Dodaj do ulubionych

Tak bedzie najprosciej (?:))

21.09.05, 10:39
Zaczne od pozdrowien dla Zosi.Samoosi, ktorej dzialania jako adm. spolecznej
obserwowalem i podoba mi sie jej sposob pracy i reakcji- wlasciwie tak
wyobrazam sobie dzialania adm. spolecznego. Zosie.S (niezaleznie jakiej jest
plci, nie wnikam) pozdrawiam i zycze dalszych, malych, "spolecznych
zaangazowan", ale i przyjemnosci z powierzonych jej obowiazkow.
****************************************************************


Co mialoby byc najprosciej? Juz odpowiadam. Otrzymalem kilka listow, kilka
zapytan, jedno nawet dotyczy odniesien psychologicznych, a i estetycznych w
przyjetej konwencji roku 2000.

Drodzy uczestnicy, czytajac powyzsza mieszanie slow naturalnie nie bedziecie
wiedziec o co chodzi, gdyz ani okreslenie konwencji estetyki, czy
psychologiii wielu nic nie mowi, a rok 2000 jest tym bardziej oddalony, iz
niektorzy z Was siedzieli jeszcze w gimnazjum zastanawiajac sie, czy zakup
butow Adidas bedzie najlepsza podjeta zyciowa decyzja.

Sa na forum jednak osoby, ktore rozmieja, o czym mowie, gdyz od nich wlasnie
splywaja pytania.

W zwiazku z tym, a jednoczesnie za sugestia pytajacych postanowilem
odpowiadac tutaj, odpowiedzi nie sa intymne, nie musza byc zatem przesylane
korespondencja indywidualna (prywatna).

By nie przedluzac. Prosze osoby, ktore maja do mnie pytania, ktore chcialyby
cokolwiek wyjasnic, cokolwiek wiecej sie dowiedziec w kwestiach dla nich (jak
sadze) bardzo istotnych a z moim doswiadczeniem zwiazanych o pisanie w tym
watku.
Utrzymanie spojnosci czasu i miejsca (niezaleznie od formy) umozliwi nam
przejrzyste otrzymanie i przekazanie informacji, bez nieporozumien lub
niewlasciwiego odczytania przekazu. Watek ten pozwoli rowniez na unikniecie
niepotrzebnych oskarzen, ktorych cyklicznosc powtarzania bez rozumienia
tresci powoduje automatyczna deprecjacje intelektualna uczestnika, a tego
chcialbym zdecydowanie uniknac.

Moze zdarzyc sie tak, ze osoby mimo dreczacych ich pytan, ktore juz
pojawily, nie beda chcialy wpisac sie do watku uznajac sprawe za niebyla,
niewazna, mnie niedotyczaca. W takiej sytuacji zosatne automatycznie
zwolniony z obowiazku udzielenia jakichkolwiek odpowiedzi. W przypadku
wystepowania pytan gdzie indziej oraz dopisywania do nich spiskowej teorii
dziejow bede reagowal w sposob dla siebie i byc moze niektorym juz znany, a
uzalezniony od chwilowego stanu ducha, humoru lub podejscia do forumowego
hazardu.


Dlatego zdrowszym (podkreslam) byloby skierowanie pytan bezposrednio tu i
uzyskanie na nie opowiedzi, ktore moze pozwola w przyszlosci spac spokojnie
(lub niespokojnie).

Przyklad pytania:

Czy od dawna pijam herbaty auerveda?

Tak pijam od dawna, z przerwami, obecnie dosc regularnie.
Kiedys mialem duzo wiecej mieszanek, dzis posiadam tylko kilka, a kazda z
nich ma okreslone przeznaczenie. Zredukowalem liczbe posiadanych zapasow,
dlatego, ze wiele z mieszanek zawieraly podobne skladniki, a zatem dzialanie
bylo podobne (pokrywajace sie). Dzis wole miec w szafce herbaty "Calming
Tea", "Good Morning Tea", "Yoga Tea" oraz "Men's Tea", przy czym kazda ma
inne dzialanie. Herbat typu "Activ Tea", "Good Day Tea", czy "Sleeping well
Tea" itp. nie kupuje, gdyz wyselekcjonowane herbaty z mojej polki calkowicie
spelniaja role i swietnie na mnie dzialaja .



Czekam wiec (nie bede odpowiadal od razu, bo moje zycie w realu jest
intensywne, sporobuje jednak ustosunkowac sie w miare szybko - jesli
oczywiscie pytania beda).

Pozdrawiam,
kardiolog

kardiolog
Obserwuj wątek
    • mlesniewska Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 21.09.05, 10:43
      Ja mam pytanie które mnie dręczy od niepamietnych czasów??? Co było pierwsze:
      kot czy pies? Chciałabym wziąć udział w teleturnieju telewizyjnym tudzież w
      konkursie na idiotele i odpowiedź na to pytanie bardzo by mi pomogła:))))
      Z góry i z dołu dziękuję:)
      • kardiolog Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 21.09.05, 11:58
        Sprobuje odpowiedziec na pytanie, dobrze, ze nie zapytalas co bylo pierwsze
        jajko czy kura- mialbym wtedy znacznie wiekszy problem :)

        Moge oczywiscie mylic sie w swoich tezach, algebraicznych wyliczeniach, nie
        chodzi jednak (jak mniemam ) o moja pomylke, lecz o moja teorie:).

        W epoce kamienia lupanego, a nawet moze i wczesniejszej, kiedy to mezczyzna
        (pozniej zwany czlowiekiem) znal juz ogien, ale nie potrafil przyrzadzic strawy
        stworzono kobiete. Mezczyzna zlapal wiec za wlosy nowe stworzenie, wciagnal do
        jaskini i tak jak juz zostalo do dzis.
        Tyle tytulem wstepu odnosnie rozwoju i poziomu cywilizacji, jeszcze nie
        odpowiadam na pytanie:)
        Mieszkal wiec sobie mezczyzna z owa dlugowlosa przedstawicielka plci znacznie
        odmiennej (musiala miec dlugie wlosy, ktore sluzyly mu do transportu), gdy
        pojawil sie kot(sadzac po zapiskach i rysunkach na scianie jaskini) .
        Kot zaciekawil mezczyzne pod katem spozycia go w calosci (po obraniu z siersi,
        naturalnie i zrobienia z niej nakrycia genitaliow), jednak kot jak to kot
        zwiazany gdzies z dzikim kotami prerii wykazal slabe zainteresowanie
        czlowiekiem, a tym bardziej by byc zjedzonym. Przypuszczam, ze przez kilka
        miesiecy czlowiek siedzial przed jaskinia i spogladal na kota, rzucal mu rozne
        smakolyki typu flaki ze zdechlego zwierza, kosci z pozartego jagniecia i tym
        podobne a nieusmazone. Kot siedzial natomiast na drzewie i zerkal na porzucone
        resztki miauczac w nocy do swoich dawnych braci, ktorzy w wedrowce kotow go
        opuscili.
        Te kilka miesiecy udowodnily, ze jest mozliwe zycie kota z czlowiekiem, nie
        bylo natomiast mozliwe wspolne zycie w jaskini. Czlowiek nazwalby to brakiem
        chemii, kot brakiem zainteresowania. Tak czy inaczej warto zastanowic sie nad
        poczatkami, bo w nich leza podwaliny wzajemnej, dzisiejszej relacji czlowieka z
        kotem.
        Kot zlazl z drzewa i pobiegl polowac, hen daleko. Mniej wiecej w tym czasie w
        innym miejscu prerii pojawil sie pies wedrowny Dingo. Przypadkowo zwabiony
        swiatlem i zapachem swiezego miesa zblizyl sie do pieczary i dziwnych stworzen,
        ktore poruszaly sie na dwoch konczynach. Spodobalo mu sie miejsce, spodobal mu
        sie czlowiek, ktory od razu zaczal go karmic i dbac o niego. Pies dostarczal
        czlowiekowi towarzystwa, chodzil z nim na polowania (bo trzeba Tobie wiedziec,
        ze pies byl rowniez dobrym i szybkim mysliwym), a gdy czlowiek malowal na
        scianie malowidla lub belkotal cos pod nosem niezrozumniale (zaczynek ludzkiej
        mowy:)) pies strzygl uszami, patrzyl na glowe, z ktorej wydobywaly sie dzwieki,
        siedzial i sluchal, czasami szczekal. Tak narodzila sie wzajemna wiez mezczyzny
        z psem.
        Zyli sobie wiec szczesliwie, acz krotko, gdyz dusza wedrownego psa wiedziala
        jednak, ze nie jaskinia ani czlowiek sa jego przeznaczeniem. Wiedzial tez o tym
        czlowiek, martwil sie, bywal zly, ale czul, ze wedrowyny pies musi odejsc na
        prerie. Zblizala sie zima, bylo juz wiadomo, ze Dingo ruszy w gory, by poszukac
        legowiska. W tym samym czasie, chyba ze wzgledu na zblizajace sie mrozy
        czlowiek zapadl na dziwna chorobe. Nie mogl chodzic, lezal, dziwnie dyszal.
        Mimo, ze psa wzywal zew natury, a dotarcie do bezpiecznego miejsca na prerii
        zmuszalo go do podjecia natychmiastowego marszu pies zostal, by opiekowac sie
        czlowiekiem. Polowal za nich dwoch, przynosil upolowane kaczki i jagniecia.
        Czlowiek resztkami sil staral sie chronic ogien, mial tez na szczescie male
        zrodelko obok siebie, z ktorego mogl pic. Wieczorami psu bylo zle, czul
        zblizajaca sie smierc, bal sie tego momentu. Chcial, by czlowiek wyzdrowial,
        aby on mogl odejsc w spokoku ducha i przyjazni z czlowiekiem. Gdyby dwunozny
        umarl pies wykopalby nore i pochowal jego zwloki. Wydarzylo sie jednak cos,
        czego pies nie zauwazyl, a dostrzegl pozniej. Pozna jesienia wrocil kot, ktory
        usadowil sie na drzewie. Czlowiek tradycyjnie rzucal mu jedzenie, ale juz nie
        lepsze keski tylko ostroznie normalne. Rzucal oczywiscie tez psu- mimo choroby
        taka jest natura czlowieka- bycie gospodarzem. Kot, czego pies na poczatku nie
        zauwazyl wrocil lekko odmieniony ze swojej wedrowki, byc moze byl mocno
        wyglodnialy, moze odbyl jakies walki na prerii? W kazdym razie kot zaczal sie
        lasic do czlowieka. Pies jeszcze nie zanotowal wydarzenia, bo w jego glowie
        byly tylko dwie mysli: zdrowie lub smierc czlowieka i wedrowka na prerie.
        Czekajac (coz za okropne slowo, no ale mowimy o instynktach) jadl niekiedy nie
        swoje jedzenie nie wiedzac, ze bylo przeznaczone dla kota. Natomiast, jedzenie
        upolowane przez psa bylo czesto jedzone przez kota, ktory bez zastanawiania sie
        skad pochodzi i dla kogo jest upolowane wybieral najlepsze kawalki. Czesto tez
        jedzenie przeznaczane przez czlowieka dla psa, byla zjadane przez kota.
        Czlowiek nie reagowal, moze wyszedl z zalozenia, ze jedzenie to tylko jedzenie,
        a kto zje to jego pelny brzuch i zadowolenie? Wiedzial, tez, ze pies musi
        odejsc, a odejdzie po cichu , przy pelni ksiezyca. Jednak tuz tuz, gdy pies nie
        mogl dluzej czekac i mial ruszyc w droge dostrzegl kota. Zrozumial teraz
        znikajace jedzenie, ktore lowil. Kot poczul, ze czlowiek, jego jaskinia, ogien
        i swieze kaski staja mu sie bliskie i nie warto udawac sie w dalsza wedrowke,
        warto zostac. Pies doskonale widzial, iz podejmujac walke z kotem w ciagu 10
        minut z kota nie zostalaby nawet sierc. Nie mial tez interesu walczyc i
        odbierac mu zjedzonego juz pozywienia. Nie mial tez zamiaru walczyc o
        czlowieka, ktorego wlasnie opuszczczal. By walczyc o cokolwiek, nawet o skore,
        na ktorej sypial, musialby miec cel. Psy Dingo nigdy nie walcza dla samej walki
        (vel obecne rasy), walcza wylacznie w obronie lub w przypadku zagrozenia.
        Postanowil tez zostawic jedzenie, pomyslal, ze on sam po drodze zapoluje, on
        zawsze przezyje , gdyz instynt lowcy jest w nim zbyt wielki i determinujacy
        jego zywot.
        Czlowiek znal psa, sile jego miesni, zwinnosc, scisk kufy, nie wiedzial jedynie
        jakie instynkty pokieruja psem, gdy zobaczy, ze wyjadaja mu z jego miski.
        Czlowiek wiedzial tylko tyle (tez instynkt), ze musial profilaktycznie chronic
        kota- nowego jego "domownika", jako ze ten w bezposrednim starciu z psem nie
        mialby szans przezycia. Gdy ksiezyc wszedl w pelnie pies pomyslal, ze czas na
        wedrowek. Czul sie oszukany, nie tyle zwiekszeniem inwentarza, lecz brakiem
        normalnej ludzkiej reakcji czyli nie postawieniem przez czlowieka dwoch misek
        zamiast jednej. Pies byl w koncu jego przyjacielem, byl przy nim w chorobie.
        Ale czlwoiek tak strasznie bal sie, bal sie, ze zostanie sam, bal sie stracic
        kota, ktorego bardzo polubil. Mial wybor: mogl wciaz probowac zatrzymac psa,
        wiedzac, ze nie ma szans na powodzenie, mogl nie dopuscic do masakry kota nie
        wiedzac, ze pies nie zamierza go skrzywdzic, lecz powierzyc czlowieka jego
        opiece, mogl zrobic wszystko, by udomowic kota. Tej pamietnej nocy pies
        przyszedl do czlowieka, by pozegnac sie z nim. Gdy pies polozyl mu lape na
        kolanie czlowiek wyjal zza plecow wielki drag i uderzyl psa w kregolsup...

        Koniec czesci pierwszej historii kota i psa:)

        Jesli jestes zainteresowana druga czescia, moge napisac:).

        Odpowiedz wg mnie na pytanie brzmi: kot byl pierwszy, ale i dzieki psu pozostal
        w sluzbie czlowieka. Pies Dingo w czasach epoki kamienia lupanego nigdy nie
        byl wrogiem czlowieka, ani kota.

        kardiolog
        • mlesniewska Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 21.09.05, 12:04
          W teleturniejach używa się stoperów, niekoniecznie tych do uszu.
          Miało być jednym słowem, jednosylobowe słowo, a nie cała epopeja począwszy od
          zalążków ludzkości. :))
          • kardiolog Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 21.09.05, 12:41
            Na koncu jest odpowiedz, musisz paluszkie przebiec po akapitach.

            Masz jeszcze jakies pytanie:)))?

            kardiolog
            • mlesniewska Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 21.09.05, 12:47
              znalazłam ten koniec, bo cały środek opuściłam:))
              z cyklu co było pierwsze: ja czy Ty??:)))
              • kardiolog Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 21.09.05, 12:51
                Ja taki stary dziad jestem, mam wrazenie, ze nigdy nie urodzilem sie, zyje od
                zawsze:))- to odpowiedz na Twoje drugie pytanie.

                Na pytanie pierwsze odpowiedzialem- mysle wyczerpujaco (patrz ostatnie
                linijeczki).:)

                kardiolog
                • mlesniewska Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 21.09.05, 12:58
                  przewyczerpująco:) nauczycielka by powiedziała: na temat. jednym
                  zdaniem,prostym poproszę:))
                  Urodziłeś się tak dawno, że nie pamiętasz????:))) Widocznie nie warto
                  pamiętać:) Staruszek świat.... jak jedna pani śpiewała ponad ćwierć wieku temu:)
                  ja wiem, kiedy zaszczyciłam ten padół swoim istnieniem:))))
                  • kardiolog Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 21.09.05, 13:02
                    Najgorsze jest to, ze moja siwa broda spada na klawiature i nie widze klawiszy,
                    zreszta wszystko przez zaparowane okulary, ktorych od dawna tez nie czyscilem,
                    bo czapka, ktora mam na glowie , a wktorej spie naciagnieta jest na jeden
                    okular.

                    Jesli bedziesz miala pytania to pisz.

                    W miare moznosci czasowej i logistycznej swojego jestestwa bede odpisywal:)

                    kardiolog
                    • mlesniewska Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 21.09.05, 13:06
                      ja już wiem wszystko:) no prawie wszystko:) przeto jestem very dangerous:)))
                      broda do scięcia, okulary do wymoczenia w ace, czapka do poprawienia na
                      okularze:)
                      • kardiolog Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 21.09.05, 13:09
                        mlesniewska napisała:

                        > ja już wiem wszystko:) no prawie wszystko:)

                        Mam nadzieje, ze zrobisz ze swojej wiedzy dobry uzytek. Licze na Ciebie, nie
                        zawiedz nas:))))))))))))

                        kardiolog
                        • mlesniewska Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 21.09.05, 13:11
                          oczywiście, że wykorzystam. Wiedza o tego służy:))
          • emilka222 Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 27.09.05, 21:47
            Potok słów zaciemnia rzeczywisty obraz. Zgadzam się z Mlesniewską:) A było to
            tak: pies towarzyszył facetowi w polowaniach, pilnował szałasu, alarmował,
            kiedy sąsiad skóry chciał "skroić", zjadał resztki ze stołu (czyt.z klepiska),
            był wiernym przyjacielem. Kobieta pilnowała ogniska, przeglądała się w wodzie,a
            że odkurzaczy w owych czasach nie było, ani "Ludwika", to nudziła się
            potwornie. Była piękna, mądra,pragnęła przytulenia, a jej mężczyzna tego nie
            widział (w XXI w. takoż samo:) Wszystkiemu przyglądał się z ukrycia kot.
            Kalkulował: Jestem kotem, lubię wolność, mam swoje ścieżki do przemierzenia,
            ale tu przy ognisku cieplutko, piękna kobieta da mi strawę i przytuli,
            pogłaszcze. Nie będę głupim psem, co to ugania się za zwierzyną i ma obowiązki
            jakoweś. Ja będę ozdobą, maskotką kobiety. Kiedy mężczyzna z psem wyszli na
            polowanie kot powoli, majestatycznie z przymilnym "miauuuuuuu" wskoczył na
            kolana kobiety. Ona zachwycona przyjęła zwierzaka pod swój dach. A dlaczego
            pies nie lubi kotów? Nie muszę chyba mówić...:))))))
            • jula09 Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 27.09.05, 21:52
              Ciekawa historia. Co stało się poźniej z kotem?
              • emilka222 Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 28.09.05, 00:04
                Do dziś jest przyjacielem człowieka....tzn kobiety:)
            • mathias_sammer Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 28.09.05, 10:32
              Emilka222, nie chcialbym byc niegrzeczny, ale nie rozumiem Twojego wpisu.
              Przyszlas na watek kardiologa, by zgodzic sie z Mlesniewska? W jakiej kwestii?
              Jedyny komentarz Mlesniewskiej to taki, ze wpisy jest za dlugi.

              Dlatego badz uprzejma uprawiac glaskanie Mlesniewskiej gdzie indziej, a jesli
              masz ochote do zaprezentowania wlasnej niezalezniej mysli, nawet, gdyby to
              mialoby byc tylko "kardiolog jestes gupi" to zapraszam we wlasnym imieniu.
              Jestem przekonany, ze doktorek nie obrazi sie- wszak bedzie to osobste,
              niezalezne stanowisko.

              Osobiscie mam juz dosc wtorniactwa, myslowej szarzyzny, wieloletniego
              oblizywania sobie tylkow, z lizania, ktorego nic nie wynika. Mam tez dosc, a
              raczej smieszy mnie spedzanie kilku godzin na dyskusjach o tym, co Tusk mial na
              mysli..
              Przeraza mnie slabosc ludzka, papka umyslowa oraz brak alternatywy dla swojego
              zycia- nie chce miec z tym cokowiek wspolnego.

              Emilko222, Ty jestes milutenka osobka, wyrazilem jedynie swoje zdanie, ktore
              rowniez kieruje do kardiologa.

              I jeszcze uwaga do Raimonda. Zapominasz sie kolego, nie przypominam sobie, abym
              zapraszal Cie do mojego domu, bys niepokoil moja zone. Ja do Twojego domu nie
              wchodze, w koncu dzieli nas spora odleglosc i chcialbym, aby ten dystans zostal
              zachowany.

              Klaniam sie,
              M.S.
              • emilka222 Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 28.09.05, 11:40
                Do M-S.Nie wiem, co w moim poście Cię zirytowało. Odczytałeś go zgodnie z
                intencją autora:) Poparłam Mleśniewską w kwestii długości wywodu
                Kardiologa...wsio:) Weszłam na wątek ów, bo znam inną wersję dotyczącą dwóch
                zwierzątek: psa i kota:) A poza tym mam uroczego kotka (kastrat ci on), ale
                jakże uroczy:) Mimo, że dachowiec ma arystokratyczne maniery. Wybrał sobie
                mnie za swą "panią"...mówię to na wyrost, bo tak naprawdę, to mnie tylko w domu
                uznaje za kogoś ważnego ( po sobie oczywiście). Że jestem milutka, to milutko
                mi:))))) Dzięki. Zapewniam Cię, że mam jeszcze inne zalety, ale nie musisz ich
                znać, bo jestem tu z doskoku i trudno, żebyś je miał okazję zauważyć. Miłego
                dnia życzę....pogody ducha też:)
                • mathias_sammer Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 28.09.05, 11:47
                  Nic nie stoi na przszkodzie, zebys napisala swoja wersje.
                  Bardzo mnie interesuje.
                  Bede oczekiwal na nia.

                  M.S.
                  • mathias_sammer Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 28.09.05, 12:07
                    ? brak, jaka szkoda

                    M.S.
                  • kardiolog Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 28.09.05, 12:37
                    Pozwol, Mathiasie, ze z racji, iz jestem zalozycielem watku napisze na zyczenie
                    inna wersje opowiastki o kotku i piesku oraz o ludziach pierwotnych w epoce
                    kamienia lupanego...a bylo to tak:

                    Przed wiekami, gdzie budowano ze wszystkiego co bylo pod reka:), czlowiek
                    mieszkal w jaskini, bo dziura juz byla wydrazona. Mogl wniej schowac sie przed
                    deszczem, zimnem, mrozem. Kobieta z dlugimi wlosami, ostrym narzedziem skrocila
                    ich dlugosc, nie chciala by czlowiek ciagal ja za wlosy w celu odbycia kontaktu
                    nieznanego, acz przyjemnego. Bolala ja skora glowy, zatem wpadla na pomysl, ze
                    nie bedzie wychodzic z jaskini tylko czekac na niego, co oczywiscie uchronilo
                    ja przed ciaganiem po ciernistych krzewach i ptakach.

                    A historia pieska i kotka byla zupelnie inna. Otoz, gdy kotek sie pojawil
                    czlowiekoszalal z radosci, iz bedzie mial tak wspanialego i dostojnego
                    zwierzaczka w swoim obejsciu. Czlowiek zaczal malowac na scianie cmokajac na
                    kota, aby ten podziwial jego intelektualne wyczyny, ale kotkowi nie rozwoj
                    czwlowieka byl w glowie. Kotek wolal leniwie wsluchiwac sie w wychoczace z
                    ludkich ust: "kici kici koteczku, chodz do spodeczku", choc trzeba Wam
                    wiedziec, ze spodeczki jeszcze wtedy nie stnialy- to taka meta-fora:). Kotku
                    spodobaly sie kicimici, ale nie na tyle, by osiasc na stale. Odlegla preria
                    wzywala wabiac skarbami przyrody. Kotek ruszyl w droge , wkrotce potem pojawil
                    sie pies Dingo. Pies byl brzydki, kulawy na jedna noge, szczekal jakos tak
                    niewyraznie i flegma leciala mu z pyska, co przyprawialo czlowieka o wymioty.
                    Jego dobroc nie pozwalala mu patrzec na cierpienie samotnego, kulawego Dingo,
                    wiec z litosci zaczal go dokarmiac resztami pozywienia, ktore zostalo po
                    czlowieku i samicy z krotkimi wlosami. Zasymulowal chorobe, byc moze, zeby pies
                    poczul sie na chwile potrzebny, no bo nie wierze, by po to by zatrzymanc przy
                    sobie zaflegmionego, kulawego pasozyta. Wrocil kotek. Piekny, blyszczacy,
                    czlowiek oszalal na nowo. Postanowil pozbyc sie psa, nie chcial dalej psuc
                    sobie ani arystokratycznemu kotku wrazen estetycznych. Udezyl psa wolajac kotka
                    na przedstawienie, pies odszedl, ale czlwoiekowi bylo malo, musial przekonac
                    kotka jak wileki polelnil blad pozostawiajac scierwo psa w swoim otoczeniu, z
                    drugiejs trony chcial zwrocic uwage kotka na swoje dobre serce pelne litosci i
                    wpsolczucia dla kalek. Dzien i noc opowiadal kotku, jakie musial przechodzic
                    katusze z niedorozwinietym fizycznie i emocjonalnie Dingo, ze wstretny Dingo
                    zjadal jedzenie przeznaczone dla kotka i w swojej dobroci zarowno kotek jak i
                    czlowiek powinni mu wybaczyc, bo jadl z rozpaczy i biedy. To straszne- myslal
                    kotek z drzewa, ktory zszedl byl juz z niego i bynajmniej nie na smyczy, bo
                    trzeba Wam wiedziec, ze koty to wolne i niezalezne zwierzeta i smyczy nie
                    potrzebuja.. Straszne jak ten biedny, burdny pies upokarza sie przed
                    czlowiekiem za ochlapy z cywilizowanego, arystokratycznego stolu- myslal kotek
                    nie zwracaj juz uwagi co je...

                    Jak teraz? Brzmi ciekawej, no na pewno krocej:)

                    kardiolog

                    • mathias_sammer Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 28.09.05, 12:43
                      O tak! Ta wersja znacznie lepsza, bardziej dramatyczna i lepiej sie sprzeda:)))
                      Moze nakrecimy wspolnie scenariusz?:)))

                      M.S.
                      • mathias_sammer Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 28.09.05, 12:44
                        Napiszemy scenariusz, a potem nakrecimy film- mialo byc:)

                        M.S.
                        (i przez rz- tez powinienes napisac, ale juz odpuszcze, by o innych bledach nie
                        wspominac:)
                    • kardiolog Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 28.09.05, 14:14
                      No, tez calkiwem ciekawa bajka, ale duzo literowek i bledow:)

                      No, ale zapytam o meritum bajki, znaczy sie o motto, bo nie rozumiem:

                      czy ten kulawy piesek, wiedzac o zachowaniu czleka oraz widzac ograniczona
                      zdolnosc myslenia kotka (kotki maja mniejsze glowy od pieskow, ale wieksze od
                      kurek:) nie mogl zareagowac? Dlaczego dlugo nic nie zrobil, nie przegryzl
                      krtani czlowiekowi i nie zmiazdzyl glowki kotku..? Bal sie potegi czlowieka,
                      bal sie arystokratyzmu, sily i pazurow kotku?

                      Przeciez takie sa wlasnie instynktowne reakcje zwierzat, ktore odrozniaja je od
                      reakcji homo sapiens...?

                      Nie dzialal instynktownie, wiec moze wierzyl w Boga i bal sie grzechu albo nie
                      mial zebow?

                      Moglbys dopisac cd lub byc moze ktos wyjasni, dlaczego Dingo zachowal sie jak
                      najostatniejszy psi tchorz(?)? No bo chyba zachowal sie jak tchorz...?

                      k.
                      • mathias_sammer Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 28.09.05, 14:17
                        Nie rozumiesz, co pisales wczesniej................?:)

                        :-)

                        M.S.
                      • kowianeczka Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 28.09.05, 15:11
                        Skoro juz mowa, a do domu trzeba isc:) to :DDDDDDD

                        Jeśli zależy nam na zdrowiu konia - pamiętajmy o jego zębach
                        Posted on XXXX

                        Zęby należą do początkowego organu przewodu pokarmowego u konia, służącego do
                        chwytania i rozdrabniania pokarmu. Leżą w jamie ustnej mając kontakt z
                        językiem, policzkami, podniebieniem, a dwa tylne górne przedtrzonowce wraz z
                        trzonowcami kontaktują się z zatokami szczękowymi.

                        Przez swoje bezpośrednie sąsiedztwo z wieloma częściami trzewioczaszki, mogą
                        stanowić przyczynę wielu nieprawidłowości miejscowych i ogólnych konia, jeśli
                        same będą wykazywać zmiany o charakterze patologicznym. Myśląc zatem o
                        prawidłowym funkcjonowaniu konia należy wiele miejsca poświęcić jego zębom.

                        W zależności od typu można dokonać podziału na zęby mleczne (siekacze 3/3, kły
                        0/0, przedtrzonowce 3/3 = 24 zęby ) i zęby stałe (siekacze 3/3, kły 1/1 lub
                        0/0, przedtrzonowce 3/3 lub 4/4, trzonowce 3/3 = 36 lub 44 zęby, w zależności
                        od obecności kłów i zębów wilczych).

                        Siekacze, w skład których wchodzą cęgi, średniaki i okrajki, służą do chwytania
                        pokarmu. Występują w postaci zębów mlecznych (są bielsze, zawierają szersze i
                        głębsze lejki zębowe) oraz zębów stałych, które wyrzynają się od strony
                        językowej. Na podstawie obecności wspomnianych zębów ocenia się wiek konia do 5
                        roku życia. Określenie wieku powyżej 5 roku określa się na podstawie zmian
                        zachodzących w obrębie siekaczy stałych.

                        Kły występują głównie u samców. Wyrzynają się między 4 a 6 rokiem życia. Nie
                        mają znaczenia w procesie pobierania pokarmu. Na ich powierzchni często
                        gromadzi się kamień nazębny, który może być powodem schorzeń przyzębia. Jeśli
                        są za długie mogą uszkadzać okoliczne tkanki.




                        Przedtrzonowce i trzonowce odpowiedzialne są za rozdrabnianie pokarmu. W proces
                        ten zaangażowane są również mięśnie, które otwierają i zamykają jamę ustną,
                        związany z nimi układ nerwowy, także staw skroniowo-żuchwowy, który wspiera
                        ruchy żuchwy względem nieruchomej szczęki. Właściwe rozcieranie pokarmu, który
                        zawiera dużo włókna, wymaga nie tylko dobrego funkcjonowania wyżej wspomnianego
                        aparatu, ale również właściwie przylegających do siebie zębów. Warto tutaj
                        wspomnieć o tym, iż dolne czyli żuchwowe zęby przedtrzonowe i trzonowe są
                        anatomicznie węższe od swoich górnych (szczękowych) odpowiedników (rys. 1 i 2).




                        Wynikiem tego jest niepełne ich ścieranie się, co prowadzi do powstawania
                        bardzo ostrych wyrostków szkliwa (sharp enamel edges) – na górnych zębach od
                        strony policzkowej, na dolnych – od strony językowej (rys.3). Uszkadzają one
                        błonę śluzową odpowiednich części jamy ustnej konia w trakcie żucia pokarmu.
                        Wynikiem tego jest dyskomfort a nawet reakcje bólowe, prowadzące do
                        niedostatecznego dociskania powierzchni trących zębów, w konsekwencji
                        niepełnego rozgryzania pokarmu. Można wtedy zaobserwować niestrawione ziarna
                        owsa w kale, bądź wypluwanie przez konia karmy.




                        Konie reagują na nieprawidłowości w jamie ustnej w różny sposób. Początkowo
                        można zauważyć zmiany behawioralne jako wynik np. obecności wilczych zębów, w
                        okresie wymiany zębów przedtrzonowych i siekaczy, wspomnianych wcześniej
                        ostrych krawędzi zębów przedtrzonowych i trzonowych czy też w okresie schorzeń
                        na terenie jamy ustnej z objawami bólu. Owe zmiany w zachowaniu koni
                        manifestować się mogą potrząsaniem lub nietypowym skręcaniem głowy czy też
                        zwiększoną wrażliwością na obecność wędzidła w pysku. Innych symptomów można
                        szukać obserwując proces jedzenia przez konia – może więc dochodzić do
                        nadmiernego ślinienia, niechęci do jedzenia, utrudnionego przyjmowania pokarmu
                        bądź usuwania go na zewnątrz. Wskutek nieprawidłowo rozgryzanego pokarmu, który
                        trafia do dalszych odcinków przewodu pokarmowego, dochodzi do niepełnego
                        wykorzystywania składników pokarmowych, a w dalszej konsekwencji do obniżenia
                        kondycji zwierzęcia, zmniejszenia przyrostu masy ciała czy wręcz chudnięcia.
                        Nieprawidłowości na terenie jamy ustnej u konia skutkować mogą objawami
                        kolkowymi ze szczególną preferencją do występowania zatkań w obrębie jelita
                        czczego, ślepego lub okrężnicy dużej (na odcinku zgięcia miednicznego).

                        Niektóre schorzenia zębów, a zwłaszcza zaniedbanie ich leczenia, prowadzić mogą
                        do wtórnych, ciężkich przypadków dotyczących zmian w obrębie kości głowy,
                        deformacji części twarzowej, zapalenia zatok szczękowych, obstrukcji w układzie
                        oddechowym itd.

                        Należy również pamiętać o ścisłej zależności między uzębieniem a właściwościami
                        motorycznymi konia. Patologia na terenie jamy ustnej bardzo często skutkuje
                        bowiem powstawaniem „postaw odciążających”, które w miarę upływu czasu
                        prowadzić mogą do redukcji niektórych partii mięśniowych, stanów napięcia
                        mięśniowego, „problemów kręgosłupowych” czy ogólnie mówiąc pewnego typu
                        kulawizn.

                        Powyższe przykłady nieprawidłowości są najpowszechniejsze, choć stanowią tylko
                        pewien procent całości
                        • mathias_sammer Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 28.09.05, 15:21
                          Hahahahaha, ale Ci nie poszlo, hihihihi

                          M.S.
                          • mathias_sammer Kardiologu 28.09.05, 15:49
                            Juz rzeczywiscie czas na mnie, jeszcze te telefony.

                            Licze, ze nastepnym moim pobytem nie bede musial czytac bajek pt. Jak podobal
                            Wam sie pies Dingo? Troszeczke samodzielnosci w dobieraniu temacikow, OKi:D?

                            Niestety, w bezposrednim starciu z kowianoneczka po raz kolejny zachowalem sie
                            nielegancko i przygniotlem ja swoja masa:) No, niczym slon w skladzie pieknej,
                            misienskiej porcelany:) Jedyna rada- musi unikac kowianeczka bezposredniego
                            kontaktu ze mna, inaczej bede ja ciagle obcalowywal i nie wiem co nam z tego
                            calowania wyjdzie:) Jedyny ratunek dla niej, to nie pisac pod moja obecnosc, a
                            jak mnie nie bedzie to nie wolac: Mateuszku, Mateuszku, jaki Mateuszek fajny.
                            Inaczej, zaraz przybiegne i przytule ja do serca i wlochatej piersi:) Dobrze,
                            dobrze bede uwazal, zeby jej drobinki nie zgniesc, uwazam przeciez caly
                            czas:))) W koncu prawdziwej krzywdy jeszcze jej nie zrobilem:)


                            Natomiast ciekawy jestem jak zinterpretujesz zachowanie kotka w II wersji na
                            blaszanym drzewie z benbenkiem? Hmmm...pomysl:)

                            Tschüss,
                            M.S.
                            • kardiolog Inna sprawa 29.09.05, 10:41
                              Wpadlem jednorazowo i na chwile, musze zaraz oddac krewke, glodny jestem, kawy
                              mi sie chce a i laboratorium zaraz zamkna- wiec krotko, ale (oby) na temat.

                              W skrzynce na listy, dla ktorej zalozylem ten watek lezal od pewnego czasu
                              list. Siegnalem po niego wczesniej, ale dzis dojrzalem do napisania odpowiedzi.

                              List pochodzi o corki, dzis juz doroslej, ktora napisala go w trosce o
                              wczesniej samotnie wychowujaca ja mame. Miedzy mama a corka jest duzy
                              konflikt, ale nie w o konflikcie bedzie tu mowa, on jest dla corki- autorki
                              listu- drugoplanowy.

                              List poswiecony byl mamie, list trudny, ale cieply i pelen uczuc. Sprobuje go
                              strescic i oddac mysli autorki, choc oczywiscie postawilem sobie trudne zadanie.

                              Otoz, zycie plata rozne psikusy, niekiedy psikusy staja dramatami. Tak tez
                              stalo sie w przypadku mamy autorki. W krotkim odcinku czasu stracila 3 osoby,
                              ktora bardzo kochala, przy ktorych rokwitala, promieniala radoscia, zyciem. Nie
                              sposob wyobrazic sobie bolu, przez jaki musiala przechodzic, ogrom cierpienia,
                              jaki bedzie towarzyszyl jej do konca zycia, choc wierze i szczerze zycze, aby
                              znalazla calkowite ukojenie.
                              Nie jest pierwszej mlodosci, by rzucac sie z pasja na nowe pomysly, miec
                              tysiace hobby, spontanicznie spakowac plecak i ruszyc niczym globtroter w
                              podroz. Jest jednak za mloda, by zrezygnowac z zycia, stac sie emerytka, ktorej
                              juz nic dobrego nie czeka, a posiadanie hobby lub dodatkowego zajecia staje
                              sie niewykonalne.

                              Jakze bowiem miec hobby np. fotografia, badanie rozwoju motyli, malarstwo,
                              uprawa orchidei itd. itp. , gdy owocow swojego zainteresowania nie ma komu
                              przyniesc? Jak wyzwolic w sobie silna motywacje, by zadowolic wylacznie i tylko
                              siebie? Bardzo trudne, w wielu przypadkach niemozliwe. Niemozliwe prawie
                              zawsze, gdy osoba jest ekstrawertyczka, a mama autorki nia wlasnie jest. Zawsze
                              towarzyska, pelna zycia i slonca na przekor niepowodzeniom i nieszczesciom,
                              zawsze chetna do pomocy (chore dzieci). "To szczera prawda, to zaden
                              komplement, lecz prawda"- napisala jej corka. Dlatego tak ciezko jest jej
                              wyrwac sie ze szponow smutku, by znow rozkwitnac, bo nie znajduje w sobie
                              motywacji, ani poparcia z zewnatrz. Corka jej dokucza, mowi, ze kiedys byla
                              inna, ze stala sie brzydka i siedzi wylacznie przed TV. Sasiad, z ktorym
                              utrzymuje kontakty tez nie jest lepszy. Rzeczywiscie zamiast jej pomoc i
                              wspierac ja, dokuczaja i odbieraja chec zycia. Zapytalem corki, czy stac ja na
                              wspieranie mamy w trudnych decyzjach, w walce o siebie? Napisala, ze tak, ze
                              bardzo chce, ale nie moze podejmowac za mame decyzji, chce jednak widziec ja
                              szczesliwa. Przytlacza ja i rani cierpienie i zapetlenie mamy. Nie wie jednak
                              co zrobic, by przekonac ja i na nowo zaprosic do zycia. Mama jej nie slucha.

                              Dlugo myslalem nad tym, co mogloby pojawic sie takiego, co daloby jej znow
                              sile, mozliwosc odzyskania dobrego samopoczucia, samospelnienie. I nie myslcie,
                              ze takim spelnieniem bylby nowy partner. To za malo dla mamy autorki. Corka
                              napisala, ze mama zawsze byla aktywna, pracujaca kobieta. Jest gruntownie
                              wyksztalcona, ma ogromna wiedze nie tylko teoretyczna, ale praktyczna, ktora
                              dzis jest najbardziej cennym skarbem, zwlaszcza w Polsce. Niewiele jest osob w
                              Polsce, ktore moglyby porownywac sie z nia bagazem doswiadczen i sukcesow. I
                              nie jest tak (czytam dalej w liscie), ze mama chce zachowac swoja wiedze dla
                              siebie, czyta gazety, dyskutuje przy stole z corka o biznesie, na ktorym
                              swietnie sie zna (byla szefem projektow), bardzo chce ,aby mlodzi ludzie nie
                              wyjezdzali z Polski za granice, tylko zostawali w kraju i budowali go w sposob
                              silny, profesjonalny i partnerski dla EU. Wierzy, ze potencjal ludzki w kraju
                              jest ogromny, zlosci sie, gdy czyta o kolejnych profesorach, ktorzy sa nie
                              tylko dyletantami , ale i lapowkarzami. A corka wciaz namawia ja na hodowle
                              bratkow. Odpowiada wtedy corce (cytuje) : "Corciu, nie moge myslec o bratkach i
                              zonkilach, gdy dzieje sie zle" I ma racje, jej mama ma racje.

                              Zbyt dojrzala, by rzucac sie z pasja z siatka na motyle, konewka na kwiatki,
                              szukac nowej pracy, gdy osiagnela juz prawie wszystko; zbyt mloda, by wylaczyc
                              sie z aktywnosci, ktora byla calym jej zyciem. Jak pogodzic naturalne talenty,
                              wiedze, osobowosc, wiek, by znow byla szczesliwa...?

                              Wydaje mi sie (to tylko propozycja i tak corka przekazala mamie), ze jest
                              pewien swietny sposob, by mama znow smiala sie pelnym serdecznym smiechem, by
                              jej oczy znow blyszczaly radoscia i satasfakcja. Otoz, mama autorki listu
                              uwielbia mlodziez, swietnie ja rozumie i dobrze czuje sie w jej towarzystwie.
                              Ma tez naturalny dar, ktory niewiele osob posiada- genialna zdolnosc
                              przekazywania mlodziezy swoich mysli, kierowania nimi w ich glowach,
                              zaciekawiania ich tym, co ma do powiedzenia.

                              Czyz nie byloby dobrym pomyslem, aby mama autorki listu prowadzila, powiedzmy,
                              2 razy w tygodniu wyklady na uniwersytecie (prywatnym lub panstwowym)? Rektorzy
                              przyjma ja z pocalowaniem reki, gdyz jej wiedza i doswiadczenie sa jak
                              najbardziej oczekiwane. Studenci beda zachwyceni, bo juz dosc maja
                              niewyksztaconych belfrow i ich belkotu, ona bedzie mogla w sposob profesjonalny
                              uswiadomic mlodym ludziom, ze warto zostac , a nie uciekac z kraju. Stanie sie
                              dla nich zywym przykladem na sukces i wsparciem- jakiego dotychczas nie mieli.
                              A mama? Bedzie miala swoja ulubionha mlodziez, bedzie mogla oddac czesc siebie,
                              ktora stanowi jej bogactwo, pozna nowych (byc moze) bardzo interesujacych ludzi
                              i przede wszystkim bedzie potrzebna mlodym ludziom. Tryb i czestotliwosc zajec,
                              jak rowniez obszary wykladow ( a z tego , co zrozumialem jest ich kilka) ustali
                              sama wg wlasnych potrzeb. Moze dwa dni w tygodniu bylyby odpowiednie?

                              Owszem, jest to ogromne wyzwanie dla niej, ale czy nie warto byloby sprobowac?
                              Do cholery, czy nie warto podzielic sie z mlodymi swoim doswiadczeniem, powerem
                              oraz slusznym patriotyzmem?
                              Sam w miesiacu prowadze 2-3 szkolenia i wiem, jak bardzo sa one ludziom
                              potrzebne.

                              Egoizmem bedzie zatrzymanie wszystkiego dla siebie, bo nie mowie juz o
                              martnotrawieniu talentu i doswiadczen. To nie tak, ze ona potrzebuje studentow,
                              LECZ STUDENCI POTRZEBUJA JEJ.

                              Tak tez napisalem w odpowiedzi i wyslalem do autorki listu. Wyrazila zgode na
                              skomentowanie go rowniez na forum.


                              kardiolog
                              • elissa2 Re: Inna sprawa 29.09.05, 12:14
                                kardiolog napisał:
                                >:(...) List pochodzi o corki, dzis juz doroslej, ktora napisala go w trosce o
                                > wczesniej samotnie wychowujaca ja mame. Miedzy mama a corka jest duzy
                                > konflikt, ale nie w o konflikcie bedzie tu mowa, on jest dla corki- autorki
                                > listu- drugoplanowy.
                                >
                                > List poswiecony byl mamie, list trudny, ale cieply i pelen uczuc. Sprobuje go
                                > strescic i oddac mysli autorki, choc oczywiscie postawilem sobie trudne
                                zadanie (...)
                                > Egoizmem bedzie zatrzymanie wszystkiego dla siebie, bo nie mowie juz o
                                > martnotrawieniu talentu i doswiadczen. To nie tak, ze ona potrzebuje
                                studentow,
                                >
                                > LECZ STUDENCI POTRZEBUJA JEJ.
                                >
                                > Tak tez napisalem w odpowiedzi i wyslalem do autorki listu. Wyrazila zgode na
                                > skomentowanie go rowniez na forum.
                                >
                                >
                                > kardiolog"


                                Genialne!!!
                                • kardiolog Re: Inna sprawa-elissa2 29.09.05, 14:35
                                  A co w calej sytuacji jest genialnego, bo nie rozumiem?

                                  Nie wierzysz, ze moglaby byc dobrym wykladowca na uniwersytecie, jesli przez
                                  lata doswiadczen zawodowych czescia jej pracy byly prezentacje i to nie dla
                                  studentow, ale prawdziwych rekinow biznesu?

                                  Moglaby z powodzeniem wykladac prawo, finanse, polski, agnielski, historie
                                  nowozytna, stosunki miedzynarodowe, ale z tego co zrozumialem (moge sie mylic)
                                  najbardziej pasowalaby jej przedsiebiorczosc ( w polaczeniu z wybranymi
                                  dziedzinami).

                                  Wiesz ilu jest mlodych ludzi, ktorzy bez przekonania bronia prac magisterskich
                                  i nie wiedza, co dalej ze soba zrobic? Znaja po 2 jezyki obce, maja dobre
                                  dyplomy i nie wierzac w siebie biegna rejestrowac sie jako bezrobotni. Nie
                                  proponuje jej zalozenia szkoly (choc bylaby w tym dobra), dlatego, ze
                                  prowadzenie (lub wspolprowadzenie szkoly/warszatow)wymagaloby od niej duzych
                                  nakladow pracy i czasu, a ja nie wiem, czy w tej chwili moglaby tak bardzo sie
                                  zaangazowac w duze przedsiewziecie. Moja zona glosi pewna teorie: "gdybym
                                  stracila prace, to nie bede marudzic, ze mam kwalifikacje, ktorych nikt nie
                                  potrzebuje. Zatrudnie sie wowczas w fabryce na podrzednim stanowisku. Moja w
                                  tym glowa, aby po roku nalezec do managementu fabryki" i za to bardzo ja
                                  szanuje, bo kiedys bedac studentka pracowala w fabryce z niepelnosprawnymi i
                                  wiem, ze bylaby zdolna do podjecia takiej decyzji.

                                  Jezeli Ty lub ktos inny masz uwagi to prosze bardzo. Chetnie poczytam.

                                  Niezaleznie jak patrzysz na temat ja wierze, ze mama autorki listu moze byc
                                  bardzo dobrym wykladowca i pisze te slowa cholernie powaznie.

                                  Tymczasem krotko rozejrze sie po wczorajszych i dzisiejszych postach. Zaraz
                                  potem musze z powrotem do pracy, ale najpozniej zajrze jutro i napisze- jesli
                                  podejmiesz temat.

                                  kardiolog
                                  • kardiolog forumowicze 29.09.05, 15:24
                                    Ja musze juz isc, ale moze ktos z Wam zabierze glos odnosnie dzisiejszym postow
                                    zamieszczonych przeze mnie? Latwo jest czlowieka wdeptac w ziemie, zycie
                                    wdeptuje rowniez, 1000x ciezej jest naprawic uszkodzone uczucia.

                                    Wiem, ze za malo macie konkretow, ale jak Wam wydaje sie, czy mama autorki
                                    listu, ktory staralem sie w miare wiernie oddac, da rade i czy powinna zostac
                                    wykladowca?

                                    Ja w nia wierze i wierze, ze byloby to wspaniale, dodatkowe zajecie dla niej.
                                    Naprawde wiem, jacy sa wykladowcy na niektorych uniwerkach i przeraza mnie fakt
                                    ich braku wiedzy, zeby o praktyce nie wspomniec. Naprawde bylaby nieoceniona
                                    pomoca i prezentem dla studiujacej mlodziezy.

                                    Zeby chciala chociaz sprobowac.......


                                    kardiolog

                                    Ps. napisalem do corki, zeby powstrzymala swoje zlosliwosci i gderactwo, bo juz
                                    nawet mnie-kardiologowi- ono obrzydlo:)
                                    • kotek_mru Re: forumowicze 29.09.05, 15:56
                                      ...dosc trudna sytuacja,ciezko drazyc w czyjejs psychce i byc dobrym doradca.
                                      jedno jest pewne,siedzienie w domu i "pielegnowanie"swoich dramatów zyciowych,
                                      jest slepym zaułkiem.
                                      chwała corce za troske o mame,jednak wszystko wymaga odpowiedniej formy:)
                                      pomysł z wykładami jest swietny ,pod warunkiem ze bohaterka sama wyrazi taka
                                      chec...:)
                                      czasem wydaje sie ze ucieczka w samotnosc jest lekarswem na całe zło tego
                                      swiata...jest to oczywiscie fałszywy poglad.
                                      wydaje mi sie ,ze poza corka ktora chciałaby mamie pomoc,nie ma nikogo innego
                                      kto poparłby ja w jej"gderactwie",moze tu jest Twoja rola kardiologu,podjac
                                      wyzwanie i spobowac ponegocjowac z mama ,moze tego jej brakuje:)
                                      pozdrawiam:)
                                      • kardiolog Re: forumowicze 29.09.05, 17:59
                                        Nie chcialbym odpoiwedziec na szybko nt, a teraz nie moge.

                                        Powiem tylko tyle, ze ja nie mam kontaktu z mama tylko jej corka.

                                        Powiems zczerze, ze licze tez na sasiada, ze oprzytomnieje:), ale najwazniejsza
                                        osoba jest tutaj mama i jej przyszlosc.

                                        POwiem szczerze, ze nie wyobrazasz sobie sytuacji, gdyby nie podjela ryzyka,
                                        ale jak powiedzialem i Ty tez- nie ode mnie zalezy podjecie decyzji.

                                        Bede kibicowal sytuacji.

                                        Pa!

                                        k.
                                        • kotek_mru Re: forumowicze 29.09.05, 19:50
                                          moge sie mylic,ale złym doradca jest sasiad:(
                                          prawdopodobnie w obawie ze moze utracic swoja "towarzyszke",nie motywuje jej do
                                          działania a wrecz odwrotnie.
                                          obie kobiety powinny gdzies wspolnie wyjechac,poznac nowych ludzi...pokazac
                                          mamie ze istnieje inny swiat,niz ten do ktorego nieustajaco ucieka:)
                                          moze załozenie fundacji,pomoc dzieciom,młodziezy byłaby kolejnym krokiem ale to
                                          juz rola corki:)
                                          mam nadzieje ze to kwestia czasu i cos pozytywnego powinno sie wydarzyc:)
                                          czekam na kolejne relacje,jesli oczywiscie osoby w to "zamieszane"wyraza na to
                                          zgode:)
                                        • mathias_sammer [...] 29.09.05, 23:53
                                          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                                          • kardiolog nastepny temat 30.09.05, 09:21
                                            Przechodze do nastepnego ciekawego listu, w ktorym czytam pytanie "Co to jest
                                            cristal?"

                                            Tak urzekly mnie nutki na gorze, ze posluze sie linkiem jako odpowiedzia:

                                            www.cervezacristal.com/spanish/index.html
                                            Puscilem i posluchalem 2 razy, teraz do pracy, a niebawem weekend:

                                            Mathias, u Was jeden dzien dluzej, macie wolny poniedzialek!

                                            Upa upa ruruluru (spiewac kazdy moze), lalala, tup tup),

                                            kardiolog
                                            • kowianeczka Re: nastepny temat 30.09.05, 10:40
                                              Mmmm. Piekna muza, czuje w powietrzu prawie weekend, prasowka odrobiona, piwko
                                              chlodzi sie w lodowce na wieczor, choc nie kristal lecz inne jakowes;)

                                              W przyszlym tygodniu, prosze kardiologu, zajmij sie czyms naprawde ciekawym i
                                              rozwijajacym , np. podroze. Koledzy z "terenow rowniez przez nas
                                              zasiedlonych" ;) rozpoczeli ciekawa opowiesc o Gwatemali. Fajni ludzie,
                                              ciekawie, barwnie pisza ( z powodzeniem mogliby napisac przewodnik). Poprosze
                                              ich, zeby uruchomili opcje zamieszczania zdjec na forum, moglabym przyniesc
                                              kilka swoich z Meksyku.

                                              kowianeczka


                                              • kowianeczka ajajajaj, Hola! 30.09.05, 10:47
                                                Wlasnie slucham, jejejeje

                                                LAUNCHcast Radio Stations that play Buena Vista Social Club:
                                                Buena Vista Social Club Fan Station - Buena Vista Social Club, Ruben Gonzalez,
                                                Afro-Cuban All Stars
                                                Classic Latin - Beny More, Buena Vista Social Club, Celia Cruz more info >

                                                Super! Hej Hej! Dum Dum
                                                • kowianeczka sampra 30.09.05, 10:47
                                                  lallallalalala

                                                  Oooo!
                                                  • kowianeczka a teraz 30.09.05, 10:49
                                                    Los Fabulosos Cadillacs, uuuuuu, bebny, tu tu tut tu
                                                  • kowianeczka Re: a teraz 30.09.05, 10:51
                                                    graja dalej, ballada. mnnn, a ja patrze na

                                                    launch.yahoo.com/ar-268069---Carlos-Vives
                                                  • kowianeczka Re: a teraz 30.09.05, 10:53
                                                    Y Tu Que Has Hecho?


                                                    pum pum
                                                  • mathias_sammer Re: a teraz 30.09.05, 10:58
                                                    Polecam plyte Rubena Gonzalesa "Chanchullo"

                                                    Jest genialna, zerkne czy sa fragmenty w necie, to podrzuce.

                                                    M.S.
                                                  • mathias_sammer Re: a teraz 30.09.05, 11:06
                                                    Nie znazlazle sciezki do Gonzalesa, jedynie zdjecia, ale tak nalezy oddac mu
                                                    czesc. Plyta naprawde piekna.

                                                    www.musiconphoto.com/UD_300701/galleries_jazz_RubenGonzales1.htm
                                                  • kowianeczka Re: a teraz 30.09.05, 11:15

                                                    La Iluvia

                                                    Quizas, quizas ?

                                                    Znam:-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

                                                    Musze wyslac jeszcze kilka zawodowych maili, prosze mi teraz nie przeszkadzac:D

                                                    Plum Plum :)

                                                    kowianeczka
                                                  • mathias_sammer Re: a teraz 30.09.05, 11:44
                                                    Tez wychodze juz. Zerknij tutaj, ja tam juz od dawna siedze, widzisz mnie na
                                                    tej gorce po lewej stronie?:) Macham do Ciem:)

                                                    oncomputer.t-online.de/c/56/02/11/5602110.html
                                                  • kardiolog Re: a teraz 30.09.05, 13:04
                                                    To i ja:)))) salsaaaaa, zaraz polamie nogi stolka, dygu dygu:)

                                                    www.cuba.de/
                                                  • kardiolog Re: a teraz tu:) 30.09.05, 13:14
                                                    www.musica-cubana.info/
                                                    moja karmelita, balando, fiesta....uuuu
                                                  • kowianeczka Re: a teraz 06.10.05, 12:27
                                                    Mathiasie, czy Twoj kolega, ktory przoduje w wielonikowosci ma jakis problem?
                                                    Biedaczyna nie moze namierzyc jakies nicka? Czy ktos mu zrobil psikusa i
                                                    nadepnal na jego 1286 nick?
                                                    I co teraz bedziesz robil? Pokazywal zdjecia a na nich jak wygladala
                                                    kowianeczka, kiedy byla jeszcze piekna;)?

                                                    A moze koledze nie podoba sie to, ze kowianeczka korzysta ze SWOICH
                                                    pionierskich wynalazkow i zdjecie jest zrobione w drzeworycie? Bedziesz musial
                                                    kolge poprowadzic za reke :) Coz za nieporadnosc:DDD

                                                    Zawsze bedzie mozna nadrobic jakas bluzga, wiec nic straconego:DDD

                                                    kowianeczka
                                                  • kowianeczka M.S. 06.10.05, 12:33
                                                    chodz szybko chodz:) Na scene wycodza Ci, ktorzy brzydza sie kradzieza nickow.
                                                    Chodz popatrzymy:)

                                                    kowianeczka
                                                  • kowianeczka Re: M.S. 06.10.05, 12:49
                                                    Mathiasie, musze zadac Ci jedno niedyskretne pytanie, bo mnie naprawde meczy:)

                                                    Otoz, powiedz Mathiasie, czy dlatego nie ozeniles sie z bulterierka, bo
                                                    kochasz mnie?
                                                    Wiesz, hmmm, pochlebiaja mi Twoje cieple uczucia, ale rozwaz propozycje slubu
                                                    z nia jeszcze raz. Przeciez wiesz, ze ja Ciebie tylko lubie i to tez zaledwie
                                                    od czasu do czasu, choc nic nie stoi na przeszkodzie, abysmy niekiedy poszli na
                                                    piwko. Z bulterierka to cos innego, wiesz.. milosc, seks, wspolne meble,
                                                    oddzilen konta i te rzeczy, no wiesz...jak normalna para:)

                                                    Nawet sama bulterierka pod zmienionym nickiem pragnie Twojego ze mna szczescia,
                                                    juz sama nie wiem co mam myslec...:) A moze ona chce, zebys zaprzeczal, ze to
                                                    nieprawda i ze kochasz tylko ja? A Ty uparcie nie chcesz:) Zrob mi przyjemnosc
                                                    i zaprzeczaj:DDDDDDDDD

                                                    Ojejej, jakie to wirtualne (czyt. wymyslone a nierealne) zycie jest
                                                    pokomplikowane:)

                                                    kowianeczka
                                                  • mathias_sammer Re: M.S. 06.10.05, 13:19
                                                    Tja..:D

                                                    Przeciez wiesz, ze kocham bulterierke calym soba:)

                                                    Sprobuje Cie przekonac o milosci do niej, Ok? Ciebie owszem tez troche lubie
                                                    i na piwo pojdziemy bez niej, ale przy niej cichosza. Wiesz jaka ona jest
                                                    nerwowa, wyobraza sobie Bog wie jakie rzeczy, zwlaszcza wierzy, ze rozmawiamy
                                                    tylko o niej. No, ale uwielbiam ja wlasnie za to, no! ze kocha mnie cala soba:)
                                                    Poza tym, mialem fatalne nauczycielki j. polskiego i duzo ucze sie od niej-
                                                    mowi taka piekna polszczyzna. Moze naucze sie kiedys pisac "wogole"
                                                    rozdzielnie , bo juz oduczylem sie pisac "ta," zamiast "te," oraz ograniczam
                                                    uzywanie zaimkow wskazujacych.

                                                    Buziaczki:)

                                                    M.S.
                                                  • kowianeczka Re: M.S. 06.10.05, 14:12
                                                    Mathiasie, powaznie zaniepokoiles mnie.
                                                    Wiem, ze mozesz powiedziec, ze stroje sobie zarty z bulterierki, ale naprawde z
                                                    ta nasza miloscia to prawdziwy zart. Nie chce, aby nasze kontakty wychodzily
                                                    poza polaczenia netowe. Nasze spotkanie byloby mozliwe wylacznie po Waszym
                                                    spotkaniu (tj z b.) i to tez wtedy, gdyby jakos pozytywnie ulozyla sie Wam
                                                    rzeczywistosc.

                                                    Prosze potraktujmy te rozmowe o love za glupi zart. Nie wchodz w moja rodzine,
                                                    jest dla mnie swietoscia. Zwaz, ze ja nie naruszam granic Twojego zycia
                                                    realnego. Tylko Ty mozesz odslaniac tyle ile chcesz i tylko Ty masz prawo. Znam
                                                    Twoj prywatny adres mailowy, ale wiesz, ze NIGDY do Ciebie nie napisalam.

                                                    Wiem tez, ze lubisz wyobrazac sobie rozne rzeczy, masz tez interlokutorow,
                                                    ktorzy zyja Twoja wybraznia niczym rzeczywistoscia wyraznie nadajac sobie w
                                                    Twoich fantazjach role i pozycje. Czy pozostana figurantami z wyobrazni, czy
                                                    tez nie - decyzja nalezy do Ciebie. Ja chcialabym pozostac figurantem, nawet
                                                    ostatnim w jakims rzekomym szeregu. Chec konkurowania w wirtualnej przestrzeni
                                                    jest smieszna, moze byc chwilami zabawna- czego dalam dzis wyraz. Zabawna
                                                    oczywiscie dla mnie, bo jestesmy tylko zapisem znakow.. To wszystko. Lubie Cie,
                                                    niekiedy nie lubie- zawsze, gy zle traktujesz kobiety. Dobrze o tym wiesz. W
                                                    jaki sposob bulterierka i ja do siebie sie odnosimy jest nasza sprawa, chyba,
                                                    ze uczciwie przez jedna ze stron (tu bulterierke) zostales wlaczony, wiec
                                                    wowczas kieruje uwagi do Was obojga.

                                                    Przepraszam, ale ja pisanie na forum traktuje jako zabawe, chyba nawet
                                                    przyzwyczajenie. Jesli bedziesz mial ochote i ja akurat tez to zawsze mozemy
                                                    pojsc na wirtualne piwko, by pogadac o ksiazkach, podrozach itp.

                                                    Gdybys jednak po dzisiejszym dniu nie chcial kontynuowac naszych sporadycznych
                                                    spotkan, to absolutnie zrozumiem. Nawet wolalabym, abysmy wlasnie taka podjeli
                                                    decyzje.
                                                    Mozemy sympatycznie gawedzic, ale to wszystko.

                                                    Sciskam zyczliwie,
                                                    kowianeczka
                                                  • kowianeczka Re: M.S. 06.10.05, 14:42
                                                    Jeszcze o jedno, Mathiasie, chcialabym Cie zapytac.

                                                    Zauwazylam, ze codziennie nazywaja Cie klamca. Dlaczego? Czy dlatego, ze nie
                                                    spelniasz obietnicy zlozonej w 2001 roku i nie slow nie wprowadzasz w czyn? Czy
                                                    dlatego, ze twierdzisz, iz ze mna nie rozmawiasz a rozmawiasz przeciez? Czy
                                                    dlatego, ze szukasz kontaktu ze mna i nie jest prawda, jakoby byloby dobrze,
                                                    abym nie pisywala? Dlaczego nazywaja Cie klamca?

                                                    Nie mam zbyt wiele czasu, ale moze bedac nastepnym razem przyczylam odpowiedz?
                                                    Masz okazje wypowiedziec sie, zrob to we wlasnym interesie. Badz uczciwy w
                                                    stosunku do siebie, naprawde warto.


                                                    kowianeczka
                                                  • bulterier Re: M.S. 06.10.05, 15:05
                                                    ty ze mna chcesz sie mierzyc?! nie po to zarywam noce, nie jem, nie myje sie,
                                                    do kina nie chodze, ksiazek nie czytam, zebys ty mowila helmutowi kogo ma
                                                    kochac?! pierwej zczezne, swojego trupa na lewa strone wywroce, a nie
                                                    popuszcze. jeszcze mnie nie znasz, ale udowodnie wam wszystkim, ze kocha tylko
                                                    mnie, wydrapie mu te milosc, serce wyrwe jak trzeba. a tobie, galy przebije,
                                                    szlag mnie trafi, ale nie popuszcze, bo wirtualnie jestem, kuwra, JA JA
                                                    najwazniejsza, rozumiesz?!!

                                                    albo nie! udowodnie , ze nie liczysz sie, dla mnie nie istniejesz! bede
                                                    ukradkiem czytac twoje listy do niego, bede go szpiegowac, bede szpiegowac
                                                    ciebie, ale oficjalnie nie odpowiem. bede w krzakach szeptac, miny stroic, bo
                                                    walki wrecz nie uznaje, to dobre dla naiwaniakow i ciemniakow.
                                                    i zapamietaj sobie -on jest moj, kuwra, wylacznie moj. internet jest calym moim
                                                    zyciem i zapamietaj sobie raz na zawsze, ze tego bydlaka kocham nad zycie, a
                                                    jak ze soba rozmawiamy to c.uj ci do tego. ja lubie nasze pieszczoty.

                                                    moj, kuwra, tylko moj!!!!!!!!!!
                                                    bulterier
                                                  • kowianeczka Re: M.S. 06.10.05, 15:13
                                                    To wszystko na co Ciebie , bulterierko, stac?
                                                    Na pokazanie kilku nickow i powiedzenie, ze nie licze sie?
                                                    Na krzyk, agresje i brak bezposredniej odpowiedzi?

                                                    Zauwazylas, ze wtracilas sie do mojej z Mathiasem rozmowy? A moze nie moge
                                                    prowadzic z nim rozmow, bo jasnie "kuwra" pani sobie tego nie zyczy?


                                                    Wybacz, ale interesuje mnie akurat co ma Mathias do powiedzenia, bo jesli juz
                                                    czytasz ukradkiem, to powinnas doczytac- astoi jak wol, ze sprawa dotyczy mojej
                                                    przestrzeni prywatnej i pytania dlaczego nazywany jest klamca.

                                                    A moze znow czego nie zrozumialas?

                                                    kowianeczka
                                                  • kowianeczka do bulterierki 06.10.05, 15:14
                                                    w poprzednim liscie, by nie musiala tracic nocy na szukanie:)

                                                    kowianeczka
                                                  • bulterier Re: do bulterierki 06.10.05, 15:35
                                                    mathias przeslal esemesa, ze to nie jest podpucha, aprawda. ok. niepotrzebnie
                                                    wtracilam sie do rozmowy, ktora dotyczyla konkretnej sprawy miedzy wami.
                                                    wycofuje sie.
                                                    bulterier
                                                  • kowianeczka Re: do bulterierki 06.10.05, 15:57
                                                    To teraz posluchaj co ja mam do powiedzenia.

                                                    Jestes wylacznie uczestniczka forum, tak jak my wszyscy, nawet jesli masz setki
                                                    nickow, a uczestnictwo wnecie zobowiazje do przestrzegania netykiety.

                                                    Mam dosc Twojego chamstwa, Twojego prymitywnej agresywnosci, zasranej
                                                    zazdrosci. Jestem tak jak Ty wylacznie postacia wirtualna i niezaleznie, czy
                                                    odpowiada Ci ten stan masz przestrzegac pewnych regul i regulaminu, a nie
                                                    zonglowac trescia i wycinac niekorzystne dla Ciebie wpisy, tylko dlatego, ze na
                                                    niektorych forach jestes adminem spolecznym. To, ze mozesz Mathiasowi ciosac
                                                    kolki na glowie, jest Twoja i jego prywatna sprawa, choc uwazam, ze pewne
                                                    sytuacje powinno rozwiazywac sie na priv, a nie na publiczynm forum. Jesli
                                                    lubisz, by Cie obrazal niech czyni tak dalej. Ja odwroce glowe w druga strone.
                                                    Natomiast nie powzole, zebys z powodu swoich frustracji i niespelnionych
                                                    nadziei wycierala sobie buzke osobami z zycia publicznego lub krajami. Ja nie
                                                    mam problemu z tozsamoscia, w ciagu pieciu minut moge przedstawic swoje
                                                    wartosci i polityczne poglady i doskonale wiesz, ze kazdy, kto mnie zna,
                                                    potwierdzi ich constans.

                                                    Coraz czesciej zapominasz sie, poprzez uzaleznienie od netu zatracilas
                                                    calkowity kontakt z rzeczywistoscia- i tu mam dla Ciebie informacje: ja bede
                                                    wlasnie ta osoba, ktora zamierza Cie leczyc zarowno z amnezji jak niezdolnosci
                                                    do zycia w demokratycznym spoleczenstwie.
                                                    Nie obchodzi mnie, czy po przeczytaniu zmienisz sie, czy staniesz sie jeszcze
                                                    bardziej wulgarna- Twoj wybor. Nie mysl jednak, ze machne reka na Twoje
                                                    zachowanie.

                                                    To jest forum, to jest net a jak sobie nie potrafisz poradzic z faktem, ze
                                                    zycie prawdziwe jest gdzie indziej to sie lecz.

                                                    Czy przestane rozmawiac z Mathiasem zalezy wylacznie ode mnie i od niego, Ty w
                                                    tej sprawie nie masz nic do powiedzenia. Mozesz jedynie swoim jazgotem
                                                    niezadolenia lub placzem wywolywac presje na nim, ale mnie to, ze tak powiem w
                                                    Twoim jezyku- mocno wali.

                                                    Dopoki na forum beda wpisy odnoszace sie do ogolnych spraw, ogolne
                                                    zapytania ,czy tez prosby do forumowiczow o odpowiedz, bede wg wlasnej checi i
                                                    czasu w nich uczestniczyc, niezaleznie od tego, czy watek wyszedl spod Twoich
                                                    palcow. To jest publiczna lista dyskusyjna. W rozmowe dwojga nickow nie
                                                    wchodze.
                                                    Jezeli masz potrzebe kontynuacji prywatnych rozmow tylko dlatego, ze cierpisz
                                                    na ekshibicjonizm radze ograniczyc ilosc nickow w watku. Ich ilosc bedzie
                                                    wowczas sygnalem dla innych uczestnikow, iz tu toczy sie prywatna rozmowa.

                                                    Mam nadzieje, ze dobrze sie rozumiemy.

                                                    A jesli nie rozumiesz co tu wlasnie sie odbylo to podpowiem- nastapilo
                                                    wytyczanie moich granic i kazde ich przekroczenie przez Ciebie w sposob
                                                    niewybredny bedzie konczylo sie urwaniem Tobie lba. Na szczescie jestes hydra,
                                                    wiec jeszcze sie spotkamy.

                                                    kowianeczka
                                                  • kowianeczka re 06.10.05, 17:06
                                                    Widzisz jakie to proste? Niech siedzi na swoim podworku:)



                                                    A tu prosze smakowita informacja, jeszcze goraca. Myslisz, ze Polske przez
                                                    najblizsze 4 lata beda traktowac powaznie? Huelle w wywiadzie dla niemieckiego
                                                    tygodnika powiedzial, ze spodziewa sie wczesniejszych wyborow, i to zanim
                                                    jeszcze ufromowal sie nowy rzad.
                                                    ---
                                                    BER LIN
                                                    "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung" z 02.10 - "Sojuszn icy", K.Schuller

                                                    Bracia Kaczyńscy traktują politykę jako przeznaczenie i sprawę rodzinną.
                                                    Polakom to odpowiada. J.Kaczyński, zwycięzca wrześniowych wyborów
                                                    parlamentarnych zrezyg nował z teki premiera i złożył się w ofierze za swojego
                                                    brata, kt óry startuje w wyborach prezydenckich (09.10.). Po sukcesie wyborczym
                                                    J.K aczyńskiego bracia zaczęli obawiać się, że wyborcy nie zaakceptuj ą na
                                                    najważniejszych stanowiskach w państwie dwóch mężczyzn, kt órych można
                                                    rozróżnić jedynie po znamieniu na nosie. Tak więc J .Kaczyński wycofał się ze
                                                    sceny. Bez obsady stanowiska prezydenta bra cia nie będą mogli bowiem budować
                                                    wojowniczo nastawionego kraju, kt óry od Niemiec będzie domagał się reparacji,
                                                    przed Rosją nie bę dzie się kulił, a gdzie komuniści i homoseksualiści nie
                                                    zaznają w ięcej spokoju. Rzucając odrobinę światła na ich poglądy polityc zne
                                                    można by znaleźć tyle samo różnic co na ich twarzach. L.Kaczy ński, kandydat na
                                                    prezydenta, gdy rozmowa schodzi na kwestię kary śmi erci, wykorzystuje
                                                    charakterystyczną dla siebie argumentację, np. propo nując jej przeciwnikom "by
                                                    pomyśleli o małej dziewczynce, którą b elgijski wielokrotny zabójca zamurował
                                                    żywcem ". Następnie wyjaśn ia, że nie widzi podstaw, by pozwolić żyć komuś
                                                    takiemu. Obydwaj bracia Kaczyńscy mają podobne życiorysy: najpierw szkoła
                                                    podstawowa , następnie liceum z humorystycznym epizodem - obaj bracia wystąpili
                                                    w 1962 jako bliźniacy w komedii filmowej "O dwóch takich co ukradli ksi ężyc".
                                                    W 1968 r. widać było obu na demonstracjach antykomunistyczny ch. Obydwaj
                                                    studiowali prawo, a kiedy w 1980 związek zawodowy "Solidarno ść" domagał się
                                                    ustąpienia dyktatury, bracia Kaczyńscy należe li do kręgu L.Wałęsy. Po
                                                    przemianach w Polsce podążyli za nim do kancelarii prezydenta. Potem jednak
                                                    zerwali z nim, zarzucając niewystarcz ająco silne działania przeciwko
                                                    ustępującym komunistom. W 2001 r. z ałożyli PiS, a teraz - na jesieni 2005 r.
                                                    wystartowali o najwyższe st anowiska w państwie. Jarosław okazał się szefem
                                                    najsilniejszego ugr upowania w parlamencie a Lech, jeśli tak zechcą wyborcy,
                                                    zostanie prezy dentem RP. Od samego początku ich wspólny świat był obfity w
                                                    kontra sty. Zniszczona przez nazistów (pozostawiona na ich pastwę przez
                                                    Rosjan ) Warszawa lat 50-tych była światem ich dzieciństwa. Tym mrocznym obr
                                                    azom przeciwstawiają się inne, ojca - który podczas Powstania Warszaw skiego
                                                    został ciężko ranny, oraz matki - która jako młoda dziewcz yna była
                                                    sanitariuszką w AK. Historia wojenna jest dla braci Kaczyńsk ich historią
                                                    zamordowanych krewnych. Jeden wujek został zgładzony w o bozie koncentracyjnym,
                                                    inny zginął w trakcie oporu przeciwko Armii Czer wonej, dalsi polegli podczas
                                                    masowych rozstrzeliwań radzieckich w Katyniu . Bracia zachwycali
                                                    się "Parabellum" swojego ojca oraz młodymi bojownik ami, którzy udali się na
                                                    swoją ostatnią bitwę. Hordy SS i powsta ńcy, zdrajcy i mściciele, Polacy i
                                                    Niemcy. Scena obydwu braci nadal roi się od bohaterów i demonów.
                                                    Niebezpieczeństwo i walka to ich żyw ioł, obecnie przeradza się
                                                    konfliktogenność w polityce zagranicznej . Przy tym żadna lojalność nie jest
                                                    większa niż poprzez więzy k rwi, a żadne powiązania silniejsze niż pomiędzy
                                                    braćmi bliźniak ami. Tak jak to jest w rodzinie - kryterium przynależności nie
                                                    opiera s ię na wspólnym programie lecz na szczególnego rodzaju przywiązaniu.
                                                    Tak jak w rodzinie jest i w polityce - co raz się czymś stało będz ie tym na
                                                    zawsze. Ojciec zawsze pozostanie ojcem, brat bratem, tak samo jak komunista
                                                    pozostanie komunistą a Niemiec pozostanie Niemcem. W obecnej P olsce, ze swoim
                                                    silnym przywiązaniem do postaci ojca w osobie Jana Pawł a II, ze swoją
                                                    niechęcią (podsycaną przez skrajnie katolickich brac i Kaczyńskich) wobec
                                                    nieprzyjaznych tradycyjnemu modelowi rodziny orienta cji takich jak
                                                    homoseksualiści, rozszerza się spojrzenie na politykę jako przedłużenie
                                                    rodziny. To że polityka według modelu rodziny zys kała poparcie wyborców wynika
                                                    głównie z ostatnich zmian na scenie p olitycznej. Upadek postkomunistycznej
                                                    lewicy po serii skandali korupcyjnych obudził w społeczeństwie potrzebę
                                                    znalezienia autorytetu. W kraju o najwyższym w UE bezrobociu nastroje społeczne
                                                    zamiast skierować si ę na lewo, skierowały się na prawo i napotkały na
                                                    koncepcje braci K aczyńskich, których "czwarta Rzeczpospolita" jawi się jako
                                                    silne ale wrażliwe socjalnie państwo - funkcjonujące na wzór rodziny. Teraz k
                                                    onieczna jest ofiara w kręgu rodzinnym - oczywiście Jarosław zrezygno wał na
                                                    rzecz Lecha. Dlaczego jednak to Lech zawsze pozostaje. Można dos trzec, że
                                                    Jarosław stanowił zawsze zaporę przeciwko atakom na obydw u braci. Zaledwie
                                                    rozpoczęli oni w kampanię na rzecz seksualnej "normal ności" a już w Warszawie
                                                    zaczęła rozpowszechniać się informacja , że za stanem kawalerskim Jarosława
                                                    kryją się jego skłonności homoseksualne. Jego gotowość do ustąpienia odróżnia
                                                    go więc od jego brata. Jedno jednak pozostaje pewne - co mówi Lech, mógłby rów
                                                    nie dobrze powiedzieć Jarosław. Nie potrzeba więc poszukiwać znamie nia - i tak
                                                    nie ma ono znaczenia.
                                                  • kowianeczka Re: re-cd 06.10.05, 17:07
                                                    "Der Tageszei tung" z 04.10. - "To będzie koalicja, która zmieni oblicze
                                                    Polski", T.R oser

                                                    Decyzja J.Kaczyńskiego o desygnowaniu K .Marcinkiewicza na stanowisko premiera
                                                    zaskoczyła nie tylko rodzinę teg o ostatniego. Cytowany jest "Superexpres",
                                                    według którego Marcinkiewicz został wyciągnięty jak "królik z kapelusza". W
                                                    rodzimym Gorzowie j est on politykiem dużego formatu. Już od początku lat 90-
                                                    tych zaanga żował się w działalność katolicko-demokratycznego ugrupowania Z
                                                    ChN. W latach 1992-1993 sekretarz stanu w rządzie H.Suchockiej. Sprzeciwi ł się
                                                    wtedy wprowadzeniu do szkół przedmiotu "wychowanie seksualne" . W 1997 roku
                                                    jako kandydat AWS został po raz pierwszy wybrany do sejmu. Od 1999 do 2000 na
                                                    krótko szef gabinetu premiera J.Buzka. Wtedy okazał się lojalny wobec swojego
                                                    otoczenia z Gorzowa - wielu kolegom ze swojego miasta załatwił lukratywną pracę
                                                    w instytucjach państwowych. Zawc zasu Marcinkiewicz wycofał się z upadającej
                                                    AWS i przeniósł do no woutworzonej partii PiS. Pozostając w opozycji dał się
                                                    poznać jako ekspert w sprawach gospodarczych i finansowych - był
                                                    przewodniczącym ko misji ds. procesów prywatyzacyjnych. W Gorzowie stał się on
                                                    najważn iejszym politykiem prawicy. Wg Kaczyńskiego, Marcinkiewicz nie jest
                                                    polit ykiem z drugiego rzędu lecz osobą najlepiej przygotowaną do rozwiąz ania
                                                    polskich problemów gospodarczych. Czy będzie on premierem przez 4 tygodnie czy
                                                    lata - kwestia ta nie jest jeszcze przesądzona gdyż jego k andydatura spotyka
                                                    się także z oporem wewnątrz PiS. Według wtajemni czonych było to jedynie
                                                    posunięcie szachowe Kaczyńskiego w koalicyjny m pokerze.
                                                  • mathias_sammer Re: re 06.10.05, 17:19
                                                    Mam troche materialow ze swiata. Opinia jest fatalna, mysle, ze poczatkowo beda
                                                    przygladac sie z ciekawoscia, pozniej nastapi izolacja Polski w Europie, a
                                                    Ameryka za daleko.

                                                    M.S.
                                                  • kowianeczka ladne w pieknym miejscu 14.10.05, 09:56
                                                    Bohdan ZADURA
                                                    Martwa natura, tranzyt



                                                    W Y S Z U K I W A N I E
                                                    T E K S T Y
                                                    Wiersze
                                                    Rozmowy
                                                    Szkice
                                                    Proza
                                                    Autokomentarze
                                                    Debiuty
                                                    Książki
                                                    Dyskusje

                                                    C Y K L I C Z N I E
                                                    M E D I A
                                                    L E K S Y K O N

                                                    Opowiadanie pochodzi z książki Proza tom 1. Opowiadania
                                                    Premiera książki 14 listopada 2005
                                                    Martwa natura, tranzyt
                                                    Śmiech blond. Tak właśnie i tylko tak. Na pewno śmiech blondynki, ale
                                                    to już mniej; zawarte w tamtym, mieszczące się bez reszty. Śmiech blond -
                                                    pocałuj panią - rodzący się z łaskotania, gdy zachodząc z tyłu wspina się na
                                                    palce. Śmiech blond, kark blondynki o włosach upiętych do góry, w kok?
                                                    puszystych, miękkich, lśniących; puszek na szyi. Śmiech blond. Młode kobiety,
                                                    płomień alkoholu, płonące kabanosy. Tam, wśród lasów, w leśniczówce? lecznicy
                                                    weterynaryjnej?, w pokoju o uchylonych oknach, przez które wiatr przywiewa
                                                    wieczorną woń maciejki. Śmiech blond, tak, z pewnością, przesycony subtelnym i
                                                    zarazem drażniącym zapachem perfum. - No, patrzcie państwo - śmiech prefekta?,
                                                    kanonika?, prałata? - jowialny, dobroduszny, pulchny, znad talerzyka z
                                                    faszerowanym karpiem. Śmiech nad białym obrusem zastawionym półmiskami, nad
                                                    salaterką z sałatką warzywną - tym cudem przeistoczenie zwykłych banalnych
                                                    smaków marchwi, kiszonego ogórka, fasolki, kartofli, jabłek, cebuli, groszku,
                                                    pora w nową jakość - śmiech nad błękitno-szarym małym szklanym półmiseczkiem z
                                                    marynowanymi śledziami, garnirowanymi pomarańczowymi plasterkami gotowanej
                                                    marchwi i biało-żółtymi talarkami jajka ugotowanego na twardo, śmiech ponad
                                                    wielkim fajansowym półmiskiem, na którym wnoszą złocisto-brązowo-miodowe
                                                    prosię - więc jednak nie leśniczówka, a lecznica? - śmiech ponad gwarem rozmów,
                                                    pod wielką aksamitną ćmą, która wpada przez uchylone okno, krąży bezgłośnie
                                                    wokół wiszącej nad stołem lampy, obija się o klosz, przysiada na ścianie z
                                                    czytelnym srebrnym rysunkiem trupiej główki, śmiech ponad przerażeniem pań,
                                                    których twarze nikną w mroku, jak twarze mężczyzn, którzy wszyscy są już
                                                    bezimienni, tylko lśnią wypielęgnowane, pulchne, tłuste, delikatne, lecz silne
                                                    zarazem palce prefekta?, kanonika?, prałata?, zapada się w cień stojący na
                                                    podłodze w rogu pokoju wazon z szafirowo-liliowym i śnieżnobiałym bzem o dużych
                                                    pełnych kiściach i w ciemności obejmującej wszystkie postacie siedzące przy
                                                    długim stole jaśnieje tylko odsłonięty kark blondynki, słychać słowa: - Pocałuj
                                                    panią - skrada się na palcach, wspina się na palce, chwytając za oparcie
                                                    krzesła, przechyla się, dotyka ustami aksamitnej skóry, czuje jej ciepło i
                                                    chłód zapięcia złotego łańcuszka, na którym - niewidoczny - na - niewidocznych -
                                                    piersiach krzyżyk?, medalik?, medalion?, kamea? - śmiech, jasny, czysty,
                                                    kryształowy jak górska kaskada - śmiech blond.

                                                    Wzrok doktora N. zatrzymał się przez chwilę na barku. Gospodarz
                                                    przechwytując to spojrzenie spytał:
                                                    - Napijesz się?
                                                    - Czemu chcecie, żebym jeszcze raz to opowiadał?
                                                    - Wiesz, pospieraliśmy się z żoną o pewne szczegóły. Akademie medyczne
                                                    były wtedy przy uniwersytetach.
                                                    - Pracowałem wówczas w Równem, dwie rzeźnie i targowisko. Kroiłem
                                                    wątrobę i skalpel rozciął mi palec. To ta blizna. Dwa dni później, w kinie,
                                                    złapały mnie dreszcze. Leżałem w łóżku, poprosiłem matkę, by poszła po księdza.
                                                    Wróciła, do dzisiaj nie wiem dlaczego, z popem. Pop był człowiekiem przyzwoitym
                                                    i powiedział, że taka omyłka zdarzyła mu się już parę razy. Mógłby udzielić mi
                                                    rozgrzeszenia in articulo mortis, ale nie ma takiej potrzeby. Będzie mnie
                                                    pilnował, matka niechaj sprowadzi księdza. Kościół garnizonowy był niedaleko,
                                                    pop siedział przy łóżku zwilżając mi spierzchnięte usta. Gdy nadszedł ksiądz,
                                                    pożegnał się. Zostaliśmy sami w pokoju. - Jesteś jeszcze młody, mój synu -
                                                    mówił ksiądz Garczyński - ale ofiaruj swoje cierpienia, swoje życie
                                                    Chrystusowi. Nie rozpaczaj, pomyśl, co cię w życiu jeszcze mogłoby czekać. Te
                                                    kilkadziesiąt lat, które miną jak chwila, a czy wiesz, że będą one przyjemne? -
                                                    To był bardzo mądry ksiądz i dziś wiem, że to były prorocze słowa. Leczyło mnie
                                                    chyba dwunastu lekarzy. - Panie doktorze - mówił doktor Blumstein - my chcemy
                                                    jak najlepiej, ale nas jest za dużo, żeby pan doktor mógł wyzdrowieć. Ja mogę
                                                    panu załatwić specjalny przedział sanitarny do Lwowa i miejsce w klinice u
                                                    Ostrowskiego.
                                                    Z tej podróży - niewiele ponad pół godziny jazdy pospiesznym pociągiem -
                                                    zapamiętał poszczególne obrazy, twarz ojca siedzącego u wezgłowia, stukot kół.
                                                    Ambulans zamiast na dworzec główny, nie wiedzieć czemu wyjechał po niego na
                                                    stację podmiejską. Nieśli go na noszach, to tracił, to odzyskiwał przytomność,
                                                    kolejarze opukiwali koła pociągu, wzdłuż którego szli ośnieżonym peronem, potem
                                                    znów ciemność, głosy w ciemności, głos profesora Ostrowskiego, który był
                                                    prorektorem uniwersytetu: - Po co mi przywozicie trupa! - Strzępy rozmów.
                                                    - Uprzedzam, że to ryzykowne.
                                                    - To pan się na tym zna, panie profesorze - mówił ojciec.
                                                    - Wstrzyknięto mi końską dawkę delbety, 7 centymetrów. Leżałem w
                                                    separatce, na granicy jawy i snu. Zobaczyłem jakby film z całego swojego życia.
                                                    Sukienkę, tak, sukienkę, w niebieskie kwiatki, której nie pamiętałem, lecz
                                                    później matka potwierdziła, że nosiłem taką w dzieciństwie, gdy miałem dwa
                                                    lata. I zobaczyłem swoje pierwsze oszustwo, gdy rozliczając delegację wpisałem
                                                    całą dietę, zamiast sześciu złotych, które mi przysługiwało; blankiet, mój
                                                    podpis, twarz kasjera i jego nazwisko - do dziś pamiętam - Malanowski. I trzy
                                                    srebrne dwuzłotówki. Delbeta o parę stopni obniżyła gorączkę, ale gruczoły
                                                    limfatyczne pod pachą i pod łopatką nabrzmiewały coraz bardziej. Ostrowski -
                                                    rozstrzelany został przez Niemców wraz z innymi profesorami - zdecydował, że
                                                    będzie mnie operować. Szansa niewielka, ale zawsze. Rano przygotowania,
                                                    lewatywa. Już mieli mnie wieźć na stół, kiedy wbiegł do separatki Włodek
                                                    Komorski, adiunkt, którego znałem ze studiów, z knajpy u Eduarda, Żydka, który
                                                    dobrze zjeść i wypić dawał, przy tej samej zresztą ulicy co klinika, parę domów
                                                    dalej. Jesteś uratowany. Rektor umarł. Ostrowski musi się zająć pogrzebem i nie
                                                    będzie mógł cię kroić. Gdyby co, mów, że czujesz się lepiej.
                                                    Następnego dnia nadeszło wreszcie płynne złoto zamówione telegraficznie
                                                    w Szwajcarii. I jakoś się wylizałem. Tak to prawdopodobnie śmierć Jego
                                                    Magnificencji uratowała mi życie.

                                                    Wieś jesienią. Nad Wieprzem. Równina w deszczu. Chałupy bielone wapnem,
                                                    niektóre malowane na niebiesko. Niektóre ogacone, z oknami cofniętymi, z
                                                    warstwą waty lub mchu pomiędzy dubeltowymi oknami. Strzechy sczerniałe,
                                                    niektóre zapadnięte. Ni to mżawka, ni mgła, błyszczą liście osik. Idą od
                                                    podwórza do podwórza, od zagrody do zagrody. W gumowych butach, w białych
                                                    kitlach narzuconych na jesionki, felczer, profesor - w owym czasie już docent?,
                                                    prawie docent? - i dziecko. Wraz z nimi od chlewa do chlewa idzie kwik świń.
                                                    Utytłanych i różowych jak różowa wydaje się dziecku różyca; pomór jest
                                                    bezbarwny. Chwytają je za nogi, za uszy, siadają na nich okrakiem. Kwik, kwik.
                                                    Gdzieniegdzie targi:
                                                    - Był tu u nas taki, co kurom zastrzyki robił, i wszystkie pozdychały.
                                                    - Tato, ile ci płacą za szczepienie?
                                                    Odpowiedź gubi się w chrząkaniu i kwiku.
                                                    Jesienią w pochmurny dzień zmrok zapada szybko. Podwórza taplają się w
                                                    błocie i mroku, coraz trudniej dziecku omijać kurze i krowie ekskrementy.
                                                    Mężczyźni ciężej stawiają nogi, odrywając od ziemi warstwę lepkiej gliny,
                                                    liście, wiechcie przegniłej słomy.
                                                    Sołtys prosi do stołu. Pobielana wapnem kuchnia z chlebowym piecem. Na
                                                    zapiecku szary kot. W kącie łóżko z wydętą pierzyną w dużą czerwoną kratę.
                                                    Podłoga pomalowana na olejno, ciemny orzech. Między futryną a ścianą gruby
                                                    słomiany warkocz. Zaduch. Zapach parowanych kartofli, nawozu, gnojówki
                                                    cieknącej wąskim
                                                  • kowianeczka Re: ladne w pieknym miejscu 14.10.05, 09:58
                                                    Ni to mżawka, ni mgła, błyszczą liście osik. Idą od podwórza do podwórza, od
                                                    zagrody do zagrody. W gumowych butach, w białych kitlach narzuconych na
                                                    jesionki, felczer, profesor - w owym czasie już docent?, prawie docent? - i
                                                    dziecko. Wraz z nimi od chlewa do chlewa idzie kwik świń. Utytłanych i różowych
                                                    jak różowa wydaje się dziecku różyca; pomór jest bezbarwny. Chwytają je za
                                                    nogi, za uszy, siadają na nich okrakiem. Kwik, kwik. Gdzieniegdzie targi:
                                                    - Był tu u nas taki, co kurom zastrzyki robił, i wszystkie pozdychały.
                                                    - Tato, ile ci płacą za szczepienie?
                                                    Odpowiedź gubi się w chrząkaniu i kwiku.
                                                    Jesienią w pochmurny dzień zmrok zapada szybko. Podwórza taplają się w
                                                    błocie i mroku, coraz trudniej dziecku omijać kurze i krowie ekskrementy.
                                                    Mężczyźni ciężej stawiają nogi, odrywając od ziemi warstwę lepkiej gliny,
                                                    liście, wiechcie przegniłej słomy.
                                                    Sołtys prosi do stołu. Pobielana wapnem kuchnia z chlebowym piecem. Na
                                                    zapiecku szary kot. W kącie łóżko z wydętą pierzyną w dużą czerwoną kratę.
                                                    Podłoga pomalowana na olejno, ciemny orzech. Między futryną a ścianą gruby
                                                    słomiany warkocz. Zaduch. Zapach parowanych kartofli, nawozu, gnojówki
                                                    cieknącej wąskim strumyczkiem przez podwórko i rozlewającej się na polach za
                                                    stodołą. Kwaśny zapach mleka. Sołtys wyciąga z kredensu fajansowe głębokie
                                                    talerze.
                                                    - Kogutka rano zastrugałem, rosół baba ugotowała - mówi.
                                                    Rosół jest złoty, pływają po nim jeszcze bardziej złote oczy tłuszczu.
                                                    Talerze stoją na stole przykrytym ceratą, obok nich leżą aluminiowe łyżki.
                                                    Sołtys przynosi garnek z kartoflami, nakłada kilka ziemniaków do każdego
                                                    talerza.
                                                    - Dziadowska zupa, dziadowska zupa! - woła dziecko, nieporadnie, jakby
                                                    nieśmiało przepoławiając łyżką kartofel. Rosół mętnieje.

                                                    Kto śpiewał tę piosenkę?

                                                    Wiwat dziewka, ulica,
                                                    Niech nam żyje gruźlica,
                                                    Plujmy krwią,
                                                    Plujmy krwią czarną.

                                                    Czy było to w tamtych wcześniejszych jeszcze latach? Czy też nie
                                                    śpiewał jej nikt, a tylko cytował jej słowa, czy było to w młodości - czyjej?,
                                                    wśród sosnowych lasów, w leśniczówce?, lecznicy?, może jednak śpiewał ją ktoś
                                                    na niedzielnej konnej przejażdżce, pod koniec maja lub w początkach czerwca,
                                                    gdy lasy były białe od konwalii i gęste od ich zapachu, a kobiety schylały się
                                                    po nie w kimonach, w żorżetach, kretonach w różowe i niebieskie groszki, lekkie
                                                    jak motyle? Czy doktor N., opowiadając po trzecim kieliszku o swych lwowskich
                                                    studenckich latach, przypomniał ją między wierszami? Czy któryś z doktorantów,
                                                    przychodzących do profesora w poszukiwaniu rady, a i protekcji przed egzaminem
                                                    z ekonomii? Więc raczej w czasach nieodległych, gdy profesor był już
                                                    profesorem, a któryś z nich usiłował w ten sposób wkupić się w łaski, wykazując
                                                    się znajomością tego, czego z własnego doświadczenia znać nie mógł, a co
                                                    profesorowi musiało być bliskie? Przecież nie było to konieczne, skoro
                                                    znajdowali z nim wspólny język w sprawach czasu teraźniejszego, bywali na
                                                    obiadach i kolacjach, zjawiali się z kwiatami, z sękaczem - jak ten z
                                                    Suwalszczyzny - niektórzy na ty z profesorem, niektórzy używający form
                                                    profesorze - kolego, równie przecież świadczących o zażyłości.
                                                    - Czy zauważył pan, profesorze, powrót do obyczaju noszenia czapek
                                                    akademickich? - pytał któryś z nich.
                                                    - Ale jest to renesans czapek, nie lasek, kolego.
                                                    A może usłyszał ją wtedy, po kilkudziesięciu godzinach okupowania
                                                    wydziału, gdy już znużenie zaczęło brać górę nad podnieceniem, gdy ucichły już
                                                    wszystkie dyskusje i debaty, gdy już uchwalono, co można było uchwalić, gdy
                                                    opowiedziane zostały już wszystkie dowcipy, może wtedy ktoś odkręcając termos z
                                                    kawą zaczął nucić tę piosenkę? Siedzieli przykryci jednym kocem, który
                                                    przezornie z sobą przyniosła. Objął ją, słysząc, czując?, równy, miarowy
                                                    oddech. Przesuwał od czasu do czasu palcami po jej włosach, jakby chcąc się
                                                    upewnić, że jest materialna, że jest i że wszystko, co dzieje się od kilku
                                                    tygodni, nie jest snem.
                                                    - Nie przeżyłabym, gdyby coś ci się stało.

                                                    Ból w prawym kolanie narastał. Pojawił się po kilku godzinach jazdy. Po
                                                    odpoczynku, rozprostowaniu nóg ustępował, ale wracał już szybciej. Na jednym z
                                                    przejść strażnik graniczny przez chwilę patrzył na wkładkę paszportową, zdjęcie
                                                    w dowodzie i na niego.
                                                    - To wy? - zapytał.
                                                    - Ja.
                                                    - Stare zdjęcie. Krótkie włosy - uśmiechnął się, mówiąc łamaną
                                                    polszczyzną. - Tranzit? - zapytał.
                                                    - Tranzyt.
                                                    Z przewieszonej przez ramię torby wyjął pieczątkę, przybił ją we
                                                    wkładce. Zasalutował i machnął przyzwalająco ręką. W zeszycie odnotował numer
                                                    rejestracyjny wozu. Przed Oradeą szosa się poszerza, przechodzi w
                                                    sześciopasmową, przypominającą autostradę. Od punktu granicznego odrywa się od
                                                    czasu do czasu dwoje świecących oczu, oślepia i niknie w ciemności. Tam szpaler
                                                    wysokich topól, między którymi - wśród których - bezszelestne nietoperze. Przez
                                                    opuszczoną szybę wdziera się ciepłe, oleiste powietrze, cięte, szatkowane przez
                                                    cykady czy świerszcze. Teraz śmiech blond, niebo nad Ukrainą niebieskie jak
                                                    cień płaszcza Matki Boskiej, wyschnięte rzeki Rumunii, teraz, potem, na
                                                    rozjazdach, na skrzyżowaniach fosforyzujące tablice z nazwami Alba, Tirgu
                                                    Mures, Constanza, gdy ktoś powie przez sen - nie tak, za późno, inaczej. Noc,
                                                    dzień, noc, ziarna kawy rozgryzane we mgle, w której to, co wychwytują światła
                                                    reflektorów, drahiczku, drahiczku, przybiera monstrualne kształty, układa się w
                                                    góry i przepaści, postaci z okrutnych bajek, nieznane i nieobliczalne. Jakby we
                                                    mgle ucieleśniała się dusza świata, która czeka ze śmiechem blond, z mlecznym
                                                    karkiem kobiety, który jest na wyciągnięcie ręki, z twarzą doktora N.
                                                    mówiącego: - Widzi pan, bilans mojego życia byłby dużo korzystniejszy, gdybym
                                                    nie wyszedł z tej historii - dusza świata, która żywi się jego upadkiem Paryża,
                                                    wraz z którym giną wszelkie nadzieje, w której obecna jest ta pomyłka wywiadu i
                                                    przypadkowa, będąca jej następstwem śmierć człowieka, co nie rozkazy wiózł, a
                                                    słoninę, i jakaś leśniczówka lub lecznica weterynaryjna, w której dziecko
                                                    wspina się na palce...


                                                  • kowianeczka Re: ladne w pieknym miejscu 14.10.05, 09:59
                                                    Jakby we mgle ucieleśniała się dusza świata, która czeka ze śmiechem blond, z
                                                    mlecznym karkiem kobiety, który jest na wyciągnięcie ręki, z twarzą doktora N.
                                                    mówiącego: - Widzi pan, bilans mojego życia byłby dużo korzystniejszy, gdybym
                                                    nie wyszedł z tej historii - dusza świata, która żywi się jego upadkiem Paryża,
                                                    wraz z którym giną wszelkie nadzieje, w której obecna jest ta pomyłka wywiadu i
                                                    przypadkowa, będąca jej następstwem śmierć człowieka, co nie rozkazy wiózł, a
                                                    słoninę, i jakaś leśniczówka lub lecznica weterynaryjna, w której dziecko
                                                    wspina się na palce...


                                                  • kowianeczka i jeszcze tego samego autora 14.10.05, 10:09
                                                    Opowiadanie pochodzi z książki Proza tom 1. Opowiadania
                                                    Premiera książki 31 października 2005
                                                    Za dwa lata koniec świata
                                                    - Tylko teraz, proszę, żadnych numerów.
                                                    Na korytarzu tuż koło wejścia do toalet ustawiony był stolik, przy
                                                    którym posadzono Basię, aby spisywała personalia i kierowała kandydatów do
                                                    bufetu, zamienionego na te dwa dni w przebieralnię, bufet zresztą nieczynny był
                                                    od roku, zamknięto go, ponieważ przynosił zbyt duży deficyt, nad pustym barkiem
                                                    wisiały kolorowe pająki i weselne bukiety, kilka wysokich barowych stołków,
                                                    obciągniętych czerwoną dermą, takież krzesełka przy stolikach, bezużyteczny
                                                    niklowany ekspres do kawy, lodówka półotwarta, aby się nie zatęchła; zazwyczaj
                                                    gdy ktoś z teatru chciał porozmawiać w spokoju, brał klucz u portierki i tu się
                                                    chronił. Przed rozpoczęciem eliminacji wysłano kogoś do miasta po pizzę, gdy
                                                    wrócił, dyrektor wypchnął go z sali na korytarz: - To jest poważny egzamin, nie
                                                    będziecie mi tu robić garkuchni. - Na korytarzu unosił się jeszcze zapach
                                                    pizzy, mieszając się z woniami dobiegającymi z toalet.
                                                    Pod ścianą odgradzającą salę od zaplecza siedzieli w fotelach przy
                                                    czterech zastawionych stołach, z prawej strony stał telewizor, reflektory
                                                    oświetlały walec obciągnięty brezentem, na którym siadali delikwenci, obok
                                                    materac gimnastyczny, oprócz komisji paru ciekawskich, znajomych chłopaka od
                                                    świateł, który wsławił się niegdyś wkraczając do pokoju, gdzie dyrektor
                                                    konferował z kontrolującymi teatr, ze słowami: - Przepraszam bardzo, telefon do
                                                    pana dyrektora, telewizja BBC - a potem mówił: - Trzeba było, chłopaki, widzieć
                                                    ich gęby. Że też, ku.., są ludzie, na których takie wrażenie to robi. - Kiciuś
                                                    chodził teraz powtarzając: "Za dwa lata koniec świata" i "No, to wy,
                                                    dziewczyny, codziennie do spowiedzi, a ja do psychologa". Był to temat dnia,
                                                    przypominano sobie przepowiednie, zbiegi okoliczności, rozmowy w żartach, które
                                                    nabrały teraz zupełnie innego wymiaru, świat był z pewnością inny niż
                                                    poprzedniego dnia.
                                                    - Kiciuś, nie dwa lata, a trzydzieści. Moja babka na wsi miała już
                                                    taką książkę Michaliny...
                                                    Nie Michaliny, tylko Michalli...
                                                    - Co wy tam zresztą wiecie... Za dwa lata koniec świata. Jak już
                                                    człowiek człowieka potrafi zrobić, to nie ma rzeczy niemożliwych.
                                                    Od czasu do czasu Basia przychodziła z kartką, a potem wprowadzała
                                                    dziewczynę lub chłopaka. Nie bardzo było spośród kogo wybierać, aż gdy
                                                    wyglądało już na to, że nikt więcej się nie zgłosi, zaanonsowała tajemniczym
                                                    szeptem:
                                                    - Dziewczyna od Tomaszewskiego.
                                                    Weszła niska, gruba, w trykotowej bluzce z naszytym na boku
                                                    jabłuszkiem, w białych szortach i trampkach. Twarz miała nalaną, włosy blond o
                                                    żółtym odcieniu, grube okrągłe szkła.
                                                    - Proszę usiąść na stolcu.
                                                    Sekretarka przeczytała z kartki przyniesionej przez Basię jej imię i
                                                    nazwisko. Przełknęła ślinę i potaknęła.
                                                    - Wzrost?
                                                    Prawie wszyscy się tutaj plątali. Sto sześćdziesiąt siedem? o,
                                                    przepraszam, sto siedemdziesiąt sześć. Ta odpowiedziała bez zająknienia:
                                                    - Sto pięćdziesiąt cztery.
                                                    - Waga?
                                                    - Sześćdziesiąt i pół.
                                                    - Choroby?
                                                    - Nie, chyba nie. No, takie, dziecinne...
                                                    - Zapalenie opon mózgowych, serce, płuca, żołądek, zatoki?
                                                    - Proszę pokazać lewy profil.
                                                    - Teraz prawy. Przepraszam, że kiedy z panią rozmawiam, nie patrzę
                                                    pani w oczy, ale mam tutaj monitor i widzę panią w monitorze
                                                    (Wiem, że głupieją w tych reflektorach, ale w sytuacji stresowej można
                                                    się czegoś o człowieku dowiedzieć - mówił wcześniej.)
                                                    - Panie Wróbel, może pan wreszcie, do cholery, zrobi coś z tą kamerą!
                                                    - Dobrze, dziękuję. Jaki stanik pani nosi?
                                                    - Przecież chyba mówię wyraźnie. Numer stanika.
                                                    - Czwórkę.
                                                    - Dobrze, rozumiem. Zawsze pani chodzi w okularach?
                                                    - No więc... Nie, nie zawsze, kiedy czytam, to nie, ale na ulicy to
                                                    tak. Bo ja jestem krótkowidzem.
                                                    - Rozumiem. Ile dioptrii?
                                                    - Minus trzy. To znaczy, mogę powiedzieć dokładnie, bo właśnie
                                                    ostatnio robiłam badania na prawo jazdy, więc lewo oko, tak, lewe oko trzy i
                                                    pół, prawe dwa i pół.
                                                    - Tak, rozumiem. A teraz proszę mi powiedzieć, dlaczego pani do nas
                                                    przyszła?
                                                    - No więc, dlaczego tutaj przyszłam. Interesuję się pantomimą od dawna
                                                    i wiem o niej bardzo dużo, dużo widziałam, kiedy mieszkaliśmy jeszcze we
                                                    Wrocławiu, to chodziłam do szkoły, w której pan Tomaszewski uczył pantomimy...
                                                    - Jaka to była szkoła?
                                                    - Podstawowa numer 7, to znaczy pan Tomaszewski uczył w tej szkole
                                                    matematyki, a na matematyce uczył pantomimy, przychodził do klasy i mówił, że
                                                    pada deszcz, i otwierał parasol, to znaczy on nie był z parasolem, ale robił
                                                    tak, jakby go miał, to jeszcze przedtem, zanim pan Tomaszewski zajął się tylko
                                                    pantomimą i zanim stał się sławny. No więc, gdybym miała powiedzieć tak
                                                    naprawdę, to nie miałam szczęścia, bo pan Tomaszewski uczył pantomimy, to
                                                    znaczy matematyki, w szóstej klasie, a ja chodziłam do piątej, ale siostra,
                                                    która chodziła wtedy do szóstej, wszystko mi opowiadała. A na eliminacje
                                                    chciałam przyjść już w zeszłym roku, ale zachorowałam, no i teraz też tak się
                                                    złożyło, mam zwolnienie lekarskie i właściwie powinnam leżeć...
                                                    - Tak, rozumiem. Czy uprawiała pani jakiś sport?
                                                    - Pływanie i tenis.
                                                    - Wyczynowo?
                                                    - Nie, wyczynowo raczej nie.
                                                    - Co jeszcze?
                                                    - Akrobatykę. Cztery lata należałam do sekcji.
                                                    - Kiedy to było?
                                                    - Jeszcze we Wrocławiu.
                                                    - Na jakich przyrządach pani ćwiczyła?
                                                    - Na linie.
                                                    - To znaczy?
                                                    - No więc wchodziliśmy na linę i utrzymywaliśmy się w różnych
                                                    pozycjach.
                                                    Zagryźli wargi, pospuszczali głowy, pozasłaniali twarze rękami.
                                                    Dyrektor powiedział półgłosem, pochylając się w stronę kierownika literackiego:
                                                    - Mam do ciebie prośbę, czy mógłbyś zadać jej pytanie: czy pani lubi
                                                    się pie..ć?
                                                    Wstała Ruda.
                                                    - Czy mogłabym panią prosić o zrobienie szpagatu.
                                                    - Nie, szpagatu nie robię.
                                                    - A stanie na rękach, mostek?
                                                    - Wie pani, ja powinnam leżeć w łóżku, mam w torebce zwolnienie, tam
                                                    jest podkreślone - chory powinien leżeć, jeśli trzeba, to zaraz przyniosę...
                                                    - Proszę rozłożyć dłoń, zacisnąć, zgiąć rękę w łokciu. Tak, dziękuję,
                                                    proszę pokazać mi żebra, teraz z tyłu. Nigdy pani nie była u lekarza? Dobrze,
                                                    dziękuję, proszę usiąść.
                                                    - Czy oglądała pani jakieś spektakle naszego teatru?
                                                    - Tak, zdaje się, że na jesieni, w telewizji.
                                                    - A na żywo?
                                                    - Na żywo to nie, nie miałem okazji.
                                                    - To jeszcze poprosimy, żeby pani zaimprowizowała coś do fragmentu
                                                    muzyki.
                                                    Dyrektor wstał, wyszedł za przepierzenie. Z głośników popłynęła
                                                    rockowa melodia. Dziewczyna uniosła się, zgięła ręce w łokciach, zrobiła parę
                                                    kroków, zatrzymała się nagle, opuściła ręce i chichocząc wysapała:
                                                    - Nie, jakoś nie mogę... Tak samej...
                                                    - Pomogę pani - powiedział jeden z aktorów. Wstał i z kamienną twarzą
                                                    tańczył z nią kilka minut jak w dyskotece. Dziewczyna dostała zadyszki.
                                                    - Dobrze, wystarczy. Proszę usiąść.
                                                    - Macie pytania?
                                                    - Może ja. Czy pani recytuje?
                                                    - Nie, chyba nie.
                                                    - Nigdy pani nie recytowała? W szkole też nie?
                                                    - No, w szkole to tak.
                                                    - To może by nam pani powiedziała jakiś wiersz?
                                                    Zastanowiła się przez chwilę.
                                                    - Czy może być po francusku?
                                                    - Proszę bardzo, tylko może nam pani jeszcze powie, czemu po
                                                    francusku? Uczy się pani tego języka?
                                                    - Mogłabym po polsku, ale wtedy musiałabym się zastanawiać...
                                                    - Tak, rozumiem.
                                                  • kowianeczka Re: i jeszcze tego samego autora 14.10.05, 10:09

                                                    - Mogłabym po polsku, ale wtedy musiałabym się zastanawiać...
                                                    - Tak, rozumiem.
                                                    Poprosiła o chwilę przerwy, nie ochłonęła jeszcze po tańcu, chciałaby
                                                    trochę odpocząć, uspokoić oddech. Zapanowała cisza, w której w każdej chwili
                                                    mógł wybuchnąć dławiony chichot. To wszystko, od chwili kiedy weszła, nie miało
                                                    sensu, już Basia mogłaby jej powiedzieć, że pomyliła adresy, i skierować do
                                                    ogniska TKKF-u. Zaczerpnęła głęboko powietrza. Wstaje świt, piękny świt, piękny
                                                    jesteś o świcie, Paryżu, witaj, Paryżu, dzień dobry ci, Paryżu. Zapada
                                                    zmierzch, piękny zmierzch, piękny jesteś o zmierzchu, Paryżu, żegnaj, Paryżu,
                                                    dobranoc ci, Paryżu.
                                                    - Kto jest autorem tego wiersza?
                                                    - Autorem, autorem... Nie, nie pamiętam.
                                                    - To cóż, dziękujemy pani. Proszę się ubrać i do nas wrócić.
                                                    - Jeszcze ja mam pytanie - odezwał się kumpel Kiciusia. - Czy mogłaby
                                                    nam pani powiedzieć, do jakiego przedszkola pani chodziła?
                                                    - Do przedszkola?
                                                    - Tak, do przedszkola.
                                                    Potrząsnęła głową, prawą ręką odgarnęła włosy znad okularów. Monitor
                                                    znów się rozregulował, u góry ekranu widać ją było od pasa w dół, grube białe
                                                    uda, bielsze niż szorty frotté, z których się wylewały, pod nimi jej głowa i
                                                    tors. Zwilżyła usta językiem.
                                                    - Niestety - powiedziała niskim, zmienionym, zduszonym głosem - bardzo
                                                    mi przykro - przełknęła ślinę i zrobiło się im głupio, i przerazili się, że coś
                                                    do niej wreszcie dotarło - bardzo mi przykro... ale... nie chodziłam do
                                                    przedszkola.
                                                    - To widać - mruknął pytający.
                                                    - Tak, to dziękujemy.
                                                    Kiedy wyszła kołysząc biodrami, ktoś powiedział, i żeby już nie
                                                    wracała, bo nie wytrzyma. "Mogłabym po polsku, ale musiałabym się zastanawiać".
                                                    Ona jest głupsza od radia.
                                                    - Idź za nią i powiedz, że listy będą wywieszone w sobotę.
                                                    - Załatwione, szefie - powiedział chłopak, który z nią tańczył.
                                                    - Tylko bez żadnych numerów.
                                                    - O'key, Chicago.
                                                    Kiedy wyszedł na korytarz, Basia pytała ją właśnie, jak jej poszło.
                                                    - Bo ja wiem, tak to chyba dobrze. Tylko - zachichotała - taki
                                                    śmieszny pan z komisji zapytał mnie, do jakiego przedszkola chodziłam.
                                                    Kiciuś włączył drugi telewizor i ich zawołał. Stłoczyli się za
                                                    przepierzeniem, posiadali na stołach, na podłodze, gdzie się dało, leciały
                                                    właśnie korespondencje z zagranicy. "... ta zaskakująca, nieoczekiwana decyzja
                                                    w dalszym ciągu jest głównym tematem prasy, radia i telewizji, spychając na
                                                    drugi plan wszystkie wydarzenia polityczne i problemy ekonomiczne krajów
                                                    Beneluksu..."
                                                    - Koniec świata, koniec świata - powtarzał z zadumą Kiciuś.
                                                  • kowianeczka dobrze mi 14.10.05, 10:29
                                                    wlasnie zakonczylam rozmowe tel. z kolezanka (jesli pania o 20 lat mozna nazwac
                                                    kolezanka). Jet po kilku chemoterapiach i zrobila sie jej gula w buzi. Onkolog
                                                    stwierdzil, ze trzeba ciac, bo to nawrot. Okazalo sie, ze to powazna
                                                    infekcja ,ale zebow, nie ma nawrotu choroby:) Widzialam obok rozmowe o raku
                                                    psa, smutna jest fantazja ludzka, a raczej jej brak.

                                                    Siedze, patrze na tekst, ktory jeszcze chcialam powiesic (rozmowa Rafala
                                                    Wojaczka z Kiercem, ale wrzuce juz tylko tam).

                                                    kowianeczka
                                                  • mathias_sammer Re: M.S. 06.10.05, 17:18
                                                    Musze zaraz wyjsc, dziekuje za zapytania i wpisy, byly mi potrzebne.
                                                    Znasz odpowiedzi. Do zobaczenia na piwku.

                                                    M.S.
                                                  • kowianeczka weekend 07.10.05, 19:44
                                                    Ja tez juz moge rozpoczac weekend. Tydzien zawodowo zamkniety, nawet udalo mi
                                                    sie zamknac zadania do przyszlego wtorku.

                                                    Zajrzalam jeszcze na chwile. Z jednej strony cieszy widok rokujacy nadzieje, z
                                                    drugiej troche watpliwosci co do jakosci, ale coz- nie moja sprawa.

                                                    uff, a teraz wyciagam oczy i wkladam okulary, za chwile moj film!

                                                    kowianeczka
                                                  • mathias_sammer Re: M.S. 06.10.05, 13:11
                                                    Cos nowego? Bo jak starocie, to idziemy dalej.

                                                    M.S.
                                                  • mathias_sammer Re: a teraz 30.09.05, 11:00
                                                    Tez sa niezli, ech znow zachcialo misie Kuby, choc dopiero co bylem.

                                                    M.S.
                                              • mathias_sammer Re: nastepny temat 30.09.05, 10:59
                                                Dobry pomysl:)

                                                M.S.
                                          • kotek_mru do m.s. 30.09.05, 10:47
                                            ostatni wpis ,dotyczacy powyzszego tematu..
                                            trauma z dziecinstwa nie moze byc Twoim pietnem przez całe zycie:)
                                            dostrzez i przypomnij sobie,te chwile ktore sprwawiały Ci radosc i wracaj do
                                            nich...moze choc w niewielkim stopniu osłabi to Twoja agresje:)
                                            kazdy czerpie z zycia a moze powinien to co jest najlepsze,bez zbednego
                                            uwikływania sie w sytuacje ktore moga byc krzywdzace dla samych siebie...
                                            • mathias_sammer Re: do kotka 05.10.05, 13:08
                                              Radze, abys przeczytala napisane przez siebie slowa jeszcze raz. Wyciagnij
                                              wnioski w szerszym kontekscie, bo slowa sa nadzwyczaj madre...Pozwol, ze nie
                                              bede zabieral Ci juz zbyt wiele czasu, odrobine skroce i usune emotikony,
                                              ktorych nie znosze.

                                              M.S.


                                              (...)
                                              trauma nie moze byc Twoim pietnem przez całe zycie

                                              dostrzez i przypomnij sobie,te chwile ktore sprwawiały Ci radosc i wracaj do
                                              nich...

                                              moze choc w niewielkim stopniu osłabi to Twoja agresje

                                              kazdy czerpie z zycia a moze powinien to co jest najlepsze,bez zbednego
                                              uwikływania sie w sytuacje ktore moga byc krzywdzace dla samych siebie...

                                              • kotek_mru Re: do kotka 05.10.05, 22:02
                                                przeczytałam...było trudno,ale juz potrafie:)
                                                nie lubie przeszłosci,bardziej interesujaca jest przyszłosc z nadzieja ze
                                                przyniesie cos pozytywnego:)
                                                Sie sind nett,Herr M.S....pozytywnych przemyslen zycze;)
                                                • kardiolog Re: do kotka 06.10.05, 10:39
                                                  M.S. jest ueberhaupt nicht nett, wiec nie chwal Mathiasa przed jego zachodem :)

                                                  kardiolog
                                                  • mathias_sammer Re: do kotka 06.10.05, 13:11
                                                    Niedlugo zagrzeje, wiec jest szansa, ze kotek jeszcze wpadnie z kopmplementami,
                                                    kiedy mnie nie bedzie:)

                                                    Czuje sie ukontentowany, kotku, mru:)

                                                    Tez jestes net..:)
                                                    M.S.
                                                  • kotek_mru Re: do kotka 08.10.05, 22:03
                                                    dzis kotek,nie ma ochoty na komplementy...ale moze kiedys?:)
                                                    znikam...szukac sensu zycia:)
                                                    było wery miło;)
                                                  • kotek_mru Re: kardiologu 08.10.05, 21:58
                                                    tak wogole,sadze ze sie myslisz:)
                                                    kazdy człowiek,ma drugie dno..Mathias tez:)
                                          • mathias_sammer Zosiu 30.09.05, 11:00
                                            Dziekuje i pozdrawiam:)

                                            M.S.
                                  • elissa2 Re: Inna sprawa-elissa2 29.09.05, 19:58
                                    Ależ moja lakoniczna wypowiedź nie była absolutnie ironiczna!

                                    kardiolog napisał:

                                    -"A co w calej sytuacji jest genialnego, bo nie rozumiem?"

                                    * Twoja ocena sytuacji, świetna diagnoza oraz rodzaj terapii jaką zalecasz.

                                    -"Nie wierzysz, ze moglaby byc dobrym wykladowca na uniwersytecie, jesli przez
                                    lata doswiadczen zawodowych czescia jej pracy byly prezentacje i to nie dla
                                    studentow, ale prawdziwych rekinow biznesu?"

                                    * Nie tylko wierzę ale jestem o tym przekonana.

                                    -"Moglaby z powodzeniem wykladac prawo, finanse, polski, agnielski, historie
                                    nowozytna, stosunki miedzynarodowe, ale z tego co zrozumialem (moge sie mylic)
                                    najbardziej pasowalaby jej przedsiebiorczosc ( w polaczeniu z wybranymi
                                    dziedzinami)."

                                    * Pewnie tak.

                                    -"Wiesz ilu jest mlodych ludzi, ktorzy bez przekonania bronia prac
                                    magisterskich i nie wiedza, co dalej ze soba zrobic? Znaja po 2 jezyki obce,
                                    maja dobre dyplomy i nie wierzac w siebie biegna rejestrowac sie jako
                                    bezrobotni."

                                    * Wiem!!!

                                    -"Nie proponuje jej zalozenia szkoly (choc bylaby w tym dobra), dlatego, ze
                                    prowadzenie (lub wspolprowadzenie szkoly/warszatow)wymagaloby od niej duzych
                                    nakladow pracy i czasu, a ja nie wiem, czy w tej chwili moglaby tak bardzo sie
                                    zaangazowac w duze przedsiewziecie. Moja zona glosi pewna teorie: "gdybym
                                    stracila prace, to nie bede marudzic, ze mam kwalifikacje, ktorych nikt nie
                                    potrzebuje. Zatrudnie sie wowczas w fabryce na podrzednim stanowisku. Moja w
                                    tym glowa, aby po roku nalezec do managementu fabryki" i za to bardzo ja
                                    szanuje, bo kiedys bedac studentka pracowala w fabryce z niepelnosprawnymi i
                                    wiem, ze bylaby zdolna do podjecia takiej decyzji.
                                    Jezeli Ty lub ktos inny masz uwagi to prosze bardzo. Chetnie poczytam."

                                    * A ja bardzo chętnie czytuję Twoje wypowiedzi.

                                    -"Niezaleznie jak patrzysz na temat ja wierze, ze mama autorki listu moze byc
                                    bardzo dobrym wykladowca i pisze te slowa cholernie powaznie."

                                    * Ja też w to wierzę i mam nadzieję, że posłucha Twoich rad i spróbuje je
                                    zrealizować.

                                    "Tymczasem krotko rozejrze sie po wczorajszych i dzisiejszych postach. Zaraz
                                    potem musze z powrotem do pracy, ale najpozniej zajrze jutro i napisze- jesli
                                    podejmiesz temat.
                                    kardiolog"

                                    Pozdrawiam,
                                    Elissa
                              • mathias_sammer Ja-ja M.S. nie Ty- ja-dotykam siebie 29.09.05, 23:34
                                Nie wiem, naprawde nie wiem :(?

                                Poruszamy sie nie po rowni pochylej, poruszamy sie po plaskiej powierzchni,
                                ktorej plaskosc musi zapewnic nam przekonanie o stabilnosci.

                                Wierze jak Ty i trzymam kciuki.

                                Wszystko ma swoj poczatek, srodek i koniec- moze wiec ustalenie deadline'u?
                                Koniec roku 2006 to za pozno. Moze koniec 2005 na pierwsze, potwierdzone kroki?

                                Musi walczyc z przeciwnosciami, by udowodnic, ze na przekor pryszczatej corce i
                                rownie przyszczatemu sasiadowi, albo i gorzej z pryszczami u niego, poradzi
                                sobie. SAMA jak wtedy. Da rade, ale czy chce? Ja nie wiem.


                                Wiem tylko, a wnioskuje z Twojej opowiesci kardiologu, ze ma potencjal i moze-
                                jesli zechce. Nie slow nam teraz trzeba.

                                Ja- ja do siebie.

                                M.S.
                                • mathias_sammer Re: Ja-ja M.S. nie Ty- ja-dotykam siebie 29.09.05, 23:36
                                  Przepraszam za sygnaturke, nie wycialem. Nie na miejscu.

                                  M.S.

                                  Dobranoc, bylem krotka chwile.
                              • panna_z_mokra_glowa Re: Inna sprawa 30.09.05, 04:06
                                Przeczytalam nie tylko Twoja, kardiologu, ale i pozostale wypowiedzi na temat i
                                pierwsza mysla, ktora mi przyszla do glowy bylo: gratuluje optymizmu.
                                Pomysl na rozwiazanie problemu jest oczywiscie swietny, tylko mam wrazenie, ze
                                raczej malo prawdopodobny do zrealizowania. Jest taki bardzo "ksiazkowy", a
                                malo realny. Jak dla mnie. Ale moze to ja w innej rzeczywistosci zyje?
                                Od razu dodam, ze ja nie mam zadnego pomyslu - ani lepszego, ani gorszego - na
                                rozwiazanie tego problemu. Wiec pewnie nie powinnam w ogole zabierac w tej
                                sprawie glosu.
                                Zabralam jednak. I zycze, zeby rozwiazanie opisanej sytuacji bylo jak
                                najkorzystniejsze dla jej bohaterki, a takze by zakonczenie tego "martwego
                                okresu" w jej zyciu nastapilo jak najszybciej.
                                Moze wtedy zmieni sie tez moj sposob postrzegania tego swiata.

                                Pozdrawiam,
                                pzmg
                                • kardiolog Panna 05.10.05, 12:52
                                  Przeczytalam nie tylko Twoja, kardiologu, ale i pozostale wypowiedzi na temat i
                                  pierwsza mysla, ktora mi przyszla do glowy bylo: gratuluje optymizmu.
                                  Pomysl na rozwiazanie problemu jest oczywiscie swietny, tylko mam wrazenie, ze
                                  raczej malo prawdopodobny do zrealizowania. Jest taki bardzo "ksiazkowy", a
                                  malo realny. Jak dla mnie. Ale moze to ja w innej rzeczywistosci zyje?
                                  Od razu dodam, ze ja nie mam zadnego pomyslu - ani lepszego, ani gorszego - na
                                  rozwiazanie tego problemu. Wiec pewnie nie powinnam w ogole zabierac w tej
                                  sprawie glosu.
                                  Zabralam jednak. I zycze, zeby rozwiazanie opisanej sytuacji bylo jak
                                  najkorzystniejsze dla jej bohaterki, a takze by zakonczenie tego "martwego
                                  okresu" w jej zyciu nastapilo jak najszybciej.
                                  Moze wtedy zmieni sie tez moj sposob postrzegania tego swiata.

                                  Pozdrawiam,
                                  pzmg"


                                  Panno z mokra glowa, przykro mi, ale dostalem wiadomosc, ze podczas ostatniego
                                  weekendu kobieta zmarla. Znalazl ja sasiad, ktory z rozpaczy powiesil sie, bo
                                  sasiadka byla jedyna osoba, z ktora rozumial sie i z ktora czesto pil wodke.

                                  Gdy corka wrocila do domu zastala lezaca w wybroczynach matke i wiszacego obok
                                  niej sasiada. Wyszla z domu poszla do kina, po dwoch dniach zadzwonila po straz
                                  pozarna, zeby ich posprzatali, bo zaczeli juz sie rozkladac i fetor ciagnal sie
                                  po korytarzu.

                                  Zapytalem jej co czuje. Wzruszyla ramionami, dodala, ze moze to i lepiej,
                                  przynajmniej oszczedzono matce ewentualnego upokorzenia przed innymi, jesli
                                  mialoby sie okazac, ze nie bylaby w stanie nie tylko zostac wykladowca, ale
                                  nawet pojsc do biblioteki, by wypozyczyc ksiazke.

                                  Swieta Bozego Narodzenia spedzi bez matki i bez sasiada, powiedziala, ze ich
                                  smierc jest ulga nie tylko dla nich, ale dla otoczenia. Nie zlozy kwiatow w
                                  Wigilie, uwaza , ze nie warto odwiedzac cmentarza, ani czynic na ten cel
                                  wydatkow.

                                  No coz szkoda, czasami pokladana wiara zmienia sie w obojetnosc i smutna
                                  rzeczywistosc.

                                  Niektorzy ludzie, mimo lepszego wyksztalcenia, bywania w swiecie, posiadania
                                  pieniedzy nigdy nie zmienia mentalnosci furmana czy pokojowki.

                                  Pochowano ich w jednym grobie, nie pytalem czy w jednej trumnie, bo nie sadze,
                                  by pytanie bylo dla corki istotne.

                                  Powiedziala, ze czas najwyzszy zaczac zyc bez zbednego balastu oraz
                                  wyimaginowanej odpowiedzialnosci.

                                  Moge tylko powiedziec, ze corka okazala sie podla, bez serca, przezarta
                                  obojetnoscia osobe, choc nie sadze, by moje slowa w czymkolwiek ja urazily.

                                  Zamykam temat.

                                  kardiolog
                                  ----------------------------

                                  M.S. postaram sie skonczyc z pisaniem na forum GW. Pierwszy tydzien jest
                                  najtrudniejszy, potem bedzie juz latwiej. Widzimy sie na niemieckim forum.
                                  • mathias_sammer Kardiolog 05.10.05, 13:03
                                    Mysle, ze smierc bywa niekiedy jednym rozwiazaniem. Jesli nie ma nadziei, nie
                                    ma wyboru, nie ma checi smierc staje sie ratunkiem dla wszystkich. Jestem o tym
                                    przekonany.

                                    No coz kardiologu, pozostaje nam wrocic do zarzuconego kiedys zapalania
                                    swieczek w dniu 1 listopada. Rzeczywiscie tak zrobie, 1 listopada 2005 zapale
                                    dwie dodatkowe swieczki przy krzyzu nieznanych zmarlych- przyrzekam, ze tak
                                    zrobie.

                                    Natomiast co do redukcji obecnosci pozostaje mi jedynie solidaryzowanie sie z
                                    Toba oraz kibicowanie Twojej checi. Bede trzymal za Ciebie kciuki, abys pod
                                    wplywem przeczytanych drukowanych newsow, jak to mialo miejsce w tygodniku
                                    Wprost, nie wyrazal swoich opinii. Cwicz silna wole.

                                    Kiedys trzeba wreszcie z tym skonczyc, a jesli nie bedziesz mogl skonczyc to
                                    zdecydowanie pisywac gdzie indziej.

                                    M.S.
                                    • kardiolog Re: Kardiolog 06.10.05, 10:02
                                      Moi Drodzy,
                                      widze, ze wczoraj urzadziliscie wielkie, radosne przyjecie z okazji mojego
                                      odejscia:)
                                      Nowe firanki, umyte podlogi, i nieprawdopodobnie wielka nadzieja, ze wreszcie
                                      kardiologa nie bedzie i wreszcie moga spelnic sie marzenia:))) Marzenia trzeba
                                      przeciez miec:).

                                      Tylko ten poranek jakis taki niechlujny i wulgarny:))))

                                      Ok, skoro tak tesknicie za mna, to zostaje! :D

                                      kardiolog
                                      • kowianeczka Re: Kardiolog 06.10.05, 10:14
                                        Alez kardiologu, nie musisz od razu depeszy do mojego domu wysylac, zebym
                                        zajrzala na forum. Umawialismy sie przeciez, ze do domu nic nie wysylamy,
                                        nieprawdaz? !!!...!!!!!!!!!!!!!!!!!!...

                                        Co do ubawu, ktory mam , to smiejemy sie z dwoch roznych rzeczy, ale nie
                                        szkodzi. Podoba mi sie Twoje pokazywanie wskazujacym palcem prawem dloni, oraz
                                        skrzyzowanie palcow lewej dloni za plecami- tak jak podczas przysiegi
                                        zolnierskiej. No, ale niech bedzie i tak, skoro dzis czwartek a w czwartki mamy
                                        bawic sie wlasnie w ten sposob:DDDDDDDD...hmmm...
                                        Info otrzymalam, no coz powiedziec..troszke mi milo, przemilczmy jednak temat.

                                        kowianeczka
                                        • kardiolog Re: Kardiolog 06.10.05, 10:36
                                          Widzialas reklame "dopasuj sobie prezydenta"? :DDDDDDDDDDDD
                                          Hahahahahaha.

                                          Nawiaze jednak do innego Twojego wpisu, o parze z dialogu. Wiesz moze, czy
                                          ksiezniczka dzisiaj spokojna i kulturalna?

                                          kardiolog
                                          • mathias_sammer Re: Kardiolog 06.10.05, 13:09
                                            U mnie wyswietla sie "gdziekolwiek jestes, masz zawsze dostep do informacji" :)

                                            M.S.
                                          • mathias_sammer Re: Kardiolog 06.10.05, 13:27
                                            Kardiologu, cio Tobie, nic nie mowisz. Chorys?
                                            Wpadlem tylko na chwile, jak zlapiesz oddech na nowo to daj znac. Zajrze
                                            pozniej:)

                                            M.S.
                                            • kardiolog Re: Kardiolog 06.10.05, 13:37
                                              Wlasni odpowiedzialem, ale zdziwienie, co?

                                              Widze, zes totalnie zatkany. Dostawales info do domu, teraz masz goscia na gg.

                                              kardiolog
                                              • mathias_sammer Re: Kardiolog 06.10.05, 13:44
                                                Owszem, jestem bardzo zaskoczony.
                                                Nie spodziewalem sie, ze moje gg, jedyne jakie mam do rozmowy ze znajomymi z
                                                reala zostanie odnalezione.

                                                To jest moje rodzinne gg, prosze z niego nie korzytac.

                                                Naprawde prosze.

                                                Wiesz co....cos w tym jest....Ty naprawde mnie szukasz...wiec moze lepiej,
                                                zebym niekiedy tutaj zagladal?

                                                Jestem naprawde zszokowany, dziwnie mi, bo naruszyles moja przestrzen w zyciu
                                                realnym. Prosze nie korzystac z tego adresu, inaczej bede musial go zamknac, by
                                                otworzyc pod innym numerem i wymyslonym nickiem.

                                                Naprawde mi dziwnie...
                                                M.S.
                                  • kowianeczka Re: Panna 05.10.05, 16:36
                                    Kariologu, jestem swiadkiem pewnej znajomosci internetowej na forum o2. Oto
                                    ich wczesniejszy dialog, teraz wlasnie poszli do sklepu po nastepne butelki.
                                    Dodaje, ze to dialog osob odmiennej plci:


                                    "-Co ty bydlaku wiesz..
                                    -Zawsze byles tylko ubeckim kutasem i juz sie nie zmienisz. ..
                                    -ty psi ch..ku ... lizałeś dupę
                                    -Buda kundlu..
                                    -Ale kobieta sie wstydzi, ze ma ubeckiego sku..syna...
                                    -Jest wszak specjalistą od przesuwania gnoju, gnoju!
                                    -stara ku..!
                                    -na twoim miejscu wstydziłbym się raczej ja matki ... ciężko byłoby mi ze
                                    świadomością, że jest ścierką do wycierania podłóg w przykościelnych
                                    zakamarkach, plebanijny bękarcie
                                    -zwróć się do pistki ... choojku
                                    -Daj spokoj, z jakiego tam Wiednia............. Natomiast ze podstarzala
                                    niedojebka, to fakt
                                    -Nie, swedzi ciebie, ewuniu. Ale wiesz, proponuje inny, moze powaniejszy temat,
                                    skoro o matkach tak zle piszesz. Porozmawiajmy na przyklad o problemach
                                    rodzicow, ktorych dzieci urodzily sie z porazeniem mozgowym.
                                    -Tfu! Wycofuję się z dialogu z tym bydlakiem
                                    -wypie..li cię twoi ... no to trzymaj się godnie, pseudoparchu "


                                    Dlatego wydaje mi sie, ze masz racje mowiac, ze nie da sie zmienic ludzi,
                                    dlatego, ze wlasnie taka jest ich prawdziwa natura i wlasnie ta natura ich do
                                    siebie zblizyla i laczy ponad wszelkie wartosci. Jak napisales- nie zrobisz z
                                    prostaka doktora nauk, choc moze miec taki tytul, nie zrobisz z pospolitej
                                    wiesniaczki ksiezniczki.

                                    Twoj list o kobiecie i wielkiej nadziei corki w zmiane nastroil i mnie
                                    pozytywnie, gdyz przypomnial mi slowa pewnej kobiety z forum: "nie kleska
                                    czlowieka jest upasc, lecz nie podniesc sie". No ale tak myslimy my, Ty, moze
                                    jeszcze kilka osob. Dla pary, ktora opisuje nie ma wartosci, ani granic, im
                                    jest dobrze tak jak jest, nie beda niczego zmieniac- nie zmienia sie przeciez
                                    sytuacji, w ktorych czujemy sie dobrze, nieprawdaz? Laczy ich nienawisc i
                                    uzaleznienie od siebie oraz niemoznosc zmiany sytuacji. Zawsze to cos wiecej
                                    niz pogarda i obojetnosc. Z tymi ostatnimi juz nic nie mozna zrobic, na walke z
                                    obojetnoscia i obrzydzeniem nie ma sposobu przy stosowaniu wciaz tych samych
                                    metod dzialania.

                                    Troche mi smutno z powodu smierci obojga o ktorych Ty piszesz, ale z drugiej
                                    strony tyle niewinnych osob umiera z glodu, na raka, na bialaczke i tych nalezy
                                    szczerze zalowac. Nie znalam bohaterow Twojego listu, ale ciesze sie jedynie,
                                    ze nie dane mi bedzie ich poznac.

                                    Co do pary, ktorej zamieszczam dialog, przewiduje, ze za jakis czas
                                    paradoksalnie powinno byc lepiej. Jemu- szczatkom tego, kim kiedys byl,
                                    pozostanie to co ma w garsci lub raczej na postronku, problem zazdrosci
                                    przestanie istniec, bo ile bedzie mozna wymyslac wirtualne kochanki. Zapanuje
                                    wzgledny spokoj. Jej pozostanie on, jedyne szczatki czlowieka, na ktore bedzie
                                    mogla oddzialywac swoim jazgotem i wiecznymi pretensjami, i ktore jeszcze
                                    obchodzi jej nedzny zywot. Ich laczy nienawisc i wielkie rozczarowanie soba,
                                    trzeba mozolnej pracy, by odbudowac wzajemny szacunek, chyba ze zwyczajne "you
                                    are the best, sorry" po wczesniejszym wyzywaniu zrekompensuje bol. Do
                                    nastepnego razu...
                                    Jesli nie wejdziesz ze swoimi radami jak zachowywac sie godnie, jakie sa
                                    wartosci i jak nalezy je przestrzegac, jak waznym jest spotkanie sie w realu to
                                    za kilka miesiecy powinni byc w miare szczesliwi w wykreowanym przez siebie
                                    wirtualnym swiecie.
                                    Nie, az tak dobrze nie bedzie. Niestety, nigdy nie spotkaja sie ze soba, takie
                                    spotkanie jest po prostu niemozliwe.

                                    Trzymaj sie kardiologu, na spokojnie przemysl co napisalam, sprobuj wytrwac w
                                    postanowieniu. tez bede trzymac kciuki, bo szkoda mi marnotrawionego przez
                                    Ciebie czasu i nadziei.


                                    Do zobaczenia na niemieckim forum,
                                    kowianeczka
        • mathias_sammer Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 21.09.05, 22:51
          Kardiolog,
          przeczytalem na spokojnie Twoje opowiadanie oraz wstep w otwarciu watku. Nie
          mam pytan, nie pytam z reguly o beton, jak chce cos wiecej dowiedziec sie nt
          betonu dzwonie do cementowni, rozmowy uwazam za zbyteczne.

          Jeden jednak wniosek nasunal misie po przeczytaniu "wedrowki ludow, kotow i
          psow". Wnioskuje lub domyslam sie luzno, ze w tym stadle w epoce kamienia
          lupanego po odjesciu psa (psy zawsze sie wyliza) pozostala samica z dlugimi
          wlosami, ktora czlowiek ciaga za klaki po jaskini i kotek z drzewa, ktory z
          nadmiaru jedzenia pewnie lezy ozarty obok miejsca, gdzie dwunozni urzadzili
          sobie wychodek. Slyszalem wprawdzie teorie, ze koty to czyste zwierzeta, ale
          niejednokrotnie widzialem jak lezace na szambie mokre od ludzkiej uryny i
          biegunki lizaly swoje futro mruczac z zadowolenia.
          Dlatego, gdybys mial jakiegos kotka w prezencie dla moich dzieci to w
          poszanowaniu mojego zoladka trzymaj brudasa i flejtucha z daleka ode mnie, bo
          przetrace smierdziela kijem zanim zblizy sie do mnie na odleglosc pol metra.
          To, ze samce homo sapiens zatrzymali sie na etapie epoki niedorozwoju to wiemy
          od dawna - kobiety czesto nam o tym przypominaja, ale od zwierzat oczekiwalem
          wiecej. Przecenilem flejtucha.

          Tfu!
          M.S.
          • kardiolog Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 23.09.05, 09:07
            Hej,
            M.S nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo...czasami zastanawiam sie
            dlaczego mnie tyle dobrego spotyka, a ja przeciez kompletnie nic nie robie , by
            dobro na mnie trafialo? Nie wyciagam rak, nie pcham sie na sile na pierwszego
            do kolejki, nie zebrze. Kiedy patrze na swoje zycie to dochodze do wniosku, ze
            los potrafi sie odwrocic. Moze kosmos chce podarowac mi czastke Midasowego
            dotkniecia? Nie wiem, ciesze sie, jestem jednak bardzo czujny, przeciez mowie
            tylko o sekundach i czastkach w nieskonczonosci, ktore stram sie w pelni
            wykorzystac.

            Nie musze nic, ale to nic robic:))) it o jest piekne!:)

            Nie skomentuje wyciecia Twoich podziekowan do mnie za DOBRY UCZYNEK.

            Czlowiek nie powinien chwalic sie bogactwem przeciez:)

            Przed mna teraz sporo obowiazkow, ale jak zmecza mnie prace rozne i bede
            potrzebowal z Toba popolszczyc to wpadne. Poboksujemy sie wtedy, OK? Tylko
            pamietaj: boksujesz ponizej pasa to dostajesz ode mnie w jajka.


            Kardiolog
            • mathias_sammer Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 23.09.05, 09:15
              Zdarzylem jeszcze od-podziekowac, prawda?:)))

              Tez milego weekendu.

              Do "zas".

              M.S.
              • kowianeczka Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 23.09.05, 18:13
                Mathiasie, jak Ty ladnie do mnie sie usmiechasz, a moglabym pomyslec, ze jestes
                dzisiaj zly :-))))))) Musze isc, nie odwzajemnie az tak intensywnie, ale jeden
                usmiech posylam :D.

                Kardiologu, przeczytalam bajke i przyszlo mi do glowy pytanie, jako, ze poszlam
                tropem filozoficznym czyli co by bylo, gdyby inaczej ustawic postacie?
                Innymi slowy: czy kotka stac byloby na to, co zrobil pies? Czy kotek polozylby
                lapenke na pozegnanie z czlowiekiem i oddal czlowieka pod opieke psu? Czy
                pozostawilby upolowane przez siebie jedzenie innemu zwierzeciu?

                Jak myslisz :D- teoretyzuje tylko w odniesieniu wylacznie do epoki kamienia
                rozlupanego :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD. Nie powiem, ze moje wnioski bardzo mnie
                rozbawily :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD.


                Do nastepnego!
                kowianeczka
                • mathias_sammer Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 23.09.05, 18:39
                  Z odpowiedzia musimy poczekac na kardiologa. Hipotecznych scenariuszy jest
                  wiele :).

                  Chcialem tylko Ci powiedziec, ze Twoja obecnosc w necie poprawia mi humor i
                  wcale nie wstydze sie do tego przyznac :DDD. Poprosze o czestsze wizyty:)

                  M.S.
                  • kowianeczka Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 23.09.05, 18:48
                    Ja mam czasu stad do wiecznosci.

                    A swoja droga Mathiasie, czy usmiechajac sie do mnie nie wywolujesz aby
                    odrobineczki zazdrosci u swojej wirtualnej ex-dziewczyny?
                    Bo wiesz, nie chcialabym byc przyczyna klotni lub przyczynkiem Waszych rozmow.
                    Jest przeciez tyle fanstastycznych innych tematow:))

                    kowianeczka

                    Ps. a moze nie ona jest jest jeszcze ex-? Nawet nie wiesz jak bardzo
                    ucieszylaby mnie taka wiadomosc:), nie lubie jak ludzie sie rozstaja.

                    Milego weekendu. Zerkne w niedziele- obowiazek narodowy!
                    • mathias_sammer Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 23.09.05, 18:57
                      Masz na mysli moja ulubiona adwes-czyni bulterierke?:)
                      Gdzies zapodziala sie w necie.
                      Nie lubie zazdrosnych kobiet, ale ciut ciut moga byc:)

                      Milego!
                      M.S.
                    • kardiolog Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 26.09.05, 11:46
                      Kowianeczko, na szczescie byla wirtualna dziewczyna Mathiasa, nie jest w ogole
                      zazdrosna, wiec przestan robic sobie podsmiechujki:))))) To inteligentna,
                      wyksztalcona i policzyznie zaangazowana kobieta pragnaca dla siebie i dla
                      innych jak najlepiej:)
                      Malo takich w dzisiejszym swiecie. Mam nadzieje, ze PiS swoim programem nie
                      sprowadzi jej oraz innych kobiet w Polsce do roli garkotluka i domowej
                      sprzataczki.
                  • kardiolog Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 26.09.05, 11:46
                    Buhahahahaha.

                    Hmmm..inna wersja mowisz:)

                    kardiolog
                    • kardiolog Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 26.09.05, 13:32
                      No dobrze, skroro zainteresowala Was inna wersja lub tez ciag dalszy historii
                      to napisze.

                      A zatem, przed milionami lat, w eopce (:)) kamienia lupanego gospodarstwo
                      czlowieka zaczelo sie powiekszac. Ciepla jak ognia :) chronila kobieta z
                      dlugimi wlosami, ktora czlowiek niekiedy ku wlasnej i jej satysfakcji
                      zapladnial nasieniem genetycznie zdrowym. Trzeba Wam wiedziec, nie bylo jeszcze
                      wtedy alkoholu, o praktycznym wykorzystywaniu marihuany nie wspominajac.
                      Z zapladniania niestety nic nie wyszlo, gdyz kobieta nie miala jeszcze
                      wyksztalconych narzadow rodnych, ale przedluzenie gatunku odbywalo sie jednak
                      gdzie indziej:)
                      Czas leniwie plynal. Czlowiek leczony ziolkami podawanymi damska reka
                      wydobrzal, znow mogl polowac, zdzierac skory i radosnie kopulowac. Jednak
                      samemu czlowiekowi czegos brakowalo, snul sie samotnie po jaskini, wieczorami
                      patrzyl w gwiazdy, zew DNA podpowiadal mu, ze nie moze zatrzymac sie w rozwoju,
                      musi isc naprzod. Rysunki na scianach jaskini zaczely nabierac coraz bardziej
                      realnych i wyszukanych ksztaltow, mowa stawala sie wyrazistsza, tonacja i
                      modulacja glosu czystsza, pelniejsza. Zaczal rozwijac sie intelektualnie czego
                      dal bogaty wyraz na scianach innych jaskin.
                      Kobieta z dlugimi wlosami czula sie szczesliwa, patrzyla ze lzami wzruszenia na
                      zmiaeczone przez czlwoieka rysunki na scianie ich jaskini, zasluchiwala sie w
                      gardlowanie czlowieka marzac juz o nastepnym full kontakcie. Jej DNA
                      podpowiedal jej sluzbe czlowiekowi, dopoki bedzie zyla.

                      No, ale nie zapominajmy o zwierzatkach. Dingo ruszyl w gory, gdzie znalazl
                      innego czlowieka o innym genotypie i na innym poziomie rozwoju. Czlowiek Dinga
                      nie jadal juz potraw na surowo, potrafil je juz przyrzadzac na ogniu, wymyslil
                      tez rozne naczynia, ktore przyozdobil rysunkami. Byl starozytnym Grekiem:)
                      Tymczasem kotek mieszkajacy na drzewie porzucil zew natury i zeskoczyl z
                      galezi. Jak kazde zwierzatko w dzisiejszym zoo stracil zdolnosc polowania, bez
                      podstawionego pod nos kawalka miesa nie bylby w stanie przezyc, nie umial juz
                      bowiem wyruszyc na prerie, by samodzielnie zdobyc dla siebie pozywienie. Jadl
                      wszystko ( o czym reczywiscie Mathias juz napisal), roztyl sie, juz nawet nie
                      byl w stanie wejsc na drzewo. No i zaczal sie kocic:) W kazdym miocie pojawialo
                      sie kilkanascie kociat, wszystkie podobne do siebie: szara sierc, male
                      przewrotne oczka, sterczacy do gory wylenialy ogon z czarna kropka na jego
                      koncu. Czlowiek wciaz polowal, kobieta z dugimi wlosami dostarczala czlowiekowi
                      niezbednej rozrywki , a kotek sie kocil. Pewnego dnia Dingo postanowil wpasc do
                      starej jaskini, ktora czlowiek zamienil na inna, wieksza lezaca na pobliskim
                      stoku. Zastany widok zdumial na poczatku psa, potem rozbawil. Zobaczyl kotka z
                      drzewa (bo to samiczka byla) uwiazanego pol metrowym lianem do
                      przyjaskiniowego drzewa, wokol kotka porozrzucane resztki oraz odchody, ktore
                      kotek ze wzgledu na uwiazanie nie mogl gdzie indziej wydalac. Poza tym, nozki
                      kotka nie mogly dzwigac ciezaru ciala, wiec kotek w promieniu pol metra powoli,
                      osmape poruszal sie miedzy kamieniem a wejsciem do pieczary, ale jak juz sie
                      podniosl z barlogu to wypelnial cala zaznaczona dla niego przestrzen. Albo byl
                      tak duzy w swoim kocim jestestwie, albo przestrzen zyciowa kotka tak mala..?
                      Wokol jaskini biegalo kilkaset malutkich kotkow zzerajacych wszystko co
                      znalazly, lacznie z trawa- takze obejscie wokol jaskini stanowilo swoisty
                      obrazek jak po wojnie, zeby o wysuszonym i porysowanym pazurami drzewie nie
                      wspomniec. Wszystkie ktoki (:)) mialy przegryziona przez kotka z drzewa tylnia
                      prawa lape, co powodowalo, ze nie tylko kulaly, ale nie mogly oddalic sie od
                      jaskini. Lowic rowniez nie potrafily. Czlowieka Dingo zastal natomiast na
                      kamieniu, siedzial ze zpuszczona glowa obserwujac biegajace i miauczace kotki.
                      Dingo spojrzal na czlowieka i zobaczyl w oczach ogromny smutek. Gdy kotki
                      zobaczyly psa dostaly wscieklizny. Rzucaly sie na skaly, rozbijaly glowki o
                      kamienie, miauczaly, harczaly, ale zaden z nich nie zblizyl sie do psa na
                      odleglosc wyznaczona przez liane matki kotki. Niktore nie wylizaly sie po
                      probach samobojstwa, ale na szczescie kotek z drzewa wydalal z siebie kolejny
                      miot. Dingo przesparowal sie po gospodarstwie, przy kocich odchodach zaczal
                      kichac, bo trzeba Wam wiedziec, ze psy tez moga byc alergikami na gnoj.
                      Obwachal kocie jedzenie oblozone obficie muchami, spojrzal na wnetrze jaskini,
                      ktore mimo uplywu lat nie zostalo zmienione, popatrzyl na zakochana w czlowieku
                      kobiete z dlugimi wlosami, zerknal na lezacego na postronku utytego kota z
                      drzewa i radosnie szczeknal . Szczeknal jeszcze raz, zamachal ogonem do
                      czlowieka, po czym jak w kreskowce wesolo poklusowal przed siebie w rytm prawa
                      przednia lapa polaczona z prawa tylnia. Kotek z drzewa zamurczal radosnie
                      widzac oddalajacego sie Dingo probujac jednoczesnie przekonac czlowieka, ze
                      pies jest nieszczesliwy i szczeki to rozpacz, chwile pozniej zawtorowaly niczym
                      dzwony rurowe pod Baltykiem pozostale kotki. Ale czlowiek wiedzial swoje
                      patrzac za psem, bezwiednie dotknal swojej wlasnej szyi. Ale Dingo tez wiedzial
                      swoje i strzelajac tylnymi lapkami niczym Fred A. uradowal sie, iz w jego
                      znalazl prawdziwy cyrk z przywiazanymi lianach klaunami, do ktorego za darmo
                      zawsze bedzie mogl zajrzec i potwierdzic sobie ile mial szczecia w zyciu).
                      Dingo, mimo poczatkowego wspolczucia dla uwiazania zwierzat, szczerze chcial,
                      zeby cyrk nie zmienial swojego oblicza, zeby kotek z drzewa dalej sie kocil,
                      dalej zarl i dalej pod siebie sie zalatwial i jego marzenbie bylo uzsasdnione.
                      gdzie indziejw eopce kamienia lupanego moglby znalzec tak doskonala i tania
                      rozrywke po ciezkim dniu pracy dla (i u) prawdziwie wymagajacego czlowieka:)

                      kardiolog
                      • mathias_sammer zycie w polskiej eopce:) 26.09.05, 13:41
                        Hahahaha, miodzio. A moze Bog jednak istnieje? :D

                        M.S.
                        • mathias_sammer Re: zycie w polskiej eopce:) 26.09.05, 14:04
                          Wlasnie przeczytalem:) Na tajskie jest!:)
                          Herzlichen Glückwunsch XXX,

                          bei der Lotto-Ziehung vom 24.09.2005 haben Sie mit Ihrem Lotto Normalschein
                          XXXX insgesamt 17,00 EUR gewonnen.

                          Der Gewinn ergibt sich aus:

                          - 2 x 3 Richtige (2 x 8,50 EUR)

                          Alle Angaben ohne Gewähr.
                        • kardiolog Re: zycie w polskiej eopce:) 26.09.05, 15:00
                          • kardiolog :) 26.09.05, 16:43
                            www.esquash.pl/rest.php?v=galerie&s=t&id=118&idz=024
                            • kardiolog Re: :) 26.09.05, 16:44
                              go!go:) klub

                              www.esquash.pl/rest.php?v=galerie&s=t&id=118&idz=021
                              • kardiolog aktywnosc M.S. 26.09.05, 16:46
                                www.esquash.pl/rest.php?v=galerie&s=t&id=187&idz=008
                                • kardiolog ojoj, wypadek podczas treningu:) 26.09.05, 16:48
                                  Bidus

                                  www.esquash.pl/rest.php?v=galerie&s=t&id=115&idz=019
                                  • kardiolog Re: ojoj, wypadek podczas treningu:) 26.09.05, 16:49
                                    Kolega z Beneluxu:)

                                    www.esquash.pl/rest.php?v=galerie&s=t&id=115&idz=008
                                  • kardiolog fan PiSu:) 26.09.05, 16:50
                                    www.esquash.pl/rest.php?v=galerie&s=t&id=42&idz=047
                                    • kardiolog Re: :))) 26.09.05, 16:51
                                      www.esquash.pl/rest.php?v=galerie&s=t&id=42&idz=081
                                      • kardiolog kowianeczka z mezem?:) 26.09.05, 16:54
                                        www.esquash.pl/rest.php?v=galerie&s=t&id=67&idz=019
                                        • kardiolog aktywnosc sportowa Warszawianek:) 26.09.05, 16:57
                                          www.esquash.pl/rest.php?v=galerie&s=t&id=53&idz=035
                                          • kardiolog jeszcze nie jest za pozno 26.09.05, 17:01
                                            zainteresuj sie i Ty:

                                            www.esquash.pl/main.php?v=katalog&sp=1&m=1
                                            • kardiolog Re: jeszcze nie jest za pozno 26.09.05, 17:02
                                              Mowa oczywiscie nie o wchodzeniu na forum, lecz o ruszeniu pupska sprzed
                                              monitora.

                                              kardiolog
                                          • kowianeczka Re: aktywnosc sportowa Warszawianek:) 26.09.05, 21:33
                                            Niestety.

                                            kowianeczka
                                            • kowianeczka kardiologu 26.09.05, 21:51
                                              Szukalam ciekawego obrazka w ramach odpiwedzi o squashu (kowianeczka i jej
                                              maz), ale dzis juz nie znajde. Nie widze na oczy. Nie pojmuje, jak ludzie
                                              codziennie, przez wiele godzin moga siedziec przed kompem i nie miec problemow
                                              z kregoslupem, wzrokiem i bolaca glowa? Pewnie jada na prochach, albo bol i
                                              zmeczenie im juz nie przeszkadza? Nie biore prochow, boli mnie kregolsup i oczy
                                              czyli jestem jaks taka wydelikacona, wiec ide najpierw do wanny a potem spac.
                                              Komentarze z prasy zagranicznej odnosnie wyborow powinnam wrzucic po GW- tak
                                              umowila sie GW po serii moich wyprzedzen i wyjeciu dziennikarzom tematow z reki
                                              przed publikacja.

                                              Dobranoc.

                                              :)

                                              kowianeczka
                                • mathias_sammer Re: aktywnosc M.S. 26.09.05, 17:29
                                  Ja jutro (mam nadzieje, ze wyrobie sie odrabiajac zaleglosci)znow na basen. W
                                  squasha na razie nie gram, ale basen owszem.

                                  Poklikalem na rozne kluby , dwie osoby znam- swiat jest jednak maly:)

                                  M.S.
                                  • kardiolog Re: aktywnosc M.S. 26.09.05, 17:53
                                    Jeszcze zajrzalem przed wyjsciem ze swiata wirtualnego i co widze?
                                    M.S podobno miales bdb z logiki, rusz wiec glowa i podedukuj:)

                                    Oj starzejesz sie, bracie, starzejesz:)

                                    kardiolog
                      • mathias_sammer :DDDDDD z netu:) dla Kardiologa 26.09.05, 14:47


                        "Mój tygrys Maciuś

                        Witam wszystkich!!! Jak nie lubisz kotów to odpuść sobie czytanie, albo nie,
                        stój!!! Nie klikaj jeszcze wstecz! Jesteś jescze tu? Uff, to dobrze bo już
                        myślałem że sobie poszłeś ;))) Poświęć parę chwil na przeczytanie tego textu -
                        może zmienisz zdanie? Nie będę tu pisał o wyższości kotów nad psami (ani nad
                        wyższości kotów nad człowiekiem - o tym napiszę kiedy indziej ;))) czy coś w
                        tym stylu. Po prostu opiszę wam mojego super-extra-kochanego-kotka Maciusia!
                        Tada!!! Więc zaczynamy.


                        Maciek jest cały śnieżnobiały z dwiema zielonymi perełkami-oczami, różowym
                        małym noskiem i po za tym ma taką kochaną mordusię ;)) Jest strasznie duży i
                        gruby! Chyba go przekarmiamy, a on zawsze jest głodny! Wygląda po prostu
                        słodko, taki misio polarny ;))) Jest stosunkowy młody, ma może z cztery lata -
                        tak stwierdził weterynarz, ale dokładnie to nie wiemy kiedy ma urodziny ;( Jest
                        po prostu super! Zresztą możecie go podziwiać obok (albo i nie jeśli Izabelka
                        ocenzurowała zdjecie ;))) Dostaliśmy go od ciotki, która znalazła go na ulicy,
                        cały był brudny i poraniony, a ogon miał poparzony i usmarowany w smole ;( ale
                        na szczęście Maciek znalazł nowy dom u nas! Maciek jest wyjątkowym kotem. Jest
                        strasznie ciekawski - wszystko ogląda i wącha, lubi się przęglądać godzinami w
                        lustrze (co za Narcyz! ;)), lubi demolować różne rzeczy, po prostu strasznie
                        rozrabiarski kot z niego - potłukł już parę doniczek i sporo różnego szkła -
                        figurek, słoników porcelanowych, szklanek - ten kot nie umie chodzić po stole,
                        wszystko wywraca. Lubi też bawić się automatyczną sekretarką - wchodzi na
                        telefon i naciska łapą przyciski - a jak wciśnie "Play" to ile zabawy!!! Tam
                        ktoś gada z tego białego pudełka!!! Dla bezpieczeństwa lepiej pobijemy to
                        pudełko - i pac, pac - nawala z furią w telefon i trzeba interwieniować zanim
                        coś zniszczy!!! Ostatnio nażarł się wstążki do kwiatów i potem całe mieszkanie
                        było zawalone zawartością jego żołądka + kawałkami czerwonej wstążki, ile było
                        sprzątania, lepiej nie mówić ;(( Ten kot jest strasznie nie rozgarnięty - raz
                        poszedł do kuwety załatwić swoją potrzebę i jak już ją załatwił to ją zakopał
                        po czym... położył się w kuwecie i zasnął!!! Później trzeba go było myć!!! A
                        propos mycia - ten kot wręcz uwielbia wodę. Jak ktoś wchodzi do łazienki to on
                        za nim. Jak ktoś się kąpię to on wskakuje na pralkę co stoi obok wanny, kładzie
                        się, spuszcza swobodnie łapy i macza je w wodzie. On może godzinami wpatrywać
                        się w wodę. Wygląda wtedy strasznie śmiesznie, tak bucowato ;) Strasznie
                        uwielbia się bawić i to szczególnie jakimiś kablami, sznurkami i tym podobnymi
                        rzeczami. Kawałek sznurka i mamy go na godzinę z głowy - lata z tym sznurkiem
                        po całym pokoju, wywracając przy okazji różne rzeczy, a że mamy w pokoju panele
                        to Maćkowi często zdarza się nie wychamować i wpaść poślizgiem na ścianę ;) ile
                        wtedy śmiechu jest w domu! Jeżeli ktoś z domowników ma zły humor, to wystarzczy
                        że spojrzy na jego głupią minę i już wraca chęć do życia! Maciek często urządza
                        sobie polowania - chowa się w pokoju za kwiatkiem, tak że go prawie nie widać,
                        i czeka na odpowiednią chwilę - ktoś przechodzi koło niego to on fruuu -
                        wyskakuje za kwiatka i pac pac po nogach! Dlatego trzeba uważać, na tego
                        bandytę! A wiecie jak sygnalizuje że jest głodny? Ostatnio jak robiłem sobie
                        herbatę w kuchni, to ten mały skubaniec podszedł mnie i upierkwadracił mnie w
                        kostkę! To było całkowite zaskoczenie! Ja tu sobie spokojnie idę a tu nagle
                        chaps mnie w kostkę! Na szczęście zachowałem zimną krew i nie upuściłem
                        szklanki ;)) ale trochę herbaty się wylało ;))) A to skubaniec, nie? Wiecie że
                        ten kot nie umie miauczeć? On nie miauczy tylko wyje jak małe dziecko!!! A
                        najgorze jest to że on całe dnie śpi albo się bawi, więc kiedy on ma mieć czas
                        na wycie? Tak, zgadliście, w nocy! A najgorsze jest to że on wyje aż do
                        upadłego - póki ktoś się nie obudzi i go nie weźmie do siebie - bo to strasznie
                        towarzyski kot - jak nikt się nim nie interesuję to jest smutny i wyje! Ten
                        wariat, jak już pisałem trafił do nas z poparzonym ogonkiem i mimo że to się
                        już dawno zagoiło to ma on uszkodzone nerwy w ogonie ;((( i często zdarza się
                        że Maciek leży i wymachując ogonem bije się po mordce i jest strasznie
                        zdziwiony, co się dzieje, próbuje złapać ogon, a jak go złapie to go gryzie ;))
                        Oprócz Maćka mam też kota Łatkę, kota Kasię, psa Sonię, żółwia Gucio i kanarka
                        Filipa. Takie moje prywatne małe zoo ;). Jak układają się stosunki między
                        kotami a psem? Niewiarygodnie dobrze - nie leją się ze sobą, śpią nawet razem!
                        A mówi się że pies z kotem normalnie i w pokoju żyć nie mogą! To nieprawda!
                        Trzeba tylko dobrze pieska wychować - nie szczuć go na koty i tyle! O Maćku to
                        mógłbym pisać godzinami - jest taki kochany ;))) ale już palce odpadają mi od
                        pisania, więc powoli zmierzam ku końcowi! Koniec ;) Pozdrowionka dla wszystkich
                        miłośników kotów i czytelników Zielonej Polany!
                      • mathias_sammer Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 27.09.05, 16:08
                        Przejrzalem. Jezu, co za klatka!

                        I mozna pomyslec, ze mowisz o poczatkach cywilizacji datujac je na epoke
                        kamienia lupanego.

                        M.S.
            • mathias_sammer Wybory 2005 26.09.05, 00:24
              Glosowales?
              W niemieckich wiadomosciach o 20.00 podali (live from Warsaw), ze wygrala
              populistyczna (centro)prawica, ktora jest przeciwko UE i jest "antyniemiecka".
              Chyba w ciagu najbliszych 4 lat nastapi powazne ochlodzenie stosunkow polsko-
              niemieckich. Oczywiscie Niemcy beda bardzo zalowac:)A jaki stosunek Kaczynski
              ma do Ameryki? Bo jaki ma do wolnosci wyznania i homoseksualizmu to wiem:)

              No ciekawy jestem, co bedzie dalej:)

              M.S.
              • mathias_sammer Re: Wybory 2005 26.09.05, 00:48
                Ide spac. Po mile spedzonym dniu i pieknym wieczorze nie bede zastanawial sie,
                jaka bedzie Polska przez nastepne cztery lata. Jaki kon jest kazdy widzi.

                Dobranoc
              • kardiolog Re: Wybory 2005 26.09.05, 11:41
                Hej, przejrzalem komentarze prasy zagrnaocznej. Bez zdziwienia.

                Mathias, powiem Ci w sekrecie, mnie tez rybka, kto bedzie rzadzil w Polsce.
                Od pewnego czasu temat mi powiewa, niczym uprane przscieradlo wywieszone w
                oknie przy ulicy lizbonskiej (ech.. Lizbona). Zjawisko jest ciekawe pod katem
                socjologicznym, to wszystko. Obawiam sie, ze ilekroc zobacze Kaczynskiego w TV
                mowiacego o koniecznosci dokonania dekomuniacji, lustracji i sprawiedliwosci
                spolecznej, nie wspominajac juz o wartosciach chrzeslijanskich i Bogu bede
                dostawal ataku smiechu. Ciekawy jestem, czy prawnie usankcjonuja koniecznosc
                chodzenia w niedziele do kosciola (hehehe, niektorzy beda musieli zrobic
                przerwe od netu). No i narod zostanie oczyszczony ze wszystkich mentow i
                honoseksualistow- tak jak chcial niegdys Czalszesku.
                Nie, nie program PiS nie jest podobny do programu NSDAP, rozni sie przeciez
                jezykiem:)

                OK; OK nic wiecej nie powiem:)
                Dajmy im szanse intensywnego istnienia przez kolejne cztery lata (hahaha)

                kardiolog
                • irish76 Re: Wybory 2005 26.09.05, 11:47
                  eeech kardiolog
                  ty idz i daj na msze za to ze nie wygral LPR, Polska Partia Narodowa czy
                  Samoobrona z PSLem :)
                  • kardiolog Re: Wybory 2005 26.09.05, 12:22
                    Irish, Ty nic nie rozumiesz.
                    Ja nie musze dawac na msze:) Grzechow nie swoich odpuszczenie, milosc Polski do
                    Polski i Matki Boskiej przytulenie, demokracji wieczne odpoczywanie mam za
                    darmo:)))))))



                    kardiolog
                    • irish76 Re: Wybory 2005 26.09.05, 13:15
                      ... pierwszy rzuc kamieniem...
                    • mathias_sammer Re: Wybory 2005 26.09.05, 16:12
                      Gazeta forum zepusla, nie mozna wejsc, trzeba wiec wyjsc:)

                      Ale moze jeszcze sie uda..? :)

                      Portrait
                      Polnische Blutsbande
                      Von Konrad Schuller, Warschau


                      26. September 2005 Gleich nach seinem Sieg bei der polnischen Parlamentswahl
                      hat Jaroslaw Kaczynski der gerührten Nation gezeigt, was Blutsbande vermögen:
                      Um den Wahlkampf seines Zwillingsbruders Lech, der in zwei Wochen, bei der
                      Direktwahl des Staatsoberhaupts, Präsident werden möchte, nicht zu stören, hat
                      er noch in der Sonntagnacht auf das Amt des Regierungschefs verzichtet -
                      bedingt allerdings, und nur für den Fall, daß Lech, gewönne.


                      „Das polnische Volk wird nicht akzeptieren, daß zwei Brüder die beiden
                      wichtigsten Staatsämter bekleiden” sagte er. Die konditionierte Absage war
                      nötig, um den Eindruck zu vermeiden, die Kaczynskis wollten Polen zum
                      Familienbetrieb machen.

                      Verzicht wohl nicht notwendig



                      Dennoch hat Jaroslaw Kaczynski, der Vorsitzende der nationalkonservativen
                      Partei „Recht und Gerechtigkeit”, schon am Sonntagabend darum gebeten, ihn
                      als „Kandidaten” für das Amt des Regierungschefs zu betrachten.

                      Sein Bruder, gegenwärtig Stadtpräsident von Warschau, müßte für einen Sieg in
                      der Präsidentenwahl gegen Donald Tusk, den Kandidaten der
                      rechtsliberalen „Bürgerplattform”, mehr als zehn Prozentpunkte aufholen, so daß
                      der angebotene brüderliche Verzicht wohl nicht notwendig wird.

                      Straff geführte Republik

                      Jaroslaw Kaczynski, geboren 1949 in den Trümmern Warschaus, wird also nach
                      menschlichem Ermessen der nächste Ministerpräsident Polens. Die Zerstörung
                      seiner Stadt durch die Deutschen im Weltkrieg, die Unterwerfung seines Landes
                      durch die Sowjetunion, bestimmte seine Biographie: katholisch,
                      antikommunistisch und national gesinnt sowie von tiefem Mißtrauen gegen
                      Deutschland und Rußland geprägt, hat er sich schon als Jura-Student an den
                      antikommunistischen Protesten des Jahres 1968 beteiligt.

                      Nach 1980 gehörten die Brüder Kaczynski zum Kreis um Lech Walesa, den Führer
                      der oppositionellen Gewerkschaft „Solidarität”. Nach Walesas Wahl zum
                      Staatspräsidenten im Jahr 1990 bekleideten sie wichtige Positionen in seiner
                      Kanzlei. In den frühen neunziger Jahren trennten sie sich jedoch im Streit von
                      ihm, weil er für ihren Geschmack nicht radikal genug gegen die Seilschaften des
                      alten Regimes vorging. Die Wiederkehr der Kaczynski-Brüder hängt mit der
                      kompletten Desavouierung der zuletzt regierenden Postkommunisten zusammen.
                      Deren Affären und Skandale bereiteten den Boden für ihr Konzept einer straff
                      geführten präsidialen „vierten Republik”, in welcher Recht und Gesetz
                      durchgesetzt und die Schuldigen des Kommunismus entlarvt werden sollen.

                      Animosität gegen Deutschland

                      Außenpolitisch führt sie die heftig empfundene Bedrohung durch deutsche
                      Vertriebene und russische Neo-Imperialisten zu einem euro-skeptischen
                      Isolationismus, der allenfalls die Vereinigten Staaten als Partner anerkennt.
                      Vor allem bei Jaroslaw, dem Wahlsieger vom Sonntag, ist dieser Aspekt
                      ausgprägt. Seine Animosität gegen Deutschland prägt seine persönlichen
                      Begegnungen so sehr, daß Anfang der neunziger Jahre ein Gespräch zwischen ihm
                      und Helmut Kohl zum Fiasko geriet.

                      Ansonsten ist Ununterscheidbarkeit immer das Hauptkennzeichen der Kaczynskis
                      gewesen. In ihrer Kindheit amüsierten sie die Nation in als Hauptdarsteller in
                      der Verwechslungskomödie „Die Zwei, die den Mond stahlen”, und bis heute ist
                      Lechs Muttermal am linken Nasenflügel ihr einziges Unterscheidungsmerkmal -
                      außer vielleicht ein paar verräterischen Haaren am Revers: Jaroslaw nämlich
                      ist, anders als sein Bruder, überzeugter Junggeselle und teilt sein Heim mit
                      einer großen Zahl von Katzen.


                      Text: F.A.Z., 27.09.2005
                      Bildmaterial: REUTERS, dpa
                      • irish76 Re: Wybory 2005 26.09.05, 17:16
                        napisz to w ludzkim jezyku
                        az oczy bola od tego jezyka ;)
                        • kowianeczka Re: Wybory 2005 26.09.05, 21:33
                          napisz to w ludzkim jezyku
                          az oczy bola od tego jezyka ;)

                          Dobre! :)

                          kowianeczka
                          • irish76 Re: Wybory 2005 28.09.05, 10:52
                            mam nadzieje ze zaden germanofil nie obrazil sie? :)
                            • kowianeczka Re: Wybory 2005 28.09.05, 11:01
                              Nie nie sadze, mysle, ze Volksdeutsche sa w porzadku.

                              kowianeczka
                              • mathias_sammer Re: Wybory 2005 28.09.05, 11:14
                                Kowianeczko,
                                widze, ze pan doktor Cie rozczarowal. Mnie tez smutek ogarnia, gdy pomysle
                                sobie po jakich wyzynach intelektualnych biegal jeszcze kilka lat temu, jak
                                poruszaly jego wywody nt Hegla, czy impresjonistow. Pamietam rowniez , gdy
                                wspominal, ze mu brakuje bodzcow intelektualnych, ukrytej zagadki, poszukiwania
                                sensu, prowadzenia sporu wiekowego acz nigdy nie rozwiazywalnego. Szukal mysli
                                jak szczepionki dla umyslu. Obserwuje jego zmiane i jego towarzystwo barowe.

                                Nie dla mnie ta intelektualna szlachta polska,
                                nie dla mnie..
                                Jestem zbyt maly,
                                o czym z przyjemnoscia donioslem.

                                M.S.
                                • irish76 Re: Wybory 2005 28.09.05, 11:52
                                  to moze panu doktorowi rzuc temat: malosc mathiasa (zbytnia w jego mniemaniu) a
                                  peregrynacje germanofilow ku substancji volksdeutschowskiej.
                                  Brzmi mniej wiecej jak "slon a sprawa polska" a znajac realia w jakich zyja
                                  nasi "uczeni" temat trafi na odpowiednia pozywke
                              • irish76 Re: Wybory 2005 28.09.05, 11:50
                                no no
                                skrocilas droge od germanofila do volksdeutscha maksymalnie
                                to maly krok dla Ciebie, ale wielki dla ludzkosci jak mniemam
              • kowianeczka Re: Wybory 2005 26.09.05, 21:26
                Co za dzien! Ledwo widze na oczy, dobrze, ze wybory w Polsce i pierwszy dzien
                po wyborach nie odbywa sie codziennie, tylko raz na cztery lata (plus za dwa
                tygodnie). Skonczylam robotke, dla Was chlopcy temacik, gdy zajrzycie nastepnym
                razem, a ja sobie w tzw. miedzyczasie zerkne na forum, kto przykuty do krzesla.
                kowianeczka
                *******************************************************
                BERLIN
                1. Niemieckie reakcje na wsp ólne oświadczenie biskupów
                "Suedeutsche Zeitung" (SZ) z 2 3 września br. zamieściła felieton warszawskiego
                korespondenta SZ, Th omasa Urbana, napisany w związku ze wspólnym oświadczeniem
                polskich i niemieckich biskupów. Felieton został zatytułowany "Umierać za Gda
                ńsk". Kościół katolicki - pisze Urban - jest instytucją ostrożn ą. Dlatego też
                jego oficjalne stanowiska są sformułowane niczym Bib lia: każdy może je
                dowolnie interpretować i każdy może znaleź ć w nich potwierdzenie własnego
                stanowisko. Dotyczy to również wsp ólnego oświadczenia polskich i niemieckich
                biskupów. Według polskie j prasy, ostrzeżenie przed "duchem rozliczeń" (zawarte
                w oświadczeniu ) zostało skierowane przez biskupów pod adresem
                inicjatorów "Centrum przeciwko wypędzeniom" w Berlinie. W roli przeciwnika tego
                przedsięwzi ęcia wielu Polaków widzi też przewodniczącego Niemieckiej Konferenc
                ji Biskupów, Karla kardynała Lehmanna. Oświadczył on mianowicie, że przy
                realizacji Centrum muszą być obecni Polacy. Ale właśnie d o tego dąży od lat
                przewodnicząca "Związku Wypędzonych", Erika St einbach. Tyle, że strona polska
                odrzuca jakiekolwiek rozmowy na ten temat . Lista spornych kwestii, których
                rozwiązanie blokuje także polski Ko ściół katolicki, jest dłuższa. Do bagażu
                trudnych spraw z lat 1 945/46, jaki Jan Paweł II zostawił w spadku swojemu
                następcy Benedykt owi XVI, należą zakulisowe kontrowersje wokół dwóch biskupów.
                W pierwszym przypadku chodzi o ówczesnego prymasa Polski Augusta Hlonda. N
                iemieccy "wypędzeni" zarzucają mu nie tylko to, że pozostał nieczu ły na
                krzywdę "wypędzenia", lecz również i to, że wbrew woli pa pieża zmusił do
                rezygnacji ze swych funkcji biskupów niemieckich, kt órzy do końca wojny
                pozostali na "terenach Odry i Nysy". Biskupi polscy od dziesięcioleci starają
                się o beatyfikację Hlonda, niemieccy - s przeciwiają się temu. Podczas
                konferencji episkopatów tego drażliwe go tematu nie porusza się. Także Jan
                Paweł II odłożył go na p ółkę - głównie dlatego, że Hlond ostrzegał w swoich
                kazaniach przed wypływami Żydów w społeczeństwie i nie zwalczał antysemi ckich
                publikacji kościelnych. Do grona niemieckich biskupów zmuszonych przez Hlonda
                do rezygnacji należał Carl Maria Splet z Gdańska. W 1946 r. został on skazany w
                pokazowym procesie z powodu rzekomej wrogości w obec Polaków. Zabronił bowiem
                odprawiania nabożeństw po polsku, po tym, jak władze narodowo-socjalistyczne
                zażądały tego po groźbą rozstrzelania wszystkich polskich księży. Choć wielu
                świadków po świadczyło, iż Splet potajemnie pomógł wielu Polakom, to spędzi ł
                on 8 lat w pojedynczej celi, był też torturowany. Wyszedł w 1956 r., wyjechał
                do Republiki Federalnej, do dziś jednak nie został zreha bilitowany. Prokurator
                generalny uznał wyrok za prawomocny, dzisiejsi pol scy biskupi nie chcą tej
                sprawy poruszać. Wspólne oświadczenie bisk upów ukrywa siłą rzeczy, jak bardzo
                obie strony różnią się w ocenie "wypędzenia". Dlatego też kościoły obu krajów
                nie potrafi ły dotychczas zgromadzić pod swoim patronatem przy jednym stole
                polskic h i niemieckich "wypędzonych". Byłby czas po temu - stwierdził Urban na
                łamach SDZ.
                • mathias_sammer Re: Wybory 2005 27.09.05, 15:57
                  Kowianeczko, powiem Cie w sekrecie, ze coraz mniej mnie obchodza stosunki
                  polsko-niemieckie widziane czy to polskim czy niemieckim okiem. Te ostatnie
                  bedzie coraz mniej pisalo o Polsce w najbliszzych latach (chyba, ze o
                  skandalach).Dzis jeszcze , mimo wszystko, zajrzalem do oryginalu, ktorym
                  dziennikarze GW sie posluzyli.

                  Brakuje mi w polskiej prasie dobrego dziennikarstwa, mimo, ze panuje wolnosc
                  slowa i niektore szkoly maja naprawde swietnych wykladowcow.

                  Mysle, ze wielu dziennikarzy skonczylo studia humanistyczne, socjologie czy
                  historie i po nich od razu ruszylo do pracy w redakcjach nie poszerzajac wiedzy
                  na dziennikarskich studiach podyplomowych czy uzupelniajacych.

                  A szkoda, bo czesto widac, iz etatowy dziennikarz z wykonywanym zawodem
                  niewiele w edukacyjnej przeszlosci mial wspolnego.

                  Spadam, jestem mocno zajety i tak do konca tygodnia, potem weekend. Moze zajrze
                  jeszcze, ale jako, ze juz po wyborach kasuje forum "kraj" z listy ulubionych
                  for. Nie glosowalem.


                  M.S.
    • w.i.i.t.ch Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 21.09.05, 12:52
      wejdz na wątek i przeczytaj co Ci napisałem
      klaniam sie
      • kardiolog Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 21.09.05, 12:59
        Juz odpisalem tam, gdzie zostalo wytyczone miejsce na odpowiedz:)

        kardiolog
    • kardiolog i jeszcze jedna uwaga 21.09.05, 13:08
      Dla Was byc moze niezrozumiale, co nie dziwi z racji wieloletnich przyzwyczajen.

      W tym watku koncentrujemy sie wylacznie na pytaniach i odpowiedziach na nie,
      mam nandzieje, ze owa nowosc nie sprawi Wam zbyt duzej trudnosci:)))))

      O reszcie poza-watkowej i braku pytan juz napisalem.

      kardiolog
      • mlesniewska Re: i jeszcze jedna uwaga 21.09.05, 13:10
        pytań do tego tematu nie mam, wobec tego jak angielski pacjent gentleman wyjdę
        tylnymi drzwiami:)
    • w.i.i.t.ch Re: ważne pytanko 21.09.05, 13:12
      czy kura grzeje jajo czy jajo kurę?
      :) pzdr
      • kardiolog w zyciu jednak 21.09.05, 13:58
        czy kura grzeje jajo czy jajo kurę?
        *****************************************

        Wg mojej wiedzy to bedzie tak:):
        jesli jajko jest w dupci kury to ja nie tylko grzeje, ale rozsadza, dlatego
        kura musi natychmiast je wydalic:))), by sobie ulzyc.
        Po wydaleniu jajko traci cieplo wtedy musi grzac je kurka wydalaczka, lecz juz
        nie zawartoscia dupci tylko kuprem. Moze grzac je tez inne swiatlo, z innego
        zrodla- bez wzgledu na strumien ciepla zewnetrznego jajko przezyje.
        Jesli w jajku zawiaze sie kurczak z dziobkiem, skrzydelkami i nozkami bedzie
        grzal sie w skorupnej budzie swoim cieplem. W pewnym momencie bedzie mu juz
        ciasno, nie bedzie mogl oddychac dlatego z hukim rozwali skorupe i wytarabani
        sie na zewnatrz. Bedzie go grzalo wylacznie wlasne cieplo i slonce. Kurczak
        bedzie jadl, rosl, az do momentu, kiedy stanie sie kogutem. Wtedy zaplodni kure
        matke, do ktorej wroci jego odsrodkowe cieplo w postaci jajka.

        A zatem poetycki mit "nic dwa razy sie nie zdarza" nie ma zastosowania w
        przyrodzie:)

        kardiolog
        • w.i.i.t.ch Re: w zyciu jednak 21.09.05, 14:51
          jajko grzeje kure. w jajku nieustatnie zachodza procesy zwiazane z tworzeniem
          sie nowego zycia. procesy te zachodza samorzutnie czyli entalpia swobodna jest
          mniejsza od zera. z materialu zgromadzonego w zoltku rozwija sie nowy organizm.
          jest to reakcja egzotermiczna gdzie H<0 i G<0
          • kardiolog Re: w zyciu jednak 21.09.05, 15:24
            No, czyli zgadzamy sie:)

            kardiolog
            • w.i.i.t.ch Re: w zyciu ..... 21.09.05, 15:26
              zależy ale niech Ci bedzie.
              jak juz napisałem na swoim wątku pewnie czytałeś
              kończymy naszą debatę a-polityczną
              • kardiolog Re: w zyciu ..... 21.09.05, 15:33
                Nie czytalem, zaraz przeczytam, ale ja wlasnie zamykam swoj watek. Nie ma
                wiecej pytan, pozostawiam sobie wiec mozliwosc dowolnej interpretacji.


                Natomiast co do Ciebie- nie musisz wchodzic do mojego watku tylko dlatego, ze
                chcesz napisac, ze nie chcesz pisac:DDD

                kardiolog
    • mathias_sammer Re: Tak bedzie najprosciej (?:)) 21.09.05, 17:37
      Nic nie zrozumialem, poza pozdrowieniami dla Zochy:), ale gdyby cos przyszlo mi
      namysl w kwestii twardosci jajek to oczywiscie napisze.


      M.S.
    • psychopata.z.borderline zawsze mówiłam, że Zocha jest fajna 21.09.05, 17:44

    • kowianeczka kochamy rankingi 28.09.05, 10:02
      Panowie, mam dla Was ranking. Przyjrzyjcie sie uwaznie i przeanalizujcie go w
      kategorii znajomosci najwiekszych Polakow poza granicami ojczystej-pieczystej.
      O pozycji 73 nawet nie wspomne- przez grzecznosc jedynie (hihi):

      Wyniki Plebiscytu Faktu: 100 największych Polaków


      11 tysięcy głosów, codziennie setki telefonów, SMS-ów i kliknięć na stronie
      internetowej Faktu. Ten plebiscyt przejdzie do historii. Dokładnie osiem dni
      trwało to wielkie głosowanie. Doceniliście każdą postać z wielkiej setki
      publikowanej codziennie. Ostateczne wyniki pokazują jasno - nasi Czytelnicy to
      prawdziwi patrioci potrafiący docenić historyczne dokonania sławnych rodaków!

      Nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że najwięcej głosów zostanie oddanych na Jana
      Pawła II. A on, mówiąc językiem sportowym, zdeklasuje rywali. Bo z Ojcem
      Świętym nie można się mierzyć w żaden sposób.

      To, co zrobił, co mówi, i czego nas nauczył jest po prostu bezcenne!


      1 Jan Paweł II 3950
      2 Józef Piłsudski 805
      3 Lech Wałęsa 685
      4 Mikołaj Kopernik 592
      5 Jan Bytnar ps. Rudy 292
      6 Maria Skłodowska-Curie 284
      7 Kazimierz Wielki 264
      8 Ryszard Kukliński 255
      9 Fryderyk Chopin 253
      10 św. Brat Albert 194
      11 Kazimierz Górski 186
      12 Tadeusz Kościuszko 172
      13 Stefan Wyszyński 163
      14 Zawisza Czarny 156
      15 Adam Mickiewicz 133
      16 Jerzy Popiełuszko 118
      17 Władysław Jagiełło 117
      18 Bolesław Chrobry 114
      19 św. Maksymilian Kolbe 105
      20 Jan III Sobieski 94
      21 Stefan Starzyński 93
      22 Krzysztof Kamil Baczyński 81
      23 Władysław Anders 78
      24 Czesław Miłosz 76
      25 Stefan Żeromski 71
      26 Henryk Sienkiewicz 65
      27 Mieszko I 62
      28 Józef Chełmoński 61
      29 Leopold Okulicki 60
      30 św. Andrzej Bobola 57
      31 Stefan Batory 51
      32 Mariusz Zaruski 47
      33 Zbigniew Herbert 42
      34 Wisława Szymborska 42
      35 Jan Matejko 37
      36 Gabriel Narutowicz 37
      37 Henryk Dobrzański 35
      38 Stefan Czarniecki 34
      39 Witold Gombrowicz 33
      40 Aleksander Fredro 32
      41 Jan Kochanowski 30
      42 Stańczyk 30
      43 Ignacy Paderewski 27
      44 Henryk Wieniawski 27
      45 Cyprian Kamil Norwid 26
      46 Witold Pilecki 26
      47 Józef Wybicki 26
      48 Władysław Sikorski 25
      49 Stefan Rowecki 24
      50 Tytus Chałubiński 23
      51 Stanisław Moniuszko 23
      52 Tadeusz Bór-Komorowski 22
      53 Eliza Orzeszkowa 22
      54 Hipolit Cegielski 21
      55 Julisz Słowacki 20
      56 Henryk Sucharski 20
      57 Władysław Grabski 19
      58 Stanisław Maczek 18
      59 Edward Śmigły-Rydz 18
      60 Ignacy Krasicki 17
      61 Józef Bem 16
      62 Jan Henryk Dąbrowski 15
      63 Emil Fieldorf 15
      64 Wincenty Witos 15
      65 Maria Dąbrowska 14
      66 Mikołaj Rej 14
      67 Stanisław Wyspiański 14
      68 Jan Kiliński 13
      69 Jan Długosz 12
      70 Jan Heweliusz 12
      71 Hugo Kołłątaj 12
      72 Kazimierz Pułaski 12
      73 Wit Stwosz 12
      74 Antoni Chruściel ps. Monter 11
      75 Maria Konopnicka 11
      76 Augustyn Kordecki 11
      77 Tadeusz Kutrzeba 10
      78 Tadeusz Rejtan 10
      79 Władysław Reymont 10
      80 Romuald Traugutt 10
      81 Ignacy Łukasiewicz 9
      82 Stanisław Sosabowski 9
      83 Stanisław Ignacy Witkiewicz 9
      84 Wincenty Kadłubek 8
      85 Ignacy Mościcki 8
      86 Józef Poniatowski 8
      87 Bolesław Prus 7
      88 Piotr Skarga 7
      89 Stanisław Staszic 7
      90 Helena Modrzejewska 6
      91 Leopold Staff 5
      92 Piotr Ściegienny 5
      93 Józef Chłopicki 4
      94 Józef Ignacy Kraszewski 4
      95 Juliusz Ordon 4
      96 Ludwik Rydygier 3
      97 Józef Sowiński 3
      98 Stanisław Konarski 2
      99 Zygmunt Krasiński 2
      100 Karol Szymanowski 2
      • kowianeczka i jeszcze prasowka 28.09.05, 10:05
        tym samym, juz zakonczona.
        Bardzo ciekawy artykul:

        Polska 2005: swoboda władców.

        W "Europie" nie piszemy o wyborach. Nie dlatego, że nie są one ważne. Po prostu
        nie ma ciekawych rozpoznań, które warto by było przedstawić. Choć wszyscy
        czujemy, że miażdżący sukces prawicy spowoduje gruntowną zmianę, nikt nie wie,
        jak tę zmianę opisać. Cała wiedza na temat politycznej rzeczywistości od kilku
        lat sprowadza się do tłumaczenia wahnięć w nastrojach Polaków. Pogubiona w
        realiach polska socjologia ucieka w badanie samej siebie, swojego teoretycznego
        produktu, jakim jest sondaż. Osobliwością prowadzenia polityki w świecie
        nienazwanym jest swoboda władców. Rzeczywistość nienazwana jest amorficzna, a
        zatem polityk może ją dowolnie kształtować. Nie ma wiedzy, która by go
        ograniczała, nie ma powszechnie uznanych rozpoznań, z których wynika na
        przykład, że szarpanie cuglami jest szkodliwe. Nie ma ekspertów, którzy
        dowiodą, że układ postkomunistyczny nie istnieje. Nie ma diagnozy społecznej,
        na którą mogą się powołać polemiści uważający, że Polacy nie chcą rewolucji
        moralnej. W takich realiach do władzy dochodzą Kaczyński i Rokita, politycy o
        dużej kompetencji teoretycznej, których ambicją jest nazywanie rzeczywistości.
        Chcą oni nie tylko realizować cele polityczne, ale także osobiście je ustalać.
        Chcą sprawować to, co się nazywa "przywództwem". Ich intelektualna swoboda
        zwiastuje większą rewolucję niż sama treść ich poglądów. Owszem, Polską
        rządzili już ludzie bystrzy, ale nie byli to bystrzy politycy. Mieliśmy
        premierów-profesorów, których horyzonty umysłowe kończyły się na granicach ich
        akademickich dziedzin. W obszarze wiedzy o państwie i społeczeństwie nie
        wychodzili poza wyobrażenia swojego środowiska politycznego. Mieli po kilka
        poczciwych haseł, a ich exposé brzmiało jak drugoligowa publicystyka, w której
        przetrawia się powszechnie znane tezy. Wyjątkiem był Balcerowicz i to z
        powodów, o których właśnie mowa. Zastał lukę wiedzy, którą wykorzystał - sam
        nazwał rzeczywistość, narzucił kryteria jej opisu, a tym samym przejął władzę
        nad gospodarką. Dziś wiemy, jak wiele było w tym uzurpacji, jak mało młody
        Balcerowicz wiedział o zachodniej ekonomii, jak wiele jego świętych,
        monetarystycznych prawd było jedynie modą, którą amerykańskie uniwersytety
        potem porzuciły. Jednak wtedy, w teoretycznej próżni, nikt nie mógł
        Balcerowicza "sprawdzić". Więc rządził niepodzielnie (co zresztą ocenić trzeba
        pozytywnie). Rokita i Kaczyński chcą działać podobnie. Są intelektualnie
        niezależni od swego zaplecza, od salonów wiedzy, od obowiązujących poglądów.
        Zresztą to oni dziś kształtują te opinie, a nie na odwrót. A to daje im
        potencjał władzy znacznie większy niż poprzednikom. Oczywiście tej władzy mogą
        użyć mądrze lub głupio. Jedno jest pewne - ich rządy przyniosą zmiany dużo
        głębsze niż poprzednich ekip.


        ROBERT KRASOWSKI redaktor naczelny dodatku "Europa - tygodnik idei"


        Artykuł pochodzi z wydania EUROPA (39) 78/05 (28.09.2005) z działu EDYTORIAL ze
        strony 2

        • mathias_sammer Re: i jeszcze prasowka 28.09.05, 10:22
          Lubie ludzkie mysli, ktore stawiaja przede mna pytania, traca watpliwoscia.
          Przeczytalem, dodatku Europa nie mozna obecnie przyrownac z zadnym pismem w
          Polsce pod katem jakosciowym, no moze z Polityka.

          M.S.
          • irish76 Re: i jeszcze prasowka 28.09.05, 10:40
            nooo... z Polityka to nie przesadzaj :) ale fakt, ze wole ja niz pozostale
            tygodniki.
            Kiedys Wprost bylo niezle, ale jakos zjechala w nicosc
            Fajne artykuly pojawiaja sie tez w Tygodniku Powszechnym. Niektore. Wszystkich
            nie czytam.
          • mathias_sammer Re: i jeszcze prasowka 28.09.05, 11:23
            Nowa nauczycielka rozpoczyna swoje pierwsze zajęcia w szkole. Prosi uczniów,
            aby każdy przedstawiali się kolejno z imienia i nazwiska. Pierwsze dziecko:
            - Adam Małysz.
            Drugie:
            - Adam Małysz.
            Trzecie:
            - Adam Małysz.
            Przy dziesiątym nauczycielka traci cierpliwość i biegnie ze skargą do dyrektora
            szkoły. Ten patrzy jej prosto w oczy i mówi podniesionym głosem.
            - Niech pani im nie wierzy, to ja jestem Adam Małysz.
      • mathias_sammer Re: kochamy rankingi 28.09.05, 10:20
        1 Jan Paweł II 3950
        > 3 Lech Wałęsa 685
        > 6 Maria Skłodowska-Curie 284
        4 Mikołaj Kopernik 592
        > 9 Fryderyk Chopin 253
        43 Ignacy Paderewski 27
        > 20 Jan III Sobieski 94
        > 34 Wisława Szymborska 42
        > 24 Czesław Miłosz 76
        39 Witold Gombrowicz 33
        > 23 Władysław Anders 78
        poza lista:
        Ryszard Kapuscinski


        Setki lat historii panstwa polskiego, tysiaclecia wlasciwie.

        Wit Stwosz, byl Niemcem i do konca nim pozostal.

        Klaniam sie i wracam do wlasnych robotek recznych,

        M.S.
        • mlesniewska Re: kochamy rankingi 28.09.05, 10:41
          Rękodzieło w cenie ;))))
        • kowianeczka Re: kochamy rankingi 28.09.05, 10:43
          Rzeczywiscie lista nie za dluga :/, no ale nie przypadkowo panstwo polskie
          postrzegane bylo i jest jako panstwo chlopskie. Malo u nas znanych mislicieli,
          ktorzy pozostawiliby schede dla potomnosci, kilku poetow i Konradow Walenrodow
          teskniacych za utracona wolnoscia, jeden krol, pozostawiajacy Polske murowana
          zamiast drewnianej, gdy w Europie juz od setek lat stal akieni na kamieniu,
          jeden krol kosmopolia, dzieki ktoremu wciaz mozemy podziwiac garstke zabytkow
          wybudowanych na ziemiach polskich, a ktorych i tak nie potrafimy docenic i
          chronic.

          Malo, za malo. Slyszalam, ze w Twoim miescie byl kiedys ter polski na wzor
          wielu rosyjskich jakze aktywnych i cenionych, ale zamknieto z braku
          zainteresowania. Zly marketing?

          kowianeczka
          • irish76 Re: kochamy rankingi 28.09.05, 10:50
            "panstwo chlopskie"? :) smiesznie brzmi :)
            chlopskim nigdy nie bylo. moze masz na mysli "rolnicze"? :)
            moze u nas jest malo myslicieli ktorzy wybijaja sie na arene szersza.
            cieszmy sie ze od kilkuset lat mamy wciaz mimo wszystko cos do powiedzenia.
            to czy ktos mial dom drewniany czy kamienny to akurat nie istotne i rozmydla.
            Kazdy narod budowal z tego co bylo pod reka (taka naturalna sklonnosc do
            zagospodarowania substancji naturalnej i latwo dostepnej). nie miejmy
            pretensji, ani nie umniejszajmy kultury beduinow z tego powodu ze nie buduja z
            drewna, ktorego nie maja :)
            ech...no nie upraszczaj tak strasznie bo brzmi rownie strasznie ta nasza
            historia ;)
            • kowianeczka Re: kochamy rankingi 28.09.05, 11:00
              "Kazdy narod budowal z tego co bylo pod reka (taka naturalna sklonnosc do
              > zagospodarowania substancji naturalnej i latwo dostepnej). "


              No coz, zeby daleko nie szukac:

              www.sikyon.com/Athens/athens_eg.html

              Usprawiedliwiajmy sie dalej i wynosmy przeszlosc na piedestal, bo w przyszlosci
              niewiele mamy do wniesienia..?
              kowianeczka
              • irish76 Re: kochamy rankingi 28.09.05, 11:56
                nie zrozumialas mnie

                niczego tutaj nie usprawiedliwiam
                tylko akurat naszych wad (w twoim przekonaniu) szukasz nie tam gdzie
                rzeczywiscie sie znajdowaly i znajduja. Piszac o kamiennych budowlach
                strzelilas sobie w stope
                rzuc inne haslo mniej moze medialne ale blizsze prawdzie
                chodzi mi o to ze dyskusje opieracjace sie na hasla typu "wojna cywilizacji"
                lub "koniec historii" sa dobre za oceanem zeby jakos zaciekawic sensacja
          • mathias_sammer Re: kochamy rankingi 28.09.05, 12:06
            Młoda Polska
            Powieść "Chłopi" - Władysław Stanisław Reymont
            Obyczaje przy pracy i podkreślające ważność momentów życiowych
            Rola religii, pracy i przyrody w życiu chłopów
            Struktura społeczna wsi
            Miłość jako instynkt
            Życie rodzinne, zajęcia rolniczo - gospodarskie, obrzędy świeckie i religijne
            chłopów
            Związek bohaterów z ziemią, przyrodą, podporządkowanie rytmowi przyrodniczemu
            Obyczaje przy pracy elementem życia chłopów
            Mieszkańcy wsi - głęboko religijni, biorą udział w religijnych obrzędach
            Obyczaje - kształtują stosunki międzyludzkie, wyznaczają normy moralne, są
            wyrazem artystycznej wrażliwości
            Powieść Reymonta - epopeja chłopska (rozległy i wszechstronny obraz
            społeczeństwa w przełomowym momencie historycznym)
            Jagna - fatum, które przynosi nieszczęście związanym z nią ludziom
            • irish76 Re: kochamy rankingi 28.09.05, 12:55
              > Tydzień po ślubie dwoje młodych ludzi w łóżku.
              > On delikatnie całując ją po uchu szepcze...
              > - Teraz powolutku zejdę w dół wycałować to poletko, na którym rośnie
              > najwspanialszy mech na świecie.
              > - A później?
              > - A później zasadzę tam drzewo!
              > - Masz na myśli to swoje Bonsai?
              • mathias_sammer Re: kochamy rankingi 28.09.05, 13:06
                Impreza
                Ksiądz poucza gosposię: - Dziś wieczorem, jak przyjdą goście, podaj tylko
                drinki, bez niczego.
                - Ależ proszę księdza! Może chociaż fartuszek założę?
                • irish76 Re: kochamy rankingi 28.09.05, 13:13
                  dzisiaj w Antyradiu (reklama):
                  -to moze dzisiaj na brydża?
                  - jakiego brydża?
                  - no np Tałer Brydża, lub London Brydża
                  a teraz zagadka: co reklamowano?
                  • kowianeczka Re: kochamy rankingi 28.09.05, 14:04
                    Tanie przeloty do Odessy...?

                    kowianeczka
        • irish76 Re: kochamy rankingi 28.09.05, 10:43
          ponad 1000 lat naszej historii...
          zlamanej w jednym miejscu: 1772
          od tamtej pory zapominamy ze w Rzeczypospolitej byli Polacy, Niemcy, Litwini,
          Rusini, Zydzi itd
          nie wazne kto kim byl
          zostaja nazwiska
          znika kontekst
    • mathias_sammer Dekalog 28.09.05, 11:45
      Nie wolno bic slabszych
      Nie wolno bic slabszych
      Nie wolno bic slabszych
      Nie wolno bic slabszych
      Nie wolno bic slabszych
      Nie wolno bic slabszych
      Nie wolno bic slabszych
      Nie wolno bic slabszych
      Nie wolno bic slabszych
      Nie wolno bic slabszych
      Nie wolno bic slabszych
      Nie wolno bic slabszych
      Nie wolno bic slabszych
      • irish76 Re: Dekalog 28.09.05, 11:57
        i 11. chyba ze zasluzyli i staja sie nieznosni
      • alaaa6 Re: Dekalog 28.09.05, 13:38
        mathias_sammer napisał:

        > Nie wolno bic slabszych
        > Nie wolno bic slabszych
        > Nie wolno bic slabszych
        > Nie wolno bic slabszych
        > Nie wolno bic slabszych
        > Nie wolno bic slabszych
        > Nie wolno bic slabszych
        > Nie wolno bic slabszych
        > Nie wolno bic slabszych
        > Nie wolno bic slabszych
        > Nie wolno bic slabszych
        > Nie wolno bic slabszych
        > Nie wolno bic slabszych
        >

        szukalam cie i znalazlam;( i co?
    • kowianeczka Swiat 30.09.05, 10:17
      Rzeczywiscie wlasciwy czlowiek na wlasciwym miejscu- zobaczymy w przyszlosci na
      jak dlugo starczy mu agrumentow (odnosnie tekstu ponizej)

      M.S. i kardiologu, jak wiecie niektore tlumaczenia z prasy zagranicznej
      zamieszczam automatycznie na niemieckim forum. Co ciekawsze bede niekiedy
      podrzucac na towarzyskie. Nie wiem, czy ten watek jest adekwatny, ale bardziej
      adekwatnego miejsca poki co nie znalazlam, wiec na razie tutaj.

      LIPSK
      Ambasador RP w RFN A. Byrt: "Nie lękajcie się Polski"
      "LeipzigerVolkszeitung" z 28.09. zamieszcza wywiad z Ambasadorem A. Byrtem
      przeprowadzony przez zast ępcę red. naczelnego "LVZ" A. Böhmera i A.Kecke
      pt. "Nie lękajcie s ię Polski". Ambasador udzielił negatywnej odpowiedzi na
      pytanie "czy do jdzie do dalszego ochłodzenia stosunków dwustronnych, po
      zwycięstwie konserwatystów w Polsce" Stwierdził, że obie zwycięskie partie PiS
      i PO, mają "świadomość wagi stosunków z Niemcami". Partie te rozk ładają "nieco
      inaczej akcenty, ale nie stawiają pod znakiem zapytania partnerstwa". Ambasador
      przypomniał, że jeszcze przed wyborami D. Tusk i J. Rokita spotykali się i
      rozmawiali z A. Merkel i prezydentem H. Kö hlerem.
      Na pytanie czy domagania się przez polityków PiS odszkodowa ń od Niemiec za
      zniszczenia wojenne w Polsce wpłynie na klimat stosunk ów, ambasador
      przypomniał, że stanowisko to było odpowiedzią na r oszczenia zgłaszane
      najpierw przez związki wypędzonych, zwłaszcza p rzez Powiernictwo Pruskie.
      Wskazał, że przedstawiciele PiS wyraźnie z apowiadali, że "dopóki Niemcy nie
      wystąpią formalnie o roszczenia o dszkodowawcze, pozostaniemy neutralni i nie
      podejmiemy kroków w tym kieru nku".
      Ambasador zaprotestował przeciwko używaniu przez niemieckie m edia
      terminu "nacjonalistyczny" przy określaniu profilu politycznego PiS. Zgodnym z
      prawdą byłby termin "patriotyczny". PiS nie kieruje się bo
      wiem "nacjonalizmem", lecz "patriotyzmem" i "świadomością narodową Polaków". W
      tym sensie "Bruksela i Berlin muszą nastawić się, że będą mieli do czynienia z
      rządem w Warszawie, który zdecydowanie za biega o własne interesy".
      Na pytanie o rolę Polski w UE, ambasador stwierdził: "Polska pozostanie
      niezawodnym partnerem. Nie lękajcie si ę Polski, by użyć słów papieża" i
      wskazał na pragmatyzm polit yków przyszłej koalicji rządowej, a także "wysokie
      poparcie społe czeństwa polskiego dla UE" ponieważ "obywatele przekonali się,
      że m ożemy w ramach UE wiele zdziałać".
      • kowianeczka Re: Swiat/po wyborach Madryt 30.09.05, 10:20
        MADRYT
        "Porażka lewicy w Polsce oddala przyjęcie Konstytucji Eu ropejskiej"
        "El Pais" z dn. 26.09 br. Żadna z obu zwycięski ch prawicowych partii, które
        będą rządzić w Polsce, nie jest w pe łni tego słowa eurosceptyczna, ale
        jednocześnie nie wyraża najmniej szego entuzjazmu, żeby poczynić dalsze kroki
        na drodze budowania wspó lnej Europy. Wręcz przeciwnie - zwrot na prawo
        oznacza, że Warszawa, kt óra zobowiązała się do ratyfikowania Konstytucji
        pomimo negatywnych wyników we Francji i w Holandii, naciśnie teraz na hamulec.
        Kwestie eu ropejskie były praktycznie nieobecne w tej kampanii, skoncentrowanej
        na p roblemach polityki wewnętrznej. Dzisiaj Konstytucja nie uzyskałaby nawe t
        aprobaty polskiego parlamentu, co przed wyborami można było uznać z a pewnik.
        Poparcie deputowanych dla Konstytucji spadło równolegle do os łabienia
        socjaldemokratów z SLD. Spośród tworzących przyszły rz ąd zwycięskich
        ugrupowań, Platforma Obywatelska jest partią o przek onaniach bardziej
        liberalnych, a Prawo i Sprawiedliwość nacjonalistyczn ych i
        protekcjonistycznych, ale jego program, zgodnie z modelem anglosaskim , skłania
        się w kierunku integracji czysto gospodarczej, pozostawiają c na boku całą
        konstrukcję polityczną. Kandydat na premiera z ramie nia PO, Jan Rokita,
        przybierał w swoim czasie dramatyczny ton przeciwstaw iając się przyjęciu
        Konstytucji Europejskiej. "Nicea albo śmierć" - to było jego hasło oznaczające
        konieczność powrotu do modelu o kreślonego przez Traktat z Nicei. Z drugiej
        strony PO opowiada się za p rzyspieszeniem reform gospodarczych, tak aby jak
        najszybciej spełnić wa runki potrzebne do wejścia do strefy euro, zapowiadanego
        na rok 2010. Pla tforma pragnie jednocześnie pogłębić związki z Niemcami, pod
        waru nkiem jednak, że stanowisko kanclerza obejmie Angela Merkel. PiS jest nas
        tawiony do Konstytucji jeszcze bardziej krytycznie, nie ufa Niemcom, a kwes tię
        przyjęcia euro uznaje za cel raczej mglisty, w każdym przypadku p
        odporządkowany konieczności uniknięcia zbyt dużych poświęceń ze strony
        polskiego społeczeństwa.
        • kowianeczka Re: Swiat/po wyborach Madryt 30.09.05, 10:24

          WYBORY PARLAMENTARNE W POLSCE

          BERLIN
          "FAZ" z 28.09. - "Jarosław Kaczyński chce zrezygnować"

          Jarosław Kaczyński, przewodniczący PiS, zrezygnowa ł z ubiegania się o
          stanowisko premiera i przedstawił kandydaturę K . Marcinkiewicza do tego
          urzędu. Odchodzący postkomunistyczny prezydent A. Kwaśniewski może liczyć na
          wsparcie kraju w ubieganiu się o sta nowisko sekretarza generalnego ONZ.

          "Märkisc he Oderzeitung" z 27.09. - "Polska ma takie problemy jak Niemcy",
          Dietrich Schröder

          Gazeta zamieszcza wywiad z K. Wojci echowskim, dyrektorem administracyjnym
          Collegium Polonicum w Słubicach. K . Wojciechowski twierdzi, iż wybór PiS jest
          krokiem w dobrym kierunku, wyraził także rozczarowanie niską frekwencją
          wyborczą w Polsce. N a pytanie czy uważa PiS za partie populistyczną,
          stwierdza, że jest o na partią technokratyczną i że L. Kaczyński już podczas
          sprawowan ia funkcji prezydenta Warszawy opowiadał się przeciw korupcji i
          trwonie niu publicznych środków, za samodyscypliną i przestrzeganiem reguł. K.
          Wojciechowski stwierdził także, iż nie spodziewa się ani poleps zenia, ani
          pogorszenia stosunków polsko - niemieckich, a siła regionó w granicznych zależy
          od ludzi. Wyraził także nadzieję, że przysz ły polski rząd wywiąże się z
          zawartej umowy o współpracy doty czącej Uniwersytetu Europejskiego.

          "Berliner Morgenpost" z 28.09. - "Marcinkiewicz ma być nowym premierem w
          Polsce" < /P>

          "Die Welt" z 28.09. - "Niespodziewany zwycięzca wyborów w Polsce Kaczyński
          rezygnuje z urzędu premiera"

          "Handelsblatt" z 28.09. - "Kaczyński rezygnuje z stanowiska premiera"

          "Maerkische Oderzeitung" z 27.09. - "UE ma nadzieję na szybkie utworzenie rządu"

          Prasa na podstawie wiadomości agencyjnych podaje informacje o nominacji K
          azimierza Marcinkiewicza na premiera. Jarosław Kaczyński doprowadził co prawda
          PiS do niespodziewanego zwycięstwa, ale zrezygnował z fotela szefa rządu.
          Powodem jest kandydowanie jego brata Lecha Kaczyńskiego na urząd prezydenta
          Polski. Piastowanie urzędów premiera i prezydenta p rzez członków tej samej
          rodziny nie byłoby dobrze odebrane przez spo łeczeństwo. Rzecznik Komisji
          Europejskiej wyraził nadzieję na szybk ie utworzenie nowego rządu w Polsce,
          ponieważ potrzebny jest głos Pol ski w dyskusji nad budżetem unijnym oraz nad
          konstytucją unijną.

          "Sueddeutsche Zeitung" z 28.09. - "Polski Senat bez lewicy" - Th. Urban

          Gazeta podaje podział m andatów w Sejmie i w Senacie, podkreślając, że do
          wyższej izby po lskiego parlamentu nie wszedł żaden z przedstawicieli lewicy,
          natomiast do Sejmu wejdą ponownie dwaj przedstawiciele mniejszości niemieckiej
          z Górnego Śląska. Prezydent Kwaśniewski zaapelował do wszystkich t rzech partii
          lewicowych o rozważenie możliwości połączenia się w jedno ugrupowanie. Wynik
          wyborów pokazał, że utrwaliła się tend encja zaobserwowana już podczas wyborów
          do Parlamentu Europejskiego, a mianowicie, że w Polsce Południowej, Wschodniej
          i Centralnej wygrywa Pi S, natomiast na Śląsku, Pomorzu i Mazurach PO. Wygląda
          na to, że na terenach należących kiedyś do Niemiec ostrzeżenia PiS-u przed niem
          ieckim rewizjonizmem nie znalazły odzewu wśród ludności, która ut rzymuje
          liczne kontakty z sąsiadami zza Odry.

          "Der Tagesspiegel" z 28.09. - "Ostrzejszy wiatr ze wschodu" - Th. Roser; "
          Berlin dalej stawia na dobre sąsiedztwo" - Ph. Lichterbeck

          Wybory odbyły się w niedzielę, jednak kampania toczy s ię dalej. Jeszcze tego
          samego dnia wieczorem dwóch kandydatów na prez ydenta, Kaczyński i Tusk,
          stoczyli pojedynek telewizyjny. Każdy z nich ma inne priorytety w polityce
          zagranicznej: pierwszy stawia na USA, drugi z aś na Europę. W Berlinie
          pojawiają się pewne obawy co do zmiany kur su polskiej polityki zagranicznej po
          wygraniu wyborów przez PiS. Politycy tego ugrupowania byli bowiem inicjatorami
          przyjętej jednogłośnie prz ez parlament rezolucji nawołującej polski rząd do
          wyegzekwowania rzek omych zaległych reparacji wojennych od Niemiec. Polscy
          politolodzy są j ednak zdania, że w koalicji z PO PiS przyjmie bardziej
          pragmatyczny ton. Dyrektor ds. Europejskich w warszawskiej Fundacji Batorego
          Jakub Boratyńs ki twierdzi, że stosunki polsko-niemieckie będą zależeć także o
          d kształtu nowego niemieckiego rządu: Merkel z pewnością będzie s ię cieszyć
          większą sympatią konserwatywnego rządu polskiego ni ż Schroeder. Nie wyklucza
          to oczywiście pewnego zaostrzenia tonu dyskus ji nt. "Centrum przeciw
          Wypędzeniom" w Berlinie. Ekspert ds. Niemiec w Ce ntrum Stosunków
          Międzynarodowych Tomasz Dąbrowski jest zdania, że k westia reparacji wojennych
          została zinstrumentalizowana przez PiS na potr zeby kampanii wyborczej. Po
          zmianie rządu będzie ona odgrywać drugorz ędną rolę. Zwycięstwo PiS odbierane
          jest w Niemczech sceptycznie, a le i z nadzieją. Rzecznik frakcji
          parlamentarnej CDU/CSU ds. polityki zag ranicznej Pflueger oczekuje
          konstruktywnej współpracy z nowym rządem polskim. Pflueger w sposób pośredni
          winą za antyniemieckie nastroje w Polsce obarczył rząd niemiecki, który
          przyczynił się do tego swo ją polityką wobec Rosji. Projektu "Centrum przeciw
          Wypędzeniom" Pflue ger nie postrzega jako źródła potencjalnego konfliktu, bo
          Unia nie pr zyzwoli na żadne "Centrum", które "fałszuje historię". Rzecznik fra
          kcji SPD ds. polityki zagranicznej Erler nie widzi potrzeby zmian w polityc e
          wobec Polski. Erler wskazał przy tym na dobre kontakty Schroedera z Kwa
          śniewskim. Dyrektor Niemieckiego Instytutu ds. Polski w Darmstadt Bingen
          wyrażał się ze zrozumieniem o lękach Polaków wobec zbliżenia ni emiecko-
          francuskiego. Podkreślił, że większość Polaków jest n astawiona przyjaźnie i do
          Niemiec i do całej Europy.

          "Maerkische Oderzeitung" z 27.09. - "Czy Polska będzie krajem b liźniaków?" -
          D. Schroeder

          W dniu wyboró w Polacy wszystkich zaskoczyli. Wybory wygrały dwie partie, które
          są słabo znane za granicą, a ich programy w dużej części nawzajem si ę
          wykluczają. Bracia Kaczyński, liderzy PiS, prezentowali poglądy k onserwatywne,
          opowiadając się za zaostrzeniem przepisów i walką z k orupcją. Z czasem
          postulaty te przekształciły się w program wyborcz y. Kaczyńscy opowiadają się
          ponadto za rozwiązaniem Senatu, wył ączeniem prokuratora z ministerstwa
          sprawiedliwości i rozszerzeniem pre rogatyw prezydenta państwa. Frekwencja
          wyborcza była rozczarowująco n iska. Retoryka braci Kaczyński mogła trafić do
          mieszkańców obszar ów wschodnich i wiejskich. Inni się od niej odwrócili, a
          ponieważ a ni rządząca do tej pory lewica ani radykalne partie
          prawicowe "Samoobro na" i LPR nie stanowiły alternatywy, spora część wyborców
          nie pos zła głosować. Dziennikarz przytacza opinię A. Krzemińskiego, kt óry
          obawia się o przyszłość stosunków polsko-niemieckich, ponie waż w obu krajach
          coraz częściej w centrum uwagi pojawiają się in teresy sprzeczne z tymi kraju
          sąsiedniego. Wątpliwym jest, aby Kaczyń scy mogli tu coś zmienić. W końcu to
          właśnie Lech Kaczyński spo rządził rachunek strat, jakie poniosła Warszawa w
          wyniku wojny, a kt óry mieliby uregulować Niemcy. Berlin większe nadzieje wiąże
          z PO . Na razie jest jeszcze za wcześnie na ocenę sytuacji, bo podział w ładzy
          dokona się ostatecznie dopiero po wyborach prezydenckich. Póki co Polacy
          komentują zaistniałą sytuację parafrazując tytuł film u, w którym obaj bracia
          wystąpili jako dzieci: "O dwóch takich, co ch cą ukraść Polskę".

          BRUKSELA
          "La Libre Belgique" z 28.09. - "Marcinkiewicz pr zyszłym premierem?"

          LLB donosi o propozycji, którą przedstawiła PiS, desygnowania na premiera rządu
          pana Kazimi erza Marcinkiewicza. Kandydatura musi zostać zaakceptowana przez
          prezyden ta Aleksandra Kwaśniewskiego, jednak zdaniem korespondenta, to tylko
          form alność, gdyż tradycja wymaga przyjęcia kandydata zaproponowanego pr zez
          zwycięską partię.

          Telewizja Euronews z 28.09. poinformowała o wysunięciu kandydatury Kazimierza
          Marcink iewi
          • kowianeczka Re: Swiat/po wyborach 30.09.05, 10:25

            Telewizja Euronews z 28.09. poinformowała o wysunięciu kandydatury Kazimierza
            Marcink iewicza na stanowisko premiera. Marcinkiewicz wywodzi się z
            konserwatywne go ugrupowania PiS, które będzie posiadać większość w centro-pr
            awicowej koalicji rządowej. Wybór Marcinkiewicza odebrano z zaskoczenie m, ale
            i ze spokojem, mimo że nie posiada on dużego doświadczenia w p olityce. Uważany
            za adwokata reform rynkowych, nowy premier może skutec znie budować kompromis z
            koalicyjnym partnerem, pro-biznesową PO. Lider PO, Donald Tusk, nazwał wyniki
            wyborów wielkim zwycięstwem demokracj i. Tusk opowiada się za 15-procentowym
            podatkiem od dochodów. Wywodzą ce się z ruchu solidarnościowego obie partie
            zamierzają rządzić w spólnie. Lider PiS, Jarosław Kaczyński, mógłby zgodnie z
            tradycj ą automatycznie stanąć na czele nowego rządu. Jednak odmówił, m imo że
            kieruje swoją partią. Kaczyński powiedział, że jeśli j ego brat Lech zwycięży w
            wyborach prezydenckich w przyszłym miesiąc u, Polacy nie zaakceptowaliby braci
            na najwyższych stanowiskach w kraju.


            Portal internetow y EUobserver z 28.09. - "Surprise as physics teacher named to
            lead Poland", Marka Beundermana

            Zwycięzca wyborów w Pol sce, Jarosław Kaczyński, zaproponował Kazimierza
            Marcinkiewicza - eks perta nauk ekonomicznych na urząd nowego premiera,
            rezygnując tym samym z tej funkcji. Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory
            powszechne zdec ydowaną przewagą głosów (26,7%) przed Platformą Obywatelską, kt
            óra zakończyła wyścig wynikiem 24,1%. Już w kampanii wyborczej ob ie partie
            deklarowały chęć utworzenia rządu koalicyjnego. Razem b ędą miały większość w
            Sejmie - 288 z 460 mandatów. Jarosław Kaczyński powiedział 27 września,
            że "rozważał najkrótszą drogę do sformowania nowego rządu", dodając, że po
            konsultacjach z PO Kazimierz Marcinkiewicz jest odpowiednią osobą na to
            stanowisko. 46- letni Kazimierz Marcinkiewicz był przewodniczącym sejmowej
            Komisji Skar bu Państwa, a przed rozpoczęciem kariery politycznej pracował jako
            na uczyciel fizyki. Marcinkiewicz oświadczył, że jego intencją jest "s
            tworzenie stabilnego rządu na najbliższe cztery lata". Zgodnie z donies ieniami
            prasowymi, powodem decyzji Kaczyńskiego jest realna szansa wygran ia wyborów
            prezydenckich, 9 października, przez jego brata, obecnie pe łniącego funkcję
            prezydenta Warszawy. Jarosław Kaczyński powiedzi ał, że Polacy nie zechcą dwóch
            braci zasiadających w fotelach pre zydenta i szefa rządu. Cytowany przez
            Reutersa Robert Beange, ekonomista z londyńskiego Lehman Brothers, uważa, że
            Marcinkiewicz jest "jedynie przejściowym kandydatem, dopóki nie będzie wiadomo,
            kto zostanie now ym prezydentem". Kandydat PO na prezydenta, Donald Tusk,
            przekonywał PiS do powołania na stanowisko premiera Kaczyńskiego zamiast
            polityka z dal szego szeregu. Pomimo iż PiS i PO chcą stworzyć koalicję, mogą
            po jawić się problemy, szczególnie przy tworzeniu polityki gospodarczej rządu.
            Podczas gdy PO ma opinię partii pro-biznesowej, PiS jest uznawan e za znacznie
            mniej pro-rynkowe i jednocześnie bardziej konserwatywne w o bszarze polityki
            społecznej.
            • kowianeczka Re: Swiat/po wyborach 30.09.05, 10:26
              Jakze dosadnie:

              "Világgazdaság" z 27.09. pisze m.in.: "Je śli PO nie uda się złagodzić
              konfrontacyjnego stanowiska PiS w stos unku do Niemiec i Rosji, to Polska może
              się nawet liczyć z niebezpiec zeństwem izolacji w Europie. Jeśli natomiast
              wizja "Europy silnych" bra ci Kaczyńskich weźmie górę nad koncepcją "silnej
              Europy" reprezen towaną przez D. Tuska, wtedy zagrożona może zostać nawet
              dotychczas owa pozycja Polski w Unii".
              • kowianeczka Re: Swiat/po wyborach 30.09.05, 10:28
                Wlasciciwe proces izolacji Polski juz rozpoczety. Az boje sie pomyslec , co
                bedzie po 4 latach:
              • kowianeczka Re: Swiat/po wyborach 30.09.05, 10:34
                I poza tym ponad 1 mega informacji ze swiata czyli cd po wyborach
                parlamentarnych w Pl. Kilka dodatkowych skrotow przerzucilam juz na sasiednie
                tereny.

                A poza tym, cos nowego? Rozejrze sie po watku.

                kowianeczka
    • kowianeczka Raport Tygodnia/ Edelman 06.10.05, 10:15
      Raport tygodnia

      Edelman: gospodarka traci na znikomej obecność Polski w światowyc h mediach

      Znikoma obecność Polski w mediach światowych pow oduje brak wiedzy o polskich
      realiach politycznych i ekonomicznych. To wp ływa negatywnie na postrzeganie
      polskiej gospodarki - uważa prezes agen cji public relations Edelman, Richard
      Edelman.

      Zaprezentował on w Warszawie wyniki badań postrzegania Polski przez zagraniczne
      media.

      < P>Szósta edycja badań "Barometr zaufania" (Edelman Trust Barometer 2005 ),
      przeprowadzonych w trzecim kw. 2005 r. w oparciu o wywiady telefoniczne z 61
      dziennikarzami z 7 krajów, wykazała przewagę neutralnego nastawi enia mediów
      światowych do wizerunku Polski (57 proc. respondentów) na d opiniami
      pozytywnymi (22 proc. odpowiedzi) czy negatywnymi (2 proc. odpow iedzi).

      Jak wyjaśnił Edelman, oznacza to w uproszczeniu niski p oziom świadomości na
      świecie o bieżącej sytuacji ekonomicznej w P olsce, realiach społecznych,
      kluczowych sektorach przemysłu, specjaliza cji w określonych branżach przemysłu
      i usługach, czy wreszcie persp ektyw rozwoju gospodarczego.

      Z badań wynika, że w grupie krajó w dynamicznie rozwijających się, obejmującej:
      Chiny, Indie, Rosję, Meksyk, Brazylię i Polskę, światowe media poświęcają
      Polsce zal edwie 5 proc. uwagi.

      W opinii respondentów, na korzyść wizerun ku Polski przemawiają niskie koszty
      pracy (31 proc. opinii), młodzi wyk walifikowani pracownicy (29 proc.),
      korzystne położenie geograficzne (2 7 proc.), stabilność polityczna wynikająca
      z członkostwa ONZ czy Un ii Europejskiej (28 proc.) oraz dysponowanie
      bogactwami naturalnymi (16 pro c.).

      Na niekorzyść polskiego wizerunku w mediach światowych wp ływają natomiast
      m.in. trudności ze sprostaniem konkurencji w regioni e w promowaniu gospodarki
      (np. w odniesieniu do Czech) i brak odpowiedniej infrastruktury sprzyjającej
      napływowi inwestycji - poinformował Edelm an.

      W kategorii kluczowych sektorów przemysłu Polska kojarzona j est głównie z
      przemysłem wydobywczym miedzi, przemysłem ciężkim , petrochemicznym i
      przetwórstwem. Większość respondentów uważa , że Polska nie osiąga sukcesów w
      branży informatycznej, farmaceuty cznej czy usługach finansowych.

      W badaniach przeprowadzonych przez agencję Edelman brali udział m.in.
      dziennikarze z Economic Times, Busi ness Today, Associated Press, CNBC, China
      Business Journal.
      • kardiolog Re: Raport Tygodnia/ Edelman 06.10.05, 10:37
        Rozumiesz teraz dlaczego w Polsce mowi sie wylacznie o Polsce- kompensata na
        brak uwagi w swiecie.

        kardiolog

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka