Dodaj do ulubionych

Nasze szajby kochane!

20.05.05, 23:59
Czyli kolejny watek towarzysko-plotkarski. Tym razem dotyczacy naszych
gleboko skrywanych pasji, namietnosci skrywanych przed rodzina, przyjaciolmi
i organami scigania. Poniewaz nie ma w TWA osob maloletnich (a jak sa to
niech natychmiast opuszcza ten watek!!!) sadze. ze jest to wlasciwe miejsce
na danie upustu.

Moja pierwsza skrywana namietnosc to zwiedzanie cmentarzy. Nie ze wzgledu na
jakies szczegolne satanistyczno-funebralne nastroje, wrecz
przeciwnie. "Umarli ze Spoon River" Mastersa raczej. Lubie spacerowac po
cichych alejkach czytajac napisy na nagrobkach, ogladajac porcelanowe
podobizny zmarlych. Za granica zas to ciekawe studium charakteru narodu...
Najciekawszy cmentarz: Cimitero Monumentale w Mediolanie, oraz resztki
wiejskiego cmentarza kolo Terki w Bieszczadach (recznie odlewane zeliwne
krzyze oraz napisy z bledami ortograficznymi). Z fotografii nagrobnych:
zdjecie rozesmianego inzyniera budowlanego siedzacego na skrzyni wywrotki.
Nie oficjalne, ponure zdjecie w garniturze, ale we flanelowej koszuli z
podwinietymi rekawami.
A dlaczego to skrywana pasja? Bo jak przyznam sie do niej w jakim
towarzystwie, to zawsze ktos pisnie "alez to takie smutne!!!" i popatrzy na
mnie jak na jakiego profanatyka (fanatyczny profanator) zwlok co najmniej...
Totez sie kryje!
KrisK
Obserwuj wątek
    • daria13 Re: Nasze szajby kochane! 21.05.05, 13:33
      W młodości też bardzo lubiłam zwiedzać cmentarze, ale jakoś wyrosłam, choć
      nadal traktuję te miejsca jako niezwykłe (bo takimi w sumie właśnie są, a może
      wręcz przeciwnie).
      Moją pasją choć nieskrywaną, ale jednak nie dającą powodu do dumy, są włosy, a
      właściwie dokładnie mówiąc fryzury. Mimo żem już dość mocno posunięta w latach
      do tej pory nie znalazłam fryzury idealnej dla mnie;) Mimo, że nie żałuję
      funduszy na najlepszych fryzjerów w stolycy, mimo nieustannego przeglądania
      czasopism i stron internetowych poświęconych wyłącznie temu jakże istotnemu
      zagadnieniu, jeszcze nigdy nie byłam zadowolona ze swoich włosów, mimo że nie
      są one jakoś wybitnie mizerne czy słabe. Ja po prostu chyba jestem taką
      malkontentką włosowo-fryzurową;) Generalnie wypływa to podejrzewam z faktu
      posiadania licznych kompleksów, zwłaszcza tych dotyczących wyglądu, choć fakty
      niby temu zaprzeczają; mąż przystojny, dzieci niezwykle urodziwe;) a i na brak
      powodzenia u płci przeciwnej nigdy nie narzekałam, nie chwaląc się;) ale to
      ciągłe niezadowolenie z odbicia w lustrze nie chce mnie nigdy opuścić. Włosy to
      moja pięta achillesowa, obsesyjnie o nie dbam i nie wyjdę z domu, jeśli ich
      puszystość pozostawia coś do życzenia. Jako anegdotę opowiadam historię, kiedy
      w dniu porodu, wczesnym porankiem, kiedy już (wybaczcie dosadność;) w domu
      odeszły mi wody, a jest to moment, kiedy należy się naprawdę śpieszyć i nie ma
      żartów, ja postanowiłam jeszcze przed wyjazdem do szpitala umyć włosy. Mój mąż
      widząc to, o mało nie zemglał;). Taki ze mnie freak.
      Inną moją słabością są też napady kompulsywnych zakupów ubraniowych. Jest to o
      tyle denerwujące, że nie dość, że znacznie obciążające dla budżetu domowego, to
      jeszcze nastręcza to wielu problemów przy porannym poszukiwaniu konkretnego
      ciucha. Też tak macie - gdzie są te cholerne brązowe spodnie? Przetrzepanie
      wszystkich wieszaków w garderobie czasami naprawdę doprowadza mnie do szału. Do
      niedawna kitrałam nowokupione rzeczy tylko przed mężem, a wczoraj złapałam się
      na tym, że nie pokazałam Julce kolejnej brązowej spódnicy, którą sobie kupiłam,
      bo nawet ona, własna córka, twierdzi, że przesadzam z tymi zakupami. A spódnica
      jest piękna,100% lnu, długa, z klinami, taka nietypowa, po prostu cudo!
      Jestem ciekawa, czy są na to jakieś lekarstwa:)))
      Czy wszyscy wylegli dziś na łono natury, czy uczestnicy TWA nie mają słabośći?
      Pozdrawiam niecierpliwie czekając na Wasze confessions:)
      • quarantina Re: Nasze szajby kochane! 21.05.05, 14:08
        Co prawda nie jestem uczestnikiem TWA, jak to nazwałaś, ale spełniam pozostałe
        kryteria, tzn. nie wyległam na łono oraz posiadam słabości. Poza tym uwielbiam
        wątki towarzysko-plotkarskie. Na dodatek tego wszystkiego okropnego mam
        słabości analogiczne, żeby nie powiedzieć identyczne z Twoimi. Podejrzewm też
        pochopnie, że wszystkie kobiety mają takie słabości. Nie wiem czy to
        przypadkiem nie zależy od gena x. Jeśli chodzi o ciuchy (zaintrygowała mię Twa
        opowieść o brązowej spódnicy z lnu) to wybitną słabość odczuwam na widok butów.
        Myślę, że każda ich ilość jest niewystarczjąca. Każda ilość pieniędzy także
        jest nie wystarczjąca w związku z tym.
        Na pocieszenie powiem Ci, że jak się szuka dobrego fryzjera, to w końcu się go
        znajdzie.
        pozdrawiam (pozwalam sobie podczytywać was bezczelnie)
        • quarantina Re: Nasze szajby kochane! 21.05.05, 14:11
          Kłujący w oczy brak czujności ortograficznej, to moja specjalność:)
          • daria13 Re: Nasze szajby kochane! 21.05.05, 14:47
            Wiedziałam,że nas różne osoby czasami podczytują,ale zawsze cieszy mnie bardzo
            nowa osoba, która odważa się zabrać głos:) Oby jak najczęściej. I wciąż się
            zastanawiam, dlaczego panie,które się na początku przywitałty, już się więcej
            nie odzywają, przecież rozrzut tematyczny jest tu ogromny. Zachęcam wszystkich
            czytających do zabrania głosu, pliiiiiz:)).
            Nie wiem czy jesteś droga Quarantino z Warszawy, ale wierz mi, że próbowałam
            już niemal wszystkiego i nic. Strzygłam się już u Krzysztofa (samego
            Krzysztofa!), u Szymańskiego, a kiedy miałam 17 lat sam mistrz Laurent robił mi
            trwalą ondulację (taka wtedy była moda - Kwiecienka może nawet nie wiedzieć, co
            to jest;) i wciąż to nie to:(. Nie byłam jeszcze jedynie u Czajki, bo zwykła
            śmiertelniczka nie ma szans i u Jagi Kupało, bo nie pasują mi jej grzyweczki, a
            i cena była nie tyle wysoka, co astronomiczna. Jestem załamana i zrozpaczona:(
            Z butami nie jest u mnie tak źle, ale zdecydowanie mam wiele nadliczbowych
            torebek.
            Wiem, że te wszystkie bziki są typowo babskie, ale u mnie przybiera to już
            wręcz absurdalne rozmiary. Może da to się jakoś wyleczyć?
            Jeśli znasz jakiegoś dobrego fryzjera, to może mogłabyś polecić:)))
            Pozdrawiam i zachęcam do częstszych odwiedzin.
            Ps. Ja na łono natury nie wyległam, bo u mnie wystarczy pootwierać szeroko okna
            i łono niemal samo wchodzi:)))
    • braineater Re: Nasze szajby kochane! 21.05.05, 14:54
      Zdecydowanie supermarkety i to najlepiej te ogromne
      wyposażony w zestaw podstawowy, czyli discmen i słuchawki, oraz zestaw płyt z
      dźwiękiem energetyczno-bujającym, oraz pod wpływem uzywek mogę godzinami sie
      pałetac po supermarkecie i gapic się na ludzi.
      To samo jesli chodzi o tramwaje (ale autobusy już nie - autobus jest bezosobowy
      i bezklimatyczny), czyli jezdzenie bez celu dla samej przyjemności jeżdżenia i
      patrzenia na ludzi - tu raczej bez słuchawek, bo drugi eksyctujacy element to
      podsłuchiwanie tramwajowych dialogów
      Cmentarze raczej tylko na randki i to z bardzo dziwnymi kobietoma:)
      No i, ale to mocno związane z miejscem zamieszkania - godzinami moge siedzieć w
      poprzemysłowych ruinach - tak po prostu siedzieć i czytać np
      A KrisKue dostaje kolejnego plusa bo jako pierwsza osoba, poza moim profesorem
      od lit współ. wspomniał "Umarłych ze Spoon River" czyli arcydzieło funeralizmu,
      które w sumie mogę czytać non-stop.
      Pozdrowienia:)
      • quarantina Re: Nasze szajby kochane! 21.05.05, 16:21
        Generalnie, to też nie wiem czy długo u Was zagoszczę, ponieważ nadaję się
        jedynie do dyskusji o fryzjerach, ciuchach, ewentualnie facetach.
        Czytam bowiem bardzo dziwne książki i wstydzę się nawet przyznawać jakie.
        Słucham wszystkiego jak leci, a jak coś mnie się podoba, to nawet nie potrafię
        powtórzyć co. Lubię natomist mięlić ozorem swem niewyparzonem, co widać.
        Tak, przyglądanie się ludziom to jest frajda. Co prawda u mnie na drugim
        miejscu po tym, o czym poprzednio pisałam. Albo nawet na trzecim.
        Moja teściowa wygłosiła nawet złotouste stwierdzenie na ten temat: tyle twarzy,
        a każda inna.
        Zastanawia mnie natomiast Wasza skłonność do cmentarzy, ruin i tym podobnych.
        Czy intelektualiści tak mają?
        Dzięki za przyjęcie, ciepłe.
        • braineater Re: Nasze szajby kochane! 21.05.05, 16:30
          Nie wiem jak mają intelektualiści, ja natomiast trzy fajne cmentarze mam w
          zasiegu 5minutowego spaceru, a i tańsze jest wyciągnięcie niewiasty na randke
          cmentarna, niźli zaproszenie do ekskluzywnego pizza hut'a:)
          No i wino na swiezym powietrzu lepiej smakuje:)
          Pozdrowienia:)
          • quarantina Re: Nasze szajby kochane! 21.05.05, 16:35
            To chyba dzieli nas przepaść pokoleniowa (to wiem z innego wątku:)), co do
            upodobań. Ale dla towarzystwa cygan dał się powiesić, a ja dałabym się
            zaciągnąć na cmentarz. To nie prowokacja. O czym się wtedy rozmawia? Czy temat
            sam ciśnie się na usta?
            • braineater Re: Nasze szajby kochane! 21.05.05, 16:42
              rozmawia się chyba o tym, o czym rozmawia się na wszystkich innych randkach -
              czyli generalnie o niczym, byleby brzmiało w miarę inteligentnie i ewentualnie
              zabawnie i żeby generalnie nie podpaśc, że rozmawianie to wcale nie jest powód
              dla którego tu przyszlismy. A całośc klimatu polega w sumie na tym, że jak sie
              kończa tematy, a zdaża się to nagminnie, to zawsze można dać się zafrapowac
              jakiemuś nagrobnemu epitafium i poudawać zamysloną yntelektualna kontemplacje,
              licza na wzbudzenie zainteresowania postawą mysliciela:)
              Pozdrowienia:)
              • quarantina Re: Nasze szajby kochane! 21.05.05, 17:02
                Cała koncepcja, wbrew moim obawom, jest szalenie sympatyczna. Dziewczyny idą na
                to?:))
                • braineater Re: Nasze szajby kochane! 21.05.05, 17:10
                  Dane mogą być przeterminowane, ale 8 lat temu na to szły
                  Aktualnie sa moją żoną:)
                  Pozdrowienia:)
                  • quarantina Re: Nasze szajby kochane! 21.05.05, 17:12
                    Czyli to działa! Gratuluję!:)
            • zdanka1 Re: Nasze szajby kochane! 26.05.05, 21:47
              Cmentarze...Jezus Maria, dlaczego ja ten watek odkryłam właśnie teraz, kiedy
              zaraz wychodzę i nie mogę już nic napisać? Cmentarze to jest opowieść mojego
              zycia :)))
              To może jutro napiszę, co? Powiem tylko tyle, że o cmentarzu mogę
              godzinami...Od defilady przez cmentarz o 12 w nocy w okolicach 10 lat, aż po
              cmentarze magiczne i dziwaczne...Piekny wateczek:)))Ale na jutro!
              • dr.krisk No to czekamy! 27.05.05, 01:28
                Z niecierpliwoscia. Bo cmentarze to miejsca magiczne.. a zreszta.
                KrisK
    • beatanu Re: Nasze szajby kochane! 21.05.05, 23:22
      <Czy wszyscy wylegli dziś na łono natury, czy uczestnicy TWA nie mają słabośći?
      <Pozdrawiam niecierpliwie czekając na Wasze confessions:)

      Nie wszyscy wylegli na łono natury, niektórzy byli w pracy:)
      Dziatki zaparkowane przed telewizorem (konkurs Eurowizj)= wolny dostęp do kompa
      dla rodzicielki.
      Cmentarze przejadły mi się chyba dzięki mężowi, który podczas swoich siedmiu
      lat w Polsce namiętnie takowe zwiedzał (głównie żydowskie) i podczas naszych
      licznych podróży po kraju, chcąc nie chcąc też się po tych przeróżnych
      miejscach pochówku plątałam.

      Nie dzielę z większością (?) kobiet pasji kupowania ciuchów, torebek i butów.
      Ograniczam takie zakupy do minimum (za torebkę służy mi plecaczek) a i tak od
      czasu do czasu czuję, że duszę się w zalewie dóbr wszelakich... Mam słabość do
      starych skórzanych kurtek-marynarek, ostatnio "donaszam" fajną kurtkę teścia z
      lat 60-tych, czasami znajdę coś w sklepie z używanymi ciuchami.

      Nieskrywaną pasją jest pływanie (trenowałam jako małolata), najchętniej
      w "dzikich" zbiornikach. Przez 3/4 roku muszę się zadowolić krytym basenem ale
      w lecie uwielbiam włazić do znanych i nieznanych jezior i rzek. Kiedyś moją
      idolką była Teresa Zarzeczańska (dla niewtajemniczonych - pierwsza Polka, która
      pokonała wpław kanał La Manche) i marzyłam o powtórzeniu jej wyczynu... Wygląda
      na to, że do Dover już nie pojadę (przynajmniej z zamiarem przpłynięcia tych
      trzydziestu paru kilometrów) ale pocieszam się (?) uczestnictwem w corocznym
      mini-maratonie w jednej z zimniejszch rzek na północy Szwecji:)

      A jeżeli chodzi o pasje skrywane - uwielbiam zaglądać ludziom w okna. Podglądać
      jak żyją, co mają na kuchennym stole, jakie obrazy zdobią ściany... Szwecja to
      istny raj dla takich podglądaczy jak ja, tutaj ludzie bardzo rzadko chowają się
      za ciężkimi zasłonami, firanki służą do ozdoby, a żaluzje spuszcza się chyba
      przede wszystkim dla osłony przed słońcem. Taka sympatyczna otwartość i
      wzruszający brak lęku przed złodziejami... No, nie do końca, tutaj też grasują
      złodzieje, też są bardziej lub mniej niebezpieczne dzielnice (zwłaszcza w
      dużych miastach) ale różnice w porównaniu z Polską są uderzające.
      Amen.
      :)
      • dr.krisk Witam w klubie! 22.05.05, 00:28
        beatanu napisała:

        > Nieskrywaną pasją jest pływanie (trenowałam jako małolata), najchętniej
        > w "dzikich" zbiornikach. Przez 3/4 roku muszę się zadowolić krytym basenem
        ale
        > w lecie uwielbiam włazić do znanych i nieznanych jezior i rzek. Kiedyś moją
        > idolką była Teresa Zarzeczańska (dla niewtajemniczonych - pierwsza Polka,
        która
        >
        > pokonała wpław kanał La Manche) i marzyłam o powtórzeniu jej wyczynu...
        Wygląda
        >
        > na to, że do Dover już nie pojadę (przynajmniej z zamiarem przpłynięcia tych
        > trzydziestu paru kilometrów) ale pocieszam się (?) uczestnictwem w corocznym
        > mini-maratonie w jednej z zimniejszch rzek na północy Szwecji:)
        >
        No prosze - zawsze sie spotka bratnia dusze.... Ja rowniez uwielbiam plywac -
        niestety ze wzgledu na to ze nie ufam wodzie w naszych polskich basenach,
        plywam sobie po wodach otwartych. Nawet mam takie dwa fajne ubranka z pianki
        (wetsuit), zebym nie zamarzl w trakcie. Troche ci zazdroszcze czystosci
        szwedzkich wod otwartych - u nas to roznie bywa. A jak z temperatura? No i czy
        kry nie przeszkadzaja???
        KrisK
        • beatanu Re: Witam w klubie! 22.05.05, 18:16
          Dziękuję! Chociaż jako jedna z tych bardziej "statecznych" może to JA powinnam
          powitać Ciebie w klubie-lubiących-się-pławić-w-otwartych-wodach?

          Temperatury kształtują się różnie, w rzece (Västerdalälven)którą na początku
          lipca popłynie ponad 6 tysięcy amatorów chłodnych kąpieli (nie wszyscy naraz!
          są różne kategorie i całość trwa 3 dni) dzisiaj jest zaledwie 1,2 stopnia C. W
          lipcu temp. waha się między 14 a 18, w porywach do 22! Wody na północy
          nagrzewają się stosunkowo szybko ze względu na białe noce, słoneczko świeci o
          wiele dłużej niż w Europie środkowej, a za kołem polarnym nie zachodzi przez ca
          50-70 dni. W ubiegłym roku pływałam w Torneälv (rzeka graniczna między Szwecją
          a Finlandią), jakieś 30-40 km na południe od Koła Polarnego, o godzinie 23 czuć
          jeszcze ciepełko słońca, woda miała ok. 18 stopni, BOSKO!!!
          Tak więc z krami radzę sobie w ten sposób, że czekam cierpliwie aż znikną!

          A teraz ja mam pytanie - jak się nazywa po polsku wetsuit? W ubiegłym roku
          przymierzałam się do kupna ale w końcu nic z tego nie wyszło, pocieszam się
          tym, że natura wyposażyła kobiety (generalnie) w zasobniejszą tkankę tłuszczową
          (spoko, BMI mam w normie!)i marznę, owszem, ale tak jakby mniej...
          Pozdrawiam cieplutko:)

          załączam info o mini-maratonie!
          www.vansbrosimningen.com/docs/page101.html
          • dr.krisk Re: Witam w klubie! 23.05.05, 19:58
            beatanu napisała:

            > Dziękuję! Chociaż jako jedna z tych bardziej "statecznych" może to JA
            powinnam
            > powitać Ciebie w klubie-lubiących-się-pławić-w-otwartych-wodach?
            Hmm.. kiedy ty radosnie chlapalas sie w niemowlecej wanience, ja juz
            pokonywalem rozszalale zywioly morsko-jeziorne.... Wyglada na to ze jestem
            absolutnym seniorem TWA.


            > A teraz ja mam pytanie - jak się nazywa po polsku wetsuit? W ubiegłym roku
            > przymierzałam się do kupna ale w końcu nic z tego nie wyszło, pocieszam się
            > tym, że natura wyposażyła kobiety (generalnie) w zasobniejszą tkankę
            tłuszczową
            >
            > (spoko, BMI mam w normie!)i marznę, owszem, ale tak jakby mniej...
            > Pozdrawiam cieplutko:)
            Wetsuit po polsku? Najczesciej mowi sie na to pianka, co oczywiscie jest
            zrodlem wszystkich mozliwych nieporozumien. A wiec potocznie - pianka, fachowo -
            wetsuit (kazdy wie o co chodzi). Aha - sa rozne pianki. Takie najchetniej
            uzywane przez triathlonistow to pokryte sa dodatkowo cienka warstwa jakby
            lateksu, ale ja nie lubie: bo mozna sie w nich po prostu spocic przy
            dlugotrwalym i szybkim plywaniu!!! Wole cienka pianke taka jak uzywaja
            windsurfingowcy.
            Aha - wetsuit ma jeszcze jedna wielka zalete: ma spora calkiem wypornosc!!
            Obejrzalem sobie link - zazdroszcze. Ja zawsze plywam samotnie, co ma swoje
            zalety ale i wady (bardzo latwo mozna sie po prostu utopic)....
            Pozdrawiam - KrisK
            • beatanu Jeszcze o piance 24.05.05, 09:15
              dr.krisk napisał:
              > Aha - wetsuit ma jeszcze jedna wielka zalete: ma spora calkiem wypornosc!!

              I właśnie tej wyporności się ciut lękam, bo nie lubię machać nogami w powietrzu
              (przynajmniej w trakcie pływania). Ale może kiedyś się skuszę, chociaż na razie
              rajcuje mnie takie umartwianie ciała w lodowatej wodzie, no cóż, każdy ma jakąś
              szajbę;)

              > Wetsuit po polsku? Najczesciej mowi sie na to pianka, co oczywiscie jest
              > zrodlem wszystkich mozliwych nieporozumien. A wiec potocznie - pianka,
              fachowo - wetsuit (kazdy wie o co chodzi).

              Zapytałam, bo tłumaczę ze szwedzkiego tekst, w którym parę razy pojawia się
              właśnie våtdräkt (=wetsuit) ale ponieważ jest to proza dość poetycka odpada
              wetsuit a pianka jest zbyt wieloznaczna...

              > Obejrzalem sobie link - zazdroszcze. Ja zawsze plywam samotnie, co ma swoje
              > zalety ale i wady (bardzo latwo mozna sie po prostu utopic)....

              Takie pływanie w tłumie ma swoje wady oczywiście, ale warto pomęczyć się raz w
              roku dla tego niepowtarzalnego nastroju prawdziwie ludowego święta sportu, bo
              oprócz garstki elity pływackiej, całymi rodzinami zjeżdzają do Vansbro,
              (mieściny maciupkiej) tysiące amatorów pływania, takich najzupełniej normalnych
              Svenssonów (szwedzkich Kowalskich). Mnie to strasznie wzrusza!
              Pozdrawiam ciepluto, choć za oknem nie-majowe szarości i opady ciągłe:)))
              Ale tak na co dzień wolę też pływać sama:)
      • beatanu Re: Nasze szajby kochane! 22.05.05, 07:01
        • beatanu Re: Nasze szajby kochane! 22.05.05, 07:04
          Gwoli wyjasnienia - nie posiadam lornetki (przynajmniej w miescie) i moje
          podgladactwo ogranicza sid do zagladania w okna w trakcie przemieszczania sie:
          1. na rowerze 2. na piechote.

          Nie chce uchodzic za bardziej perwersyjna niz jestem:)))
    • kwiecienka1 Re: Nasze szajby kochane! 22.05.05, 00:28
      :-)
      Oto Kwiecienki wyznania intymne:
      I. otóż, najbardziej lubi kupować kosmetyki, zwłaszcza balsamy i kremy do
      ciała, a że tego ciała niezbyt wiele, to zapasu balsamów mam na najbliższe trzy
      lata
      innych zboczeń w dziale "zakupy" nie stwierdzono
      II. pisarze - ooo, bardzo lubię, znam kilku (poznałam po ich wieczorach
      autorskich i z kilkoma utrzymuję kontakt). jestem w stanie rzucić się na drugi
      koniec Polski żeby tylko się z któtymś/którąś spotkać (do jednego mam ewidentną
      słabość...)
      III. cmentarze też lubię, mieszkam koło całkiem fajnego
      IV. zabieg trwałej ondulacji kojarzę choć sama ze swoimi włoskami się za bardzo
      nie pieszczę - ot, do uszka i już
      V. jako żem śpioch straszny i na ogół trudno mi się wstaje, posiadam cztery
      budziki i komórkę (i zdarza mi się zaspać pomimo ich ustawienia)
      VI. po jedenastu godzinach pracy wciąż mam siły na internet i gg
      więcej nie pamiętam
      lekko nadużyłam
      o, to też moja i słabość, i szajba jednocześnie :-)))
      pozdrawiam
      • daria13 Re: Do Quarantiny 22.05.05, 00:49
        >Czytam bowiem bardzo dziwne książki i wstydzę się nawet przyznawać jakie.<
        Jako, że wzyscy wywodzimy się z forum Książki, chciałabym się zapytać,jakie to
        mianowicie książki koleżanka czyta, mimo wstydzenia się. Ja do niedawna też się
        wstydziłam takiego choćby Neila Gaimana, ale po tym jak się zaprzyjaźniłam
        (troche pojechane, ja wiem;) z takimi członkami, jak Braineater, który czyta
        wszysko, przestałam się wstydzić i dzisiaj nawet z podniesionym czołem mogę
        wyznać, że w swoim czasie, a nie byłam wtedy znowu taka siksa, czytałam nawet
        Andre Norton, a co, nie wolno? Myslę, że nawet rzeczony Braineater nie czytał
        tych niewyobrażalnych gniotów, ale ja taką fazę w życiu akurat miałam:)
        Pozdrawim i namawiam do samooczyszczających wyznań:)))))
        • braineater Re: Do Quarantiny 22.05.05, 15:06
          Czuję się dotkniety podejrzeniem o nieznajomośc "Świata Czarownic"
          :(
          • daria13 Re: Do Quarantiny 22.05.05, 15:52
            Ups. A to przepraszam:P
        • quarantina Re: Do Quarantiny 23.05.05, 12:24
          daria13 napisała:

          > >Czytam bowiem bardzo dziwne książki i wstydzę się nawet przyznawać jakie.&
          > #60;
          > Jako, że wzyscy wywodzimy się z forum Książki, chciałabym się zapytać,jakie
          to
          > mianowicie książki koleżanka czyta, mimo wstydzenia się. Ja do niedawna też
          się
          >
          > wstydziłam takiego choćby Neila Gaimana, ale po tym jak się zaprzyjaźniłam
          > (troche pojechane, ja wiem;) z takimi członkami, jak Braineater, który czyta
          > wszysko, przestałam się wstydzić i dzisiaj nawet z podniesionym czołem mogę
          > wyznać, że w swoim czasie, a nie byłam wtedy znowu taka siksa, czytałam nawet
          > Andre Norton, a co, nie wolno? Myslę, że nawet rzeczony Braineater nie czytał
          > tych niewyobrażalnych gniotów, ale ja taką fazę w życiu akurat miałam:)
          > Pozdrawim i namawiam do samooczyszczających wyznań:)))))
          -------------------------------------------
          Nic szczególnego, prawdę powiedziawszy. To co lubię: Henry Kuttner, Douglas
          Adams, takie irracjonalno-dowcipne klimaty.
          Książki z pogranicza nauki i filozofii: Capra, Wilber, Penrose, Searl. Tutaj w
          zasadzie można wymieniać bez końca. No i oczywiście prasa kobieca:)
          • braineater Re: Do Quarantiny 23.05.05, 13:16
            A już myslałem że droga Kwarantanna poleci Jadzią Corths-Mahler, Danieel Steele
            czy innymi Collinsowymi, a tu z którego kąta na to nie spojrzeć całkowita
            norma. Przypadkiem bowiem trafiłaś na dosć szeroko reprezentowany na tym forum
            antyVogoński odłam wielbicieli i wielbicielek spadających wielorybów,
            metafizycznych kwestii i depresyjnego Marvina, a co do Kuttnera to jak
            dwadzieścia lat temu bawiły mnie opowiastki o Galagherze tudzież rodzince z
            Appalahów, tak dalej mnie bawią.
            A pianole do produkcji drinków ktoś w końcu wymysli:)
            Pozdrowienia:)
            • quarantina Re: Do Quarantiny 23.05.05, 22:28
              W związku z Twoim postem nasunęło mi się pytanie. Czy lepiej jest czytać Daniel
              Steel czy nie czytać nic?
              • braineater Re: Do Quarantiny 23.05.05, 22:48
                Znowu odpowiedź wielce subiektywna, z która już się na FK próbowałem
                przedzierać ale mnie zakrzyczeli - czytać, czytać, czytać - wszystko czytać -
                więc Daniel Steel również
                - z osobistych doświadczeń mam za soba po jednej lub kilku (Courths-Mahler)
                ksiązkach pań wymienionych w poprzednim poście - i wcale czasu na lekturę
                tychże za zmarnowany uwazac nie zamierzam. Z każdej ksiązki, nie wiadomo nawet
                jak bezdennie głupiej i sztampowej staram sie po prostu wywlec jakieś flaki &
                bebechy które mnie zafrapują. A czasami czytanie takiej sieki naprawde daje
                dużo radości - Courths-Mahler czytana np przez perspektywę "Teorii klasy
                próżniaczej'Veblena daje naprawdę ciekawe wyniki. to samo tyczy sie ideologii
                glamouru i powieści Collinsowej - mnie takie rzeczy po prostu bawią:)
                Ale tak mam ja i nie chciałbym przymuszac innych:)
                Pozdrowienia:)
      • beatanu Re: Nasze szajby kochane! 22.05.05, 21:45
        kwiecienka1 napisała:
        >(do jednego mam ewidentną słabość...)

        Zapytam niedyskretnie - a do którego?
        I mam chyba podobne do Twojego zwichrowanie, bo (ostatnio przynajmniej) jeżdżę
        na spotkania autorskie namiętnie, na szcząście nie tak daleko (45-50 min
        pociągiem. W środę pora na moją ulubioną Olgę Tokarczuk (właśnie wychodzi po
        szwedzku "Dom dzienny dom nocny") Hurra!!!
        Pozdr:)
        • daria13 Re: Nasze szajby kochane! 22.05.05, 22:17
          Hurra! Jak ja się cieszę, że tu ktoś też lubi Tokarczukową, bo na FK
          wyrafinowani czytelnicy zarzucają jej szmirowatość i ktoś nawet mianował jej
          twórczość, pisaniem dla gospodyń domowych, czy jakoś tak. A ja też lubię, a co.
          Braineater z pewnością się nie wypowie, bo zauważyłam, że jak mu się nie podoba
          coś, co ktoś z nas poleca, to nasz drogi ojciec-założyciel, taktownie
          przemilcza, co skądinąd jest bardzo grzeczne, ale skoro tu jesteśmy sami swoi,
          to móże walić prosto z mostu. My się nie obrazimy, prawda droga Beatanu:)
          A propos przemilczania, kolega B, nie musi się już fatygować z odpowiedzią na
          temat Wilqa, bo przeczytałam na FK wątek o komiksach i już wiem w czym rzecz, a
          na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że w temacie komiksów to ja całkiem
          zielona jestem, więc nie wyrobiłam sobie jeszcze zmysłu krytycznego:)
          Pozdrowienia:)
          • beatanu Nie obrazimy się! 22.05.05, 22:50
            • beatanu Re: Nie obrazimy się! 22.05.05, 23:00
              Miałam oczywiście zamiar napisać trochę więcej ale paluszki mi się zsunęły,
              Dario, wiesz coś na ten temat...
              Uwielbiam prozę Tokarczuk, subtelną, magiczną, tak powolutku przelewającą się
              ze strony do strony... No i tak dużo w niej frapującach i mądrych kobiet:)
              Do powieści i opowiadań pani T. mam też szczególny stosunek z bardzo banalnego
              powodu. Od nich właśnie, po dłuuuuuugiej przerwie (spowodowaną wyjazdem z
              kraju, macierzyństwem, studiami no.2 i ogólnym chwilowym odejściem od czytania
              w języku ojczystym) zaczęła się ponowna przygoda z literaturą polską.
              Eh, melancholija jakowaś mię dopadła...
              Miłych snów życzę TWA-owiczom aktywnym i mniej aktywnym:)))
          • braineater Re: Nasze szajby kochane! 22.05.05, 22:59
            A dlaczego niby miałbym nie lubic tokarczuk?
            Lubię
            Prawiek Lubie
            Podróż lubie bardzo za jedną z najlepszych treści erotycznych w lit pol
            a i domy nocne ziemne ze snów spisywaniem podobają mi się bardzo.
            W Szafie też chwile pomieszkałem
            i jedynie E.E. i Gran na wielu, niezbyt mnie przekonały
            natomiast Tokarczukową w odpowiednich dawkach
            po prostu
            lubię.:)
            Pozdrowienia:)
            • beatanu To fajnie! 22.05.05, 23:05
              To znaczy, że nie ma powodu do obrażania się! Jest wręcz powód do radości:)
              B:)))
              • daria13 Re: To fajnie! 22.05.05, 23:19
                I znowu drogi nasz B. mnie zaskoczył! Podpisuję się pod całym podsumowaniem
                Tokarczuk. Ja mam dokładnie tak samo! A ostatniej jeszcze nie czytałam. Wot,
                ciekawost:)
                Pozdrawiam i z bólem żegnam, bo , cholera, jutro do roboty trza;(
    • staua Re: Nasze szajby kochane! 23.05.05, 03:40
      Lubie wylacznie zydowskie cmentarze. Niedaleko miejsca, gdzie mieszkalam w Bazylei, byl niezly taki
      cmentarz (w ogole dzielnica ortodoksyjnych Zydow byla bardzo klimatyczna).
      Natomiast skrywanych namietnosci chyba, niestety, nie mam...
    • nienietoperz Re: Nasze szajby kochane! 23.05.05, 12:48
      Jesli chodzi o wspomniane wyzej pasje i namietnosci, to tak
      a) cmentarze moga byc jak najbardziej, chociaz randek przedslubnych sobie nie
      przypominam (poslubne owszem). Szczegolnie serdecznie wspominam pielgrzymki na
      grob Cortazara + calkowicie odjechany cmentarz postkolonialny w Kalkucie - kazdy
      nagrobek to fascynujaca historia, pisana pieknym XIX-wiecznym angielskim (oprocz
      tego na uboczu, wiec calkiem pusty).
      b) fryzury, hmmmm. Odkad maszynki strzygace w cenie zl 15 pojawily sie na rynku,
      fryzjeram niemal nie widzial. Niemal z uwagi na trudne poczatki - pierwsza
      maszynka zepsula sie w polowie (mocno nieskoordynowanej polowie) strzyzenia, i
      kolejnego ranka w pozyczonej baseballowce pozostalo jechac do tzw. zakladu po
      ratunek - profesjonalisci smiali sie nawet umiarkowanie.
      c) plywanie raczej nie, rower raczej tak.

      Wygrywa niewatpliwie wloczenie sie po obcych miastach w terenach absolutnie
      aturystycznych, jak najbardziej industrialnych, lokalnych i dziwacznych. To
      chyba efekt pochodzenia z uroczego miasta wlokniarek.

      Wasz
      nntprz





    • kwiecienka1 Dla Beatanu 23.05.05, 21:14
      :-))
      No dobrze, przyznam się...
      Nie jest on moim ulubionym pisarzem, ale bardzo go polubiłam jako człowieka.
      Mam tu na myśli Radka Knappa - nie sądzę, żeby forumowicze go znali, nie jest
      (na szczęście) mainstreamowym pisarzem. Poznałam go po jednym ze spotkań
      autorskich i teraz jeżdżę za nim jak grouppie :-)))
      Aha, właśnie wróciłam z targów w Warszawie gdzie dzięki niemu poznałam Nataszę
      Goerke. Wcześniej tylko słyszałam o niej, ale nie czytałam jej opowiadań.
      Spędziłyśmy razem miły weekend no i teraz na pewno zarobię zaległości w
      lekturze :-)))
      W czasie studiów w Zagrzebiu poznałam kilku chorwackich pisarzy - oczywiście,
      szerzej nieznanych w Europie i dalej - i bardzo się cieszę bo myślę, że
      takie "poznawanie na żywo" pisarzy (baaardzo łatwe w Chorwacji ze względu na
      wrodzoną otwartość ludzi) pomaga też inaczej spojrzeć na ich książki.
      Niezmiernie żałuję, że już nie mam szansy na spotkanie z Bohuszem! Przecież
      jestem Kwiecieńką...
      I mam nadzieję, że kiedyś spotkam Dubravkę Ugresić - jestem jej wielką fanką i
      jeśli tylko będzie w Polsce to na pewno mi nie ucieknie :-)))
      Olgę Tokarczuk też lubię (czytać) - byłam kiedyś na wieczorze, ale
      nie "pociągnęło" mnie do niej.
      pozdrawiam
      • beatanu Dziękuję! 24.05.05, 09:28
        Oczywiście o Radku K. nie słyszałam, ale dzięki Tobie już wiem, że istnieje.
        :-)))

        I mam takie dziwne przeczucie, że powiększę grono wielbicielek Dubravki
        Ugresić... Na razie czytałam tylko o jej prozie, ale właśnie sobie
        zamówiłam "Forsowanie powieści rzeki". Myślisz, że to dobry początek na
        początek?
        Pozdrawiam cieplutko choć za oknem nie-majowa szarość i opady ciągłe :)))
    • dr.krisk Elegancja angielskich motocykli. 24.05.05, 00:17
      Moja druga namietnosc dlugoletnia to milosc do ciezkich angielskich klasycznych
      motocykli. Mlodziencem bedac jak mantre powtarzalem w szarych latach zgrzebnego
      PRLu takie nazwy jak: Norton, Triumph (to nie ten od biustonoszy!), BSA,
      Enfield, AJS czy Velocette... Po ulicach naszych miast smigaly wtedy "zwinne
      motocykle WSK" (powtarzam za owczesnym sloganem reklamowym), ktore mialy sie
      tak do klasycznego angielskiego motocykla jak Wieslaw Gomulka do Sir Winstona
      Churchilla.... Zreszta owe wueski to byla mozolna kopia niemieckiego DKW RT 125
      z lat trzydziestych. Czasem z rykiem przetoczyl sie Junak, najblizszy mojemu
      idealowi, ale niedostepny i tez toporny.
      Za uscibolone pieniadze nabylem trzy wraki wielkiego radzieckiego motocykla
      IZ49 i polaczylem je niezdarnie w jedna jako-tako jezdzaca calosc. I choc
      wytezalem wyobraznie, owa dymiaca maszyna za nic nie chciala byc eleganckim i
      wyrafinowanym angielskim dwukolowcem. Ale mam do niej sentyment: sporo na niej
      przejezdzilem, z czasem posiadajac na innych (ale rownie dziwnych) sprzetach.
      Potem musialem spowazniec, kupic samochod, itp.
      Angielskie motocykle wyparte zostaly z rynku przez skosnooka konkurencje,
      tansza, bardziej zaawansowana technicznie i zupelnie bez wyrazu.... Gdzies tam
      w dalekich Indiach klepie sie jeszcze Enfielda Bulleta, ale wg. hinduskiej
      mysli technicznej i gustu...
      Moze jeszcze kiedys zasiade za kierownica reaktywowanego po latach Triumpha
      Bonneville, odkopne starter i popedze....
      A tutaj macie link:
      www.vintagebike.co.uk/Bike%20Directories/Velocette%20Bikes/pages/Velocette%20Venom%20Thruxton%2067.htm
      Piekny motor.
      KrisK
      • beatanu Re: Elegancja angielskich motocykli. 24.05.05, 09:36
        dr.krisk napisał:
        > Piekny motor.

        Faktycznie piękny, przyznaję, choć ani odrobinkę nie podzielam miłości do
        motocykli jakichkolwiek. Ani Twojej ani mojego męża na przykład, który trzy
        lata temu przesiadł się na dwukołowca i upaja się pędem i poczuciem wolności i
        zapachem lata... Wolę to samo przerabiać na rowerze (OK, wiem, że pęd nie ten
        sam) i ciągle jeszcze nie odważyłam się chociażby usiąść z tyłu jako pasażerka:(
        Dojrzewam do takiej myśli. Ale na maraton do Dalarna pojadę samochodem:)
        Przestało padać, hurra!
        • beatanu wiem, że nie na temat ale muszę... 17.07.05, 23:43
          obwieścić światu i TWA-owiczom, że w końcu odważyłam się usiąść na motocyklu
          (jako pasażerka) i przeżyłam i... PODOBAŁO MI SIę szalenie!!! Przez pierwsze
          kilkadziesiąt sekund umierałam ze strachu ale później było już tylko fajnie.
          A najbardziej umęczyło mnie zakładanie ubranka ochronnego, nigdy nie grałam w
          hokeja ale poczułam się jak hokeistka, z tą ilością wzmocnień z plastiku na
          biodrach, kolanach, plecach i gdzie tam jeszcze. A ponieważ ubranko było
          pożyczone od kolegi, który postury ciut innej od mojej jest - więc nie zawsze
          kolana wychodziły na kolanach...

          Ale czy to moja nowa szajba? Uprzedzałam, że będzie nie na temat ;)))
          B
          P.S. Czy ktoś inny oprócz drKriska ma doświadczenia motocyklowe?
          • dr.krisk Szalone kefiry? 19.07.05, 01:38
            beatanu napisała:


            > A najbardziej umęczyło mnie zakładanie ubranka ochronnego, nigdy nie grałam w
            > hokeja ale poczułam się jak hokeistka, z tą ilością wzmocnień z plastiku na
            > biodrach, kolanach, plecach i gdzie tam jeszcze.
            Czyzby Szanowny Malzonek posiadal ktorys z tzw. Szalonych Kefirow (tzn. szybki
            japonski motocykl z obudowa aerodynamiczna w dzikich kolorach - stad
            przezwisko).
            Jakas Honda CBR?
            Bo na jakiegos choppera, to obowiazkowo skorzana kurtka tzw. ramoneska, takiez
            spodnie + rekawice, i helm bez szczeki.....
            Wiedzialem, ze sie bedzie podobac - bo to frajda niesamowita.
            Pozdrawiam - KrisK
            • kwiecienka1 Re: Szalone kefiry? 19.07.05, 05:52
              qrde, chciałabym Cię w tym/i na tym zobaczyć :-)))
              taka poważna Siostra i szaleje na motorze
              ech, ta Skandynawia... co tam się robi z człowiekiem...

              pozdrawiam
              Kwiecienka Zaciekawiona
              • beatanu Re: Szalone kefiry? 19.07.05, 17:12
                kwiecienka1 napisała:

                > qrde, chciałabym Cię w tym/i na tym zobaczyć :-)))
                > taka poważna Siostra i szaleje na motorze
                > ech, ta Skandynawia... co tam się robi z człowiekiem...
                >
                Oj, ani ja poważna (no, chyba że wiekiem, dla ludzi mnie nieznających;) ani na
                motorze nie szaleję, siedziałam sobie cichutko jak myszka z tyłu, i tak
                kurczowo trzymałam męża w pasie (przynajmniej na początku), że spociły mi się
                łapki. A ponieważ pierwsza przejażdżka odbyła się po pobliskich lasach i
                wsiach, i ponieważ drogi tam wąziutkie i kręte - to nigdy nie przekroczyliśmy
                siedemdziesiątki. Gdybyś zobaczyła moje koleżanki, które SAME prują na swoich
                wspaniałych maszynach... Chyba nigdy się tak nie odważę, chociaż kto to wie?
                B:)
                • aaneta Re: Szalone kefiry? 19.07.05, 20:04
                  Ja też tak chcę! Sama! Bo męża nie mam (aktualnie) i już nie chcę mieć. Ale mój
                  tata jeździł na motorze, a ja z nim, jak byłam mała i trochę większa też, i
                  bardzo mi się podobało, i też bym chciała, ale jakoś nie było okazji, ale kiedyś
                  to zrobię, a co!
                  Wasza
                  Aneta w Bojowym Nastroju
            • beatanu Re: Szalone kefiry? 19.07.05, 17:06
              dr.krisk napisał:
              > Czyzby Szanowny Malzonek posiadal ktorys z tzw. Szalonych Kefirow (tzn.
              szybki
              > japonski motocykl z obudowa aerodynamiczna w dzikich kolorach - stad
              > przezwisko).
              > Jakas Honda CBR?
              Japoński, ale nie kefir, tylko jakieś leciwe Suzuki, chyba z początku lat 90-
              tych, pojemności silnika nie pomnę, bo mnie to totalnie nie interesuje, ale
              raczej z tych średnio mniejszych. W kolorach normalnych, niebiesko-szarych
              chyba. Przepraszam za tak lapidarne opisy, ale mąż szanowny ma jak zwykle
              wyłączoną komórkę, a w lesie jest a ja na wsi i kontakt z nim trudno nawiązać,
              coby zapytać :)
              Ubranka więc standardowe, takie jak szwedzka, bardzo przezorna i dbająca o
              bezpeczeństwo Bozia nakazała. Na pewno nie takie piękne jak wymienione przez
              Ciebie skóry (oj, przypomniał mi się film "Dzienniki motocyklowe" -
              widziałeś?) - ale dobrze chroniące od deszczu...
              Pozdrawiam motocyklowo :)
    • kwiecienka1 Do Beatanu 24.05.05, 12:45
      :-)
      Dubravkę możesz zacząć od czego chcesz. "Forsowanie" jest dobre, podobało mi
      się. Polecam też "Kulturę kłamstwa" i "Stefcię Ćwiek w paszczy życia" :-) Nie
      wiem jak je znajdziesz po szwedzku, ale może są po angielsku. Najmniej z
      Dubravki podobał mi się "Amerykański fikcjonarz", a po "Czytanie wzbronione"
      jeszcze nie sięgnęłam (czeka sobie w kolejce). Teraz niedawno w Polsce ukazała
      się nowa książka "Baba Jaga zniosła jajo" - zbiór opowiadań z chorwackich
      tomów "Poza do prozy" i "Życie jest bajką" - bardzo fajne.
      Wszystko co Dubravki serdecznie Ci/Wam polecam :-)))

      I jeszcze mała refleksja na koniec:
      jak to miło, że choć jesteśmy tak różni (np.: w życiu nie siedziałam na
      motorze, idiotycznie by to wyglądało, taka mała Kwiecienka i taki duży
      motor...) to potrafimy podzielić się tymi szajbami bez większych obaw
      ba, nawet chyba sprawia nam to jakąś przyjemność :-)))

      pozdrowienia z pochmurnych Katowic
      • beatanu Do Kwiecieńki 27.05.05, 14:32
        Dzięki za propozycje! Chcąc nie chcąc zacznę od "Forsowania..." bo właśnie ta
        książka (w towarzystwie innych ale już nie Ugresic), zamówionych z "Merlina" do
        mnie sobie przez Bałtyk płynie...

        Jeżeli mi się spodoba, to na pewno będę czytać resztę po polsku - mam taką
        zasadę (od której zresztą czasami odstępuję:) że literatuę napisaną w językach
        germańskich czytam po szwedzku (w orygianale to mogłabym chyba tylko męczyć po
        niemiecku, ale zajęłoby mi to ogromnie dużo czasu) a slowiańskich - po polsku,
        mam wrażenie, że przekład wierniej wtedy oddaje "ducha" języka, co oczywiście
        regułą być nie musi;)

        Po szwedzku zresztą dużego wyboru nie ma, kilka lat temu wyszło "Muzeum
        bezwarunkowej kapitulacji" a jesienią tego roku ma się ukazać "Ministerstwo
        bólu" W zapowiedzi wydawcy nie ma tytułu oryginału, to chyba coś zupełnie
        nowego. Znasz? Rozumiem, że czytasz Dubravkę po chorwacku?
        Pozdrawiam serdecznie słowiańsko-germańsko!
        B
        • kwiecienka1 Re: Do Kwiecieńki 27.05.05, 21:18
          :-)
          tak, Dubravkę najczęściej czytam w oryginale (tak jak i inne książki z tamtych
          okolic). "Ministerstwo bólu" to w oryginale "Ministarstvo boli", to powieść
          (wydana przed chwilą dosłownie), której akcja dzieje się w Holandii (gdzie
          mieszka Dubravka) i główną bohaterką jest Tanja Lucić wykładająca literaturę
          sersbko-chorwacką na uniwersytecie w Amsterdamie - hmmm, więcej nie napiszę,
          poczekaj na tłumaczenie :-)))
          Książka ma dobre recenzje i w Chorwacji, i w Serbii (co nie zdarza się często)
          i podobała mi się - polecam!
          Pozdrawiam
          K.
    • broch Re: Nasze szajby kochane! 24.05.05, 13:33
      "Czyli kolejny watek towarzysko-plotkarski. Tym razem dotyczacy naszych
      gleboko skrywanych pasji, namietnosci skrywanych przed rodzina, przyjaciolmi
      i organami scigania."

      No cóż, nie widzę tych najbardziej interesujących szajb, czyli skrywanych przed
      organami ścigania. :)


      Mam dwa ulubione miejsca gdzie czas może się zatrzymać i nawet tego nie zauważę:
      katedra w Chartres wcześnie rano w lecie (byłem i w zimie ale -> patrz dalej)
      gdy słońce pada do środka przez witraże gdy nie ma nikogo za wyjatkiem szalonego
      organisty ćwiczącego na organach. W czasach wolnej młodości jeździłem do
      Chartres dwa-trzy razy w roku czasem tylko na kilka dni. Drugie miejsce to
      witraż Marca Chagalla w Art Institute of Chicago. Niestety byłem tam tylko dwa
      razy. Za pierwszym razem siedziałem przed witrażem kilka godzin zapominając o
      otoczeniu. W pewnym momencie zatroskana pani pracująca w muzeum spytała się czy
      wszystko jest o.k.
      Pasje "sportowe"
      Bardzo szybka jazda samochodem. Koniecznie na zapchanych miejskich odcinkach
      autostrady, jezda "w polu" (tzn bez wiekszego ruchu) nudzi. Musi być autostrada
      ze względu na kompletny brak pieszych oczywiście. Pewną komplikację stanowi fakt
      że okienka w których można sport samochdowy uprawiać są dość wąskie ponieważ
      autostrady na odcinkach miejskich szybko zapychają się do momentu kompletnego
      zatrzymania.
      W jakimś sensie jest to kontynuacja mojej ulubionej (zaraz po żeglarstwie i tuż
      przed małointeresującym bieganiem na wielokilometrowych trasach) pasji z czasów
      w kraju: czyli jazda alpejska na nartach na szczególnie trudnych odcinkach w nocy.
      • broch Re: Nasze szajby kochane! 24.05.05, 14:36
        w dziedzinie smętarzy polecam:
        trasę kamieni pokutnych na Dolnym Śląsku od miasteczka do miasteczka oraz
        malutkie wioski w Bieszczadach.
        Dla miedzynarodowego towarzystwa:
        New Orleans (dodatkowa atrakcja to czas Mardi Grass, oraz te knajpy oraz te
        jedyne w swoim rodzaju pogrzeby z tancerzmi poruszającymi się to muzyki
        dixieland, jeśli pogrzebu akurat nie będzie to do knajpy polecam zajrzeć na
        piwo, sok lub whiskey i posłuchać kompletnie nieopanowanego jazzu), stary
        cmętarzyk w Paryżu nad Sekwaną nieco podtopiony. Dwadzieścia lat temu był w
        remoncie, więc choć to Francuzi, może już skończyli?
        • dr.krisk A zydeco? 24.05.05, 14:55
          broch napisał:

          > New Orleans (dodatkowa atrakcja to czas Mardi Grass, oraz te knajpy oraz te
          > jedyne w swoim rodzaju pogrzeby z tancerzmi poruszającymi się to muzyki
          > dixieland,
          Nowy Orlean kojarzy mi sie glownie z zydeco, dziwna i niepowtarzalna muzyka
          ludowa cajunow (bo to o nich chyba chodzi, prawda?). Nigdy wczesniej na nia nie
          zwrocilem uwagi, a tam mi sie bardzo spodobala. Najweselsza muzyka swiata!
          No i ten stary cmentarz przed Dzielnica Francuska - ze wzgledu na moja szajbe
          przelazilem tam kilka ladnych godzin. Czy wiecie, ze ksztalt nagrobkow
          wymuszony jest bardzo wysokim poziomem wod gruntowych? Zmarli po pochowku w
          ziemi po paru tygodniach wyskakiwali na wierzch (parcie wody).... Podoba mi sie
          takze bulwar wzdluz Misisipi - przesiedzialem tam wiele godzin. Ciekawe miasto.
          KrisK
          • stella25b troche prawdy 30.06.05, 19:33
            Ja to wsiaklam w gory wiec moje zycie podporzadkowane jest alpinizmowi. Kazdy
            urlop wiaze sie ze wspinaniem ale w zaleznosci do dlugosci urlopu, robie sobie
            tzw. dni kultury i zwiedzam okolice, gdyz jako slawista historyk z
            wyksztalcenia cenie sobie stare mury i tkwiace w nich tajemnice. Pasjonuje mnie
            takze architektura wnetrz i bardzo lubie oglada katalogi z wpyposazniem
            mieszkania, biura itp.
            Buty to akurat nie moj slaby punkt tylko bizuteria. Bizuteria i to glownie ze
            szlachetnymi kamieniami.

            Broch wspomnial o Chagallu ja akurat mieszkam w Mainz gdzie w kosciele Sw.
            Stefana, Chagall od 1978 roku do 1985 roku stowrzyl niepowtarzalne 9 witrazy w
            niebiesko-fioletowych tonacji. Naprawde piekne. Ten gest ze strony Chagalla
            mial byc zrozumiany jako udzial w dialogu chrzescijansko-zydowskim.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka