Dodaj do ulubionych

Sentymentalnie autostopem do Pacanowa

26.08.05, 13:34
Stare to czasy – studenckie. Lato. Asfalt w mieście parzy. Koszula lepi się
do pleców. Egzaminy zdane albo czekają na kampanię wrześniową. Jest
rozpierająca potrzeba wyrwania się, zmiany krajobrazu. Decyzja – ruszam.
Pakuję plecak, namiot. Dokąd i czym? Dokąd - to się okaże. Czym.... na pewno
nie pociągiem – tą zamkniętą puszką sardynek – mimo dużych okien (z reguły
brudnych) z uczuciem kompletnego odcięcia od świata. PKS-em – może później –
to lepsze niż pociągi, czuć każdy garb na drodze, pochylenie szosy na
zakręcie, widać babcię przed domem siedzącą na stołeczku w jakiejś wsi przez,
którą się przejeżdża. Tylko trzeba kupić bilet co odbiera imprezie nieco
romantyzmu - no ale to może później – w drodze powrotnej. Teraz pojadę
stopem. Trzeba wydostać się na szosę wylotową, znaleźć dobre miejsce gdzie
kierowcy jeszcze nie rozpędzili swoich aut, dać im szansę aby mogli ci się
przyjrzeć, ocenić czyś nie morderca, gwałciciel itp. Dokąd? Do Pacanowa –
miasteczko trochę mityczne (czy aby Mistrz Makuszyński sobie go nie wymyślił?
Nie – jest na mapie), a po za tym ta podróż to jakiś symboliczny hołd dla
autora „Przygód wesołego diabła”, „Szatana z siódmej klasy” – długo by
wymieniać. Straszny upał ale za miastem jakby mniej doskwierał. Kierowcy
sympatyczni, zabierają bo chcą z kimś w trasie pogadać. Po kilku przesiadkach
docieram w pobliże Pacanowa. Resztę drogi – kilka kilometrów - odbędę „per
pedes” – bo miasteczko nie leży przy głównej drodze. Tabliczka – PACANÓW – za
tabliczką.... koza. Biega sobie samopas – trawkę skubnie w rowie. Chyba nie
jest podkuta ale wolę nie sprawdzać. Rynek - taki trochę Kriskowo-
Bolejewski. Kino "Koziołek" – akurat dziś zamknięte. Obok gablotka – grają
jakiś film sensacyjny – kilkumiesięczne opóźnienie repertuarowe. Jestem tu
jedynym turystą. Kręcę się jeszcze trochę. Rynek ubożuchny. Zbliża się
wieczór. Trza pomyśleć o noclegu – znajduję go we wsi obok w jakimś
gospodarstwie (z dostępem do studni). Namiot rozbity, zimne piwko i „Sklepy
cynamonowe”. Jeszcze parę dni włóczęgi i powrót. Niby nic wielkiego ale ten
wyjazd i jego atmosfera bardzo mi utkwiły w pamięci. Odbywacie (odbywaliście)
czasem takie podróże sentymentalne śladem przeczytanych książek lub
ulubionego autora?
Obserwuj wątek
    • diffie Re: Sentymentalnie autostopem do Pacanowa 26.08.05, 14:21
      Rodzina mojej byłej żony zmieniła w swoim czasie nazwisko. Kiedyś nazywali się
      Koza. Mieszkali w Pacanowie. Nigdy nie pytałem o przyczyny zmiany nazwiska,
      mogłem się domyślać.
      Czasami nachodzi mnie myśl, że historia o Koziołku-Matołku ma ukryte
      przesłanie.
      Daty wydań książeczek to okres szalejącego antysemityzmu, a tu proszę, łagodny
      żart mądrego pisarza, nawet endek kupował dziecku historyjki o tym, jak to
      stworzonko o garbatym nosku szuka Erec Jisrael.
      Może tak było, może nie.
      • daria13 Re: Sentymentalnie autostopem do Pacanowa 26.08.05, 14:59
        Hurra! Mamy kolejnego opowiadacza! Kochany dottore ma zacną konkurencję.
        Pięknie opowiedziana historyjka o podrózy do Pacanowa, całkiem przydługi post,
        spełniający wszystkie wymogi TWA (mimo zmiany nazwy, dla ułatwienia bedę
        operowała skrótem). Witaj drogi Griszah, bardzo nam się tutaj nadasz, a i temat
        tego postu zgrabnie nawiazuje do naszych korzeni FK-forumowych.
        Podróż sentymentalna tropami literackimi, mniam, to brzmi cudownie. Nigdy tego
        nie praktykowałam, ale teraz narobiłeś mi smaku. Niedawno zaczęłam czytac Duklę
        Stasiuka i myślę, że chyba mało kto umie tak pięknie i tak poetycko oddać
        nastrój i koloryt polskiej prowincji. Chyba tam kiedyś pojadę:)
        Przez chwilę rozmarzyłam się, jakby to było gdybyśmy kiedyś urządzili zlot TWA
        w takim Bolejewie, w takim wczesnogierkowym hoteliku. Wyobrażacie to sobie?
        Pomarzyć miła rzecz.
        Witaj Diffie! Zostajesz?
        Pozdrawiam serdecznie rozmarzona na maxa:))))
        Ps.
        Ale mi stracha napędziliście tą Torbą, ale tak prawdę mówiąc, to bardzo mi się
        podoba. Swoją droga ciekawa jestem, czy ta nazwa nie przyciagnie wiecej
        ciekawskich, bo moim zdaniem jest mocno intrygujaca:)
        • aaneta Re: Sentymentalnie autostopem do Pacanowa 26.08.05, 15:07
          Dario, a po co Ci hotelik? Na zlocie TWA chciałabyś spać? No co Ty, mowy nie ma!
        • griszah Re: Sentymentalnie autostopem do Pacanowa 26.08.05, 15:46
          daria13 napisała:

          > Hurra! Mamy kolejnego opowiadacza! Kochany dottore ma zacną konkurencję.

          Porównanie do dottore to dla mnie zaszczyt zresztą zupełnie niezasłużony.
          Takich podróży odbyłem kilka (nie zawsze śladami literackimi). Kiedy o tym
          opowiadałem jedno z pierwszych pytań brzmiało: a z kim byłeś? Z nikim, sam. Jak
          to sam? Przecież to nudno i co tu samemu robić. I czasami ciężko wytłumaczyć
          ludziom, potrzebę pobycia samemu ze sobą.
          • staua Re: Sentymentalnie autostopem do Pacanowa 26.08.05, 16:23
            Nie wiedzialam, ze Pacanow istnieje... Ale jak jest, no to rodzina kowali o nazwisku Koza tez powinna
            byc, wiec szkoda, ze zmienili nazwisko...
            Potrzeba pobycia samemu ze soba - oj, tak! U mnie narasta, bo od paru juz lat nie jestem sama dluzej
            niz dwie godziny. Dlatego mimo smutku, ze moj maz przeprowadza sie do innego miasta i przez pare
            miesiecy (musze skonczyc kontrakt) bedziemy mieszkac oddzielnie, mam tez troche satysfakcji z tego
            powodu (wreszcie wieczory bez telewizora w tle, muzyka, jaka chce, gotuje, jesli chce, pije herbate w
            lozku).
            ----------------------------------
            "A little too much is just enough for me"
            Forum o Rumunii
            nie klikaj tutaj!!!
            • griszah Re: Sentymentalnie autostopem do Pacanowa 26.08.05, 16:32
              staua napisała:

              > pije herbate w lozku
              Cooo? Herbata w łóżku??? - straszna perwersja :0)
              • staua Re: Sentymentalnie autostopem do Pacanowa 26.08.05, 16:52
                Moj maz w ogole uwaza picie herbaty za perwersje, a co dopiero w lozku...
          • beatanu Beludżystan i Astrid Lindgren 26.08.05, 17:16
            griszah napisał:
            > Takich podróży odbyłem kilka (nie zawsze śladami literackimi).

            A mnie od jakigoś czasu (podczytywałam Cię na FK) intryguje ten Beludżystan.
            Czy tam też dotarłeś? Przez skromność ;) nie pytam czy sam czy z ukochaną...

            Piękny wątek!

            Ponieważ pytałeś o podróże sentymentalne śladami literackimi odpowiadam:
            1. tak
            2. w ubiegłym roku, w lecie
            3. z córką, wtedy prawie szesnastoletnią
            4. do Vimmerby, Katthult, Bullerbyn, Mariannelund

            Ponieważ zrządzeniem losu znalazłyśmy się w prowincji Småland (południowo-
            zachodnio-środkowa Szwecja) MUSIAŁAM zajrzeć do miejsc związanych z lekturami
            mojego dzieciństwa. Dziecię, które twórczość Astrid Lindgren poznało prawie w
            całości i od razu w oryginale nie miało takich sentymentalnych zapędów, ale ją
            przekonałam, że warto... Vimmerby to miejsce urodzin genialnej pisarki, ot
            takie sympatyczne i zadbane miasteczko z kocimi łbami i kolorowym ryneczkiem,
            raczej nie w stylu Bolejewa...

            Katthult (www.katthult.se/Sidor/E_Index.htm) to malowniczo położona
            zagroda chłopska, w której nagrywano całą serię filmów o psotach Emila z
            Lönneberga (po polsku nazywanego Emilem ze Smalandii). Filmy filmami,
            obejrzałam je (wielokrotnie, wspaniałe!) dopiero później, ale książka "Emil i
            Lönneberga" była pierwszym dziełem literackim, przeczytanym przeze mnie w
            całości po szwedzku, na pierwszym roku studiów... Takie lekturki obowiązkowe
            mieliśmy! Do tej pory pamiętam, których słówek nauczyłam się z tej
            książeczki... I gdy później zobaczyłam prawdziwy schowek, w którym Emil
            odsiadywał kary za swoje psoty, gdy zobaczyłam deseczkę, po której się z tego
            schowka ewakuował... eh, spociły mi się oczy. I gdy uświadomiłam sobie, że na
            parkingu przed zagrodą stało siedem samochodów z Niemiec i tylko trzy ze
            Szwecji, gdy zobaczyłem te błogie miny trzydziestoletnich cirka Niemców
            ciągnących ze sobą rozentuzjazmowane szkraby, pomyślałam - Astrid była naprawdę
            WIELKA. Które to już pokolenie wychowuje się na książkach o Emilu, Pippi,
            Ronji, Karlssonie z dachu, Rasmusie itd itp? (W tym roku Pippi skończyła
            sześćdziesiąt lat!)

            Podobne pielgrzymki (a nie są to miejsca dostępne prosto z drogi szybkiego
            ruchu, trzeba się trochę po zakurzonych wiejsko-leśnych drogach powłóczyć)
            ciągną ku Bullerbyn... I to mnie szalenie wzrusza - że ludziom się chce, że
            niekoniecznie idą na łatwiznę wykupując bilet w czymś na kształt
            lindgrenowskiego disneylandu, który leży pod Vimmerby. Tam się NIE wybrałyśmy,
            nie czułam takiej potrzeby...

            Mariannelund, to większa wieś, a może maciupkie miasteczko? też związane z
            lekturką o Emilu - tam jeździł do lekarza, gdy włożył głowę do wazy i nie mógł
            jej wyciągnąć, albo gdy połknął pięciogroszówkę, stamtąd przyjeżdżała
            miejscowa "arystokracja" na przyjęcia, organizowane przez rodziców Emila...

            To by było na tyle, mogłabym jeszcze długo ale chyby coraz bardziej nudno. A
            przyługi post i tak już mi wyszedł :)
            Beata



            • griszah Re: Beludżystan i Astrid Lindgren 26.08.05, 23:27
              Szczerze mówiąc nie wiem czy Beludżystan rzeczywiście istnieje a nie za bardzo
              mogę sprawdzić (nieograniczony dostęp do netu mam tylko w godzinach „pracy” ;))
              a teraz mam przeprowadzkę i wszystkie grubaśne encyklopedie śpią w pudłach w
              garażu u wuja. Ale nazwa jest fajna i działa na wyobraźnię. Zresztą dziwnym
              zbiegiem okoliczności Ty jesteś bliżej Beludżystanu niż myślisz bo cytat został
              zaczerpnięty z antologii noweli szwedzkiej pt. „Losy ludzkie”, którą jakiś czas
              temu wyszperałem w bibliotece osiedlowej. Trzydzieści nowel - każda innego
              autora (znałem tylko Strindberga) a wśród nich właśnie ta o „porwaniu” mężatej
              pani przez zakochanego pana (za zgodą zainteresowanej), ucieczce na pustynię
              właśnie do Beludżystanu (na wielbłądach – bo bardziej romantycznie). Bardzo
              dowcipne jest to opowiadanie ale autor mi się zagubił.
              Bullerbyn – tak, tak, tak – ostatnio w ramach uzupełniania biblioteczki (pod
              pretekstem że to dla rosnącej pociechy) wyallergowałem „Dzieci z B.” w twardej
              oprawie, żółtą – taką jaką czytałem w dzieciństwie.
              • beatanu Re: Beludżystan i Astrid Lindgren 26.08.05, 23:38
                griszah napisał:
                > Szczerze mówiąc nie wiem czy Beludżystan rzeczywiście istnieje a nie za
                bardzo
                > mogę sprawdzić (nieograniczony dostęp do netu mam tylko w godzinach „prac
                > y” ;))

                Istnieje, sprawdziłam, mnie też podziałał na wyobraźnię...
                encyklopedia.interia.pl/haslo?hid=119841bo

                Ojej, a z tymi nowelami to zabawna sprawa, czytałam, bardzo dawno temu, jeszcze
                chyba przed studiami i nigdy nie sprawiłam sobie własnego egzemplarza, i teraz
                żałuję... Gdybyś kiedyś znalazł autora noweli o "porwaniu" - to będę
                wdzięczna :)
                B
                • griszah Re: Beludżystan i Astrid Lindgren 29.08.05, 10:10
                  beatanu napisała:
                  >Gdybyś kiedyś znalazł autora noweli o "porwaniu" - to będę wdzięczna :)

                  Willy Kyrklund „Zbyt gorliwy kochanek” (Den överdrivne älskaren), przeł.
                  Zygmunt Łanowski. A znalazłem to tu: www.szwedzka.pl
                  Darzbór.
                  • beatanu Willy Kyrklund 29.08.05, 12:47
                    griszah napisał:

                    > Willy Kyrklund „Zbyt gorliwy kochanek” (Den överdrivne älskaren), p
                    > rzeł.
                    > Zygmunt Łanowski. A znalazłem to tu: www.szwedzka.pl

                    Dzięki! Moje poszukiwania na szwedzkich googlach nie przyniosły rezultatu...
                    A teraz o panu Kyrklundzie poczytałam i wiesz co się okazuje? On mieszka w tym
                    samym mieście co ja, czyli w pewnym sensie Beludżystan jest jeszcze bliżej mnie
                    niż mogłam się spodziewać :)

                    Postaram się znaleźć jego opowiadania w bibliotece.
                    Pozdrawiam serdecznie,
                    B
            • beatanu Spalone powroty do lektur z dzieciństwa 27.08.05, 12:09
              Zycie dopisało bardzo smutne P.S. do powyższego postu...
              Właśnie usłyszałam w radiowych wiadomościach, że w nocy spłonął domek nazywany
              snickeboa, coś na kształt drewutnio-stolarnio-schowka, po ang. carpentry -
              www.katthult.se/Sidor/En/Rundtur_en.htm
              Policja podejrzewa świadome podłożenie ognia, spłonęła też inna atrakcja
              turystyczna w Vimmerby - fabryka papieru czerpanego.
              Smutne.
              B
    • aaneta Re: Sentymentalnie autostopem do Pacanowa 26.08.05, 22:30
      Nie odbywacie, ale marzycie.
      Najbardziej o Chile, z powodu Isabel Allende, i o Zielonym Wzgórzu, z powodu Ani.
      Ostatnio naszło mnie też na Żelazową Wolę, z wiadomych powodów, wstyd się
      przyznać, że do tej pory nie byłam, i na inne okolice Sochaczewa, z powodu
      Iwaszkiewicza.
      A co do samotnych podróży, to co się dziwić niektórym, że nie rozumieją, skoro
      są tacy, którzy myślą, że do kina nie wypada pójść samemu?
      • staua Re: Sentymentalnie autostopem do Pacanowa 26.08.05, 22:37
        Zelazowa Wola nie robila na mnia zupelnie zadnego wrazenia podczas szkolnych wycieczek. Czestych,
        bo z Warszawy byla to tania opcja, po prostu. Odkrylam to miejsce dla siebie dopiero w zeszlym roku,
        gdy pojechalismy tam z Mihaiem. Wtedy chodzilismy po parku, ogladajac pelzajace po alejkach slimaki,
        zwiedzilismy dworek, ktory okazal sie duzo mniejszy i skromniejszy, niz zapamietany z dziecinstwa, a
        jednoczesnie bardziej przystepny i swojski. Wysluchalismy nawet koncertu, na ktory trafilismy, lut
        szczescia, zupelnie przypadkowo.
        O Wyspie Ksiecia Edwarda tez marze z powodu Ani. Ostrze sobie zeby na reportaz Spinelli, ktory ukaze
        sie w Pinezce, ona tam pojechala specjalnie po to, zeby opisac to miejsce (bo przedtem napisala cykl
        artykulow o LMM). Sprawdz!
      • kawa_malinowa Czas przyszły 26.08.05, 23:13
        Pierwsze miejsce w mym sercu ma niepodzielnie Petersburg, jeśli idzie o
        literackie podróże. Nie byłam, ale obiecuję sobie, że będę. Spacer Newskim
        Prospektem, Ermitaż, Sobór Izaaka - już czuję się, prawie tak jakbym tam była.
        Potem Moskwa. Szkoda tylko, że mieszkanie na Sadowej ma odnowione ściany ;), bo
        podobno literaccy turyści zostawiali tam ciekawe napisy ;)
        No i Paryż - banalne, ale mogłabym go na wiele literacko - krajoznawczych
        sposobów oglądać.
        I Londyn z powodu Pani Dalloway ;)
        I jeszcze...
      • beatanu O podróżach w marzeniach 26.08.05, 23:18
        To ja się szybciutko podłączam pod marzenia - tyle, że... na Nową Funlandię, a
        to z powodu pani Proulx i jej "Kronik portowych."

        B rozmarzona
        • griszah Re: O podróżach w marzeniach 26.08.05, 23:35
          Jak w marzeniach to ja bym chciał przejechać trasę rowerową Andrzeja
          Bobkowskiego ze "Szkiców piórkiem" - z południa Francji do Paryża - chleb,
          oliwki, ser, wino, sardynki w puszkach a to wszystko okraszone jego refleksjami
          na temat Polski, Francji, cywilizacji, kultury europejskiej.
          • aaneta Re: O podróżach w marzeniach 26.08.05, 23:44
            O! Andrzej Bobkowski! Właśnie niedawno się o nim dowiedziałam i marzę o tym,
            żeby przeczytać "Szkice piórkiem". Jak dobrze, że o nim wspomniałeś, bo należy
            mu się choć parę słów, ale że ja jeszcze jestem przed lekturą, więc proszę,
            napisz coś więcej!
            • beatanu Re: O podróżach w marzeniach 26.08.05, 23:48
              I znów "podłączam się pod Anetę" - a konkretniej - pod jej prośbę. Mam
              koleżankę Bobkowskim zafascynowaną i już mnie nim zaraziła, tylko, że stosik
              książek czekających na czytanie niebezpiecznie się rozrasta i czasami czuję się
              tym zestresowana, a nie lubię :)
              Chętnie posłucham więcej o panu B!
              B (pani)
            • griszah Re: O podróżach w marzeniach 26.08.05, 23:58
              "Szkice" to właściwie dziennik Bobkowskiego z okresu jego pobytu we Francji.
              Zaczyna się w 1940 w czasie ataku Niemiec na Francję. Bobkowski jest z jednej
              strony frankofilem a z drugiej widzi oportunizm Francuzów. W pierwszej części
              (tylko tą czytałem) podróżuje rowerem po Francji z przyjacielem (właściwie
              wraca do Paryża do żony) rowerem spisuje dziennik, w którym są świetne
              refleksje dotyczące Polski, Polaków, emigracji, Francji, sytuacji w Europie,
              filozofii i kryzysu cywilizacji europejskiej w obliczu wojny.
              • griszah Re: O podróżach w marzeniach 27.08.05, 00:03
                Po wojnie wyjechał do Wenezueli gdzie prowadził sklep modelarski. Współpracował
                z Giedroyciem (opublikowana jest jego korespondencja z J.G.). Dorobek pisarski
                ma stosunkowo mały bo na początku lat 50-tych chyba zmarł na raka mózgu.
    • agni_me Re: Sentymentalnie autostopem do Pacanowa 27.08.05, 01:03
      Całkiem niedawno pojawił się na FK wątek o Marii Komornickiej. Jedna z
      nowszych TWA-owiczek pytała o powód "upadku" mojej ciotki. Praciotki, a w
      zasadzie siostry mojej Babci. Nie da się tego zrozumieć bez odwiedziń Grabowa,
      zerknięcia na grób Pradziadka, zobaczenia okolicy i w parafialnym kościele
      przejrzenia listów, które jasno wskazują na choroby psychiczne w rodzinie. To
      się tak łatwo pomija w Bardzo Mądrych Dziełach Na Temat. A prawda wychodzi
      wprost z koszmarnych nizin, bagiennych lasów i nuuuuuuuudyyyyyyyy.
      I tak sobie myślę, że dla chcących pojąć "literaturę" odwiedziny w Pacanowie i
      Grabowie Nowym powinny być obowiązkowe.
      • staua Re: Sentymentalnie autostopem do Pacanowa 27.08.05, 03:48
        A tam nic nie dopisalas...
        Teraz przeczytalam ten watek, bo kojarzylam wylacznie nazwisko Marii Komornickiej, nie jej tworczosc.
        Pamietam za to film "Biale malzenstwo" z Fraszynska. Chetnie odwiedze Grabow, zwlaszcza ze wzgledu
        na te listy.
        • agni_me Re: Sentymentalnie autostopem do Pacanowa 27.08.05, 19:01
          Ano nie dopisałam, a to dlatego, że nie jestem admiratorką twórczości, zaś
          przekazy ściśle rodzinne różnią się od legendy. Trudno argumentować "babcia mi
          powiedziała", prawda? :)
    • kawa_malinowa Coś tam jednak się wydarzyło w mikroskali :) 27.08.05, 09:42
      Zapędziwszy na manowce rozmyślań i życzeń, zapomniałam o magicznej chwili w
      marcu Anno Domini bieżącego, która dopadła mnie w stolicy, zdaje się, na Nowym
      Świecie.
      Na zwiedzanie dostaliśmy godzinę, uwięzieni w Muzeum Narodowym strachami i
      obawami naszej opiekunki, której wyobraźnia karmiona była plotkami i kroniką
      kryminalną. Godzinę! I z jednej strony olimpiada z historii sztuki, a nosa za
      paskudny budynek wyściubić nie można - gdzie zwiedzani tych wszystkich
      zabytków? CO można zobaczyć w godzinę? Pędem udaliśmy się na plac Zamkowy i
      wszystko oglądaliśmy w locie. Już spóźnieni, przeze mnie spóźniliśmy się
      jeszcze bardziej karygodnie o jakieś dziesięć minut, bo zauważyłam na
      zwyczajnej takiej sobie i niknącej w paradzie innych kamienicy. NIezwykła na
      niej była tablica i informacja, że tu była KAMIENICA WOKULSKIEGO! I to był
      moment z myślowym przyklęknięciem na oba kolana i zdjęciem nienoszonej czapki z
      głowy, nadmiernym podnieceniem zbałamuconego wzniosłością serca, bo czułam
      sięprawdziwie magicznie w chwili tego małego spotkania z absolutem ;) Bo wtedy
      wszystkie te opisane postaci stały się prawdą raz jeszcze i zaczęły przemykać
      między warszawiakami XXI wieku.

      To było niesamowite, to odczucie jak książka porusza ludzi...

      A uciekając z muzeum, zawsze chodziłam pod tę tablicę.


      I jedno zdarzenie - schodząc ze Ślęży (piękne i magiczne miejsce) i
      przemierzając Sobótkowe uliczki, napotkałam jedną o nazwie niewątpliwie dla
      mnie pociągającej -WICHROWE WZGÓRZA. I tak, jak czuję zazdrość wobec posiadaczy
      ładnych i oryginalnych (w granicach normy ;)) imion, tak stwierdziłam, że
      chciałabym mieć "Wichrowe wzgórza" w adresie, chociażbym w bloku mieszkała
      (bloków tam nie było ;))

      A co do Ślęży - kilka scen "Panny Nikt" Tomasza Tryzny dzieje się tam właśnie
      (książka mnie się nie podobała, była irytująco sztuczna i nieprawdziwa, moim
      zdaniem). A druga jego książka... To już inna historia i może na inny raz ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka