15.02.03, 20:06
W Kattowitz mieszkaja tysiace Slazakow - krewnych zolnierzy poleglych w
niemieckim mundurze. Z tego co wiem, nie ma zadnego pomnika upamietniajacego
te tysiace ofiar I i II Wojny Swiatowej. Czy nie wypadalo by upamietnic tych
ofiar wojny pomnikiem, takim jakich pelno w zachodniej czesci Gornego Slaska?
Czy ktos wie, ilu Slazakow - mieszkancow Kattowitz, zginelo na frontach od
Atlantyku po Kaukaz, od Norwegii po pustynie libijska, na morzach i oceanach?
To byla straszliwa danina krwi zlozona w wiekszosci przez mlodych, niewiele
ze swego krotkiego zycia majacych ludzi.

Pyrsk - Arnold
Obserwuj wątek
    • Gość: Wasz Marjanek Re: Dynkmal IP: *.BO1.srv.t-online.de 16.02.03, 09:04
      Arnold !
      Twoja idea jest bardzo dobra - ale obawiam sie, ze nie do zrealizowania. Coprawda Poloki lubiom se
      stawiac pomniki - ino som to tysz pomniki gloryfikujonce siebie samych. I tak popowstawaly rozmajite
      pomniki Stalinow, Dzierzynskich innych Ruskich, a pomalu tysz i kata Slaska - Gierka. Dlo ofiar drugi
      wojny ze strony Slazokow - nie ma tu miejsca. Jak dugo poloki nie pokapujom, kto u kogo jest - nie widza
      szans na tego typu pomnik.
      A jak dugo gupota takich prowokatorow jak te wszyjstke "nikloty" i inne paranoiki - bydzie znajdowala
      prziklask - nie pomoze nawet Unia Europyjsko ani tyn ich papiez.
      Pyrsk!
      Wasz Marjanek
    • Gość: ober Re: Dynkmal IP: *.dip.t-dialin.net 16.02.03, 09:17
      dwoch zginylo po 1945 w obozie zaglady "Zgoda" miyszkali
      w cyntrum katowic za dworcym glownym na kopernika.
      podobno gorole we swiyntochlowicach jakos tablica postawiyli.
    • jopa Re: Dynkmal 16.02.03, 13:00
      wedlug
      www.volksbund.de
      geburtsort:Kattowitz:1223 osoby
      Gleiwitz:1632
      Königshütte:1500
      Hindenburg(mit Zabrze, Paulsdorf, Kunnzendorf):2426
      Beuthen:1264
      som to w 99,9% zolniyrze, moze tyz ich byc wiyncyj, bo dane pochodzom z metryk
      urodzen, a jak sie ktos w jakiejs gminie urodzio co potym nalezala do miasta to
      go sam w tych liczbach niy ma.
      • Gość: Arnold Re: Dynkmal IP: 213.186.78.* 24.02.03, 14:24
        Paweł Sitko
        Paweł Sitko urodził się 25 kwietnia 1912 roku w Międzyrzeczu,
        w rodzinie Antoniego i Katarzyny z domu Rolka. Po ukończeniu
        szkoły powszechnej uczył się zawodu kowalskiego w wiejskiej
        kuźni u Chroboka. Po uzyskaniu dyplomu czeladniczego podjął
        pracę kowala w Hucie Giesche w Katowicach. Tam też zamieszkał,
        a do rodzinnej wsi przyjeżdżał tylko w niedzielę. Któregoś wiosennego
        dnia, kiedy wracał do domu ze stacji kolejowej w Nowym
        Bieruniu, na przygostyńskim wale spotkał młodą Julię Lysko, która
        z siostrami suszyła siano. "Rozprowno dziołcha" z bojszowskiego
        Chmielnika spodobała Mu się. Po dwóch latach "zolycynio", w styczniu
        1939 roku, wzięli ślub.
        Zamieszkali u Winczowskich na Wesołej. Stąd było bliżej do roboty
        w hucie. Tam urodziła się im córeczka Łucja. Natomiast syn
        Emanuel przyszedł na świat w 1941 roku już w Bojszowach. Szczęście
        rodzinne zmąciła im wojna. Żyli w stałej niepewności. Paweł
        dwukrotnie stawał do poboru do niemieckiego wojska, lecz każdorazowo
        kierownictwo huty zabiegało o reklamację dla Niego. Był tam
        bowiem cenionym fachowcem. W tej hucie ukuł dla swych dzieci na
        Mikołaja solidne sanki, które służyły rodzinie jeszcze wiele lat po
        wojnie.
        Na początku 1942 roku, kiedy sytuacja militarna Rzeszy pogorszyła
        się, przy kolejnym zaciągu do Wehrmachtu nie pomogły już usilne
        zabiegi huty. W lutym musiał stawić się do jednej z jednostek woj-
        skowych w głębi Niemiec. Po przegranej bitwie pod Stalingradem jego
        regiment został skierowany na front wschodni. Było to 9 lipca 1943
        roku. Po paru miesiącach walk na poleskich bagnach, pod jesień przyjechał
        na urlop. A jesień tego roku była piękna. Na łąkach, za Palarzem
        gromadziły się do odlotu bociany, snuło się babie lato, z dębów
        pod lasem sypały się żołędzie.
        Wziął syneczka "na barana", córkę pod rękę i razem z żoną poszli
        na łąki. - Julka - powiedział w pewnej chwili - módl się za mój szczęśliwy
        powrót. Chca jeszcze łoglądać tyn świat, radować swoimi dzieciami,
        chca ci być pomocą. Módl się za mnie.
        Na drugi dzień razem ze swoim szwagrem Jorgą pojechali furmanką
        do pociągu na Nowy Bieruń.
        W kompanii, w której służył, był saperem. Przyjaźnił się z niejakim
        Kochłowskim z Szopienic, który przeżył cudem wojnę i później
        relacjonował: "Pamiyntom dobrze. To było w Trzech Króli, 6 stycznia
        1944 roku pod miejscowością Nowosokolniki na Białorusi. Był
        rozkaz, żeby gefrajter Schitko i jeszcze nos dwóch Ślązoków poszło
        rozminować most. A Rusy przez megafony trąbili co chwila, żeby się
        żodyn tego mostu niy podwożył wysadzić, bo żywy z tego niy wyjdzie.
        Ale rozkaz to rozkaz. Człowiek wiy, że zginie, a iść musi. Jest
        wczas rano. Idymy. Przy każdym kroku człowiek se myśli, że to już
        teroz i prosi Boga, żeby się to stało nogle, żeby się niy musioł długo
        męczyć. Paweł idzie piyrwszy. Piyńć kroków za nim - jo. Rusy nos
        jeszcze niy spozorowali. Łoroz straszny huk i podmuch. Mnom ciepło
        pora metrów pod kupa połomanego drzewska. Alech przytomności
        niy stracił. Leża chwila taki ogłupiony i czuja ciepło. Patrza - dużo
        kałuża krwi. Byłech bez nogi. Rozglądom się i widza, że blisko
        mnie jest Paweł. Ruszo się. Wołom - Paweł! Żyjesz? - Żyja - odpedzioł
        - ale wiysz,jak jo wyglądom! Jo niy mom nóg. Całych zakrwa-wiony.
        Józek, dej mi jakoś kartka; napisza do dzieci".
        Rosjanie pozwolili sanitariuszowi niemieckiemu ściągnąć rannych
        z mostu, ale w tym czasie Paweł Sitko już nie żył. Pochowano Go
        w żołnierskiej mogile niedaleko mostu. Kochłowski zrobił zdjęcie.
        Dwa dni później przez most przejeżdżały wozy lazaretu frontowego.
        W jednym z wozów leżał z ubitą nogą inny bojszowiak - Rafał Latocha.
        Na własne oczy widział świeży grób, a na nim krzyż z napisem
        Paul Schitko.
        W święto Trzech Króli w Bojszowach trzyletni Manek obudził się
        wcześniej niż zwykle i chciał mleka. Kiedy dziadek Marcin nakarmił
        go, nagle zaczął płakać: - No, kaj jest tyn nasz tata? Kiedy łon
        przyjdzie z tej wojny?
        Cicho syneczku. Niy płacz, Tata przyjdzie...

        ALOJZY ŁYSKO
        -
        -~:c;
        • Gość: Arnold Re: Dynkmal IP: 213.186.78.* 26.02.03, 15:48
          Antoni Rogalski
          Przyszedł na świat 9 grudnia. Ojciec Jan (1869-1938) i matka Zofia
          (1870-1945) z domu Węgrzynek trudnili Się krawiectwem I tego fachu
          uczyli ośmioro wych dzieci. -Czego się nauczycie za młodu, to w życiu
          jak znalazł - powtarzali to pociechom. Nie mieli swojego domu.
          Poniewierali się "po komorach", żeby wychować jakoś liczną gromadkę.
          Najstarszy z rodzeństwa - Wiktor - brał udział w pierwszej wojnie
          światowej. Dostał się do niewoli rosyjskiej i razem z Bendlem z Nowego
          Bierunia pracowali w nieludzkich warunkach za Uralem. BendeI
          nie przeżył, on po kilku latach wrócił jak ludzkie widziadło, wychudzony,
          ze sztywną nogą.
          Pozostali bracia - August, Paweł i Józef - pożenili się, ale gdy przyszła
          druga wojna $wiatowa, zmobilizowano ich do Wehrmachtu. Po wielu
          dramatycznych przejściach wrócili jednak szczęśliwie każdy do swej
          rodziny. Siostry też przeszły swoje. Najstarsza Franciszka wydała się za
          wdowca Michała Piekorza Spodymby, Anna wyszła za Krzemienia i zamieszkała
          w Bobrku, Maria poślubiła Pawła Piekorza Brandysa.
          Jemu życie układało się według innego scenariusza. Dzieciństwo
          spędził na Dolnych Bojszowach, w domu kolejarza Czarnynogi, gdzie
          "kumorowali". Przyjaźnił się po sąsiedzku z Antkiem Czarnynogą
          Kubą. Pasali razem krowy i kozy nad stawami jedlińskimi. Obaj byli
          bardzo muzykalni. Grali na organkach, śpiewali ludowe pieśniczki.
          Kiedy dorośli do lat młodzieńczych, obaj udali się na Nowe Bojszowy
          do starego Zimnola, aby nauczyć się gry na trąbce. Nauczyli się
          tego nadspodziewanie szybko i wkrótge grali już w orkiestrze parafialnej
          założonej przez księdza Józefa Grycmana.
          Rogalski opanował jeszcze akordeon, na którym przygrywał na weselach.
          Członkiem tej weselnej kapeli był saksofonista Kost z Urbanowic.
          On to pewnego razu namówił Mu swoją siostrę Bronisławę.
          Przypadli sobie do serca i w 1941 roku wzięli ślub. Rok później urodził
          a się im córka Gerda. Ale radosnej chwili jej urodzenia już nie
          przeżywał. W marcu 1942 roku poszedł na wojnę. Służył w 240. Pułku
          Grenadierów. Uczestniczył w wielkiej bitwie pod Kurskiem, gdzie
          padł 5 lipca 1943 roku w chutorze Olszaniec.
          Pod osłoną ciemności jeden z Jego frontowych kolegów ściągnął
          Jego ciało z otwartego stepu do okopu. Wyjął zakrwawiony portfel
          i ślubny pierścionek. Wykonał małe zawiniątko, które pocztą polową
          przesłał na adres rodziny.
          Któregoś lipcowego dnia do południa stary Losko - bojszowski goniec
          gminny - dostarczył przesyłkę żonie. To był dla niej drugi cios.
          Miesiąc wcześniej na zapalenie opon mózgowych zachorowało dziecko.
          W piękną niedzielę czerwcową razem ze swą bratową Marią udały
          się z małymi dziećmi w wózkach na spacer. Pod lasem Ameryka nagle
          zerwał się chłodny wiatr. Nieprzyjemnie owiał ich. Lekko ubrane dzieci
          zaziębiły się i dostały zapalenia opon mózgowych. Syn Marii Engelbercik
          zmarł za kilka dni, zaś jej córka Gerda doznała trwałego porażenia
          mózgowego i całe życie potrzebowała opieki drugiej osoby.
          Śmierć męża na wojnie odebrała Bronisławie resztki nadziei na lepsze
          życie w Bojszowach. Wróciła do Urbanowic i tam po raz drugi
          wyszła za Józefa Smietanę. Jednak pamięć o Antonim towarzyszyła
          jej do końca życia. Nachodził ją w myślach zawsze uśmiechnięty ze
          skrzypcami w ręku i śpiewał piosenkę z młodzieńczych lat:
          "Zeglarzem jestem, łódkę mam, To każdy o tym wie.
          Kto na mej łódce pływać chce, Niechaj do mnie zgłosi się..."

          ALOJZY ŁYSKO
          • Gość: Adam-Paul Rogalski Re: Dynkmal IP: 2.173.182.* 25.09.14, 13:57
            Tak sie sklada ze tutaj opisany Anton Rogalski byl moim wujkiem. Ja jestem synem Pawla (Paulka-dla rodziny) z Nowego Bierunia, gdzie moj ojciec sie ozenil.
            Chcialem tylko sprostowac ze jeszcze starszy od opisanego tutaj Wiktora byl Johann, ktory polegl w 1 wojnie swiatowej byl ur: 5.04.1894 w Boischow i spoczywa we Francji na ktoryms z cmentarzy poleglych zolnierzy. Jestem dumny z tego ze jestem czlonkiem tak starej, bojszowskiej rodziny!
            A propos: moja prababcia Sophia byla z domu Lysko (to dla autora)!

            Pozdro dla bojszowiokow i reszty gornoslazakow
    • arnold88 Re: Dynks !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 16.02.03, 16:11
    • jabbaryt Re: Dynkmal 02.11.15, 21:14
      chcecie powiedzieć, że żołnierze SS i Wehrmachtu to ofiary II wojny światowej?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka