspomniena z urlopu psianknie łopisali.
                                                  • tralala33 Re: Dziennik pokładowy 08.05.06, 20:23
                                                    No właśnie, skończył sie i w dodatku zapowiedzią dalszego ciągu ... a
                                                    najbardziej spodobały mi się te żeglarskie rymowanki, jak chocby ta:

                                                    "Choćbyś chciał być Magellanem,
                                                    choćbyś wstawał wczesnym ranem,
                                                    choćbyś miał Marszałka silnik,
                                                    choćbyś ostry był jak pilnik,
                                                    choćbyś był po wódki szklance,
                                                    będziesz czekał Na Guziance.
                                                    Będziesz czekał na Guziance, hej!"
                                                  • rita100 Re: Dziennik pokładowy 08.05.06, 20:32
                                                    Tak, mieli świetne rymowanki i sny i marzenia i łajbę. Bardzo dobrze, że
                                                    napisali ten dziennik, bo radość z niego mieli tez inni , czytelnicy.
                                                    Przygotowuję się do wspomnień Rymkiewicza, też gdzieś mam.
                                                  • rita100 Re: Dziennik pokładowy 16.09.06, 22:17
                                                    Może i w tym roku znajdzie się ktoś kto powspomina swoje rejsy mazurskie lub
                                                    wczasy ?
                                                    Zapraszamy
                                                  • rita100 Re: Niemiec dobrze o Polakach 26.10.06, 21:42
                                                    www.gazetaolsztynska.pl/?&main=15&c=118,3,11507,,
                                                    Podczas tejże podróży spotkałem nie tylko przyjaznych i otwartych ludzi i
                                                    odkryłem na nowo - po moim pierwszym tam pobycie w roku 1980 - przepiękne
                                                    krajobrazy ze spokojnymi jeziorami, głębokimi lasami, średniowiecznymi zamkami
                                                    i kościołami, lecz również mogłem stwierdzić, ze Polska przeszła frapujące
                                                    przeobrażenie po opadnięciu "żelaznej kurtyny?. Nie do przeoczenia jest wyraźny
                                                    rozwój kraju po zorientowaniu się na Zachód i przystąpieniu do Unii. Dlatego
                                                    uważam to za godne pożałowania, że oficjalne stosunki bilateralne pogorszyły
                                                    się. Uważam, że dialog rozpoczęty pomiędzy naszymi krajami musi powrócić do
                                                    dawnej rzeczowości, by zagwarantować dalszy rozwój pokojowego dobrosąsiedzkiego
                                                    współżycia. Tego życzę sobie jako jeszcze tam urodzony (rocznik 1942,
                                                    Bartoszyce), żywiąc głęboką nadzieję na porozumienie i pojednanie.
                                                  • tralala33 Ale poruta :( 01.12.06, 20:41
                                                    Ale poruta. Ja, pyra, Woma to mózia. Aż ma strzojchło sad

                                                    Chciałem pochwalić się okolicami, w których dorastałem - mówi Erich Poshman,
                                                    były mieszkaniec Likus, który do Olsztyna przywiózł znajomych z Gelsenkirchen. -
                                                    Jednak na miejscu ze wstydu niemal zapadłem się pod ziemię. Brzegi jeziora
                                                    Sukiel i Krzywego straszą stertami śmieci.


                                                    Erich Poshman wyjechał do Niemiec 20 lat temu. Ale Warmię nadal odwiedza.
                                                    Niedawno przyjechał do Olsztyna z grupą znajomych z Gelsenkirchen. Chciał
                                                    pochwalić się rodzinnym miastem. Jednym z punktów objazdu była wizyta na
                                                    Likusach. - Chciałem pokazać gościom okolice jeziora Sukiel, w którym kąpałem
                                                    się jako dziecko - przyznaje Poshamn.

                                                    Były mieszkaniec Likus do Olsztyna ściągnął m.in. przedstawicieli lokalnych
                                                    niemieckich gazet i tamtejszej telewizji. Poshman przyznaje, że gdy zaprowadził
                                                    gości nad jezioro, doznał szoku. - Nad brzegiem leżał jakiś szmelc: cegły,
                                                    opony itd. To samo w wodzie - irytuje się Poshman. - Nie wiedziałem, co mówić.
                                                    To jest skandal!

                                                    Znajomi Ericha Poshmana zapowiedzieli, że ich pobyt i wrażenia z Olsztyna
                                                    opiszą i pokażą w lokalnych mediach. - Przyślę wam gazetę z materiałem o
                                                    porządku wokół olsztyńskich jezior - zapewnia były mieszkaniec Likus.

                                                    Sprawdziliśmy, jak rzeczywiście wygląda brzeg jeziora. Na pierwsze śmietniska
                                                    trafiamy już zjeżdżając w starą Bałtycką. Sterty odpadów leżą pod płotem w
                                                    pobliżu jeziora. Przed Sukielem widnieje ogromna tablica, z której wynika, że
                                                    jezioro znajduje się w zarządzie Agencji Nieruchomości Rolnej. Jej szefowie
                                                    umywają jednak ręce. - Jeziora od 1 stycznia przeszły pod zarząd marszałka
                                                    województwa - stwierdził Kazimierz Polkowski, kierownik sekcji gospodarowania
                                                    zasobem olsztyńskiej ANR.

                                                    Adam Żyliński, nowo wybrany członek Zarządu Województwa: - W Iławie (Żyliński
                                                    był przez wiele lat burmistrzem tego miasta - red.) "przeprosiłem" jezioro i
                                                    przywróciłem je miastu. Mam nadzieję, że w przypadku Olsztyna będzie podobnie.

                                                    Niemieccy goście odwiedzili również pobliskie Jezioro Krzywe. Tam sytuacja była
                                                    jeszcze gorsza. Już z daleka widać białą pianę zbierającą się wzdłuż brzegu.
                                                    Zanim dojdzie się do jeziora, po drodze widać sterty pustych butelek po wódce.
                                                    Pod nogami walają się również foliowe opakowania. Dookoła pełno plastykowych
                                                    butelek, papierów i gruzu. Śmieci pływają również w wodzie. Przy wejściu na
                                                    brzeg stoi tablica z ostrzeżeniem: "Wysypywanie gruzu i śmieci grozi karą
                                                    administracyjną". Czy Urząd Miasta zamierza posprzątać brzegi Jeziora
                                                    Krzywego? - spytaliśmy Anetę Szpaderską, rzecznika prasowego Urzędu Miasta. - W
                                                    części należącej do gminy Olsztyn oczywiście tak - zapewniła Szpaderska.

                                                    Grzegorz Szydłowski
                                                    olsztyn.wm.pl/?main=15&c=121,3,13696,,4200
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka