baszi
22.06.05, 08:39
zawsze lubiłam te dni latem, kiedy niebo było szare, słońce chowało się za
chmurami i zapowiadało się na deszcz. nawet nie chodziło o to, że miałam dosyć
upału. po prostu taka szarówka na tle słonecznych dni miała w sobie coś
niesamowitego, nastrajała mnie tak melancholijnie, wyciszała. prawdziwym
świętem był zimny poranek, kiedy na rozpalone słońcem wakacji ciało mogłam
włożyć cieplutką miękką bluzę... a kiedy była burza i lało jak z cebra mogłam
godzinami siedzieć przy oknie i patrzeć...
ach wzięło mnie dziś na wspominki :)
miłego dnia życzę