Mam takie spostrzezenia....W grupie powyzej czterech osob - zawsze znajdzie
sie ktos,kogo - w skrocie - mozna nazwac 'JPS' ...
JPS - na 'dzien dobry' - brzmi calkiem sensownie...Zdrowy na ciele i
rozumie,bardzo lubi to -co lubi grupa....,na dodatek - wydaje sie,ze to
umie,nie wspominajac,ze moze - bo to oczywiste

.
Juz sie klebi w glowie kazdego,ze bedzie pieknie i skladnie....kiedy gore
biora tak przyziemne sprawy - jak pragnienie,glod i procesy wydalania nadmiaru
....

Zaczyna sie to gdzies okolo dnia trzeciego - kiedy to uczestnicy grupy - acz
calkiem indywidualnie - opanowuja zdolnosc zwracania sie po imieniu /trafnie/
do wspoluczestnikow.
Trasa wyznaczona na maxa...,pobudka o szostej,dwa przystanki po 15 minut na
stacji benzynowej i o dziesiatej u celu....
Po pietnastu minutach JPS uskarza sie na glod....Nie zjadl sniadania...
/O,to tak samo jak ja - mysle sobie ja i pare innych osob/.....
Po paru minutach milczenia JPS zagaduje,ze minelismy wlasnie calkiem porzadna
jadlodajnie i ze taka juz sie nie napatoczy po drodze......
Cisza....
...Raptem przerwana....przez JPS...."Boze,skrecam sie juz z glodu,kichy marsza
mi graja,slyszycie?'....
Slyszymy....Jego i swoje....ale siedzimy cicho..../Taka umowa grupy z dnia
poprzedniego/.
"Ma ktos cos do picia?' - wchodzi w rozmowe JPS.
Ma ktos...i podaje butelke w strone JPS....,ale okazuje sie,ze to nie to,czego
ten sie spodziewal..."To' nie jest zimne.....
....Stacja benzynowa....Wpadamy grupa - kawa,herbata,soda,woda i
kanapki.....Normalka....
Nie dla kazdego.... - okazuje sie.
Szczerze mowiac - tej czesci nie zrozumialam....Zawsze mi sie wydawalo,ze
kanapka to chleb,czy bulka,czyms tam posmarowana -wedlug uznania i wedlug tego
samego ...czyms tam przywalona....Wybor byl...od serow do wedlin....i tych
zielono - czerwonych - ale mylilam sie /... nie tylko ja,bo i reszta
grupy/.TYCH KANAPEK NIE DA SIE ZJESC - obwiescil JPS....,ale jakos mu poszlo....
'Potrzebujacy' zaliczaja sikanie i usmiechaja sie na mysl o nastepnym odcinku....
"Czy mozesz sie zatrzymac przy nastepnym kibelku?' - pyta JPS w miejscu,ktore
'nie istnieje' na 'naszej mapie'....
Ktos z grupy nie wyrabia i stawia zarzut....'A nie mogles na poprzednim?'.
"Nie chcialo mi sie " - pada odpowiedz i nikomu nie przychodzi na mysl
polemizowanie....Zdarza sie....
.......Ale trzeci dzien niewiele zmienia.....Nowa trasa,inne godziny,rozne
dodatki do kanapek - a pomiedzy 'przyjetym jednoglosnie' a JPS nadal jest
rozdzwiek....
Proponujemy,zeby bral w trase 'suchy prowiant',napoje......Z sikaniem nikt nie
ma odwagi sie wychylic - bo moze jakas niedyspozycja pecherza,czy cos w tym
rodzaju......Kazdemu sie moze zdarzyc....Ale juz - pokatnie- szepczemy o tym....
Tydzien mija....To samo...JPS chce 'inaczej' i nic tego nie zmieni.....Kiedy
indziej jesc,co innego jesc,pic,sikac 'na opak' niz reszta....
Wpadamy na pomysl...Musi sie udac....
JPS wytyczy trase...Przeciez wszyscy wiemy,ze nie jest idiota,ktory chce
obrzydzic sobie i innym przygode....Ma inne....cykle...I tyle....
JPS przyklada sie do wytyczenia planu sumiennie....
Wyjazd o dziewiatej - dojazd w poludnie....Zadnego przystanku....Trasa jak
bulka z maslem......
Ruszamy.....,a pietnascie minut pozniej zaczyna sie .......Chce mi sie
jesc.....,na przemian z sikac......... - nie wspominajac o drwiacych uwagach o
trzymaniu obnizonej temperatury przez plastikowe ' igloo'...
JPS wyglada na zadowolonego...od czasu do czasu dajac upust swojej frustracji....
"Kilka godzin nie umiesz wytrzymac?" - rzuca w strone kierowcy......
Wiemy,ze kierowca umie ' niejedno'.....
Ale z 'tym' sobie nie poradzil...
Nic sie nie zmienilo przez cale trzy tygodnie.....
Choc zostalo zdiagnozowane