Dodaj do ulubionych

Płeć kurek wodnych.

03.07.07, 20:24
Mąż robi kurs żeglarski i weekendy spędzamy nad jeziorem.
Przyjechali do nas na sobotę moi teściowie. Wzięli małego na pomost z
chlebkiem i karmili kurki wodne.
Mały przychodzi z historią, jak to były trzy kurki; mama, tata i dziecko i
kiedy rzucili chlebek tacie, to sam zjadał, a jak mamie, to mama dawała
dziecku.
Czyli płeć kurek wodnych została określona na podstawie zachowania.
Zapytałam męża, skąd dziadek wiedział, która kurka jest samicą, a która
samcem, bo, sorry, ale na pierwszy rzut oka nie widać. Przecież to samiec
może karmić dziecko, podczas, gdy samica musi jeść, bo ma, na przykład,
następne jaja do złożenia.

Czy Waszym zdaniem pierwsza interpretacja, ze samica zawsze daje jeść, jest
zawsze oczywista?!
Obserwuj wątek
    • sir.vimes Nie jest oczywista 03.07.07, 20:34
      Z tego co wiem to szczególnie u ptaków w opieke nad młodymi zaangażowani sa
      oboje rodzice.
      • dagmama Re: Nie jest oczywista 03.07.07, 20:57
        Jestem szczególnie wyczulona na oczywistość, że kobieta daje jeść.
        Już pisałam o reklamie, w której dziewczynka "wabi" chłopca serkiem topionym.
        A w tej książce "Dlaczego grzeczne dziewczynki nie awansują" jest dokładnie
        napisane, żeby kobiety nie miały nic do jedzenia na biurku i nie częstowały, bo
        są postrzegane jako "karmicielki", czyli niepoważnie, i lekceważąco pomijane
        przy awansie.
        Czytałaś to może? Był cały rozdział o tym, ale ja tylko przejrzałam w
        supermarkecie.
        • sir.vimes Re: Nie jest oczywista 03.07.07, 21:57
          Oj , niestety , ale u siostry leży to przeczytam.

          Ja w ogóle tez nie lubię atomatycznego skojarzenia kobieta=jedzenie.
          • sir.vimes A to znasz? 03.07.07, 21:57
            www.efka.org.pl/index.php?action=p_art&ID=8
            • verdana Re: A to znasz? 03.07.07, 22:32
              To ja marna feministka jestem, bo w przypadku malych ludzi i małych zwierzat
              mam podobne skojarzenia. Moze ze wzgledu na karmienie piersia - dziecku do
              pewnego wieku tata nie da jeść. No, kaczuszki do inna bajka, ale mimo to...
              • falafala Re: A to znasz? 04.07.07, 08:48
                Ale skojarzenie jest tez na zasadzie wiekszosci, wieksozsc kobiet robi w domu
                obiady, wiekszosc kobiet troszczy sie o karmienie dzieci, wiekszosc mezczyzn
                wykazuje w tym temacie mala inwencje, dlatego kobieta jest postrzegana jako
                karmicielka.
                A co do tekstu z ksiazki, ktory dagamama przytacza to tez jest denerwujacy, bo
                sugeruje, ze kobieta ma udawac mezczyzne a nie moze byc soba i byc normalnie
                traktowana. A dlaczego nie moze przyniesc ciasta jak ma ochote, bo to niemeskie?
                i nie bedzie powazana? No wlasnie, slowem dostosuj sie kobieto do wymagan swiata
                meskiego.
            • dagmama Re: A to znasz? 04.07.07, 10:54
              Świetne!!!
              No, dokładnie o to mi chodzi.
              Ja bym nie chciała być tak postrzegana...

              Mój mąż ma takie koleżanki w PZU. Codziennie któraś robi ciasto i przynosi do
              pracy. Potem sobie piją kawę, jedzą ciasto i częstują wszystkich naokoło,
              nakładają na talerzyki i w razie czego myją łyżeczki.
              Mężczyźni chwalą ciacha, mój to nawet ma powód, bo ja umiem tylko szarlotkę.

              Wcale nie spowalnia to pracy. Jedna telefonuje, druga coś sobie drukuje,
              trzecia wypisuje druki. Praca wre.
              Tylko jakieś to niepoważne.

              Czyli matka gastronomiczna w pracy.
              • andziulindzia Re: A to znasz? 04.07.07, 13:40
                Miałam w pracy kolegę, który uwielbiał piec ciasta i robił je wyśmienite! Mój
                niedościgniony ideał. I przynosił te ciasta często bardzo i częstował
                wszystkich. Czy w czymś mu to pieczenie ciast uwłacza? Wolę gdy ktoś mnie
                częstuje domowym ciastem niż bułkami słodkimi czy herbatnikami ze sklepu, a z
                takim częstowaniem się spotykam często. Dlaczego potępiasz pieczące ciasta
                kobiety? Jeśli lubią i sprawia im przyjemność, to czemu nie? Bo ja naprawdę nie
                rozumiem.
                • dagmama Re: A to znasz? 04.07.07, 13:58
                  Nie potępiam, tylko krytykuję, w świetle tego, co pisałam powyżej o pewnym
                  rozdziale w "Dlaczego grzeczne dziewczynki nie awansują".

                  Kobieta jest pomijana przy awansie, bo nikt nie traktuje jej poważnie.
                  To taka dobra dusza, zawsze ma coś do jedzenia i częstuje. Poczęstunkom
                  towarzyszą pogaduszki. No i ona jest od pogaduszek, a nie wymiany zdań na
                  tematy służbowe.
                  Kto wieźmie kogoś takiego pod uwagę przy awansie?

                  W takim tonie jest ten rozdział.
                  No i w tym PZU one rzeczywiście nie są traktowane poważnie, mimo, że normalnie
                  pracują.
                  • andziulindzia Re: A to znasz? 04.07.07, 21:49
                    Ale ja rozumiem doskonale kwestię matek karmicielek i braku awansu. Większość
                    ludzi posługuje się stereotypami w ocenie innych. Też panie codziennie pieczące
                    ciasta w domu i częstujące chętnie wszystkich dookoła nie traktowałabym jako
                    kandydatki do awansu. A dlaczego? Bo odbieram je jako osoby zadowolone ze
                    swojej sytuacji zawodowej. Nie dość, ze dobrze wykonują swoje obowiązki to
                    jeszcze potrafią sprawić, że czas w pracy upływa im w przyjemnej atmosferze.
                    Czy taka zadowolona osoba potrzebuje zmian? No może podwyżkę, ale awans
                    odseparuje ją od miłego towarzystwa.

                    Inna sprawa dla mnie niezrozumiała to parcie na awans. Czy naprawdę miarą
                    sukcesu zawodowego (i to zarówno mężczyzn i kobiet) jest nieustajace
                    awansowanie? Dla mnie sukces zawodowy osiągnęła osoba, która kocha swoją pracę
                    i jeszcze do tego ma naprawdę świetną atmosferę w pracy. No aż się chce do
                    pracy chodzić. Mam w rodzinie spawacza. Przesympatyczny, inteligentny i
                    zadowolony z życia facet. I kocha to swoje spawanie. I wcale nie ma ochoty na
                    robienie matury i włączanie się do wyścigu szczurów. Po co?
                    • falafala Re: A to znasz? 04.07.07, 21:57
                      ale ale w koncu zasada Petera dotyczy wszystkich : Awansujemy tak dlugo poki nie
                      osoagniemy szczytu swojej niekompetencji... ;)
                    • dagmama Parcie na awans. 04.07.07, 22:34
                      Kompletnie tego nie rozumiem i w ogóle mnie to nie dotyczy, bo mam własną firmę.
                      Wyścig szczurów...
                      Wychowano mnie w poczuciu, że: Znajdź pracę, która sprawia ci frajdę, a nigdy w
                      życiu nie będziesz musiała pracować.
                      Być to jest więcej niż mieć.
                      Rozumiem doskonale ludzi, którzy są zadowoleni ze stanu rzeczy i nie pragną
                      awansu, ale jestem pełna współczucia dla ludzi, którzy by chcieli, ale nie mogą
                      z powodu durnych uprzedzeń.

                      > Czy taka zadowolona osoba potrzebuje zmian? No może podwyżkę, ale awans
                      > odseparuje ją od miłego towarzystwa.
                      >

                      No i o to mi chodzi. Czy zadowolenie z pracy ma przekreślić szanse na awans???
                      No, sorry, ponoć przekreśla.
                      Kobiety może są takie, że przyczają się i starają się być zadowolone z życia i
                      pracy.
                      No i to działa na ich niekorzyść???!!!
                      • andziulindzia Re: Parcie na awans. 05.07.07, 21:28
                        dagmama napisała:

                        > Kobiety może są takie, że przyczają się i starają się być zadowolone z życia
                        i
                        > pracy.
                        > No i to działa na ich niekorzyść???!!!
                        >

                        Moim zdaniem takie przyczajenie się drastycznie zmniejsza szansę na awans bez
                        względu na to czy osoba czającą się będzie kobietą czy mężczyzną. Nikt za uszy
                        w górę ciągnął nie będzie. Jeśli ktoś nie potrafi zadbać o własne
                        sprawy/interesy to czy będzie potrafił zadbać o interesy działu/firmy? Chcesz
                        awansować? Daj wyraźny komunikat. Porozmawiaj z szefem o swoich ambicjach. Nie
                        można liczyć na domyślność przełożonych, no bo kurcze, skąd taki szef ma
                        wiedzieć czy jesteś zadowolona z tego co masz czy chcesz się piąć wyżej? A
                        przenosząc na teren rodziny: zawsze wkurzało mnie gdy moja mama oczekiwała, że
                        domyślimy się czego od nas chce. Więc dlaczego wprowadzać inne zasady w domu a
                        inne w pracy?

                        Nie miałam w ręku książki, o której wyżej wspomniałaś. Ale to co piszesz, o
                        odbiorze przez innych osób częstujących ciastami domowymi, osób nie
                        potrafiących wyartykułować swoich ambicji i in. wydaje mi się czymś oczywistym
                        i wcale nie takim dziwnym.
                        • dagmama Re: Parcie na awans. 05.07.07, 21:43
                          > przenosząc na teren rodziny: zawsze wkurzało mnie gdy moja mama oczekiwała, że
                          > domyślimy się czego od nas chce. Więc dlaczego wprowadzać inne zasady w domu a
                          > inne w pracy?
                          >


                          Otóż to. Chyba wiele kobiet tak funkcjonuje. Weźmy na przykład wątki dotyczące
                          tesciowej na e-mamie. Jest dla mnie jasne, że e-mamy wylewają żale na forum,
                          natomiast nie ROZMAWIAJĄ z teściową i mężem, one DAJĄ do zrozumienia.
                          Niestety, nie podanie mężowi kawy nie oznacza, że ma przeprosić. Facet nie
                          będzie miał bladego pojęcia, o co chodzi.

                          Takoż szef nie będzie miał pojęcia, że pracownica oczekuje awansu, ma ambicje,
                          skoro o tym nie wspomni zakładając, ze to oczywiste. A nawet szefowa.

                          Sama długo uczyłam się, że o wątpiach należy powiedzieć, a nie oczekiwać, że
                          się ktoś domyśli. No i z teściową tak miałam. Dla mnie bylo oczywiste, że może
                          wnuka odwiedzić bez zapowiedzi, a ona czekala na zaproszenie, a ja się
                          dziwiłam, że coś nie odwiedza...
    • skrzydlate Re: Płeć kurek wodnych. 04.07.07, 09:32
      są ptaki u których samiec karmi młode , samice które chcą go uwieść żeby mieć z
      nim jajeczka zabijają mu dzieci i kawaler z odzysku zaraz jest gotów :-)
      widziałam na jakimś Discovery czy innym czorcie, jakie to nie-boże, nie-ludzkie
      i straszne ;-)))))
      • sir.vimes Ludzie mają najlepiej 04.07.07, 10:20
        A kotów to kocury są niebezpieczne dla młodych.

        Nie ma reguły, że samica zawsze jest milusia i z ciastem w koszyku:) Ale
        oczywiście - ludzie mają najfajniej bo mogą realizować wszytskie możliwe opcje:))

        Co do postu Verdany - jasne, że tata cyca nie da ale butlę już jak najbardziej
        może. A często nawet dawania butli sie tatusiom odmawia (bo lepiej zrobi to
        babcia:)))
        • dagmama Re: Ludzie mają najlepiej 04.07.07, 10:56
          Jedna firma produkująca sztuczne mleko ma karmiącego pisklaki ptaszka jako logo.
          A tak serio, matki butelkowe czują się bardziej wyzwolone, skoro butlę może
          podać byle kto?
          Chyba karmiąca piersią kojarzy się z taką MAMĄ, która nikomu dziecka nie da na
          ręce, bo sama najlepiej się zajmie.
          • sir.vimes Byle kto? 04.07.07, 11:33
            Wychodzisz z założenia, że wszyscy oprócz mamy to dla dziecka byle kto? Hm,
            odważnie.
            Moje dziecko karmiła matka, ojciec, babka, dziadek, ciotka - same bliskie i
            ważne osoby. Byle kto nie miał do dziecka dostępu :)))

            • dagmama Re: Byle kto? 04.07.07, 11:45
              Byle kto w sensie, że niekoniecznie matka. Sorry.

              Z karmieniem piersią tak się nie da:-(

              Grozi to chyba zostaniem taką matką gastronomiczną. Kobieta najpierw karmi
              piersią, potem czym innym, ale w dalszym ciągu osobiście i tak to się dzieje...
              Dziecko karmione butelką przyzwyczaja się do innych karmiących i to by było
              niezłe, gdybym nie była za piersią jednak.

              Mój małżonek szybko dostał łyżeczkę, kiedy mały zaczął jeść stałe pokarmy.
              • sir.vimes Re: Byle kto? 04.07.07, 11:51
                Ja używałam zamrażarki - i miałam butlę na w razie czego (no, nie mogłam być
                cały czas w domu - od 2 chyba miesiąca życia małej musiałam biegać na jakieś
                zajęcia, kursy czy coś, a potem wróciłam na uczelnię)

                I jakoś od niemal samego początku mała jadła i z cyca , i z butli - to samo mleko:)
                Tak , że jako mleczarnia mogłabym pewnie do dziś funkcjonować - a jako
                "podawaczka" biustu nie czułam się jakoś specjalnie świetnie. I rzeczywiście -
                jeżeli szukasz analogii z innymi gastronomicznymi sprawami to najbardziej lubię
                jak gotuje ktoś inny:)
                • dagmama Re: Byle kto? 04.07.07, 11:55
                  Ta piękna dziewczyna, która grała w "Gotowych na wszystko" Gabrilę powiedziała
                  w jednym z wywiadów: Jeśli umiesz gotować, zachowaj to dla siebie".
                  Bardzo mi się to podoba.

                  Byłam z małym pierwsze dwa lata. Inne bliskie osoby pracowały. Kochałam
                  karmienie! Te długie godziny z małym w łóżku. Książki!

                  Do pracy ruszyłam się później.
                  • sir.vimes Re: Byle kto? 04.07.07, 11:59
                    Kurczę, ja naprawdę nie lubiłam karmić. A najbardziej nie lubiłam jak ktoś
                    krytykował mnie za to , że czytam przy tym.

                    • dagmama A nie, czytanie to kwestia równorzędna. 04.07.07, 12:05
                      Niemowlęciu można czytać na głos. Treści chyba nie załapie, a wyrabia się
                      szacunek dla szlachetnej umiejętności.
                      Bez czytania faktycznie bym aż tak nie lubiła karmienia.

                      Ja w ogóle nie lubię książek. Czytam w samochodzie, jak mąż prowadzi...

                      Odeszłam od tematu.
                      • dagmama Re: A nie, czytanie to kwestia równorzędna. 04.07.07, 12:31
                        > Ja w ogóle nie lubię książek. Czytam w samochodzie, jak mąż prowadzi...
                        >

                        Ja to napisałam???
                        Nie wiem o czym myślałam. Nie mogę bez książek!!!
                    • malila Re: Byle kto? 05.07.07, 16:24
                      sir.vimes napisała:

                      > Kurczę, ja naprawdę nie lubiłam karmić. A najbardziej nie lubiłam jak ktoś
                      > krytykował mnie za to , że czytam przy tym.

                      Że co??? Nie wierzę;)))
                      • sir.vimes Re: Byle kto? 05.07.07, 19:08
                        Zaczęły salowe w szpitalu :)

                        > > krytykował mnie za to , że czytam przy tym.
                        >
                        > Że co??? Nie wierzę;)))
                • falafala Re: Byle kto? 04.07.07, 12:00
                  A ja lubie gotowac, ciast piec nie lubie i nie umiem, ale gotowac tak. I z
                  checia to robie, pod warunkiem ze mi sie nikt nie placze pod nogami. Nie lubie
                  zmywac garnkow, ani karmic dzieci, co niestety wzielam na siebie i najczesciej
                  ja siedze z lyzeczka i futruje malucha czekajac az sie w koncu nauczy sam jesc.
                  Dobrze, ze corka juz sama potrafi sie obsluzyc :)
                  • verdana Re: Byle kto? 04.07.07, 12:20
                    Gotowanie to absolutnie jedyna domowa czynność jaką lubię. Natomiast karmienie
                    piersią jest dla mnie koszmarem - nie znoszę. Zawsze czytałam w trakcie i nie
                    dziecku, a sobie.
                    • andziulindzia Re: Byle kto? 04.07.07, 13:35
                      Ja też lubię gotować i niechętnie pozwalam mężowi w kuchni przy garach
                      urzędować. Przy starszej córce karmienie piersią to była mordęga więc szybko
                      została zakończona. Drugą córkę karmiłam rok i chętnie pokarmiłabym dłużej
                      gdyby nie to, że strasznie schudłam.
                      • falafala Re: Byle kto? 04.07.07, 14:28
                        A wiecie mi trudno powiedziec, czy karmienie piersia lubie. Uwazam to za sluszne
                        i dlatego karmilam dzieci piersia tak dluga jak dlugo sa uzaleznione od mleka
                        jako podstawy swojej diety. Nie nadaje sie do butelki, nie mam checi do
                        przygotowania do mieszania itd, brzydze sie smoczkami, niekapkami i chyba
                        musialabym wywalac po kazdym uzyciu zafajdany mlekiem z proszku smoczek. Ale co
                        ma czytanie w trakcie do lubienia ;)?, chyba czlowiek musi sobie czyms ten czas
                        przy niemowlaku umilic, jemu i tak wszystko jedno, na granicy snu i jawy.
                        • skrzydlate Re: Byle kto? 05.07.07, 16:22
                          ostatnio mialam na rekach cudzego niemowlaka, przyszywana wnuczke mozna by rzec
                          i naprawde jak sie z nia bawiłam i rozmawiałam miałam taki odruch, zeby
                          wlasciwie... wyjąc pierś, bo jakos glupio mi było butelka mu mordke zatykać...
                          :-) niesamowite.. tyle lat uplynelo a to siedzi we mnie...
    • jagandra Re: Płeć kurek wodnych. 26.07.07, 21:34
      Ja też bym zareagowała stereotypowo, mimo że wiem tak ogólnie, że ptaki mają
      różne zwyczaje w kwestii karmienia potomstwa...
      Z tym pieczeniem ciast to ciekawa sprawa. Czy kobieta, która przynosi do pracy
      słodycze i częstuje nimi jest postrzegana jako niepoważna, prywatna, domowa?
      Pewnie tak. A czy faktycznie traktuje swoją pracę trochę niepoważnie? Dagmama
      pisze że w tym PZU nie. Pracuję na niskopłatnym stanowisku, zatrudnionych jest
      kilkanaście osób i każda wyprawia imieniny, i to większość całkiem pokaźne
      (ciasta, sałatki). Z jednej strony miłe, z drugiej jednak trochę dla mnie
      irytujące, bo się przy tej okazji siedzi i ględzi, taka prawda. No i faktem
      jest, że część kobiet (nie wszystkie!) traktuje swoją pracę tam jako hobby, a
      pracę męża jako tę ważną, bo dającą utrzymanie. Nie to że nie wykonują swoich
      obowiązków, wykonują, ale jest to hobby, nie pasja i nie ciężka praca.
      Ale nie uważam, żeby częstowanie ciastami równało się zawsze mniejszemu
      zaangażowaniu w pracę. Może to działa tak, że większość ludzi, w tym kobiety,
      traktuje tradycyjną pracę kobiet niepoważnie. Jestem żoną mojego męża i matką
      jego dzieci, on ciężko pracuje, by nas utrzymać, a ja tylko gotuję, sprzątam i
      zajmuję się dziećmi.
      Może dlatego w USA ludzie prawie wcale nie gotują, a w Anglii gotowanie jest
      nową modą, której ludzie uczą się z programów TV? Kto chce być postrzegany jako
      niepoważny? Kto chce siebie traktować niepoważnie? Lepiej zrezygnować z
      kobiecych tracyjnych zajęć i upodabniać się do mężczyzny.
      Ale dla mnie to mimo wszystko nie jest feminizm. Traktowanie gotowania i
      babskich zajęć poważnie - to tak. Niezależnie od tego, kto je wykonuje.
      • dagmama Re: Płeć kurek wodnych. 27.07.07, 10:33
        Kto chce być postrzegany jako
        >
        > niepoważny? Kto chce siebie traktować niepoważnie? Lepiej zrezygnować z
        > kobiecych tracyjnych zajęć i upodabniać się do mężczyzny.
        > Ale dla mnie to mimo wszystko nie jest feminizm. Traktowanie gotowania i
        > babskich zajęć poważnie - to tak. Niezależnie od tego, kto je wykonuje.

        A zauważyłaś, że jeśli mężczyzna potrafi coś ugotować, to uważa, że robi to
        najlepiej?
        Zapewne dzięki tej cesze, której zazdroszczę mężczyznom: poczuciu własnej
        wartości, której nikt u nich od dzieciństwa nie tłumi.
        A kiedy gotuje kobieta, to to jest zwykła rzecz.
        Kiedyś zaprosiliśmy znajomych na pizzę. Byłam w trakcie smażenia pieczarek na
        farsz, kiedy znajomy podszedł i normalnie zaczął udzielać mi rad, jak mam to
        robić.
        I wszyscy ci Kuronie i Makłowicze to oczywiście mistrzowie (Pascal mnie nie
        dziwi, bo we Francji ludzie równo interesują się kuchnią i mogą gadać o
        gotowaniu godzinami bez względu na płeć i każdy ma swój jedyny słuszny przepis
        na krem czekoladowy), mężczyzna a mistrz kuchni, nawet kucharz brzmi dostojnie.
        Kobieta jest co najwyżej kucharką.

        Osobiście odkąd poszłam do pracy, przestałam się przejmować. Gotujemy na zmianę
        kolację (która jest jedynym porządnym posiłkiem) i często kupujemy gotowe dania.
        • jagandra Re: Płeć kurek wodnych. 27.07.07, 19:22
          Fakt.
          Tak jakby mężczyzna przez sam fakt bycia mężczyzną wyciągał gotowanie z tej
          prywatnej, niepoważnej sfery. Ale mężczyźni też raczej nie częstują ciastami w
          pracy. U nas jest tak, że faceci też wyprawiają imieniny, ale gotują dla nich
          kobiety (żona, matka) ;) Tyle że u nas w ogóle jest raczej babska atmosfera.
          • malila Re: Płeć kurek wodnych. 27.07.07, 19:39
            jagandra napisała:
            > U nas jest tak, że faceci też wyprawiają imieniny, ale gotują dla nich
            > kobiety (żona, matka) ;)

            A u nas kupują sobie słodycze w sklepie:))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka