20.03.02, 12:49
Alkohol każdy lubi. A jeśli nie lubi to przynajmniej nie odmawia. Szczególnie
brać studencka procenty preferuje. I obojętnie, czy będzie to zdrojowa z
prądem, czy też koktail chmielowy. Wybór napoju jest jedynie kwestią gustu.
Jedna standardowa porcja alkoholu jest w stanie dostarczyć nam niewiele
radości, tyle co - nie przymierzając � nowa bateryjka. Ale już zwielokrotnienie
owej dawki prowadzi do prawdziwej uciechy... Mógłbym to porównać z czystą,
pierwotną, niczym nie skrępowaną radością goryla wypuszczonego na łączkę pełną
świeżutkich pędów bambusa, czy też innego świństwa, którym to bydlę się żywi. W
takich wypadkach na twarz wypełza nam uśmiech błogiego zadowolenia i
prezentujemy światu nasze zadziwiająco pokancerowane zęby, którymi mieliśmy
zwyczaj bawić się w dzieciństwie i dlatego wyglądają tak, a nie inaczej...
Zdarzają się oczywiście osobnicy, którzy mają zdecydowanie zboczone podejście
do zagadnienia picia. Ci radykalni wykolejeńcy rezygnują z markowych trunków na
rzecz wody kwiatowej, płynu hamulcowego, bądź też (o zgrozo!) herbaty miętowej.
Są to jednak przypadki skrajne, których nie należy kojarzyć z tematem.
Przecież, jak mawiają fachowcy - "ani fanta, ani cola nie zastąpią ci jabola" �
szczególnie tego ze szlachetniejszych gatunków obierek. I mają rację. Każden
powinien wiedzieć, że "wino z siarą naszą wiarą". Atrakcją trunków o melodyjnej
nazwie "Dar Lasu" lub "Uśmiech Traktorzysty" są: niska cena i bogate walory
smakowe. Te ostatnie przestają się zresztą liczyć już po trzecim łyku... Buzon
wchodzi każdemu, kto legitymuje się portfelem z zawartością niższą niż 10 zł (a
takich ci u nas sporo). Jest on nieodłącznym elementem krajobrazu polskiej wsi,
ale również i miasta. Stanowi ważny czynnik wzmacniający i podtrzymujący więzi
towarzyskie, może stać się także powodem zdrowej rywalizacji między
degustującymi go osobnikami. W skrajnych przypadkach zawiesina robiąca
za "jabola" prowadzi do rozwolnień, wrzodów oraz halucynacji. Częściej bywa
jednak koleżeńskim przyczynkiem do porównania treści żołądków i dyskusji na
temat tego-co-kto-jadł-na-obiad. Odruch wymiotny jest tutaj naturalną reakcją
organizmu i nie wymaga konsultacji z gastroenterologiem. Zapach, barwa ani
gęstość cieczy nie powinny być przedmiotem dyskusji. A osad w butelce jest
zjawiskiem naturalnym! Konsumpcja sikaczy sprawia, że co drugi delikwent ma
wrażenie, iż jest kimś, a co trzeci czuje się niczym pomazaniec boży. I
wszystko byłoby w porządku, gdyby nie "niebiescy", którzy pojawiają się znikąd
i psują zabawę w najlepszym momencie � akurat wtedy, kiedy Bogdan kulturalnie
prostuje Krzychowi skazy na życiorysie całkiem zgrabną sztachetą wyrwaną z
ławki w parku...

Obserwuj wątek
    • jasmina_tdi mario zlituj sie nad nami 20.03.02, 12:58
      menowi zazdroscisz czy co????????? :)))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka