rita100 13.09.06, 20:45 "Bo w narodzie duch zatruty To dopiero bólów - ból" Z. Krasiński Na podstawie ksiązki "Głos krwi i ziemi" Jana Wszebor Pojezierze Olsztyn 1974 schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=94&pos=98 Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
rita100 Re: Powieść z życia Mazurów 13.09.06, 20:45 W Świdrach panowało niezwykłe ożywienie. Gwarno było przed chatami i na drogach. Nadchodziła bowiem noc świętojańska pełna dziwów i czarów. A zwyczaj nakazywał rozpalać ogniska, tańczyć i śpiewać. Starzy ludzie, których nogi już tak nie nosiły zajmowali miejsca na ławeczkach przed chatami i patrzyli na te zabaway, opowiadali i wspominali. W zagrodzie Ładów było cicho i spokojnie. W gospodarstwie Franciszka Łady uwijała się matka , stara Jedlińska, Groska jak ją w domu i na wsi nazywali. Właśnie urodził się upragniony wnuk i dla Groski to było oczko w głowie. Kochała go od pierwszego wejrzenia. - To nic, ze cłoziek tak sie uznoił. Niech jeno ten robacek zdrowo sie chowa - myślała. Odpowiedz Link
rita100 Re: Narodziny 13.09.06, 20:47 U Ładów cieszyli się wszyscy z narodzin chłopaka. Dla Groski wnuk - to teraz cały świat. Strzegła go jak oka w glowie. Będąc przesądna, wierzyła święcie, że diabeł aż do chwili chrztu ma moc nad dzieckiem. - Moze rodzicom porwać małego a ostazić odmianka, co to rodzicom przysporzy kłopotu i zmartwienia. Lecz zły duch boi się stali, więc w pieluchach dziecka umieściła jakiś stary kluczyk. Pragnęła by ochrzczono dziecko jak najszybciej. Gdy nadszedł dzień chrztu, rodzice i Groska przed wyruszeniem do kościoła błogosławili chłopca znakiem krzyża, a w kościele, według zwyczaju, chrzestna obniosła niemowlę naokoło ołtarza. Dano mu na imię Jan. Odpowiedz Link
rita100 Re:Chrzciny 13.09.06, 20:48 Zaproszono najbliższych gospodarzy z rodzinami. Bawiono sie przy dzwiękach skocznej muzyki, zapijając obficie smaczne jadło sznapsem i piwem. Tylko chrzestnej, Katarzynie Łukowej z Burdąga, siostrze Franciszka Łady, w tym dniu nie wolno buło psić gorzałeczki ani ziele mózić. Groska miała z Katarzyną Łukową matką chrzestną ogromny klopot, bo Łukowa była nie tlo gadatliwa ale tyż gwołt psiła. Wciąż zerkała pożądliwym okiem na gorzałeczkę - ale na próżno. Taki był los każdej mazurskiej kumy. (Matka chrzestna była bezdzietna i Janeczka bardzo polubiła.) cdn Odpowiedz Link
rita100 Re:Przy kądzieli 14.09.06, 21:26 Przy kądzieli Groska uczyła Janka różnych polskich piosneczek i wierszyków w lecie siedząc przed chatą, a w zimie w izbie przed wielkim kominem. Często w chacie Ładów w zimowe wieczory zbierały się wiejskie dziewczęta przy kądzieli. Groska bardzo lubiała prząść. Jakie dziwy i czary były w bajkach i opowiadaniach. Zdarzały się opowiadania, że śmiano się głośno, aż trzęsły sie ściany izby, na przykład "Jak diabeł poszedł z babą kraść świniaka" i inne. A tego nie znamy Odpowiedz Link
rita100 Re:Groska uczy Janka 14.09.06, 21:27 Groska uczy Janka Zanim Janka posłano do szkoły Groska chciała Janka nauczyć pisać i czytać po polsku, a że był leniwy Groska straciła cierpliwośc. I na to przyjdzie odpowiedni czas, mówiła. Gdy skończył siódmy rok, ojciec zapisał chłopca do szkoły. Co prawda obawiano się szkoly niemieckiej, ale cóż robić, gdy w Świdrach nie było polskiej. Odpowiedz Link
rita100 Re:W niemieckiej szkole 14.09.06, 21:28 W niemieckiej szkole Pierwszy dzień szkoły był bardzo uroczysty. Groska wstała wcześnie, zawinęła w chustkę mendel jaj dla nauczyciela i wyruszyła z Jankiem do szkoły. - Tylko zeby mi go nie zniemcyli - wzdychała. Wstąpiła do mieszkania nauczyciela Bestka, gdzie w kuchni jego żonie wręczyła jajka. Potem weszła do szkoły mieszczącej sie w tym samym budynku. - Bądźcie waśćpan wyrozumiały dla mojego wnuka - prosiła nauczyciela. - No, gut, gut, gut - odpowiedział. W szkole nie wolno było mowić po polsku. Za polskie rozmowy wkładano chlopcom czapki na głowy lub wieszano tablice hańbiące. Ileż to razy Janka spotykała taka kara. Dlatego zaczynał odczuwać niechęć do mowy ojczystej. Odpowiedz Link
rita100 Re:Kłótnia z ojcem 14.09.06, 21:29 Kłótnia z ojcem Dochodziło do ostrych starć między nim a ojcem Franciszkiem Łada. - Juześ, mózis po niemiecku ! - wołał do syna. - Tak, chcielibyście, żeby mi Schandtafel zawiesili ? - To w skole ! Ale tu mas mózić po nasemu ! - Po nasemu ? Juz mam dosyć ! Nie chce. - Głupsi. Nie mów mi tu za siła, bo cie za dzwierze wywale ! - krzyczał rozgniewany Łada. Franciszek Łada nauczył sie trochę po niemiecku przebywając w Westfali, gdzie pracował w kopalni węgla. Był to typowy Mazur , jak to mówią do wypitki i do wybitki. Ale gospodarstwo gburskie dobrze prowadził, z gorliwością. Odpowiedz Link
tralala33 Re:Przy kądzieli 14.09.06, 21:29 Nie znamy a szkoda - za to mamy piosenkę przy kądzieli: (spisana przez Franza Tetznera) Gdy śnieżek pobieli te zielone pola, tedy się zejdziemy z kądzeló, gdy kołka zawarco, niech się śpiewy wznoso. Nić tniejsa nad iedwabb, to nasza rozkosa. Odpowiedz Link
rita100 Re:Przy kądzieli 14.09.06, 21:31 Wiesz co , w tej ksiązce brakuje własnie tego tych przykładów opowiadac , śpiewania czy innych. Opowiadanie jest takie suche, bez tych ubarwień o którym tak wspominają , ale poczekaj na ciekawostke , której nie wspominaliśmy . Odpowiedz Link
rita100 Re:Groski przepowiednie i przestrogi 14.09.06, 21:32 Groski przepowiednie i przestrogi Groska była kobietą najbardziej szanowaną w domu i na wsi, pochodząca z majętnej starej gburowskiej rodziny (ale jak to bywa, mężowie jej przepijali wszystko) Bez niej nic nie mogło odbywać się w rodzinie ale i we wsi. Każdemy służyła radą. Była wielce przesądna. Na każdy prawie dzień miała przestrogi, przepowiednie i przysłowia, ktore z dawien dawna przechowały się wśród tutejszego ludu. Pilnie przestrzegała, aby w sobotę wieczorę po obiedzie nie orano ani nie pracowano w polu, bo grad zniszczy zboże. W czwartek po kolacji nie pozwalała nosić wodę ani zmywać naczyń kuchennych, a także prząść oraz paść koni, gdyż w przeciwnym razie bydło sie nie uda, mara zadusi konie, splatając ich glowy i ogony w kołtuny. Odpowiedz Link
rita100 Re:Uwaga na kurę piejącą ! 14.09.06, 21:33 Uwaga na kurę piejącą ! Kurę piejącą uważała za przepowiednię nieszczęścia. Toteż gdy kura zapiała na ich podwórzu, łapała ją, mierzyła nią całą izbę, od ściany naprzeciwko drzwi stojącej aż do samych drzwi. Jeżeli przy ostatnim obróceniu ogon kury wychodził za próg, ścinała ogon, a gdy łeb - zabijała kurę i gotowała rosół, ktorym raczyła się cała rodzina. Wierzyła w istnienie czarownic i zażegnywanie chorób. Tralala - przyznasz , że tego zwyczaju nie znałysmy, żeby mierzyć kurą izbę. Chyba , że mam skleroze już. Jesli ogon wyjdzie za próg to ciach ogon, a jak głowę to ciach głowę )) Idę ten zwyczaj zanieść do odpowieniego wątku zwycznie tradycyjnego. Odpowiedz Link
tralala33 Re:Uwaga na kurę piejącą ! 14.09.06, 21:45 To nie fair - jeśli zawsze mierzyła tę samą odległość to wiedziała - jak zacznie od głowy to wyjdzie ogon, a jak od ogona to głowa, albo od głowy głowa, od ogona ogon. Powinna mierzyć od tego miejsca, gdzie złapała kurę. Odpowiedz Link
rita100 Re:Uwaga na kurę piejącą ! 14.09.06, 21:49 O jenu, jó ło tam nie pomyślałam i co tera ? To niech nacznie łod łogona. Dalyj ni psisze. To pewno zalezy czy bandzie dziań mniansny cy nie. W psióntek pewnie wyjdzie łod łogona , a w niydziele wyjdzie na rosół )) Odpowiedz Link
tralala33 Re:Uwaga na kurę piejącą ! 14.09.06, 21:53 Jekby to buł żółw to by głowa w skorupa schował coby gospodyni nigdy zupy żółwiowej nie uwarzyła Odpowiedz Link
rita100 Re:Uwaga na kurę piejącą ! 15.09.06, 21:24 Miejmy nadzieje , że takich kur piejących nie ma i po kłopocie, wszystkie tylko gdaczą Odpowiedz Link
tralala33 Re:Groski przepowiednie i przestrogi 14.09.06, 21:37 Groska była kobietą najbardziej szanowaną w domu i na wsi, pochodząca z > majętnej starej gburowskiej rodziny (ale jak to bywa, mężowie jej przepijali > wszystko)- jak w tej piosence: Za górami ślepy Maciek Kozę na poletku pasie; Zarżnie kozę, przepije rogi, Zatoczy się na domu progi; Bije kobietę, że jęczy i płacze, A on się cieszy i wesoło skacze. Odpowiedz Link
rita100 Re:Był rok 1914 15.09.06, 21:25 Był rok 1914 Trzeci dzień upalnego sierpnia. Ludzie w Świdrach wylegli z chat. Wokoło rozlegał się płacz kobiet, krzyki i lamenty. Starzy załamywali ręce i wzywali głośno boskiego zlitowania i ratunku. Słupy dymu wznosiły sie nad wsią. Płomienie zbliżały sie do zagrody Ładów. Przestrach i groza zapanowała w rodzinie . Tylko Franciszek Łada nie tracił głowy ratując dobytek. Płonęła już cała wioska. Gaszących pożar rozpędzali Kozacy. Ludnośc gromadziła się na wzgórzach Janek z rodziną ukrył się w ogrodzie. Mijały godziny pełne trwogi. Pod wieczór kłęby dymu poczęły opadać. Dogasały domostwa. Odpowiedz Link
rita100 Re:Śmierć ojca 15.09.06, 21:26 Po przemarszy kilku pułków kawalerii rosyjskiej było coraz ciszej. Franciszek Łada chciał przeprowadzić swoich na noc do ocalałej od pożaru piwnicy. Był na podwórzu kiedy padł strzał. I tak Janek stracił ojca. Nigdy nie zapomni tego pogrzebu bez ksiedza i naprędce skleconej trumny. W Świdrach nastały ciężkie dni. W okolicy toczyły sie walki miedzy Niemcami a Rosjanami. Ludzie uciekali i chronili się w lesie. Odpowiedz Link
rita100 Re:Śmierć matki 15.09.06, 21:27 Ukazanie się żołnierzy niemieckich w nowych mundurach i pikielhaubach jakby ożywiło zgnębionego nieszczęściem chłopca. Widząc zwycięzców zapomniał o strasznym ciosie rodzinnym. Gdy nagle nowe tragiczne przeżycia doszły do Janka. Zaniemogła matka. Lekarz wojskowy nie był w stanie pomóc, określił jako beznadziejny przypadek szorsko mówiąc: - Co znaczy życie jednej kobiety, gdy giną tysiące ? I tak Janek stracił i matkę Odpowiedz Link
rita100 Re:Ucieczka przed wojskiem rosyjskim 15.09.06, 21:29 Zaledwie matce usypano mogiłę, gdy nadeszła wieść o wycofaniu się wojsk niemieckich. Ludność ogarnęła nieopisana panika. Każdy zabierał ze sobą co mógł i uciekał. Groskę i jego siostrę Martę z pakunkami przyjął na wóz ich krewny , a Janek podążał za wozem. Uciekali. I tak od Świdrów przejechali przez Białą i dotarli do Pisza. Następnego dnia Niemcy mieli wysadzać most na Pisie. Wszyscy sie śpieszyli. Wszędzie panował straszny tłok. Janek w tym tłoku się zgubił. Odpowiedz Link
rita100 Re:Ucieczka przed wojskiem rosyjskim 15.09.06, 21:30 Na szczęście w Rucianem spotkał stryjecznego brata ojca Pawła Ładę. - A skielaś to przyrygował ? - pyta Paweł - Ze Świdrów. Wsystko spalone, ludzie uciekajo. - A cemuześ sam ? - Sam, bo rodzice już nie zyjo. - A Groska i siostra ? - Pogubiliśmy sie w drodze. - Wej ! To niedobrze. Wszyscy płakali - No, ale nie lamentuj sobie - pocieszał chłopaka Paweł. - Wola Boska. Nic nie poradzis. Następnego dnia Janek z Pawłem wyruszyli w dalszą podróż. Odpowiedz Link
tralala33 Re: Powieść z życia Mazurów 15.09.06, 21:52 Tak mnie zastanowiło nazwisko autora - Jan Wszebor - niespotykane, dziwnie literackie. czy to nie pseudonim pisarski? I rzeczywiście. I rzeczywiście, na prawdę był to Jan Kucharski, a powieść napisał w 1938 roku, jeszcze przed rugą wojną światową. Kucharski Jan (1927) - ps. Jan Maxwetl, Jan Wszebor; ur. 03.03.1902 r. w Bełczącu pod Białą Piską. Byt działaczem ruchu młodzieżowego na Mazurach, gdzie jako współpracownik W. Habandta i G. Leydinga (działacze narodowi na Mazurach) tworzył organizacje skupiające młodych ludzi. Był seisretarzem Związku Młodzieży w Prusach Wschodnich na okręg mazurski oraz członkiem rady wykonawczej związku. W 1924 r. był redaktorem odpowiedzialnym i faktycznym "Życia Młodzieży", samodzielnego dodatku do "Gazety Olsztyńskiej". Studiował historię gospodarczą na Uniwersytecie Warszawskim, a jednocześnie na Wydziale Dyplomatyczno-Konsularnym Szkołę Nauk Politycznych w Warszawie. W 193ó r. uzyskał doktorat. od 1935 r. byt dyrektorem spółki w Warszawie, a od 1937 r. naczelnikiem działu personalnego w Polskim Instytucie Rozrachunkowym. Drukował równocześnie artykuły w prasie warszawskiej dotyczące spraw mazurskich. Pod pseudonimem "1an Wszebor" wydał powieść z życia Mazurów "Głos krwi i ziemi" (1938). W czasie wojny wstąpił do wojsłca polskiego we Francji, a następnie walczył z Niemcanni pod Narvikiem. Po ewakuacji z Norwegii przebywał w Anglii, gdzie pracował w angielskim Ministerstwie Wojny. W 1950 r. przeniósł się do USA i został dyrektorem wykonawczym Fundacji im. K. Pułaskiego w Nowym Jorku. lograjewo.win.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=20&Itemid=53 Odpowiedz Link
rita100 Re: Powieść z życia Mazurów 16.09.06, 20:29 No popatrz się Tralala jaka niespodzianka i jak ksiązka wylądowała w moim domu. Kupuje w ciemno, a sama siebie zaskakuje, że odnajduje coś tak ciekawego. Nie koniec niespodzianki, bedzie jeszcze jedna Odpowiedz Link
rita100 Re: Janek w Szczecienie 16.09.06, 20:30 Janek nigdy nie jechał tak daleko, nie widział dużych miast. W drodze rozmawiał z Pawłem, stale zaznaczając , że całą duszą czuje się Niemcem. - Jestem tylko Niemcem - powtarzał uparcie chłopak - Jo. jo. młodyś jesce i głupsi. Spomnis jesce moje słowa ło tęsknocie za rodzinnym krajem, za spóścizną praojców, mową ojczystą - to je silniejsze. Pociąg wlókł sie powoli, bo stale tamowały ruch transporty wojskowe. Odpowiedz Link
rita100 Re: Janek w Szczecienie 16.09.06, 20:31 W Szczecienie po raz pierwszy rozdano uciekinierom żywność i przydzielono kwatery. Janek pozostał sam wśród obcych ludzi. Wraz z garstką uciekunierów znalazł schronienie w posiadłości hrabiostwa Schweringów. Poznał tam Izę - ich corkę, ktora mu najwięcej okazywała dobroci. Iza uczyła go czytać ksiązki. Mieszkała w pałacu. Mijały dni i miesiące. Przeleciała jesień, zima. Nastała wiosna. Iza i Janek bardzo przywiązali się do siebie. Nastał upragniony dzień wyjazdu. Janek obdarowany prezentami powracał na Mazury. Trudno mu było rozstać sie z Izą. Wciąż brzmiały mu w uszach słowa: - Pamiętaj, Hans, że jestem dla ciebie zwykłą Izą... Odpowiedz Link
rita100 Re: Powrót na Mazury 16.09.06, 20:32 Powrót na Mazury Jankowi trudno było sie przyzwyczaić do nowego trybu życia. Mieszkali w wynajętej, ciasnej izbie. Polowa miasta leżała w ruinach i zgliszczach. Chłopak jako jedyny mężczyzna w rodzinie musiał się zabrać do roboty. Czasy były ciężkie. Brakowało pożywienia, nękały choroby jak tyfus. Na miejscu spalonej chaty powstał dom murowany, pokryty czerwoną dachówką. Prawdziwą przyjemność sprawiały mu listy od Izy. I tak Janek stał się prawdziwym gospodarzem w Świdrach. Odpowiedz Link
rita100 Re: Powrót na Mazury 16.09.06, 20:35 Tralala - zagadka - czy wiesz kto jest prawdziwym bohaterem tej powieści ? To dopiero była dla mnie niespodzianka Ktoś bardzo , bardzo sławny. A ta opowieśc zycia Mazura to opowieśc samego autora. Dziwnym trafem kojarzę sobie nazwiska z książką Małłka. Tych organizacji mazurskich to bylo tyle , co zamieszanie chyba większe było, a kazdy swoją prawdę glosił, przez co ludzie byli w klopocie. Ale to inny temat. Odpowiedz Link
rita100 Re: Powrót na Mazury 18.09.06, 20:32 Według powszechnego zwyczaju po pracy wieczorem gromadzili się gospodarze i opowiadali sobie rózne nowiny - nie tylko ze wsi, ale i z szerokiego świata. Któregoś wieczoru, gdy rozprawiano o wojnie, gospodarz Kordas niespodziewanie powiedział: - Ziecie, nie wiadomo, co jesce z nami bedzie. - A co ma być ? - pyta ktoś z obecnych. Ogólne zaciekawienie. - Kto wie, cy tu jesce Polska nie bedzie. - Gdzie Polska ? - wykrzyknął Grzela - A ja wam mózie, ze to nie zarty. Tak mi dziś wieście opoziadali. A jak ludzie mózio, to zawdy coś wygadajo. Mnie Grosek opoziedali, jak tu z nasej wsi chodzili przez granice do roboty do polskich majontków. My właściwie to Polaki. Eno te nase rektory i beamty z nas na gwołt robio Niemców. Polaki - to naród wielki i walcny. Mało mi to Grosek opoziedali o powstaniach ! Podobno sam Wilhelm jest za Polsko. Janek słuchał zdziwiony i wreszcie odezwał się: - Gdzie tu Polaki ? Tu sami Niemcy. A mowa inna. Gdzie inna - przerwał Kordas - psecie polska. - Nieprawda. To jezyk mazurski. - Niech tam i Polska nawet powstanie, ale Mazury nigdy pod nio nie bedo. Co wy tam ziecie! Na starość głupstwa bredzita. My w skole sie o tym ucyli. Odpowiedz Link
rita100 Re: Wizyta Janka u swojej matki chrzestnej 18.09.06, 20:33 Matka chrzestna Janka Katarzyna Łukowa bardzo lubiała Janka, a że rodzina była bezdzietna to jeszcze bardziej jego polubili. Mieszkała w Burdągu w chacie typowo mazurskiej. Do rodziny Łuków często zaglądała piękna dziewczyna sąsiadeczka. - Dobry dzień, ciociu - zawołał wesoło Janek , oglądając się za odchodzącą dziewczyną. - Dobry dzień - odpowiedziała ciotka. - Ciese sie, ześ do nas przyrygował. Podoba ci się to urokliwe dziwce, co ? - Tak. A kto ona ? - Hanka Barceska. - A ta stara ? - To Barbara, gospodyni Barceskich. Ale od dziewcyny tsymaj sie z dala. Dumne to i na zadnego chłopa nie spojzy, choć krenco sie kole niej jak muchy kole słodycy Od tej pory Janek stał się częstym gościem w Burdągu. -- No , no Tralala, to już sia domyślasz o kogo chodzi ? Chto je sójsiadem matki chrzestnej Janka ? Nopewno ziesz. Odpowiedz Link
rita100 Re: Wizyta Janka u swojej matki chrzestnej 19.09.06, 20:45 Ciotka zaczęła prosto z mostu: - Słuchaj Jasiu, nie zawracaj sobzie głowy to dziewcyno. To nie dla ciebie. To prozne.... - A dlacego ? - spytał - Choćby nawet Hanka buła ci rada, to z ojcem ciensko poredzić. Bo to Polak zabzity, no i katolik. - To on taki ? - Ty mózis ześ Niemiec. A jej ojciec za Niemca nie da. Podobno to cłoziek mocno ucony. Cyta polskie gazety i ludziom je rozdaje. Dobry, ale go nie lubzio, bo ponoć pan rektor i nim coś tam opoziedał. - Ale co ? - Dobrze nie ziem. Ale pono to jakiś polski agent. - Cy on tutejsy ? - Nie. Z Warmii. Ku zdziwieniu Groski Janek od tej pory coraz rzadziej jeździł do Burdąga. "Jaka ona miła, ładna; ale Polka, a ja Niemiec". Odpowiedz Link
rita100 Re: Wiosna 1918 , czas siejby 19.09.06, 20:45 Wiosna 1918 , czas siejby. Groska była niestrudzona. Podczas siejby pilnowała, aby przy wyjsciu do roboty w pole nie spotkać sąsiada na drodze, co byłoby złą wróżbą zwiastującą nieurodzaj. - Tyle roboty ! Wsyscy uznojo sia porzondnie, a Janek łozija sie nie wiedzieć gdzie. Tego roku Janka powołano do wojska. Właśnie ukończył 18 lat. Groska ze łzami w oczach wnuka żegnała: " Zeby go, uchowaj Boze, jake niescenście nie spotkało". Odpowiedz Link
rita100 Re: Wiosna 1918 19.09.06, 20:46 wiosna 1918 Janka przydzielono na wyszkolenie do Szczecina. Pojechał na pożegnanie do Burdąga do Hanki Barceskiej. - Wyjezdzam na wojnę. Nie ziem, cy wróce. Chciałem wam jednak przedtem coś wyznać. - Nic was nie rozumiem. - Kocham was. Dziewczyna stała pośród kwiatów zakłopotana. Milczeli długą chwilę. - Cy kochać nie wolno ? przerwał Janek - Wolno, ale ....żal mi was wszystkich chłopców idących na wojnę. Przecie wiecie, że ja Polka. Wy, Niemcy, Polaków nienawidzicie. Pamiętajcie, że nawet gdybym kochała, nie wyszłabym za Niemca....- powiedziała. Janek ujrzał przepaść. Pożegnali sie w milczeniu. Odpowiedz Link
rita100 Re: Wiosna 1918 19.09.06, 20:48 Barceski zawdy godał do cery: "Jesteś Polką i nie możesz o tym nigdy zapomnieć. Widzisz, jak wynaradawia się ten lud mazurski. Rozejrzyj sie wśród naszych sąsiadów, czy znajdziesz wielu prawdziwych Niemców ? Spytaj ich jednak, czy są Polakami, to się wyprą. Niemcy nie mówiący po niemiecku, o polskich nazwiskach ! Śmieszne to a zarazem bolesne !" A tymczsem Janek jako rekrut znalazł się w Szczecinie i co się tam stało opowiemy w dalszej części Odpowiedz Link
rita100 Re: Wiosna 1918 20.09.06, 20:43 Tymczasem Janek już jako rekrut znalazł się w Szczecinie. Tu dowiedział się, że najwyższą władzą w całej armii jest kapral. Ścierpiałby wszystkie wymysły, ale żeby go nazwać "Wasserpolakiem" ! Tego było za dużo ! Czuł się przecież Niemcem ! Wymyślano wszystkim jego współziomkom. Pewnego razu niejaki pan Skrodzki obraził się na kaprala za to, że nazwał go Polakiem. Kapral uderzył go w twarz, co Skrodzki przyjął dość spokojnie. - O, rzeczywiscie już z was Niemiec - odpowiedział kapral. - Gdybyście byli Polakiem, oddalibyście na pewno. Janek był oburzony. Czuł się w wojsku nieswojo. Kurs rekrucki, trwający zaledwie sześć tygodni, dobiegał końca i niebawem mieli wyruszyć na front francuski. Odpowiedz Link
rita100 Re: Janek na froncie 20.09.06, 20:44 Nadszedł dzień wyjazdu na front. Żołnierzy odprowadzano na dworzec uroczyście z orkiestrą. jechali na front francuski pod Verdun. Mastały teraz ciężkie dni. Nieprzyjaciel ostrzeliwał nieustannie ich pozycje, przechodząc często w ogień huraganowy. Wokolo rozlegały się trzaski, huki, zgiełk, jęki rannych. Jankowi wydawało się, że nawet pieklo nie może być gorsze od tego miejsca. Ale mimo wsztsko coiągle nachodziły go mysli o Hance. Wojska koalicyjne nacierały coraz mocniej. Był to sierpień 1918 roku. Dniem i nocą grzmiały armaty, karabiny maszynowe, reczne, granaty. Atakowano bez przerwy na całym froncie. Odpowiedz Link
rita100 Re: Janek ranny 20.09.06, 20:45 W pewnym momencie poczuł nagle silny bol w prawej nodze. Był ranny, wpadł w armatni lej. Chciał się podnieść ale na próźno. Leżał samotny bez pomocy. Chyba tu zginę - pomyślał Strach go przejmował. Kroplisty pot spływał z czoła. Chciał krzyknąć, lecz nie mógł wydobyć glosu. Był bezsilny. Ogarnął go bezwład, zdawało mu sie , że umiera. Jeszcze otworzył oczy by pożegnać świat. Na tle niezgłębionych ciemności zamajaczyła jakaś postać. Wytężył wzrok. Co to ? Postać Zbawiciela promieniująca, uśmiechnięta i pełna dobroci... Cichy slodki szept wypływająca z ust "Jam jest wśród ziemskich wahań, pragnień, trwóg. Wśród rozhukanych życia fal...." I znów ciemnośc , zasnął. Odpowiedz Link
rita100 Re: Janek ranny 20.09.06, 20:45 Nad ranem odnaleźli go koledzy i zabrali do szpitala. Długo przeleżał z silną gorączką, nie zdając sobie sprawy gdzie się znajduje. Aż nagle... - Gdzie jestem ? - opadł na poduszkę - Jest pan w szpitalu wojskowym - odpowiada siostra - Skąd tu ołtarz.....Chrystus ? - Szpital mieści się w dawnym kościele. - To ja jestem w szpitalu ? - Został pan ranny i tu umieszczony. Spoglądał na ołtarz. Co tam bylo na polu ? - skupiał myśli. Wkrótce komisja lekarska uznała Janka za zdrowego. Janek wrócił do kompanii, zastał wszystkie prawie nowe twarze. Dawni jego koledzy polegli lub leżą w szpitalach. I znow zycie w okopach.... Odpowiedz Link
tralala33 Re: Janek ranny 20.09.06, 20:51 Wielka Wojna Światowa, po drugiej nieco zapomniana lecz dla żołnierzy kto wie, czy nie była tragiczniejsza. Odpowiedz Link
tralala33 Re: Janek ranny 20.09.06, 21:01 Szukałam innego wiersza angielskiego poety Siegfrieda Sassoona 'They' lecz znalazłam w internecie (w polskim tłumaczeniu) jedynie wiersz jego przyjaciela Wilfreda Owena: Wilfred Owen został zwerbowany do wojska 21 października 1915. Dwa lata później wysłano go do Francji, gdzie brał udział w walkach podczas najcięższej zimy tamtej wojny. Po zaledwie pięciu tygodniach całkowicie wycieńczonego odesłano Owena do szpitala wojennego w Craiglockhart niedaleko Edynburga. W sierpniu 1918 Wilfred Owen powrócił na pole walki. Zmarł podczas ataku karabinów maszynowych zaledwie na siedem dni przed zakończeniem wojny. O fakcie jego śmierci rodziców Wilfreda poinformowano w dniu podpisaniu rozejmu. Poniższy utwór jego autorstwa zatytułowany jest "Futility". "Gently its touch, awoke him once. At home, whispering of fields unsown. Always it woke him, even in France. Until this morning. And this snow." [Delikatny dotyk zbudził go raz. W domu, szepczący wśród niezasianych pól. Zawsze go budził, nawet tu we Francji. Aż do tego poranka. I tego śniegu.] Odpowiedz Link
rita100 Re: Janek ranny 22.09.06, 20:19 Spotkałam sie nawet, że zołnierze w II wojnie światowej porównywali ją z ta Wielką Wojną. Zresztą ci mówić , wojna , każda wojna do zło, gdziekowliek jest. Odpowiedz Link
rita100 Re: Nastały dni klęski 22.09.06, 20:20 Nastały dni klęski Janek powoli wciagał się znowu w życie w okopach. W huk armat i bezustanny ogień karabinów maszynowych. Pod silnym naporem na całym froncie wojska niemieckie musiały ustępować. Nastały dni klęski. Przy tym jak grom z nieba wstrząsnęła i przerażała wieść za wieścią: abdykacja cesarza, rewolucja w kraju, podpisanie układu zawieszenia broni dnia 11 listopada 1918 roku, nakaz wycofania wojska niemieckiego z Francji i Belgii w ciągu pietnastu dni. Erzberger, podpisując układ zawieszenia broni w głównej kwaterze Focha, rozpłakał się jak dziecko. Kończyła sie wojna. Za podstawę do dyskusji o zawarciu pokoju przyjęto czternaście punktów Wilsona, gdzie w przedostatnim punkcie żądano wolnej Polski z dostępem do morza. Odpowiedz Link
rita100 Re: Przybity Janek 22.09.06, 20:21 Janek czuł sie przybity. Jadąc przez Niemcy na front podziwiał potęgę wielkiego państwa. Dumny był, że jest Niemcem i należy do tego wielkiego narodu. Wszystko mu imponowało, co robili Niemcy. Potrafili za ojczyznę nawet umierać z głodu. A teraz, za trudy, ofiary, poświęcenie - taka klęska. Czy to może przeżyć Prusak ? Janek otrzymawszy zwolnienie wracał do domu na Mazury. Odpowiedz Link
rita100 Re: Powrót Janka do domu 22.09.06, 20:24 W Świdrach zastał swoich przy objedzie. - Guten Tag - Dobry dzień - Groska zerwała sie ze stołu by przywitać wnuka. I zaczęły sie rozmowy Zmęczony, przygnębiony, wysłuchał wszystkiego. Nie mógł znieść, gdy babka mu wspomniała, że tu na Mazurach nawet agitują, żeby mówić po polsku. - Co wy tez mózicie, Grosko ! - zawołał. - Mózie prawde. Podobno mamy pójść pod Polske. - No, jesce lepsiej ! - Dowies sie sam o wsystkiem. - Diabli nadali ! Cały świat wywraca się do góry nogami. Zachciewa się Polski ! Dlacego Polski ? Gdzie tu Polaki ? Tu Niemcy ! - No, nie wsyscy. Ale tak sie nie złość. - Mózi Groska, że tu agitujo. A kto ? - Mój kochany, nie wies, co tu sie dzieje. Wsystkiemu kieruje Barceski z Burdąga. Odpowiedz Link
rita100 Re: Plebiscyt 22.09.06, 20:25 Polacy na Mazurach, Warmii i Powiślu mieli sami rozstrzygnąć, czy chcą należeć do Polski czy też pozostać przy Prusach. Nikt nie zdawał sobie jeszcze sprawy, jak to będzie przeprowadzone, ale zarówno po stronie polskiej jak i niemieckiej zaczęła się agitacja. Polacy tworzyli komitety w Szczytnie, Olsztynie, Sztumie. Ale nie zawsze wybierali sobie dobrych współpracowników. Przyjechało wielu Polaków z Kongresowki, którzy nie znając warunków miejscowych i duszy mazurskiego ludu nie potrafili ludu tego porwać dla sprawy polskiej. Niemcy natomiast mieli aparat agitacyjny gotowy. Każdy ksiądz, pastor, nauczyciel, urzędnik i żandarm stanęli do agitacji, wypowiadając Polakom walkę na śmierć i życie. Prawie cała akcja plebiscytowa spoczywała w rękach niemieckich, a kierownikiem jej był Maks Worgitzki, renegat. Odpowiedz Link
rita100 Re: A Janek przyglądał się wszystkiemu 22.09.06, 20:26 A Janek przyglądał się wszystkiemu Był małomowny, zamknięty w sobie, błakał sie po polach i kompletnie nic nie robił. - Nie wstyd ci tak siedzieć i chleb darmo zjadać ? Marta (siostra) wcionz haruje, a i ja stara chwili nie popróznuje. A ty tylko wygapias sie przes okna i nie wiadomo po co grzebies w tych niemieckich ksionskach, albo wałensas sie niepotrzebnie - wspomniała mu babka. - Dajcie mi Grosko spokój. Mozecie wsyscy na mnie tera popracować. Bo kto za was krew na wojnie przelewał ? odpowiadał jej na to Janek. Gderania Groski były bezskuteczne; "A moze mu jaka dziewcyna w ocko wpadła ? - myślała. - Coś tam Łukowa wspomniała o Hance. Moze i nieraz zerkał na dziewcyne, bo przecies kazdemu przyjemnie spojrzeć na ładno gembe. Ale to Polka, a Janek Polaków nie lubzi. Chyba nie to. Moze to na razie po tej wojnie, a potem sie zmnieni" - pocieszała sie babka. (przytaczam dialogi , ponieważ nawiązują do gwary mazurskiej) Odpowiedz Link
rita100 Re:Stary Marcin 22.09.06, 20:28 Któregoś wieczoru zjawił sie w domu stary Marcin (ostoja i mądrośc tutejszej wsi) - Takiś duzy, Janku. Jak to rocek za rockiem leci, nie wiedzieć kiedy - mówił. - Tak, Grosku, tak. Ale widze, zeście sie nie zmienili, choć lat przybyło. A zdaje się, że nawet jesteście weselsy niz dawniej. - A widzis, bo sie strasnie ciese. Pódziemy przecie pod Polske, bo powstała. Co ja na to wspomne, to łzami sie obleje. Bóg dał tego dozyć staremu ! Janek spojrzał na Marcina chmurnie. - Wy wsyscy co do tej Polski powariowaliscie. - Co ty mózis, chłopce ? Tak sie nie godzi ! Tyś przecie Polak, nosis polskie nazwisko. Ja ciese sie ogromnie, ze chocias tera swobodnie mozna mózić po polsku. - Głupstwa gadacie, przestańcie. Nie chce słyseć wiencej o tem wsystkiem. Jestem Niemiec. Nienawidze was wsystkich Polaków i przeklinam. Nienawidze ! Słysycie ? Stary patrzył na niego ze zdziwieniem i z żalem. - Nienawidzis ? Hm, a sameś Polak. Wypieras sie ojców, dziadów i pradziadów. Przeklinas swój ród. Pamnientaj, ze te przekleństwa spadno na twojo głowe. - Odejdźcie prec mi z ocu z takiem gadaniem ! - Jo, jo, pójde sobzie. Krzyku twojego sie nie zlenkne, tylko mi słuchać ciensko. Robzis głupstwa, bo rodzice wceśnie pomarli. A przecie byli Polaki. Groska tez za Polsko. A ty ? - Jo myśle po prusku. Odpowiedz Link
rita100 Re:Jesień 1919 23.09.06, 20:50 Jesień 1919 Upłynęło lato, jesień 1919 roku. Ruch agitacyjny wzrsatał. Janek zaczął przyglądać się blizej akcji plebiscytowej. Drażnił go upór Polaków, dźwięki polskiej mowy. Nauczyciel wioskowy, stojący na czele "Heimatdienstu", namawiał go by zapisał sie do tej organizacji. No i Janek zapisał sie do tej organizacji. Po świętach Bożego Narodzenia Groska nalegała, ab odwiedził Łuków. Ciotka przyjęła go radośnie. Zaczęli rozmawiać: - W domu wszystko po staremu - mówił Janek. A we wsi, wie ciocia, ze ja nic teraz nie rozumię. - A niby cego ? - A to tego, ze tu tak wsytko rozpanosyło. Mózio głośno, swobodnie po polsku. So nawet tacy, co sie ceso, ze bedo pod Polsko. - A djze im spokój - rzekła pojednawczo. - Wej, coś taki zawzięty. Miarkuj sie, bo jesce nie ziadomo, co Pan Bóg ześle. - Co ma zesłać ? Tu so i bedo Niemcy. - Zies - ciągnęła ciotka - Barceski zabrał sie raźno do pracy. Wysyła swoich ludzi na agitacje i jakieś tam robi zebrania. - A ponoć ślicnie mózi - dorzucił wuj Michał - O, wielki to , jak mózio agent - ciągnęła dalej ciotka: - Krenci sie od rana do nocy, a drygie wychodzo. Dopomaga mu dzielnie córka. Jaki to urodliwy dziewcak, z każdym dniem ślicniejsy. Odpowiedz Link
rita100 Re:Jesień 1919 23.09.06, 20:51 Któregoś dnia zjawił sie u ciotki jej znajomy Polak z pobliskiej wioski, który cichaczem zawiadomił o zebraniu urządzanym przez Barczeskiego w Danowie. Janek to usłyszał, zamyślił się głeboko. "Jeśli Barceski urządza w Danowie zebranie, to pewnie przyjdzie z córko" Może tak iść , popatrzeć kusiła myśl. No mozna stanonć gdzie w ciemnym koncie i nikt nie zobacy ? Przyjechało wielu Polaków z Kongresówki. Lud mazurski jest nieufny. Wielu przede wszystkim kalkulowało sobie, gdzie im będzie lepiej materialnie. Mówcy przyjezdni nie potrafili ludu zapalić i przekonać. Natomiast agitacja niemiecka szerzyła sie w całej pełni a sprzyjał jej brak miejscowej polskiej inteligencji. Tak więc Janek zdecydował się pójśc na to zebranie. Przed chatą stała grupka ludzi rozmawiających po polsku. Wszedł do wnętrza. Stał w miejscu najbardziej ciemnym. Izba zapełniała się. Wreszcie przybył Barczewski z Hanką (córką). Janek nie spuszczał z dziewczyny oczu. Odpowiedz Link
rita100 Re:Jesień 1919 23.09.06, 20:53 Tymczasem w izbie rozległy sie rozmowy w jezyku polskim, dialogi, przekonywania. Wtem rozległy sie za oknami wrzaski, krzyki, a od drzwi rozwścieczone niemieckie głosy. - Polen heraus ! - zabrzmiało złowrogo. Do izby wdarło sie kilku męższczyzn z podniesonymi pałkami. Była to nasłana bojówka, składajaca sie przeważnie z Polaków - Mazurów zaprzedanych Niemcom. Powstał wielki zgiełk. Płacz i krzyki kobiet przeplatały odgłosy uderzeń pałek. Nagle spostrzeg jakiegoś draba zmierzającego się pałką w Hankę. Poznał go. Był to Gałda, zagorzały Niemiec z Burdąga. "A więc to bojówkarze"! Ruszył naprzód by bronić ukochanej dziewczyny. Ale gdy Gałda uderzył Hankę i dziewczyna zachwiała sie od ciosu, Janek jak rozwczieczone zwierzę rzucił sie ku jej obronie. - Ty zbóju ! - wrzasnął - Precz ! I zawziecie zaczął okładać Gałdę. - Nie wiedziałem, ześ taka świnia i do nas przychodzisz, i swoich Polaków bronis - zawołał Gałda poznawszy Janka. - Pocekaj, jesce sie porachujem !- groził. Wkrótce wyparto bojówkę z izby. Z podwórza dochodziły jeszcze wyzwiska i przekleństwa. Izba wyglądała jak pobojowisko. - Ale gdzie Hanka ? Odpowiedz Link
rita100 Re: Hanka 06.10.06, 21:01 Hanka zemdlała, zanieśli ją do domu, miała silną gorączkę i majaczyła. Obaj, bo tak ojciec jak i Janek bardzo sierpieli, obaj bardzo ją kochali. Wywiązało się zapalenie opon mózgowych. Hanka wypowiadając slowa - Ojcze, a gdybym umarła , Janek ci mie ... zastąpi. Umarła w kilka godzin póżniej. Janek przeklinał Gałdę i poprzysiągł zemścić się okrutnie. Odbył się pogrzeb. Barczewski przez łzy popatrzył na mogiłę. Pochował tu dwie najukochańsze istoty - żonę i córkę. A Janek inaczej patrzył już na świat. Zrozumiał,że nigdy tak nie będzie prawdziwym Niemcem, że zawsze będzie tym 'Wasserpolakiem'. Zaczął rozmawiać z Baraceskim. - Wiesz, że i ja straciłem wcześnie rodziców - opowiadał Barczewski, - opiekował się mną stryj, który oddał mnie do gimnazjum w Królewcu. Dbał by mi było dobrze materialnie, a poza tym wcale się mną nie interesował. Wszedłwszy w niemieckie otoczenie zapomniałem o swoim pochodzeniu, o mowie ojczystej. - Tak ? - zdziwił się Janek - Tak, a swój powrót do polskości zawdzieczam żonie. I tak zawiązała się współpraca miedzy Barczewskim i Jankiem Odpowiedz Link
rita100 Re: opis przyrody 06.10.06, 21:02 Janek dziwił się, że dawniej nie dostrzegał piękna rodzinnego kraju. Teraz jeżdząc po mazurskiej ziemi zachwycał się jej piekną i bogatą przyrodą, malowniczymi jeziorami, ktore niby jasne długie wstęgi, przecinając lasy i pola, płynęly u stóp miasta lub tuliły się zacisznie do wiosek albo tworzyły jakby małe morza. A jezior tych jest mnóstwo, bo Mazury to kraina jezior o jasnej, przejrzystej tafli wód, gdzie w pogodne dni igrają swawolne złocite promienie słońca, błękitne niebo zaś przegląda się w spokojnej toni niby dziewczę w zwierciadle. W szumie fal zaklęta jakaś tajemnicza melodia. Jasna toń wód pięknie kontrastuje z zielenią bujnych, zadumanych głęboko lub zasłuchanych w poszum fal lasu. A przyroda tu tajemnicza, jak dusza mazurskiego ludu; często smutna, jakby czymś przygnębiona. W pogodne dni niebo spogląda niezmąconym błękitem, a słońce zda się przemieniać wszystko w złoto. Gdy nadejdą dni pochmurne i mgła zwiśnie cięzko nad jeziorami i lasami - tajemniczość, smutek i przynębienie rozlewają sie wokoło szeroko. Może własnie w tym należy szukać przyczyny kontrastu w duszy tutejszego ludu - radości i smutku." Jan Wszebor Odpowiedz Link
rita100 Re: Nastały żniwa 06.10.06, 21:03 Nastały żniwa Cała wieś wyległa na pole. Nie brakowalo wesołości i smiechu. Zresztą nic dziwnego bo przeważnie pracowali mlodzi. No, ale gdy stara Gąsiorowska przyszła pomagać Ładom, było jeszcze weselej. Gąsiorowska była to już niemłoda ale zdrowa, silna kobieta, zawsze wesoła, gadatliwa. Z jej konceptów i róznych opowiadań śmieli się wszyscy. Nie było chaty, gdzie by nie pracowała, toteż wszędzie czuła się jakby w rodzinie. Przyjmowano babę nie szczędząc pochlebstw, by jej się nie narazić, bo długi miała jezyk i nic nie uchodziło jej spojrzeniu. - Wystacy, by łypneła ślepiami, a juz w lot wselkie tajemnice pojmie - mówiła o niej Groska. Posądzano ją, ze ma się za pan brat z diabłami i pono nocami urządza z nimi uczty. Widziano u niej czarną księgę. Krążyły wieści, ze jest bogata 'boc diabły wsytkiego jej naznoso', a do pracy chodzi tylko dla pozoru na prześpiegi. Ukrywano przed nią niemowlęta, nad którymi do czasu chrztu diabeł ma wielką władzę. Odpowiedz Link
rita100 Re: Nastały żniwa 06.10.06, 21:04 Bano się jej wejśc w drogę, by nie rzuciła przez złość uroku. Nikt nie widział jej nigdy smutnej. Nie wiedziano, ile ma lat. Gdy pytano: - Gąsiorowa, ile wej macie lat ? - odpowiadała: - A juści sósty krzyzyk następuje. - Podobno powtarzała to od dawna. Każdemu z młodych mówiła 'ty', tylko starym gospodarzom 'wy', a nawet 'waść' - tym zamożniejszym. Gdy wieczorem wracali wszyscy z pola, śpiewała na cały głos, a młodzież wtórowała jej wesoło. Po kolacji lubiła opowiadać i wtedy nikt jej nie potrafił przegadać. A jak jej dano gorzałki, to brała się do tańca. Gorzałką nigdy nie wzgardziła, ba , nawet dużo potrafiła jej wypić. Groskę bardzo poważała, boć ta była kiedyś wielką gospodynią i jadła, wódki nigdy nie żałowała. - Wiadomo, to juz pańska rodzina - mówiła do innych - i cłozieka posanuje. Odpowiedz Link
rita100 Re: Plon niesiem plon 06.10.06, 21:05 Plon niesiem plon Jeszcze słońce było wysoko na niebie, kiedy na polu Ładów skoszono i postawiono żyto w dziesiątki. Gąsiorowa zanuciła, a wszyscy za nią zaczęli śpiewać: "Plon niesiem plon' Również i sąsiad Kordas dwustomorgowy gospodarz, graniczący o miedzę, ukończył żniwo. Szli więc wszyscy razem z kosami i grabiami przybranymi zielenią i kwatami, z wieńcami z kłosów, a pieśń ich rozlegała się szeroko i daleko. Groska wyszła przed dom. Śmiały się jej oczy, gdy słuchała słów kochanej piosenki. Po skończonym śpiewaniu młodzi według zwyczaju oblewali się wodą. Było niemało uciechy, śmiechu , krzyków i pisków broniących się dziewcząt. - Daj nam Boze docekać przyszłego rocku - rzekła Gąsiorowa. - Daj Boze - odpowiedziała Groska. Poczęstunek Ładów był dobry i syty. Groska przyrządziła według własnego przepisu piwo z jęczmienia. Znalazły sie również gorzałka i mięso. A gdy dobrze sobie podjedzono i podpito, zabrano się do tańca, bo zeszło się trochę młodzieży ze wsi. Stało się gwarno i wesoło. Wytańcowywano ogniste polki i walczyki przy dzwiękach harmonii i skrzypiec. Odpowiedz Link
tralala33 Re: Plon niesiem plon 06.10.06, 21:36 "Po skończonym śpiewaniu młodzi według zwyczaju oblewali się wodą. Było niemało uciechy, śmiechu , krzyków i pisków broniących się dziewcząt." A na Zielganoc kadykiem sia bzili? Odpowiedz Link
rita100 Re: Plon niesiem plon 06.10.06, 22:04 I tak to chyba buło, wodó sia oblewali w ciasie plonu, a kadykiem sia bili na Zielkanóc. A jutro bandziam na weselu Groska zaprasza. Odpowiedz Link
rita100 Re: Wesele siostry Janka 07.10.06, 20:37 Wesele siostry Janka z Guciem, z chłopakiem z innej wsi. Wedle tradycji wesele zaczyna sie w piątek po południu, a kończy się w niedzielę u pana młodego. Zarzucono częściowo dawne piekne zwyczaje. Gości na wesele zapraszał dawniej starszy drużba czyli tak zwany proszek; czynił to konno, przybrany wstęgami, wygłaszając odpowiednią orację, przeproszkę, a w dniu ślubu dwaj konni drużbowie jechali przed państwem młodym; młodzi, reszta drużby i swat, zwany rajkiem, jechali na przybranych zielenią i kwaiatami bryczkach. Groska dołożyła wszelkich starań, by wyprawić Marcie huczne, piękne weselisko. "Niech dziewcyna nie odcuje, ze sierota, niech wesele ma jak sie patrzy" - myślała. Wielka to była uroczystość u Ładów. Jedzono, pito i tańczono bez wytchnienia. I tak się życie toczyło na wsi. Odpowiedz Link
rita100 Re:Tradycja mazurskiego targu 07.10.06, 20:39 Janek pracując z Barczewskim pokonywał wiele dróg. Na drodze spotykał wiele osób wracających z targu. Wiejskie kobiety w długich, szerokich spódnicach, w chustach związanych pod brodą, przeważnie bose, dźwigające koszyki z zakupami z miasta, chłopi w długich ciemnych sukmanach, z butami w rękach lub przewieszonymi przez plecy, młodzież ubraną przeważnie po miejsku. Tylko kobiety dźwigały koszyki i tobołki, mężczyźni zaś szli wolno, swobodnie. Taki na Mazurach zwyczaj. Gdy idzie małżeńska para, a jeśli czynią jakieś zakupy, niesie je prawie zawsze żona. --- hehe, chyba nie chciałabym być żoną Mazura. No napewno nie szłabym z nim na targ )) Dziwny i nieelegancki ten zwyczaj. Odpowiedz Link
rita100 Re:Chcę jechać do Polski 07.10.06, 20:40 Ale Janek ciągle był niespokojny. Coraz częściej myślał o wyjeździe do Polski. Pojawił się u Barczewskiego i mowi: - Chcę jechać do Polski. - Ale chyba nie zaraz. - No nie, ale chciałbym jak najprędzej. - Ale jak z paszportem ? - Własnie o to chodzi. Chciałbym sie poradzić, co robić. - O, paszportu ci teraz nie wydadzą. - No to przejde przez granicę. Zawse stont lepsiej, bo jakby mnie złapali, to do ciotki przyprowadzą. - Właściwie po co ty tam chcesz jechać ? - pytał Barczewski - Chce wstompić do polskiego wojska. - No, ale należy niedługo spodziwewać się końca tej wojny. - To nic. I tak pojadę. Odpowiedz Link
rita100 Re:w Polsce 07.10.06, 20:41 Po kilku dniach Janek znów spotyka się z Barczewskim. - Jedź, jeśli chcesz. Ale pamiętaj, powinieneś tam przede wszystkim się uczyć, aby zyskawszy największe i najwszechstroniejsze wiadomości, tutaj wrócić i pracować dla swoich - powoada Barczewski. - O, pragnę tego z całej duszy. - Otóż pojedziesz do Polski do mojego kolegi szkolnego, Wojciecha Załęskiego. Ten człowiek , to zlote serce. Najlepiej ci poradzi, co masz robić. Niech cię Bóg zachowa od wszelkiej złej przygody. Pojedziesz rowerem do Nidzicy. Rower zostawisz u Budnego, a dalej musisz iść pieszo, najlepiej przez Janów. Załęski mieszka aż pod Ciechanowem w swym majątku Olszówce. I tak Janek znalazł się po trudach przekroczenia granicy w Olszówce gdzie pobierał pierwszą naukę, a następnie skończył studia w Warszawie. Nauczył się wiele, przeszedł wiele i wrócił w swoje ojczyste strony. W Burdągu czekał na Janka samochód od Barczewskiego. Mogli już razem jeździć po okolicach na spotkania. W Świdrach cała rodzina była uradowana z powrotu Janka. Groska wprawdzie bardzo się podstarzała ale jak to babuleńce na widok Janeczka oczy świyciły jek laternie. Odpowiedz Link
rita100 Re: powrót do domu 07.10.06, 20:42 Powieść kończy się dobrze. Janek i córka Załęskiego , Krysia biorą slub w Olszówce, na którym był sam Barczewski. Barczewski podczas zaręczyn ofiarował im cały swój majątek: - Przyjaciele, dzieci kochane, ten mój skromny dar. Pragnę, by Janek mógł wprowadzić żonę na swe gospodarstwo. Kocham go jak syna, ale i Krysia bedzie mi odtąd najukochańszą córką. Nie odmawiajcie staremu. Jeśli chcecie mi się wywdzieczyć, pracujcie razem wspólnymi siłami nad polską sprawą na Mazurach. Rozwijajcie pomyślnie to, w co ja wkładałem całą duszę. Wasze zaślubiny niechaj będą symbolem połączenia Mazur z Polską. Odpowiedz Link
rita100 Re: powrót do domu 07.10.06, 20:43 Samochód brnął po szosie wioząc Krysię i Janka do Burdąga........ Książka kończy się Szczytno - Berlin październik 1937 ---- A teraz jak myślisz Tralala, kto był tym Jankiem ? Sam autor ? I o jakiego Brczewskiego chodzi ? Tylu ich było i to o różnych poglądach. Odpowiedz Link
rita100 Re: powrót do domu 07.10.06, 20:50 Kucharski Jan (1927) - ps. Jan Maxwetl, Jan Wszebor; ur. 03.03.1902 lograjewo.win.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=20&Itemid=53 Czyli może być , co to właśnie On zakochał się w córce Barczewskiego, a po smierci córki Barczewski kochałó go jak syna i wyszkolił. To może być hisroria Kucharskiego Jana czyli Jana Wszebora. Odpowiedz Link
tralala33 Re: powrót do domu 07.10.06, 20:51 Imię ma takie samo jak autor, może coś ze swoich przeżyć wplótł w powieść. A dlaczego wybrał nazwisko Barczewski dla jednego z bohaterów? Może chciał, żeby było znane, żeby kojarzyło się z Polakami w Prusach Wschodnich? Odpowiedz Link