Dodaj do ulubionych

Powieść z życia Mazurów

13.09.06, 20:45
"Bo w narodzie duch zatruty
To dopiero bólów - ból"
Z. Krasiński

Na podstawie ksiązki "Głos krwi i ziemi" Jana Wszebor
Pojezierze Olsztyn 1974
schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=94&pos=98
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Powieść z życia Mazurów 13.09.06, 20:45
      W Świdrach panowało niezwykłe ożywienie. Gwarno było przed chatami i na
      drogach. Nadchodziła bowiem noc świętojańska pełna dziwów i czarów. A zwyczaj
      nakazywał rozpalać ogniska, tańczyć i śpiewać. Starzy ludzie, których nogi już
      tak nie nosiły zajmowali miejsca na ławeczkach przed chatami i patrzyli na te
      zabaway, opowiadali i wspominali.
      W zagrodzie Ładów było cicho i spokojnie. W gospodarstwie Franciszka Łady
      uwijała się matka , stara Jedlińska, Groska jak ją w domu i na wsi nazywali.
      Właśnie urodził się upragniony wnuk i dla Groski to było oczko w głowie.
      Kochała go od pierwszego wejrzenia.

      - To nic, ze cłoziek tak sie uznoił. Niech jeno ten robacek zdrowo sie chowa -
      myślała.
      • rita100 Re: Narodziny 13.09.06, 20:47
        U Ładów cieszyli się wszyscy z narodzin chłopaka. Dla Groski wnuk - to teraz
        cały świat. Strzegła go jak oka w glowie. Będąc przesądna, wierzyła święcie, że
        diabeł aż do chwili chrztu ma moc nad dzieckiem.
        - Moze rodzicom porwać małego a ostazić odmianka, co to rodzicom przysporzy
        kłopotu i zmartwienia.
        Lecz zły duch boi się stali, więc w pieluchach dziecka umieściła jakiś stary
        kluczyk. Pragnęła by ochrzczono dziecko jak najszybciej. Gdy nadszedł dzień
        chrztu, rodzice i Groska przed wyruszeniem do kościoła błogosławili chłopca
        znakiem krzyża, a w kościele, według zwyczaju, chrzestna obniosła niemowlę
        naokoło ołtarza. Dano mu na imię Jan.
        • rita100 Re:Chrzciny 13.09.06, 20:48
          Zaproszono najbliższych gospodarzy z rodzinami. Bawiono sie przy dzwiękach
          skocznej muzyki, zapijając obficie smaczne jadło sznapsem i piwem. Tylko
          chrzestnej, Katarzynie Łukowej z Burdąga, siostrze Franciszka Łady, w tym dniu
          nie wolno buło psić gorzałeczki ani ziele mózić. Groska miała z Katarzyną
          Łukową matką chrzestną ogromny klopot, bo Łukowa była nie tlo gadatliwa ale tyż
          gwołt psiła. Wciąż zerkała pożądliwym okiem na gorzałeczkę - ale na próżno.
          Taki był los każdej mazurskiej kumy.

          (Matka chrzestna była bezdzietna i Janeczka bardzo polubiła.)
          cdn
          • rita100 Re:Przy kądzieli 14.09.06, 21:26
            Przy kądzieli
            Groska uczyła Janka różnych polskich piosneczek i wierszyków w lecie siedząc
            przed chatą, a w zimie w izbie przed wielkim kominem. Często w chacie Ładów w
            zimowe wieczory zbierały się wiejskie dziewczęta przy kądzieli. Groska bardzo
            lubiała prząść. Jakie dziwy i czary były w bajkach i opowiadaniach. Zdarzały
            się opowiadania, że śmiano się głośno, aż trzęsły sie ściany izby, na
            przykład "Jak diabeł poszedł z babą kraść świniaka" i inne.

            A tego nie znamy smile
            • rita100 Re:Groska uczy Janka 14.09.06, 21:27
              Groska uczy Janka
              Zanim Janka posłano do szkoły Groska chciała Janka nauczyć pisać i czytać po
              polsku, a że był leniwy Groska straciła cierpliwośc. I na to przyjdzie
              odpowiedni czas, mówiła.
              Gdy skończył siódmy rok, ojciec zapisał chłopca do szkoły. Co prawda obawiano
              się szkoly niemieckiej, ale cóż robić, gdy w Świdrach nie było polskiej.
              • rita100 Re:W niemieckiej szkole 14.09.06, 21:28
                W niemieckiej szkole
                Pierwszy dzień szkoły był bardzo uroczysty. Groska wstała wcześnie, zawinęła w
                chustkę mendel jaj dla nauczyciela i wyruszyła z Jankiem do szkoły.
                - Tylko zeby mi go nie zniemcyli - wzdychała.
                Wstąpiła do mieszkania nauczyciela Bestka, gdzie w kuchni jego żonie wręczyła
                jajka. Potem weszła do szkoły mieszczącej sie w tym samym budynku.
                - Bądźcie waśćpan wyrozumiały dla mojego wnuka - prosiła nauczyciela.
                - No, gut, gut, gut - odpowiedział.
                W szkole nie wolno było mowić po polsku. Za polskie rozmowy wkładano chlopcom
                czapki na głowy lub wieszano tablice hańbiące. Ileż to razy Janka spotykała
                taka kara. Dlatego zaczynał odczuwać niechęć do mowy ojczystej.
                • rita100 Re:Kłótnia z ojcem 14.09.06, 21:29
                  Kłótnia z ojcem
                  Dochodziło do ostrych starć między nim a ojcem Franciszkiem Łada.
                  - Juześ, mózis po niemiecku ! - wołał do syna.
                  - Tak, chcielibyście, żeby mi Schandtafel zawiesili ?
                  - To w skole ! Ale tu mas mózić po nasemu !
                  - Po nasemu ? Juz mam dosyć ! Nie chce.
                  - Głupsi. Nie mów mi tu za siła, bo cie za dzwierze wywale ! - krzyczał
                  rozgniewany Łada.

                  Franciszek Łada nauczył sie trochę po niemiecku przebywając w Westfali, gdzie
                  pracował w kopalni węgla. Był to typowy Mazur , jak to mówią do wypitki i do
                  wybitki. Ale gospodarstwo gburskie dobrze prowadził, z gorliwością.
            • tralala33 Re:Przy kądzieli 14.09.06, 21:29
              Nie znamy a szkoda - za to mamy piosenkę przy kądzieli:
              (spisana przez Franza Tetznera)

              Gdy śnieżek pobieli te zielone pola,
              tedy się zejdziemy z kądzeló,
              gdy kołka zawarco, niech się śpiewy wznoso.
              Nić tniejsa nad iedwabb, to nasza rozkosa.
              • rita100 Re:Przy kądzieli 14.09.06, 21:31
                Wiesz co , w tej ksiązce brakuje własnie tego tych przykładów opowiadac ,
                śpiewania czy innych. Opowiadanie jest takie suche, bez tych ubarwień o którym
                tak wspominają , ale poczekaj na ciekawostke , której nie wspominaliśmy .
                • rita100 Re:Groski przepowiednie i przestrogi 14.09.06, 21:32
                  Groski przepowiednie i przestrogi
                  Groska była kobietą najbardziej szanowaną w domu i na wsi, pochodząca z
                  majętnej starej gburowskiej rodziny (ale jak to bywa, mężowie jej przepijali
                  wszystko)
                  Bez niej nic nie mogło odbywać się w rodzinie ale i we wsi. Każdemy służyła
                  radą. Była wielce przesądna. Na każdy prawie dzień miała przestrogi,
                  przepowiednie i przysłowia, ktore z dawien dawna przechowały się wśród
                  tutejszego ludu.
                  Pilnie przestrzegała, aby w sobotę wieczorę po obiedzie nie orano ani nie
                  pracowano w polu, bo grad zniszczy zboże.
                  W czwartek po kolacji nie pozwalała nosić wodę ani zmywać naczyń kuchennych, a
                  także prząść oraz paść koni, gdyż w przeciwnym razie bydło sie nie uda, mara
                  zadusi konie, splatając ich glowy i ogony w kołtuny.
                  • rita100 Re:Uwaga na kurę piejącą ! 14.09.06, 21:33
                    Uwaga na kurę piejącą !
                    Kurę piejącą uważała za przepowiednię nieszczęścia. Toteż gdy kura zapiała na
                    ich podwórzu, łapała ją, mierzyła nią całą izbę, od ściany naprzeciwko drzwi
                    stojącej aż do samych drzwi. Jeżeli przy ostatnim obróceniu ogon kury wychodził
                    za próg, ścinała ogon, a gdy łeb - zabijała kurę i gotowała rosół, ktorym
                    raczyła się cała rodzina.
                    Wierzyła w istnienie czarownic i zażegnywanie chorób.

                    Tralala - przyznasz , że tego zwyczaju nie znałysmy, żeby mierzyć kurą izbę.
                    Chyba , że mam skleroze już. Jesli ogon wyjdzie za próg to ciach ogon, a jak
                    głowę to ciach głowę wink))
                    Idę ten zwyczaj zanieść do odpowieniego wątku zwycznie tradycyjnego.
                    • tralala33 Re:Uwaga na kurę piejącą ! 14.09.06, 21:45
                      To nie fair - jeśli zawsze mierzyła tę samą odległość to wiedziała - jak
                      zacznie od głowy to wyjdzie ogon, a jak od ogona to głowa, albo od głowy głowa,
                      od ogona ogon. Powinna mierzyć od tego miejsca, gdzie złapała kurę.
                      • rita100 Re:Uwaga na kurę piejącą ! 14.09.06, 21:49
                        O jenu, jó ło tam nie pomyślałam i co tera ? To niech nacznie łod łogona.
                        Dalyj ni psisze. To pewno zalezy czy bandzie dziań mniansny cy nie. W psióntek
                        pewnie wyjdzie łod łogona , a w niydziele wyjdzie na rosół wink))
                        • tralala33 Re:Uwaga na kurę piejącą ! 14.09.06, 21:53
                          Jekby to buł żółw to by głowa w skorupa schował coby gospodyni nigdy zupy
                          żółwiowej nie uwarzyła smile
                          • rita100 Re:Uwaga na kurę piejącą ! 15.09.06, 21:24
                            Miejmy nadzieje , że takich kur piejących nie ma i po kłopocie, wszystkie tylko
                            gdaczą smile
                  • tralala33 Re:Groski przepowiednie i przestrogi 14.09.06, 21:37
                    Groska była kobietą najbardziej szanowaną w domu i na wsi, pochodząca z
                    > majętnej starej gburowskiej rodziny (ale jak to bywa, mężowie jej przepijali
                    > wszystko)- jak w tej piosence:

                    Za górami ślepy Maciek
                    Kozę na poletku pasie;
                    Zarżnie kozę, przepije rogi,
                    Zatoczy się na domu progi;
                    Bije kobietę, że jęczy i płacze,
                    A on się cieszy i wesoło skacze.
                    • rita100 Re:Był rok 1914 15.09.06, 21:25
                      Był rok 1914
                      Trzeci dzień upalnego sierpnia. Ludzie w Świdrach wylegli z chat. Wokoło
                      rozlegał się płacz kobiet, krzyki i lamenty. Starzy załamywali ręce i wzywali
                      głośno boskiego zlitowania i ratunku. Słupy dymu wznosiły sie nad wsią.
                      Płomienie zbliżały sie do zagrody Ładów. Przestrach i groza zapanowała w
                      rodzinie . Tylko Franciszek Łada nie tracił głowy ratując dobytek.
                      Płonęła już cała wioska. Gaszących pożar rozpędzali Kozacy. Ludnośc gromadziła
                      się na wzgórzach
                      Janek z rodziną ukrył się w ogrodzie. Mijały godziny pełne trwogi. Pod wieczór
                      kłęby dymu poczęły opadać. Dogasały domostwa.
                      • rita100 Re:Śmierć ojca 15.09.06, 21:26
                        Po przemarszy kilku pułków kawalerii rosyjskiej było coraz ciszej. Franciszek
                        Łada chciał przeprowadzić swoich na noc do ocalałej od pożaru piwnicy. Był na
                        podwórzu kiedy padł strzał.
                        I tak Janek stracił ojca. Nigdy nie zapomni tego pogrzebu bez ksiedza i
                        naprędce skleconej trumny.
                        W Świdrach nastały ciężkie dni. W okolicy toczyły sie walki miedzy Niemcami a
                        Rosjanami.
                        Ludzie uciekali i chronili się w lesie.
                        • rita100 Re:Śmierć matki 15.09.06, 21:27
                          Ukazanie się żołnierzy niemieckich w nowych mundurach i pikielhaubach jakby
                          ożywiło zgnębionego nieszczęściem chłopca. Widząc zwycięzców zapomniał o
                          strasznym ciosie rodzinnym. Gdy nagle nowe tragiczne przeżycia doszły do
                          Janka. Zaniemogła matka. Lekarz wojskowy nie był w stanie pomóc, określił jako
                          beznadziejny przypadek szorsko mówiąc:
                          - Co znaczy życie jednej kobiety, gdy giną tysiące ?

                          I tak Janek stracił i matkę
                          • rita100 Re:Ucieczka przed wojskiem rosyjskim 15.09.06, 21:29
                            Zaledwie matce usypano mogiłę, gdy nadeszła wieść o wycofaniu się wojsk
                            niemieckich. Ludność ogarnęła nieopisana panika. Każdy zabierał ze sobą co mógł
                            i uciekał. Groskę i jego siostrę Martę z pakunkami przyjął na wóz ich krewny ,
                            a Janek podążał za wozem. Uciekali.
                            I tak od Świdrów przejechali przez Białą i dotarli do Pisza. Następnego dnia
                            Niemcy mieli wysadzać most na Pisie. Wszyscy sie śpieszyli. Wszędzie panował
                            straszny tłok. Janek w tym tłoku się zgubił.
                            • rita100 Re:Ucieczka przed wojskiem rosyjskim 15.09.06, 21:30
                              Na szczęście w Rucianem spotkał stryjecznego brata ojca Pawła Ładę.
                              - A skielaś to przyrygował ? - pyta Paweł
                              - Ze Świdrów. Wsystko spalone, ludzie uciekajo.
                              - A cemuześ sam ?
                              - Sam, bo rodzice już nie zyjo.
                              - A Groska i siostra ?
                              - Pogubiliśmy sie w drodze.
                              - Wej ! To niedobrze.
                              Wszyscy płakali
                              - No, ale nie lamentuj sobie - pocieszał chłopaka Paweł. - Wola Boska. Nic nie
                              poradzis.
                              Następnego dnia Janek z Pawłem wyruszyli w dalszą podróż.
    • tralala33 Re: Powieść z życia Mazurów 15.09.06, 21:52
      Tak mnie zastanowiło nazwisko autora - Jan Wszebor - niespotykane, dziwnie
      literackie. czy to nie pseudonim pisarski? I rzeczywiście. I rzeczywiście, na
      prawdę był to Jan Kucharski, a powieść napisał w 1938 roku, jeszcze przed rugą
      wojną światową.
      Kucharski Jan (1927) - ps. Jan Maxwetl, Jan Wszebor; ur. 03.03.1902 r. w
      Bełczącu pod Białą Piską. Byt działaczem ruchu młodzieżowego na Mazurach, gdzie
      jako współpracownik W. Habandta i G. Leydinga (działacze narodowi na Mazurach)
      tworzył organizacje skupiające młodych ludzi. Był seisretarzem Związku
      Młodzieży w Prusach Wschodnich na okręg mazurski oraz członkiem rady
      wykonawczej związku. W 1924 r. był redaktorem odpowiedzialnym i
      faktycznym "Życia Młodzieży", samodzielnego dodatku do "Gazety Olsztyńskiej".
      Studiował historię gospodarczą na Uniwersytecie Warszawskim, a jednocześnie na
      Wydziale Dyplomatyczno-Konsularnym Szkołę Nauk Politycznych w Warszawie. W 193ó
      r. uzyskał doktorat. od 1935 r. byt dyrektorem spółki w Warszawie, a od 1937 r.
      naczelnikiem działu personalnego w Polskim Instytucie Rozrachunkowym. Drukował
      równocześnie artykuły w prasie warszawskiej dotyczące spraw mazurskich. Pod
      pseudonimem "1an Wszebor" wydał powieść z życia Mazurów "Głos krwi i ziemi"
      (1938). W czasie wojny wstąpił do wojsłca polskiego we Francji, a następnie
      walczył z Niemcanni pod Narvikiem. Po ewakuacji z Norwegii przebywał w Anglii,
      gdzie pracował w angielskim Ministerstwie Wojny. W 1950 r. przeniósł się do USA
      i został dyrektorem wykonawczym Fundacji im. K. Pułaskiego w Nowym Jorku.
      lograjewo.win.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=20&Itemid=53
      • rita100 Re: Powieść z życia Mazurów 16.09.06, 20:29
        No popatrz się Tralala jaka niespodzianka i jak ksiązka wylądowała w moim domu.
        Kupuje w ciemno, a sama siebie zaskakuje, że odnajduje coś tak ciekawego.
        Nie koniec niespodzianki, bedzie jeszcze jedna smile
        • rita100 Re: Janek w Szczecienie 16.09.06, 20:30
          Janek nigdy nie jechał tak daleko, nie widział dużych miast. W drodze rozmawiał
          z Pawłem, stale zaznaczając , że całą duszą czuje się Niemcem.
          - Jestem tylko Niemcem - powtarzał uparcie chłopak
          - Jo. jo. młodyś jesce i głupsi. Spomnis jesce moje słowa ło tęsknocie za
          rodzinnym krajem, za spóścizną praojców, mową ojczystą - to je silniejsze.
          Pociąg wlókł sie powoli, bo stale tamowały ruch transporty wojskowe.
          • rita100 Re: Janek w Szczecienie 16.09.06, 20:31
            W Szczecienie po raz pierwszy rozdano uciekinierom żywność i przydzielono
            kwatery.
            Janek pozostał sam wśród obcych ludzi. Wraz z garstką uciekunierów znalazł
            schronienie w posiadłości hrabiostwa Schweringów. Poznał tam Izę - ich corkę,
            ktora mu najwięcej okazywała dobroci. Iza uczyła go czytać ksiązki. Mieszkała w
            pałacu. Mijały dni i miesiące. Przeleciała jesień, zima. Nastała wiosna.
            Iza i Janek bardzo przywiązali się do siebie.
            Nastał upragniony dzień wyjazdu. Janek obdarowany prezentami powracał na
            Mazury. Trudno mu było rozstać sie z Izą. Wciąż brzmiały mu w uszach słowa:
            - Pamiętaj, Hans, że jestem dla ciebie zwykłą Izą...
            • rita100 Re: Powrót na Mazury 16.09.06, 20:32
              Powrót na Mazury
              Jankowi trudno było sie przyzwyczaić do nowego trybu życia. Mieszkali w
              wynajętej, ciasnej izbie. Polowa miasta leżała w ruinach i zgliszczach. Chłopak
              jako jedyny mężczyzna w rodzinie musiał się zabrać do roboty.
              Czasy były ciężkie. Brakowało pożywienia, nękały choroby jak tyfus. Na miejscu
              spalonej chaty powstał dom murowany, pokryty czerwoną dachówką.
              Prawdziwą przyjemność sprawiały mu listy od Izy.

              I tak Janek stał się prawdziwym gospodarzem w Świdrach.
              • rita100 Re: Powrót na Mazury 16.09.06, 20:35
                Tralala - zagadka - czy wiesz kto jest prawdziwym bohaterem tej powieści ?
                To dopiero była dla mnie niespodzianka smile
                Ktoś bardzo , bardzo sławny.
                A ta opowieśc zycia Mazura to opowieśc samego autora. Dziwnym trafem kojarzę
                sobie nazwiska z książką Małłka. Tych organizacji mazurskich to bylo tyle , co
                zamieszanie chyba większe było, a kazdy swoją prawdę glosił, przez co ludzie
                byli w klopocie. Ale to inny temat.
                • rita100 Re: Powrót na Mazury 18.09.06, 20:32
                  Według powszechnego zwyczaju po pracy wieczorem gromadzili się gospodarze i
                  opowiadali sobie rózne nowiny - nie tylko ze wsi, ale i z szerokiego świata.
                  Któregoś wieczoru, gdy rozprawiano o wojnie, gospodarz Kordas niespodziewanie
                  powiedział:
                  - Ziecie, nie wiadomo, co jesce z nami bedzie.
                  - A co ma być ? - pyta ktoś z obecnych.
                  Ogólne zaciekawienie.
                  - Kto wie, cy tu jesce Polska nie bedzie.
                  - Gdzie Polska ? - wykrzyknął Grzela
                  - A ja wam mózie, ze to nie zarty. Tak mi dziś wieście opoziadali. A jak ludzie
                  mózio, to zawdy coś wygadajo. Mnie Grosek opoziedali, jak tu z nasej wsi
                  chodzili przez granice do roboty do polskich majontków. My właściwie to Polaki.
                  Eno te nase rektory i beamty z nas na gwołt robio Niemców. Polaki - to naród
                  wielki i walcny. Mało mi to Grosek opoziedali o powstaniach ! Podobno sam
                  Wilhelm jest za Polsko.
                  Janek słuchał zdziwiony i wreszcie odezwał się:
                  - Gdzie tu Polaki ? Tu sami Niemcy. A mowa inna.
                  Gdzie inna - przerwał Kordas - psecie polska.
                  - Nieprawda. To jezyk mazurski.
                  - Niech tam i Polska nawet powstanie, ale Mazury nigdy pod nio nie bedo. Co wy
                  tam ziecie! Na starość głupstwa bredzita. My w skole sie o tym ucyli.
                  • rita100 Re: Wizyta Janka u swojej matki chrzestnej 18.09.06, 20:33
                    Matka chrzestna Janka Katarzyna Łukowa bardzo lubiała Janka, a że rodzina była
                    bezdzietna to jeszcze bardziej jego polubili. Mieszkała w Burdągu w chacie
                    typowo mazurskiej. Do rodziny Łuków często zaglądała piękna dziewczyna
                    sąsiadeczka.
                    - Dobry dzień, ciociu - zawołał wesoło Janek , oglądając się za odchodzącą
                    dziewczyną.
                    - Dobry dzień - odpowiedziała ciotka. - Ciese sie, ześ do nas przyrygował.
                    Podoba ci się to urokliwe dziwce, co ?
                    - Tak. A kto ona ?
                    - Hanka Barceska.
                    - A ta stara ?
                    - To Barbara, gospodyni Barceskich. Ale od dziewcyny tsymaj sie z dala. Dumne
                    to i na zadnego chłopa nie spojzy, choć krenco sie kole niej jak muchy kole
                    słodycy
                    Od tej pory Janek stał się częstym gościem w Burdągu.
                    --
                    No , no Tralala, to już sia domyślasz o kogo chodzi ?
                    Chto je sójsiadem matki chrzestnej Janka ? wink
                    Nopewno ziesz.
                    • rita100 Re: Wizyta Janka u swojej matki chrzestnej 19.09.06, 20:45
                      Ciotka zaczęła prosto z mostu:
                      - Słuchaj Jasiu, nie zawracaj sobzie głowy to dziewcyno. To nie dla ciebie. To
                      prozne....
                      - A dlacego ? - spytał
                      - Choćby nawet Hanka buła ci rada, to z ojcem ciensko poredzić. Bo to Polak
                      zabzity, no i katolik.
                      - To on taki ?
                      - Ty mózis ześ Niemiec. A jej ojciec za Niemca nie da. Podobno to cłoziek mocno
                      ucony. Cyta polskie gazety i ludziom je rozdaje. Dobry, ale go nie lubzio, bo
                      ponoć pan rektor i nim coś tam opoziedał.
                      - Ale co ?
                      - Dobrze nie ziem. Ale pono to jakiś polski agent.
                      - Cy on tutejsy ?
                      - Nie. Z Warmii.
                      Ku zdziwieniu Groski Janek od tej pory coraz rzadziej jeździł do Burdąga.
                      "Jaka ona miła, ładna; ale Polka, a ja Niemiec".
                      • rita100 Re: Wiosna 1918 , czas siejby 19.09.06, 20:45
                        Wiosna 1918 , czas siejby.
                        Groska była niestrudzona. Podczas siejby pilnowała, aby przy wyjsciu do roboty
                        w pole nie spotkać sąsiada na drodze, co byłoby złą wróżbą zwiastującą
                        nieurodzaj.
                        - Tyle roboty ! Wsyscy uznojo sia porzondnie, a Janek łozija sie nie wiedzieć
                        gdzie.
                        Tego roku Janka powołano do wojska. Właśnie ukończył 18 lat. Groska ze łzami w
                        oczach wnuka żegnała:
                        " Zeby go, uchowaj Boze, jake niescenście nie spotkało".
                        • rita100 Re: Wiosna 1918 19.09.06, 20:46
                          wiosna 1918
                          Janka przydzielono na wyszkolenie do Szczecina. Pojechał na pożegnanie do
                          Burdąga do Hanki Barceskiej.
                          - Wyjezdzam na wojnę. Nie ziem, cy wróce. Chciałem wam jednak przedtem coś
                          wyznać.
                          - Nic was nie rozumiem.
                          - Kocham was.
                          Dziewczyna stała pośród kwiatów zakłopotana.
                          Milczeli długą chwilę.
                          - Cy kochać nie wolno ? przerwał Janek
                          - Wolno, ale ....żal mi was wszystkich chłopców idących na wojnę. Przecie
                          wiecie, że ja Polka. Wy, Niemcy, Polaków nienawidzicie. Pamiętajcie, że nawet
                          gdybym kochała, nie wyszłabym za Niemca....- powiedziała.
                          Janek ujrzał przepaść. Pożegnali sie w milczeniu.
                          • rita100 Re: Wiosna 1918 19.09.06, 20:48
                            Barceski zawdy godał do cery:
                            "Jesteś Polką i nie możesz o tym nigdy zapomnieć. Widzisz, jak wynaradawia się
                            ten lud mazurski. Rozejrzyj sie wśród naszych sąsiadów, czy znajdziesz wielu
                            prawdziwych Niemców ? Spytaj ich jednak, czy są Polakami, to się wyprą. Niemcy
                            nie mówiący po niemiecku, o polskich nazwiskach ! Śmieszne to a zarazem
                            bolesne !"

                            A tymczsem Janek jako rekrut znalazł się w Szczecinie i co się tam stało
                            opowiemy w dalszej części
                            • rita100 Re: Wiosna 1918 20.09.06, 20:43
                              Tymczasem Janek już jako rekrut znalazł się w Szczecinie. Tu dowiedział się, że
                              najwyższą władzą w całej armii jest kapral. Ścierpiałby wszystkie wymysły, ale
                              żeby go nazwać "Wasserpolakiem" ! Tego było za dużo ! Czuł się przecież
                              Niemcem !
                              Wymyślano wszystkim jego współziomkom. Pewnego razu niejaki pan Skrodzki
                              obraził się na kaprala za to, że nazwał go Polakiem. Kapral uderzył go w twarz,
                              co Skrodzki przyjął dość spokojnie.
                              - O, rzeczywiscie już z was Niemiec - odpowiedział kapral. - Gdybyście byli
                              Polakiem, oddalibyście na pewno.
                              Janek był oburzony. Czuł się w wojsku nieswojo.
                              Kurs rekrucki, trwający zaledwie sześć tygodni, dobiegał końca i niebawem mieli
                              wyruszyć na front francuski.
                              • rita100 Re: Janek na froncie 20.09.06, 20:44
                                Nadszedł dzień wyjazdu na front. Żołnierzy odprowadzano na dworzec uroczyście z
                                orkiestrą. jechali na front francuski pod Verdun.
                                Mastały teraz ciężkie dni. Nieprzyjaciel ostrzeliwał nieustannie ich pozycje,
                                przechodząc często w ogień huraganowy. Wokolo rozlegały się trzaski, huki,
                                zgiełk, jęki rannych. Jankowi wydawało się, że nawet pieklo nie może być gorsze
                                od tego miejsca.
                                Ale mimo wsztsko coiągle nachodziły go mysli o Hance.
                                Wojska koalicyjne nacierały coraz mocniej. Był to sierpień 1918 roku. Dniem i
                                nocą grzmiały armaty, karabiny maszynowe, reczne, granaty. Atakowano bez
                                przerwy na całym froncie.
                                • rita100 Re: Janek ranny 20.09.06, 20:45
                                  W pewnym momencie poczuł nagle silny bol w prawej nodze. Był ranny, wpadł w
                                  armatni lej. Chciał się podnieść ale na próźno. Leżał samotny bez pomocy.
                                  Chyba tu zginę - pomyślał
                                  Strach go przejmował. Kroplisty pot spływał z czoła. Chciał krzyknąć, lecz nie
                                  mógł wydobyć glosu. Był bezsilny. Ogarnął go bezwład, zdawało mu sie , że
                                  umiera. Jeszcze otworzył oczy by pożegnać świat.
                                  Na tle niezgłębionych ciemności zamajaczyła jakaś postać.
                                  Wytężył wzrok. Co to ? Postać Zbawiciela promieniująca, uśmiechnięta i pełna
                                  dobroci...
                                  Cichy slodki szept wypływająca z ust
                                  "Jam jest wśród ziemskich wahań, pragnień, trwóg. Wśród rozhukanych życia
                                  fal...."
                                  I znów ciemnośc , zasnął.
                                  • rita100 Re: Janek ranny 20.09.06, 20:45
                                    Nad ranem odnaleźli go koledzy i zabrali do szpitala. Długo przeleżał z silną
                                    gorączką, nie zdając sobie sprawy gdzie się znajduje. Aż nagle...
                                    - Gdzie jestem ? - opadł na poduszkę
                                    - Jest pan w szpitalu wojskowym - odpowiada siostra
                                    - Skąd tu ołtarz.....Chrystus ?
                                    - Szpital mieści się w dawnym kościele.
                                    - To ja jestem w szpitalu ?
                                    - Został pan ranny i tu umieszczony.
                                    Spoglądał na ołtarz.
                                    Co tam bylo na polu ? - skupiał myśli.
                                    Wkrótce komisja lekarska uznała Janka za zdrowego.
                                    Janek wrócił do kompanii, zastał wszystkie prawie nowe twarze. Dawni jego
                                    koledzy polegli lub leżą w szpitalach.
                                    I znow zycie w okopach....
                                    • tralala33 Re: Janek ranny 20.09.06, 20:51
                                      Wielka Wojna Światowa, po drugiej nieco zapomniana lecz dla żołnierzy kto wie,
                                      czy nie była tragiczniejsza.
                                      • tralala33 Re: Janek ranny 20.09.06, 21:01
                                        Szukałam innego wiersza angielskiego poety Siegfrieda Sassoona 'They' lecz
                                        znalazłam w internecie (w polskim tłumaczeniu) jedynie wiersz jego przyjaciela
                                        Wilfreda Owena:

                                        Wilfred Owen został zwerbowany do wojska 21 października 1915. Dwa lata później
                                        wysłano go do Francji, gdzie brał udział w walkach podczas najcięższej zimy
                                        tamtej wojny. Po zaledwie pięciu tygodniach całkowicie wycieńczonego odesłano
                                        Owena do szpitala wojennego w Craiglockhart niedaleko Edynburga.
                                        W sierpniu 1918 Wilfred Owen powrócił na pole walki. Zmarł podczas ataku
                                        karabinów maszynowych zaledwie na siedem dni przed zakończeniem wojny. O fakcie
                                        jego śmierci rodziców Wilfreda poinformowano w dniu podpisaniu rozejmu.
                                        Poniższy utwór jego autorstwa zatytułowany jest "Futility".

                                        "Gently its touch, awoke him once.
                                        At home, whispering of fields unsown.
                                        Always it woke him, even in France.
                                        Until this morning. And this snow."

                                        [Delikatny dotyk zbudził go raz.
                                        W domu, szepczący wśród niezasianych pól.
                                        Zawsze go budził, nawet tu we Francji.
                                        Aż do tego poranka. I tego śniegu.]
                                        • rita100 Re: Janek ranny 22.09.06, 20:19
                                          Spotkałam sie nawet, że zołnierze w II wojnie światowej porównywali ją z ta
                                          Wielką Wojną. Zresztą ci mówić , wojna , każda wojna do zło, gdziekowliek jest.
                                          • rita100 Re: Nastały dni klęski 22.09.06, 20:20
                                            Nastały dni klęski
                                            Janek powoli wciagał się znowu w życie w okopach. W huk armat i bezustanny
                                            ogień karabinów maszynowych. Pod silnym naporem na całym froncie wojska
                                            niemieckie musiały ustępować. Nastały dni klęski. Przy tym jak grom z nieba
                                            wstrząsnęła i przerażała wieść za wieścią: abdykacja cesarza, rewolucja w
                                            kraju, podpisanie układu zawieszenia broni dnia 11 listopada 1918 roku, nakaz
                                            wycofania wojska niemieckiego z Francji i Belgii w ciągu pietnastu dni.
                                            Erzberger, podpisując układ zawieszenia broni w głównej kwaterze Focha,
                                            rozpłakał się jak dziecko.
                                            Kończyła sie wojna. Za podstawę do dyskusji o zawarciu pokoju przyjęto
                                            czternaście punktów Wilsona, gdzie w przedostatnim punkcie żądano wolnej Polski
                                            z dostępem do morza.
                                            • rita100 Re: Przybity Janek 22.09.06, 20:21
                                              Janek czuł sie przybity. Jadąc przez Niemcy na front podziwiał potęgę wielkiego
                                              państwa. Dumny był, że jest Niemcem i należy do tego wielkiego narodu. Wszystko
                                              mu imponowało, co robili Niemcy. Potrafili za ojczyznę nawet umierać z głodu. A
                                              teraz, za trudy, ofiary, poświęcenie - taka klęska. Czy to może przeżyć Prusak ?
                                              Janek otrzymawszy zwolnienie wracał do domu na Mazury.
                                              • rita100 Re: Powrót Janka do domu 22.09.06, 20:24
                                                W Świdrach zastał swoich przy objedzie.
                                                - Guten Tag
                                                - Dobry dzień - Groska zerwała sie ze stołu by przywitać wnuka.
                                                I zaczęły sie rozmowy
                                                Zmęczony, przygnębiony, wysłuchał wszystkiego. Nie mógł znieść, gdy babka mu
                                                wspomniała, że tu na Mazurach nawet agitują, żeby mówić po polsku.
                                                - Co wy tez mózicie, Grosko ! - zawołał.
                                                - Mózie prawde. Podobno mamy pójść pod Polske.
                                                - No, jesce lepsiej !
                                                - Dowies sie sam o wsystkiem.
                                                - Diabli nadali ! Cały świat wywraca się do góry nogami. Zachciewa się Polski !
                                                Dlacego Polski ? Gdzie tu Polaki ? Tu Niemcy !
                                                - No, nie wsyscy. Ale tak sie nie złość.
                                                - Mózi Groska, że tu agitujo. A kto ?
                                                - Mój kochany, nie wies, co tu sie dzieje. Wsystkiemu kieruje Barceski z
                                                Burdąga.
                                                • rita100 Re: Plebiscyt 22.09.06, 20:25
                                                  Polacy na Mazurach, Warmii i Powiślu mieli sami rozstrzygnąć, czy chcą należeć
                                                  do Polski czy też pozostać przy Prusach. Nikt nie zdawał sobie jeszcze sprawy,
                                                  jak to będzie przeprowadzone, ale zarówno po stronie polskiej jak i niemieckiej
                                                  zaczęła się agitacja.
                                                  Polacy tworzyli komitety w Szczytnie, Olsztynie, Sztumie. Ale nie zawsze
                                                  wybierali sobie dobrych współpracowników. Przyjechało wielu Polaków z
                                                  Kongresowki, którzy nie znając warunków miejscowych i duszy mazurskiego ludu
                                                  nie potrafili ludu tego porwać dla sprawy polskiej.
                                                  Niemcy natomiast mieli aparat agitacyjny gotowy. Każdy ksiądz, pastor,
                                                  nauczyciel, urzędnik i żandarm stanęli do agitacji, wypowiadając Polakom walkę
                                                  na śmierć i życie. Prawie cała akcja plebiscytowa spoczywała w rękach
                                                  niemieckich, a kierownikiem jej był Maks Worgitzki, renegat.
                                                  • rita100 Re: A Janek przyglądał się wszystkiemu 22.09.06, 20:26
                                                    A Janek przyglądał się wszystkiemu
                                                    Był małomowny, zamknięty w sobie, błakał sie po polach i kompletnie nic nie
                                                    robił.
                                                    - Nie wstyd ci tak siedzieć i chleb darmo zjadać ?
                                                    Marta (siostra) wcionz haruje, a i ja stara chwili nie popróznuje. A ty tylko
                                                    wygapias sie przes okna i nie wiadomo po co grzebies w tych niemieckich
                                                    ksionskach, albo wałensas sie niepotrzebnie - wspomniała mu babka.
                                                    - Dajcie mi Grosko spokój. Mozecie wsyscy na mnie tera popracować. Bo kto za
                                                    was krew na wojnie przelewał ? odpowiadał jej na to Janek.
                                                    Gderania Groski były bezskuteczne;
                                                    "A moze mu jaka dziewcyna w ocko wpadła ? - myślała. - Coś tam Łukowa
                                                    wspomniała o Hance. Moze i nieraz zerkał na dziewcyne, bo przecies kazdemu
                                                    przyjemnie spojrzeć na ładno gembe. Ale to Polka, a Janek Polaków nie lubzi.
                                                    Chyba nie to. Moze to na razie po tej wojnie, a potem sie zmnieni" - pocieszała
                                                    sie babka.

                                                    (przytaczam dialogi , ponieważ nawiązują do gwary mazurskiej)
                                                  • rita100 Re:Stary Marcin 22.09.06, 20:28
                                                    Któregoś wieczoru zjawił sie w domu stary Marcin (ostoja i mądrośc tutejszej
                                                    wsi)
                                                    - Takiś duzy, Janku. Jak to rocek za rockiem leci, nie wiedzieć kiedy - mówił.
                                                    - Tak, Grosku, tak. Ale widze, zeście sie nie zmienili, choć lat przybyło. A
                                                    zdaje się, że nawet jesteście weselsy niz dawniej.
                                                    - A widzis, bo sie strasnie ciese. Pódziemy przecie pod Polske, bo powstała. Co
                                                    ja na to wspomne, to łzami sie obleje. Bóg dał tego dozyć staremu !
                                                    Janek spojrzał na Marcina chmurnie.
                                                    - Wy wsyscy co do tej Polski powariowaliscie.
                                                    - Co ty mózis, chłopce ? Tak sie nie godzi ! Tyś przecie Polak, nosis polskie
                                                    nazwisko. Ja ciese sie ogromnie, ze chocias tera swobodnie mozna mózić po
                                                    polsku.
                                                    - Głupstwa gadacie, przestańcie. Nie chce słyseć wiencej o tem wsystkiem.
                                                    Jestem Niemiec. Nienawidze was wsystkich Polaków i przeklinam. Nienawidze !
                                                    Słysycie ?
                                                    Stary patrzył na niego ze zdziwieniem i z żalem.
                                                    - Nienawidzis ? Hm, a sameś Polak. Wypieras sie ojców, dziadów i pradziadów.
                                                    Przeklinas swój ród. Pamnientaj, ze te przekleństwa spadno na twojo głowe.
                                                    - Odejdźcie prec mi z ocu z takiem gadaniem !
                                                    - Jo, jo, pójde sobzie. Krzyku twojego sie nie zlenkne, tylko mi słuchać
                                                    ciensko. Robzis głupstwa, bo rodzice wceśnie pomarli. A przecie byli Polaki.
                                                    Groska tez za Polsko. A ty ?
                                                    - Jo myśle po prusku.
                                                  • rita100 Re:Jesień 1919 23.09.06, 20:50
                                                    Jesień 1919
                                                    Upłynęło lato, jesień 1919 roku. Ruch agitacyjny wzrsatał. Janek zaczął
                                                    przyglądać się blizej akcji plebiscytowej. Drażnił go upór Polaków, dźwięki
                                                    polskiej mowy. Nauczyciel wioskowy, stojący na czele "Heimatdienstu", namawiał
                                                    go by zapisał sie do tej organizacji. No i Janek zapisał sie do tej organizacji.
                                                    Po świętach Bożego Narodzenia Groska nalegała, ab odwiedził Łuków. Ciotka
                                                    przyjęła go radośnie. Zaczęli rozmawiać:
                                                    - W domu wszystko po staremu - mówił Janek. A we wsi, wie ciocia, ze ja nic
                                                    teraz nie rozumię.
                                                    - A niby cego ?
                                                    - A to tego, ze tu tak wsytko rozpanosyło. Mózio głośno, swobodnie po polsku.
                                                    So nawet tacy, co sie ceso, ze bedo pod Polsko.
                                                    - A djze im spokój - rzekła pojednawczo. - Wej, coś taki zawzięty. Miarkuj sie,
                                                    bo jesce nie ziadomo, co Pan Bóg ześle.
                                                    - Co ma zesłać ? Tu so i bedo Niemcy.
                                                    - Zies - ciągnęła ciotka - Barceski zabrał sie raźno do pracy. Wysyła swoich
                                                    ludzi na agitacje i jakieś tam robi zebrania.
                                                    - A ponoć ślicnie mózi - dorzucił wuj Michał
                                                    - O, wielki to , jak mózio agent - ciągnęła dalej ciotka: - Krenci sie od rana
                                                    do nocy, a drygie wychodzo. Dopomaga mu dzielnie córka. Jaki to urodliwy
                                                    dziewcak, z każdym dniem ślicniejsy.
                                                  • rita100 Re:Jesień 1919 23.09.06, 20:51
                                                    Któregoś dnia zjawił sie u ciotki jej znajomy Polak z pobliskiej wioski, który
                                                    cichaczem zawiadomił o zebraniu urządzanym przez Barczeskiego w Danowie. Janek
                                                    to usłyszał, zamyślił się głeboko.
                                                    "Jeśli Barceski urządza w Danowie zebranie, to pewnie przyjdzie z córko" Może
                                                    tak iść , popatrzeć kusiła myśl.
                                                    No mozna stanonć gdzie w ciemnym koncie i nikt nie zobacy ?
                                                    Przyjechało wielu Polaków z Kongresówki. Lud mazurski jest nieufny. Wielu
                                                    przede wszystkim kalkulowało sobie, gdzie im będzie lepiej materialnie. Mówcy
                                                    przyjezdni nie potrafili ludu zapalić i przekonać.
                                                    Natomiast agitacja niemiecka szerzyła sie w całej pełni a sprzyjał jej brak
                                                    miejscowej polskiej inteligencji.
                                                    Tak więc Janek zdecydował się pójśc na to zebranie.
                                                    Przed chatą stała grupka ludzi rozmawiających po polsku. Wszedł do wnętrza.
                                                    Stał w miejscu najbardziej ciemnym.
                                                    Izba zapełniała się. Wreszcie przybył Barczewski z Hanką (córką). Janek nie
                                                    spuszczał z dziewczyny oczu.
                                                  • rita100 Re:Jesień 1919 23.09.06, 20:53
                                                    Tymczasem w izbie rozległy sie rozmowy w jezyku polskim, dialogi,
                                                    przekonywania. Wtem rozległy sie za oknami wrzaski, krzyki, a od drzwi
                                                    rozwścieczone niemieckie głosy.
                                                    - Polen heraus ! - zabrzmiało złowrogo.
                                                    Do izby wdarło sie kilku męższczyzn z podniesonymi pałkami. Była to nasłana
                                                    bojówka, składajaca sie przeważnie z Polaków - Mazurów zaprzedanych Niemcom.
                                                    Powstał wielki zgiełk. Płacz i krzyki kobiet przeplatały odgłosy uderzeń pałek.
                                                    Nagle spostrzeg jakiegoś draba zmierzającego się pałką w Hankę. Poznał go. Był
                                                    to Gałda, zagorzały Niemiec z Burdąga. "A więc to bojówkarze"!
                                                    Ruszył naprzód by bronić ukochanej dziewczyny. Ale gdy Gałda uderzył Hankę i
                                                    dziewczyna zachwiała sie od ciosu, Janek jak rozwczieczone zwierzę rzucił sie
                                                    ku jej obronie.
                                                    - Ty zbóju ! - wrzasnął - Precz !
                                                    I zawziecie zaczął okładać Gałdę.
                                                    - Nie wiedziałem, ześ taka świnia i do nas przychodzisz, i swoich Polaków
                                                    bronis - zawołał Gałda poznawszy Janka. - Pocekaj, jesce sie porachujem !-
                                                    groził.
                                                    Wkrótce wyparto bojówkę z izby. Z podwórza dochodziły jeszcze wyzwiska i
                                                    przekleństwa. Izba wyglądała jak pobojowisko.
                                                    - Ale gdzie Hanka ?
                                                  • rita100 Re: Hanka 06.10.06, 21:01
                                                    Hanka zemdlała, zanieśli ją do domu, miała silną gorączkę i majaczyła. Obaj, bo
                                                    tak ojciec jak i Janek bardzo sierpieli, obaj bardzo ją kochali.
                                                    Wywiązało się zapalenie opon mózgowych.
                                                    Hanka wypowiadając slowa
                                                    - Ojcze, a gdybym umarła , Janek ci mie ... zastąpi.
                                                    Umarła w kilka godzin póżniej.
                                                    Janek przeklinał Gałdę i poprzysiągł zemścić się okrutnie.
                                                    Odbył się pogrzeb. Barczewski przez łzy popatrzył na mogiłę. Pochował tu dwie
                                                    najukochańsze istoty - żonę i córkę.
                                                    A Janek inaczej patrzył już na świat. Zrozumiał,że nigdy tak nie będzie
                                                    prawdziwym Niemcem, że zawsze będzie tym 'Wasserpolakiem'. Zaczął rozmawiać z
                                                    Baraceskim.
                                                    - Wiesz, że i ja straciłem wcześnie rodziców - opowiadał Barczewski, -
                                                    opiekował się mną stryj, który oddał mnie do gimnazjum w Królewcu. Dbał by mi
                                                    było dobrze materialnie, a poza tym wcale się mną nie interesował. Wszedłwszy w
                                                    niemieckie otoczenie zapomniałem o swoim pochodzeniu, o mowie ojczystej.
                                                    - Tak ? - zdziwił się Janek
                                                    - Tak, a swój powrót do polskości zawdzieczam żonie.
                                                    I tak zawiązała się współpraca miedzy Barczewskim i Jankiem
                                                  • rita100 Re: opis przyrody 06.10.06, 21:02
                                                    Janek dziwił się, że dawniej nie dostrzegał piękna rodzinnego kraju. Teraz
                                                    jeżdząc po mazurskiej ziemi zachwycał się jej piekną i bogatą przyrodą,
                                                    malowniczymi jeziorami, ktore niby jasne długie wstęgi, przecinając lasy i
                                                    pola, płynęly u stóp miasta lub tuliły się zacisznie do wiosek albo tworzyły
                                                    jakby małe morza. A jezior tych jest mnóstwo, bo Mazury to kraina jezior o
                                                    jasnej, przejrzystej tafli wód, gdzie w pogodne dni igrają swawolne złocite
                                                    promienie słońca, błękitne niebo zaś przegląda się w spokojnej toni niby
                                                    dziewczę w zwierciadle. W szumie fal zaklęta jakaś tajemnicza melodia.
                                                    Jasna toń wód pięknie kontrastuje z zielenią bujnych, zadumanych głęboko lub
                                                    zasłuchanych w poszum fal lasu. A przyroda tu tajemnicza, jak dusza mazurskiego
                                                    ludu; często smutna, jakby czymś przygnębiona.
                                                    W pogodne dni niebo spogląda niezmąconym błękitem, a słońce zda się przemieniać
                                                    wszystko w złoto.
                                                    Gdy nadejdą dni pochmurne i mgła zwiśnie cięzko nad jeziorami i lasami -
                                                    tajemniczość, smutek i przynębienie rozlewają sie wokoło szeroko. Może własnie
                                                    w tym należy szukać przyczyny kontrastu w duszy tutejszego ludu - radości i
                                                    smutku."
                                                    Jan Wszebor
                                                  • rita100 Re: Nastały żniwa 06.10.06, 21:03
                                                    Nastały żniwa
                                                    Cała wieś wyległa na pole. Nie brakowalo wesołości i smiechu. Zresztą nic
                                                    dziwnego bo przeważnie pracowali mlodzi.
                                                    No, ale gdy stara Gąsiorowska przyszła pomagać Ładom, było jeszcze weselej.
                                                    Gąsiorowska była to już niemłoda ale zdrowa, silna kobieta, zawsze wesoła,
                                                    gadatliwa. Z jej konceptów i róznych opowiadań śmieli się wszyscy. Nie było
                                                    chaty, gdzie by nie pracowała, toteż wszędzie czuła się jakby w rodzinie.
                                                    Przyjmowano babę nie szczędząc pochlebstw, by jej się nie narazić, bo długi
                                                    miała jezyk i nic nie uchodziło jej spojrzeniu.
                                                    - Wystacy, by łypneła ślepiami, a juz w lot wselkie tajemnice pojmie - mówiła o
                                                    niej Groska.
                                                    Posądzano ją, ze ma się za pan brat z diabłami i pono nocami urządza z nimi
                                                    uczty. Widziano u niej czarną księgę. Krążyły wieści, ze jest bogata 'boc
                                                    diabły wsytkiego jej naznoso', a do pracy chodzi tylko dla pozoru na
                                                    prześpiegi. Ukrywano przed nią niemowlęta, nad którymi do czasu chrztu diabeł
                                                    ma wielką władzę.
                                                  • rita100 Re: Nastały żniwa 06.10.06, 21:04
                                                    Bano się jej wejśc w drogę, by nie rzuciła przez złość uroku. Nikt nie widział
                                                    jej nigdy smutnej. Nie wiedziano, ile ma lat. Gdy pytano:
                                                    - Gąsiorowa, ile wej macie lat ? - odpowiadała:
                                                    - A juści sósty krzyzyk następuje. - Podobno powtarzała to od dawna.
                                                    Każdemu z młodych mówiła 'ty', tylko starym gospodarzom 'wy', a nawet 'waść' -
                                                    tym zamożniejszym.
                                                    Gdy wieczorem wracali wszyscy z pola, śpiewała na cały głos, a młodzież
                                                    wtórowała jej wesoło. Po kolacji lubiła opowiadać i wtedy nikt jej nie potrafił
                                                    przegadać. A jak jej dano gorzałki, to brała się do tańca.
                                                    Gorzałką nigdy nie wzgardziła, ba , nawet dużo potrafiła jej wypić. Groskę
                                                    bardzo poważała, boć ta była kiedyś wielką gospodynią i jadła, wódki nigdy nie
                                                    żałowała.
                                                    - Wiadomo, to juz pańska rodzina - mówiła do innych - i cłozieka posanuje.
                                                  • rita100 Re: Plon niesiem plon 06.10.06, 21:05
                                                    Plon niesiem plon
                                                    Jeszcze słońce było wysoko na niebie, kiedy na polu Ładów skoszono i postawiono
                                                    żyto w dziesiątki.
                                                    Gąsiorowa zanuciła, a wszyscy za nią zaczęli śpiewać:
                                                    "Plon niesiem plon'
                                                    Również i sąsiad Kordas dwustomorgowy gospodarz, graniczący o miedzę, ukończył
                                                    żniwo. Szli więc wszyscy razem z kosami i grabiami przybranymi zielenią i
                                                    kwatami, z wieńcami z kłosów, a pieśń ich rozlegała się szeroko i daleko.
                                                    Groska wyszła przed dom. Śmiały się jej oczy, gdy słuchała słów kochanej
                                                    piosenki.
                                                    Po skończonym śpiewaniu młodzi według zwyczaju oblewali się wodą. Było niemało
                                                    uciechy, śmiechu , krzyków i pisków broniących się dziewcząt.
                                                    - Daj nam Boze docekać przyszłego rocku - rzekła Gąsiorowa.
                                                    - Daj Boze - odpowiedziała Groska.
                                                    Poczęstunek Ładów był dobry i syty. Groska przyrządziła według własnego
                                                    przepisu piwo z jęczmienia. Znalazły sie również gorzałka i mięso. A gdy dobrze
                                                    sobie podjedzono i podpito, zabrano się do tańca, bo zeszło się trochę
                                                    młodzieży ze wsi. Stało się gwarno i wesoło. Wytańcowywano ogniste polki i
                                                    walczyki przy dzwiękach harmonii i skrzypiec.
                                                  • tralala33 Re: Plon niesiem plon 06.10.06, 21:36
                                                    "Po skończonym śpiewaniu młodzi według zwyczaju oblewali się wodą. Było niemało
                                                    uciechy, śmiechu , krzyków i pisków broniących się dziewcząt."
                                                    A na Zielganoc kadykiem sia bzili?
                                                  • rita100 Re: Plon niesiem plon 06.10.06, 22:04
                                                    I tak to chyba buło, wodó sia oblewali w ciasie plonu, a kadykiem sia bili na
                                                    Zielkanóc. A jutro bandziam na weselu smile Groska zaprasza.
                                                  • rita100 Re: Wesele siostry Janka 07.10.06, 20:37
                                                    Wesele siostry Janka z Guciem, z chłopakiem z innej wsi.
                                                    Wedle tradycji wesele zaczyna sie w piątek po południu, a kończy się w
                                                    niedzielę u pana młodego. Zarzucono częściowo dawne piekne zwyczaje. Gości na
                                                    wesele zapraszał dawniej starszy drużba czyli tak zwany proszek; czynił to
                                                    konno, przybrany wstęgami, wygłaszając odpowiednią orację, przeproszkę, a w
                                                    dniu ślubu dwaj konni drużbowie jechali przed państwem młodym; młodzi, reszta
                                                    drużby i swat, zwany rajkiem, jechali na przybranych zielenią i kwaiatami
                                                    bryczkach.
                                                    Groska dołożyła wszelkich starań, by wyprawić Marcie huczne, piękne weselisko.
                                                    "Niech dziewcyna nie odcuje, ze sierota, niech wesele ma jak sie patrzy" -
                                                    myślała.
                                                    Wielka to była uroczystość u Ładów. Jedzono, pito i tańczono bez wytchnienia.

                                                    I tak się życie toczyło na wsi.
                                                  • rita100 Re:Tradycja mazurskiego targu 07.10.06, 20:39
                                                    Janek pracując z Barczewskim pokonywał wiele dróg. Na drodze spotykał wiele
                                                    osób wracających z targu. Wiejskie kobiety w długich, szerokich spódnicach, w
                                                    chustach związanych pod brodą, przeważnie bose, dźwigające koszyki z zakupami z
                                                    miasta, chłopi w długich ciemnych sukmanach, z butami w rękach lub
                                                    przewieszonymi przez plecy, młodzież ubraną przeważnie po miejsku. Tylko
                                                    kobiety dźwigały koszyki i tobołki, mężczyźni zaś szli wolno, swobodnie. Taki
                                                    na Mazurach zwyczaj. Gdy idzie małżeńska para, a jeśli czynią jakieś zakupy,
                                                    niesie je prawie zawsze żona.
                                                    ---
                                                    hehe, chyba nie chciałabym być żoną Mazura. No napewno nie szłabym z nim na
                                                    targ wink)) Dziwny i nieelegancki ten zwyczaj.
                                                  • rita100 Re:Chcę jechać do Polski 07.10.06, 20:40
                                                    Ale Janek ciągle był niespokojny. Coraz częściej myślał o wyjeździe do Polski.
                                                    Pojawił się u Barczewskiego i mowi:
                                                    - Chcę jechać do Polski.
                                                    - Ale chyba nie zaraz.
                                                    - No nie, ale chciałbym jak najprędzej.
                                                    - Ale jak z paszportem ?
                                                    - Własnie o to chodzi. Chciałbym sie poradzić, co robić.
                                                    - O, paszportu ci teraz nie wydadzą.
                                                    - No to przejde przez granicę. Zawse stont lepsiej, bo jakby mnie złapali, to
                                                    do ciotki przyprowadzą.
                                                    - Właściwie po co ty tam chcesz jechać ? - pytał Barczewski
                                                    - Chce wstompić do polskiego wojska.
                                                    - No, ale należy niedługo spodziwewać się końca tej wojny.
                                                    - To nic. I tak pojadę.
                                                  • rita100 Re:w Polsce 07.10.06, 20:41
                                                    Po kilku dniach Janek znów spotyka się z Barczewskim.
                                                    - Jedź, jeśli chcesz. Ale pamiętaj, powinieneś tam przede wszystkim się uczyć,
                                                    aby zyskawszy największe i najwszechstroniejsze wiadomości, tutaj wrócić i
                                                    pracować dla swoich - powoada Barczewski.
                                                    - O, pragnę tego z całej duszy.
                                                    - Otóż pojedziesz do Polski do mojego kolegi szkolnego, Wojciecha Załęskiego.
                                                    Ten człowiek , to zlote serce. Najlepiej ci poradzi, co masz robić. Niech cię
                                                    Bóg zachowa od wszelkiej złej przygody. Pojedziesz rowerem do Nidzicy. Rower
                                                    zostawisz u Budnego, a dalej musisz iść pieszo, najlepiej przez Janów. Załęski
                                                    mieszka aż pod Ciechanowem w swym majątku Olszówce.

                                                    I tak Janek znalazł się po trudach przekroczenia granicy w Olszówce gdzie
                                                    pobierał pierwszą naukę, a następnie skończył studia w Warszawie. Nauczył się
                                                    wiele, przeszedł wiele i wrócił w swoje ojczyste strony.
                                                    W Burdągu czekał na Janka samochód od Barczewskiego. Mogli już razem jeździć po
                                                    okolicach na spotkania.
                                                    W Świdrach cała rodzina była uradowana z powrotu Janka. Groska wprawdzie bardzo
                                                    się podstarzała ale jak to babuleńce na widok Janeczka oczy świyciły jek
                                                    laternie.
                                                  • rita100 Re: powrót do domu 07.10.06, 20:42
                                                    Powieść kończy się dobrze. Janek i córka Załęskiego , Krysia biorą slub w
                                                    Olszówce, na którym był sam Barczewski.
                                                    Barczewski podczas zaręczyn ofiarował im cały swój majątek:
                                                    - Przyjaciele, dzieci kochane, ten mój skromny dar. Pragnę, by Janek mógł
                                                    wprowadzić żonę na swe gospodarstwo. Kocham go jak syna, ale i Krysia bedzie mi
                                                    odtąd najukochańszą córką. Nie odmawiajcie staremu. Jeśli chcecie mi się
                                                    wywdzieczyć, pracujcie razem wspólnymi siłami nad polską sprawą na Mazurach.
                                                    Rozwijajcie pomyślnie to, w co ja wkładałem całą duszę. Wasze zaślubiny niechaj
                                                    będą symbolem połączenia Mazur z Polską.
                                                  • rita100 Re: powrót do domu 07.10.06, 20:43
                                                    Samochód brnął po szosie wioząc Krysię i Janka do Burdąga........

                                                    Książka kończy się
                                                    Szczytno - Berlin
                                                    październik 1937

                                                    ----
                                                    A teraz jak myślisz Tralala, kto był tym Jankiem ?
                                                    Sam autor ?
                                                    I o jakiego Brczewskiego chodzi ?
                                                    Tylu ich było i to o różnych poglądach.
                                                  • rita100 Re: powrót do domu 07.10.06, 20:50
                                                    Kucharski Jan (1927) - ps. Jan Maxwetl, Jan Wszebor; ur. 03.03.1902
                                                    lograjewo.win.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=20&Itemid=53
                                                    Czyli może być , co to właśnie On zakochał się w córce Barczewskiego, a po
                                                    smierci córki Barczewski kochałó go jak syna i wyszkolił. To może być hisroria
                                                    Kucharskiego Jana czyli Jana Wszebora.
                                                  • tralala33 Re: powrót do domu 07.10.06, 20:51
                                                    Imię ma takie samo jak autor, może coś ze swoich przeżyć wplótł w powieść. A
                                                    dlaczego wybrał nazwisko Barczewski dla jednego z bohaterów? Może chciał, żeby
                                                    było znane, żeby kojarzyło się z Polakami w Prusach Wschodnich?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka