Stracialam przyjaciolke. Znalysmy sie juz kilka lat, dwie samotne dusze,
ktore potrzebowaly damskiego towarzystka na plotki, zakupy, wspolne gadanie
do rana, wspieranie sie. Bywalo roznie. Ja wychowana w Warszawie podchodzaca
do zycia otwarcie, do zwiazkow dosc lekko, ona bardziej konserwatywna,
przyszla panna mloda. Wspolnie przygotowywalysmy slub i wesele, bylam
pierwsza osoba, ktora dowiedziala sie o zareczynach (poza rodzicami), mialam
byc druhna. Miedzy mna a jej narzeczonym bywalo tak sobie. Byl zazdrosny, bal
sie ze otworza mu narzeczona na swiat, podroze, kariere i "inne wariactwa".
Ona pod jego ogromnym wplywem, w sumie nie bylo "jej", byli tylko "oni". Na
poczatku nawet wszystkie "babskie" wieczory, zakupy, byly w jego
towarzystwie. Pozniej odwazyla sie czas spedzac tylko ze mna. Cenilam jej
lojalnosc, ciagly kontakt i pomoc. Nie lubilam ograniczenia, proznosci i
powtarzanie wszyskiego jemu. Mimo to czulam sie bezpiecznie i "normalnie"
majac przyjaciolke od serca. Mialysmy siebie.
Ja zawsze bylam osoba szczera do bolu dla najblizszych. Tak postrzegalam
swoja funkcje przyjaciolki. Przeciez nie chodzi o mowienie samych slodkich
slowek a mowienie prawdy i byciem szczerym, choc oczywiscie tak by nikogo nie
zranic, nie sprawiac bolu.Mialam pomagac jej a nie "im". Narzeczony
stwierdzil ze chce zniszczyc ich zwiazek i przekonal ja do tego. Kontakt
skonczyl sie z dnia na dzien. Bylo to juz jakies 2 miesiace temu a ja nadal
nie moge znalezc swojego miejsca. Tesknie za naszymi dobrymi chwilami,
tesknie za telefonami, piciem wina do rana, nawet za przygotowaniami do
slubu

Wiem ze bylysmy zupelnie inne pod niektorymi wzgledami, ze nie we
wszystkim umialysmy sie porozumiec, ze mialysmy inne priorytety i wartosci.
Jednak przyjazn z nia dawala mi egoistyczne poczucie posiadania oparcia w
kims poza mezczyzna (ktory jest w moim zyciu od kilku lat). Oczywiscie mam
kolezanki, mam nawet jedna bardzo bardzo dobra (dla ktorej jednak nie jestem
jedyna a ja cene sobie wylacznosc

, ale czuje sie ..strasznie samotna
Prosze napiszcie co o tym myslicie, bo ja nie potrafie byc obiektywna a mnie
cala ta sytuacja "zagryza"..