Dodaj do ulubionych

Humoreski Michała Kajki :)

11.04.07, 21:19
Pokochać Kajkę i to na wesoło smile
Kedy Michał Kajka buł story, ni chioł łuż godać, a ludziska nozywali jygo
"dumakiem" łodpoziadał tlo:
"Kajka ni goda, bo ziersze łukłada"

A jake ziersze ? Łobaczta, gwołt humoresek mazurskich.
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: "Wielka głowa" 11.04.07, 21:21
      "Wielka głowa"

      Humoreska no Tralali i Svolo
      z cyklu - Jakem sia budował/a wink

      Pewien pan miał dom budować,
      Lecz się nie mógł obrachować,
      Jakiego by miał wziąć cieślę,
      Co by biegły był w rzemieśle.
      Więc na każdy dzień już z rana
      Przychodzili tam do pana
      Liczni cieśle, rzemieślnicy,
      Któż do reszty ich tam zliczy !
      Jednak panek na wsze strony
      Nie był z nich zadowolony,
      Bowiem mu sie tak zdawało:
      Każdy głowę miał za małą.
      Przybył raz do pana tego
      Sławny majster - co godnego,
      Przedsiębiorca wszej budowy,
      Rzekł do pana tymi słowy:
      "Pan tego nie pożaluje,
      Gdy ja jemu dom zbuduję,
      Żadnej 'feli' w nim nie zrobię,
      Tak jak kościół przyozdobię".
      Pan, spojrzawszy mu po głowie,
      Wraz majstrowi tak odpowie:
      "Wy za małą głowę macie,
      Z tą budową nie wskóracie".
      Majster cale roztargniony
      Myślał teraz na wsze strony,
      Jak by nabyć dużą głowę,
      Aby dostał w moc budowę.

      I tak myśloł, i tak myśloł i tak wymyśloł.
      Słchajta co bandzie dalyj ? hehehe
      • rita100 Re: "Wielka głowa" 11.04.07, 21:21
        Spotkał majster raz na drodze dziada,
        Ten miał głowę co nie lada.
        Czapka na niej bagatelka
        Jak pudełko od wiertełka,
        Wpadł ci dziad majstrowi w oczy,
        Majster do niego przyskoczy
        I z radości, ile zdołał,
        Tak do dziada wraz zawołał:
        "Pojdźcie ze mną do ciesielki,
        Zarobicie pieniądz wielki,
        Ile za dzień zażądacie,
        To ode mnie otrzymacie".

        A dziad łodpoziada:

        "Parę trojaków, mój panie,
        Dosyć za me kołatanie,
        Taki jak ja niedołęga
        Nie zarobi i szeląga".
        Dał mu majster swych odzieni
        I też meter do kieszeni,
        Dał mu skórznie po kolana,
        Poprowadził go przed pana.

        I jek myślita stinole, co dalyj bandzie ? wink)))

        Pan, spojrzawszy na tę głowę,
        Oddał w ręce mu budowę.
        Tak został dziad rzemieślnikiem,
        Majster przy nim czeladnikiem.
        Dziad ci to był głupiec wielki,
        Nie znał wcale on ciesielki,
        Nie był żadnym rzemieślnikiem,
        Lecz żebrakiem kołatnikiem.

        No to tero zabzierawam sia za robote smile))
        • rita100 Re: "Wielka głowa" 11.04.07, 21:23
          Majster był zadowolony,
          Że plan jego wypełniony.
          Choć za pośrednictwem dziada,
          Jednak on budową włada.
          Mowi do dziada wesoło:
          "Nic nie róbcie, chodźcie wkoło,
          Niby tam coś pokazujcie,
          Czasem niby nas szymfujcie". (poprawiajcie)
          Dziad udawał rozumnego
          Wokół budowia onego.
          A gdy już ciągnęli szczyty
          Dziad na ziemi stał jak wryty.
          Palcem w górę coś wskazywał
          I tak niby rozkazywał:
          "Jeszcze trochę, jeszcze !
          Stójcie raźno na tej desce,
          Jeszcze w górę, żywo, żywo,
          Bowiem jak na włosie krzywo !"
          Państwo obok dziada stali,
          Między sobą coś gadali,
          Wreszcie pan zadowolony,
          Rzecze wesół do swej żony:
          "Widzisz żono, przebierałem,
          Jednak mądrego dostałem,
          Patrz, ten ma rozumu wiele,
          Bo na włosie widzi "felę". (feler)
          Dałem w ręce mu budowę,
          Patrz, czy widzisz jego głowę ?
          W takiej głowie, ręczę śmiele,
          Może być rozumu wiele".

          Ziersz napisany w 1956 roku i zamieszczony w "Życiu Młodzieży" nr 16. Humoreski
          i ziele jinnych eszcze mom z antykwariatu Waldemara Mierzwy i tą drogą chcę
          ślicznie podziękować.
          • rita100 Re: 11.04.07, 21:24
            Bandzie weselej.....
            • rita100 Re:Jak dwaj młodzieńcy handlem na wódce się.... 12.04.07, 21:22
              Jak dwaj młodzieńcy handlem na wódce się 'zbogacili'.

              Posłuchajcie moi mnili,
              Jak sia psianknie wzbogacili
              Dwaj młodzieńcy raz na wódce,
              Łopoziem woma po krótce.
              Buli zianc to dwaj parobcy,
              Młode i też czerstwe chłopcy,
              Lecz skusiło ich po trosze,
              By na wódce zdobyć grosze.
              Kuba z Bratkiem sia skumali,
              Gdzie sia tylko bądź spotkali.
              Ci sia ściśle polubili,
              Bowiem wspólnie wódkę pili.
              • rita100 Re:Jak dwaj młodzieńcy handlem na wódce się.... 12.04.07, 21:23
                Kuba udawał mądrego,
                Rzekł do Bartka dnia jydnego:
                "Wiesz ty co nowego kumie ?
                Lecz nie każdy to rozumie !
                Niezadługo łodpust bandzie,
                Może grosza sia zdobandzie:
                Nolepszy handel na wódce,
                Łopoziem ci to pokrótce.
                Kapitał bym odłożyli,
                Eszcze coś bym zarobili,
                Za procenty by zbiegało
                Eszcze dla nas też niemało.
                "Nie wiem, co to jest kapitał" -
                Bartek Kuby sia zapytał.
                "Nie wiem, co to procent znaczy,
                Niech mi Kuba wytłumaczy".
                "Boś ty głupi" - rzecze Kuba -
                "Lecz nie twoja jest w tym zguba,
                Wytłumaczę ci te sprawy,
                Kiedyś taki jest ciekawy:
                Kapitał to grosze takie,
                Co za wódkę lub tabakę
                Z góry zaraz zapłacimy,
                Lecz na tym nic nie stracimy.
                Procenta to nasz zarobek.
                Nie brak nam iśc na wyrobek,
                Z tego cząstkę wypić możem,
                Eszcze cokolwiek odłożem".
                • rita100 Re:Jak dwaj młodzieńcy handlem na wódce się.... 12.04.07, 21:24
                  "Jestem zadowolony
                  I zgadzam sia z mijej strony,
                  Kto cię słucha, ten nie zbłądzi -
                  Każdy tak o tobie sądzi.
                  Ale jedna jest w tym wada:
                  Bez gotówki trudna rada.
                  Mam ci drobne dwa banknoty,
                  Ale trzeba mi na buty,
                  Bo choć idę w butach drogą,
                  Choćbym chciał sia wódki napić,
                  Muszę se wpierw buty kupić".
                  "Niech sia Bartek nie frasuje,
                  Sam nad tym sia zadziwuję,
                  Jakie osiągniem korzyści,
                  Wkrótce sia to wszystko ziści".
                  Bartek duma w tajemnicy
                  I w duchu procenty liczy,
                  Które by jak z nieba spadły
                  I w podziale nań przypadły.
                  • rita100 Re:Jak dwaj młodzieńcy handlem na wódce się.... 12.04.07, 21:24
                    Wprędce do karczmy przybyli,
                    Łagiew wódki zamówili
                    I cokolwiek sia spieszyli,
                    By na odpust nie spóźnili.
                    A gdy uszli kawał drogi,
                    Nie chciały im służyć nogi,
                    I usiedli obaj w chlodzie,
                    Tam pod lasem gdzieś przy wodzie
                    Rzecze Kuba więc po chwili:
                    "Po kieliszku bym wypili,
                    Za procenta wypić możem,
                    Eszcze cokolwiek odłożem.
                    "Dobra rada, ja przystaję,
                    Niech Kuba po jednym daje,
                    Trzeba trochę nam posiłku,
                    Po fatydze i wysiłku".
                    • rita100 Re:Jak dwaj młodzieńcy handlem na wódce się.... 12.04.07, 21:25
                      Teraz piją nie na zarty,
                      Juz kieliszek trzeci, czwarty,
                      Już i po siódmym wypili,
                      Pragnączki nie ugasili.
                      Tedy Bartek rzekł do Kuby:
                      "Co nie bandziem mnieli zguby
                      I kapitału nie stracim -
                      Każdy za sznaps swój zapłacim.
                      "Panie kupiec, za trojaka
                      Proszę jednego koniaka,
                      Tu gotówkę zaraz macie,
                      Co do kasy mi schowacie!"
                      Teraz Kuba zaś zażądał,
                      Na kieliszek rad spoglądał:
                      "Panie kupiec, za trojaka
                      Proszę dobrego koniaka".
                      Bartek mniemał: "Toć nie stracim,
                      Za każdy kieliszek płacim".
                      Rzekł do Kuby:
                      "Za trojaka proszę jednego koniaka" -
                      I tak na przemian brali,
                      Wspólnie wódką szafrowali,
                      Trojak z ręki w rękę chodził,
                      Ten za wszystko wynagrodził.
                      Gdy już im się w oczach ćmiło,
                      Wódki z łagiewki ubyło,
                      Bowiem jej nie szanowali,
                      Cokolwiek ją porozlewali.
                      Teraz rzekł Bratek do Kuby:
                      "Weźmy sia zianc do rachuby,
                      Każdy kielich zapłacony,
                      To musi być skarb złożony".
                      • rita100 Re:Jak dwaj młodzieńcy handlem na wódce się.... 12.04.07, 21:26
                        Oba nad tym sia zdumieli,
                        Bowiem tylko trojak mnieli.
                        I nie widząc, co sia stało,
                        Bartek trosków miał niemało.
                        I na odpust zapóźnili,
                        Ludzie sia porozchodzili.
                        Zasię trunek na frasunek
                        Pijąc, stracili rachunek.
                        I już wódki malo mieli,
                        Wyszła im, niż się spodzieli.
                        Kasa pusta im została,
                        Tylko trojak zawierała.
                        Na końcu sia poswarzyli,
                        Guzami sia podzielili.
                        Bartek popadł w smutek, w nędzę,
                        Trapił sia o swe pieniądze.
                        Odtąd pilnie pracowali
                        I wódką nie handlowali,
                        Lecz uczciwie sia rządzili,
                        Grosza sobzie łoszczandzili.
                        • rita100 Re: 12.04.07, 21:27
                          W kożdym kraju i narodzie,
                          Przy pracy i przy zawodzie,
                          I przy kożdym powołaniu,
                          Gdy kto przy pilnym staraniu
                          W poczciwości postępuje,
                          Grosza nazbyt nie marnuje,
                          Woła o pomoc do nieba,
                          Bóg mu ześle, ile trzeba.

                          Z "Życie Młodzieży" 1927 nr 20
                          Michał Kajka
                          • rita100 Re:Kiedy kto źle broi, byle czego się boi. 14.04.07, 21:36
                            Kiedy kto źle broi, byle czego się boi.

                            Pewien człowiek z wieczora
                            Poszukał sobie wora
                            I zwinąwszy go troszkę
                            Wybrał się z nim za wioskę.
                            Wnet do bagna przychodził,
                            Torfek wkoło obchodził,
                            Przebierał tam wszystkiego,
                            Co najsuchszy to jego.
                            Torfem worek wyłożył,
                            Na plecy go założył.
                            Szedł do domu z nim spieszno
                            I z czegoś mu śmieszno.
                            Lecz naraz słyszy coś złego:
                            Ktoś gwizdnął podle niego,
                            Więc się wielce zasmucił,
                            Worek z pleców precz rzucił.
                            Dalej w nogi co siły....
                            "Boże ! Pomóż mi, miły !"
                            Tak do Boga wciąż woła,
                            A ucieka co zdoła.
                            Jak podleciał z dwie staje,
                            Mowi: "tu się zaczaję,
                            Bo może mnie kto goni,
                            Niechże mnie Pan Bóg broni".
                            • rita100 Re:Kiedy kto źle broi, byle czego się boi. 14.04.07, 21:37
                              Tuż przy nim znów gwizdnęło,
                              Ze strachu serce mu drgnęło,
                              Dalej w nogi co siły,
                              "Boże, pomóż mi, miły!"
                              Gdy wrócę do domu szczęśliwie,
                              Nie pójdę kraść, póki żywię !"
                              I przyleciał ze strachu
                              Przed sień swojego gmachu.
                              Teraz słucha zlękniony,
                              Czy go znów kto nie goni;
                              Zatem wskoczył do sieni,
                              W oczach mu się coś mieni.
                              Ot, ktoś gwizdnął na dworze,
                              On ze strachu w komorze;
                              Ze strachu serce mu puka,
                              Słucha, czy kto nie stuka.
                              Chowa się, jak może
                              I pakuje się w łoże,
                              I zakrył się na oczy,
                              "Żono - woła - pomocy!"
                              Przeraził się znów nie mało,
                              Gdyż już w izbie gwizdało.
                              Ze strachu drżał tam nieboże,
                              Aż skakało z nim łoże.
                              Lecz on w końcu zmiarkował,
                              Wielce się uradował.
                              Trochę też dziwuje się,
                              Bo to gwizdało mu w nosie.

                              Tak to, kto źle broi,
                              Byle czego się boi.

                              "Gazeta Ludowa" 1900r
          • tralala33 Re: "Wielka głowa" 14.04.07, 21:38
            Obiecuję, że tę historyjkę przpiszę psiaknie, oprawię w ramki i powieszę w
            naszej nowej chałupsie, jak już się uda ją zbudować smile
            • rita100 Re: ksiójżka 15.04.07, 21:03
              Fejn pomysł - bo to ziersz cieśli co buł zierszoklepó fachowcem. Ale poczkaj ,
              może jinny bandzie tyć fejn pasował.
              Uda sia , uda, ni wolno wątpić.
              schlesien.nwgw.de/board/viewtopic.php?t=515
              Ta psyrsza broszurka to je cegiełka na pomnik Kajki w Ełku. Taki je pomnik w
              Ełku ? Stoi do tyj pory ? Cikawe jek dzisioj łón wyglónda ?

              • rita100 Re: Jak jeden rybak dozorcę rybołówstwa do siebie 16.04.07, 21:25
                Jak jeden rybak dozorcę rybołówstwa do siebie przywabił.

                W jednej wiosce przy jeziorze,
                Opowiem wam o tym szczerze,
                Mieszkał tam człek żartobliwy,
                Do figielków nieleniwy.
                Nie wykonał w pocie czoła
                Żadnej ciężkiej pracy zgoła,
                Nieraz na skrzypeczkach rzępolił,
                Aby młodzież zadowolił.
                Przez swe figlarne fortele
                Nieraz sprawił śmiechu wiele,
                Bo na każde jego słowo
                Śmiać się trzeba już na nowo.
                Lecz najmilsza mu zabawa
                Łowić ryby, choć bez prawa.
                Choć dozorca nad wodami
                Bacznie śledził go czasami -
                On nie zważał wcale na to
                Łowił ryby całe lato.
                Z tego miał wielki dostatek
                Dla się i dla swoich dziatek.
                Gdy go na sąd zawezwano
                I o powód się pytano,
                I kuszono z tej przyczyny,
                Aby wyznał swoje winy,
                Tedy rzekł: "Mościwy panie !
                Póki życia mego stanie,
                Rybym łowił, łowić będę,
                Tego rzemiosła nie zbędę.
                Bo mię matka moja była
                Prawie w bacie porodziła;
                Dlatego ja łowić muszę,
                Póki czuję w sobie duszę".
                A sędziowie byli redzi
                Z takiej rześkiej odpowiedzi
                I karę mu złagodzili -
                Dzień więzienia obsądzili.
                "To dziękuję jegomości !" -
                Rzekł rybak niby z radości,
                "Skoro do domu przybędę,
                Znowu rybki łowić będę".
                cdn
                • rita100 Re: Jak jeden rybak dozorcę rybołówstwa do siebie 16.04.07, 21:27
                  Choć dozorca mu dokuczał,
                  On rybactwa nie porzucał;
                  Gdy mu czasem siecie zabrał,
                  To on z domu innych nabrał
                  I rozmyślał dnia każdego,
                  Aby czasu sposobnego
                  Sprawił figla jegomości
                  Za doznane przykrości.
                  Przydało się dnia jednego
                  Rybakowi co godnego,
                  Gdy zbierał mierzwę na drodze,
                  Bo leżało jej tam srodze.
                  Prawie dozorca w tym czasie
                  Zestrzegł tam rybaka zasię!
                  Aż się w nim zatrzęsły żyły,
                  Pędzi za nim z całej siły!
                  A rybak udając niby,
                  Że ma w worku same ryby,
                  Założył też wraz na plecy
                  Worek z mierzwą w samej rzeczy !
                  I zmierzył też bez odwłoki
                  Do ucieczki swoje kroki.
                  I ucieka jak lo może,
                  Gdzie mu trafi, choć bez zboże.
                  A dozorca jak szalony
                  Bez kamienie i zagony
                  Leci za nim jak lo zdoła,
                  Nań wyzywa i go woła.
                  Wnet go zdobył podle drogi,
                  Ten buch worek, a sam w nogi!
                  A dozorca kontent z tego
                  Worka mu porzuconego:
                  "Odbiorę mu worek cały,
                  Teraz ryby podrożały" !
                  Zatem wetknął bez odłoki
                  Rękę swoją w wór szeroki:
                  "Co największe, to są moje,
                  Za fatygi i za znoje !"
                  Lecz się ręka mu splamiła,
                  Bowiem w worku mierzwa była.

                  "Gosć Niedzielny" 1924 NR 5
                  • rita100 Re: 18.04.07, 21:10
                    A tero bandzie:
                    Jak Tomek oszukał stolarza
                    • rita100 Re: Jak Tomek oszukał stolarza 18.04.07, 21:11
                      Jak Tomek oszukał stolarza

                      Raz zamierzał pewien Tomek
                      Pobudować sobie domek.
                      Poszedł przesto bez odwłoki
                      Bardzo pośpiesznymi kroki.
                      Do stolarza mu zacnego
                      I przemówił tak do niego:
                      "Zróbcie mi stolarkę przecie,
                      Teraz w tym to przyszłym lecie.
                      Gdy się taniej podejmiecie,
                      Za to torfu ukopiecie,
                      Ile byście tylko chcieli,
                      Mam go dosyć na mej bieli;
                      Jeszcze zwiozę wam do domu,
                      Jak bym nie przywiózł nikomu".
                      Stolarz, co z zarobku żyje,
                      Przyjął tą propozycyję,
                      Lecz go bardzo oszukano,
                      Bowiem podjął się za tanio
                      Chociaż bardzo pilnie robił,
                      Na jedzenie nie zrobił.
                      Gdy się lato przybliżyło
                      I torf kopać czas już było,
                      Chciał stolarz skorzystać z tego,
                      Z torfu mu obiecanego;
                      Torfu sobie uszykował,
                      Aby miał czym jeść gotować.
                      A dlatego bez obrazy
                      Prosił Tomka kilka razy
                      I Tomkowej połowicy
                      O spełnienie obietnicy,
                      Żeby się raz zmiłowali -
                      Torfu mu nakopać dali.
                      cdn
                      • rita100 Re: Jak Tomek oszukał stolarza 18.04.07, 21:12
                        "Co wy stolarzy pleciecie,
                        Co wy ze mnie szydzić chcecie ?
                        Ja wam torfu dać nie mogę,
                        Dzisioj torfy mocno drogie.
                        Parę worków na wóz włożę
                        I do miasta je zawiozę,
                        Raz tam długo nie postoję,
                        To mam wnet pieniądze swoje".
                        Żona Tomka gadatliwa,
                        Ale także nieuczciwa,
                        Kogo tylko gdzie spotkała,
                        To mu o tym powiedziała:
                        "Posłuchajcie, miły kumie,
                        Toć ten stolarz to rozumie,
                        Że torf drogi dzisioj wszandzie,
                        Nie ziem jek to dali bandzie.
                        On chce torfu od mojego,
                        Lecz niedoczekanie jego".
                        Stolarz tknięty takim ciosem
                        Musiał się pogodzić z losem,
                        Chociaż w pocie na to
                        Musiał robić całe lato.
                        Dwa sta złotych nie czyniło,
                        A dlatego nie starczyło
                        Na komorne, na odzienie,
                        Na opał i na jedzenie.
                        I na sztajry też do tego,
                        Finanzamt to co innego.
                        Niech uwierzą mi Tomiki,
                        Jak się mają robotniki.

                        "Kalendarz dla Mazurów" 1930
                        • rita100 Re: 19.04.07, 20:47
                          A tero bandzie ło małżeństwie
                          • rita100 Re: Małżeństwo 19.04.07, 20:48
                            Pewien mąż w młodosci wieku,
                            Jako to przystoi człeku,
                            Pilny był i (zorgowliwy)
                            I do pracy nieleniwy.
                            Bo pracował co nie lada,
                            Jedna tylko była wada,
                            Bowiem czasem podchmielony
                            Przyszedł z karczmy do swej żony.
                            Żonie aż się serce kraje
                            I na męża, wciąż go łaje;
                            Jak już rady mu nie dała,
                            To często za kułak brała
                            I pobiła bez litosci
                            Męzowi kułakiem kości.
                            A nazajutrz - któż wypowie -
                            Macał się mąż po swojej głowie
                            I wyrzekał do swj żony,
                            Że za mocno potłuczony.
                            Jednak wiedzieć to nie może,
                            Czy się zatoczył o łoże,
                            Czyli też u gościnnego
                            Przydało mu się coś złego,
                            Czy o jaki głaz na drodze,
                            I tropił się na wsze strony,
                            W jaki sposób potłuczony.....
                            cdn

                            I co ten mąż zrobi ? Zobaczcie jaką pułapkę przyszykował dla żony.
                            • rita100 Re: Małżeństwo 19.04.07, 20:49
                              Przyszedł drugi raz z gospody,
                              Lecz się napił zimnej wody.
                              Wszedł do domu by pijany,
                              Trzymał się rękami ściany,
                              To się z boku na bok taczał,
                              To koziołki zaś wywracał
                              A tu żona lotem ptaka
                              Skoczyła wraz po kułaka,
                              Kułakiem go wypaliła,
                              Lecz się mocno omyliła.
                              Mąż uderzył ją nie byle,
                              Aż runęła wraz na dyle.
                              Żona leży jak niezywa,
                              Bowiem leżała przymglona;
                              A mąż mniemał, że już kona -
                              Począł żale wraz zawodzić,
                              I też żonę wodą chłodzić !
                              Bez namysłu skok do kłody
                              I zaczerpnął kubek wody,
                              Począł żonę nią polewać,
                              Nad nią szlochać, ubolewać,
                              Aż nareszcie żona drgnęła
                              I coś sobie przypomniała.
                              Teraz hałas, płacz, smutek,
                              Lecz wywarło dobry skutek:
                              Żona zaniechała bicia,
                              Mąż poprzestał zasię picia.
                              I pracował wciąż uczciwie,
                              W lesie, w borze i na niwie.
                              Odtąd z żoną w zgodzie żyje,
                              Rzadko kiedy się napije.

                              Olsztyn
                              • rita100 Re: 19.04.07, 20:50
                                Prowda, co fejn zierszyk.
                                • rita100 Re: Skrzypek 20.04.07, 20:08
                                  Skrzypek

                                  Wszedł muzykant przed laty
                                  Do włosciańskiej tam chaty,
                                  I przewlókł się z zakroku,
                                  Wyjął skrzypce z tłumoku.
                                  Młodzież się wraz zebrała,
                                  Aby potańcowała,
                                  Tańcowali nie byle,
                                  Że pękały aż dyle.
                                  Bo muzykant rzępoli
                                  Prawie wszystkim do woli.
                                  I uciechę im sprawił,
                                  W noc ich długo zabawił.
                                  Tak około północy
                                  Nasz muzykant zeskoczy.
                                  Wiązał skrzypce w tłumoczek
                                  I obłok w zakroczek.
                                  Młodzież wszelką pożegnał,
                                  Laseczki w ręke poszukał
                                  I do domu postukał.
                                  I uwijał sie troszkę,
                                  Bo na drugą aż wioskę
                                  Stupać musiał, mość panie,
                                  Bo tam jego mieszkanie.
                                  Schybił trochę z gościńca
                                  I wyszukał prościńca.
                                  Poszedł przez bór tam dołem,
                                  Bo gościńcem jest kołem.
                                  Wszedł na ścieżkę nieboże,
                                  Którą dobrze iść może.
                                  Ta szła borem sosnowym
                                  Tam nad jednym gajowym.
                                  Muzykant sie nie smucił
                                  I marsz sobie zanucił,
                                  Lecz czy czary, czy cole
                                  Nagle siedzioł w wądole,
                                  Przestał śpiewać nieboże
                                  I wyrzekał: "Mój Boże"
                                  Zląkł się więcej do tego,
                                  Trafił na coś miękkego.
                                  Wtymże coś ci zawyło,
                                  To wilczysko tam było.
                                  cdn

                                  I co zrobzi noju skrzypecek ? Cy go zilki zjydzó ?
                                  • rita100 Re: Skrzypek 21.04.07, 20:21
                                    Nasz muzykant co zdoła
                                    Mocno krzyczy i woła.
                                    Chciał do góry się wdrapać,
                                    Nie miał za co się złapać.
                                    Wądół na róg kopany,
                                    Do tego szykowany.
                                    Nie wylazłby bez drabki,
                                    To na wilki są łapki.
                                    A wilczysko ponury,
                                    Wstał na łapy do góry;
                                    Chciał ci gościa przywitać,
                                    Za sukmanę go schwytać.
                                    Ślepie mu się iskrzyły,
                                    Muzykant już bez siły,
                                    Nie postąpił ni kroku.
                                    Wyjął skrzypce z tłumoku,
                                    Smyk do ręki chyżo brał,
                                    Wilkowi przyjezdnie grał.
                                    Wilk kontenty z tego był,
                                    Usiadł się i głośno wył.
                                    Gracz spokojny był z tego,
                                    Zarżnął zaraz drugiego.
                                    Wilk muzyki tej żądał,
                                    Bo na gracza spoglądał,
                                    Nie robił mu nic złego,
                                    Jeszcze śpiewał do tego.
                                    Zląkł się znów gracz nie byle,
                                    Straszne przyszły mu chwile,
                                    Bo coś w wąwół stęknęło
                                    Z strachu serce mu drgnęło.
                                    To bestyja drugi był,
                                    Co wpadł w wądół i zawył.
                                    cdn

                                    No to muzykant mnioł przygode, tlo jek łóna sia skóńczy?
                                    • rita100 Re: Skrzypek 23.04.07, 22:03
                                      Bo muzyka więc była,
                                      W wądół go przywabiła;
                                      Wzdychał nasz gracz do Boga,
                                      Wielka przyszła nań trwoga.
                                      Kruszyn mięsa ci z niego
                                      Był dla wilka głodnego,
                                      Lecz na tym nie było dość,
                                      Bo przyszedł i drugi gość.
                                      Wilcy 'wiwat' zawyły,
                                      Muzykant grał co siły,
                                      Lecz do góry zaglądał,
                                      Bo poranku wyglądał.
                                      Wtemże przedarł strunicę,
                                      Zmarszczył swoje oblicze.
                                      Chciał on skrzypce postawić,
                                      By strunę naprawić,
                                      Lecz gdy przestał trochę grać,
                                      Wilcy chcą go pobierać.
                                      Nie chciał z nimi swawolić,
                                      Musiał na trzech rzępolić.
                                      Lecz gdy bez przestanku grał,
                                      Ti i drugą wnet wyrwał,
                                      Teraz mocno więc wzdycha,
                                      Bi i trzecia już licha.
                                      Wolałby pnie wciąż rąbać,
                                      Niźli wilkom przez noc grać.
                                      Zatem trzecia prysnęła,
                                      Rozpacz go ogarnęła.
                                      Nie mógł innej rady dać,
                                      Musiał choć na jednej grać.
                                      Gdyby i tę przerwał był,
                                      To na miejscu by nie żył.
                                      Wilcy by go porwały,
                                      Na podfrystek by miały;
                                      Bo przez całą noc wyły,
                                      Dlatego głodne były.

                                      --
                                      Jak myślita chto muzykanta wybawzi z zilczej łopresyji ?
                                      Jek łón bandzie groł, kedy ni ma strun. Jydna mu sia łostała eszcze. Czy zilki
                                      zjydzó skrzypecka czy ni zjydzó ? To łuto sia dozieta.
                                      • rita100 Re: Skrzypek 24.04.07, 20:50
                                        Wtem zawitał dzień nowy,
                                        I usłyszał gajowy,
                                        Bo bestyje tak wyły,
                                        Że go aż przebudziły.
                                        Spiesznie stanął przy wądole,
                                        Lecz czy czary czy cole,
                                        Bowiem skrzypce tam grały,
                                        Wilcy 'wiwat' krzyczały,
                                        Spojrzał w wądół nieboga,
                                        Cóż tam była za trwoga ?
                                        Bowiem ten, co wilkom grał,
                                        To jak liść klonowy drżał.
                                        Znał gajowy przyczynę,
                                        Wstoził wartko drabinę.
                                        Nosz muzykont chućkich (prędkich) nóg,
                                        Lazł na wierch jek tlo mógł.
                                        Gości swoich nie łodzitoł,
                                        Za drabka sia chytoł.
                                        "Dziankuje woma, mój ponie,
                                        Za woju ratowanie,
                                        Bóg niych bandzie pochwalony,
                                        Jeszcze przyjdę do zony".

                                        "Mazur" 1906 nr19
                                        • rita100 Re: Skutki jarmarku w gwarze 25.04.07, 20:49
                                          Skutki jarmarku
                                          Tero fejn humoreska. Tlo pamnientojta co 'skórznia' to but abo cholewy.

                                          Moi mnili cytelnicy,
                                          To sia działo w łokolicy
                                          Powiatu jańsborskiego,
                                          Gdy z jarmarku bielskiego
                                          Jechoł gburek podłochocony,
                                          By sia dostać do swej żony.
                                          Śpsiewali tam psiosnki rózne,
                                          Gdyż wziózł z sobó i podróżne,
                                          A za furmankę w nagrode
                                          Psili gorzołke jek wode.
                                          Gdy dóma przyjechali
                                          I z kolasy pozsiadali,
                                          Cóż potkało gbura w drodze ?
                                          Nima skórzni na swej nodze.
                                          A gdy wystómpił z kolasy,
                                          Chodził na jydnej nodze bosy.
                                          "Ach, mój mężu, o moj drogi,
                                          Możeś łuż łodmroził nogi !
                                          Jidźcie szukać skórzni, chłopcy,
                                          By snadź nie nolozł chto łobcy".
                                          Wnet sia pu drogi noleźli,
                                          Ale skórzni nie znoleźli.
                                          Nazajutrz gbur som to w droge,
                                          Bo bez skórzni zimno w noge.
                                          Łobdzedł śwat, nic ni nolozł
                                          I ryczy: "Ach mój Boże,
                                          Jek sia z nogi zsunóńć może,
                                          A choćby sia i zsunęła,
                                          Toć z kolasy nie zginęła"

                                          "Mazur Wschodnio-Pruski" 1885 nr1
                                          • rita100 Re:Burmistrz rogaty 26.04.07, 20:53
                                            Burmistrz rogaty

                                            W jydnej ziosce na wesele
                                            Raz przybyło gości ziele,
                                            Aby młodą parę czcili
                                            I wesoło sia zabazili.
                                            Jydli, psili, tańcowali,
                                            Rózne sztuki wypraziali.
                                            Mniandzy niami człoziek śmiały
                                            Wpadł na pomysł niebywały -
                                            Albowiem łón zaraz z rana
                                            Przebroł sia za szatana:
                                            Ukosmocił swoje nogi
                                            I przyprawił tęgie rogi,
                                            Łogon długi tyż przysadził
                                            I na wszystko zianc poradził.
                                            Napominał tedy matki,
                                            By dbały o swe dziatki,
                                            Po dziubelsku wychowały
                                            I do psiekła je łoddały;
                                            Czort jich hojnie tam uwieńczy,
                                            Łón za wszystko dobre ręczy.
                                            Boziem dwieście lot upływa,
                                            Jak łón w psiekle łuż przebywa,
                                            Że tam story jek i młody
                                            Majó zawdy świetne gody.
                                            Napomnioł także panny,
                                            Aby takej drogiej manny
                                            Tlo roz zakosztowały,
                                            To ni bandó żałowały.
                                            Gracko sztuka sia łudała.
                                            Bo oklaski i pochwała
                                            I też śmiechem do sytości
                                            Zadowolił wszystkich gości.
                                            Za to go potraktowali
                                            Kieliszków mu dopełniali,
                                            Boziem czy diabelskiej głozie
                                            Wsio nie musi być na zdrozie.
                                            Lecz na kóńcu przeprał mniarę
                                            I stracił diabelską ziarę.......

                                            I co sia stanie ? Łobaczyta smile
                                            • rita100 Re:Burmistrz rogaty 27.04.07, 21:59
                                              Bowiem czy diubelskiej głozie
                                              Wsio ni musi być na zdrozie.
                                              Lecz na kóńcu przebrał miarę
                                              I stracił dubelskó ziare,
                                              Nolazł na oborze sanie,
                                              Układ sia w nie na wyspanie.
                                              Usnół twardo; jednak za tem
                                              Ktoś tam trzasnół gromko batem;
                                              Sanki z mniejsca sia ruszuły,
                                              Boziem zaprzężone buły.
                                              A z sankami dwa rumaki
                                              Polecioły jeko ptoki
                                              I powiozły tam śpiócego
                                              Do mniastecka sójsiedniego.
                                              Tam sia prazie szykowali,
                                              By burgmistrza przyzitali,
                                              Boziem prazie ło tam ciasie
                                              Mnioł przyjechoć świeży zasię.
                                              Wszystke cechy, wszystke stany,
                                              Kożdy śwantecznie łodziany
                                              I na czele przewodnika,
                                              Kożda grupa sia pomyka.
                                              "Seid still ! On łuż jydzie" ! -
                                              Ryknół so swych Żyd na przedzie.
                                              I wtam sanki sia zbliżoły,
                                              A w nich panek okazoły.
                                              W kotły, będny łuderzyli,
                                              Abu burgmistrza uczcili.
                                              Zerwał sia diobuł na nogi
                                              I popraził sobzie rogi;
                                              I do tygo łogon dłuczki,
                                              Wziół wypraziać swoje sztuczki.
                                              Myśląc, co weselni goście,
                                              Jół wychwalać majętnoście,
                                              Które czarci posiadają.
                                              Tedy dalyj wszyscu w nogi,
                                              Nie patrzyli nowet drogi.
                                              Kotły , bębny pociskali,
                                              Bez łeb, na łeb łuciekali.
                                              Łuciekali tak bez ładu,
                                              Iż nie buło po nich śladu.
                                              W dóma sia połukrywoli,
                                              Łokna, dźwierze pozatykoli,
                                              By diobuł podług jich zdania
                                              Nie naziedzili jich mnieszkania.
                                              Dziwne tedy buły sprawy,
                                              Gdy przyjechoł burgmistrz prawy:
                                              Wszelkie wrota só zaparte,
                                              Cołe mniasto jek wymarłe,
                                              Nima ani jadnej duszy:
                                              "A niechże jich diobuł ruszy !
                                              Jeki noród tu nigrzeczny....
                                              Jó tu cole niebezpieczny !
                                              Jacy tutej dziwni ludzie" !
                                              Chtóż słyszoł ło takim cudzie ?

                                              "Życie Młodzieży" 1929
                                              • rita100 Re:Ksiądz i chłop 28.04.07, 21:59
                                                Ksiądz i chłop

                                                Przed kilkudziesięciu laty
                                                Czy ubogi, czy bogaty
                                                Musiał księdzom za wsio płacić,
                                                Choćby przyszło się utracić.

                                                Choćby przyszło i pożyczyć,
                                                By tylko kto chiał użycić,
                                                Bo trzeba na zapowiedzie,
                                                Niechaj się tam jak chce wiedzie.

                                                Bowiem księdze i rektory
                                                Organiste i kantory
                                                Ani też nauczyciele
                                                Nie pobierali tak wiele.

                                                Płacil także bez wyjątku
                                                I robotnik spod majatku,
                                                Kiedy przyszły oddawiny,
                                                Za pogrzeby i za chrzciny.

                                                Pewien mąż obok swej żony
                                                Na majątku był zgodzony
                                                I pracował nalezycie,
                                                By utrzymać swoje życie.

                                                Zatem żona męża była
                                                Bliźniętami obdarzyła,
                                                Lecz zadowoleni byli,
                                                Z losem swym się pogodzili.

                                                Gdy mąż wszedł o chrzest meldować,
                                                Musiał z ksiedzem się handlować:
                                                Chłop mu daje za jednego,
                                                Ksiądz żąda i za drugiego.

                                                "Ach, mój dobrodzieju drogi!
                                                Zlituj się, jam ubogi,
                                                Jedno porodzenie, panie,
                                                Jedno będzie przeżegnanie!"

                                                "Ja nie chcę z wami handlować,
                                                Musicie się obzorgować,
                                                Wyście mało sie strali,
                                                Coście nie obzorgowali".
                                                cdn
                                                ---
                                                Musicie się obzorgować - musicie to załatwić
                                                łobzorgować - załatwić
                                                • rita100 Re:Ksiądz i chłop 28.04.07, 22:00
                                                  Tero wyszedł chłop strapsiony,
                                                  Łoglónda sia na wsze strony,
                                                  Co postąpi to ustaje,
                                                  Otuchy mu nie dostaje.

                                                  I łobaczył panewkę w sieni (u ksiedza)
                                                  Która służy do pieczeni,
                                                  I porwał ją bez odwłoki,
                                                  Zmierzył na ulicę kroki.

                                                  Sprzedawszy ją w krótkim czasie,
                                                  Wrócił się do księdza zasię:
                                                  "Dobrodzieju, pożyczyłem,
                                                  Aby waści zapłaciłem".

                                                  Ksiądz się cieszy i go chwali:
                                                  "Toście jednak zzorgowali!
                                                  A widzicie, przyjacielu,
                                                  Kto chce, to dopnie celu".

                                                  I zapłacił mu rachunek,
                                                  Jeszcze starczyło mu na trunek,
                                                  Który się mu bardzo przydał,
                                                  Kiedy gościom bankiet wydał.

                                                  "Mazur" 1935 nr19

                                                  hehe, ale falorz sia lejdowoł, a panewki do psieczonki łuż ni mnioł wink))))
                                                  • rita100 Re: Przygody dwóch wędrowniczków 30.04.07, 21:06
                                                    Przygody dwóch wędrowniczków

                                                    Rejzowali w łokolicy
                                                    Raz dwaj młodzi czeladnicy;
                                                    Prowadzili podłe zycie,
                                                    Chociaż w młodosci rozkwicie.
                                                    Nieraz głodem przymierali,
                                                    bo roboty to się bali.

                                                    Gdy raz uszli kawał drogi,
                                                    Nie chciały im służyć nogi,
                                                    Usiedli się na murawie,
                                                    Niedaleko wioski prawie:
                                                    Już sen począł kleić łoczy,
                                                    Jednak głód ich bardzo toczy.
                                                    "Słuchaj, miły mój kolego,
                                                    Zjadłoby się coś smacznego!
                                                    Zapachniała mi słonina,
                                                    Tam się wznosi dym z komina,
                                                    Może objad zgotowali,
                                                    Gdyby nam cokolwiek dali ?
                                                    Hejże, mój kolego drogi,
                                                    Zbieraj za pas twoje nogi !"
                                                    Lecz ten drugi był leniwy,
                                                    Choć do jadła chłop chętliwy;
                                                    Tedy pierwszy bez odwłoki
                                                    Zmierzył na to miejsce kroki.
                                                    I znalazł to, czego życzył,
                                                    czego pragnął, na co liczył:

                                                    A na co liczył i co zrobił ?
                                                    Nie myślta co to Gąsiorowski z Garncowa Samulowskie, ło nie ! nie ! Tu bandzie
                                                    jołta wink)))
                                                  • rita100 Re: Przygody dwóch wędrowniczków 02.05.07, 20:35
                                                    Misa klusek zaskwarzona
                                                    Była na stół postawiona,
                                                    Z których para wychodziła,
                                                    Wdzięczna woń się rozchodziła,
                                                    I potężny dzban z maślanką -
                                                    Oj, było to niespodzianką !
                                                    Białka (żona) była wybieżała,
                                                    By na obiad zawołała
                                                    Domowników, co w tej porze
                                                    Pracowali na oborze.
                                                    Więc szczęście mu posłużyło:
                                                    W izbie nikogo nie było.
                                                    Porwał wszystko bez odwłoki,
                                                    Zmierzył nazad swoje kroki,
                                                    Oglądał się na wsze strony,
                                                    Czy go czasem nikt nie goni.
                                                    Przybył do kolegi swego
                                                    Na murawie leżącego:
                                                    "Możesz jeść pod tym warunkiem,
                                                    Że odniesiesz wsio z szacunkiem:
                                                    Misę, dzban, i podziekujesz,
                                                    Panią w ręce pocałujesz".
                                                    I też po niejakiej chwili
                                                    Wszystko, co było, spożyli,
                                                    I wszystko się wyprózniło,
                                                    Choć na kilku ludzi było.
                                                    --
                                                    To psianknie sobzie pojydli, a łobaczcie co dóma bandzie sia dzioć ? Cy to
                                                    czory cy ni, co sia stoło, kaj to wszystko sia podzioło ?
                                                  • rita100 Re: Przygody dwóch wędrowniczków 02.05.07, 20:36
                                                    Lecz jak wielce się zdziwili,
                                                    Którzy na obiad przybyli.
                                                    Gospodyni przerażona,
                                                    Lata, łaje jak szalona:
                                                    "A czy czry, cóż się stało ?
                                                    Gdzie to wszystko się podziało ?"
                                                    Wtem wędrowiec w izbie staje,
                                                    Próżny dzban z misą oddaje
                                                    I gospodyni dziękuje,
                                                    Ci tak hojnie ich częstuje.
                                                    "Ty łajdaku, ty cyganie,
                                                    Ty próżniaku, ty szatanie !
                                                    My, co ciężko, pracujemy,
                                                    To dla ciebie głodem mrzemy ?!"
                                                    Rozciągnęli go na ławie
                                                    I pięćdziesiąt batów prawie
                                                    Bez litości naliczyli,
                                                    Bez litości bili, bili!

                                                    Niechaj nikt więc nie próznuje,
                                                    Tylko uczciwie pracuje,
                                                    Niech nie szuka w lecie chłodu,
                                                    Nie będzie przymierał głodu.

                                                    "Mazur" 1935 nr 65
                                                  • rita100 Re: Dwie beczki 04.05.07, 20:55
                                                    Dwie beczki

                                                    Raz dwie beczki przewożono:
                                                    Jedną winem napełnioną,
                                                    Drugą pustą. Pierwsza cicho
                                                    Na posłaniu swym leżała,
                                                    Druga jakby jakie licho
                                                    Wierciła się i skakała.
                                                    Gdy wóz po nierównym bruku
                                                    Mocniej się potrząsnął czasem,
                                                    Pusta beczka: "huku, puku" -
                                                    Zagłuszała go hałasem,
                                                    Tak iż ludzie z każdej strony
                                                    Wóz z daleka omijali;
                                                    Siaki, taki, przestraszony
                                                    Myślał, ze się miasto wali.
                                                    Aż gdy beczki przewoźnicy
                                                    Staczać mieli do piwnicy,
                                                    Lud z ciekawą dostrzegł miną,
                                                    Że w spokojnej było wino,
                                                    A w tej, co wrzask niosła wielki,
                                                    Nawet wody ni kropelki.
                                                    Podobnie z ludźmi, drodzy przyjaciele,
                                                    Niewiele czyni, kto rozprawia wiele,
                                                    Rozumu same nie dowiodą słowa,
                                                    Mniej zawsze krzyku
                                                    Tam, gdzie światła głowa.

                                                    "Twierdza Ewangielicka" 1938 nr2
                                                  • rita100 Re: Huzar i gbur 05.05.07, 20:01
                                                    Huzar i gbur

                                                    Pewien wieśniak zara z rana
                                                    Wziął do miasta furę siana.
                                                    By się grosza przyczyniło,
                                                    Bo wydatków wiele buło.
                                                    Na sto złotych utargował,
                                                    Pieniądze w kieszeni schował,
                                                    Z tej był zadowolony,
                                                    Wracał śpiesznie do swej żony.
                                                    Zabieżał mu huzar drogę,
                                                    Prosił niby o wspomogę:
                                                    "Dajcie mi choć parę groszy,
                                                    Abym miał na papierosy".
                                                    Gbur się boczy i przysięga,
                                                    Iż nie ma ani szeląga,
                                                    Iż mu nic nie pozostało,
                                                    Bo wydał w mieście niemało.
                                                    Huzar na to odpowiada:
                                                    "Czy to jest niedobra rada ?
                                                    Pójdziem pod posąg Alfonsa,
                                                    On nam nie ukręci wąsa,
                                                    Bo on chętnie dopomaga,
                                                    Kiedy go kto szczerze błaga".
                                                    A gbur rzecze: "Dobra rada,
                                                    Bo mię także tłoczy biada !"
                                                    --

                                                    I tak łóni dwaj poszli pod posąg Alfonsa coby jich w bziedze dopomógł. Nic nie
                                                    godajta, nie przerywajta, bo tero bandzie sia dziać, a dziać. Tan Kajka to ma
                                                    głozie na karku w tych humoreskach.
                                                  • rita100 Re: Huzar i gbur 05.05.07, 20:02
                                                    I wnet pod posągiem stali,
                                                    Czopki z głów pozdyjmowali,
                                                    Głęboko sie zamyślili.
                                                    Rzecze zianc huzar po chwili:
                                                    "Zidzisz jeki litościwy,
                                                    Skinął na mnie jakby żywy,
                                                    Więc podejdę do ust jego,
                                                    Może powie co dobrego".
                                                    Huzar zwinny i też skory
                                                    Wspina zręcznie się do góry
                                                    I nadstawia ucha swego
                                                    Do kamienia posągowego.
                                                    Nastała grobowa cisza,
                                                    Gbur z radości ledwie dysza,
                                                    Gdyż był żądny i ciekawy,
                                                    Co to wynijdzie z tej sprawy.
                                                    Huzar podskoczył z radości:
                                                    "Alfons jest pełen litości -
                                                    Dwa złote nam podarował,
                                                    Które w moją kieszeń schował;
                                                    Po złotemu dla każdego,
                                                    Bowiem taka wola jego;
                                                    Będziem choć na piwo mnieli,
                                                    Może więcej nam udzieli.
                                                    Jeszcze raz go poprosiemy,
                                                    Może więcej dostaniemy".
                                                    A gbur na to rado przystał,
                                                    Aby więcej co pozyskał.
                                                    Zasię głowy obnażyli
                                                    I gorliwie go prosili.
                                                    Wtemże huzar po raz wtóry:
                                                    "Widzisz, woła mnie do góry"!
                                                    ---

                                                    Ale bandó mnieć psianiandzy ? Je taki posąg Alfonsa na Warniji, ło chtóram Kajka
                                                    psisze ? Nie przerywajta, bo zaro znajdziem psienióndze wink

                                                    A dyć i mym w duchu sobziem liczym,
                                                    Siła Alfons jim łużyczy.
                                                  • rita100 Re: Huzar i gbur 05.05.07, 20:03
                                                    Nastała grobowa cisza,
                                                    Gbur z radości ledwie dysza
                                                    I też w duchu sobie liczy,
                                                    Ile Alfons im użyczy.
                                                    Podskoczył huzar z radości
                                                    Jako cielę w swej młodości
                                                    I rzekł: "jaki dobrotliwy
                                                    Ten nasz Alfons miłościwy !
                                                    Sto złotych nama odłożył,
                                                    A te w twoją kieszeń włożył".
                                                    Gbur nasz woele przerażony,
                                                    Ciężkim ciosem uderzony:
                                                    "To nieprawda!" - odrzekł śmiele -
                                                    "Ja się z tobą nie podzielę !
                                                    Ja pieniądze ptrzymałem,
                                                    Za siano, ktore sprzedałem !"
                                                    Huzar złości się i pieni:
                                                    "Muszą być w twojej kieszeni !
                                                    Potwierdzi to człowiek wszelki,
                                                    Toć nie skłamał Alfons wielki!"
                                                    Nie pomogły tam wymowy,
                                                    Huzar żądał swej połowy,
                                                    Gbura za kołnierz przytrzymał,
                                                    Aż swą połowę otrzymał.

                                                    "Mazur" 1938 nr3
                                                  • rita100 Re: Przygoda chłopa jek sia 'gździł' ;) 07.05.07, 20:52
                                                    Przygoda chłopa

                                                    (T. Oracki z 'Poezji ludowej Wrmii i Mazur')

                                                    Pezien człoziek buł przed pany
                                                    Bez sójsiada zawezwany,
                                                    Boziem jygo krowa buła
                                                    Sójsiadowi uszkodziuła.

                                                    Zaskarżony temu przeczy,
                                                    Iżli ni zinien łón w tej rzeczy,
                                                    Gdyż ta krowa sia zegździła,
                                                    A zianc jek szalóna buła.

                                                    Nie obyło sia tak gładko,
                                                    Panom buło to zagadkó,
                                                    Mózió, by jim wytłumaczyć,
                                                    Co to 'gździła' ma sia noczyć ?

                                                    Ni mógł tygo wytłumaczyć,
                                                    Co to 'gżdziła' ma sia noczyć.
                                                    Wpodł na koncept lada jaki,
                                                    By pokozać im bez znaki.

                                                    A zianc sobzie tak poradził:
                                                    Do pośladka kij przysadził
                                                    I zręcznej śmiałości użył,
                                                    (.......................)

                                                    Zianc po sali na wsze strony
                                                    Lata z kijem jek szalóny,
                                                    Coraz szyrszy krąg zatacza,
                                                    Nowet statki poprzewracał.

                                                    A kałamarze z aktami
                                                    Walały sia pod koślami.
                                                    Pany rychting zmniarkowali,
                                                    Jednak przrażeni buli.

                                                    Tak sia gździła, mości ponie,
                                                    Z takem bydłem to skaronie,
                                                    Człoziek ni może dać rody,
                                                    Zianc powstajó kłótnie , zwody.

                                                    Pony z tygo sia zdzizili
                                                    I wyrok mu złogodzili.
                                                    Na korzyśc zaś skarżónego
                                                    Uznoli za niezinnego.
                                                  • rita100 Re:Fejniste fraski 06.04.08, 18:23
                                                    ten Kajka pisoł
                                                  • rita100 Re:Kajka ni godo 18.01.09, 11:41
                                                    Kajka ni godo, bo ziersze łukłado

                                                    gwaro ojców mowy, na dylach psisane
                                                  • rita100 Re:Kajka ni godo 15.06.09, 21:05
                                                    Może w archiwum Radyja Olsztyn eszcze ziancej sia humoresek nojdzie.
                                                  • rita100 Michał Kayka 06.01.10, 18:17
                                                    Prawdziwe Jygo miano to Michał Kayka i w tym roku bandziewa mnieć
                                                    70-rocznice śnierci
                                                  • rita100 Re: Michał Kayka 06.01.10, 18:34
                                                    Żol co współcześni badacze usunęli z nazwiska Kajki igrek i dali 'j'.
                                                    Jekoś przy Reymoncie tygo nie zrobzili.
                                                  • rita100 Re: Michał Kayka 13.01.10, 20:37
                                                    Kajka pisał bardzo dużo też satyr, nazywał je 'historie uciesne'. Jak pisze
                                                    jerzy oleksiński w książce 'bard ziemi mazurskiej', były one przykładem
                                                    swoistego ludowego humoru. Sam Kajka wygłaszał swoje satyry bardzo poważnie,
                                                    dostojnie z wielką powagą, tak, że sala 'pankała ze śniechu'. Cieszył się Kajka
                                                    widząc roześmianą mazurską młodzież. Satyrą swoją ośmieszał ludzką naiwnośc i
                                                    głupotę. Wygłaszano je na wieczornicach, widowiskach wiejskich czy konkursach.
                                                    Satyry Kajki były na owe czasy znakomitą rozrywką.
                                                  • rita100 Re: Michał Kayka 14.01.10, 21:19
                                                    A oto trochę tytułów, popatrzmy co z tego już zebraliśmy na Warniji ?
                                                    "Przygody gospodarza z muzykantem"
                                                    "Kiedy kto źle broi, byle czego się boi"
                                                    "Jak jeden rybak dozorcę rybołóstwa do siebie przywabił"
                                                    "Małżeństwo"
                                                    "Sowizdrzał i skąpiec"
                                                    "Żydek przed śadem"
                                                    "Posłuchajcie moi mili...."
                                                    "Cygasn za rajka"
                                                    "Przygoda muzykanta"
                                                    "Niech kto łeb mi odrze, ja posiedzę gdzie dobrze"
                                                    "Przygody dwóch wędrowniczków"
                                                    "Druga Ewa"
                                                    "Śledzie"
                                                    "Burmistrz rogaty"
                                                    "Wielka Głowa"
                                                    "Przygoda"
                                                    itd
                                                  • rita100 Re: Michał Kayka 16.01.10, 20:52
                                                    Ziyta co ? Mym tak ło humoreskach Kajki, ajakem poczytała jeki mnioł pogrzeb
                                                    Kajka w 1940 roku, to łezki mi sia potoczułi. Napisza dokumentnie, ale poziam
                                                    Woma, nie zaboczny ło Kajce, ie zaboczmy, bo łón ciajżkie zucie mnioł i familij
                                                    tyż, bo ziyta narażał familije na wielkie nieprzyjemności i to mało powiedziane,
                                                    bo mnioł szczajście co go do lobozu koncentracyjnego z familijo nie wyzieźli.
                                                    Tlo go uratowało to co ziekowy łón juz buł.
                                                  • rita100 Pogrzeb Kajki 25.01.10, 21:54
                                                    "Przy końcu sierpnia i w pierwszych dniach po wybuchu wojny niemal wszyscy
                                                    działacze mazurscy zostali aresztowani i wywiezieni do obozów koncentracyjnych.
                                                    Kajce, bezbronnemu 82-letniemu starcowi, pozwolono umrzeć naturalną śmiercią.
                                                    Takiej samotności, w jakiej żył Kajka po wybuchu wojny, nie można sobie wyobrazić.

                                                    Gdy w 1939 roku młodszy syn, Adolf, rozpoczął budowę domu w Orzyszu, odległym o
                                                    12 km od Ogródka, Kajka miał na tyle jeszcze siły, aby kilkakrotnie pojechać tam
                                                    rowerem i pomagać mu przy budowie. W sierpniu został już na stałe w Orzyszu,
                                                    gdzie zmarł cicho i bezboleśnie 22 września 1940 roku. Pochowano go skromnie, na
                                                    wiejskim starym cmentarzu w Ogródku, na tym samym, o którym pisał w wierszu "
                                                    Święto umarłych". W ostatniej drodze towarzyszyło mu zaledwie kilkanaście osób.
                                                    Nikt nie zdobył się nawet na krótkie pożegnalne przemówienie w języku polskim, o
                                                    który całe zycie tak bohatersko walczył. Nad grobem przemówił jedynie, nie
                                                    proszony przez nikogo, ksiądz niemiecki. Ale słowa jego były raczej obelgą dla
                                                    zmarłego. Ranił serce każdego Polaka. Mówił po niemiecku (cytujemy za Adolfem
                                                    Kajką):
                                                    "Stoimy tu przy trumnie u jednego, który wiele w swoim życiu działał i wielkimi
                                                    darami obdarzony był, lecz on tych darów nie użytkował na prawdziwej drodze, on
                                                    się dał zwieśc od obcych elementów i w obcą służbę się stawił. Lecz weźmiemy
                                                    wzgląd na jego starość..."

                                                    Tak więc w mniemaniu ksiedza Niemca służba wielkiego Polaka dla sprawy polskiej
                                                    była służbą dla 'obcych elementów', dla obcego państwa, nie dla ojczyzny, którą
                                                    widział w Polsce."
                                                  • rita100 Re: Pogrzeb Kajki 25.01.10, 21:56
                                                    "Uznając niezaprzeczalne zasługi Kajki dla polskosci, Krajowa Rada Narodowa
                                                    nadała mu pośmiertnie uchwałą z 14 lipca 1945 roku order Polonia Restituta IV klasy.

                                                    Synowie poety, Gustaw i Adolf, jako obywatele państwa niemieckiego powołani
                                                    zostali jesienią 1939 roku do Wehrmachtu. Gustaw zginął pod Gdańskiem. Adolf po
                                                    okresowym pobycie w niewoli powrócił do Orzysza. Dzieci swoje wychował na
                                                    dobrych Polaków. Natomiast synowa, wdowa po Gustawie, opuściła wraz z dziećmi w
                                                    1966 roku dom Kajki. A przecież wnuczka Trudka tak ślicznie potrafiła już
                                                    deklamować wiersze swojego sławnego dziadka....
                                                    Czy zabliźnią się rany zadane ludności mazurskiej przez tragiczne dzieje tej
                                                    ziemi ?..."
                                                  • rita100 "Gdzie je prawda?" 27.01.10, 20:57
                                                    Nie ziam czy ziyta, że Kajka nie tlo ziersze psisoł ale tyż i artykieli do
                                                    maziurskich cejtungów. Jedan taki artykiej przytacza Oleksiński.

                                                    "Gdzie prawda? Kto ma prawdę, czy ci, którzy wama radzą, abyśta pozbyli się
                                                    wszystkiego, co wama przodkowie w spadku pozostawili, czy też ci, którzyw ama
                                                    radzą, abyśta te skarby zachowane po przodkach zatrzymali ? Zapytajta się rozumu
                                                    waszego, zapytajta się serca waszego, kto ma prawdę ?
                                                    Zdaje się, ze w tej sprawie nie brakujeta wcale myśleć ani zapytywać sie serca
                                                    waszego ani rozumu, gdyż ta sprawa jest już dawno zbadana, i każdy czlowiek,
                                                    który ma rozum w głowie, wie, czego się trzymać. Nie ma nigdzie narodu, nie ma
                                                    nigdzie człowieka, który by pozbywał się piór swoich, a stroił się w cudze.
                                                    Jeżeli są tacy ludzie, którzy wama to radzą, natenczas ci ludzie rozumu we łbach
                                                    swoich nie mają, lecz chcę waju ogłupić we własnym interesie. Nikt też nie może
                                                    być czym innym, choćby nawet chciał. Mazura można poznać z daleka, choćby on
                                                    nawet po polsku nie mówił, lecz udawał 'bildowanego' Niemca. Możesz nazwisko
                                                    swoje zmienić na niemieckie, możesz robić, co chcesz, zawsze oliwa na wierz
                                                    wyjdzie i zawsze powiedzą tobie rodowici Niemcy, że ty nie jesteś Niemcem, lecz
                                                    Mazurem. Niedawno pisał ktoś po niemiecku w : Mazurskim Przyjacielu (niemieckim)
                                                    o ośle w lwiej skórze. Osioł wstydził się, ze się z niego zwierzęta naśmiewają
                                                    i postanowił być lwem. Odział się więc w lwią skórę i zaczął głośno ryczeć.
                                                    Zwierzęta się zbiegły, ale się wyśmiały, gdyż widziały lwią skórę, ale zamiast
                                                    ryku lwa usłyszałem głośne ryczenie 'i-ah', 'i-ha' osła. Ta bajka jest bardzo
                                                    pouczająca.

                                                    Wiemy o tym dobrze, ze u naju podobnie się dzieje. Są ludzie, którzy tak jak ów
                                                    osioł chcą koniecznie udawać lwa niemieckiego. Niemcy sie może z tego cieszą,
                                                    gdyż ich brukują, ale w duszy śmieją się z takich ludzi, za Niemców ich nie
                                                    uważają, lecz za osłów i słusznie.

                                                    Nie wtykajta więc tam nosa, gdzie waju nie lubią. Bądźcie tem, czem waju Pan Bóg
                                                    stworzył tj. polskimi Mazurami. Uczyć możewa się po niemiecku, ale nie wolno nam
                                                    zapominać, czem jesteśmy, nie wolno nam się wstydzić gadki, zwyczajów i
                                                    obyczajów naszych. Nikt mową niemiecką nie pogardza, jeżeli tak sądzi.
                                                    Niemcy w Polsce także radzą swoim landsmanom aby zachowali swoją gadkę niemiecką
                                                    i się nie spolszczyli. To rozumnie i słusznie. Rozumnie więc i słusznie jest,
                                                    jeżeli my to samo radzimy polskim Mazurom. My nie chcemy być podlejsi i gorsi od
                                                    Niemców i od innych narodów ! My mamy te same prawa, co Niemcy i inne narody. W
                                                    tej myśli pracujemy i rozszerzamy pismo nasze, które za te prawdy się
                                                    doczynkuje! Nie idźmy w tył, ale naprzód!"

                                                    ("Mazurski Przyjaciel Ludu" 1926, nr 10) to było czasopismo mazurskie, ale też
                                                    była gazetka "Mazurski Przyjaciel" niemiecka gazetka i wtenczas Kajka nazywał tą
                                                    niemiecką - Mazurski Ogłupiciel.
                                                  • rita100 Re: "Gdzie je prawda?" 28.01.10, 20:16
                                                    > ("Mazurski Przyjaciel Ludu" 1926, nr 10) to było czasopismo mazurskie, ale też
                                                    > była gazetka "Mazurski Przyjaciel" niemiecka gazetka i wtenczas Kajka nazywał
                                                    t> ą > niemiecką - Mazurski Ogłupiciel.

                                                    Tu je fyler
                                                    Nie mo być "Mazurski Przyjaciel" jeno "Pruski przyjaciel" ,jek go zwoł Kajka
                                                    Pruski Łogłupiciel.

                                                    Tak mo być
                                                  • rita100 Re:Kajka ni godo 03.02.10, 22:13
                                                    "Kajka nie gada, bo wiersze układa"
                                                    To buł żart przez łzy.

                                                    Tak łodpoziaduwoł, kedy ludzia chcieli z niam splytkować, kedy jygo zaczepsiali
                                                    do pogadania. Ale Kajka, nie buł juz w stanie godać z ludziami. Buł już stari,
                                                    schorowany i zidzioł co go nikt już nie mniarkuje. Woloł milczeć.
                                                  • rita100 "Niech i łeb mi kto odrze" 28.01.10, 22:19
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,38446,106304574,106304574,Dobry_kawal_na_karnawal.html
                                                  • rita100 Mowa jak rogi jelenia 29.01.10, 21:37
                                                    Mowa jak rogi jelenia -
                                                    Michał Kajka przepięknie umiał dobierać słowa do ukazania piękna mowy ojczystej.
                                                    Posłuchajta tlo jek psianknie brzmio te ziersze:

                                                    Mowa jak rogi jelenia -
                                                    Sękata, szorska, szeroka.....
                                                    Nad stołem kanciaste cienie,
                                                    Pół księżyca i rama okna.

                                                    A stół i rama okna
                                                    Pachnie żywicą miodową,
                                                    Modrzew za oknem moknie -
                                                    Może odpowie słowo.

                                                    W mowie jak rogi jelenia -
                                                    Sękatej, szorskiej, szerokiej....
                                                    I spadnie z lampy na ziemię
                                                    Śpiewka o mowie polskiej.

                                                    Mowa ojczysta podobna jest do rogów jelenich, piękna w swej surowej prostocie,
                                                    niebezpieczna dla wrogów. Bez niej nie czułby się Mazur Polakiem.
                                                    Z prostych polskich słów poeta-cieśla budował na Mazurach dom dla swojej
                                                    ojczyzny. Stojąc na rusztowaniach zapisywał na belkach słowo po słowie, aby nie
                                                    uleciała bystra myśl.

                                                    Tak opisał przepiękną śpiewkę o mowie polskiej Jerzy Oleksiński w doskonałej
                                                    swojej książce "bard ziemi mazurskiej", a poświęcił tą swoją książkę swoim synom
                                                    i nam, aby pamiętając o czasach odległych, i pamiętali o zasługach naszych przodków.
                                                  • rita100 Re: "Treny mazurskie" 31.01.10, 21:08
                                                    "Treny mazurskie"
                                                    Powstały w najcięższym okresie Mazurów jakie były czasy hitlerowskie i związany
                                                    z tym ucisk. Serce poety nie mogło znieść tego bólu i w rozpaczy napisał treny
                                                    mazurskie, przepiękne i wzruszające do łez:

                                                    Niech nasze błagalne głosy
                                                    Za lud nasz ukochany
                                                    Wzbijają się pod niebiosy
                                                    Lub gdzieś za oceany,
                                                    Niechaj zabrzmią smutnym tonem
                                                    Nad ojczystej mowy zgonem.

                                                    My kołacem do sumienia
                                                    Wszech kulturalnych ludzi,
                                                    W których sercach bez wątpienia
                                                    Współczucie się budzi
                                                    Niech uznają boleść owę:
                                                    Stracić macierzyńską mowę....
                                                    (...)
                                                    My błagalnie żądamy
                                                    Naszej ojczystej mowy,
                                                    Bowiem dobrze ją znamy
                                                    I z niej pokarm jest zdrowy:
                                                    Podajcie nam bratnie dłonie
                                                    Bowiem nasza mowa tonie.

                                                    .... my umrzemy, to i gadki nie będzie - stwierdziła Kajkowa.
                                                    A Kajka napisał "Rozmowę babci z wnuczką"

                                                    "Co ? phe! polskiego pacierza?
                                                    To rzecz cale niesłychana,
                                                    Ja nie chcę polskiego pacierza;
                                                    Ja inaczej bildowana!"
                                                  • rita100 O mazurskich jeziorach 03.02.10, 22:15
                                                    O mazurskich jeziorach
                                                    wiersze z "krainy tysiąca jezior"

                                                    Niech kto chwali cudze strony
                                                    I też innych krajów ziemie:
                                                    My chwalim swoje zagony,
                                                    Co żywią mazurskie plemię.

                                                    Choćbyś chodził po Afryce,
                                                    Gdzie rosną palmowe gaje,
                                                    Lecz mazurskie okolice
                                                    Milsze nam niż inne kraje.

                                                    Tu, co wioska, to lśnią wody,
                                                    Które blaskiem odbijają;
                                                    Rzęki, jeziora, przebrody,
                                                    Które wdzięczny powab mają.

                                                    (...)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka