porzeczka00
11.07.10, 20:34
Może ktoś będzie chciał sobie poczytać jak to było na naszej
ostatniej wyprawie :) a smiesznie było jak zwykle.
Dzienniki podróży motocyklowej Kreciuli i Porzeczki w 2010 :)
Planowana podróż to Toskania i Korsyka od 19.06 do 04.07. pod
namioty w 5 osób i w cztery maszyny.
Dzień -0
Piątek to dzień poprzedzający nasz wyjazd a tu się tyle dzieje ,
sprawdzamy od rana pogodę na najbliższe dni i wcale nie jest różowo,
załamanie pogody w całej Europie, deszcze, burze i tam gdzie miało
być 30 zapowiadają 12-15 a w nocy poniżej 10 stopni, hmm ...jakoś
nam miny markotnieją no przecież wybraliśmy południe aby nie martwić
się o pogodę. Adama moto odstawione we wtorek do serwisu nadal nie
jest zrobione, uszczelniaczy nie ma ale ciągle jest nadzieja że
zaraz już będzie. W południe telefon że SVka będzie gotowa ale w
środę w przyszłym tygodniu eeeeeee.....Na szczęscie są jeszcze
dobrzy ludzie i z Trójmiasta w pociągu jedzie już do Adama brakująca
część ( wykręcona zresztą z innej SVki jednego z Braci z Bractwa
Suzuki ).
Wieczorem w pełnym gronie burza mózgów co robić ... jechać nie
jechać...? co jak część z SVki nie zda egzaminu...? jechać mimo złej
pogody...? godzina 22:00 a my nadal przy piwku myslimy, rzeczy nie
spakowane leżą na fotelach ...
Dzień -1
Południe ... wyjazd był planowany na 6:00 a ciuchy ciągle luzem,
chłopaki w warsztacie śledzą losy motocykla a my czekamy na info. W
międzyczasie sprawdzamy oferty biur podróży, takie cudowne mają
oferty, szczególnie że możemy ruszać z tzw: last minute, wszędzie
cudownie to wygląda, a ceny nie przekroczą nawet połowy naszego
budżetu wakacyjnego ... no ale miało być motocyklowo przecież,
wątpliwości ciąg dalszy ...
Godzina 18:00, ruszamy jednak w drogę, Svka działa bez zarzutu,
pogoda marna ale przecież dalsze prognozy moga się nie
sprawdzić.. :) ( ech Ci motocykliści, wieczni optymiści :),
ruszajmy ... jeszcze tylko krótki apel do Aniołów ( tak jak zawsze
pisze mój ulubiony "bloger" Przemek-Scyzor :)) Anioły proszę zebrać
siły...ruszamy...może nie być łatwo..., jeden z nich ziewając
odpowiada: a kiedyś było? :)
Oczywiście pierwszy posiłek w Mc, sprawdzenie ciśnienia no i jak tu
ruszać w drogę bez buły :).
Pierwszy nocleg w Cieszynie czyli po 380 km z naszej 1680
kilometrowej podróży do Livorno, w międzyczasie jeszcze zrobiło się
tak zimno że włożyliśmy przeciwdeszczówki a co się później okazało
zdjeliśmy je dopiero pod koniec podróży przed Livorno we
Wloszech :). Zostajemy na nocleg w hotelu ( a miało być tanio
przecież :) i okazuje się że jest tutaj akurat impreza pt: LATA PRL
i jest cudownie, fajerwerki i pyszna wielka pizza, chcemy tu
zostać :). Wypijamy po piwku i spać bo rano traska a jak narazie
pogoda nas nie rozpieszcza...
cdn.