Dodaj do ulubionych

co robiłaś/-eś 25 lat temu...

31.08.05, 08:39
Drodzy moi, zdaję sobie sprawę, że temat wątku taki... hmm kontrowensyjny?
Nie, nawet nie to. Tylko może już Wam uszami wyłażą "obchody ku czci", może
większość Twaczów pamięta te ostatnie dni sierpnia sprzed 25 lat głównie z
opowieści rodziców, może nie każdy ma ochotę opowiadać o zamierzchłych
czasach...
Ale ryzykuję!
Kiedy wczoraj przy obiedzie właśnie do mnie dotarło, że to już pół wieku
minęło - młodsza córka zadała pytanie - no ale co się właściwe wtedy w Polsce
wydarzyło? Mini-wykład z najnowszej historii kraju i chwila zadumy...

A właśnie w ten ostatni dzień sierpnia 1980 świętowałam osiemnaste urodziny
koleżanki z klasy i mało sobie zdając sprawę z podniosłości chwili chichrałam
się (już pod wpływem szapmana?) widząc monstrualnej wielkości długopisu Pana
Z Wąsami, którego to pana, podpisującego Ważne Dokumenty pokazano w
dzienniku... Absolutnie nie zdawałam sobie sprawy, że to historyczne
wydarzenie, którym będzie się kiedyś męczyć dzieci na lekcjach historii...

Taka sobie poranna refleksja.
B :)
Obserwuj wątek
    • beatanu Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 31.08.05, 09:22
      Tak mnie tknęło, że napisałam pół wieku zamiast ćwierć wieku i dobrze mnie
      tknęło...

      Po czterdziestce czas jakoś tak szybko upływa ;)
      B
    • braineater Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 31.08.05, 09:45
      Najprawdopodobniej krzewiłem ducha solidarności w piaskownicy, tłukąc inne
      dzieciaki łopatką, bom ponoć był bachorkiem o silnie rozwinietym poczuciu
      własności oraz przywiązującym się do raz zdobytego terenu. Tak tedy walczyłem o
      własność prywatną, nie wiedząc nawet, że to wzbronione było:)
      Kolejnym krokiem na drodze ku wolności była zabawa w sklep, gdzie za pęk liści
      nabyc mozna było takie atrakcje, jak wiaderko piasku, łopatka nadgryziona zębem
      czasu (w roli Zęba Czasu moje mleczaki), oraz same mleczaki właśnie (btw - czy
      Wy tez w dzieciństwie uprawialiście handel wymienny zębami?). Tak rodził się we
      mnie duch kapitalisty , który naszczęscie zmarł w wieku późniejszym.
      Krok trzeci był walką o swobody obywatelskie, w tym prawo do swobody ekspresji
      w ubiorze, a dziecięciem byłem, jak głosi rodzinna legenda takim, że
      wystarczyło mnie spuścić z ócz na chwile i juz braineater wyswobadzał się z
      krępujących ubranek, co budziło oczywiście zrozumiałe oburzenie. Protes przeciw
      więzom konwenasów nakazującym byc odzianym w piaskownicy wyrażałem głosno i
      dobitnie, niestety najczęsciej kończył się on spacyfikowaniem strajkującego
      braineatera przy pomocy sił zbrojnych pod postacią brata, lat podówczas 13.
      I to tyle kombatanckich wspomnień jakie mam z roku 80, kiedy to jako 3 latek
      samotnie walczyłem z sytemem represji:)
      A o Solidarności tak naprawdę i ze zrozumieniem usłyszałem jakieś 9 lat
      później, kiedy to okazało się, że Reksio był wrogim agentem, a Myszka Miki
      dotąd skrzetnie podgladany w niemieckich komiksach z kontrabandy pojawił się w
      oficjalnej telewizji...

      Pozdrowienia:)
    • griszah Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 31.08.05, 10:32
      Z samego Sierpnia to nie dużo pamiętam. Tylko wychowawczynię z biało-czerwoną
      opaską w klasie (więc to było pewnie już w czasie roku szkolnego), która chyba
      nawet płacząc ściskała się z radością z innymi nauczycielkami - później to do
      mnie dotarło, że była w Solidarności. To było dziwne więc utkwiło mi w pamięci.
      A w sierpniu '80 to były wakacje - chyba byłem na wyjeździe w Biłgoraju z
      chłopięcym chórem ("dzięcioł w drzewo puka puk,puk,puk i korników szuka
      stuk,stuk,stuk" - się śpiewało!) albo na obozie sportowym w Sudetach gdzie się
      szkoliłem na Nadię Komaneczi w męskim wydaniu (gimnastyka sportowa) i do dziś
      potrafię chodzić na rękach :).
    • staua Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 31.08.05, 16:31
      Mialam swiezo skonczone 6 lat i zaczynalam ostatnia grupe w przedszkolu...
      Nic nie pamietam. Z grudnia roku nastepnego pamietam juz troche, ale z wtedy...nic a nic. Dopiero
      potem.
      • noida Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 31.08.05, 16:37
        Skoro już się i tak w innym wątku przyznałam, ile mam lat, to teraz mogę
        powiedzieć, że 25 lat temu miałam 3 miesiące i zapewne w sierpniu zajmowałam
        się czymś równie fascynującym jak gapienie się na sufit, machanie rączką,
        ślinienie się, próby wykonania uśmiechu lub spanie.
    • nienietoperz Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 31.08.05, 16:38
      Kończyłem dwa i pół roku, a co za tym idzie nie zajmowałem się nawet
      działalnością brainy-podobną. Wspomnienia pierwsze to zima 81-82 i cudoooowny
      czołg na drodze od naszego domu do Łodzi. No i dwóch wujków znikniętych w dość
      niespodziewany sposób.
      nntpz
      • blue.berry Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 31.08.05, 16:49
        tiia... opowiesc o tym co sie robilo 25 lat temu zdecydowanie zdradza
        (chociazby w przyblizeniu) wiek.
        to ja nie opowiem:)
        • staua Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 31.08.05, 17:26
          Kazdy juz zdradzil, nie krepuj sie...
        • noida Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 31.08.05, 17:33
          No ta... jeśli myslisz, że opowieść o rave'owym party w Londynie nie zdradza to
          sie grubo mylisz ;-p
    • dr.krisk Wspomnienia Doroslego Czlowieka... 31.08.05, 17:18
      W przeciwienstwie do Was, drogie Dzieci (he, he...), bylem wowczas czlowiekiem
      doroslym calkowicie. Pamietam ze jakos sceptycznie na to wszystko patrzylem.
      Ani jedna, ani druga strona jakos mi nie odpowiadaly.... Bylem swiecie
      przekonany, ze nic z tego nie wyjdzie (oczywiscie sie mylilem, i na cale
      szczescie).
      Zreszta na mojej uczelni akurat obie strony prezentowaly sie wyjatkowo
      nieciekawie. Nawet odwazylbym sie powiedziec ze frakcja Dlugopisu z Matkobosko
      troche gorzej: okropnie nie lubie retoryki bogoojczyznianej, itp.
      Tak wiec nie mam jakis specjanych wspomnien & uniesien.
      KrisK
      • broch Re: Wspomnienia Doroslego Czlowieka... 31.08.05, 18:47
        hmmm.... Bylem pesymista, uwazalem (i do dzisiaj uwazam) ze jedynie 68' gdyby
        byl suksecem relatywnie szybko wydzwignalby Polske. Ten pesymizm poglebil sie
        jeszcze bardziej po obejrzeniu rok pozniej "Czlowieka z zelaza" ktory spowodowal
        niemile uczucie deja vu.

        Ah, poniewaz mowa o wieku: w 80' zdalem mature
        • dr.krisk Re: Wspomnienia Doroslego Czlowieka... 31.08.05, 18:57
          Ja jakos nie potrafilem uczestniczyc w tym ogolnym entuzjazmie, w stylu "z
          polska szlachta polski lud". Ze niby teraz uda sie rozdzielic tych niedobrych
          od tych sprawiedliwych..... I ze jak juz to zrobimy to wszystko pojdzie jak z
          platka. Pamietam nocne Polakow rozmowy, gdzie objawiala mi sie cala naiwnosc
          owczesnych pomyslow na Polske, nasze polskie fobie, strachy i kompleksy.
          To pewnie sprawka mojego dosc cynicznego jednak charakteru, ktory kaze mi
          widziec konia jakim jest.....
          KrisK
          • beatanu Re: Wspomnienia Doroslego Czlowieka... 31.08.05, 21:48
            dr.krisk napisał:
            > Ja jakos nie potrafilem uczestniczyc w tym ogolnym entuzjazmie, w stylu "z
            > polska szlachta polski lud". Ze niby teraz uda sie rozdzielic tych niedobrych
            > od tych sprawiedliwych..... I ze jak juz to zrobimy to wszystko pojdzie jak z
            > platka.

            No a ja miałam dokładnie odwrotnie... Taki niepoprawny optymizm + naiwność
            młodej kobiety kazały mi wierzyć, że tak będzie już zawsze... Ze w gazecie
            przeczytam relację jakiegoś wydarzenia napisaną przez dwóch dziennikarzy,
            przedstawicieli onych i nie-onych, że na lekcjach historii będie można
            dyskutować przemilczane do tej pory wydarzenia, że nauczyciel polskiego z takim
            samym entuzjazmem będzie prezentował poezję współczesna, z jakim pokazywał nam
            pierwszy wydany właśnie, jesienią 1980 tomik poezji Miłosza... W czasie
            Karnawału zdałam maturę i zaczęłam studia. I naprawdę wierzyłam w to, że można
            powolutku, bez przystanków w stylu stanu wojennego, zbudować w Polsce
            demokrację... Myliłam się. Ale co się odwlecze to nie uciecze, czy jakoś tak :)

            B
        • daria13 Re: Wspomnienia Prawie Doroslego Czlowieka... 31.08.05, 19:40
          Jako osoba o niemal zerowym zainteresowaniu polityką, zarówno wczoraj jak i
          dziś, bardzo niewiele pamiętam z tamtego okresu. Żyłam wtedy w swoim
          nastoletnim świecie perwszych porywów serca, pierwszych bólów egzystencjalnych
          i oczywiście w świecie książek. Stosunkowo lepiej pamiętam okres stanu
          wojennego i to, że na każdym kroku byłyśmy z koleżankami legitymowane, bo to
          była jedyna rozrywka patrolujących ulice żołnierzy.
          Ale muszę wyznać, że kiedy słyszałam ostatnio w telewizji piosenki
          Kaczmarskiego z tamtego czasu (zwłaszcza Mury), tudzież Song o kolejce (nie
          pamiętam tytułu, ale starsi pewnie pamiętają piosenkę zaczynającą się od słów
          Za czym kolejka ta stoi?)ogarnęło mnie nieliche wzruszenie.
          To dobrze, że tak szybko udało nam się zapomnieć te okropne czasy. A może
          niedobrze?
          Btw. kto widział koncert Jarre'a.Przyznacie, że żenada?
          Pozdrawiam:)
          • staua Re: Wspomnienia Prawie Doroslego Czlowieka... 31.08.05, 20:43
            No, to Daria, tak troche zylas, jak moi rodzice w romantycznych latach- oni, w '68 w odpowiednim
            wieku (mama miala 18 lat, ojciec byl trzy lata starszy) - zachowali z wydarzen marcowych... bilet do
            kina Muranow, na seans, ktorego nie obejrzeli na randce z powodu manifestacji.
            Mialam im to dlugo za zle... To samo bylo ze stanem wojennym... (wtedy juz nie byli romantyczni, ale
            raczej bali sie o nas, nazwalam ich tchorzami bedac nastolatka wiele razy, kiedy bylam w okresie
            latwego osadzania innych; moj ojciec zwlaszcza byl specyficzny ideologicznie, bo byl generalnie
            przeciwko wszystkiemu, aby tylko podkreslic swoja odrebnosc, co niestety odbilo sie na jego karierze i
            zdrowiu). Teraz - sama nie wiem, juz nie ogladam wiadomosci i wiem tylko to, co w GW lub z relacji
            meza, ktory oglada. I nie wiem, co bym zrobila wtedy. Bylam za mloda caly czas, do liceum poszlam w
            '89 i wtedy moglismy sobie mowic "nasz premier, nasz prezydent" i kolega nosil opornik w klapie, bo
            nikt juz za to nam krzywdy nie mogl zrobic. Ciesze sie swoja beztroska, ale gdy slucham mojego meza,
            ktory budowal barykady w Bukareszcie w grudniu '89, bo juz zaczal studia i mogl cos robic - czuje, ze
            czegos nie dotknelam i taki irracjonalny zal mnie ogarnia, ze to wszystko niezaleznie ode mnie sie
            potoczylo, ze NIC nie zrobilam...
            • braineater barykady, mołotowy, idee 31.08.05, 20:57
              hmmm - a mnie nie żal braku doświadczenia pokoleniowego opartego na walce, nie
              żal faktu, żem za smarkaty był, by dac sie unieść patriotycznym porywom serca,
              nie żal, że nie musiałem wychodzić na ulice i tłuc się z sąsiadem o jakieś
              ideolo - i jakoś zupełnie do takich doświadczeń nie tęsknię. Swoja dawkę
              przeżyć historycznych odebrałem w formie przekazu legend rodzinnych - a
              rodzina, jak to na Śląsku dośc mocno przez histroię potłuczona i z tych
              opowieści wyciągnłem morał jeden - trzymac się z daleka od wszystkiego nad czym
              powiewają te czy inne sztandary i unikania ludzi, którzy mówia duzymi literami -
              Ojczyzna, Naród, Wartości. Wytworzyły mi się po prostu jakies przeciwciała w
              umysle automatycznie odcinające zrozumienie dla tego typu podejścia

              Pozdrowienia:)
              • staua Re: barykady, mołotowy, idee 31.08.05, 21:09
                Swoja dawkę
                > przeżyć historycznych odebrałem w formie przekazu legend rodzinnych - a
                > rodzina, jak to na Śląsku dośc mocno przez histroię potłuczona i z tych
                > opowieści wyciągnłem morał jeden - trzymac się z daleka od wszystkiego nad czym
                >
                > powiewają te czy inne sztandary i unikania ludzi, którzy mówia duzymi literami
                Taki przekaz mam od mojej Babci (w ktorej osobie skondensowaly sie chyba losy mnostwa Polakow z
                Kresow Wschodnich); Babcia, co ciekawe, opowiada to zupelnie nie zwazajac na osobe swojego meza
                (tzn. Dziadka mojego), ktory byl zajadlym komunista, mowiacym wylacznie haslami i wiele krzywd,
                ktorych doznala Babcia i jej rodzina bylo wynikiem wyznawanej i wcielanej przez niego w czyn ideologii
                (!).
                • olahabe Re: barykady, mołotowy, idee 31.08.05, 21:52
                  Na kasetach szmuglowanych ze Szwecji, gdzie wtedy siedział Kaczmarski i s-ka
                  była piosenka: "w sierocińcu po dziedzińcu chodzą dzieci w koło
                  a za siatką wróbli stadko bawi się wesoło.
                  Rozćwierkały w świecie całym -stąd i ja wiem o tym,
                  że to wprawdzie sierociniec, ale nie sieroty.
                  Moja mama jest w Paryżu a mój tata siedzi
                  siostrę miesiąc już w ukryciu trzymają sąsiedzi
                  z łóżka mnie nad ranem wzięli kiedy tatę brali
                  mówiąc- teraz my będziemy cię wychowywali."
                  Wystąpilam z tą pieśnią w pracy u swojej matki, w centrali uspołecznionej
                  handlu maszynami rolniczymi, jako dziecko rezolutne, co to i wierszyk powie i
                  piosenkę zaśpiewa na spotkaniach towarzyskich. Wzbudziłam sensację. Od tej pory
                  nie musiałam już występować publicznie, ku swojej wielkiej radości, bo popisów
                  recytatorsko- wokalnych nienawidzę do dziś, zwłaszcza w tak zakłamanej,
                  sprzedajnej formie, jak to zrobiono pod Teatrem Wielkim 2 dni temu. Dezerter,
                  zaraz potem A.Krzysztoń cudownej urody,a wszystko to w pseudo patriotycznym i
                  patosowym- jak zwykle u nas- sosie.Tragedia. Ale wróćmy do tematu- w sierpniu
                  80 mieliśmy pierwsze (i nie ostatnie niestety) włamanie do mieszkania. Zabrali
                  wszystko razem z herbatą z szafek i szamponem z łazienki, co wskazało dzielnym
                  milicjantom, że "z nimi była kobieta". Złapali ich- pierwszy i ostatni w
                  historii tego biednego mieszkania raz. Byli wtedy naprawdę zmobilizowani!
                  • dr.krisk Antonina Krzyszton... 31.08.05, 22:15
                    .. o rany. Czy miala chusteczke na glowie?
                    Zawsze mnie doprowadzala do stanu depresji calkowitej....
                    • olahabe Re: Antonina Krzyszton... 31.08.05, 22:19
                      Chusteczka jest u niej obowiązkowa. Przypuszczam, że ma do niej doczepione
                      włosy. Oczywiście w refrenie było "dziękuję ci Panie".
                      • dr.krisk Dziekuje za informacje... 31.08.05, 22:23
                        olahabe napisała:

                        > Chusteczka jest u niej obowiązkowa. Przypuszczam, że ma do niej doczepione
                        > włosy. Oczywiście w refrenie było "dziękuję ci Panie".
                        Jestem wstrzasniety i zmieszany. A wiec cos jest stale na tym zmiennym
                        swiecie... czador Antoniny Krzyszton.
              • griszah Re: barykady, mołotowy, idee 01.09.05, 09:59
                braineater napisał:

                >z tych opowieści wyciągnłem morał jeden - trzymac się z daleka od wszystkiego
                >nad czym powiewają te czy inne sztandary i unikania ludzi, którzy mówia duzymi
                >literami Ojczyzna, Naród, Wartości.
                Przy takim podejściu istnieje pewne ryzyko wylania dziecka z kąpielą tzn.
                kompletnego zdeprecjonowania tych pojęć i wrzucenia do jednego wora tych co
                byli wtedy po różnych stronach barykady. Dzisiaj w świetle tych wszystkich
                kłótni na górze, korupcji rzeczywiście trudno wskazać kogoś takiego, w którego
                ustach słowa Ojczyzna, Naród nie będą brzmiały patetycznie, fałszywie i
                koniunkturalnie ale ja staram się patrzeć na to z perspektywy tamtych czasów
                kiedy pewne postawy wymagały naprawdę odwagi, groziły konsekwencjami nie tylko
                osobistymi ale dla najbliższej rodziny. To trochę jak w tym dowcipie krążącym
                ostatnio w sieci gdzie tata mówi synowi, że kiedyś w sklepach nie było niczego
                oprócz octu. A syn: Niemożliwe, może w sklepikach osiedlowych ale w
                Carrfourze?? Dlatego mam szacunek dla tych ludzi i zdarzeń bo po starciu tej
                telewizyjno-świąteczno-hurrapatriotycznej otoczki zostają fakty - strajki,
                szykany SB, więzienia, zwolnienia z pracy i lęk za co utrzymać rodzinę.
                Pozdrawiam
                • braineater Re: barykady, mołotowy, idee 01.09.05, 13:49
                  Szacunek jak najbardziej, bo wiele z tych postaci na szacunek sobie zasłużyło -
                  nie będę wymieniał, bo może się to skończyć kłotnią (jakoś tak zachowawczo wolę
                  założyć, że nawet w najmilszych ludziach tematy polityczne wywołują
                  niesympatyczne reakcje), ale też owego szacunku im nie odmawiam, jednak nie
                  chciałbym być zmuszony do opowiadania się za stroną A lub B, bo jak dla mnie
                  nie jest to żaden wybór i nie potrafię powiedzieć, czy odpowiedziałbym na
                  wezwanie którejkolwiek ze stron - raczej pewnie nie.
                  Natomiast na dyskusję na pojęciami typu Naród, Patriotyzm, Ojczyzna,
                  Niezbywalne Wartości, to możemy sobie osobny wątek założyc i tam się z
                  wdziękiem pokłocić - tylko proponowałbym jakiś inny termin, bo to nam chwilę
                  zajmie:)

                  Pozdrowienia:)
                  • griszah Re: barykady, mołotowy, idee 01.09.05, 14:38
                    braineater napisał:

                    > Szacunek jak najbardziej, bo wiele z tych postaci na szacunek sobie
                    zasłużyło - nie będę wymieniał, bo może się to skończyć kłotnią (jakoś tak
                    zachowawczo wolę założyć, że nawet w najmilszych ludziach tematy polityczne
                    wywołują niesympatyczne reakcje

                    Raczej się nie pokłócimy bo polityka w obecnym wydaniu to jakaś żenada (ten sam
                    poziom co afery w światku piłkarskim) nie warta tego czasu. Dyskusja na temat
                    współczesnego pojmowania Ojczyzny, Patriotyzmu , Wartości na forum TWA pewnie
                    byłaby ciekawa bo pozbawiona tej zajadłości, wulgarności , która towarzyszy
                    takim dyskusjom na forach ogólniejszych. A wracając do tematu to być może mój
                    obraz Sierpnia '80 jest a właściwie był dosyć idealistyczny - po jednej stronie
                    czerwoni a po drugiej Solidarność. Ostatnio jednak czytałem "Dzienniki" M.
                    Brandysa i ze zdziwieniem dowiedziałem się, że ówczesna opozycja nie była
                    monolitem - już wtedy (1976-77) dochodziło do podziałów (KOR i ROPCiO). Wiem
                    też jak potoczyły się późniejsze losy polityczne ówczesnych liderów opozycji -
                    te wolty, partyjki, kanapy - będę jednak pamiętał, że wtedy o coś im jednak
                    chodziło, że próbowali się jakoś przeciwstawić systemowi.
                    Pozdrawiam.
                    • beatanu Re: barykady, mołotowy, idee 01.09.05, 19:50
                      griszah napisał:
                      > Dyskusja na temat
                      > współczesnego pojmowania Ojczyzny, Patriotyzmu , Wartości na forum TWA pewnie
                      > byłaby ciekawa bo pozbawiona tej zajadłości, wulgarności , która towarzyszy
                      > takim dyskusjom na forach ogólniejszych.

                      Juz kiedys tak sobie o patriotyzmie dyskutowalismy, jezeli masz sile
                      przesledzic caly watek...
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28749&w=24813644
                      Pozdrawiam serdecznie
                      B :)
                      • griszah Re: barykady, mołotowy, idee 02.09.05, 12:06
                        Miałem siłę i prześledziłem - i zdecydowanie bliżej mi do wersji patriotyzmu
                        Dariowo/Kriskowo/Beatanu/Nienietoperzowej niż Braineaterowej. A po za tymi
                        wszystkimi sentymentami, wspomnieniami i korzeniami mam jedno bardzo miłe
                        odczucie, że tu jest po prostu moje miejsce i innego nie szukam i właściwie nie
                        wyobrażam sobie życia gdzie indziej. Bardzo emocjonalnie podchodzę też do
                        historii Polski - potrafię się nieźle zdołować czytając o rozbiorach,
                        przegranych powstaniach - no tak już mam :).
                        Pozdrawiam.
                        • aaneta Re: barykady, mołotowy, idee 02.09.05, 12:54
                          To witaj w klubie. Mam prawie dokładnie tak samo, tzn. pod tym względem, że
                          nigdy nawet przez chwilę nie myślałam o wyjeździe z Polski. Jedyna różnica
                          między nami to taka, że dopiero ostatnio zaczęłam się dołować naszą historią,
                          wcześniej miałam takie bardziej dumno-romantyczno-bohaterskie podejście, teraz
                          zaczęło do mnie docierać, jak negatywne skutki miały - i mają do dzisiaj - te
                          nasze bohaterskie zrywy. Oczywiście wiedziałam o tym w odniesieniu np. do
                          Powstania Warszawskiego, bo kiedyś sporo czytałam na ten temat, trochę w związku
                          z działalnością w harcerstwie, natomiast dopiero teraz zaczęłam interesować się
                          tym, co się działo po Powstaniu Styczniowym, a to za sprawą pewnej rodzinnej
                          historii, o której się niedawno dowiedziałam. Dlatego przy okazji mam wielką
                          prośbę: jeśli znasz/znacie jakąś literaturę na temat represji po Powstaniu
                          Styczniowym, zwłaszcza w Małopolsce, to bardzo proszę o wskazanie, będę dźwięczna.
                          • griszah Re: barykady, mołotowy, idee 02.09.05, 14:13
                            Moje czysto amatorskie zainteresowanie historią ograniczone jest na razie
                            pomiędzy czasami saskimi i powstaniem listopadowym. O powstaniu styczniowym
                            wiem b. mało (trochę literatury na ten temat samego powstania mam ale na razie
                            czeka). O sensie i szansach powstań napisano już tony książek i nie mnie
                            rozstrzygać czy były potrzebne czy nie – to robota dla zawodowców. Nie dołują
                            mnie same powstania a jedynie ich przebieg, krótkowzroczność przywódców, brak
                            szerszej wizji, spory o przywództwo - podejście „jakoś to będzie” - typowo
                            polskie piekiełko, które i dziś obserwujemy. I ta nieszczęsna przedrozbiorowa
                            rzeczpospolita szlachecka i dylemat na ile sami się do tego przyczyniliśmy
                            (właśnie to moje podejście emocjonalne owocuje tym, że nie myślę, że to jacyś
                            ONI się przyczynili ale w jakiś sposób my wszyscy – braineater jak przeczyta to
                            się obśmieje). Też byłem harcerzem – sporo czytałem o Szarych Szeregach (patron
                            mojego hufca), Akcji pod Arsenałem. Nie wiem czy Powstanie Warszawskie było
                            niezbędne – kiedyś byłem o tym przekonany w 100% teraz nie jest to już dla mnie
                            tak jednoznaczne – ale starej Warszawy żal. A Sierpień ’80 wpisuje mi się jakoś
                            logicznie w ten ciąg zrywów i klęsk (wraz z późniejszym stanem wojennym).
                            Pozdrawiam.
                            • stella25b Re: barykady, mołotowy, idee 02.09.05, 16:00
                              To teraz wypadaloby na mnie jako historyka niepracujacego w zawodzie od *lat.
                              Studiowalam historie w Pl i w Niemczech i musze przyznac, ze studia w N.
                              spowodowaly, ze nabralam do niektorych zjawisk hist. pewnego dystansu. Ulatwil
                              to jezyk gdyz mieszkajac dalej w Pl napewno nie nauczylabym sie niemieckiego a
                              przebywajac w N i decydujac sie na kontynuacje studiow zostalam zmuszona do
                              porzadnej nauki tego jezyka. Tak wiec studiujac Hist. Europy Wsch. pod okiem
                              prof. Richtera mialam okazje popatrzec na rozbiory Polski nie tylko ze strony
                              pruskiej czy Habsburskiej ale przede wszystkim rosyjskiej. To doswiadczenie
                              nauczylo mnie patrzec na polska historie takze i z innej strony, nie tak
                              emocjonalnie i osobiscie jak wczesniej w Polsce. Takie inne spojrzenie na znane
                              nam fakty historyczne jest czesto doskonalym odzwierciedleniem jak bardzo
                              jestesmy "zramowani" nasza wiedza. Dla mnie byla to calkiem niezla lekcja.
                              Pamietam jeszcze z "polskich" czasow mojego prof. Kocoja- jednego z nielicznch
                              pol. fachowcow hist. nowozytnej Pl. Napisal sporo na temat Powstania
                              styczniowego i kosciuszkowskiego, napewno warto te rzeczy przeczytac.
                              • griszah Re: barykady, mołotowy, idee 02.09.05, 16:22
                                Czy Dałabyś radę w jednym Przydługim Poście opisać rozbiory z punktu widzenia
                                Rosji bo to może być ciekawe - bo chyba tematu nie wyczerpuje tłumaczenie o
                                groźbie polskiej anarchii i obronie ludności prawosławnej. W ogóle ciekawy
                                jestem jaka jest świadomość historyczna o tamtych czasach w państwach, które
                                brały udział w rozbiorach.
                                Pozdrawiam.
                              • aaneta Re: barykady, mołotowy, idee 02.09.05, 16:33
                                Stello, z nieba nam spadłaś! Tylko powiedz coś więcej o tym innym spojrzeniu na
                                historię Polski, z którym się zetknęłaś w trakcie studiów w Niemczech. Ja wiem,
                                że to temat-rzeka, ale może chociaż jakieś najważniejsze tezy. Bo ja jestem noga
                                z historii, tzn. wiem tyle, czego mnie nauczyli w szkole, jeszcze PRL-owskiej
                                oczywiście, czyli niewiele, i ostatnio zaczęłam odczuwać wielki dyskomfort z
                                tego powodu. Tylko mam jeszcze jedną prośbę, wybacz, że się czepiam, ale jakoś
                                nie mogę znieść używanego przez Ciebie skrótu Pl, więc gdybyś mogła pisać
                                zamiast tego po prostu Polska, to byłabym niezmiernie wdzięczna. Ja taka trochę
                                staroświecka jestem. Mam nadzieję, że się nie obrazisz o tę uwagę, bo naprawdę
                                bardzo mi zależy na tym, żebyś podzieliła się z nami swoim innym spojrzeniem na
                                historię Polski.
                                Pozdrawiam.
                                • nienietoperz Re: barykady, mołotowy, idee 02.09.05, 20:35
                                  Dolaczam do prosby o przedstawienie spojrzenia na powstania narodowe z punktu
                                  widzenia historiografii rosyjskiej; chociaz moze niekoniecznie tej aktualnie w
                                  oficjalnej czesci Putingdomu dominujacej. Probowalem w zeszlym roku rozmawiac
                                  troche o podobnych kwestiach z bardzo milym skadinad doktorantem fizyki z
                                  instytutu Stieklowa w Moskwie. Skonczylo sie wysluchiwaniem narzekan na bolesna
                                  niewdziecznosc dawnych krajow bloku wschodniego, i zimna uwaga: moze i niegdys
                                  bywalo rozmaicie, ale poczawszy od XIX wieku Polska byla integralna czescia
                                  imperium rosyjskiego.
                                  W domysle - przerwy w tym stanie rzeczy, takie jak ta trwajaca obecnie, sa
                                  raczej nienaturalne, i jak to z przerwami bywa, reprezentuja stany przejsciowe.

                                  Jednoczesnie popieram Aaneci apel o zamiane Pl jesli nie na Polske, to na RP.
                                  Oraz z punktu widzenia niemal calkowitego amatora rekomenduje ksiazke prof.
                                  Lojka 'Bic sie czy nie bic?'.

                                  Pozdrowienia,
                                  nntpz
                                  • stella25b Re: barykady, mołotowy, idee 02.09.05, 22:52
                                    Zmuszacie mnie siegniecia w zakamarki mozgownicy ale to byl tez moje ulubione
                                    seminarium wiec cos tam jeszcze w glowie mi zostalo.
                                    Streszcze sie jednak gdyz jutro wyjezdzam sie wspinac wiec musze wczesniej
                                    wstac.
                                    Katarzyna II to bardzo ciekawa postac historyczna. Byla Niemka, jak kazdy car
                                    Rosji z dynastii Romanowow. Prawdopodobnie byla nieslubna corka Fryderyka
                                    Wielkiego. Niestety ja nie znalazlam na ten temat zadnych "zdecydowanych"
                                    dowodow. Faktem jest, ze jej matka Johanna Elisabeth Holstein-Gottrop miala z
                                    nim romans. Bardziej prawdopodobne jest, ze prawdziwym ojcem Sophie Anhalt-
                                    Zerbst, pozniejszej Kat.II byl Ivan Becki. Jednak sympatia Fryderyka do matki
                                    spowodowala, ze wysunal on kandydature Sophie na zone Piotra Ulryka przyszlego
                                    cara Rosji. W swoich memuarach Katarzyna opisuje pierwsze lata pobytu w Rosji,
                                    nawet nie do momentu objecia tronu, szkoda bo to akurat okres, ktory pokazuje
                                    jej charakter a nic nie mowi o planach politycznych, ale... Byla osoba
                                    niezwykle ambitna. Nauczyla sie po rosyjsku. Co w XVIII wieku bylo rzecza dosc
                                    nieslychana aby przyszly wladca znal jezyk narodu ktorym wlada. Jezykiem
                                    urzedowym dworu byl francuski i tym jezykiem poslugiwano sie na codzien. Nie
                                    dala jednak za wygrana.Wstawala codziennie o 5 rano i uczyla sie jezyka
                                    twierdzac, ze lud ja pokocha kiedy bedzie znala jego jezyk. Prawdopodobnie ten
                                    styl zycia przyczynil sie do jej choroby. Przeziebila sie i nabawila sie, tez
                                    prawdopodobnie zapalenia pluc, ktore leczyla prawie 3 miesiace walczac o zycie.
                                    Juz wtedy planowala objecie tronu, byc moze nie w taki sposob jak do tego
                                    doszlo ale doskonale zdawala sobie sprawe z nieudolnosci wlasnego meza,
                                    przyszlego cara. Opisuje w memuarach jak Piotr bawil sie w wojsko zolnierzykami
                                    a jako stracencow uzywal do egzekucji szczurow. Byl bardzo dziecinny i to
                                    dawalo jej atut, w pierszenstwie do tronu.
                                    Okres jej rzadow nalezy rozgraniczyc na rozgraniczyc na 2 sfery: polit. wewn i
                                    zewnt. I dodac nalezy, ze osiagnela sukces jedynie w polityce zewnetrznej.
                                    Uczynila z Rosji monarchie absolutystyczna kierujaca polityka Europy. Tego
                                    wczesniej nie osiagnal zaden car. Jej glownymi celami polityki zewnt. bylo
                                    przylaczenie Krymu do Rosji, co wiazalo sie z dostepem Rosji do morza Czarnego
                                    i zlikwidowaniem Polski i faktycznym przyblizeniem Rosji do Europy.
                                    Sprawa rozbiorow Polski byla przez nia planowana wraz z Fryderykiem Wielkim.
                                    Chociaz Fryderyk mial inne plany. On z kolei chcial sam zagarnac Polske, Rosja
                                    miala mu w tym tylko dopomoc. Nie docenil jedank sprytu Katarzyny ktora tak
                                    latwo nie dala sie wyeliminowac z gry. Jej romans z Poniatowskim tez byl z gory
                                    zaplanowany. Niestety tylko Poniatowski tego nie zauwazyl. Byl on do konca
                                    przekonany, ze Katarzyna nie tylko pomoze mu zdobyc tron POlski ale takze
                                    przeprowadzic reformy, ktore umocnia Rzeczpospolita. Owocem tego romansu byla
                                    corka, ktora zmarla niestety w wieku dzieciecym. Rozwiazanie
                                    sprawy "roznowiercow" w Polsce to byl pretekst Katarzyny aby sprytnie wmieszac
                                    sie w polityke POlski.Katarzyna miala swoich zaufanych w Warszawie, Repnina i
                                    Salderna, ten drugi byl specjalista od spraw srodkowoeuropejskich i oni to
                                    mieli doprowadzic do podpisania traktu sojuszniczego z Rzeczpospolita w sprawie
                                    roztrzygniecia kwestii granicznych.Stad tez doszlo do zawiazania sie
                                    konfederacji w Slucku, Toruniu i Radomiu.I nastepnie nastapila interwencja
                                    Rosji w sprawie konfederatow.
                                    Katarzyna miala pewna wizje. Przesladowala ja sylwetka Piotra I i pragnela
                                    zdobyc uznanie wiekszego wladcy od niego. Wprawdzie w polityce zewnt. odniosla
                                    pelny sukce. Rosja zaistniala na arenie europejskiej jako "sila" majaca
                                    decydujacy glos w sprawach polityki. To jednak jej reformy i proby
                                    zmodernizowania kraju przyniosly fiasko.

                                    To tak szybko i pokrotce. To temat rzeka i przy tym niezwykle interesujacy wiec
                                    jesli macie jakies wiadomosci to podzielcie sie, ja chetnie sie z nimi zapoznam.


                                    Aaneto, napisze napewno na temat niemieckiego spojrzenia na hist. Polski ale
                                    dopiero po weekendzie. A do prosby sie juz dostosowalam:)
                                    pozddr. zainteresowanych
                                    • griszah Re: barykady, mołotowy, idee 05.09.05, 10:50
                                      No tak ale to co Napisałaś o Katarzynie II nie odbiega właściwie od tego co
                                      napisali polscy historycy tego okresu i nadal nie rozumiem co Miałaś na myśli
                                      pisząc „że jesteśmy zramowani naszą wiedzą”. A w ogóle czy da się w pracy
                                      historyka (rzetelnej pracy), analizie źródeł i ich interpretacji uniknąć wpływu
                                      jaką jest własna przynależność narodowa?
                                      Pozdrawiam.
                                      • stella25b Re: barykady, mołotowy, idee 05.09.05, 11:53
                                        Jesli chodzi o interwencje KatarzynyII to rzeczywiscie nie spotkalam sie z inna
                                        interpretacja. Co wcale nie oznacza, ze inna nie istnieje.
                                        Chodzilo mi wlasnie o to, o co Ty pytasz:) Patrzymy na nasze historie
                                        z "naszego polskiego punktu widzenia- naszych historykow". To jest wlasnie to
                                        zramowanie o ktorym pisze.
                                        Historyk powinien w swojej pracy opierac sie na roznych zrodlach hist. (Zrodlo
                                        historyczne to tez czesto tylko subiektywne spojrzenie autora na sprawe) i
                                        najlepiej na skrajnie odbiegajacych od siebie interpretacjach oraz
                                        pokazac "sprawe" z roznych puktow widzenia.
                                        Emocje, sympatie, subiektywizm nie powinny miec miejsca w pracach naukowych-
                                        takie jest moje zdanie.
                                        pozdrawiam



                                        Zrodlo historyczne to tez czesto tylko subiektywne spojrzenie autora na sprawe.

                  • dr.krisk Czy boimy sie tematow politycznych??? 02.09.05, 17:00
                    braineater napisał:

                    > jakoś tak zachowawczo wolę
                    >
                    > założyć, że nawet w najmilszych ludziach tematy polityczne wywołują
                    > niesympatyczne reakcje
                    To jest rzecz, ktora mnie zastanawia. Dlaczego nie mozna sobie
                    normalnie "pogadac o polityce"? Moze zwykli ludzie przejeli styl dyskusji
                    uprawiany przez zawodowych graczy politycznych?
                    Sledzac rozmaite dyskursa polityczne w telewizorze, albo przysluchujac im sie,
                    odczuwam jakies zazenowanie (porownywalne tylko ze slynnym Peknieciem Spodni
                    Kriska Na Zakonczenie Roku Szkolnego). Dorosli faceci a zachowuja sie jak stado
                    wscieklych pinczerkow.....
                    Brakuje mi dyskursu, przedstawienia przemyslanych racji, zastanowienia sie nad
                    argumentami adwersarza. Niestety, dominuje przekonanie ze tamci nie maja racji
                    bo sa tamtymi, a wiec z zalozenia racji miec nie moga! Jak radni z wrazego
                    klubu zarzadza ukladanie chodnika w jodelke, to my oprotestujemy - w romby ma
                    byc! I tak dalej, i tak dalej......
                    Zawsze podziwialem ludzi, ktorzy potrafia sluchac, myslec i staraja sie
                    szanowac rozmowce. Ale to nie oni wygrywaja wybory....
                    KrisK
                    P.S. Ciesze sie ze na wyborach nie bede w Polsce - mialbym bardzo trudny wybor.
                    Same wieksze lub mniejsze zla.
                    • staua Re: Czy boimy sie tematow politycznych??? 02.09.05, 20:47
                      A bedziesz glosowal? U nas w konsulacie nowojorskim dzis otwarto rejestracje elektroniczna, wiec
                      zarejestruje sie wieczorem (potrzebny paszport, ktorego przy sobie nie nosze) i mam trzy tygodnie na
                      zorientowanie sie, na ktora partie chce glosowac do Parlamentu (na prezydenta mam juz kandydata).
                      Moj problem polega na tym, ze NIGDY moi kandydaci nie wygrywaja wyborow... (jedyny raz, kiedy
                      wynik glosowania zgadzal sie z moim glosem, to bylo referendum o wstapieniu do EU)
                      • dr.krisk Nie bede.... 02.09.05, 20:59
                        staua napisała:

                        > A bedziesz glosowal?
                        Musialbym dlugo czolnem do cywilizacji przez blota florydzkie plynac. Nie chce
                        mi sie. Zreszta powiem szczerze - nie widze nikogo w tej calej masie
                        aparatczykow rozmaitych partii na kogo moglbym zaglosowac.
                        No i podobnie jak piszesz, od lat wybieraja innych niz moi kandydaci....
                        • braineater Re: Nie bede.... 02.09.05, 21:14
                          nie bede...
                          nie wierzę w siłe swojego głosu
                          nie mam komu go oddać, bo prof. Szyszkowska, mimo całej sympatii, jaką do niej
                          czuję, na polityka nie nadaje się w ogóle...
                          no i nie mam gdzie przypiaąć rowerka przed lokalem komisji, a jak nie przypnę,
                          to porwą...
                          A tak faktycznie to jeszcze ani razu nie skorzystałem z mojego niezbywalnego
                          prawa wyborczego, bo nigdy nie było niczego, za czym mógłbym w pełni przekonany
                          oddac głos

                          P:)
                          • kawa_malinowa Re: Nie bede.... 02.09.05, 23:02
                            A ja wlaśnie pójdę, bo po raz pierwszy mogę, po drugie uważam, że tak trzeba. I
                            tyle.
                            A martwi mnie nie tyle brak rozmów o polityce i mozliwosci ich prowadzenia
                            (jesli jeszcze raz usłyszę- yyy, poszedłem z dziewcyzną na piwo, a rozmawiamy o
                            polityce,yyyy ja nic nie mówię, że to źle, ale to tak... dziwnie- to chyba
                            przestanę pić), ale fakt, ze moi znajomi stadnie odmawiają głosowania. Jako
                            właściciele dowodów mogliby pójść, ale nie widzą sensu, a polityka
                            (i "Wiadomości", "Fakty" oraz inne mniej lub bardzie podobne) nie interesują
                            ich ani trochę....
                            • stella25b Re: Nie bede.... 02.09.05, 23:07
                              Ja tez bym poszla ale niestety (moja wina, tu wale sie w piers)moj polski
                              paszport jest nieprzedluzony wiec d...a.
                            • dr.krisk Bardzo dobrze... 03.09.05, 03:23
                              kawa_malinowa napisała:

                              > A ja wlaśnie pójdę, bo po raz pierwszy mogę, po drugie uważam, że tak trzeba.
                              Z sympatia czytam twoja wypowiedz, bo ja tez zawsze chodze na wybory (no chyba
                              ze mnie nie ma w kraju). Ale chyba mam jakies dziwne sympatie polityczne, bo
                              zawsze glosowalem na ludzi umiarkowanych, spokojnych i budzacych podejrzenia za
                              mysla nie tylko o sobie. No i od dluzszego czasu nie ma ich w parlamencie.....
                              Zrezygnowalem jednak z wszelkich kalkulacji w rodzaju: nie glosuje na ...., bo
                              nie maja szans wyborczych. Glosuje na kogo mi sie podoba, a ze nie wygraja?
                              • kawa_malinowa Re: Bardzo dobrze... 03.09.05, 09:34
                                No i od dluzszego czasu nie ma ich w parlamencie.....
                                > Zrezygnowalem jednak z wszelkich kalkulacji w rodzaju: nie glosuje na ....,
                                bo
                                > nie maja szans wyborczych. Glosuje na kogo mi sie podoba, a ze nie wygraja?
                                >

                                Czytam, że to często wśrod TWAowiczów przypadłość. Cóż. Zastanawiam się od
                                kilku dni nad tym na kogo zagłosować w wyborach do parlamentu - wybierać
                                mniejsze zła pośród szczytów sondażowych list, czy może idealistycznie wybrać
                                ludzi najbardziej mi pasujących, mimo ze szanse na wejście do parlamentu mają
                                niezbyt duże... Wczytuję się w programy, biuletyny, opinie moich małych
                                autorytetów... i coraz bardziej skłaniam się ku drugiej wersji.
                                Chyba jednak jestem polityczną optymistką.
                                Karolina
                                • dr.krisk Nalezy przyzwyczaic sie do bycia w mniejszosci.... 03.09.05, 19:04
                                  kawa_malinowa napisała:

                                  > czy może idealistycznie wybrać
                                  > ludzi najbardziej mi pasujących, mimo ze szanse na wejście do parlamentu mają
                                  > niezbyt duże...
                                  Chyba jednak tak wlasnie trzeba. Przyzwyczajaj sie do bycia w mniejszosci....
                                  Ja zawsze glosowalem na ludzi zwiazanych z Unia Wolnosci: bo to moje srodowisko
                                  naturalne. I dalej raczej bede, bo nie widze dla jakiejs sensownej alternatywy.
                                  A ze nie wygraja? I co z tego - nie pierwszy i nie ostatni raz wygrywac beda
                                  glupsi i bezczelniejsci.....
                                  Problem tylko, aby ci glupsi i bezczelniejsi nie wlazili nam na glowy: tutaj
                                  trzeba bezwzglednie sie bronic i nie ustepowac. Niech sie nas troche boja.
                                  KrisK
                                  • eva.68 Re: Nalezy przyzwyczaic sie do bycia w mniejszosc 04.09.05, 00:35
                                    Tak czytam sobie i tak sobie myślę, że gdyby wszyscy myślący podobnie
                                    zagłosowali, to może wynik wyborczy byłby inny? Może to mocno naiwne? Jednak
                                    prawdopodobne. Ale chyba nie przekonam się, czy działa naprawdę. :-(
                                    Pozdrawiam.
                                    Ewa w pozycji raczej obronnej (triumfować będą inni, taki lajf :-))
                                    • dr.krisk Re: Nalezy przyzwyczaic sie do bycia w mniejszosc 04.09.05, 16:26
                                      Nie bardzo w to wierze - ludziska znowu wybiora jakies dziwolagi. A dlaczego? A
                                      dlatego ze lubia glosowac na podobnych do siebie. Zwolennik czerwonogebego
                                      Leppera nigdy nie zaglosuje na jakiegos zaokularzonego profesorka, co to wlos
                                      na czworo dzieli zamiast po naszemu w pysk prasnac! Wyznawca spiskowej teorii
                                      dziejow niechetnie bedzie sluchal tlumaczenia ze wszystko zalezy od nas samych,
                                      i jak sie nie postaramy to manna z nieba nie spadnie. I tak dalej.
                                      Nie wierze wiec w jakis specjalnie madry wybor moich rodakow. Znowu beda
                                      narzekali na tych co sami ich wybrali.....
                                      Ale ja jakos ostatnio coraz mniej sie tym przejmuje. Jak tak chca.....
                                      • eva.68 Re: Nalezy przyzwyczaic sie do bycia w mniejszosc 04.09.05, 21:31
                                        dr.krisk napisał:

                                        > Nie bardzo w to wierze - ludziska znowu wybiora jakies dziwolagi. A dlaczego?
                                        A dlatego ze lubia glosowac na podobnych do siebie.

                                        Wybiorą, niestety. Nie wiem, czy dzieje się tak właśnie dlatego.
                                        Czasem patrzę sobie na ten przedwyborczy "kabaret" (nieczęsto, bo to smutne
                                        widowisko)i myślę sobie, że myślenie chyba boli albo wywołuje równie
                                        nieprzyjemne odczucia w części ludności. I myślę sobie jeszcze, że ludzie nie
                                        lubią prawdy. Wolą "kiełbasę wyborczą". A kiedy okazuje się, że jest ona
                                        niejadalna albo była tylko iluzją, mogą spokojnie ponarzekać na tych, co ich
                                        sami wybrali... I tak od lat. Wygodna jest taka postawa. Zwalnia z
                                        odpowiedzialności. (Ta niechęć do prawdy rozciąga się też na inne dziedziny
                                        życia. Takie odnoszę wrażenie.)
                                        Opowiadał mi kiedyś kolega, jak poproszono go o kandydowanie do władz
                                        zakładowej Solidarności. Kontrkandydaci przedstawili piękne programy, obiecali
                                        rzeczy niemożliwe a on powiedział, że czeka ich ciężka praca, której owoce będą
                                        zbierać następne pokolenia. Przepadł z kretesem. I to był koniec jego Snu o
                                        Demokracji.
                                        Ja też nie wierzę w żaden wyborczy cud. Ale myślę, że gdyby WSZYSCY, którzy
                                        myślą skorzystali ze swojego prawa głosu, wynik mógłby zaskoczyć. Znam trochę
                                        ludzi, którzy nie idą głosować, bo i tak nic to nie zmieni. A może jednak by
                                        zmieniło, gdyby poszli?
                                        Nie powiem, że bardzo się tym przejmuję (a może powinnam?), ale czasem mnie to
                                        dotyka.
                                        Pozdrawiam.
                      • beatanu Re: Czy boimy sie tematow politycznych??? 02.09.05, 21:34
                        staua napisała:
                        > Moj problem polega na tym, ze NIGDY moi kandydaci nie wygrywaja wyborow...(jed
                        > yny raz, kiedy
                        > wynik glosowania zgadzal sie z moim glosem, to bylo referendum o wstapieniu
                        > do EU)

                        Mam dokładnie tak samo, chociaż do wyników referendum muszę dorzucić jeszcze
                        wyniki pierwszych "prawie demokratycznych" wyborów w 89 roku...

                        A głosować pójdę (mam podwójne obywatelstwo), bo lubię czuć, że spełniam swój
                        obywatelski obowiązek, i możecie się kpiąco uśmiechać, tak, tak, jakież piękne
                        wyświechtane frazy itp - ale to dla mnie ważne... Wierzę w moc swojego głosu,
                        bo nawet jeżeli moi kandydaci nie wygrywają, to postawieniem krzyżyka przy ich
                        nazwisku okazuję im swoje wsparcie. I - co również istotne - nie daję
                        satysfakcji oszołomom maści różnej - że jako ta pozostająca w dzień wyborów w
                        domu mogę być uważana za osobę potencjalnie głosującą na tych oszołomów
                        właśnie...

                        I taka już jestem i przyzwyczaiłam się do tego, że niektórzy traktują mnie jak
                        naiwną głupią optymistkę nieuleczalną...

                        B :)


                        • staua Re: Czy boimy sie tematow politycznych??? 03.09.05, 03:15
                          >
                          > Mam dokładnie tak samo, chociaż do wyników referendum muszę dorzucić jeszcze
                          > wyniki pierwszych "prawie demokratycznych" wyborów w 89 roku...
                          Wtedy jeszcze nie glosowalam, ani w pierwszych prezydenckich - dopiero w nastepnych
                          parlamentarnych.
                          Glosuje, choc nie sadze, zebym do Polski wrocila na stale, bo tam jest moja rodzina, ktorej zycze jak
                          najlepiej, a glosujac i wykorzystujac moje niezbywalne prawo glosu mam poczucie, ze nie ignoruje ich
                          sytuacji. Nie wyobrazam sobie nie glosowac, naprawde. I to nie dlatego, ze interesuje sie polityka, bo,
                          jak pisalam, interesuje sie nia w stopniu minimalnym, ale mam poczucie, ze chce swiata o jakims
                          profilu, a nie glosujac nie moge go oczekiwac. Poniewaz glosuje tylu ludzi, ktorych w swoim braku
                          skromnosci uwazam za bardzo glupich i zorientowanych jeszcze mniej niz ja w jakiejkolwiek
                          otaczajacej nas rzeczywistosci, wykorzystam to prawo rowniez.
                          • griszah Re: Czy boimy sie tematow politycznych??? 05.09.05, 11:03
                            staua napisała:

                            > jak pisalam, interesuje sie nia w stopniu minimalnym, ale mam poczucie, ze
                            >chce swiata o jakims profilu, a nie glosujac nie moge go oczekiwac.
                            O to to to to. Ja też zawsze głosuję m. in. z tego powodu co Ty. To tak jak w
                            tym strym dowcipie żydowskim: Pani Boże spraw abym wygrał na loterii. Ty Moryc
                            daj mnie szansę - ty kup los :).
                            Pozdrawiam.
            • aaneta Re: Wspomnienia Prawie Doroslego Czlowieka... 31.08.05, 22:36
              W '89 "nasz" był tylko premier, prezydent nie, mówię to z uwagi na edukację
              młodzieży, to coś jak z tym FJN, wałkowanym w innym wątku, i z uwagi na tzw.
              prawdę historyczną.
              Nie jestem kombatantką, jedynym moim udziałem w walce z komuną było to, że w
              moim pokoju przebywała przez jakiś czas maszyna do pisania, używana wcześniej
              przez moją zaangażowaną przyjaciółkę do przygotowywania jakichś ulotek czy
              biuletynów. Ale to już było w stanie wojennym, a wcześniej, 25 lat temu,
              dokładnie w połowie liceum, pomiędzy drugą a trzecią klasą, byłam na obozie
              harcerskim w Bieszczadach, dokąd docierały wieści o tym, że ponoć jest strajk
              generalny w całej Polsce. Nikt nie wiedział dokładnie, co się naprawdę dzieje,
              więc mieliśmy niezłego cykora. Młodzieży wyjaśniam na wszelki wypadek, że
              telefonów komórkowych wtedy nie było, ze stacjonarnymi też nie było najlepiej,
              zwłaszcza w Bieszczadach, na rozmowę międzymiastową czekało się godzinami, a
              prasa, do której i tak na obozie nie mieliśmy dostępu, kłamała na potęgę, tzn. o
              ówczesnych strajkach nie pisała w ogóle, przynajmniej do pewnego momentu. To
              oczywiście było na przełomie lipca i sierpnia 1980r., podpisanie porozumień
              oglądałam w telewizorze już w domu, pamiętam, że ryczałam wtedy jak bóbr. A
              dzisiaj mało mnie szlag nie trafił, kiedy zobaczyłam przemawiającego miłościwie
              nam panującego pana prezydenta. I jak to wytłumaczyć dzieciom?
              • staua Re: Wspomnienia Prawie Doroslego Czlowieka... 31.08.05, 22:42
                No jasne, nawet to mi sie pomylilo - pierwsze wybory prezydenckie to...hmm...91? To wtedy bylo to
                haslo.
                Jeszcze jedno potwierdzenie mojej ignorancji politycznej, mimo uwielbienia dla niektorych postaci z
                tamtych czasow.
      • dr.krisk O smiesznych aspektach wznioslych czasow..... 01.09.05, 20:33
        Tak sobie mysle o tych czasach, i jakos pamietam ze odbieralem to wszystko co
        sie dzialo na mojej uczelni jako dosc groteskowy spektakl. Jeden pan profesor
        przestal sie klaniac drugiemu panu profesorowi, na tablicach ogloszen pojawialy
        sie Listy Otwarte do Narodu i Swiata, po korytarzach biegali zaaferowani
        lacznicy....
        Wiem, ze to byla chwila historyczna, ale mnie to wszystko troszeczke smieszylo -
        moze tak wlasnie wygladaja chwile historyczne??
        Zreszta bylem przekonany ze za chwile wejda Rosjanie i nas zalatwia na cacy.
        Juz sie zastanawialem co mam wtedy robic...
    • kawa_malinowa Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 01.09.05, 13:48
      "Przez wiele lat nie upuszczało mnie wrażenie, ze urodziłem się za późno.
      Ciekawe czasy, niezwykłe wydarzenia, fenomenalne jednostki - wszystko to w moim
      odczuciu, należało do przeszłości i raz na zawsze się skończyło."

      Ano.
      • aaneta Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 01.09.05, 15:16
        O nie, no nie mówcie takich rzeczy, bo się wkurzę. Co to znaczy? Ciekawe czasy
        się skończyły? Czyli teraz są nieciekawe? A czy przypadkiem to nie zależy od
        nas, czy one są ciekawe czy nie? Niezwykłe wydarzenia należą do przeszłości? A
        może by tak ruszyć d... i samemu się przyczynić do jakiegoś niezwykłego
        wydarzenia, a nie tylko siedzieć i marudzić, że takie nieciekawe te nasze czasy?
        Fenomenalnych jednostek brak? To może wziąć się do roboty i wychować jakąś
        fenomenalną jednostkę? Że co, że to niełatwe? Ano niełatwe, ale czy kiedyś było
        łatwiej? I czy naprawdę teraz jest tak cudownie, że nie ma już nic do zrobienia?
        Powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie, więc jak można mówić, że wszystko się
        już wydarzyło i jest nieciekawie?
        • staua Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 01.09.05, 16:33
          I przypomina mi sie ta klatwa "Obys zyl w ciekawych czasach".
          Wtedy mysle, ze nie ma czego zalowac...
          • stella25b Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 01.09.05, 17:27
            Bedac teraz w Pl obejrzalam ponownie "Czlowieka z zelaza". I dopiero teraz
            zauwazylam jak swietnie zagral w tym filmie Gajos. Nalezalby mu sie Oskar za
            role drugoplanowa.
            • broch Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 01.09.05, 17:46
              Nie wina Gajosa, ale film to straszliwa sztapma, wlaczajac w to bylego komuniste
              w stanie kryzysu.
              Rownie dobrze "dzielo" mogloby powstac w latach 50'. Ujecie tematu, technika
              filmowania, debilana wrecz lopatologia. Wajda nakrecil (dla mnie) ostatni dobry
              film w 69' (Polowanie na muchy).
              • stella25b Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 01.09.05, 21:24
                broch napisał:

                > Nie wina Gajosa, ale film to straszliwa sztapma, wlaczajac w to bylego
                komunist
                > e
                > w stanie kryzysu.
                > Rownie dobrze "dzielo" mogloby powstac w latach 50'. Ujecie tematu, technika
                > filmowania, debilana wrecz lopatologia. Wajda nakrecil (dla mnie) ostatni
                dobry
                > film w 69' (Polowanie na muchy).


                Wiesz Broch ja mam inne zdanie na temat tego filmu bo tez inaczej go odebralam.
                Patrzylam na niego, nie na jako dzielo polskiej kinematografii tylko na
                dokument historyczny. Ten film to mieszanka fikcji z materialem dokumentalnym.
                W tym wlasnie filmie jest owa slawna scena, ktora wspomina Beata "Pan z wasami
                z olbrzymim dlugopisem". Dla mnie to akurat nie lopatologia dla mnie to kawalek
                historii kraju na wschod od Odry.
        • kawa_malinowa Re: co robiłaś/-eś 25 lat temu... 01.09.05, 20:05
          Cytując Liberę, myślałam o takich właśnie pokoleniowych wydarzeniach, o tym, że
          ludzie robili się solidarni i chcieli czegos dokonac wspólnie...
        • eva.68 Ciekawe inaczej? 01.09.05, 22:13
          To prawda, nie można powiedzieć, że ciekawe czasy się już skończyły. Obecnie
          jest ciekawie...inaczej. I powiem szczerze, że ja za tą "ciekawością" lat 80-
          tych nie tęsknię. Z tamtych wydarzeń pamiętam niewiele, bo mając lat 12 o
          polityce nie ma się pojęcia bladego. Ale kiedy już urosłam i to, co pamiętałam
          połączyłam z tym, co zaczęto już w latach 90-tych o tamtych wydarzeniach pisać,
          wyłonił się z tego połączenia Koszmar. Ja jakaś apolityczna jestem, bardziej
          niż osiągnięcia polityczne i społeczne przemawiają do mnie dramaty
          poszczególnych jednostek. A wydarzenia sierpniowe i późniejsze wiążą się dla
          wielu ludzi z przeżyciami mało przyjemnymi. I jak tu tęsknić za życiem
          w "ciekawych" czasach??? Nie tęsknię!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka