Gość: ....
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.09.04, 12:15
Wczoraj byłem na ślubie i weselu dobrych znajomych. To 3 ślub w jakim
uczestniczyłem w tym roku. Za każdym razem zastanawiam się, czy kiedykolwiek
ja stanę na kobiercu i czuje się idiotycznie. Za dwa tygodnie kończe 22 lata
i nadal jestem sam. Umawiałem sie na randki, ale po bliższym poznaniu
dziewczyny okazywało się że całe to spotkanie to wielka porażka. Pewnie
powiecie, że jestam jakiś wybredny i oczekuje niewiadomo czego. Ale tak nie
jest. Jakoś do tej pory nie trafiłem na odpowiednią osobę i powoli przestaje
szukać nowych znajomości, bo przestaje wierzyć, że cokolwiek się zmieni.
Najbardziej mnie dobija sytuacja, jak moi znajomi zaczynają mi szukać
dziewczyny na siłe. Obecnie trwają dwie takie akcje :-/, a ja się czuję jak
ostatni nieudacznik - myśle sobie: no ładnie, nie potrafie sobie nawet
znaleźć sam dziewczyny, tylko ktoś to za mnie robi. Albo sprawa wspólnych
wyjazdów na wakacje, sylwestra itp. Jeździmy zgraną paczką od kilku lat,ale
powoli mam dość. Wszyscy jadą jako pary, a nawet małżeństwa, a ja oczywiście,
jeden jedyny, sam jak kołek. Znowu czuje się jak idiota. W tym roku też
planujemy współny wyjazd. Ja nawet wziąłem tydzień wolnego w pracy. Ale już
teraz zastnawiam się czy moja obecność tam ma w ogóle jakiś sens. Z
doświadczenia wiem, że nie będę się czuł tam za dobrze - może lepiej
posiedzieć w Warszawie.
Powiedzcie, czy wy też macie takie sensacje? Bo ja powoli mam dośc życia w
świadomści bycia samemu. Czy na prawdę aż tak ciężko znaleźć normalną
dziewczynę.
Chyba robi się ze mnie desperat, skoro odważyłem się pisać o sobie na forum :-
)