krajcar
05.10.04, 15:15
Prasa w Polsce zdominowana została przez obcy kapitał i usłużnych pismaków.
Pismak, czyli dziennikarz, napisze wszystko choćby największą bzdurę na
zamówienie. Napisze wiedząc kto jest właścicielem jego pisma, czyli od kogo
zależy jego dalsza "kariera" dziennikarska. Komunistyczną cenzurę zastąpiła
tzw. poprawność polityczna. Czytając uważnie przez wiele lat prasę na tematy
śląskie zauważyłem dwie opcje tu dominujące. Pierwsza z nich mówi, że ludność
śląska ma opcję niemiecką (tzw. "mniejszość niemiecka") lub śląską (tzw.
narodowość śląska). Większościowa opcja polska jest tu spychana na margines.
Takie autorytety w sprawach śląskich jak prof. F. Marek czy M. Ślęczek są
zupełnie nieobecni w prasie i TV oprócz oczywiście rocznicowych migawek z
okazji Powstań Śląskich.
Jaka jest przyczyna tego stanu rzeczy? TV opanowała opcja skrajnie liberalna a
prasa na Ziemiach Odzyskanych wykupili Niemcy. Właściciel niemieckiego
koncernu prasowego Verlagsgruppe Passa (Passauer Neue Presse) kupił tytuły
prasowe:
Województwo Śląskie: „Dziennik Zachodni” i ,,Trybunę Śląską”.
Województwo Dolnośląskie: ,,Gazetę Wrocławską”, „Słowo Polskie” i „Wieczór
Wrocławia”.
Województwo Wielkopolskie: „Głos Wielkopolski”, „Gazetę Poznańską”.
Województwo Pomorskie: „Dziennik Bałtycki” i „Wieczór Wybrzeża”.
Województwo Warmińsko-Mazurskie: „Gazetę Olsztyńską”.
Trzeba o tym pisać i przypominać, bo wielu naszych rodaków nieświadomie kupuje
i czyta tą prasę polskojęzyczną. Z drugiej strony takie gazety jak „Super
Ekspress”, „Gazeta Wyborcza” czy „Życie Warszawy” zdominowane przez skrajnych
liberałów, kosmopolitów ludzi o antynarodowych poglądach też nie są
alternatywą dla niemieckiej ekspansji, ale ją wręcz wzmacnia proniemieckie
lobby. „Nasz Dziennik”, gazeta którą czytam od pierwszego numeru coraz mniej
pisze na tematy śląskie. Kiedyś w tym dzienniku pisał na ten temat z wielkim
znawstwem i wyczuciem Ryszard Surmacz – niestety jest on od kilku lat
nieobecny. Na szczęście prasa narodowa nie omija tego tematu. Problem w tym,
że prasę narodową czytają w większości dobrze zorientowani w tematyce
niemieckiej Polacy. Nie dziwmy się, więc ,że znajomość tematyki śląskiej jest
tak uboga w naszym społeczeństwie.
Problem jest bardzo poważny i trzeba by było się zastanowić jak przełamać
monopol polskojęzycznych mediów z kapitałem niemieckim. Z wielkim
zainteresowaniem przeczytałem 6-7 numer Biuletynu IPN pod znamiennym tytułem
„BYĆ ŚLĄZAKIEM”. W dyskusji redakcyjnej Adam Dziurok tak mówi: „Ślązakiem na
pewno jest osoba, która uznaje wartości wspólne dla mieszkańców tego regionu.
To jest wspólne przeżycie historii i wyciągnięcie wniosków na przyszłość, w
tym między innymi podejście do władzy, zwykle z dystansem. To jest też
poczucie przynależności do grupy zamieszkującej ten region, przywiązanie do
tradycji, do religii, kultury i gwary”.
Z wymienionych przez autora najbardziej obecna jest w życiu ludności śląskiej
religia, czyli wiara ich Ojców. Stąd też szczególną rolę mają tu do spełnienia
księża, ich postawy i wypowiedzi. Nie byłoby na Śląsku Opolskim tzw.
„mniejszości niemieckiej” bez pomocy niektórych księży inspirowanych przez
miejscowego ks. ordynariusza. Dziś w kościołach śląskich odprawia się liturgię
na niektórych Mszach Świętych w języku niemieckim, bałamutnie mówiąc, że to
język serca. Jeśli już rozpatrujemy język „serca” w Kościele, to bliższa jest
starszym ludziom łacina, niż jakiś tam język niemiecki. Żal mi było śp.
znajomego księdza, który przymuszony odprawiał Msze Świętą fonetycznie po
niemiecku. Nie przeszkadzało to miejscowym Ślązakom, bo znali oni ten język
jak ich Ksiądz Proboszcz.
Pani Barbara Polak, prowadząca dyskusję mówi: „Przy wyjazdach do Niemiec
praktycznie nie istniała bariera językowa...”. Bardzo delikatnie mówiąc, Pani
Barbara mija się z prawdą. Wypada by Pani prowadząca dyskusje była bardziej
zorientowana w tematyce prowadzonej rozmowy. Jeśli nie istniała bariera
językowa, to czemu w obozach dla przesiedleńców w Niemczech zdecydowana
większość Ślązaków musiała przejść podstawowy kurs języka niemieckiego. Dziś
tylko bardzo wiekowi Ślązacy znają ze szkoły ten język albo młodzi uczący się
tego języka i to nie wszyscy, bo znajomość tego języka jest bardzo różna wśród
uczniów.
Barbara Polak pisze o swoich śląskich kolegach ze studiów: „Nie mogli patrzeć
na tą socjalistyczną bylejakość, bo oni z doświadczeń swoich rodzin wiedzą,
jak można administrować państwem, regionem, ulicą – dbać o czystość. To są
może trudne do zdefiniowania sytuacje, ale tłumaczą, dlaczego wielu Ślązaków
spogląda na Niemcy nie jako ojczyznę, ale jako pewien wzór funkcjonowania
państwa”. Do tych zdań trzeba było by dodać o specyficznej sytuacji Polski o
stalinizacji kraju, która z polską racją stanu nie miała wiele wspólnego.
Prawdziwie narodowy i polski żywioł był bezwzględnie niszczony i to nie tylko
na Śląsku. Ryszard Karczmarek stwierdza: „Największe akcje strajkowe były w
kopalni „Piast” i „Wujek”, gdzie pracowali w większości napływowi górnicy
przybyli z innych regionów Polski. Jest to bardzo znamienny fakt. Ci górnicy
ratowali dobre imię Ślązaków. Na samym końcu przytoczę jeszcze jeden cytat z
dyskusji: „Śląsk próbowano regermanizować, repolonizować a jak pokazują te
wynikające z ostatniego spisu deklaracje, po kilkudziesięciu latach różnych
zabiegów wiele osób identyfikuje się ze śliskością”.
Pan Adam Dziurok naczelnik OBEP IPN w Katowicach i adiunkt UKSW w Warszawie
nie widzi różnicy między regermanizacją a repololonizacją na Śląsku. Urzędnik
polski stawia znak równości między tymi zjawiskami i to naczelnik IPN.
Chciałbym więc przypomnieć, jak szybko Ślązacy germanizowani w szkołach pod
niemiecką okupacją zapominali języka niemieckiego, mówiąc w domu piękną gwarą
polską. Ci Ślązacy, co się czuli Niemcami, uciekli dobrowolnie przed frontem
pod koniec wojny lub wyjechali na podstawie traktatu w Poczdamie do Niemiec.
Ludność Śląska pozostała na Śląsku; z entuzjazmem przyjęła język polski.
Zaczęło bardzo dynamicznie rozwijać się szkolnictwo, kultura. Polecam Panu
Naczelnikowi pamiętniki pisane po odzyskaniu przez Polskę Śląska to zrozumie,
że tak zwana przez niego repolonizacja to naturalny proces.
Dziś zainteresowanie Niemców Polską jest ogromne; to przecież potężny rynek
zbytu dla towarów będącej w kryzysie gospodarki Niemiec. To też w dalszym
ciągu, niestety, tania siła robocza spowodowana bezrobociem w Polsce.
Bezrobocie wywołane również przez spekulacyjny kapitał niemiecki wykupujący za
bezcen nasze zakłady pracy likwidując je, walcząc z polską konkurencją. Trudno
się więc dziwić, że płynie z Niemiec szerokim strumieniem przez różnego typu
fundacje, stypendia, dotacje rządowe "rzeka" judaszowskich srebrników –
przepraszam euro. Bolesław Grabowski.