griszah
26.08.05, 13:34
Stare to czasy – studenckie. Lato. Asfalt w mieście parzy. Koszula lepi się
do pleców. Egzaminy zdane albo czekają na kampanię wrześniową. Jest
rozpierająca potrzeba wyrwania się, zmiany krajobrazu. Decyzja – ruszam.
Pakuję plecak, namiot. Dokąd i czym? Dokąd - to się okaże. Czym.... na pewno
nie pociągiem – tą zamkniętą puszką sardynek – mimo dużych okien (z reguły
brudnych) z uczuciem kompletnego odcięcia od świata. PKS-em – może później –
to lepsze niż pociągi, czuć każdy garb na drodze, pochylenie szosy na
zakręcie, widać babcię przed domem siedzącą na stołeczku w jakiejś wsi przez,
którą się przejeżdża. Tylko trzeba kupić bilet co odbiera imprezie nieco
romantyzmu - no ale to może później – w drodze powrotnej. Teraz pojadę
stopem. Trzeba wydostać się na szosę wylotową, znaleźć dobre miejsce gdzie
kierowcy jeszcze nie rozpędzili swoich aut, dać im szansę aby mogli ci się
przyjrzeć, ocenić czyś nie morderca, gwałciciel itp. Dokąd? Do Pacanowa –
miasteczko trochę mityczne (czy aby Mistrz Makuszyński sobie go nie wymyślił?
Nie – jest na mapie), a po za tym ta podróż to jakiś symboliczny hołd dla
autora „Przygód wesołego diabła”, „Szatana z siódmej klasy” – długo by
wymieniać. Straszny upał ale za miastem jakby mniej doskwierał. Kierowcy
sympatyczni, zabierają bo chcą z kimś w trasie pogadać. Po kilku przesiadkach
docieram w pobliże Pacanowa. Resztę drogi – kilka kilometrów - odbędę „per
pedes” – bo miasteczko nie leży przy głównej drodze. Tabliczka – PACANÓW – za
tabliczką.... koza. Biega sobie samopas – trawkę skubnie w rowie. Chyba nie
jest podkuta ale wolę nie sprawdzać. Rynek - taki trochę Kriskowo-
Bolejewski. Kino "Koziołek" – akurat dziś zamknięte. Obok gablotka – grają
jakiś film sensacyjny – kilkumiesięczne opóźnienie repertuarowe. Jestem tu
jedynym turystą. Kręcę się jeszcze trochę. Rynek ubożuchny. Zbliża się
wieczór. Trza pomyśleć o noclegu – znajduję go we wsi obok w jakimś
gospodarstwie (z dostępem do studni). Namiot rozbity, zimne piwko i „Sklepy
cynamonowe”. Jeszcze parę dni włóczęgi i powrót. Niby nic wielkiego ale ten
wyjazd i jego atmosfera bardzo mi utkwiły w pamięci. Odbywacie (odbywaliście)
czasem takie podróże sentymentalne śladem przeczytanych książek lub
ulubionego autora?