onlyania 22.09.02, 13:22 mimozami, jak spiewal Niemen_.... :) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
kitek1 a nasza nieMENska mimoza chyba juz sie skonczyla.. 22.09.02, 13:54 i na wszystkich sie obrazila:((( Odpowiedz Link Zgłoś
onlyania Re: a nasza nieMENska mimoza chyba juz sie skoncz 22.09.02, 14:04 powinnismy zbojkotowac jesien moze w zwiazku z tem..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: samanta a mnie IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 22.09.02, 14:28 jest szkoda lataaaaaaaaaaaaaa...............:((((((((( Odpowiedz Link Zgłoś
kitek1 dziewczyny placza, bo skonczylo sie juz lato..... 22.09.02, 14:32 a samantka, ze meniki juz w krotkich spodenkach nie chodza:( Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka jesien idzie.. nie ma rady na to... 22.09.02, 15:08 powiedzial maly staruszek i podreptal po drozce do domku ;-)))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
onlyania Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 22.09.02, 15:10 ulalka napisała: > powiedzial stary maluszek i podreptal po drozce do domku ;-)))))))) :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maryjo2 Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.09.02, 15:11 ale po drodze pozbierał kasztanki, bo to dobre na jesienny reumatyzm Odpowiedz Link Zgłoś
onlyania Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 22.09.02, 15:13 i jeszcze kotka upolowal, bo skorka z kota tez dobra na reumatyzm.... :) Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 22.09.02, 15:19 a zonka mu udziergala sweterek na drutach... ooops... ;-)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
onlyania Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 22.09.02, 15:24 sfeterek z drutow kolczastych????? :) Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 22.09.02, 15:29 h ehe... moze i z kolczastych.. choc mnie siem drut to z czem innem skojarzyl.. no ale jak sie czlowiek spotyka z dziecmi lat 14, to mu sie duzo rzeczy przypomina.. ;-)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... IP: *.dialo.tiscali.de 22.09.02, 17:31 Staruszek był jeszcze w sklepiku osiedlowym żeby zajebać aspirynkie na gorączkie i słoiczek miodu żeby z bimberkiem mieszać Odpowiedz Link Zgłoś
onlyania Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 22.09.02, 17:48 i wykopal przed jesienia z grzadki koper wloski, na dlugie, jesienne wieczory.......bo proboszcz wykupil ze sklepiku osiedlowego cala wiagre jeszcze na wiosne...... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maryjo2 Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.09.02, 20:20 proboszcz dbał tylko o parafian, żeby się nadmiernie w czas jesieni i zimy w łóżeczkach nie ogrzewali, od czego przybyłoby znów gąb do wykarmienia. Odpowiedz Link Zgłoś
0nly Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 22.09.02, 21:21 ale ze proposzcz osoba nie mogaca pozwolic na zmarnowanie sie jakiegokolwiek dobra, juz od wiosny wykorzystywal wiagre w celu zawierania scisleszych wiezi z parafianami na naukach katechezy w szkole, tudziez na naukach przedmalzenskich, gdzie demonstrowal na kobietach czego nie nalezy robic zeby gab do wykarmienia przybylo a mezczyznom pokazywal, co mozna robic, aby gab do wykarmienia nie przybylo......wielu parafian plci meskiej dzieki temu zapisalo sie juz wkrotce jako ministranci, coby wiernie sluzyc swojemu proposzczowi zarowno do mszy jak i po...... Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 22.09.02, 21:45 a ze proboszczowi siem spodobalo, to wkrotce zalozyl odmienne wyznanie i nadal mu nazwe zakonu swietego marcina ;-))))))))) no.. co jeszcze potrzebne staruszkowi? ;-)))) Odpowiedz Link Zgłoś
0nly Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 22.09.02, 21:46 no pewnie jakas laska, bo stara babcia juz nie daje rady..... :) Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 22.09.02, 21:59 0nly napisała: > no pewnie jakas laska, bo stara babcia juz nie daje rady..... > :) a z czego: z buku, czy z debu? ;-))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... IP: *.arcor-ip.net 22.09.02, 23:13 A skąd.Dziadkowi potrzebna terpentynka do smarowania plecków,a jak robaki się zalęgną w brzuszku to można walnąć setę i po robaczkach. Dziadek wybierał się jeszcze wieczorem do sklepu z przyrządami ogrodniczymi/nie mylić z narządami/aby zajebać gumowce na pluchę,pelerynkie na deszczyk i siekierkie maleńką całkiem,aby mieć na chuliganów oręż. Odpowiedz Link Zgłoś
onlyania Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 23.09.02, 16:18 siekierka przyda sie rowniez dziadkowi na babcie, jesli ktoregos dnia babcia wreczy mu laske zbuku, bo dziadek znow taki mlody nie jest. Babcia, wreczajac dziadkowi ta laske, przeprowadzi nastepujacy monolog, ktory to bedzie ostatnim monologiem babci: -ty, dziadek, masz laske stary, zbuku.... Dziadkowi w pewnym sensie bedzie na reke zgladzenie babci, gdyz wszystkie zimowe zapasy wszelakiego dobra jakim jest piwo, pozostanie tylko do dyspozycji dziadka, nie wspominajac juz o perspektywie spokojnych, zimowych wieczorow, bez zrzedzenia babci w kuchni i ciaglego jej narzekania na bole glowy i korzonkow.... Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 23.09.02, 16:47 a ze chlop bez baby zyc nie moze za dlugo.. wiec Dziadek przygrucha sobie Babcie - sasiadke, ta nie bedzie umiala gotowac ukochanych flakow jak nieboszczka, Dziadek zaplacze gorzko, a od tego powstanie nowy rodzaj browarka, a nazwa jego bedzie................ Odpowiedz Link Zgłoś
onlyania Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 23.09.02, 16:52 dziadek nie zaplacze gorzko, tylko wsadzi babci-sasiadce garnek z flakami na glowe i wykopie z chatki, po czym wyjmie z zamrazalnika mieso na kotlety i sam sobie ugotuje porzadne kolacje.....rzecz jasna odejdzie mu chec na flaki raz na zawsze....oraz na stare babcie tez..... Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 23.09.02, 16:57 i juz calkiem przerzuci siem na mlode laski.... brzozowe ;-)))))))))) ktore teraz bedzie czesciej nawiedzal, straszac spacerujace po parku parki ;-))))) Odpowiedz Link Zgłoś
onlyania Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 23.09.02, 17:11 biorac pod uwage, ze dziadek naprawde oblesny jest i stary, wcale nie wyjdzie mu to na zle, poniewaz napadajac parki, wszystkie dziewice beda mdlaly, a dziadek je myk, myk do wora, i bedzie mial na zimowe wieczorki dodatkowa atrakcje, oprocz piwa..... wor, rzecz jasna, zakupil dziadek w sklepie ogrodniczym, o czym nie wspomnial leziox, pewnie chcac zataic przynajmniej czesc prawdy o dziadku.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ulalka Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... IP: 195.116.200.* 23.09.02, 19:55 a bo wor nie lezy moze w kregu zainteresowan Lezia ;-))))) a dziad lubi ofiary ;-))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... IP: *.arcor-ip.net 23.09.02, 19:59 Dziadek w długie i zimne jesienne wieczory będzie siedział przy kominku,smażąc mięsko z oswojonej sarenki,która jeszcze do niedawna była ulubienicą dzieci w pobliskim parku.Nogi ogrzewać mu będą laski złowione do worka w parku,bo dziadek laskom naopowiadał że ma dużo pieniędzy i chociaż tak naprawdę nie ma wcale,to młodzież wierzy jakby i ogrzewa dziadka nadal.Potem na wiosnę dziadek wywali na zbity pysk z domu laski i zajmie się strzelaniem z kuszy do wróbli,chociaż często nie trafia,bo trochę niedowidzi i ostatnio udało mu się załatwić radiowóz policyjny jak też tramwaj nr.9,co jeździ w Aleje.Dziadek nie będzie już sobie załatwiał nowej babci,bo jesienią znowu będzie łowił młode laski w parku,a na razie wystarczy mu terpentynka i młoda z Rosji Walentynka co go też lubi,chociaż dziadek obleśny jest i stary. A to,że nie wspominam o wszystkich szczegółach dziadkowych,wynika z tego że o rodzinie mówi się tylko źle,albo wcale,no chyba się nie pomyliłem z tym przysłowiem. Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 24.09.02, 16:45 a ze Walentynka nie kumata troche, wiec przynajmniej dziadkowi nie truje.. za to dobrze wmasowuje terpentynke i robi dobrego grzanca ;-)))))) a jak dziadus zaczyna marudzic, to jeszcze i body massage potrafi pod pierzynka zrobic, bo tego ja nauczyli ;-))))))) tylko tak myslem, po co dziadusiowi tyle lasek brzozowych, jak ma skorke z kota...? ale co siem bedziem o szczegoly czepiac... ;-)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
0nly Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 25.09.02, 22:22 no bo te panienki robia mu te laski, i robia, to dziadek nie cham, i bierze jak popadnie.....zreszta dziadek juz niedowidzacy i skleroze ma, wiec nigdy nie pamieta, czy juz mial laske, czy potrzebna mu kolejna laska..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... IP: *.arcor-ip.net 26.09.02, 00:46 A ta skleroza i roztargnienie to dziadkowi od czasu stanu wojennego się wzięła bo wtedy dziadek chodził,cicho kaszlając,nocami po ulicach,zza rogu obrzucając granatami patrole zomowców i raz dostał kamykiem,co od huku z dachu spadł i potem to tak trochę się dziadek roztargniony zrobił,przynajmniej jeśli o laski chodzi.Co mu zresztą nie przeszkadza wcale w proponowaniu małoletnim dziewczynkom różnych dziwnych rzeczy,ale nikt nie wierzy że dziadek jeszcze może i policyja się nie czepia,a już niejedna małolatka dziadkiem się zdziwiła jakby tak trochę.No. Odpowiedz Link Zgłoś
onlyania Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 26.09.02, 00:53 policja sie nie dziwi, i pozwala dziadkowi na swobodne zabawy z maloletnimi, gdyz policja wie, ze dziadek tak jakby zdziecinnial powaznie od czasu kiedy dostal kamykiem w glowe, i ze dziadkowi juz same dziecinne psoty i zabawy w glowie, i nikt juz nie zwraca na to uwagi, gdyz kazdy siegajac do pamieci przypomina sobie te niewinne zabawy w doktora.....i wszyscy, nawet policja sie usmiecha, siegajac tak daleko w przeszlosc, zazdroszcac jednoczesnie dziadkowi tego uderzenia kamykiem w glowe.....ale coz, nie na kazdym dachu siedzi kamyk co spada od byle piardniecia...... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... IP: *.arcor-ip.net 26.09.02, 00:53 A dziadek miał dokładnie lat 80,był kiedyś w legionach Piłsudskiego oraz ekstremistą też był,chodził zgarbiony i kaszlający ten dziadek w ogóle. Mieszkańcy bloku twierdzili że w jego mieszkaniu dzieją się dziwne rzeczy,ale kto by tam wierzył pijakom,bo tylko tacy tam mieszkali oprócz naturalnie dziadka co raczej mało pił,a jeśli to tylko wyszukane koniaki francuskie i nikt nie wiedział,za co je dziadek kupuje.Zresztą na pytania dziadek nie odpowiadał i tylko śmiał się demonicznie,wzbudzając szelest grozy na plecach dzieci i dorosłych. Odpowiedz Link Zgłoś
0nly Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 26.09.02, 01:12 no coz, ten demoniczny smiech dziadka spowodowany byl niewatpliwie tym, ze dziadek z poblazliwoscia patrzyl na sasiadow, stojacych w kolejkach do sklepu na dostawe swiezego jabczoku po 3,50 za butelke, na zapisy oczywiscie bo inaczej bylo mordobicie i takie podobne....jak rowniez na wspomnienie o walesajacych sie juz od rana sasiaddow w poszukiwaniu butelek pod sklepem, coby na wymiane bylo, bo wieczorkiem nikt juz z sasiadow nie byl w stanie myslec o butelkach, bedac toczonym na trzecie pietro kamienicy przez zone, dzieci lub psa....... a dziadek zwyczajnie, zalozyl sobie biznesik, ktory polegal na tym, iz wszystkie malolaty, ktore juz sie znudzily dziadkowi, wymienial na granicy polsko niemieckiej na skrzynki koniaku.....malolaty rzecz jasna pierwszy sort kobitki byly, to brali je niemcy jak swieze buleczki, z pocalowaniem raczki u dziadka.....niemcy zreszta tez krecili na tym niezly interes, gdyz w kolejnosci przekazywali zuzyte juz nieco kobitki dalej, do niejakiej belgii, gdzie w walonskiej czesci belgi, pracowali specjalisci, ktorzy zajmowali sie przerobem malolat, zuzytych juz zreszta, na nawoz pod uprawe kopalni, ktore to kopalnie juz dawno zamkneli, wyrzucajac brudasow sciagnietych z okolicznych panstw afrykanskich na bruk, zeby mial kto stac na opustoszalych przez flamandow ulicach brukseli....wiadomo przeca ze jak taka kobite dobrze przerobic na nawoz, to niezly wegiel daje, a jak kobieta przez omylke zostala przerobiona na nawoz, nie pozbywajac sie wczesniej zlotego zeba, czy tez sztucznego oka, to od razu w belgi powstawal rumor, iz wlasnie nowa kopalnia zlota, tudziez diamentow zostala odkryta, ktore rzecz jasna jechalo nastepnie do antwerpi, a potem juz dalej w swiat..... Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 26.09.02, 16:45 i dzieki temu dziadek przysluzyl sie do wzbogacenia panstw sasiadujacych z jego ojczyzna, jak i krajow sasiadujacych z sasiadujacymi ;-))))) caly wiec proceder, przerabiania lasek na nawoz uchodzil mu plazem.. ale do czasu.. pewnego dnia Walentynka obudzila sie i uslyszala smiech piekielny... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... IP: *.arcor-ip.net 26.09.02, 17:58 To śmiał się maszynista lokomotywy parowej,mały Gienia,zwany też krokodylem,który po podpierdoleniu lokomotywy,przebył długą drogę z Syberii,zużywając 200 ton kradzionego też węgla,aby zobaczyć Walentynkę.Po drodze grzał siebie Gienia metanolem i nie poznał że dziadek jest stary i obleśny,tylko wziął go za jej kawalera i z zazdrości zamknął dziadka w piwnicy. Odpowiedz Link Zgłoś
onlyania Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 26.09.02, 19:53 ups, a to dopiero byla wpadka dla dziadka, z tym jego reumatyzmem, bo przeciez w piwnicy wilgotnawo jest z deka, nie mowia juz a zaliczniu przez dziadka kilkudziesieciu stopni schodow i wpadnieciu do beczki w ktorej kisily sie ogoraski na zime i zadlawieniem sie plywajacym w beczce, mlodym, choc dawno juz zdechlym szczurem..... Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 26.09.02, 20:57 a ze szczurek byl dobrze upasiony.. to dziadka na dobra chwile przytkalo.. siedzial i sie krztusil, ciagnac za ogon, zeby szczurasa wyciagnac.. potem przypomnial sobie, ze gdzies za beczka stoja butelczynki z pyffkiem, tym od Wali, co to mu zeszlego tygodnia nie smakowaly :-)))) teraz byly wyborne, do tego ogoraski.. a to spowodowalo, ze dziadek zapadl w sen dlugi i przyjemny, a byl on nastepujacy.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... IP: *.arcor-ip.net 26.09.02, 23:14 Szczurek dzięki piffku przeszedł dziadkowi gładko przez gardło i nabrał on nowej nadziei,bo wiedział on,że już z głodu tu na dole nie umrze,a i na reumatyzm rada się znalazła.Albowiem wygrzebał dziadek skórzane spodnie na motor z ochraniaczami,używanymi podczas jazdy na motocyklu podczas wojny w wehrmachcie,kiedy to dziadek trochę kolaborował i nałożył je,aby reumatyzmu nie zdenerwować.Potem wziął do ręki nóż i...nie,nie,nie pobiegł tak od razu na górę walczyć z Gienią krokodylem zwanym,tylko podszedł,cichutko kaszlając,do którejś z desek w drewnianej podłodze i w szparę między deskami wsadził nóż. Ukryta sprężyna ze zgrzytsm odsłoniła skrytkę w podłodze.Gdyby dzielnicowy Stanisław J.wiedział,co u spokojnego,starego człowieka leży w podłogowej skrytce,doznałby z pewnością nerwowego szoku lub przynajmniej palpitacji serca... cdn. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... IP: *.arcor-ip.net 26.09.02, 23:22 Staruszek z czułością spojrzał na gromadzone przez lata granaty,broń maszynową,miny p-panc.,kostki trotylu i składany moździerz dużego kalibru.Kiedy skończyła się wojna,dziadek chodził po lasach,zbierając porzucony sprzęt bojowy,bo,jak sam twierdził,nigdy nie wiadomo,jaki skurwysyn dorwie się do władzy,a wtedy się trzeba jakoś chronić samemu. Dziadzia z namysłem wyjął z ogromnej,kilkumetrowej sterty,leżącej pod ścianą i wyglądającej na suche siano,parę źdźbeł,rozkruszył je na stoliku,włożył proszek do szklanej lufki i podpalił,zaciągając się głęboko,a słodkawo-kwaśny zapach rozszedł się po piwnicy.Po powtórzeniu operacji dziadek podskoczył lekkko,jak tego już nie robił od lat,wybrał ze skrytki parę eksponatów,po czym delikatnie podszedł do drzwi. Tymczasem Gienia i Walentynka gzili się na wyrku dziadka,nie dbając wcale o ciszę,bo uważali,że nikt i nic nie jest w stanie zakłócić im spokoju...A o dziadku siedzącym samotnie w ciemnicy dawno zdążyli już zapomnieć,pijąc jego własne zapasy samogonki. Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 27.09.02, 12:41 a ze Wala i Giena nie slyszeli nic poza wlasnymi... oddechami ;-))) to tym latwiej przyszlo dziadusiowi przygotowanie do wysadzenia drzwi.. tym bardziej, ze na tym znal sie jak malo kto (w obecnym ustroju ;-))). Przygotowujac sie do usuniecia przeszkody w postaci drzwi, przysiadl jeszcze raz na beczce, pociagnal z lufki, wychylil pyffko, odspiewal sobie piosenke kolaborantow, po czym zdrzemnal sie, okrywajac swe reumatyczne kosci skorka ze szczura ;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
0nly Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 27.09.02, 15:00 Dziadek slodko drzemal z jakas godzinke i snil o przygodach swojego bohatera z lat dziecinnych, o ktorym czesto opowiadal mu jego dziadek, czyli dziadek dziadka.....Bohaterem tym rzecz jasna byl niejaki krecik, rozpierdalaka w kazdym calu.....ukochana przygoda byla oczywiscie ta, w ktorej krecik rozpieprzyl w drobny mak caly burdel, gdyz nie spodobala mu sie kretynka, bo za stara byla.....kretynka, w sensie laska krecia pracujaca w burdelu.... Rowniez i tym razem po raz hen, hen ktory snil dziadek o tym jak krecik rozpiernicza burdel....pelen entuzjazmu obudzil sie dziadek w pewnej chwli, zakaszlal, odplul co mu do ust nalazlo, zachrzakal, jakby sprawdzajac czy aby jego glos bedzie sie nadawal do osiagniecia wlasciwego poziomu chrzekotu, po czym dziadek wykrzyknal: - Ahooj, bede jak dzielny krecik, bo ja jestem przeca zawodowiec, tak jak i krecik!!!! W calym tym zamieszaniu zapomnielismy jednak wspomniec jak dziadek mial na imie, a dziadek mial na imie Leon.... - Ahooj, ja Leon zawodowiec jestem!!! - dziadek az podskoczyl z tego entuzjazmu, po czym znowu zakaszlal, potknal sie o walajace sie po podlodze butelki, walnal glowa o stojaca obok drabine, ktora zwalila sie na dziadka i pozostawila w nieprzytomnosci na kolejne kilka godzin...... Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 29.09.02, 11:42 nieprzytomny stan to poniekad stan permanentny u dziadusia, juz przywykl, ze po kilku flaszeczkach kwacha, odlata w niebyt. jest to stan o tyle przyjemny, ze nie wiadomo kiedy uplywa masa czasu, czlowiek nie martwi sie o to, co sie z nim dzieje i pieknych snow przybywa.. tym razem wszelako, stan ten dziadusiowi sie nie oplacil... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... IP: *.arcor-ip.net 29.09.02, 14:15 A nie opłaciło mu się,bo w tym czasie Gienia z Walentynką zaczęli sprzedawać sprzęty domowe,bo wódka kosztuje,a oni mogli wypić całe morze,nie wiedząc nawet w swojej bezbrzeżnej głupocie,iż u dziadka w piwnicy stoi aparatura.I to do pędzenia bimbru.Aparatura była tak wydajna,że mogła codziennie zaopatrzyć w gorzałę 10.000-czne miasto i jeszcze wystarczało dla samego dziadka,by chlapnął sobie parę setek po pracy.No ale niewiedza kosztuje. Dziadek z bolącą trochę czaszką wstał tym razem na dobre,powtarzając czynności opisane trochę wcześniej,bo w ogóle zapomniał przy uderzeniu o drabinę,że już to zrobił.Nie stało się już nic,co mogło go pozbawić przytomności,a dziadek mógł przystąpić do dzieła. Cicho kaszlając,umieścił przy drzwiach ładunek wybuchowy,w tym całym pośpiechu zapominając o odpowiednim dobraniu ilości C-4,bo z tym,co założył,mógł wysadzić nie tylko drzwi oraz do tego lokomotywę Gienia,ale jeszcze na dokładkę pociąg pancerny.Tyle że nerwy dziadkiem deko też trzęsły,bo czuł się zawiedziony młodzieżą,stąd ta drobna pomyłka. Tymczasem Gienia z Walentynką,po sprzedaniu dziadkowej z alkoholem,raczyli się wódką kupioną za pieniądze uzyskane po sprzedaży szafy,pieprząc się okazjonalnie. Gwałtowny wybuch,drzwi przelatujące nad głową Gieni jak gilotyna,łoskot tłukących się na terenie całego osiedla szyb,podmuch zrywający staruszkom peruki z głów i podnoszący im spódnice,oraz wrzask wystraszonych kotów i dzieci wstrząsnęły sumieniami ludzi mieszkających w okolicy domu dziadka. Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 29.09.02, 14:48 tym razem dziadunio przesadzil nieco... z drugiej strony, wreszcie sie ten caly wredny, otaczajacy go swiat zainteresowal, ze moze jest cos nie tak. jedna ze staruszek, wciaz jeszcze ze spodnica na glowie, ukazujaca swiatu swe oklaple wdzieki, ale za to w stringach, podbiegla do drzwi wejsciowych. Zobaczyla tam Giene, pozbawionego co prawda glowy, ale za to odslaniajacego swiatu cale swe meskie wdzieki, jak rowniez futro rodowe. Obok, z rozlozonymi nogami, spoczywala Wala, tylko nieprzytomna, czego nie mogla jej babunia darowac. spod gruzow wygrzebal sie tez dziadunio.. jego wzrok padl na bacie i wtedy wystekal.... Odpowiedz Link Zgłoś
onlyania Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 29.09.02, 15:06 hehehe...-wystekal dziadek,- kupe mi sie chce, bo mnie chyba te ogorki troche zaszkodzily...i ten halas jakis tez nie halo. Nie wiesz babciu gdzie tu zostal jeszcze jakis wychodek ze swieza dostawa Zycia Warszawy? Babcia oczywiscie, troche przytlumiona drobnym halasem jaki po raz pierwszy od czasu kiedy to calkowicie ogluchla nie zwrocila uwagi na dziadka tylko zwrocila sie ku czesciom Gieni, laseczka poruszala troche zwisajace narzady i zasmiala sie radosnie: -hehehe, takich zabawek to ja juz od czasow cara nie mialam, ale wiedzialam ze dnia pewnego niebo sie nade mna ulituje...po czym wyjela z woreczka zza biustonosza scyzoryk, odciela to co miala odciac, schowala do woreczka za biustonoszem, i radosnie slaniajac sie na lasce pokustykala w kierunku swojej chatki, liczac ze cos z niej zostalo, nie zwracajac uwagi na dziadka, ktory stal troche zdziwiony jednoczesnie przestawiajaac nogi, bo wciaz nie uslyszal odpowiedzi na swoje pytanie.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ulalka Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... IP: 195.116.200.* 30.09.02, 16:44 a ja sobie przypomnialam, ze dziadunio to wystekal: - Misia?? to Ty?? bo to byla jego milosc z lat szkolnych.. piekna niedostepna Misia, nadal wyzywajaco ubrana, nadal miala zamglone spojrzenie (wiec ani chybi nadal trabila kwasy w duzej ilosci ;-))) i tak to wybuch sprowadzil na dziadka przeklenstwo w postaci Misiuni ;-)))) Odpowiedz Link Zgłoś
onlyania Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 30.09.02, 16:54 niestety, ani dziadek, ktory mial skleroze rzecz jasna bo mu kamyczek z dachu na glowe padl dnia pewnego, ani babcia Misia, ktora chlala kwasy w takiej ilsciach ze w glowie przelewaly sie juz tylko zwiazki siarki, nie mogli pamietac nic z czasow szkolnych, a juz na pewno nie mogli pamietac co to niby ta milosc jest, bo rzecz jasna w tym wieku czlowiekowi do niczego potrzebna nie jest, no chyba ze ma sie wnuczki, to zeby je kochac i ku ich radosci pelnia milosci butelkami w nie rzucac, coby sie nie czepialy dziadkowinej (tudziez babcinej) renty...... Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 30.09.02, 16:59 cios ich jednak do sibie ciaglo... Dziadunio odkaszlnal byl.. wstal, tupnal oficerkami dla strzepniecia kurzu, sklonil sie chwacko i rozpoczal swoja przemowe... Odpowiedz Link Zgłoś
0nly Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... 30.09.02, 17:16 tzn. chcial rozpoczac, no ale w pewnym momencie znow przypomnial sobie o tym, ze ogorki go przepedzily, i na gwalt potrzebuje sobie ulzyc...poniewaz nie bylo w poblizu juz zadnego wychodka, ktory bylby sie nadawal, pokickal dziadek za ruiny swej chatki, zrobil co nalezalo. poczyl usmiechniety i odprezony mogl rozpoczac przemowe..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: jesien idzie.. nie ma rady na to... IP: *.arcor-ip.net 04.10.02, 16:59 Tylko że nagła myśl,jak błyskawica przypomnienia,przeleciała dziadkowi przez głowę,iż przecież w szkole Misia puszczała się z każdym innym kapciem oraz woźnym,ale tylko z nim nie chciała tego robić,chociaż inni już ją dawno zaliczyli.Jakoś ta wizyta za potrzebą pomogła mu zorganizować się trochę.Warknął więc nagle do trochę zaskoczonej babci: -Spierdalaj!-po czym,po odgruzowaniu resztek mieszkania,wytoczył z piwnicy ciężki, poniemiecki motocykl BMW-Sahara z koszem i popędził z okropnym warkotem przez miasto po piwo do hurtowni,gdyż znowu przypomnieć mu się udało,że piwka braknie w piwnicy.Dziadek niespecjalnie,w przeciwieństwie do innych mieszkańców,przejmował się utratą mieszkania,gdyż jeszcze w latach 50-ch za sporą łapówkę,dał piwnicę przerobić na całkiem zgrabny schron przeciwatomowy i chociaż zagracona trochę piwnica była,to nie straciła dotąd nic ze swoich funkcji.Fakt,że dysponowała kilkoma piętrami położonymi pod sobą,też jakoś mu poprawiał humor. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 0194 ... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.02, 02:59 ... I tak pruł przed siebie. Uliczny gwar, odgłosy miejscowej kapeli [uderzenie serca] zlewały się ze sobą i mieszały z szumem krwi w naczyniach. Rekalma..., druga reklama..., [uderzenie serca], trzecia reklama. Do przodu, rwał do przodu. By nie zatrzymać się ani na chwilę. Człowiek z grillowaną kiełbasą. Nie potrącić. Gdzieś przed nim majaczyła już wściekle-seledynowa bryła hurtowni [uderzenie serca]. Jeszcze tylko trzy skrzyżowania. Pierwsze... [uderzenie serca]. Drugie... [uderzenie serca]. Słońce. Oślepiające słońce... Jakiś niespieszny przechodzień wypełniony straszliwym lękiem - ten, który szuka po ulicach, zaglądając w okna i oczy, ale nie wie kogo szuka, więc nikogo nie znajdzie. Oczy dziadka nie skrzyżowały się ze spojrzeniem nieznajomego. Wtem... ni stąd, ni zowąd... zgiełk. Tłum. Całe plejady charakterów, poruszające się we wszystkich zaułkach ze zwinnością ryb w odmętach oceanu. Prostytutki na rogach ulic, nożownicy... Wszyscy. A pośród tego wszystkiego - pośród tłumu i tych, których tłum stworzył - jedzie on. Jedyny z tych ludzi na ulicy dla którego ta droga jest jednocześnie celem... [kaskada olśnień]. Jedyny z tłumu w pełni świadomy, swego losu... Minął trzecie skrzyżowanie, hurtownię... [CO?! Czyżby przejechał mimo? Można by ująć to w jednym słowie "objawienie". Z pewnością nie stało się to za sprawą fugi Bacha rozbrzmiewającej niemal krystalicznie (asz, ten dźwięk silnika!) w dzownku jego komórkowego telefonu...]. Pruł przed siebie. A myśli w czaszce kołowały coraz bardziej bezwładnie... pozbawione regularności okręgu, po jakim zazwyczaj krążą :) [uderzenie serca]. Ostre igiełki pod powiekami i ciepło... Ta cienka linia rozpięta między Światłem a Cieniem. [kaskada olśnień] A skoro cyborgi tworzą naszą ontologię, to stąd również musi wynikać nasza polityka - pomyślał dziadek! :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: ...dalszy ciąg IP: *.arcor-ip.net 05.10.02, 17:07 -Ale grzyb z cyborgami-pomyślał szalony biker.Jego pomyłka stała się faktem.Dziadek przejechał obok hurtowni i dopiero teraz,zrozumiawszy swój okropny błąd,depnął po hamulcach,aż zarzuciło całym motocyklem.Przerażeni kierowcy aut,co dopiero pospłacali 1/4 kredytu za swoje lśniące limuzyny, rozpierzchli się na wszystkie strony,jak stado much poganianych końskim ogonem,aby nie uszkodzić pieszczonych metalowych dzieci kolizją z maszyną dziadka. Nawet ford mondeo,należący do organów,wpadł w okoliczne pojemniki na śmieci,co akurat w tym wypadku nie bardzo się opłaciło,bo wóz musiał potem być poddany kasacji,a za przewinienie wyrzucono naturalnie komendanta. Dziadek,niezrażony zamieszaniem,jakie wybuchło na skrzyżowaniu,przejechał na przełaj przez trawnik i klomby z późnymi astrami/nie mylić z oplem/,przeciął chodnik i drogę dla rowerzystów,wypłoszył paru meneli pijących kwachy pod sklepem, doprowadził do dzikiego wrzasku mamę i jej 5-ro dzieci,idące z przedszkola,a potem,zjeżdżając po ruchomych,nieczynnych już od lat schodach,wylądował dokładnie na wjeździe do hurtowni,gdzie zaraz zaparkował z fasonem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ulalka Re: ...dalszy ciąg IP: 195.116.200.* 05.10.02, 17:54 tam nabyl kilka skrzynek browca, tylez kwachow, co skrzynek, przyjrzal sie przyjaznie mlodej sprzedawczyni, zagladajac jej dyskretnie za dekolt i ze zdziwieniem odkrywajac tamze kilka wlosow, ktore dlugoscia dorownywaly jego wlosom na klacie ;-)))) jego takt blyskawicznie ulotnily sie, nie wytrzymal i zapytal: -ekhem... nie masz jakiegos kremu depilujacego?? po czym wytaszczyl swoj naboj, pozostawiajac sprzedawczynie przytkana, w kolorze roz, jakie zostawil jej tego ranka na stole tajemniczy wielbiciel (mocny roz...).... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 0194 ... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.02, 20:00 Ba! Ale dziadek tematu z ekspedientką nie podjął. Szkoda. Strata to niepowetowana. Zgarnął, skubany, zgrzewki z piwkiem i... nonszlancko zatrzasnął metalowe wrota hurtowni. Wtem... łubudu! Matko Boska! Wyrżnął nosem o glebę i siknęło krwią. I tak, bez niczyjej intencji, grecki nos dziadka przemienił się w bokserski kulfon. No no... upominają się pewnie o mnie... - pomyślał.., widząc wypadającą protezę, która "rozkwasiła" się na dobre [momentalnie komponując się z tłem gruntu]. Podnosi się. O PSIANOGA! Kostka przy każdym ruchu strzela suchym trzaskiem. Jest cierpliwy. Wyczekuje. Ból nie mija. Wygrzebał kawałek lustra i scezy doń scęki. O żesz, nadwyrężone kawałki protezy nie nadają się nawet do recyclingu... .. - Panie! - zaryczała ekspedientka - było, minęlo! .. Dziadek ruszył żuchwą i dopiero teraz zdał sobie sprawę, ze pzeciez nie będzie z ekspedientką prowadził rokowań w sprawie tak istotnej jaką jest scerba na honoze... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: ... IP: *.arcor-ip.net 09.10.02, 00:48 Hej-więcej szacunku dla dziadka proszę!Ty,zero cóś tam,nie uszkadzaj seniora za często,bo on i tak przez życie poszkodowany,please! No,a teraz dalszy ciąg... Zajrzał więc dziadek,bez zwlekania ale i bez zbędnego pośpiechu do osiedlowej dentystki,co przechowywała szczęki sztuczne kupione w cenach hurtowych od grabarzy z pobliskiego cmentarza i zaraz dobrał sobie na poczekaniu jeszcze ładniejszą szczękę niż miał poprzednio.Dentystka wprawdzie radziła mu,żeby przed noszeniem wygotować ząbki w rozpuszczalniku,ale dziadek tak był uradowany nową żuchwą,że założył ją sobie zaraz na szczękę i przestał zaraz seplenić.Dla próby rzucił zaraz kurwą i chujem,co zabrzmiało nad wyraz poprawnie,aż pracujący na czarno u dentystki Rosjanie spojrzeli z wyraźnym uznaniem na dziadka. Po zapłaceniu 14 zł,50 gr za nabytek,popędził dziadek zaraz z powrotem do hurtowni,gdzie zapakował do kosza motocykla skrzynki z piwkiem i parę zgrzewek,gdyby młodzież przyszła,co z puszki lubi popijać i z fasonem zapuścił silnik motóra.Zagrzmiało w zaułkach hurtowni,tynk posypał się ze ścian,a dziadek nacisnął sprzęgło i wrzucił pierwszy bieg. Odpowiedz Link Zgłoś
czarowna_ica Re: ... 09.10.02, 19:20 dojazd do domu, zajal mniej czasu dziadusiowy, niz droga w kierunku przeciwnym. tamze czekala juz wyzej wspomniana mlodziez, ktora zajela sie juz odgruzowywaniem terenu. Dziadeczek usmiechnal sie z uznaniem i zaczal roznosic "prowiant" tymze czym predzej. praca wrzala do poznego wieczora, kiedy to interweniowala policja, na wniosek sasiadow. wtedy to, dziadus rozpalil przy ruinie ognisko, wyciagnal z plecaka kielbase, ponacinal fachowo i nabil na uprzednio zastrugane patyki. mlodziez rozsiadla sie wygodnie, a i panowie policjanci przylaczyli sie od razu.. zapowiadal sie mily wieczorek i dluga noc. nieopatrznie jeden z mlodziakow napomknal cos o kobitkach.... ps. ach jak siem cieszem, ze jest ktos kto broni naszego Dziadusia... ;-)) buziaczek Leziu :-))** Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: ... IP: *.arcor-ip.net 09.10.02, 22:48 Jednemu z policjantów rozpaliły się oczy i błysnęły dziko w podwórzu,na samo hasło "kobiety".Potem,z zaślinionymi wargami,wyszeptał,że on wie i zna taką Józię,co lubi balety,a jego kolega pośpieszył zaraz z adresem Zosi z dzielnicy fabrycznej.I tak rozpętała się giełda możliwych do poderwania za parę groszy,chętnych panienek.Młodzież,z wypiekami na policzkach,przysłuchiwała się z ciekawością,a jakiś uczeń z pryszczatą twarzą gorączkowo zapisywał w notesiku namiary kurewek,bo nigdy nie wiadomo,co może się przydać w przyszłości. Dziadek,cicho chichiocząc i gadając do siebie coś w sensie: kurewki,hihihi,kurewki,dobre som kurewki,a co to są kurewki?-bo chyba znowu zapomniał,po co one właściwie żyją na tym ziemskim padole,otwierał kolejnego browarka i wlewał w siebie zawartość,ciesząc się z osiedlowej balangi. Ognisko,podsycane szczątkami rozwalonych przy wybuchu mebli sąsiadów oraz starymi szmatami,walającymi się wokół,płonęło równo,a płomień wesoło buchał na wysokość drugiego piętra pozostałego w jako takim stanie pobliskiego budynku administracji bloków mieszkalnych. Młodzież.podpchocona browarem,napierdalała się po ryjach,starsi patrzyli z rozbawieniem na zakrwawione mordy małolatów,policjanci opowiadali zdarzenia ze służby,a dziadek nie opowiadał nic,bo dolewał do motocykla benzyny,którą kupił przed chwilą po śmiesznej cenie od ruskiego kierowcy ciężarówki,jadącego na zachód z tajemniczym ładunkiem.Dziwne,zielonkawe światło przebijało przez ściany kontenera,a gdy się tam kto zbliżył,to miał radochę,bo mógł prześwietlić się na miejscu i za darmo.Ot,taki trochę dziwny ładuneczek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ulalka Re: ... IP: *.chello.pl 11.10.02, 21:28 kiedy do swiatla zblizyl sie dziadunio, nagle wrocila mu pamiec. pod nogi potoczyl mu sie notesik malolata, wsunal go w kieszen i porzucil rozbawiona kompanie.. wsiadl na motor i sprawdzil najblizszy adres w notesie, po czym wystartowal.. niestety, kiedy tylko oddalil sie od zbawiennego wplywu poswiaty, ponownie wszystko zapomnial i kiedy dojechal do Jozi, juz znow nie wiedzial do czego sluza kurewki... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: ... IP: *.arcor-ip.net 19.10.02, 23:49 Targnięty jakąś dziwną wizją,pojechał dziadek nad rzekę,nad którą kiedyś spędzał swoje młode lata,a teraz zachciało mu się,nie wiadomo dlaczego rybek,pieczonych na ognisku.Wyjął więc z małego zawiniątka w koszu motocykla poniemiecki granat trzonkowy,wożony zawsze ze sobą na wszelki wypadek i odkręciwszy kapselek,szarpnął za sznurek,tym samym odbezpieczając granat i szerokim łukiem cisnął granat w kierunku wody. Traf chciał,że gałęzie rosnącego tuż nad wodą buka,odbiły granat jak na sprężynie,kierując go dokładnie do kurnika gospodarza,mającego swoje obejście zaraz nad wodą. Pierdolnęło,błysnął ogień jak w piekle,a odłamki posiekły gałęzie drzewa tuż nad głową dziadka,co dziadkowi w niczym nie przeszkodziło,bo pod >Stalingradem bywało gorzej. Na podwórko,wywalone podmuchem z kurnika,wysypały się kury-nieboszczki,które dziadek,przypomniawszy sobie lata wojny spędzone po drugiej stronie właściwych wojsk,zaczął zbierać i wrzucać do kosza motocykla,rezygnując z rybek,z zamiarem zawiezienia łupu na ognisko osiedlowe. Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: ... 20.10.02, 11:28 transport dojechal szczesliwie, ale w chwili, kiedy dziadunio dojezdzal do ruin swojego domku, ognisko juz przygasalo. cala kompania niemal juz zebrala sie do odwrotu, zwlaszcza, ze switalo. mlodziez jeszcze dziarsko przytupywala, ale juz bylo widac, ze nie dlugo padna na dzioby i tyle z nich bedzie pozytku. dziadunio spojrzal na przywieziony w koszyku towar, pomyslal, ze gdzies tam pod gruzami moze uchowala sie lodowka, ale umknelo mu, ze potrzebny jest jeszcze prad.. rozpoczynal sie nowy, piekny dzionek... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: ... IP: *.dialo.tiscali.de 28.10.02, 23:39 A coś z kurkami trzeba było zrobić i dlatego,niewiele myśląc,wrzasnął dziadek na całe osiedle: -Luuudzie!Kury przywiozłem,za darmo daję!! I nim którykolwiek z zasypiających małolatów się obejrzał,już wielka kolejka,ciągnąca się do horyzontu stała przed seniorem i każdy prosząco wyciągał spracowane ręce,aby dostać chociaż jedną kurę,marząc o kurczaku pieczonym na ognisku. Dziadek wlazł z pewnym trudem na kosz motocykla i rzucał raz po raz kury w tłum,a gawiedź łapała je w locie,bijąc się o poszczególne piórka. Potem,po rozdzieleniu kurzych trupków i wygaśnięciu ostatnich bójek,rozpalono wiele ognisk na dzielnicy i zaczęła się wczesnoranna fiesta. Nikt nie myślał o tym,aby iść do pracy,wielu skoczyło do sklepu cukierniczego po kwachy,żeby lepiej kury przez gardła przechodziły i każdy pił zdrowie dziadka,dobroczyńcy osiedlowego,bo w sumie nikt nie wiedział,że zamiana osiedla w zgliszcza to była seniora zasługa.No ale po co była tym ludziom taka wiedza potrzebna,kiedy niektórzy z nich nie rozumieli nawet,że jeszcze istnieją,pogrążeni w codziennym bagnie złożonym z dyngolenia,awantur,wyroków sądowych,ich odsiadywania i wracania na łono osiedla i tak w kółko. Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: ... 29.10.02, 16:02 impreza wczesnoporanna rozwijala sie dobrze, dziadus podspiewywal pod nosem, sam tez patroszac kurke i przygotowujac ja na obiadek. ani sie chlopak obejrzal, a minelo poludnie. oblepil zwierzatko glina, umiescil w zarze.. wtedy, poczul, ze spelnil jakby obywatelski obowiazek i kimnal sobie ;-)) znow mial sny o potedze... ;-))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: ... IP: *.arcor-ip.net 29.10.02, 21:58 Znowu przyśniły mu się piękne,pomalowane na zielono motocykle,którymi wraz z kolegami jeździł dziadek zwiedzać obce kraje w celu nawrócenia ich mieszkańców na porządek i dyscyplinę.Tylko w obcych krajach nie każdy rozumiał dziadka zapał i w końcu dziadek ledwie wyszedł z życiem,wylatując z motorem na minie,a potem to już dziadek nie wiedział co się stało,bo się obudził jako rencista. Czknął nagle potężnie i pierdnął,aż z pobliskiego drzewa,zatrute wyziewami,pospadały golębie,wstał,bo wydawało mu się,że już się wyspał,albo zapomniał że był śpiący i doszedł do wniosku,że trza by skoczyć na miasto i zakupki zrobić do spiżarki,znaczy podpierdolić znowu parę rzeczy ze sklepu,bo wydawało się dziadkowi znowu,że on nie musi w sklepach płacić,jako rencista,ale tak na wszelki wypadek chował dziadek ukradzione towary do długich kieszeni, wszytych pod skórzany płaszcz oficera wehrmachtu z odprutymi dystynkcjami. Drzwi supermarketu otworzyły się gościnnie i same przed dziadkiem,chociaż pewnie lepiej by było,gdyby zostały zatrzaśnięte na głucho... Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: ... 30.10.02, 21:37 widok jaki dziadus zastal nastrajal wszelako optymistycznie - dlugo ciagnace sie pole.. nie, nie minowe tym razem, tylko produktow umieszczonych uroczo na polkach sklepowych. dziadus nie mial duzych wymagan, wiec skierowal sie od razu do browarka. i tu czekalo go spore zdziwienie..! nie bylo jego ulubionego trunku, ulubionej marki!.. hanba.. zaklal szpetnie po francusku (bo dziadus byl wyksztalcony, tylko o tym zapomnial, ale w dalszym ciagu kiedy mial cos drastycznego do powiedzenia, to uzywal jezykow obcych) i poszedl do polek z innymi trunkami.. mhmm.. pomruczal znow niejasno.. znal ten sklep, ale jakoby go nie znal.. cos mu tu nie gralo... Odpowiedz Link Zgłoś
onlyania Re: ... 30.10.02, 21:56 no myslal ze do polek, bo to wcale polski nie byly bo cos jakby po pierwsze primo nie gadaly po polskiemu, po drugie primo, byly cos jakby za kolorowe.......o chuj!- niby zaklnal dziadek, ale to wam sie tylko wydawc moze, bo tak faktycznie zacial sie dziadek przy powitaniu owych niewiast, bo jako czlowiek obyty wiedzial, ze taka ilosc kolorowych kobiet (czytaj murzynek) moze sie zdarzyc tylko w jednym kraju, w ktorym bezwzglednie milym powitaniem jest dodanie do owczesnie panujacej pory dnia slowa "chuje".... -Gdzie jest chuje Warka's!!!! (zapomnial bowiem dziadka, ze jak juz mowic po zagramanicznemu, to calym zdaniem, a nie wtracanie jakis tam wulgaryzmow = czytaj slow zapozyczonych z jezyka obcego, powinnien poprawnie powiedziec "dobra Warka") i dopiero wtedy zorientowal sie dziadek ze chyba ta jego maszyna cos za bardzo przyspieszyla tempa, albo ze zasnal i w zapale przejechal jakby cos za daleko do tego pobliskiego marketu......no albo mu sie to tylko wszystko przysnilo rzecz jasna.......... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: ... IP: *.arcor-ip.net 31.10.02, 22:34 Nagle!Jak coś nie przyjebie dziadziusiowi w głowę!Marzenia o podobojach Belgii w latach 40-ych prysnęły jak mydlana bańka.Dziadek zatoczył się,wpadając na stertę pieluch marki Pampers,stoczył się po niej,przejechał po śliskiej podłodze i wylądował z posiniaczoną i trochę krwawiącą głową prosto u kierownika marketu,który właśnie prowadził wykład dla swoich pracowników na temat ludzkiego traktowania bydła pod tytułem klient. Chcąc zaimponować podwładnym,podniósł kierownik dziadka z ziemi,otrzepał z kurzu,a jakaś zgrabna i przytomna kasjereczka skoczyła na zgrabnych nóżkach po materiały opatrunkowe,żeby dziadek widział,że tu się o niego dba. Kierownik posadził jeszcze nieco otumanionego dziadka na swoim fotelu,a kasjereczka wzięła się za opatrywanie dziadkowej głowy,co temu się nawet całkiem spodobało i od razu włożył swoje spracowane ręce do majtek kasjereczki. Ta ostatnia udawała,że nic nie zauważyła,nie chcąc się narazić kierownictwu i dalej opatrywała dziadka,tylko trochę teraz szybciej oddychając. Palce dziadka wędrowały tymczasem po wszelkich wartych odwiedzenia miejscach kasjereczki,schowanych normalnie za majteczkami,aż w końcu kasjereczka wyryczała jak tyranozaurus w rui: -Panie,coś pan,nie przestawaj pan,ja panu kurwa głowę muszę opatrzyć!! Po czym wstrząsana spazmatycznymi drgawkami,dokończyła kasjereczka opatrywanie głowy dziadka i z dziwnym,zamyślonym uśmiechem odeszła na swoje miejsce,aby dalej się kursić. Reszta kursantów poza leniwym spojrzeniem w kierunku kasjereczki,podczas kiedy wydawała ona z siebie zwierzęcy ryk,nie raczyła chyba nawet zauważyć,co się stało. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: ... IP: *.arcor-ip.net 31.10.02, 22:47 Kierownik marketu,myśląc zaraz,że dziadek po tak strasznym wypadku zacznie się ubiegać o milionowe odszkodowanie,mrugnął tylko na swoich pomagierów,szepcząc coś im na ucho,a oni zaraz skoczyli do wnętrza sklepu,ściągając z półek co wartościowsze produkty,na czele z koniakami przedniej jakości i paroma buteleczkami piwka na zagrychę,po czym wszystko to rzucili u stóp dziadka,a kierownik odezwał się w te słowy: -Proszę pana,nasza firma chciała jakoś panu wynagrodzić straty moralne,jakie pan poniósł przez swój wypadek u nas.Dlatego wszystko to,co tu leży,należy do paan,tylko niech pan tu jeszcze podpisze,że nie ma pan do nas o cokolwiek pretensji i nie będzie pan nas podawał do sądu... Dziadek spojrzał na kierownika chytrym spojrzeniem chłopa pańszczyźnianego i powiedział: -Nie podpiszę,kurwa... Kierownik,myślący,że z dziadkiem łatwo sobie poradzi,zaniemówił i zapytał tylko: -No jak to?tyle dobra wszelakiego...?Nie chce pan?Przecie za darmo... Na co dziadek: -W Ameryce to byśta już zbankrutowali jakbym was do sądu podał.A tu mogę was oszczędzić,ale pod warunkiem dożywotniego wybierania sobie z półek tego,co bym chciał raz w tygodniu,znaczy alkohole też,żeby nie było,że litości nad wami nie mam.No i kasjereczka mogłaby czasem do mnie przyjść do domu,jakby co. I tak wymieniał jeszcze dziadek swoje warunki,sam nie wierząc w ich spełnienie,ale oto,kierownik,zmnieniający jak kameleon,kolory twarzy,wysyczał: -Dobra.Zgadzamy się.Raz w tygodniu za darmo i kasjereczka,pani Zosia u pana w domu... Kasjereczka jakoś wcale nie oponowała przeciwko przewidywanym nadgodzinom,a dziadek,skończywszy tyradę,powiedział,że dzisiaj przecie jest pierwszy dzień darmowego zaopatrzania się i zniknął w sklepie,jeszcze nie całkiem wierząc,że ochroniarze przy wytaczaniu pełnego wózka z produktami,nie odstrzelą go jako szkodnika. Ale nic takiego się nie stało i dziadek,będąc już poza sklepem,w trakcie zapełniania kosza motocykla dopiero teraz uzmysłowił sobie,jaki ubił interes. Bumagę od kierownika schował głęboko do płaszcza,po czym ruszył na osiedle, posprzedawać trochę towaru,bo przecież sam nie potrzebował tego wszystkiego. Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: ... 01.11.02, 19:06 uderzenie w glowe wrocilo dziadusiowi pamiec. to, co zdzialal kamyczek w przeszlosci, teraz naprawil nagle przypadek w supermarkecie. dziadus poczul ulge niejaka, jakies takie nagle poczucie, ze cos odzyskal, rozluznil sie i jazda na motorze do domu sprawila mu prawdziwa przyjemnosc. dodatkowo pamietal, ze juz wkrotce czeka go wizyta Krysi - kasjereczki, z czym wiazal nadzieje na mila przyszlosc.. nagle przypomniala sie mu babcia... przypomnialy mu sie teraz same dobre ich wspolne chwile (w koncu nie bylo ich tak duzo, nie musial az tak wysilac pamieci.. ;)) taaa... Krysia moze byc nawet lepsza, niz babunia.... ;)))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: ... IP: *.arcor-ip.net 05.11.02, 23:26 Wprawdzie babcię podświadomie wspominał dziadek nadal jako starą kurwę,nawet po odzyskaniu pamięci,ale teraz,kiedy seks nie był już dla niego tak ważny jak kiedyś i potrzebował go najwyżej 5 razy w tygodniu,jakoś inaczej patrzał na babcię.Nie traktował jej już jako obiektu pożądania,bo lepiej było pożądać młode dziewczyny niż babcię ze skórą o konsystencji przywiędłej pomarańczy,na które to wspomnienie rzucił dziadek profilaktycznego pawia za lewe ramię. Tyle że tak naprawdę,to pomyślał dziadek,że na razie skoczy pod budkę z piwem,a potem,jak się nagrzeje,to sobie wyjaśni kilka spraw,które mu się nagle przypomniały.Zapuścił więc silnik swojego BMW i ze straszliwym rykiem silnika wypadł z bramy,powodując zaraz korek złożony z kolizji tramwaju,autobusu i furmanki z Grójca,wiozącej prosiaki na targ,które to prosiaki z kwikiem rozbiegły się zaraz po ważnych instytucjach,budząc radość gawiedzi i rozpacz ważnych urzędasów.A kierowcy uczestniczący w kolizji zaczęli rozpijać bimber,też wieziony na targ,żeby uspokoić nerwy. Pod budką z piwem wielkiego tłoku nie było,czemu nie należy się dziwić,bo większość klienteli leżała już najebana po okolicy,więc kto miał się tłoczyć. Dziadek wychlał na szybkiego jedno piwko,potem drugie,pogadał z cycatą bufetową,którą kiedyś znał ale zapomniał a teraz sobie przypomniał,że ją znał i przypomniał sobie też,że pożyczał paru osobom spore sumy pieniędzy za pokwitowaniem,a już wiedział,gdzie są też pokwitowania,więc otarł usta z pianki,poprawił trzecim piwkiem i popędził,co koń mechaniczny wyskoczy do swojego domostwa w schronie przeciwatomowym,aby tam przejrzeć sterty papierów,do których do tej pory nie przywiązywał jakoś wagi. Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: ... 06.11.02, 14:11 i tak to, mimo, ze babcie i dziadki sprochniale wiedzom swoje i twierdza, ze tak naprawde supermarkety nie sa potrzebne i ze to konkurencja dla pani Jasi z osiedla...., dziadusiowi tym razem posluzylo to miejsce i to - jak widac - solidnie.. pamiec to jednak skarb :)) po powrocie do domu, a raczej do jego resztek, tudziez rozbitego namiotu w poblizu, dziadus wygrzebal poniemiecka latarke wojskowa. potem odszukal jeszcze saperke, a nastepnie zajal sie pracami gorniczymi. w poblizu kominka stala kiedys etazerka, w ktorej to byla skrytka, gdzie spoczywaly wszystkie niezbedne dziadusiowi dokumenty. weksle tez tu byly. podpisy byly kompletne. problem zaczal sie, gdy dziadus zauwazyl, ze adwokat, ktory potwierdzal za zgodnosc, niezyje juz od 30 lat.. dziadus pomyslal.. mhmm.. zaraz, zaraz.. jego syn tez chiba zostal prawnikiem!.. i w tym momencie uslyszal na gorze, nad soba slodki mlody glosik, wolajacy: - prosze pana, prosze pana! to ja, Krysia! gdzie pan jest?? Odpowiedz Link Zgłoś
0nly Re: ... 06.11.02, 19:47 no ale rzecz jasna wlasciwe skarby dziadka, czyli te wlasciwe dokumenty o zupelnie niezlej wartosci znajdowaly sie w bunkrze, tak sobie dziadek przypomnial, wiec udal sie do ulokowanego pod eks-chatka bunkra, uzywajac tajemnych kodow, i mylac sie przy tym wielokrotnie (choc i tak dziadek niezly byl, bo w koncu do bunkra sie dostal), a tam skierowal sie do sali glownej bunkra, gdzie jak sobie dziadek przypomnial tylko jakies wazne dokumenty i rzeczy sie znajdowaly, no i troche drobnej sztuki tzw, czyli malarstwa drobnych artystow, w stylu Picasso, Rubens (to jego ulubiony), i jeszcze kilka takich drobnostek sie znajdowalo.......tam, w owej sali od razu sobie dziadek pzrypomnial gdzie sejfa mial, a mianowicie za oryginalem Mony Lisy, bo akurat nie mial czym innym tego sejfu zakryc, coby za ciezkie nie bylo do zdejmowania za kazdym razem gdy dziadek chcial cos wrzucic tam, wiec budzac sie ktoregos dnia w Luwrze bo przez przypadek zdrzemnal sie tam zmeczony po calonocnej zabawie z paryzankami, przypomnial sobie (a mial wowczas kilka nowych dokumentow dosc istotnych w kieszeni), ze musi cos zabrac na zakrycie owego sejfu, wiec zabral to co mu sie pod reke nasunelo, i lekke bylo..... po udaniu sie rzecz jasna do sejfu, cos znowu stalo sie dziadkowi z pamiecia, i za nic nie mogl sobie przypomniec daty swoich urodzin, co to kodem do otwarcia bylo sejfu.....spocony dziadek mysla i probowal, ale nic........troszeczke sie zdenerwowal dziadek i wrescie podkurwiony prawde mowiac wykrzyknal: no, kurwa zes, otworz sie chuju", na co niespodziewanie sejf otworzyl sie automatycznie na oscierz......no bo zapomnial dziadek ze alernatywa dla zamka z kodem bylo haslo na glos wymawiane.......no, i tam mial dziadek wrescie dostep do swoich szczegolow, czyli czarnej teczuszki z cala jej zawartoscia....... i wtedy znow przyszla mu do glowy mysl o adwokacie, co to nadzorowal, no i dziadek skojarzyl, ze jak on glupi dziad moze wiedziec ze ow adwokat nie zyje, skoro conajmniej przez ostatnie 70 lat dziadek mial skleroze, i nic pamietac nie mogl, a juz na pewno tego, czy Stefan, ow adwokat diabla, niezly do buteleczki, zyje czy tez nie zyje..... postanowil wiec dziadek zadzwonic jak odnajdzie numerek do Stefana, coby sie przekonac, czy stefan zyje czy nie, no i czy ten jego gowniarz tez zostal adwokatem czy tez nie, no ale na pewno zostal, bo kto inny w tym kraju dostaje sie na aplikacje i ja zdaje jak nie dzieci adwokatow, wiec nawet jak stefan nie zyje juz, to moze to co wyroslo z synalka, nada sie do przynajmniej odwiedzenia w celu wypicia czegos konkretnego, koniaczka czy cos, bo rzecz jasna odzyskiwaniem dlugow to dziadek spokojnie sam zajac sie moze, no ale z koniaczka cos zrezygnowac nie chcialby, bo w tym pieprzonym kraju to koniaki cos wysoko stoja, a zapas koniaczkow dziadkowych, tych co dostawal od celnikow germanskich za dostawe panienek na zachod, tych co to je dziadek sprawdzal i nastepnie zuzyte przekazywal dalej, no ten zapas koniaczkow to albo sie juz skonczyl, no albo dziadek nie pamieta gdzie sie moga one jeszcze platac....no, ale jaksie plataja to dziadek wczesnie czy pozniej odnajdzie, a darmowy koniaczek to darmowy koniaczek wiec jak okazja jest, to trza korzystac......... Odpowiedz Link Zgłoś
0nly Re: ... 06.11.02, 22:54 ....postanowil wiec dziadek poszukac tego numerku do stefan, ale za znaleziem go nie mial klopotu, gdyz przy dziadkowej sklerozie stefan, co to lubil z dziadkiem popijac, zapisywal dziadkowi swoj numer gdzie sie tylko dalo.....odnalawszy wiec numer stefana, postanowil dziadek nastepnie znalesc jakis telefon, co tez nie bylo trudne bo dziadek juz od dawna mial podlaczenie na lewo z urzedem miasta, a drugie z komisariatem, i z tych laczy korzystal i mogl dzonic kiedy chce i gdzie chce, i to za pieniadze podatnikow, do ktorych rzecz jasna dziadek sie nie zaliczal, bo nigdy podatkow nie placil, wrecz przeciwnie wciaz mu jakies podatki zwracali, bo dziadek w swej sklerozie nawet chcac byc uczciwym wobec panstwa, tylokrotnie wysylal swe zeznania opiewajace to rusz na inne kwoty, iz sami glowni naczelnicy urzedow skarbowych placili dziadkowi z kasy urzedu coby im dziadek tylko juz nie przysylal wiecej zeznan, bo sie biedni urzednicy z rana do biurek dostac nie mogli z nadmiaru przysylanej przez dziadka korespondencji rozliczeniowej...... a wiec dziadek wykrecl jak najszybciej numerek do stefana, i juz wykrecajac numerek poczul dreszyk jak przed laty, bo zazwyczaj imprezki sie szykowaly koniaczkowe, gdy tylko dziadek ze stefanem sie stykal...... numer kazal sie jakby wciaz aktualny, gdyz zaraz uslyszalw sluchawce glos sekretareczki, niestety automatycznej, informujacej dziadka iz wkrotce ktos przyjmie telefon od dziadka, i puszczajacej co chwila te sama, zaczynajaca juz wkurzac dziadka melodyjke.....usiadl wiec dziadek troche poddenerwowany, i w miedzyczasie, gdy wrescie ktos raczyl podniesc sluchawke z drugiej strony, zdazyl juz dziadek spokojnie oproznic zapas browarka co to go ze sklepu przywiozl....... z drugiej strony odezwal sie milutki glosik....dziadkiem az wzdrgnelo, po czym wyjakal........a po ile za godzine bierzesz kochaniutka??????....rzecz jasna to z przyzwyczajenia tez bylo, bo dziadek z telefonu to tylko w wiadomych celach dzonil.......no ale zanim panienka zdazyla odpowiedziec, uslyszal tylko w dali glos panienki/ aaaa, znowu jakis chuj dzwoni, zaraz lacze.......po czym dziadek uzyskal polaczenie z kims.......no myslal ze ze stefanem.....no ale stefan to nie byl, tylko ten synalek, jak sie pozniej okazalo......z rozmowy z synalkiem dowiedzial sie dziadek, ze stefan zyje, zyje jeszcze, tylko ze go stara wypieprzyla z domu juz dawno, bo za malo przynosil adwokackiej pensji do domu i pic za co brakowalo, no i ze sobie stara innego znalazla, takiego co go stac na picie i to dobrych trunkow, a nie tylko samego koniaka od swieta, no ale ze stefan juz nie praktykujacy, no ale ze synalek chetnie sie zajmie sprawa dziadka po starej znajomosci dziadka z jego ojcem, no i umowil sie nawet z dziadkiem konkretnie na spotkanie w jego kancelarii......ups, udalo sie, bedziemy pili - dziadek az potarl dlonie z radosci......teraz tylko do motorka i na imprezke....... Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: ... 07.11.02, 12:48 dopiero wtedy dziadus wylazl z pod ziemi, a tu: Krysiunia :))))) usmiechnal sie szeroko, zatarl rece i zgarnal kasjereczke na swoj motorek.. - gdzie jedziemy? - wyjakala Krysia - na bibkie - odpowiedzial niewzruszenie dziadunio Krysia tylko siem poprawila, odgarnela loki za uszko i szepnela: - no, to szybciej :) Ruszyli. w tym momencie dziadus przypomnial sobie, ze nie pamieta adresu. zawrocili. naburmuszona mina Krysi mowila, ze zaczynaja sie klopoty, ale dziadus nie dawal za wygrana: - poczekaj tu. musze wziac adres gdzie ta bibka. - no wiesz, co Ty, nie pamietasz gdzie jedziesz...?! dziadus zmrozil ja wzrokiem,ale powoli zaczal sobie uswiadamiac, dlaczego to z babunia bylo wiecej chwil zlych, niz dobrych i stad wszystkie dobre pamieta... no tak!.. kolejna zrzeda... ehh... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: ... IP: *.arcor-ip.net 08.11.02, 16:02 Krysia przestała się burmuszyć dopiero wtedy,kiedy dziadek klepnął ją w zadek i wrzasnął: -Trzymaj się Krycha,jaaaaaaaaaaadziem!!! Po czym,starym zwyczajem wypadł na maksymalnym gazie z bramy,tym razem powodując jedynie całkiem małą kolizję rowerzysty z wózkiem tuptusia,załadowanym po brzegi butelkami po denaturacie.Tuptuś,wkurwiony,że ktoś mu rozpierdala potencjalny zarobek,wykrzyczał ochrypłym głosem,że on sobie nie życzy czegoś takiego i że się poskarży do urzędów,ale rowerzysta już go nie słyszał,spierdalając na pełnym rowerowym gazie w najbliższą,ciemną uliczkę. Tymczasem dziadek z Krychą śmigali 150 km/h przez Marszałkowską,nie biorąc sobie do bani gwizdków przerażonych policjantów,których podmuch motocykla z koszem pędzącego jak na wyścigach obracał wokół ich własnej osi i zanim zdążyli zaobserwować oraz zapisać numer rejestracyjny pirata,już go nie było. Dziadzia,śpiesząc się tak straszliwie,jakby chciał nadrobić w tej chwili długie lata całkiem słabej pamięci i podświadomie odbić to sobie na wrednym świecie,co go tak pokarał,wchodził w zakręty tak ryzykownie,że aż Krysia zapomniała o czymkolwiek i pragnęła tylko jednego:aby przeżyć tą jazdę. Lecz zanim zdołała paść na palpitację serca,zazgrzytały bębnowe hamulce dziadkowego BMW,zapiszczały koła,a wokoło rozniósł się swąd palonej,solidnej gumy, wyprodukowanej jeszcze w latach 40-ch,a wtedy jak wiadomo,starano się lepiej w fabrykach,bo każdy chciał wrócić cało spod Stalingradu. Bocznym poślizgiem,powodując kolizję tira z Litwy,przewożącego spirytus, z tramwajem,wpadł dziadek do bramy,gdzie znajdował sie urząd adwokata,co był synem jego znajomego.Zrozumiałe,że sprawcy kolizji nikt nie zauważył,będąc zajęty zlizywaniem spirytusu z asfaltu,bo niecodziennie trafia się taka gratka,by się najebać wprost na ulicy.I to gratis. Odpowiedz Link Zgłoś
0nly Re: ... 08.11.02, 23:22 wejzdzajac na podworko kamienicy dziadek poczul sie jak u siebie, pamietajac jeszcze lata przedwojenne, i niewielka ilosc stojacych tam maszyn, bo nawet stefan jeszcze jezdzil w dorozce wtedy, bo stac go bylo na porzadnego konia, co to reprezentacyjny byl, zawinal dziadek zmyslowo motorkiem, no i niestety przeliczyl sie troszeczke, bo tak jakby znalazl sie w srodku luksusowego samochodu BMW koloru ciemno zielonego.......wjezdzajac w ow samochod nie zwrocil zbytnio uwagi na rozpiechrzajace sie w owym momencie banknoty koloru zielonego, ktore wydostaly sie z walizeczki znajdujacej sie w bagazniku owego zielonego BMW, ktory to dziadek przecial na pol swoim wlasnym BMW- motorkiem......troche zdenerwowany dziadek zakrzyknal tylko: kurna, nie wiedzialem ze oni teraz z braku zajecia zlomu zbieraniem sie rowniez zajmuja", po czym poprosil grzecznie Krysie, coby pozbierala te latajace w te i we wte 100-dolarowki, bo to szkoda zeby sie i te przy okazji zmarnowaly, bo deszczyk zaczynal pokrapiac......a sam nasz dziadek postanowil oszukac wlasciwe drzwi do owego urzedu adwokata, bo drzwi tam bylo kilka, no ale wiekszosc ktore dziadek otwieral okazaly sie dzwiczkami do smietnikow smierdzacymi w calej okazalosci, no ale dziadek wytlumaczyl to sobie faktem, iz prawnicy, sami smierdzacy pieniedzmi nie zwazaja zupelnie uwagi na syf wydobywajacy sie tuz pod ich okanami......no ale w pewnym momencie postanowil otworzyc jak najmniej reprezentacyjne drzwi, bo wydawalo mu sie ze wlasnie kiedys w tym miejscu znajdowal sie ustep, do ktorego wspolnie ze stefanem rzygali z rana po calonocnej imprezce koniaczkowej, no i wtedy zdziwil sie dziadek, bo owe drzwi wlasnie prowadzily do klatki schodowej wymoszczonej marmurem, a schody prowadzace na gore zachecily dziadka do wejscia ot tak same w sobie.....i dopiero wtedy w sumie uswiadomil sobie dziadek, ze kamienica, ta w ktorej zwykl odwiedzac stefana zostala zastapiona budynkiem z betonu, zaopatrzona rowniez w winde, no i do kurwy nedzy nie nadajacej ni w jaki sposob atmosfery niezbednej do prowadzenia libacji koniaczkowej.......po przejsciu kilku schodow oczom dziadka ukazala sie "RECEPCJA", no a w niej....no kurde....to przeciez ciagle ta sama Miecia, kurde, zona ciecia z lat 40-tych, ciagle tak sama ubrana w swoja zgrabna kufajke, miotla stala rowniez pod szafka z kluczykami, ta sama, ktora ciec, jej maz zamiatal ulice.......ach, pomyslal dziadek......no jednak sa tu jeszcze rzeczy ktore mnie przypominaja dawne dzieje....... Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: ... 11.11.02, 16:13 poczatek byl wiec dobry.. dziadus objal w pol Kryche, pociagnal ja za soba i wlezli. recepcjonistka okazala sie byc cieciowa cora, Malgosia, ktora dziadek pamietal, jak latala po podworku bez majtek, ale za to z koszulka w zebach. teraz wydoroslala nieco, miala pewnie ze 20 lat, piekne niebieskie oczy i krociutko przystrzyzone blond wlosy. - eee.. - zaczal dziadus - witam, panska godnosc? - zapytala chlodno recepcjonistka - tego... noo.. ze co? - spytal rzeczowo dziadus - panskie nazwisko - spokojnie wytlumaczyla Malgosia i w tym momencie dziadus pozalowal, ze nie ma ona znow 5 lat i koszulki w zebach.. zawszec to by sie czul bardziej swojsko. - tego.. ja dzwonilem.. do Stefankowego synka.. ta no.. sprawa weksli... - aaaaaaa.. - Malgosi zablyslo cos dzikiego w oku, po czym zgaslo, - prosze, pan spocznie. juz dzwonie po pana mecenasa - dodala chlodno. w tym momencie Krysia spojrzala na dziadunia baranim wzrokiem i wyjakala... - co Ty!.. nie masz rozwodu? - slowo "mecenas" kojarzylo sie jej bowiem tylko z jej bylym, ktory rozwodu dac nie chcial, bo Krysia byla winna pieniadze jego bratu... Odpowiedz Link Zgłoś
0nly Re: ... 11.11.02, 16:42 dziadek udal sie do stojacej w glebi korytarza skorzanej kanapy, na ktorej wygodnie sie rozsiadl, nogi usadowil na stojacym obok stoliku, przewracajac przy okazji wazonik z kwiatkami, wazonik sie stulk, ochalpujac dziadkowe spodnie w miejscu tam gdzie nie powinny, wiec dziadek jakby sie zdenerwowal troche i wykrzyknal: a wy kurwa to nie macie gdzie tego badziewia stawiac, na grob to wyniesc a nie do porzadnego lokalu...... w te zjawila sie malgosia, z chusteczka i zaczela wycierac dziadka spodnie, co jakby podniecilo dziadka jakby, no ale wten pojawila sie krysia, ktora byla chwilowo w lazience poprawic burakiem barwe swoich ust, i fakt ten bardzo ja obruszyl; Jak smiesz zolzo dobierac sie do Leona, Leon, jak mozesz pozwolic!!!!! "a co ci kurna przeszkadza, widac ze profesjonalna obsluga tu jest, a nie jak w tym twoim wiejskim markecie!!!!" zdenerwowal sie dziadek, no ale malgosia, istota plochliwa, zrozumiala swoj nietakt i przestala wycierac dziadka, po czym grzecznie spytala: napije sie moze pan czegos, moze wody??? dziadek wkurzony raz tym ze dziewczyna zaczela i nie dokonczyla dziela, dwa tym ze wody jakby mial dosyc na ten dzien juz chccial cos powiedziec, ale sie powstrzymal, bo przypomnialo mu sie w sumie po co sie tu udal, wiec zadowolony przytaknal, ze oczywiscie ze sie napije..... "moze herbaty????-spytala malgosia :jakiej kurwa herbaty, czy ja wygladam na zoltka cobym herbate chlal?????? "no to moze kawy????- a co ja na latynosa wygladam, zeby kawe pic, no ale dobra, moze byc kawa, tylko co do tej kawy panienka ma???? "no cukier, mleczko....." no jakby dziadka znow rozloscila ta odpowiedz wiec wypowiedzial wprost: dawaj mala kawa i duza koniak, kurde, co wy tak zdziadzeli przez te ostatnie lata!!!!!! na to malgosi jakby bardziej oczka wyszly na wierzch.....: bo prosze pana my tu nie mamy koniaku......powiedziala smutno jakby....ale ja poszukam, moze cos znajde............ no, dobre dziecko, powiedzial dziadek i juz spokkojnie usiadl na kanapie nie zwracajac uwagi na wciaz wzburzona krysie, niezbyt zadowolona z faktu, iz powabna malgosia zaczela stanowic jakby konkurencje dla niej...... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: ...u mecenasa IP: *.arcor-ip.net 11.11.02, 21:43 Krysia z tego wkurwienia przez zupełny przypadek też stłukła jakiś wazonik,oraz kinkiet na korytarzu,jak też wyjebała wyrwaną z podłogi muszlę klozetową,która wylądowała na dachu wspomnianego BMW w którym zdążył zaparkować dziadek opancerzony kosz swojego motocykla.Na hałas naturalnie nikt nie zwrócił uwagi,bo często klienci adwokata tak się zachowywali,a byli tacy,co strzelali do siebie jeszcze przed wejściem do biura,dlatego pani Małgosia nawet rajstopy na sobie kuloodporne miała.Kiedy Krysia przestała wreszcie się wkurwiać,a pani Małgosia przyśmigała z półlitrowym kubkiem koniaku bez kawy,dziadek miłośnie objął kubeczek,a drugą rękę włożył za dekolt Małgosi,głośno komentując to,co tam napotkał: -No,wy dziewuchy teraz takie chudziutkie,nie to,co przed wojną,ale te cycolki macie lepsze,takie twardzioszki przyjemne w dotyku,a ja już zapomniałem,że takie są... Dziadek oczywiście nie zapomniał,bo teraz już wszystko pamiętał,ale nie chciał,żeby Krysia znowu dostała ataku szału i zrobiła sobie albo komuś coś nieprzyjemnego. Więc żeby już nie przeciągać struny,wyjął łapska zza dekoltu Małgosi,która nadal stała jak skamieniała w tej samej pozycji w jakiej podała dziadkowi koniaczek i złapał za dupcię Krychę,która w tej samej chwili uśmiechnęła się jak anielica i szepnęła cicho: -Ty senior,to masz jednak coś w sobie,stary,może wrócim do garażu... Ale nie zdążyła dokończyć,bo zaczerwieniona panna Małgosia,jakoś tak też ciężko oddychając,powiedziała,poprawiając nie wiadomo po co włosy: -Pan mecenas prosi... Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: ...u mecenasa 18.11.02, 20:03 pan mecenas, czyli syn Stefana stal juz na progu i przygladal sie z kamienna twarza scenie. sklonil tez delikatnie glowa na widok swoich interesantow, ale kiedy dziadus pchnal delikatnie przed soba Krysie, przyslonil soba drzwi. - pana samego pophosze.. - powiedzial nie wymawiajac dystyngowanie "r".. - ta pani to nie hodzina, tak? - dodal dla jasnosci. Dziadus skrzywil sie i przygryzl wasa.. - nie, jeszcze nie. - dlatego wlasnie.. - po czym zwrocil sie do Malgosi - phosze zhobic pani jakas kawe.. to trohe pothwa. weszli do srodka, dziadus przyjgladal sie w zadumie - nic sie nie zmienilo w tym gabinecie, tylko Roman, syn Stefana nie byl tu swojski i tak w ogole to nie pasowal dziadusiowi. wypieprzyl by go za okno nawet, ale mial sprawe do zalatwienia... Odpowiedz Link Zgłoś
0nly Re: ...u mecenasa 19.11.02, 10:46 po wejsciu do gabinetu mecenasa dziadek rzucil uwazne spojrzenie na wyposazenie gabinetu. wielkie biurko na srodku pokoju, na ktorym nie stalo nic poza jakims dziwnym posazkiem, zapewne tym samym co go jeszcze stefan mial na biurku, obok wielka szafa z jakimis tomiskami, a w rogu pokoju wygodna kanapka, jak kurde u psychoterapeuty-pomyslal dziadek, no ale kanapka na dosc wygodna wygladala i zapewne musiala sluzyc przede wszystkim do zupelnie innych celow niz siedzenie, no i dziadkowi od razu przyszla na mysl Malgosia, i troche smutno sie dziadkowi zrobilo, ze to nie malgosia jest tym mecenasem, bo choc syn stefana to nawet taki przystojny byl i gdyby dziadek nie byl dziadkiem tylko babcia, juz dawno wzialby sie za mecenasa, no ale pomyslal sobie dziadek ze moze tak ze synem stefana nie wypadaloby, no zreszta moze stefan tez by sie obrazil ze sie go dziadek nie spytal wczesniej o pozwolenie, a ktoz wie, moze stefan bylby tez i troche zazdrosny o synalka, tak jak kiedys byl zazdrosny o wlasnego kierowce, kiedy to dziadek bardzo czesto wypozyczal od stefana to samochod z kierowca, to samego kierowce.......a potem stefan narzekal ze jakis zmenczony bywal ten jego kierowca, czesto zasypial za kierownica, i jakby przestal miec ochote na igraszki kiedy to trzeba bylo stac w korkach na ulicach warszawy bo furmanki z weglem blokowaly ronda, lub przed przejazdem kolejowym......"no coz, pomyslal dziadek, zobaczymy co z tego wyjdzie"..... dziadek rozgladajac sie po pokoju zdenerwowal sie troche gdyz jakby nie zobaczyl tego wielkiego barku ktory to stal u stefana, z ogromna iloscia koniaczka, ze trzy krzynki sie tam miescily, co to na wieczor w sam raz byly, ani za duzo coby kac nie lamal nastepnego dnia, ani za malo, coby nie trzeba bylo biegac do ciecia po samogonke.....do ciecia to dopiero nad ranem zwlekali sie ze stefanem ........ "no qwa, a barek gdzie?????"- ne wytrzymal w koncu dziadek. "jaki baheh"" zapytal mecenas, ale po chwili dodal..."a bahek, a stahy go wzial do hemontu, za maly byl" "no to gdzie wy kurna teraz koniaka trzymata, do jasnej cholery???" "koniaczka, koniaczka, panie he, jak pana godnosc jesli moge phosic, bo nie pamietam, zheszta mam niewiele czasu, moze przejdzmy do sedna sphawy..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: ...rozróba u mecenasa IP: *.arcor-ip.net 20.11.02, 21:50 Dziadek,zjeżony deko faktem nie zapamiętania przez kauzyperdę Stefana nawet jego nazwiska,chociaż niedawno gadali sobie przez telefon,powiedział gniewnie: -A kurwa,dzwoniłem przed chwileczką,ale co,tylko kasę byś brał,jebany zfrancużony palancie,a w zamian nie chcesz nawet mordy otworzyć,tylko zamieniasz te swoje R na H... Pojebało?Gadaj jak człowiek,a przedtem kopsnij koniak,bo wyschnę tu zaraz jak wiór! Adwokat zamachał jak wiatrak rękami,poczerwieniał jak dupa szympansa w czasie rui i wykrzyczał: -Ja sobie wyphaszam,kuhwa,to mój gabinet i nie ma koniaku dla byle jakiego pospólstwa tu! Dziadek,wkurwiony tym razem do białości brakiem poszanowania dla klienta,wyćwiczonym ciosem,którego się kiedyś nauczył od chłopaków z formacji w czarnych mundurach,fachowo posłał synka Stefana w kąt gabinetu i jeszcze chciał mu na ryju rozwalić kopiarkę,ale w tym momencie wlazła do gabinetu Krycha i wycharczała zmęczona,że ona szuka reklamówki do tych zielonych banknotów.Bo jeszcze trochę się ich po podwórku wala,a ją do porządku przyuczyli kiedyś i chciałaby wszystkie pozbierać co do jednego... -A to bierz segregatory od tego pacana,jakie ci się podobają i tam chowaj kasę- rzekł dziadek,szukając w pobliżu jakiegoś przedmiotu,którym mógłby adwokatowi przyjebać,bo z kopiarki zrezygnował ze względu na jej wagę. -Ja protestuję...-tym razem z czystym R wybełkotał adwokat,ale jadowite,jak wzrok bazyliszka warszawskiego,spojrzenie dziadka zatrzymało jego planowaną przemowę w miejscu Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: ...rozróba u mecenasa 21.11.02, 19:27 a spojrzenie nabralo tegoz czystego jadu po tym, jak dziadunio tknal pierwszy segregator.. tutaj wlasnie dostrzegl swoje wlasne weksle, przedarte na pol i z adnotacja o niemoznosci zlokalizowania klienta. Dziadkiem zatrzeslo. wiedzial juz, ze ma do czynienia z kanalia, ale ze z taka?? kto by to przypuszczal.. pamiec dziadka ruszyla jak rumak, kiedy sie go ostroga zahaczy.. juz widzial oczyma wyobrazni, przypominal sobie swietnie.. no tak!.. dyc zona Stefana puscila go kantem po pierwszej przegranej sprawie, zabrala synalka i wyjechala, a potem podrzucila go z powrotem Stefanowi, gdy chciala udawac znow niewinna dziewice i wydac sie za tego byznesmana!.. ten gnojek po prostu odziedziczyl cechy charakteru po matce, a Stefan? on pewnie zyje jeszcze, tyle, ze go synalek wykorzystal i wywalil na zlom!.. o nie!.. on, dziadus, do tego nie dopusci, nie pozwoli, zeby ta kanalia rzadzila tu!.. - Krycha!.. pakuj kase..!! - wydal krotkie polecenie przez zeby.. - nic tu po nas. to palant. musimy odnalezc Stefana! - i wyszedl zostawiajac tego miernego adwokacine wydlubujacego zeby i szeleszczacego niewyraznym...: - jesssli sssie wybieracie na tamten sssswiat... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: zakończenie rozróby IP: *.dialo.tiscali.de 21.11.02, 20:54 Wezwania do pakowania kasy nie były właściwie potrzebne,bo Krycha już dawno forsę upakowała,na co dziadek spojrzał z uznaniem w jej kierunku,poklepując po jędrnym tyłeczku,co Krysia skwitowała radosnym pokręceniem pupcią i miłosnym wyznaniem: -Ty stary,pierdolony niewyżyty perwersie,ty... oraz westchnieniem,nie pozostawiającym właściwie wątpliwości,co do jej zamiarów rozgrzania członków dziadka.Ale na to nie było czasu.Dziadek przypomniał sobie jeszcze o adresie Stefana,który zauważył na biurku syneczka swojego przyjaciela,wpadł więc z powrotem do gabinetu,z przyjemnością zglanował jeszcze tak dla sportu gramolącego się właśnie spod biurka adwokackiego matoła,porwał adres,po czym razem z Krychą wypadli na podwórko,kierując się w stronę motocykla.Pani Małgosia, domyślając się,że upadek adwokata oznacza również koniec i jej kariery,opadła ciężko w fotel sekretarki,otwierając sobie całkiem świeżą flaszkę koniaku Hennesy.Nalała sobie neiwielką działkę i podnosząc do ust naczynie zawierające połowę butelki 0,7 l rozpoczęła systematyczne upijanie się. -Małgosiaaaa!-dało się słyszeć z gabinetu adwokata-Małgosia,cho no tu,stara kurwo, pomóż mi wstać,w potrzebie jezdem,ruro jedna!!!!!!! Małgosia,słysząc te słowa,które zresztą w stosunku do niej używane były oraz nadużywane przez kauzyperdę nagminnie,wrzasnęła głośno,aż część zabytkowej porcelany stojącej w sekretariacie,rozprysnęła się na drobne kawałeczki: -Spieeeeeeeeerdaaaaaaaaaalaj!-po czym nałożyła swój płaszcz,zabrała do skórzanej torby stojącej obok biurka swoje osobiste rzeczy,naczynie z koniakiem i niedopitą flaszkę,po czym skierowała się ku wyjściu.Tu,jakby sobie coś przypomniała.Stanęła,chwilę pomyślała i pobiegła do gabinetu swojego,byłego już pryncypała.Z hukiem otworzyła drzwi i widząc szefa,stojącego już na nogach,podbiegła do niego i wypłacając potężnego kopa w narządy moczowo-płciowe adwokata,dodała cicho cedząc słowa: -To za moje marne wypłaty,to za twoje lubieżne paluchy,to za twój brak szacunek do kobiet,skurwysynu ty!!! Po czym,spluwając efektownie na garnitur znowu leżącego bez specjalnych oznak przytomności adwokata,przeskoczyła nad nim i ruszyła w stronę drzwi. Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: w poszukiwaniu Stefana 21.11.02, 21:43 Stefan mieszkal dosc daleko, jak sie okazalo.. przez te podroz dziadus zglodnial, a Krycha zsiniala lekko na wietrze.. na dodatek dziadus pomyslal, ze jak juz wlecze te dziolche za soba, to w koncu powinna sie przydac, no!.. dosc, ze zatrzymali sie w moteliku. tu poszli na obiadek, a potem dziadus wstal i mruknal: - ide do kibelka.. Krysia wygladala na najedzona i zadowolona, wiec nie zastanawial sie dluzej nad jej mina.. jakiez bylo jego zdziwienie, kiedy po powrocie nie zastal jej przy stoliku. poczatkowo, pomyslal, ze poszla w jego slady. potem jednak zorientowal sie, ze znikal jej tandentny plaszczyk z fioletowym futerkiem przy kolnierzu.. wtedy sie zastanowil.. nie bylo rowniez adresu Stefana!.. kurza dupa!.. powiedzial sam do siebie.. ja te wydre skopie!.. kiedy placil za obiad, cisnely mu sie na usta najgorsze inwektywy.. wtem!.. jest! - gdzie bylas babo??!! - szukalam nr telefonu Stefana.. tam jest budka telefoniczna. mam. - no.. tego.. dawaj.. - i znow ja przelotnie klepnal w posladek.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: powrót do stolicy IP: *.dialo.tiscali.de 23.11.02, 17:02 Dziadek zaczął powoli się domyślać,że Krycha chciała spierdolić,dlatego już wcześniej nie wypuszczał z rąk wielkiej torby wyładowanej segregatorami z kasą,mimo namolnego marudzenia Krychy,żeby też dał jej ponosić i po co tak się męczy.Ale na razie udawał,że wszystko w porządku.Tylko że w głowie jego powstał inny plan,co wymagał szybkiej realizacji. -Krycha!-wrzasnął do dziewczyny-Krycha!-jaaadziem!! Krycha,chcąc nie chcąc,wskoczyła do kosza motocykla,wyładowanego prawie po brzegi pieniędzmi znalezionymi na podwórku.Dziadek,wyjeżdżając na trasę,gwałtownie zawrócił w kierunku stolicy,a Krycha,w swojej w sumie wrodzonej tępocie nawet się nie zorientowała,że wracają,a nie posuwają się naprzód.Dobrze,że postój odbył się gdzieś w okolicach Milanówka,a nie powiedzmy już Krakowa,gdzie mieszkał Stefan,bo i do wracania było mniej.Po przekroczeniu rogatek stolicy i wystraszeniu jeszcze parunastu funkcjonariuszy policji drogowej wpadł,gwałtownie hamując,na podwórko adwokata, gdzie,ku swojemu zdziwieniu,zastał parę radiowozów,karetkę pogotowia i wynoszonego na noszach adwokata,co ostatnio musiał być jeszcze skopany przez następnego klienta,co to go nie chciał przyjąć. Adwokat podniósł się na noszach,nienawistnie wykrzywiając mordę i chciał coś wykrzyczeć,bez wątpienia obraźliwego,ale zastrzyk Pavulonu,zrobiony przez wprawnego sanitariusza z Kalisza,szybko go rozluźnił i opadł adwokat na nosze,już więcej nie sprawiając kłopotu panom z pogotowia. Tymczasem Krycha,korzystając z zamieszania,pakowała w pośpiechu forsę z reklamówek do plecaka turystyczego na stelażu,aby oddalić się z tym wszystkim w nieznane. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: powrót do stolicy IP: *.dialo.tiscali.de 23.11.02, 17:19 Wiadomo jednak,że dziadek,wyćwiczony w różnych niemieckich instytucjach w czasie wojny,trzymał rękę na pulsie i czuwał nad sytuacją.W efekcie tego zauważyl on niecne knowania Krychy,chcącej wyjebać go na forsę i złapał ją znienacka za rękę żelaznym uściskiem,jadowicie pytając: -A panienka to dokąd się kurwa,wybiera? Krycha chciała się wyrwać z uścisku,aby zniknąć w pobliskich bramach,ale nie doceniła widać dziadka,który już niejedną bitwę stoczył o pieniądze i wiedział,jak w tych momentach się zachować. Krótkie kopnięcie Krychy w kostkę,oraz mięsień podudzia posłały ją na ubłocone klepisko,a poniemiecki but z klasy oficerek,wykonayche ze znakomitej skóry dla oddziałów SS zatrzymały się na milimetr od Krychy twarzy.A tylko dlatego,że paru policjantów uczestniczących w interwencji u adwokata z zainteresowaniem spojrzało w stronę seniora.Ale że but się zatrzymał na czas,to i nie było powodu do interwencji,ani podnoszenia upadłej panienki z kałuży błota.Policjanci powrócili więc do normalnych czynności,czyli nic nie robienia i dyskutowania,co mają napisać w raporcie. Dziadek wkurwiony kolejnym nieudanym związkiem z kobietą,wyjął z reklamówki 100 zł,rzucając je na ubłoconą Kryche i wysyczał: -Kup sobie za to szmatę do czyszczenia,będziesz miała koleżankę równą ci poziomem!!! I dodał jeszcze uroczo:-ścierwo!! Po czym wsiadł na BMW,kopnął silnie,odpalając motocykl.Podczas ruszania jakaś postać wybiegła z klatki schodowej i wykonując zgrabny skok tygrysi,wpadła do kosza motoru,aż cała konstrukcja zadygotała. Dziadek chciał już rozpocząć manewr glanowania nie chcianego pasażera,ale cichy,aksamitny głos powstrzymał go od akcji: -To ja,Małgosia,niech pan jedzie dalej,bardzo pana proszę... No to dziadek pojechał dalej,nie dając zauważyć po sobie,że motocyklowi przybyło inwentarza żywego i dodając jak zwykle,gwałtownie gazu,ruszył w kierunku dworca zachodniego,skąd ruszały pociągi na południe,również w kierunku Krakowa. Wpadł mianowicie na pomysł,aby wjechać motocyklem do wagonu i resztę podróży odbyć w komfortowych warunkach. Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: w drodze do Krakowa 23.11.02, 22:36 taak.. to byl dobry plan i dziadus wiedzial juz o tym zaraz jak tylko dostali sie od pociagu towarowego. dopiero wtedy przyjrzal sie pasazerce i jakos mu sie cieplo kolo serducha zrobilo. oczywiscie nie dal po sobie poznac, bo przeciez wlasnie zostal wyrolowany przez podla Kryche.. - pan.. nie gniewa sie, ze razem z panem...?? - daj sobie spokoj.. Leon jestem - odpowiedzial gniewnie dziadek, ze ta mala go tak chwyta za serce. - no wiem, ja pana, tego.. Ciebie pamietam.. przychodziles do Stefana. - a Ty latalas bez majtek w samej koszuli. - na co Malgosia splonela rumiencem, bo myslala, ze dziadus nie pamieta tego drobiazgu z jej zyciorysu. dziadus zauwazyl, ze Malgosia z tym rumiencem wyglada jeszcze ladniej i jakos tak.. usiadl kolo niej i odgarnal jej wlosy za ucho.. - no nie ma sie czego wstydzic.. fajna z Ciebie babka.. - dodal cicho. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: w drodze do Krakowa IP: *.dialo.tiscali.de 26.11.02, 21:04 Tymczasem pociąg towarowy szarpnął,zazgrzytał,zakołysał się i wypełnił atmosferę dźwiękami,tak charakterystycznymi dla podróży za jeden uśmiech. Małgosia przytuliła się nieznacznie do dziadka,ale on nadal udawał że tego nie zauważa,wkurwiony zachowaniem podłej flądry Krychy,którą oby piekło pochłonęło. Trapiony wrednymi rozmyślaniami,wyciągnął z kosza motocykla jedną z wielu pełnych butelek tam się walających,które pozostały jeszcze po wizycie w hurtowni,odbił fachowo,jak czołowy kwasiarz na dzielnicy,a cierpki odór wina owocowego rozsniósł się po wagonie. Dziadek zabełtał flaszką i zakręcił,tak,żeby na powierzchni płynu wytworzył się wir,zupełnie jak na wezbranej rzece,po czym,odrzuciwszy do tyłu głowę,przechylił flaszkę,wkładając ją do ust.Zabulgotało,zasyczało,wielkie bąble w butelce zatłukły gwałtownie o szkło,kiedy wirujący płyn wlewał się burzliwie do trzewi dziadka.Ale że ten ostatni miał jeszcze jakąś tam kindersztubę,to nie dokończył winka,tylko podał dla Małgosi,mówiąc uprzejmie: -No pij kurwa,toż nie będę sam zaprawiać,nie?! Małgosia,niezwyczajna takich trunków,odparła nieśmiało że ona nie bardzo przepada z akwachami,ale zachęcona zachowaniem dziadka,jednak wysączyła powoli ćwiartkę flaszki,wprawdzie krzywiąc się przy pierwszym łyku,ale przy ostatnim już wcale nie. -Hahaha!-ucieszył się jesienny dziadek-ja wiedziałem,że z ciebie niezły dyngol,tylko taki kurwa ukrywający się,no wiesz,cichy niby,hehehe! Małgosia uśmiechnęła się pod nosem,spłoniona trochę,a potem ryknęła jak krowa,bekając potwornie po winku z dodatkiem so2,czyli mówiąc po ludzku z zawartością dwutlenku siarki,przyśpieszającego dojrzewanie moszczu. Tymczasem pociąg kołysał się,podskakując na rozjazdach,gdzie leżało zboże wysypane jeszcze na wiosnę przez kolegów pana Andrzeja,oraz węgiel,nie zebrany jeszcze przez złodziei kolejowych,unosząc dziadka i Małgosię w stronę niejasnej,ale też i nieciemnej przyszłości... Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: w drodze do Krakowa 26.11.02, 21:41 to byl dopiero poczatek podrozy, ale dziadus juz wiedzial, ze nie byl to koniec znajomosci z Malgosia.. przysnela ona teraz po kwachu na jego ramieniu wsparta, usmiechajac sie przez sen lagodnie. przytulila sie nawet, wiec dziadus zaprzestal rozmyslan o wrednej Krysce i przygarnal ja ciasniej do siebie, wywlolujac tylko jej delikatne westchnienie.. wtedy zauwazyl, ze Malgosia ma blizne za uchem. o cholera!.. pomyslal.. to pewnie ten synalek Stefka, nie wygladal na lagodna postac, niech go w trabe.. malo mu nawalilem.. w tym momencie caly sklad zahamowal. Malgosia przebudzila sie i zaskoczona zapytala: - gdzie jestesmy? co sie stalo? - byla przy tym milo zarumieniona i tak rozkoszna, ze dziadus nie mogl sie powstrzymac i pocalowal ja... Odpowiedz Link Zgłoś
0nly Re: w drodze do Krakowa 26.11.02, 21:49 Ach, mialam straszny sen, wiesz dziadku....nie masz czasem jeszcze z troche tego kwacha w zapasie, bo snilo mnie sie jak pierwszy raz trafilam do stefana...no z rok temu to bylo....zaraz, zaraz, a ktorego my dzis mamy, dziadziuniu???-ty malgosia siegnela do swojej teczuszki z dokumentami, ktora rowniez zabrala ze soba wybiegajac do dziadka - no tak, -rzekla malgosia, zerkajac do kalendarza - to bylo dokladnie jak w morde strzelil rok temu, no nie, musze sie napic, bo az dostaje dreszczy jak sobie pomysle co ja tam przeszlam, chuje adwokackie!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: w drodze do Krakowa 27.11.02, 20:04 0nly napisała: > Ach, mialam straszny sen, wiesz dziadku....nie masz czasem jeszcze z troche > tego kwacha w zapasie, bo snilo mnie sie jak pierwszy raz trafilam do > stefana...no z rok temu to bylo....zaraz, zaraz, a ktorego my dzis mamy, > dziadziuniu???-ty malgosia siegnela do swojej teczuszki z dokumentami, ktora > rowniez zabrala ze soba wybiegajac do dziadka - no tak, -rzekla malgosia, > zerkajac do kalendarza - to bylo dokladnie jak w morde strzelil rok temu, no > nie, musze sie napic, bo az dostaje dreszczy jak sobie pomysle co ja tam > przeszlam, chuje adwokackie!!!! taaak.. w tym momencie dziadus obudzil sie i dotarlo do niego, ze choc najpierw to on przygarnal Malgosie i pozwolil jej - lekko wzdychajacej przez sen - przytulic sie do snu, teraz sam jakos wygodnie spoczywal na jej lonie, a to wszystko okazalo sie byc koszmarnym snem jedynie. Jego subtelna i delikatna Malgosia gladzila delikatnie jego siwa glowe. bylo mu na tyle przyjemnie, ze zapomnial szybko o tym, ze Malgosia ze snu klela, albo, ze pila jak szewc. miala po prostu umiec sie z nim napic, a nie chlac, jak chlop jaki!.. no!.. to nie licowalo z jego wyobrazeniem o Malgosi, do chuja pana i juz!.. Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: w drodze do Krakowa 28.11.02, 22:47 dziadus spojrzal dyskretnie w gore, ale Malgosia zauwazyla jego gest i sploszona, a takze zaploniona, cofnela swoja dlon. dziadus usiadl i przygarnal ja do siebie.. - dlaczego? - zapytal, a ona - nadal uroczo zarozowiona - zajaknela sie nieco.. - mhmm.. nie obudzilam Cie?? - tu dziadus nieco sie zacukal, bo patrzyla tak ufnie, tak cieplo na niego, ze jakos tak.. znow poczul to mrowienie kolo serducha i to juz w ogole mu nie licowalo z jego codziennym zachowaniem. przejechal dlonia po wlosach i stwierdzil: - niee.. czemu tak sadzisz moj kwiatuszku? - i tu on sie nieco jakby zarozowil.. mhmm.. tak to chyba nawet do babci - kiedy jeszcze babcia nie byla - nie mowil.. mhmm... Odpowiedz Link Zgłoś
0nly Re: w drodze do Krakowa 30.11.02, 21:24 -wiesz, kwiatuszku, mam co dla ciebie na oslodzenie wieczorku....-dziadek wyciagnal z kuferka przy motorku walizeczke, tala co w niej dokumenty trzymal....-o, tutaj- wyciagnal z walizeczki pudeleczko ladnie obwiazane kokardka, przy czym wysypalo sie dziadkowi przy okazji kilka innych rzeczy, w sensie jakies papierki....malgosia uprzejma jak zawsze rzucila sie pomagac w zbieraniu papierkow...... w pewnej chwili spogladajac na jeden z dokumentow jakby zamarla..... -Alez dziadku, tu jest jakas metryka chrztu.....jakiegos Leona Idasa.....i to z bardzo stara data , bo z 15 lipca 1410 roku......to bitwa pod grundwaldem byla wtedy...... -no tak, to moja, zawsze ja nosze przy sobie, zapomnialem tylko ze wsadzilem ja z jakimis drobiazgami, zreszta na nic mnie ona ostatnio, nikt w nia nie wierzy...... -no to ty dziadku.....to ty dziadku.....-malgosia jakac jakby sie zaczela...-to ty dziadku taaaak dluuuugo zyjesz....????? -ano tak jakos, no za osiem latek juz mnie szescsetka pyknie, jakby co, no zyje sie troche na tym swiecie, dziecinko...... -ale jak to sie stalo , dziadku????....no i jakim cudem maasz metryke chrztu z tak slynnego dnia.....???? -a jaki on tam slynny dzien, wszystko przeze mnie sie rozkrecilo ponoc, tak mnie moj stary powiedzial, troche ludu sie wybilo i tyle.....tego dnia w sensie...... - alez w jakiz to sposob - na malgosinych lickach zarozowilo sie troche, nie wiadomo czy z tego ze zimno w wagonie bylo, czy tez z ciekawosci malgosinej....... -wiesz co malgoska, nie masz tam troche niepotrzebnych papierkow, ognisko by sie jakies rozpalilo, przyjemniej by bylo, kwacha mam jeszcze, i to nie jednego, milej bedzie wypic przy ognisku...... -mamm. mam......oooo prosze....-malgosia wyciagnela z wlasnej teczuszki ogromna ilosc kopert juz ze znaczkami nawet pocztowymi nalkejonymi....-to fakurki sa, tego adwokata w sensie, mialam je wyslac, no ale ognisko bardziej jakby potrzebniejsze jest.......oooo, jeszcze jedna..... -no, jakze przydatne sa to rzeczy- rzekl dziadek po czym znaleziwszy w kacie wagonow kilka paczuszek z napisanym adresem i z napisem : ostroznie-AJNTYKI, rozpakowal je,...-oooo, i nawet kilka gratow jest do rozpalenia ogniska......- dziadek z niedajacym sie do ukrycia usmiechem powiedzial to....... -antyki???????- malgosia jakby wykrzykla, - toc to antyki, kupe kasy sa warte!!!!!!! -he he he , zasmial sie dziadek, toc to one nie nasze sa, a nam jedyne co nam potrzebne to dobre ogniskpo, no zeby cieplej bylo, malenka....he he he.....po czym dziadek przykleknal na chwile tuz obok legowiska ktore sobie z malgosia rozlozyl, i zaczal rozpalac ognisko poslugujac sie fakturkami i krzeselkiem ktory znalazl w pakunkach, z napisem Ludwik XVII....... Malgosia, troche bardziej rozgrzana, to cieplem z ogniska, to z wlasnie z podanego przez dziadka otwartego nowego kwasa, zaczela znow swoje..... -to ty dziadku masz juz prawie 600 lat????? -no tak, widzisz, wlasnie chcialem cie poczestowac pralinkami z belgijskiej wioski, Leonidasy sie nazywaja.......no sprobuj, .....smaczne, no nie?????? -no pyszne sa, dziadku........ - no tak, nazywaja sie leonodasy po moim ojcu, Leonie Idasie..... -ladnie sie nazywaja....a skad taka nazwa...??? - no po moim ojcu.....w zairze kiedys je produkowal i nadal im swoje imie zeby wiadomo bylo ze to on produkuje, a nie jakies czarne zwierze.......potem belgi, jak mojego ojca pojmneli to do dzis go trzymaja, no i ojciec teraz te pralinki w belgi robi, no i nazywaja sie jak moj dziadek, leonidas......w kazdej wiosce belgijskiej znajdziesz sklep z pralinkami Leonidasa....... -twoj ociec nazywa sie leonidas??????-spytala zaciekawiona malgosia..... - a gdzie tam, moj ociec nazywa sie Idas, kiedys byl LeoniDAS, ALE MU UCIELI JAK znikly tytuly szlacheckie.......ja tam sam ma Leon, a po ojcu Idas,,,,,i sie nie czepiam tytulow szlacheckich..... - ladnie tak sie dziadku nazywasz, leonidas......-rozmarzyla sie malgosia jakby.... - a spieprzaj ty z takim mnie okreslaniem, ja tam leon zawodowiec jestem, wyrzeklem sie ojca tak jakby, no bo on w tym dzikim kraju jakby pomieszkuje, a to juz hanba na honorze jest!!! - to twoj ojciec tez stary juz byc musi??????-malgosia probowala podtrzymac rozmowe z dziadkiem..... - ja tam nawet nie pamietam, ochrzcic ponoc ochrzcil, jakzem z babcia bral slub to przynajmniej klopotu nie bylo, a ze ksiadz byl slepy co to nas slubil to i daty sie nie czepial, dobrze ze papierek dostal.......zreszta babcia to nawet i nie chrzczona byla, dala proboszczowi zamiast metryki chrztu chusteczke higeniczna w ktora wlasnie smarkal, i ksiadz przyjal w ogole jako datek na kosciol ta zasmarkana chusteczka bo babcia jak smarknela to troche wazylo to, proboszcz mysla pewnie ze to talary tak waza...... -no ale jak to sie stalo dziadku ze ty ochrzczony w tak slynna data???? - to wszystko przez mojego ojca......on to jako nadworny handlarz mlodych dziewczat ze wschodu. w tym przede wszystkim mlodych liwinek troche temu jagielle namieszal......no bo wybral sie kiedys z jagiello na ryby....lato to bylo.....wszedzie pieknie, oby tylko tego badziewia sie tyle nie wloklo za jagiello.......no ale potzrebni byli, bo jagiello zabral swoj mobil phone, w sensie komorke ze soba, no i tzreba bylo rozwieszac te kilkaset kilometrow kabla na slupach.....no zreszta widzialas te slupy co to na krzyzakach i w ogole w bitwie pokazywali......no i mojemu starem kontrakt sie trafil w miedzyczasie......krzyzaki chcieli zakupic mlode litwinki....no i liwinki zostaly sprowadzone......no niestety wsrod litwinek trafila sie taka jedna co moja matka sie okazala, ociec nie mogl zaprzeczyc bo sam jagiello powiedzial zem sciagnieta skora z ojca.......no i ojciec przyjal jak syna mnie......no ale litwinki na sprzedanie mialy isc, no i umowili sie z mistrzem wielkim krzyzackim na spotkanie pod wioska Grundwaldem zwana....... jagiello postanowil mnie ochrzcic i pomyslal ze wielki mistrz krzyzacki najlepiej sie nadaje.....poslal mu wiec dwa krzyze z zapytaniem czy mnie ochrzci......no najpierw sie zgodzil, ale wpierw wymiany towaru chcial.....no mlodych litwinek za kasety porno ktore sam dostarczal......wedlug wielkiego mistgrza nie byly to byle jakie kaset bo sanm Zbyszko z Jagienka krecili je w Hamburgu, za co dostawali nielicha kase w deutch markach......no a kaseta Jagienki jagienki jak to z niedzwiedziem robila to w ogole przebuj byl........jagiello sie troche wkurzyl ze mistrz krzyacki pirackie kopie chcial do kraju przemycic, mistrz sie wkurzyll i nie chcial mnie ochrzcic, no i pobili sie troche pod tym grundwaldem.........dobrze ze wladek mial komorke to zwowal troche rzeszy ze wschodu.....tak jakos sie w koncu okazlao ze jakis proboszcz mnie ochrzcil....... - oj,, piekna historia -westchnela malgosia........ - no wiesz.......jasne ze pikna........nie wiem czy ci mowilem, ale moj pierwszy przodek na ziemi to spadl na ziemie w postaci meteorytu, leonid sie nazywal, potem dopiero w starozytnej Grecji przemianowano go z Leonida na Leonidasa, a pozniej ojca mego nazwano Leonem Idasem....... -oj, piekna historia.......- rzekla malgosia prawie usypiajac bo wlasnie konczyla druga butelka kwasa, ktora dziadek podawal podczas opowiadanmia............ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: w wagonie IP: *.arcor-ip.net 30.11.02, 22:44 Komoda z czasów Ludwika właśnie się dopalała,podrzucił więc dziadek jeszcze parę drewnianych pierduł z wieloma jedynkami i sporą ilością zer wypisanymi na nalepce z boku po czym wygrzał piwko,zapijając kwacha i też go zmogło. Oparł głowę na łonie Małgosi,i wdychając zapach jej dziewczęcego ciała,zapadł w sen. A śnił mu się tym razem nie krecik Ahjoj,tylko wielka bitwa,rozpętana z jego powodu,pożogi i pożary.Potem zdawało mu się że jest bakterią z wielkimi oczkami, siedzącą i trzymającą się kurczowo kamyczka pochodzącego z Leonidów,które co czas jakiś obsypują Ziemię pyłem kosmicznym,wreszcie że ktoś zamknął go przez pomyłkę w piecu hutniczym i włączył ogrzewanie...Ale gorąco tak mu już zaczęło dokuczać,że postanowił się obudzić,żeby chociaż we śnie się nie przypalać,bo wolał raczej miły chłodek ze stepów Stalingradu,niż Saharę za czasów generała Rommla. Otworzył więc oczy,ale żar nie zniknął,bo okazało się że od płonących antyków zajął się cały wagon w którym jechali i sytuacja zaczęła robić się dramatyczna.Dobrze że drzwi wagonowe były caąy czas trochę uchylone,to nie zatruł się razem z Małgosią tlenkiem węgla,ale z drugiej strony wiaterek rozdmuchiwał żar,dochodzący prawie do opancerzonego kosza motocykla. -Małgosia,wstawaj,kurwa!Jaramy się,trza spierdalać w chuj z tego wagonu!!!!- wrzasnął senior,ale Małgosia,przestraszona jego rykiem,patrzała teraz szeroko otwartymi oczyma,nie rozumiejąc jeszcze grozy sytuacji.Senior,niewiele myśląc,wpierdolił Małgosię do kosza motocykla,a czas był już najwyższy,bo pierwsze butelki z piwem zaczynały z hukiem eksplodować,a nie można było dopuścić do tego,żeby dobro się marnowało. Po czym zapuścił motor i patrząc,aby nie trafić w słup telegraficzny,przygazował i wyskoczył wielkim łukiem z wagonu,wpadając przez okno do budki dróżnika,przebił ścianę tylną i nim dróżnik zdążył cokolwiek zarejestrować,zniknął dziadek z motorem i Małgosią w pobliskim lesie i znowu nie było świadków,którzy mogli coś spostrzec ze zdarzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: dalsza podroz do Krakowa 02.12.02, 16:54 Malgosia rozplakala sie dopiero kiedy wyjechali z lasu, ale szybko sie opanowala. to zachowanie, o dziwo!.. zamiast dziadka wkurzyc, jeszcze bardziej go poruszylo. kiedy wyjechali na droge glowa, dziadus zorientowal sie, ze caly asfalt pokryty jest cienka warstwa lodu, co nieco uciazliwe bylo. dodatkowo, zauwazyl, ze na silnym wietrze, twarz jego Malgosi zsiniala nieco, a nos przybral barwe dobrze dojrzalej truskawki. taa... pomyslal dziadus, trzeba by zorganizowac jaki inny pociag i ruszyl w kierunku torow... Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: dalsza podroz do Krakowa 09.12.02, 20:35 kiedy dojechali do torow, dziadus zobaczyl pociag gnajacy co prawda do Katowic, ale po drodze zahaczajacy o cel ich podrozy. dziadus znow rozpedzil sie na motorze, krzyknal: -trzymaj sie mnie mocno, Malgosia!!! i wyladowal na platformie.. podjechali nieco do przodu, zobaczyl, ze sa uchylone drzwi do przewozu... (czego? zastanowil sie) i postanowil przeniesc sie tam z Malgosia na najblizszym postoju. chwilowo zdjal tylko z szyi szalik i opatulil szczelnie Malgosie.. popatrzyla na niego ufnym spojrzeniem sarenki i wyciagnela rece, zeby postawic kolnierz od jego plaszcza. znow dreszcz przeszedl dziadka, ale tym razem nie ukrywal, ze to wiatr, usmiechnal sie do niej i przyciagnal ja do siebie. na postoju przeciagnal motor do wnetrza wagonu, gdzie byly listy i paczki, potem wrocil po Malgosie.. we wnetrzu panowal mily polmrok, przysiedli na listach w kacie, przytulili sie i probowali sie rozgrzac.. zapach Malgosi rozpraszal jego mysli. nie wiedzial czy zdola w takim stanie zaplanowac cos dalej, wiec poddal sie powstajacej atmosferze.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: dalsza podroz do Krakowa IP: *.arcor-ip.net 28.12.02, 14:41 Zapach Małgosi był na tyle zniewalający,że sięgnął dziadek znowu do zasobnego pojemnika przy koszu motocykla i odbił kwacha,a cierpki,jak denaturat,zapach,rozszedł się po wagonie,odsuwając na bok zapach Małgosi oraz wszelkie inne zapachy. Jakoś tak bez winka owocowego dziadkowi nic ostatnio nie szło i zaczął on się zastanawiać,czy cudowne ozdrowienie podczas przyjebania w półkę w sklepie nie przyczyni się do wpadnięcia w cudowne szpony alkoholizmu. Ale pomyślał sobie że potem może o tym podumać i jak zwykle,zakręcił wkoło flaszką,aż utworzył się wirek i podał Małgosi,mówiąc: -Grzej kwaska,maleńka,bo nie wiadomo,co się jeszcze nam w życiu przytrafi... Na te słowa,Małgosia,kształcona nieustannie po drodze przez seniora w dyngoleniu,już całkiem wprawnym ruchem przytknęła brązową flaszkę do ust i z bulgotem godnym niejednego żula z Targówka,wyrąbała pół flaszki,ledwie zatrzymując się na czas. Odpowiedz Link Zgłoś
ulalka Re: dalsza podroz do Krakowa 29.12.02, 14:55 na tyle jednak senior dobrze szkolil, ze Malgosia na czas wystopowala, oddajac butelke dziadusiowi, usmiechajac sie przy tym slodko.. widac bylo, ze zaraz sie znow przytuli do ramienia dziadusiowego i przysnie, a tu trzeba bylo dzialac.. zeby nie zasnela!.. dziadus wiedzial dobrze, ze pogawedka moze ja wprawic w dobry nastroj i wysilil mozgownice.. co tu moze zaciekawic te delikatna istotke...? Malgosia zauwazyla i lypnela okiem z zainteresowaniem... - tak?.. - zapytala niesmialo - chciales o cos zapytac? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leziox Re: dalsza podroz do Krakowa IP: *.arcor-ip.net 28.01.03, 22:25 Zanim jednak dziadek zdążył odpowiedzieć,do przedziału wtoczył się typek w mundurze pocztowym i na widok parki z motocyklem,bezczelnie barłożącej się na jego listach i paczkach wrzasnął głośno: -A wy...a wy tu...a wy tu kurwa co robicie?! -Jak co,spoko,wnuczek,spoko-odrzekł z niezmąconym spokojem dziadek-kwasibora sobie popijamy,bo podróż nasza długa tak co i trzeba sobie jakoś radzić.A zamiast jakieś głupoty wnuczek,wywrzaskiwać,to nie napiłbyś się niby z nami kapinkę żurku?Ty taki jaki nerwowy jesteś,coby ty przedwczesnego wytrysku nie dostał przez ten stress, chłopczyku...-zatroskał się nagle dziadek. -Już dobra,dobra-udobruchał się nagle pocztowiec,czując,że załapie się na darmowy alkohol-tylko zdziwiłem się deko,że wy tak tu nagle się znaleźliście.Jak wychodziłem stąd na chwilkie,to nikogo tu nie było. -No,nie było,niebyło,a bo to wiadomo,gdzie człowieka nagle los rzuci.Zresztą i dobrze że nie było,bo motorkiem moim mogłem komuś na nóżce wylądować albo inną część ciała spłaszczyć i potem poczta pretensiłaby mi że napadam na nią.A tak,to możemy nadal w pokoju żyć.A wiesz wnuczek,ja też był kiedyś listonosz,pod Stalingradem listy dowoziłem dla Paulusa,oj stare dzieje-rozmarzył się dziadek...No ale Małgosia,zadbaj o wnuczka,bo to stoi chłop w wejściu i przeciąg robi,jeszcze przeziębi sobie co nieco,daj buteleczkę dla pana listonosza,to weselszy nam się zaraz zrobi... Odkorkowała więc panna Małgosia następną butelczynę z brązowego szkła,zakręciła fachowo i podała dla pocztowca,uśmiechając się do niego radośnie. Odpowiedz Link Zgłoś
onlyania Re: dalsza podroz do Krakowa 25.03.03, 01:37 pan pocztowiec bardzo szybko wczul sie w sytuacje, i tak od slowa do slowa, od butelki do butelki, nagle padl zmeczony wydajac przy tym jeszcze przed zasnieciem obrzydliwe bekniecie, ktore o malo nie wrozylo porzadnego pawia w kierunku tez juz niezle nabuzowanej malgosi... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: m Re: Jesien sie zaczyna...... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.02, 19:18 ttt Odpowiedz Link Zgłoś