kochamchelm
21.01.04, 16:27
Podczas sobotniej Rady Krajowej PO jej przewodniczący Donald Tusk
stwierdził,
że "w najgłębszym interesie polskiego narodu i państwa jest możliwie
najszybsze przerwanie układu, który Polską rządzi".
Z kolei Jan Maria Władysław Rokita następnego dnia w Radiu Zet, przyjmując
jeden ze swoich słynnych tonów zatroskania sprawami państwa, łkał nad
upadkiem
obyczajów - czy prezydent i premier mogą bezkarnie kłamać? Chodziło mu,
podobnie jak Tuskowi, o przedterminowe rozwiązanie Sejmu.
Panom się zdaje, że mamy krótką pamięć? To niech się panom nie zdaje. Oto co
panowie mówili, gdy panowie rządzili Polską - jeden w przebraniu partii
chłopskiej SKL; drugi w stroiku inteligenta z UW. Co wówczas panowie
odpowiadali na apele o skrócenie waszych rządowych mąk.
Jan Maria Władysław Rokita:
- Skrócenie kadencji jest nie tylko tym, co destabilizuje bieg normalnych
prac
państwa, ale jest także bardzo niekorzystne dla Akcji (AWS - przyp. red.) i
Unii Wolności. Akcja musi odbudować mocno nadwątlony autorytet. Unię
Wolności
też czeka wybór władz w grudniu, więc też potrzebują czasu. ("Salon
polityczny
Trójki" 16.10.2000 r. )
Do postulatu rozpisania przedterminowych wyborów JMWR odniósł się w tej
samej
audycji 02.01.2001 r. Pytany o opinię prezydenta, że Sejm powinien przyjąć
uchwałę o samorozwiązaniu tak, by wybory odbyły się wcześniej niż jesienią,
by
nowa większość rządząca miała więcej czasu na przygotowanie budżetu, Rokita
ze
swadą odpowiadał:
"Prezydent nie jest kompetentny do podejmowania decyzji w tej materii. Nie
przysługuje mu taka władza konstytucyjna". I dalej: "Sejm takiej decyzji nie
podejmie dlatego, że na razie działa i to działa nadzwyczaj sprawnie. (...)
I
parlament będzie sprawnie funkcjonował do swojego normalnego terminu
konstytucyjnego. To, że opozycja nosy na kwintę z tego powodu ma, to problem
opozycji. To trochę jest tak, że już witali się z gąską".
Donald Tusk, ówczesny wicemarszałek Senatu z ramienia Unii Wolności, mówił
natomiast:
"Dziennikarz: Czy to jest koniec rządu, wycofanie ministrów z rządu, czy
koniec koalicji? Bo to są dwie różne rzeczy.
D.T.: To nie zależy tylko od Unii Wolności. Są pewne zapisy konstytucyjne,
pewien kalendarz działań w parlamencie. Nie ma takiego automatyzmu, że
wyjście
Unii Wolności z rządu oznacza jakby z definicji upadek tego rządu. Można
sobie
spokojnie wyobrazić długie, długie trwanie rządu mniejszościowego. Nie mówię
już o innych ewentualnych rozstrzygnięciach, bo przecież jest więcej partii
w
parlamencie, nie tylko AWS i Unia Wolności. Z całą pewnością nie jest to
coś,
co spowoduje, że w ciągu najbliższych kilku tygodni czy kilku miesięcy
Polska
będzie bez rządu". (Radio Zet 23.05.2000 r.)
Nie zapominajcie więc drodzy mentorzy, że zanim zostaliście wołami i wy
byliście cielętami.