Dodaj do ulubionych

Rodzimi biznes meni

06.05.02, 11:03
Wypróźniaki

Arystokratą człowiek się rodzi. Prostactwo oddaje do pozłocenia.

O tym, że Pomroczna jest sto lat za Murzynami, wie każdy. Niektórymi realiami
jak ulał pasujemy do krwiożerczego kapitalizmu z początków minionego wieku.
Choćby nasi milionerzy. Skonfrontowałam polską "klasę próżniaczą" z
dziewiętnastowiecznymi amerykańskimi bogaczami, których charakterystykę
przedstawił ówczesny naukowiec-ekonomista Thorstein Veblen w "Teorii klasy
próżniaczej".

Po to, by cieszyć się wyższością, trzeba ją okazać, stąd głównym zajęciem
bogaczy jest staranne demonstrowanie zbytku. Służy temu konsumpcja na pokaz,
która ma za zadanie olśnić związanymi z nią kosztami. Pomniki
dziewiętnastowiecznego amerykańskiego bogactwa – domy w Newport prowadzone przy
pomocy armii służących.

Od dawna marzyliśmy o drugim domu, który byłby odskocznią od naszego klimatu,
nastroju i spraw zawodowych. Villa "Las Sirenas" na hiszpańskim wybrzeżu Costa
del Sol ma powierzchnię 2250 mkw. Najwspanialsze są sale reprezentacyjne,
ozdobiony marmurowymi kolumnami główny hol oraz ponad 100-metrowy salon z XVIII-
wiecznym kominkiem z białego marmuru. Rezydencję otacza sześć hektarów
bajkowych ogrodów: zimowy, włoski i francuski oraz 14-hektarowy park z tysiącem
pinii, palm, cyprysów, drzew migdałowych, mimoz i eukaliptusów.

GraŻyna Skrzydlewska i Krzysztof Niezgoda, o swojej hiszpańskiej rezydencji

"Sukces"

W ostatnim domu Ewy i Ryszarda Oparów w Sydney był największy w tym mieście
salon. Kiedyś poproszono ich o wypożyczenie go do realizacji filmu reklamowego.
W ich salonie pojawił się... słoń, który grał główną rolę. Do Polski wrócili po
15 latach pobytu w Australii. Obecny dom jest ich 24. Ma prawie 1500 metrów
kwadratowych powierzchni. Główne wejście zdobi oryginalny secesyjny witraż.
Przy schodach, na marmurowej podłodze, ogromna skóra lwa, którą gospodarze
przywieźli z Afryki. Dom otacza hektarowy park z kortem tenisowym i ścieżkami
zdrowia. Willa ma powodzenie u scenografów filmowych.

"Rezydencja szczęśliwej rodziny"

"Sukces"

Obserwując zwyczaje barbarzyńskich plemion i XIX-wiecznych bogaczy, które są
podobne, zauważyłem, że ani wódz plemienia ani magnat biznesu nie zademonstruje
wystarczająco swej zamożności, jeśli ograniczać się będzie do konsumpcji na
pokaz. Nie mniej ważne są przecież rytuały i maniery. Tak wódz plemienia, jak i
wielka ryba biznesu muszą być koneserami potraw o różnych walorach, znawcami
napojów i ozdób, arbitrem w sprawach stosownego stroju, architektury i broni.

Najbardziej lubię zegarek, który sam noszę. To Jaeger-LeCoulture z żółtego
złota. Model nazywa się Reverso Duoface. Jego cechą są dwie różne obracane
tarcze, każda w innym stylu i kolorystyce. To jest oczywiście zegarek do
garnituru, do pracy. Do stroju mniej formalnego od lat noszę zegarki firmy
Breitling i cenię je najbardziej. To klasyczne, męskie, sportowe zegarki. W
Polsce nie wszyscy rozumieją, że zegarek to nie tylko przyrząd do mierzenia
czasu, ale także nieodzowny element eleganckiego stroju. W Polsce do dzisiaj
królują marki znane jeszcze z Peweksu. Longines czy Omega. Wiem też jakich
zegarków nie lubię. To Rolexy. Kojarzą mi się ze złym stylem i nowobogactwem.
Dobre zegarki i samochody to kosztowne hobby. Samochód to szczyt luksusu dla
młodego chłopaka. Do dobrego zegarka trzeba dorosnąć i przychodzi to z wiekiem.
Zwłaszcza, że dobry zegarek kosztuje tyle co przyzwoity samochód.

Robert Smoktunowicz,
o zegarkach nie tylko do mierzenia czasu
"Top Class" Pismo dla miłośników rzeczy pięknych i luksusowych

Mam dwa samochody – mercedesa klasy S i porsche wyścigówkę. Tylko trzy są takie
na świecie, dwa coupe i jeden cabrio – mój. Mam najmniejszy telefon komórkowy –
Nokię wielkości zapalniczki i 150-letnią harfę (...).

Andrzej Wojda,
o swoich "zabawkach"
"Viva!"

Do Paryża nie jedziemy na kawę, ale oglądać gwiazdy, bo tam inaczej świecą. A
tak przy okazji jesteśmy herbaciarzami i akurat w Paryżu, jako jednym z
nielicznych miast, można kupić Hai Bao Hai Log, herbatę rosnącą w Chinach tylko
na jednym wzgórzu (...) Jestem uzależniony tylko od nieśmiertelnych garniturów
Brioni i jakości Hermesa (...) Chciałbym założyć klub polo. W szwajcarskim
klubie polo w Gstaad, do którego należymy czynnie uprawiają ten sport tylko
trzy osoby. Proszę wyobrazić sobie ośmiu dobrze zbudowanych jeźdźców, którzy
galopują za piłeczką, niewiele wiekszą od piłki golfowej. Konie stają dęba. To
sport przeznaczony tylko dla twardych i kochających prawdziwą walkę mężczyzn.
(...).

Marek Dochnal,
o gwiazdach, herbacie, garniturach i polo
"Viva!"

Ceremonie służące zademonstrowaniu bogactwa, kosztowne rozrywki, bale mają
szczególne znaczenie w rywalizacji o poważanie. Osoba pragnąca się wyróżnić
zapraszała ludzi, których najbardziej chciała olśnić. Zatem goście nieświadomie
pełnią rolę narzędzi, przy pomocy których gospodarz próbował utwierdzić się w
mniemaniu o własnej nad nimi wyższości.

Prawdziwych przyjaciół mamy niewielu. Nie są to osoby z pierwszych stron gazet.
Liczne jest natomiast nasze grono znajomych. Na 45. urodzinach męża w sierpniu
bawiło się ponad 400 osób (...).

MAŁGORZATA ŻAK,
o przyjaciołach i znajomych "Gala"

– Huczne urodzinowe przyjęcie Pani Aleksandry wydane trzy lata temu. Większość
zaproszonych rodzin arystokratycznych była zaskoczona – nie znali was,
przyjechali z ciekawości...

– Chciałem zrobić Aleksandrze niespodziankę i poszerzyć grono znajomych. Za
granicą wysoko urodzeni są ozdobą przyjęć i wyznaczają ich rangę. Kiedy kończy
się dwadzieścia kilka lat, to naprawdę jest co celebrować. Przyjaźnie zawiązane
podczas imprezy przetrwały próbę czasu, chociaż poznawaliśmy się podczas
oficjalnych życzeń i wręczania prezentów.

Aleksandra i Marek Dochnalowie,
o zdobieniu się arystokracją
"Viva!"

Drugą po ostentacyjnej konsumpcji przyjemnością bogaczy było czytanie o sobie i
wyobrażanie sobie, że inni też to robią.

Realnie bogaci płacą dużo, żeby o sobie czytać. Są czasopisma, gdzie to się
uzyskuje za pieniądze wpłacane wprost lub w postaci reklam. Publikacje te
czytają ci, o których traktują i którzy za nie zapłacili. Są też czasopisma
poczytne typu "Viva!" i niegdyś "Sukces". Tam jedni bogaci czytają o drugich,
żeby wiedzieć, w czym trzeba ich prześcignąć.

Zwykli obywatele, wśród których – jak podają statystyki – 71 proc. ma dochody
niższe niż średnia krajowa, zaś 40 proc. żyje w rodzinach za poniżej 325 zł
miesięcznie na głowę, odpowiadają w sondażach, że w Polsce do bogactwa
najczęściej dochodzi się poprzez oszustwa, złodziejstwo, omijanie prawa,
układy, znajomości, koneksje, powiązania polityczne oraz bezwzględność w
stosunku do innych ludzi. 72 proc. uważa, żebogacze są zjawiskiem naturalnym, z
czego 42 proc. zdecydowanie bogaczy nie lubi za snobizm i fałszywe egzaltacje.


Autor : Iza Kosmala
Obserwuj wątek
    • men_ Re: Rodzimi biznes meni 06.05.02, 11:07
      fikcja, fikcja .., ?:)
      • mario2 Re: Rodzimi biznes meni 06.05.02, 14:12
        kurwa- rzeczywistosc Meniku. strzez sie, by takim nie zostac!
    • Gość: siostra2 Re: Rodzimi biznes meni IP: *.pozn.gazeta.pl 06.05.02, 13:59
      proznosc nad proznosciami, ale powiedzmy sobie szczerze, kto nie jest?
      tylko trudno sie do tego przyznac

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka