Lubię dni, kiedy okazuje się że moja misją ma sens. Że to nie tylko
praca. Że moja praca jest moją misją. Dzisiaj tak się stało. To
cholernie budujące jak widzisz że to co pozornie wydaje się nie do
zrobienia (bo cywilizacja, bo internet, bo gry komputerowe) daje się
zrobić. I widzisz u kogoś błysk w oku i chęć wejścia w temat
głębiej, chęć poznania.
Szczególnie jeśli są to dzieci. Że się coś zasiało. To takie
namacalne

Kurewsko zajebiste uczucie
I do tego to słońce za oknem