polonus5
28.08.12, 19:00
Szykany od swoich
z posłem Arturem Górskim (PiS) z sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą rozmawia Jacek Dytkowski
- Zakończył się IV Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy. Jak Pan ocenia przebieg obrad?
- Uważam, że było to spotkanie ważne z punktu widzenia potrzeby integracji środowiska polonijnego i poznania wzajemnych problemów Polonii i Polaków ze Wschodu, ale bez większego znaczenia dla likwidacji tych problemów. Niewątpliwie na Zjeździe skorzystał propagandowo Prezydent RP, ale przez inne czynniki oficjalne spotkanie zostało zbagatelizowane. Zamiast Marszałka Sejmu obrady otworzył wicemarszałek, choć minister spraw zagranicznych powinien wziąć udział w obradach, rząd reprezentował podrzędny wiceminister edukacji, a przewidziane w programie wystąpienie ks. bp. Wiesława Lechowicza, Delegata Komisji Episkopatu ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej odczytał z kartki w zastępstwie ksiądz dziekan. Wiem, że źle to zostało odebrane przez uczestników Zjazdu.
Już w pierwszym dniu obrad było widać, że organizatorzy marginalizują przedstawicieli Polaków ze Wschodu. Wszystkie referaty merytoryczne zostały wygłoszone przez przedstawicieli organizacji polonijnych z krajów zachodnich: Wielkiej Brytanii, USA, Kanady czy Australii. Na przedstawiciela Polaków z Kresów zabrakło miejsca. To wpisuje się w zmianę priorytetów polityki tego rządu, który stara się opanować Polonię zachodnią i nią politycznie sterować, a Polaków ze Wschodu postanowił zostawić z ich problemami. Dlatego znamienny był głos prezesa Kongresu Polonii Kanadyjskiej Teresy Berezowski, która kilkakrotnie w swoim wystąpieniu apelowała do MSZ, aby po partnersku traktowało organizacje polonijne.
- A drugi dzień obrad, gdy przyjmowano uchwały?
- Już w pierwszym dniu okazało się, że są całkiem inne punkty widzenia i oczekiwania Polaków ze Wschodu i typowej, zachodniej Polonii. To są dwa różne światy. Na szczęście wielu Polaków z tej starszej Polonii ma swoje korzenie na Kresach, co pomogło w wykonaniu kilku gestów wobec Kresowian. Choćby przyjęto uchwałę, w której zobowiązywano władze państwowe do upamiętniania zbrodni na Polakach, dokonanej na Wołyniu przez bandy OUN-UPA i domagano się nazwania tej zbrodni ludobójstwem. Niestety, w komisji ds. obrony dobrego imienia Polski i Polaków upadła uchwała, która wzywała MSZ do zdecydowanego reagowania na każdy przypadek deprecjonowania w światowych mediach autorytetu ś.p. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Oba projekty uchwał złożyli przedstawiciele Polonii z Kanady, którzy na całym Zjeździe byli bardzo aktywni.
Przyznaję, że obawialiśmy się, iż Zjazd będzie jedną wielką apoteozą rządów PO, że to będzie taki niemy Sejm Polonii. Ponieważ jednak wiele organizacji polonijnych ucierpiało od polityki MSZ, szczególnie w kwestii rozdziału środków finansowych na media, właściwie w każdej komisji pojawiały się głosy krytyczne, a Zjazd na zebraniu plenarnym przyjął uchwałę, w której zobowiązał właściwe komisje sejmową i senacką, aby monitorowały działania MSZ, szczególnie wydatkowanie środków na rzecz Polonii i Polaków mieszkających za granicą. To ważna uchwała, jak jeszcze kilka innych. Obawiam się jednak, że MSZ za bardzo się nimi nie przejmie, bo przecież nie mają one żadnej mocy prawnej.**
- Pewien ferment wywołał apel nie uznawanego przez Mińsk Związku Polaków na Białorusi, który krytykował politykę rządu RP w stosunku do tamtejszej polskiej społeczności. Nie spotkało się to z przychylnym przyjęciem władz i nie tylko…
- Nie było żadnej merytorycznej odpowiedzi na ten list ze strony rządu, dla którego nie ma problemów i wszystko jest idealne. PO twierdzi, że nawet więcej pieniędzy jest w tym roku na Polonię, niż w latach ubiegłych. To ja się pytam, gdzie są te pieniądze, skoro wielu podmiotom odebrano wsparcie i już im powiedziano, że takiego wsparcia nie dostaną, bo pieniędzy już nie ma. Natomiast znamy reakcję Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” na treść tego listu. Jeden z prominentnych działaczy Wspólnoty miał powiedzieć do przedstawiciela Związku Polaków na Białorusi, że – cytuję – „sytuacja nie jest aż tak straszna, ale teraz może być jeszcze gorzej”. Groźby? Próba postawienia do pionu? A może to wszystko zwiastuje zmianę polityki rządu wobec ZPB i przygotowanie do uznania za partnera reżimowego Związku, który sztucznie podtrzymują białoruskie władze. Wiemy, że mniej więcej od dwóch miesięcy w pewnych ważnych kwestiach niezależny Związek Polaków na Białorusi nie może już liczyć na wsparcie ze strony służb konsularnych. Oni naprawdę są zostawieni sami sobie, gdy powinni być pod szczególną opieką państwa polskiego.
- Longin Komołowski, prezes SWP, zaprzecza jakoby miał wyeliminować Mirosława Jaśkiewicza, wiceprezesa ZPB, z delegacji składającej kwiaty pod tablicą upamiętniającą marszałka Macieja Płażyńskiego.
- To miała być kara za uchwalenie tego listu i rozpowszechnienie go wśród delegatów. Ponieważ jego obszerne fragmenty, te najbardziej krytyczne wobec polityki rządu, cytował z mównicy poseł Adam Lipiński, przewodniczący Komisji Łączności z Polakami za Granicą, zapewne to wicemarszałek Cezary Grabarczyk, kierujący obradami, podjął decyzję o nie wyczytaniu nazwiska Jaśkiewicza, gdy ogłaszał skład delegacji do wieńca. A o tym, że Jaśkiewicz był początkowo planowany do tej delegacji, świadczy fakt, że w imieniu organizatorów poinformował go o tym przed obradami Krzysztof Łachmański, sekretarz Zarządu Krajowego Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Taką mam informację od delegacji Polaków z Białorusi, którzy chyba tego nie wymyślili. Ale oni się tym nie przejmują. Jak mi powiedział jeden z członków delegacji – są przyzwyczajeni do szykan.
- Dziękuję za rozmowę.
* Tytuł od redakcji. Zmieniono treść pytań pierwszego i drugiego.
** Fragment, o który została skrócona rozmowa opublikowana w „Naszym Dzienniku” ze względu na szczupłość miejsca.