stoik1
01.09.06, 09:30
Jerzy Gorzelik, szef Ruchu Autonomii Śląska, poprosił ministra edukacji
Romana Giertycha, by wprowadził w szkołach obowiązkowe lekcje nauczania o
regionie: - To mają być prawdziwe, interaktywne lekcje, a nie edukacja na
papierze.
Ruch Autonomii Śląska chce, by Roman Giertych, minister edukacji, wprowadził
nowy przedmiot o nazwie edukacja regionalna. - Nie chodzi o wiedzę
encyklopedyczną, tylko o żywy kontakt z tradycją regionu - mówi Gorzelik, na
co dzień historyk sztuki i pasjonat kultury regionalnej.
Taki przedmiot miałby się pojawić we wszystkich rodzajach szkół - od
podstawówek począwszy, a na liceach skończywszy. Gorzelik przyznaje, że
pomysł na edukację regionalną nie jest nowy, ale - jego zdanie - nauka
o "małych ojczyznach" kuleje. - Dziś jest to upchnięte po różnych
przedmiotach i wiele zależy od inwencji nauczycieli. Edukacja regionalna
powinna być osobnym przedmiotem - mówi.
Podkreśla, że nie chodzi mu o kolejny przedmiot w planie lekcji, który będzie
drętwym przypominaniem historii regionu czy przyrody. - To muszą być zajęcia
interaktywne. Dzieci muszą wyjść ze szkoły i zobaczyć miejsca związane z
dziedzictwem kulturowym, przemysłowym i przyrodniczym Górnego Śląska - dodaje
Gorzelik.
W apelu do ministra Giertycha Gorzelik napisał, że edukacja regionalna jako
osobny przedmiot szkolny łączyłaby elementy wychowania patriotycznego oraz
historii Polski. "Trudno wyobrazić sobie nowoczesny patriotyzm nieoparty na
znajomości swojego bliskiego otoczenia i znajomości historii Polski, bez
wiedzy na temat własnego regionu, położonego w granicach Rzeczpospolitej" -
argumentuje lider RAŚ.
Gorzelik zapewnia, że nikt nie będzie zmuszał dzieci spoza śląskich miast, by
uczyły się o Górnym Śląsku. Na przyklad w Sosnowcu dzieci miałyby poznawać
tradycję Zagłębia Dąbrowskiego.
- Z kolei w Częstochowie nauka będzie dotyczyła ziemi częstochowskiej. Musimy
respektować historyczne podziały. Mieszkańcy województwa mają różniącą się od
siebie tożsamość i należy to uszanować - dodaje Gorzelik.
Senator i reżyser Kazimierz Kutz przyznaje, że bardzo podoba mu się pomysł
Gorzelika: - To nie jest żadne dziwactwo. W wielu szkołach na Śląsku
nauczyciele uczą historii regionu na własną rękę, bo młodzi ludzie chcą
wiedzieć, gdzie żyją, skąd się biorą i co się działo.
Podobnie myśli socjolog prof. Marek Szczepański. - Żeby ten przedmiot mógł
być dobrze realizowany, potrzebni są też pasjonaci. Takich osób na szczęście
nie brakuje. Piszą dziś przewodniki i mają dobre pomysły na żywe pokazywanie
regionu i w dodatku potrafią pokazać jego zróżnicowanie - mówi prof.
Szczepański.
MEN nie ustosunkował się jeszcze do pomysłu Gorzelika.
Komentuje Aleksandra Klich Trzymam kciuki za edukację regionalną w szkołach.
To mogą być prawdziwe lekcje patriotyzmu. Nie papierowe, centralnie sterowane
i hurrapatriotyczne, ale rozumne, uczące mądrej miłości Ojczyzny.
Poznawanie regionu niejednokrotnie wymaga zrozumienia skomplikowanych losów
pogranicza. Historia małych ojczyzn uczy, że państwo nie jest jednolitym
tworem narodowym, ale tyglem kulturowym i narodowym, częścią bogatej
europejskiej tradycji. Na Podlasiu, Mazurach, w Małopolsce, na Pomorzu, na
Górnym Śląsku. Edukacja regionalna to prawdziwe umacnianie tożsamości,
głębokie przywiązanie do kraju, w którym się żyje. Z niezbędnym dystansem.
Nie pojmą tego ci, dla których nauczanie patriotyczne to wkuwanie haseł ze
sztandarów i papierowy patriotyzm.
Miejmy nadzieję, że resort edukacji narodowej nie wrzuci pomysłu Jerzego
Gorzelika do kosza tylko dlatego, że ten szefuje ugrupowaniu z autonomią w
nazwie.
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3588177.html