Dodaj do ulubionych

Polszczyzna Chmielewskiej

28.10.05, 09:17
Dostane od was pewnie w nos.Ale..co myslicie o wplywie Chmielewskiej Joanny
na jezyk polski?
Obserwuj wątek
    • brunosch a po jakiemu 28.10.05, 09:34
      Chmielewska J. pisze? Nie po polsku, aby?
      • daria13 Re: sprecyzowanie 28.10.05, 10:30
        Właśnie, prosimy o sprecyzowanie pytania, bo nie do końca jest ono czytelne.
        Dla mnie tym bardziej, bo czytałam wyłącznie Lesia i chyba jakąś Studnię, ale
        było to sto lat temu i niewiele pamiętam. Ostatnio co prawda moja Julka z dużym
        upodobaniem też czytała Lesia, ale ja nie znalazłam czasu na odnowienie
        znajomości:)
        Pozdrawiam:)
    • braineater Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 10:13
      hmmmmm
      parę znajomych mi starszych pań - od 40 w górę, ma z Chmielewską, to co nasi
      legendarni dziadkowie mieli z Trylogią -znaczy porozumiewają się bardzo często
      cytatami z tejże, co na dłuższą metę męczące bywa, szczególnie jeśli pania
      Joannę uznaje się li tylko z autorke jednej w miarę strawnej powiastki, czyli
      Lesia oczywiście. Natomiast w szerszym zakresie przyznaję nie zauważyłem tego
      zjawiska - zresztą w/w starsze panie i tak z tych cytatów korzystają w sytuacji
      specyficznej: przy grze w brydżą, ale moje niezauwazenie może wynikać z tego,
      że nie rozpoznałbym 99% fraz Chmielewskiej, nawet gdyby nimi na nowo
      konstytucje naszego kraju napisali:)
      • daria13 Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 10:36
        Hmmm. Starsze panie od 40 wzwyż. Chyba się obrazimy dziewczyny, co?
        • nienietoperz Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 10:39
          Nie obrazajcie sie - jak juz tu kiedys tlumaczylem
          starsze = bardziej interesujace.
        • braineater Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 10:44
          Ja bez żadnych złych intencjów - ot po prostu pomocne okreslenie. Ze swojej
          strony zapewniam, że uwielbiam 'starsze panie' - zresztą, ku mojemu zadziweniu
          z wzajemnością - dośc często lepiej mi się dogadywało z matkami moich
          rówieśnic, niż samymi rówieśnicami. Potraktujmy te 'starsze panie' umownie -
          tylko jako kategorie rozwoju biologicznego, na który nie ma wpływu.
          NAtomiast oczywiść psychologicznie, żadna z niewiast na forum onem starsza
          panią nie jest:)


          braineater zaplatany w próbie dyplomatycznego uniknięcia fopy:P
          • beatanu Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 11:27
            braineater napisał:
            > braineater zaplatany w próbie dyplomatycznego uniknięcia fopy:P

            Brainy! Nie musisz się wyplątywać, bo fakty są faktami. Panie (i panowie) po
            czterdziestce Są od Ciebie starsi i już! Chociaż, podobnie jak Darię, dźgnęło
            mnie Twoje określenie.... Bo to tak już śmiesznie jest: oczywiście zdaję sobie
            sprawę z faktu, że przez większość jestem postrzegana jako kobieta w średnim
            wieku, przez niektórych może nawet jako "starsza pani". Ale na co dzień o tym
            nie pamiętam! Na co dzień nie czuję upływu czasu i wiążącymi się z tym upływem
            zmianami w wyglądzie. Ciągle czuję się młodą, bo CIEKAWą SWIATA kobietą, nawet
            jeżeli przybywające tu i ówdzie zmarszczki i wałeczki tłuszczu tej młodości
            zaprzeczają :)

            Podejrzewam, że wiele "starszych pań" Twaczych i nie tylko ma tak samo albo
            bardzo podobnie!
            B
        • aaneta Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 10:46
          Braineater jeszcze nas nie zna, więc mu przebaczymy. Tym razem.
          Najwyraźniej nie przeczytał Twojej, Dario, opowieści, o naszym pierwszym spotkaniu.
        • mamarcela Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 11:10
          To wszystko jest bardzo dziwne, bo..
          1.Chmielewską z uporem maniaka wciskają różnym nieoczytanym ciociom, wujkom
          oraz tatusiom jako literaturę dla dorastających nastolatek
          2. najrozmaitsze koleżanki dziecka nr1 tęże Ch. czytują i zachwalają
          3. osobiście czytałam Ch. również w wieku nastoletnim i każda późniejsza próba
          sięgnięcia po nią (pęta się to trzeba zniszczyć)kończyła się kompletnym
          niezrozumieniem intrygi (za skomplikowana chyba dla mnie). Ale ja Bonda też nie
          rozumiem.
          4. znam kilku nastolatków płci męskiej, którzy Trylogią gadają i co najmniej
          kilka płci wprostprzeciwnej gadających Chmielewską
          5. przyznaję się bez bicia, żę (chyba) na tym forumie pojechałam Chmielewską,
          używając sformułowania "mrowie a mrowie". Poza tym znam jeszcze i czasami
          stosuję "ani grzębi, ani zieje". Nie wiem, że pamiętam to z lektury, czy z
          życia, bowiem i trylogii w całości nigdy nie czytałam (a OiM to ani książki,
          ani nieszczęsnej adaptacji) a parę cytatów też mi się po głowie pęta.

          mamarcela bez Chmielewskiej, ale za to z Alienistą i ciągle na posterunku
          • noida Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 11:46
            Hehe, Braineater niby Chmielewskiej nie zna, ale kurcgalopkiem Mamęmarcela
            wysyłał od parapetu do biblioteki i z powrotem :-)
            Ja tam Chmielewską przeczytałam w całości w wieku wczesnoszkolnym i po dziś
            dzień używam przejętych od niej określeń takich:
            - świński blondyn
            - zady i walety
            - czy to wasza mać?
            - kurcgalopkiem
            - ani mnie zieje ani grzębi
            - chyba szłaś tyłem i na czworaka (to jak ktoś miał być szybko i przyszedł po
            godzinie)
            - na reszta kadłuba
            oraz
            - teraz mogłam już tylko siedzieć na twarzy.

            I wcale się tego nie wstydzę.
            Dodatkowo oznajmiam wszem i wobec, czego nie miałabym odwagi ogłosić na forum
            fanów Chmielewskiej, że przez Lesia nie przebrnęłam, mimo dwukrotnej próby, bo
            kojarzy mi się z idiotycznym humorem w stylu "Głupi i głupszy". Uważam, że jest
            najgorszą książką Chmielewskiej i nikomu nie polecam. Na FFCh by mnie za to
            zabili pewnie i dodali pośmiertnie do ignore list :(
            • braineater Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 11:50
              ha - dokładnie tak, jak napisałem - 99% fraz bym nie rozpoznał,
              bo 'kurcgalopek', jak i pare innych wyrażeń & powiedzonek, bez żadnych złych
              intencji wziałem z postów mamarceli, żeby cała historię jeszcze bardziej
              umamarcelować.
              Tak sie rodzą plagiaty:)
              P:)
              • nienietoperz Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 11:56
                Ha,
                dla mnie kurcgalopek rowniez pozostanie mamarceli juz do konca. I zaden Lesio
                czy Franio tego nie zmieni.
                Howgh!
              • brunosch pielęgnuję obawę 28.10.05, 11:57
                że kurcgalop[-ek] nie jest autorstwa Chmielewskiej, podobnie jak [świński
                trucht] czy inne takie, lecz są to od zawsze funkcjonujące w polszczyźnie
                frazeologizmy.
                Z poważaniem, Brunosch traktujący Ch.J. jako emetyk.
                • noida Re: pielęgnuję obawę 28.10.05, 12:07
                  Zapewne :) Niemniej gdyby nie rzesze fanów Ch.J. prawdopodobnie wyrażenia owe
                  grzałyby miejsce wyłącznie w Słowniku Języka Polskiego.
                  A tak w ogóle to sobie myślę, że po Chmielewskiej przejęto nie tyle może
                  konkretne wyrażenia, co powien sposób mówienia, sarkastyczno- absurdalny. Na
                  przykład- ktoś próbuje na raz trzymać zamykające się okno i zakładać rajstopy a
                  w zębach ma torebkę, a ty podsumowujesz- uprawia gimnastykę. Ktoś cię za
                  granicą pyta "o, mówisz po polsku?" a ty mu na to "nie, po staroirlandzku" itp.
                  Nie wiem, czy bez Chmielewskiej podobne zgryźliwości przechodziłyby mi przez
                  gardło bez wyrzutów sumienia ;)
                • mamarcela Re: pielęgnuję obawę 28.10.05, 12:10
                  A mnie się ośmiela wydawać, że przy całej zawiłości, niezrozumiałej dla mnie
                  absolutnie szczególnie w książkach późniejszych, intrygi , język Chmielewskiej
                  jest chyba najlepszy w całej jej twórczości. A także, że nasz drogi Brainy
                  często (podobnie jak dr.Krisk, ja i czasami inni) często wbrew samemu sobie
                  takiego języka używa zderzając polszczyznę niemalże barokową (azaliż, takoż)z
                  całkowicie współczesną (czasami wręcz trywialną) i okraszając to wszystko
                  autoironią łamaną przez autopromocję. Takie tam zabawy - gimnastyka palców i
                  klawiatury.

                  mamarcela homo ludens
                  • noida Re: pielęgnuję obawę 28.10.05, 12:14
                    O, właśnie to miałam na myśli, tylko Mamamarcela wyraziła to jakieś 100 razy
                    lepiej.
                  • brunosch no właśnie, 28.10.05, 12:25
                    nie Chmielewska jedna!
                    Po pierwsze - ironia jest darem bożym dla ludzi inteligentnych. Znam ironistów
                    którzy nie znali powieści ChJ i dawali jakoś radę z wyrażaniem swojego punktu
                    widzenia.
                    Po drugie - giętkość języka i synkretyzm stylistyczny może śmieszyć (dlatego
                    niektórych śmieszą jej powieści) ale też ani ona pierwsza, ani jedyna, jakby
                    sięgnąć, to już dowcip Słowackiego na tym właśnie polega.
                    Po trzecie. A czy większą moc rażenia nie ma przypadkiem TV a zwłaszcza sitkomy
                    amerykańskie, wyświetlane na początku lat '90? Na wariackich papierach, Murphy
                    Brown, Przystanek Alaska, czy ten (nie pamiętam tytułu) o rodzinie nowojorskich
                    Murzynów - on lekarz, ona prawnik i mnóstwo dzieci. Sądzę, że ironiczny dystans
                    i lekko odklejone riposty biorą się raczej z telewizora niż z książki, choćby
                    najbardziej chmielewskiej.
                    • noida Re: no właśnie, 28.10.05, 12:40
                      To chyba zależy od tego, czy ktoś czytał książki Chmielewskiej czy oglądał
                      telewizję, nie?
                      Ja czytałam Chmielewską i u mnie się to zdecydowanie zaczeło od niej :) A
                      Słowackiego czytałam tyle, co w szkole i nie dopatrzyłam się u niego zbyt wiele
                      dowcipu.
                      Trochę się czepiasz. Pewnie, że nie ona jedna tak pisała, co nie zmienia faktu,
                      że ona również tak pisze, że jest popularna w naszym kraju, że wielu ludzi ją
                      czytało i od niej trochę to przejęło.
                      • nienietoperz Re: no właśnie, 28.10.05, 12:56
                        Poczepialbym sie razem z brunoschem. Nagle okazuje sie, ze lamance jezykowe
                        braineatrze, mamarcele i jakiekolwiek inne powstaja dzieki Ch.J.? To jak sobie
                        radzono z ironia i zabawa slowem wczesniej? A inne nacje nieszczesne,
                        Chrystusem narodow nie bedace, jak raz ugrzezly w kontekscie jezykowym to juz
                        nie sa w stanie przeskoczyc w inny, dopoki Ch.J. nie zostanie im
                        przetlumaczona, a oczy otwarte? W zdana strone mi sie to nie chce skleic w
                        sensowna calosc.
                        Podsumowujac - wplyw rzeczonej autorki na polszczyzne wspolczesna wydaje mi sie
                        pomijalny.

                        A dowcip jezykowy Slowackiego chocby w Panu Beniowskim jest rewelacyjny.
                        Zaleglosciz czasow szkolnych zawsze mozna (a czasem, chocby w tym przypadku,
                        warto) nadrobic.
                        Z uklonami,
                        nntpz
                        • mamarcela Re: no właśnie, 28.10.05, 13:13
                          A , że wymienię kilku spod dużego palca: kawałkami Szekspir, Molier, Fredro, GB
                          Shaw (mój ulubiony), Jerome Klapka, Makuszyński, Irving, Vonnegut, Pratchett,
                          Strugaccy, Topor, Durrel (brat), Herriot (weterynarz), Choromański, Witkacy
                          (juvenilia są the best), Vian, Themerson i jeszcze mrowie a mrowie, nawet
                          Mićkiewicz w Tadku miejscami
                          Humor w książkach musi polegać na języku.

                          mamarcela z widokiem na szmatę teraz właśnie
                        • braineater Re: no właśnie, 28.10.05, 13:47
                          Mógłbym jak mamarcela również szurnąć zestawem lektur, które w jakiś sposób
                          ukształtowały mój język, od Mniszkówny począwszy, na Lemie skończywszy, tyle,
                          że się chyba w życiu nad tym nie zastanawiałem:) Po prostu mówię, jak mówię i
                          tyle, a sposób mówienia wypracowałem sobie głownie w rozmowach z matką, wrednie
                          złośliwą (acz bynajmniej nietoksyczną:), co to uwielbiała i uwielbia szpile
                          rózne w dziecię swoje wsadzać, więc musiałem sobie jakiś mechanizm obronny
                          wykształcić:)A piszę dokładnie tak, jak mówię (teraz już wiecie, czemu mało kto
                          chce ze mną rozmawiać:)
                          Natomiast z tego miejsca zapragnąłbym zdementować podłą plotkę, (wręcz
                          potwarz), jakobym kiedykolwiek użył obmierzłego słowa 'azaliż'. Nigdy! Prędzej
                          bym powiedział jakiś wyraz brzydki a niekulturalny, niżli użyłbym 'azaliża' w
                          jakiejkolwiek sytuacji. Wyraz ów jest ohydny, porośnięty spoconym futrem, ma
                          oślizłą końcówkę i w życiu by mi przez gardło/klawiaturę/palce nie przeszedł!
                          Tyle:)
                          • mamarcela Re: no właśnie, 28.10.05, 14:10
                            mamarcela przeprasza za azaliża azaliż zaraz bluźnie za spidera, którego jak
                            nie było tak nie ma, a tak sie biedna cieszyła
                            To nie był zestaw lektur tylko skromne przykłady ludzi, którzy sie też językiem
                            bawili i bawią. Przykłady ad hoc, bo przecież jeszcze Nash, Lear, swift, Levis
                            Carrol, cummings, Dickens, Nabokov, Gombro, Szymborska aż po Wawiłow i jej
                            Rupaki. Ja myslę, że po godzinach to nawet śmiertelnie poważni autorzy lubią
                            sobie jakieś limeryki składać.
                            u mnie to po tatusiu.
                            Pozdrawiam mamarcela ciągle bez pająka

                            • braineater Re: no właśnie, 28.10.05, 14:22
                              oj z tym pająkiem, to padaka, bo go rozpaczliwie po dysku szukam i szukam i
                              nadal jestem święcie przekonany, że miałem zarówno oryginała jak i
                              spolszczenie, i z dnia na dzień było mi co raz bardziej głupio, aż zrobiło mi
                              się głupio do tego stopnia, że postanowiłem udawać, że niczego nie obiecywałem
                              i liczyc na zawodnośc mamarcelowej pamnięci:)
                              a tu nic z tego.
                              Więc sprytnie zmieniając temat, zapytam, kto zacz Wawiłow i jej Rupaki?:)

                              <a jesli Spider się nie odnajdzie, to osbiście papierzaka moge wysłać, bo
                              akurat lezy po Tanich Ksiązkach i za 3 złote się kurzy>
                              • mamarcela Re: no właśnie, 28.10.05, 14:44
                                u tu mnie w samo jestestwo ubodłeś - niestety pamiętam wszystko i wszystkim,
                                ale trudno sie mówi. Następnym razem mów prawdę, a nie licz.
                                A Wawiłow to poetka była dziecięca współczesna w miarę, wierszyki urocze z
                                lekka absurdalne pisząca, co to i rodzicom i dzieciom sie podobają. Rupaki to
                                natomiast takie niewiadomoco z jednego z tych wierszyków. Polecam.
                                A Purpurowe rzeki zebukowane może posiadasz? Bo ja ostatnio film w końcu
                                obejrzałam i nie wszystko zrozumiawszy do pierwowzoru sięgnąć zamierzam.
                                Angielskie Spoon River posyłam na wsiaki :)
                    • mamarcela Protest 28.10.05, 12:51
                      mamarcela nie jest z Chmielewskiej (za którą nie nadąża), ani z Alaski (którą
                      lubi, a za określenie jej sitcomem Bruno ma w zęby), ani broń Boże z jakiejś
                      Murphy Brown (nie znam kobiety), może z lekka na wariackich papierach, ale
                      mamarcela jest niezależna i samorządna, taka się urodziła i taka umrze -
                      kurcgalopkiem w fotelu na kółkach

                      • nienietoperz Re: Protest 28.10.05, 13:00
                        I o taka Mamarcele walczylismy.
                        Latwo Jej teraz nie oddamy.


                        > mamarcela nie jest z Chmielewskiej (za którą nie nadąża), ani z Alaski (którą
                        > lubi, a za określenie jej sitcomem Bruno ma w zęby), ani broń Boże z jakiejś
                        > Murphy Brown (nie znam kobiety), może z lekka na wariackich papierach, ale
                        > mamarcela jest niezależna i samorządna, taka się urodziła i taka umrze -
                        > kurcgalopkiem w fotelu na kółkach
                      • aaneta Re: Protest 28.10.05, 13:14
                        mamarcela napisała:

                        > ani z Alaski (którą
                        > lubi, a za określenie jej sitcomem Bruno ma w zęby)

                        Brunosch, wytłumacz się, a jeszcze lepiej pokajaj, bo u mnie też sobie
                        przechlapałeś w tym momencie!
                        • brunosch sam sobie też przechlapawszy 28.10.05, 13:54
                          po wczytaniu się w ciąg tytułów. Coś mi chyba odpaliło (zadziałał wczorajszy
                          etanol z opóźnionym zapalnikiem???)
                          Myśl przewodnia była taka, że Alaskę kochamy za to właśnie, że iskrzy
                          błyskotliwymi dialogami, inteligentnym dystansem i wszystkim co naj- a w
                          towarzystwie innych wymienionych filmów znalazła się z pośpiechu spowodowanym
                          ukradkowym forumowaniem w godzinach pracy.

                          Nie bijcie wyrobnika klawiatury! A zwłaszcza nie po zębach, bo to nieludzkie.
                          • griszah Re: Alaska 28.10.05, 17:14
                            brunosch napisał:

                            > Myśl przewodnia była taka, że Alaskę kochamy za to właśnie(...)
                            Oj kochamy kochamy a emułek w biurze zaprzągnięty do kieratu wyorał mi już ze
                            60 odcinków wypalonych pracowicie (w godzinach pracy) a 30 kolejnych tuż tuż. A
                            TVN-owi chwała, że powtarzają serię i duże baty, że o tak idiotycznej porze
                            (14.30 chyba). Dla zagorzałych fanów pytanie zagadka: bluzę z jakim fajowym
                            napisem często nosi Ruth-Anne?
                            Pozdrawiam.
                            • noida Dobra, poddaję się. 28.10.05, 18:54
                              Niech wam będzie. Chmielewska nie miała wpływu na język polski. Miała wpływ
                              wyłącznie na mój język, a ja egoistycznie uznałam, że to na jedno wychodzi ;-)

                              Ale żeby nie było, że poległam bez walki- Szekspir też nie czytał Słowackiego :-
                              P
                            • aaneta Re: Alaska 28.10.05, 19:11
                              A jak zahaczyłam kiedyś o Alaskę w innym wątku to nikt się nie przyznał... Ale
                              wybaczam Wam, bo chyba Was jeszcze tu wtedy nie było.
                              TVN powtarzaŁ, już nie powtarza, bo odcinków zabrakło.
                              Bluzę Ruth-Anne pamiętam jedną: z foczką, ale napisu za żadne skarby buuuuuu
                              • braineater Re: Alaska 28.10.05, 19:17
                                Ekhm - a może mi ktoś wytłumaczyc fenomen tego serialu - po trzykroć zabieralim
                                się do oglądania, po trzykroć musiałem sie mocno zaprzeć, coby po 15 minutach
                                nie rzucic czymś w telewizor?
                                To się jakos rozkręca czy oni non stop sie tak snują i rozważają problemata
                                egzystencjalne?
                                nie bijcie, odpowiedzcie:)

                                P:)
                                • mamarcela Re: Alaska 28.10.05, 19:24
                                  Bo to serial tylko dla orłów.
                                  Znowu chmielewską jedziesz, żeby potem na mnie nie było.Że zarazę szerzę.

                                  mamarcela alaskolubna ze szczególnym uwzlędnieniem chrisa o poranku
                                • dr.krisk Niesmialo przylaczam sie do pytania..... 28.10.05, 19:24
                                  Bo rowniez na mnie owa Alaska nie zadzialala. Chyba rozumiem ogolne przeslanie
                                  i pomysl na ten serial - zerwanie z serialowym ping-pongiem zartow sytuacyjnych
                                  na rzecz prostego "los przechodzi i sie patrzy". Ale moim zdaniem zbyt to bylo
                                  przekombinowane. I czasem zbyt dziwaczne pomysly, aby wzbudzic we mnie
                                  zainteresowanie. Serial, owszem o Alsace, ale najwyrazniej w Nowym Yorku
                                  wymyslony,,,,
                                  • mamarcela Re: Niesmialo przylaczam sie do pytania..... 28.10.05, 19:28
                                    Woody Allena też lubimy
                                    mamarcela w imieniu (uzurpując sobie jak to ona) alaskanów
                                    • dr.krisk Jak to ciekawie czasem bywa... 28.10.05, 19:33
                                      Bo ja tego Allena - nie znosze. Az mi wstyd, bo przeciez nic mi nie zrobil,
                                      inteligentny jest, okulary ma.... a nie lubie!
                                      I to jest przyjemne, ze jeden lubi a drugi nie. Przynajmniej w kinach nie ma
                                      scisku.
                                      • mamarcela Re: Jak to ciekawie czasem bywa... 28.10.05, 19:44
                                        Nie mam Cię, doktorze drogi, najmniejszego zamiaru nawracać, ani na Allena, ani
                                        na Alaskę. Ja na przykład Jelinek nie mam zamiaru przeczytać, chociażby nie
                                        wiem co. I filmu też nie lubię.
                                        Półki na książki długie, kin dostatek i nie każdy musi być wielbicielem
                                        Mandaryny. Na szczęście. :)
                                  • aaneta Re: Niesmialo przylaczam sie do pytania..... 29.10.05, 00:17
                                    Eee tam, o Alasce. Właśnie że niekoniecznie. Alaska to tylko pretekst.

                                    braineater napisał:
                                    > Ekhm - a może mi ktoś wytłumaczyc fenomen tego serialu
                                    > To się jakos rozkręca czy oni non stop sie tak snują

                                    Oni non stop tak się snują. I o to chodzi.

                                    Był kiedyś w GW piękny tekst o NE, napisany przez Teresę Bogucką, ale teraz jest
                                    zamknięty na kłódkę, a już chciałam się wymigać i wstawić tu linka. Ale gdyby
                                    ktoś chciał, to mam zachomikowany, mogę podesłać.

                                    A sama chyba nie potrafię wytłumaczyć, chociaż ja też nie zaskoczyłam od
                                    początku, wydawało mi się, że to głupie, a potem, chyba przypadkowo, spróbowałam
                                    jeszcze raz, i mnie wzięło.

                                    Dla mnie cała uroda tego serialu bierze się z postaci, tzw. akcja nie jest tam
                                    najbardziej istotna. A żeby to dostrzec trzeba się wyciszyć, zwolnić i oglądać
                                    uważnie, smakować, bo każdy szczegół i każde zdanie są ważne. Zero schematów,
                                    no, może z wyjątkiem jednego odcinka, ale chyba z premedytacją ustylizowanego na
                                    "normalny" serial. Każda postać to temat na oddzielną opowieść, a relacje między
                                    nimi są tak niekonwencjonalne, że - wydawałoby się - w realnym świecie
                                    niemożliwe, a jednak chciałoby się takie relacje z ludźmi mieć, i można
                                    uwierzyć, że jest to realne. Ja uwierzyłam i praktykuję, nie tylko pod wpływem
                                    Przystanku Alaska oczywiście, ale gdyby nie Przystanek chyba byłoby mi trudniej.
                              • griszah Odpowiedź: BORN TO BINGO 02.11.05, 10:30
                                To rozwiązanie mojej zagadki jest po części także odpowiedzią na pytanie
                                Braineatera – to dyskretny humor bez sitcomowego śmiechu zza kamery. Czasami
                                trochę czarny jak ten gdy w Ricka (chłopaka Maggie) trafia sputnik i w czasi
                                pogrzebu wnoszą trumnę z wystającymi antenkami bo się ich nie dało oddzielić.
                                Cecily to dosyć specyficzne miasto bo brak w nim rzeczywistej przemocy, fałszu,
                                zawiści . Właściwie wszyscy ludzie się znają ale tej wiedzy o bliźnim nie
                                wykorzystują do kopania dołków, plotek i robienia świństw. Nikt niczemu się
                                nie dziwi (po za Fleischmanem oczywiście) – budujesz katapultę jak Chris by
                                wystrzelić krowę lub pianino – proszę bardzo – przyjdziemy popatrzeć jak będzie
                                lecieć. Każdy z bohaterów jest na swój sposób oryginalny ma jakąś pasję, żyje w
                                zgodzie ze sobą i przyrodą (chociaż zdaję sobie sprawę, że to brzmi dość
                                banalnie) bez ciągłego niedoczasu i gonitwy. Cecily to trochę taki Raj
                                Utracony i dlatego może tak pociągający dla wielu osób (łącznie ze mną).
                                Pozdrawiam.
                                • stella25b Re: Odpowiedź: BORN TO BINGO 02.11.05, 11:29
                                  Nieeee az tak rozowo to w Cecily nie bywa. Jednak faktem jest, ze ci wszyscy
                                  bohaterowie, choc z "roznych planet" o przedziwnych zainteresowaniach i celach
                                  zycia, przyjaznia sie ze soba, wytrzymuja ze soba i dodatkowo jeszcze rozumieja
                                  sie wzajemnie. Moze wlasnie dlatego, ze sa skazani na siebie bo Cecily jest
                                  mala miescinka.
                                  • griszah Re: Odpowiedź: BORN TO BINGO 02.11.05, 15:07
                                    stella25b napisała:

                                    > Nieeee az tak rozowo to w Cecily nie bywa.

                                    A jednak jest w Cecily „różowiej” niż w „realu”. Tak jak pisałem brak
                                    przestępczości, nędzy, bezrobocia, kalectwa (mieszkańcy Cecily jeśli chorują to
                                    niegroźnie). To nie jest akurat dla mnie wadą Alaski ale Przyznasz, że do
                                    problemu pozamieniania się snami w którymś z odcinków, bezsenności ogółu
                                    mieszkańców z powodu zorzy polarnej czy spotykania się Maggie z facetem-
                                    niedźwiedziem można podejść z lekkim przymrużeniem oka.
                                    Różowiej jest też o tyle, że rodzaj konfliktów, różnic interesów, które tam
                                    występują między ludźmi są zawsze do rozwiązania na drodze jakiegoś kompromisu,
                                    ugody, rezygnacji jednej ze stron czy przyznania się do błędu. Należy
                                    oczywiście dążyć aby tak było w „realu” ale czy tak rzeczywiście jest w życiu –
                                    raczej wątpię.
                                    Pozdrawiam
                                    • aaneta Re: Odpowiedź: BORN TO BINGO 02.11.05, 16:05
                                      griszah napisał:
                                      > rodzaj konfliktów, różnic interesów, które tam
                                      > występują między ludźmi są zawsze do rozwiązania na drodze jakiegoś kompromisu,
                                      >
                                      > ugody, rezygnacji jednej ze stron czy przyznania się do błędu.

                                      A tu się nie zgodzę, albo przynajmniej nie do końca, tzn. rzeczywiście wszystkie
                                      konflikty znajdują w tym nierzeczywistym świecie rozwiązanie, ale za każdym z
                                      nich kryje się zrozumienie istoty problemu lub zrozumienie przeciwnika i jego
                                      punktu widzenia, a przynajmniej akceptacja. Wydaje mi się to bardzo istotne,
                                      zwłaszcza że faktycznie w realnym świecie jest inaczej: nawet jeżeli dochodzi do
                                      ugody, to raczej polega ona na tym, że ktoś ustępuje, poddaje się - z
                                      konieczności albo dlatego, że dostaje coś w zamian, a nie dlatego, że zrozumiał
                                      swój błąd albo głupotę.
                                      • griszah Re: Odpowiedź: BORN TO BINGO 02.11.05, 16:42
                                        Ależ właśnie Napisałaś to o co mi chodziło - tylko bardziej precyzyjnie - może
                                        się źle wyraziłem. Ale miałem na myśli też m.in. to, że w "realu" jednak
                                        zdarzają się konflikty nierozwiązywalne "alaskowo".
                                        Pozdrawiam.
                                        • aaneta Re: Odpowiedź: BORN TO BINGO 02.11.05, 19:25
                                          OK, przepraszam, nie powinnam była mówić, że się nie zgadzam, a potem pisać to
                                          samo, tylko innymi słowami.
                                          Ale to "alaskowe" rozwiązywanie problemów w relacjach międzyludzkich jest, moim
                                          zdaniem, wzorcowe, idealistyczne, oparte na szczerości i dobrych intencjach, co
                                          się w realu rzadko zdarza, jednak nie jest niemożliwe. :)
                                          • griszah Re: Odpowiedź: BORN TO BINGO 03.11.05, 09:03
                                            Właśnie :). Tylko w realu jest ten problem, że czasami jedna strona nie
                                            podchodzi do sprawy "alaskowo" i wtedy umarł w butach. A konkretnie to wygląda
                                            np. tak jak u mojego wujka, którego sąsiad postanowił wybudować kurzą fermę za
                                            płotem. Kto mieszkał obok takiej fermy to wie czym to dosłownie pachnie. I
                                            żadne perswazje o dobrym sąsiedztwie, że obok małe dzieci mieszkają itp. nie
                                            działają na gościa. I tu niestety "alaskowa" filozofia relacji międzyludzkich
                                            wysiada :(. Pozostaje sąd, ekspertyzy, prawnicy. A w Cecily jest tylko
                                            burmistrz Holling :) i to wystarcza. Dlatego właśnie, w którymś z
                                            wcześniejszych postów napisałem (może ze zbyt dużą egzaltacją) o Cecily
                                            jako "Raju Utraconym".
                                            Pozdrawiam serdecznie czyli alaskowo.
            • mamarcela Lesio 28.10.05, 11:55
              Jejku, Noido, ja też! Nijak tego Lesia nie panimaju, chociaż podarowany przez
              bodajże tatusia na półce u mojego dziecięcia stoi i nawet całkiem niedawno do
              niego podejść usiłowałam, bo to podobno kultowa powieść jest. Bezskutecznie. A
              kurcgalopek to ja pierwsza - tylko on znaczy się kurcgalopek Chmielewska chyba
              komus podkradła, bo jakos mi się raczej z całkiem przedwojenymi autorkami
              kojarzy.
              Pzdr.
          • brunosch Alienista :))) 28.10.05, 11:47
            cud-książka! Miłej życzę lektury w długi, listopadowy wieczór.
            • mamarcela Re: Alienista :))) 28.10.05, 12:00
              Ależ znam i popieram przedmówcę. Anioła takoż znam. Wczoraj sobie Alienistę za
              całe 14,5 nabyłam z zamiarem odświeżenia.
              • brunosch Alienista :))) 28.10.05, 12:06
                wnioskuję, że Carr jest do zdobycia na Koszykach?
                • mamarcela Re: Alienista :))) 28.10.05, 12:13
                  Ja wyłowiłam z góry ostatniego, ale może coś ukryte pod blatem. W tej
                  zewnętrznej księgarni.
                  Ósemkę jeszcze nabyłam, bo jakoś miałam z nią problem, a podobno warto.
    • agni_me Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 14:25
      Gdyby ktokolwiek z was, mili przedwpisywacze, przyznał się do rechociku przy
      czytaniu Chmielewskiej poczułabym się głęboko i do żywego dotknięta. Albowiem
      rozbiłoby to w drobny mak moją wizję waszych "poczuć humoru".

      Droga kaylene, jak mogłaś w ogóle pomyśleć, że tu więcej niż dwie (no może trzy
      osoby) czytały cokolwiek Chmielewskiej i mają w związku z lekturą jakieś
      refleksje? ;-)

      Ponieważ jestem jedną z tych trzech osób, które czytały i się serdecznie śmiały
      (tylko przy pierwszych powieściach, ale za to niezmiennie) odpowiem ci, że nie
      ma czegoś takiego jak wpływ Chmielewskiej na polszczyznę. Trudno też uznać, że
      istnieje jakiś szczególny kod językowy, którym posługują się czytacze
      Chmielewskiej, bo duża część tychże czytaczy czyta także inne książki i sobie
      wplata w wypowiedzi inne "kody". Oczywiście, że "cham niemyty" kojarzy mi się z
      Chmielewską, że coś jest "cudnej urody" też - ale kojarzy jedynie.

      U Chmielewskiej śmieszy mnie rodzaj nadużywania języka, taka smaczna przesada,
      łączenie słów, często niegrzecznych tak, by stawały się w danej chwili komiczne
      i absurdalne. Dlatego śmieszą mnie chamy niemyte, stare gropy, śmieszy
      mnie "wasza mać" i śmieszą mnie czasem - już w życiu - przekleństwa, nawet te
      najgrubsze, kiedy mówione w są jakiejś kompletnie nie pasującej do nich
      sytuacji.

      A noidzie powiem, że mnie Lesio bawił, choć najlubię Wszystko Czerwone.
      • kaylene1 Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 14:47
        No dobrze.Chrzesci.Procesy myslowe.
        Wczoraj pczytalam sobie troche przydlugich postow.I mi sie zdaje ze slysze
        chmielewską.
        Jakby wystepowala wielopostaciowo.
        Dowcip w pisaniu nie polega na wygibasach,minoderii czy mizdrzeniu sie.Polega na
        poczuciu humoru.Ale nawet jak się ma poczucie humoru to moze ono zupelnie
        zniknac za nadmierną barokizacją ,stylizacja i podobnymi parabolo metaforo
        innowacjami.
        Ja przed wami szapobasuje, bo widze ludzi rozgarnietych i to bardzo.Ale maniera
        sie krzewi.I to tak sie krzewi,ze az mi w zebach zgrzyta jak czytam. Jezyk
        chmielewsko podobny opanowal wszystkich. BRain slyszy go u swojej matki i nawet
        nie wie ze to to.To wg.mnie gorsze od ptasiej..
        Ja tak do was z dobrego serca,really..
        Ryzykujac dostanie po nosie.
        Jesli sie na to uczulicie, bedzie w stanie to kontrolowac skoro niektorzy
        tlumacza czy pisza. Pozdr serdecznie..
        I nim dostane w nos poczytajcie- o ksiazkach anegdotycznie..i inne tez..
        Tam jest i hist i pointa i .ale język...brrr


        • brunosch Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 15:00
          1. jesteśmy jak nazwa wskazuje Trupą Werbalnych Akrobatów, żonglujemy więc sobie
          stylistyką, metaforyką, syntaktą i czym się da.
          2. głęboką niechęć we mnie (tu już nie w Imieniu Całego Narodu, ale swoim
          własnym) wzbudza klasyczna polszczyzna internetowa, czyli poliszbejsik.
          Akrobacje Werbalne są mi odskocznią i wypoczynkiem od wylewającego się z
          monitora bełkotu.
          3. no i wogóle
        • mamarcela Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 15:01
          Duchowi naszemu dała w pysk i poszła albo inaczej ale nam pojechała po
          skarpetkach !.
          mamarcela wysyłająca spon river w wirtualna rzeczywistość
          • daria13 Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 15:53
            Ja też, ja też chce Spoon River!
          • brunosch Spoon river 29.10.05, 13:07
            dziękuję za przesyłkę! Idę czytać.
        • agni_me Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 15:15
          Ej, no, skoroś chciała napisać, że posługujemy się brzydkim językiem i w
          dodatku nie daje się odróżnić kriska od beatanu, brocha od darii, mnie od
          braina to mogłaś napisać to wprost, a nie zaprzęgać do tego biedną Chmielewską,
          która jak widać na załączonym obrazku wpływ straszliwy miała na mnie i na
          noidę, reszta tę fatalność stylu wyniosła z czytania Słowackiego i Mickiewicza,
          czasami tylko podpierając się Pratchettem.
        • braineater Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 16:51
          Już tłumaczę, bo mam wrażenie, że nabrałaś z grubsza niewłasciwej opinii o tym
          forum. Rozumiałbym zarzuty, co do stylu, gdybyśmy byli zgromadzeniem poetów w
          depresji lub początkujących prozaików i starali się zaprezentować w
          postach 'Literaturę', koniecznie z dużej litery. A to zupełnie nie o to chodzi,
          zupełnie nie ta bajka. Forum służy po prostu rozmowie, opowiadaniu sobie
          historyjek, czy to wesołych, czy smutnych, poopowiadaniu o pierdołach i
          niepierdołach - jak każde forum towarzyskie zresztą. Nie mam wrażenie, że
          ktokolwiek sie tu sili na jakąs specjalną stylizację wypowiedzi, duma godzinami
          nad doborem słów & metafor, szuka po kątach celnej pointy. Ot, po prostu się
          opowiada, jak się umie. Nie siedzę godzinę nad jednym postem, starając się go
          dopieścic, by nióśł w świat przekaz o mojej błyskotliwości, oczytaniu i
          megalomanii, tylko po prostu ładuję w ekran to, co mi się aktualnie po łbie
          pęta i dokładnie w taki sposób, w jaki się pęta. I podejrzewam, bo nie chce
          się tu wypowiadać jak głos większości, że wszyscy pozostali uczestnicy robią
          tak samo. Po prostu czysty spontan, wyrzucić z siebie parędziesiąt linijek
          tekstu i nie bardzo zastanawiac się nad tym, jak to jest napisane i czy jest
          stylistycznie spójne, czy językowo nie zgrzyta, czy logicznie nie dogorywa.
          Pisze tak jak mówię (dobra, tu nie klnę, jak juz pisałem wczesniej) i nie jest
          to żadna stylizacja, przerabianie Chmielewskiej, czy kogokolwiek bądź -
          normalny strumień mowy, nic więcej.
          To nie jest Literatura - to jest Forum!
          Więc styl może być sobie jaki chce - byle przekaz był zrozumiały, a zdaje mi
          się, po tych 6 miesiącach, że zebrała się tu grupka ludzi, którzy sie rozumieją
          w miarę dobrze.

          Tyle:)
          Pozdrowienia:)
          • dr.krisk Wspieram! 28.10.05, 18:42
            Bo to tak wlasnie jest jak pisze braineater. A to ze lubimy gimnastyke
            jezykowa? Ano lubimy - bo to (dla mnie przynajmniej) odpoczynek od
            wykoslawionego i podlego jezyka codziennego, jezyka mediow rozmaitych,
            komunikatow, reklam, tych "superekstraokazji" i tak dalej.
            I jak pisze przedmowca, nie szlifujemy godzinami stylu, ino paplamy co slina na
            jezor poda. Jak werbalna akrobacja, to na calego!!!
            To tyle gwoli. Znaczy wyjasnienia gwoli :)
            KrisK
        • staua Re: Polszczyzna Chmielewskiej 02.11.05, 22:04
          Nie rozumiem - przeciez to Chmielewska wykorzystala w swoich ksiazkach jezyk potoczny i rozmaite
          zarty slowne, ktore slyszala (na tym polega posiadanie "ucha" do jezyka) i to normalne, ze w domu ktos
          slyszal podobne zwroty, bo to po prostu polszczyzna, a nie jezyk wymyslony przez Chmielewska.
          Ludzie mowia roznie, pisza tez roznie, czesto pisza zupelnie inaczej niz mowia... Moim zdaniem jezyk
          poszczegolnych osob obecnych na tym forum rozni sie znacznie... Doktor pisze zupelnie inaczej niz
          Daria, Beatanu, Braineater, Broch czy Aaneta...
          Do tego trzeba tez chyba miec wyczucie. Inaczej wszystko wydaje sie takie samo. Tak jak wszystkie
          drzewa czy domy na ulicy...
          Chmielewska poznalam stosunkowo pozno, odkrywszy ja rownolegle z moim Tata. Jesli chodzi o
          jezykowe wygibasy, jak to okreslasz, to wole Musierowicz ("sliczny jak budyn z soczkiem" to weszlo na
          pewno na stale do mojego slownika)
      • brunosch Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 14:51
        > U Chmielewskiej śmieszy mnie rodzaj nadużywania języka, taka smaczna przesada,
        > łączenie słów, często niegrzecznych tak, by stawały się w danej chwili komiczne

        taaak, ale późniejsze jej powieści są właśnie pisane "w manierze chmielewskiej"
        - czyli to co było świeże ćwierć wieku temu, teraz nosi ślady działań siłowych.
        Tak to narzędziem tępym udało się autorce zamordować własne dzieło.
        • agni_me Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 15:07
          Bru, padam na kolana przed mądrością twych słów - racja, racja, racja i jeszcze
          raz racja. Tylko o czymśmy to rozmawiali? :)
          • kaylene1 Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 15:38
            Mam zacięcie pedagogiczne.Chcialam zobaczyc czy sami na to wpadniecie.Ale
            ciezko wam szlo..
            Co do Slowackiego ..to poczynil on podobne zniszczenia przed wojną.Jedna i drugą.
            Mam ciotke i jej dwie corki- wszystkie te damy do dzis dnia pisza Slowackim..
            Wypaczonym do cna.To tez jest do nie do wytrzymania.
            Nie jestem przeciwniczką pewnej stylizacji jezyka.Lubie i czuje Witkacego np.
            Ale takie fajne pisanie jest przerazliwe w nadmiarze.Zabawy slowne są tworcze.
            Nie takie jednak.
            Jak to Bruno ladnie ujal- 20 lat pozniej.. i nalezy po-dumac..
            • agni_me Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 15:58
              Przypomina mi to rozmowę, którą odbył kiedyś Caillebotte. Przyszedł do niego
              pewien krytyk i przeglądał szkice i rysunki, nagle powiedział:

              - mój panie, e fe, co za nieznośna maniera, teraz wszyscy knocą rysunki, te
              ręce i ta poza. Fatalne, doprawdy, cały Ingres tylko w marnym wydaniu.

              Trzymał wtedy dokładną kopią malowidła z IV wieku odnalezionego dopiero co w
              greckiej grocie.
              • kaylene1 Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 16:58
                Anegdotka sliczna ale jak to anegdotka - niczego nie dowodzi.
                • agni_me Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 16:59
                  No to już mamy dwa wpisy, które niczego nie dowodzą. Ładna parka.
                • mamarcela Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 17:16
                  Dziecinne pytanie - po co nas o grzechu chmielewszczyzny informujesz? W jakim
                  celu?
                  • kaylene1 Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 17:59
                    Ja juz to napisalam.Z dobrego serca.
                    jak sie jest w czyms to sie tego nie widzi.
                    A net ma to do siebie - ze psuje.
                    I nie wszyscy pisza maniera. Brain na ksiazkach pisze normalnie.Tu tez w miare.
                    Inni tez.Ale maniera to jak zaraza.Moze pozrec w calosci.Mamy halloween- apage
                    satanas proponuje.I juz znikam.Bo za chwile dostane w nos.


                    • mamarcela Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 18:41
                      No, to dzięki łaskawe, bo wydawało mi się, że po to, aby nam dosrać.
                      A "Dobra panią" Orzeszkowej czytałaś? Też miala dobre serce.
                      A tak w ogóle to kim jesteś, bo mnie się wydajesz bytem powstałym jedynie na
                      okoliczność potrollowania.
                      A net, co psuje? Przepraszam nie rozumiem?
                      • kaylene1 Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 21:13
                        Język psuje.Z natury rzeczy.
                        Z chęci, np sie podobania.
                        Uwazam was za creme de creme tego forum.Czytam od dawna,szanuje,ale glosu nie
                        zabieram.Ale nerwy mi puscili - jakbym chciala byc fajna to tak bym to sformulowała.


                        • mamarcela Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 21:23
                          Sory, bo ja nie rozumiem. Do czego się ten języj psuje? I dlaczego Ci tak
                          piekielnie na tym naszym języku zależy? Do czego chcesz ten nasz język
                          wykorzystać, skoro tak dbasz, żeby sie przypadkiem nie zepsuł? A może my
                          wszyscy (lub część) na tym forum właśnie takie mamy ambicje - zepsuć własny w
                          końcu język, zeszmacić go do cna, a później zacząć zarabiać jak Chmielewska
                          grube pieniądze na swoim zepsutym języku? I mieć w d... tych, którym się nasz
                          język nie podoba.
                          "A nerwy mi puścili" - to nie manieryzm moja droga?
                    • noida Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 18:51
                      Ja się tak zastanawiam nad Twoją przestrogą... Wydaje mi się, że mimo iż jako
                      jedna z wielu osób na forum przyznałam się do czytania Chmielewskiej z
                      upodobaniem, nie "pisuję Chmielewską". To nie mój styl mimo wszystko. To raz.
                      Dwa, że nawet gdybym pisywała, to mało mnie to przeraża. Bardziej by mnie
                      przerażało, gdybym pisała "Masłowską" albo "Wiśniewskim". Zaś trzy, to wydaje
                      mi się, że w "pisywaniu Chmielewską" nie ma nic złego. To, że jesteś osobiście
                      uprzedzona do Chmielewskiej i Słowackiego (swoją drogą to ciągłe odnoszenie się
                      do wyższości Wieszcza nad Chmielewską bardzo mnie bawi) jeszcze nie oznacza, że
                      wszyscy muszą być. Daria jest uprzedzona do słowa zajebiście. Mamamarcela do
                      Mandaryny. Braineater ma nas za snobów, bo nie przeklinamy. Broch tępi nas za
                      łatwość, z jaką można kupić nasze głosy. Wqurwiony głosował na Kaczkę. I co z
                      tego? W końcu jesteśmy dorośli, mamy swoje nawyki, ale spotkaliśmy się tutaj,
                      żeby wymieniać poglądy. Nikt nikogo za nie z forum nie wyrzuca. Ale też nikt do
                      nikogo nie podchodzi na zasadzie "dziecko, ja mam zapędy pedagogiczne, pokażę
                      ci, co masz robić". Czego i Tobie życzę.

                      Noida Chmielewską Nieprzerażona.
                      • mamarcela Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 19:03
                        Przepraszam, a dlaczego niby to jestem do mandaryny uprzedzona? A przynajmniej
                        bardziej niż ktokolwiek inny na tym forum? To Daria pisała, że Mandaryny
                        organicznie nie znosi? Nie ja, co nie znaczy, że ją wielbię.
                        Piszę to tylko dlatego, że ogólnie jakaś dzisiaj podenerwowana jestem - ciągle
                        ktoś mi coś wmawia, gębę jakąś przyprawia, ato Chmielewską, a to niechęć do
                        Mandaryny.

                        mamarcela bardziej chmielewska niz sama masłowska
                      • kaylene1 Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 21:18
                        Ja lubie Chmielewska.Bardzo.Nie lubie zas maniery.Chmielewska jest Chmielewska.
                        A jesli czytam ktoras z rzedu historie pisana w jej stylu ktory sie zrobil
                        potoczny to mnie ponioslo.Maslowska tez sie juz pleni.
                        Nie traktuje was jak dzieci.Ponioslo mnie.Sorry.Ale...
                    • aaneta Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 19:32
                      Ja nie rozumiem tego po łacinie czy jakoś tak. Ale niewykluczone, że szanowna
                      autorka wątku też tego nie rozumie, więc nie będę pytać, jeszcze się zawstydzi...
                      Tak jak nas zawstydziła. Myśleliśmy, że tacy mądrzy i oryginalni jesteśmy, i tak
                      fajnie piszemy, inteligentnie, dowcipnie i ciekawie, i że Ci, co nas czytają,
                      ale się nie ujawniają, to nas podziwiają, a nie ujawniają się, bo myślą, że nie
                      potrafią tak fajnie pisać jak my. No i co się okazało? Że przerośnięte poczucie
                      własnej wartości mamy, że wcale nie jesteśmy tacy fajni, że pisać nie umiemy, że
                      zmanierowani jesteśmy i zepsuci. Ale nie wszyscy są tacy jak my. Są jeszcze
                      dobre dusze na tym świecie, co to bezinteresownie, z dobrego serca,
                      pedagogicznie, uwagę zwrócą i sprowadzą na ziemię, nie dadzą popaść w
                      samouwielbienie. A że nie wiedzą, gdzie się spacje wstawia i znaki przestankowe,
                      to szczegół...
                      • daria13 Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 20:34
                        Burza w szklance wody. Niniejszy wątek jest niczym innym jak zwykłą podpuchą;
                        zawsze mnie śmieszy takie zarzekanie się "zaraz mi dacie w nos", toż to na
                        kilometr śmierdzi prowokacyjką. Na szczęście w takich momentach ujawnia się
                        nasza solidarność i słaba podatność na tego typu zachowania osób z zewnątrz i
                        nie dajemy się podpuścić:)Mnie na ten przykład jakoś nijak to nie obeszło.
                        Myślę też, że jeśli chce się z dobrego serca kogoś pouczać, to trzeba też nieco
                        wysiłku włożyć we własne wypowiedzi i o styl, gramatykę, interpunkcję nieco
                        zadbać. Tym mniejszą wagę przywiązuję do problemu, a właściwie problemiku.
                        I maleńka uwaga; kolega o wdzięcznym nicku na literę W z pewnością na kaczora
                        nie głosował,ale Mamarcela chyba go jeszcze nie zna za dobrze, więc nie
                        dziwota, że taki wniosek wysnuła.Mam nadzieję, że kolega z nami zostanie i
                        jeszcze nie raz maleńki, acz orzeźwiający fermencik wprowadzi;)
                        Pozdrawiam wszystkich, a szczególnie gorąco Wqrwionego, za to że jednak
                        zdecydował się więcej niż dwa razy odezwać:)
                        • mamarcela Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 20:49
                          I ty Brutusie, to znaczy Dario, przeciwko mnie, a przecież to nie ja byłam ewą -
                          nie ja pisałam, że wqrwiony głosował na kaczory. Ja sie dzisiaj zabiję -
                          najpierw Noida przypisuje mi poglądy Darii, a potem Daria słowa Noidy. Czy już
                          naprawdę taka mało rozpoznawalna jestem? To pewnie przez tę chmielewszczyznę
                          wszechobecną i wszechogarniającą.
                          A tak przy okazji kaylene1 napisała:
                          <Co do Slowackiego ..to poczynil on podobne zniszczenia przed wojną.Jedna i
                          drugą.
                          Mam ciotke i jej dwie corki- wszystkie te damy do dzis dnia pisza Slowackim..>

                          Ja sie chciałam nieśmiało zapytać, czy one tym Słowackim jak piszą to wierszem,
                          białym wierszem, czy prozą? I gdzie one tym Słowackim piszą, bo jeśli w
                          internecie to zapraszamy?

                          mamarcela szarokacząca się, ale za to z cherry coke
                          • kaylene1 Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 21:29
                            Ta szczególa to ona byla na temat interpunkcji.

                            Ciotki wierszem pisza.O przyrodzie.Kwieciscie.Slowacki by zeszedl byl jak by
                            luknal na to.
                            Lubily by tez Ciotki przydlugie posty.Kwieciscie sie nie da krotko.
                            Oczywiscie jestem wrednym trollem.Ale juz sobie ide spac.A jutro wyjezdzam.
                            I mysle ze nic zlego wam w sumie nie zrobilam.Bo madrze
                            piszecie.Naprawde.Wszyscy. Nawet ta chmielewską....
                          • daria13 Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 21:44
                            mamarcela napisała:

                            > I ty Brutusie, to znaczy Dario, przeciwko mnie, a przecież to nie ja byłam
                            ewą
                            > -
                            > nie ja pisałam, że wqrwiony głosował na kaczory.
                            Najmilsza Mamarcelo! Wybacz mi proszę,nie wiem jak mogłam się dopuścić takiego
                            przewinienia:( Wszystko mi się pomieszało,ale może to dlatego, żeś z nami
                            stosunkowo krótko i bardziej Ciebie o nieznajomość kolegi W. podejrzewałam, niż
                            Noidę. Ale i tak nic mnie nie tłumaczy:( Bardzo nam się Trupa ostatnio
                            rozbuchała (patrz powolne początki;) i czasami trudno jest nadążyć.
                            Pozdrawiam cieplutko, bo za oknem okropny ziąb:))))
                            • mamarcela Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 21:59
                              :)))
                              Też pozdrawiam. Za oknem ziąb, a dziecko nr1 poszło lans uprawiać w mini i
                              balerinkach. Będę chyba musiała kolejnego potomka pielęgnować w chorobie.
                              Parafrazując Nasha "Jesienią równiutko podzielone role, jedno dziecko w łóżku,
                              drugie dziecko w szkole". :)
                          • noida Mamomarcela przepraszam!!! 29.10.05, 13:00
                            Za przypisywanie Ci poglądów niezgodnych z prawdziwymi, ale nie mogłam już
                            sprawdzić, kto nie lubił Mandaryny, bo byłam w trakcie pisania posta a nie
                            mogłam użyć Darii dwa razy ;-)
                            • mamarcela Re: Mamomarcela przepraszam!!! 29.10.05, 13:16
                              :)) Noido!
                              jako niedoszły matematyk jestem po prostu cholernie pedantyczna (niestety nie w
                              domu) i zaprotestowałam gwoli "głoszenia prawdy". Chociaz jeśli chodzi o
                              Mandarynę to faktycznie prawda była - tylko na tym forum do tej pory
                              niewyartykuowana.
                              O poza tym żartowałam. lol
                              pzdr.
                              I co z tymi filmami? Masz jakies pomysły?
                      • kaylene1 Re: Polszczyzna Chmielewskiej 28.10.05, 21:21
                        Szczególa zgoła niewazna.
                        Piszecie bardzo dobrze.

    • nienietoperz Rada zamiast. 29.10.05, 10:52
      Agresniki wszystkie!
      Goscinne, zadomowione, przelotne i osiadle.
      Odpuscic prosze, nie ubolewac, nie sie odgrazac, nie sie rewanzowac, Spoon
      River od Mamarceli czytac, los swiata chylacego sie ku upadkowi ewentualnie w
      glebi ducha rozwazac i weekend jesienny milo spedzac!

      Znany skadinad z braku czegokolwiek co mozna by nazwac stylem
      Nienietoperz
      wracajacy na zime do mokrych krajow (z pewna nie da sie ukryc ulga).
    • agni_me Re: Polszczyzna Chmielewskiej 29.10.05, 11:58
      Ależ to piękny wątek na potwierdzenie mej tezy, że na forum nie wolno prosto z
      mostu i bez aluzji. Gdyby szanowna autorka wątku napisała od razu, nia mamiąc
      się nadzieją, iż zrozumiemy jej intencje zawarte w dwulinijce o polszczyźnie,
      że:

      Sensownie piszecie, ale kilka/wszystkie/większość osób wpadła w nieznośną
      manierę. Może tego nie zauważacie, ale maniera opanowuje was wszystkich powoli.
      Chrońcie osobniczy styl, TWAowicze! Albowiem brzydko piszecie, całkiem jak
      upadła na pisarstwie Chmielewska i sens wam tarza się w słowach jak prosię w
      błocie.

      To przecie oplulibyśmy ją w miarę jedynie, wzruszyli ramionami, że może i
      polonista ze szkoły podstawowej nie dałby nam piątki za te wypowiedzi, ale nie
      po to człowiek szkoły kończy, żeby przejmować się do kresu dni stylem. Ktoś
      dopisałby uwagi na temat stylu inicjatorki wątku. I tyle.

      A tak: ja się namęczyłam, by jakoś zjadliwie napisać co mnie w Chmielewskiej
      śmieszy, podczas kiedy wcale nie jestem pewna, że to właśnie "chamy niemyte".
      Okazuje się, że bez sensu trud i mogłam w tym czasie forum społeczeństwo
      czytać. Mamarcela straciła na obfitości wypowiedzi i jej ta Chmielewska po
      innych wątkach latała. Noida dowiedziała się, że zawsze ma czas by nadrobić
      braki w wykształceniu i wreszcie dowcipność Słowackiego docenić. Bru wykazał
      się znajomością twórczości i ładnie napisał o tępym narzędziu. Aneta piersią
      zasłoniła pewne małe miasteczko na Alasce, by krzywda sie mu nie stała
      porównaniem do badziewia sitcomowego. Brain wyjaśnił jak kto miły, że my tu nie
      mamy intencji literackich, tylko piszemy co komu palce na klawiaturę przyniosą.
      No wątek przecudnej urody się zrobił.

      (wpis powstał dla kaylene, by zobaczyła jak naprawdę wygląda pisanie
      chmielewszczyzną, z ukłonami, agni)
      • blue.berry cudnie 02.11.05, 17:09
        no cudnie
        dopiero teraz uczciwie, czyli raz po razie post po poscie, przeczytalam caly
        ten watek i ubawiłam sie setnie.
        a tarez boje sie cokolwiek napisac zeby nie wyszlo ze z maniera. a nuz wyjdzie.
        bo chmielewska w mlodosci czytywalam a jedna ksiazke to nawet posiadam. sa to
        Wyscigi i jak bylam zapalonym sezonowym fanem gonitw co czytalam ja co rok
        przed rozpoczeciem sezonu.
        uzywam zwrotow typu "cham niemyty", "wasza mac" i paru innych ale dopiero dzis
        uswiadomiliscie mi ze to wynika z zepsucia, ktorez znow wynika z czytania
        nieodpowiedniej lektury.
        no i dobrze!

        i tak jeszcze na koniec
        uwielbiam slowo "azaliż"
        manierę niektorych rowniez - aktualnie chyba najbardziej mamamarceli
        i podpisy typu"
        "jagoda starajaca sie nie byc zmanierowana"

        cudnie, mówię Wam, cudnie!
        • mamarcela Re: cudnie 02.11.05, 18:31
          Jagodo droga, czyli kochana Berusiu (Red Berry pies zaprzyjaźniony Berusiem
          zwany, co Ciebie jako posiadaczki głębokiego grendlowego gardła to chyba nie
          obrazi), otóż po przedtudiowaniu wszystkich trzech ksiązek Chmielewskiej
          znajdujących się aktualnie wposiadaniu dziecka nr1 oświadczam, co następuje:
          Chmielewska to mały pikuś w porównaniu z większością z nas, do pięt nam nie
          dorasta. Co stwierdziwszy postanowiłam się nie przejmować i dalej manieryzm
          barokowy uprawiać. A co nie wolno mi? A nawet jak sie bardzo zmobilizuję to
          Słowackim polecę wierszowanym, jak te ciotki i kuzynki kaylene1.

          mamarcela z manierą i Joaną Newson
        • nienietoperz Re: cudnie 02.11.05, 18:44
          Cudnie Jagodko zaiste.

          Ale...
          'azaliz' nie umywa sie, nozek nie jest godne calowac, ani zadne takie, do
          'poniekad'.

          Naprawde.

          Nienietoperz.

          • blue.berry Re: cudnie 02.11.05, 19:29
            > Ale...
            > 'azaliz' nie umywa sie, nozek nie jest godne calowac, ani zadne takie, do
            > 'poniekad'.

            poniekad tez uzywam:) a jakże. i w ogole uwielbiam slowa tego typu.
            • dr.krisk Re: cudnie 02.11.05, 20:17
              A ja osobliwie uwielbiam slowo "osobliwie".
              • eva.68 Re: cudnie 02.11.05, 20:25
                Zaiste ładne. :-)
                Lubię różne słowa, ktore już wyszły z powszechnego użycia.
                :-)
                • stella25b Re: cudnie 02.11.05, 20:35
                  No to "Wszystko czerwone" ze staropolszczyzna pana Muldgaarda klania sie w pas.
                  • mamarcela Re: cudnie 02.11.05, 21:10
                    jednakowoż jednakowoż rulez
                    • braineater paskudnie 02.11.05, 21:33
                      a słowa, ktorych nieznosicie? - bo u mnie wspomniany azaliż, o palme
                      pierwszeństwa konkuruje z 'sympatyczny' i 'przesympatyczny' - dostaję drgawek
                      słysząc te okreslenia czego/kogokolwiek
                      oraz słowo pobudzające do mordu - rześko - bo wiem, że jak ktos mówi, że na
                      dworze jest rześko, to oznacza minimum mróz -10C i snieg oraz wiater do urwania
                      łba.

                      P:)
                      • brunosch Re: paskudnie 02.11.05, 21:41
                        dla mnie "żwawy" zwłaszcza żwawy staruszek budzi najgorsze instynkta. Bo widzę
                        tu kogoś ledwo powłóczącego nogami, co starczym truchtem, z astmą i siatką gna
                        do sklepiku.
                        Drugie - "żonka" oraz "poczciwina" jako określenie kogoś z lekka dupowatego.
                      • beatanu Re: paskudnie 02.11.05, 21:56
                        braineater napisał:
                        o palme
                        > pierwszeństwa konkuruje z 'sympatyczny' i 'przesympatyczny' - dostaję drgawek
                        > słysząc te okreslenia czego/kogokolwiek

                        Sorry,że przyprawiłam Cię o drgawki, bo podejrzewam siebie samą o (nad?)
                        używanie słowa na s...

                        A słowo na rz kojarzy mi się przede wszystkim z dziarską (ale nie żwawą :)
                        panią emerytką z sąsiedniej klatki, która właśnie w taki rz**** ranek,
                        wyprowadzając swoje skąd inąd s********** pudelki na spacer, potrafi z
                        zachwytem wykrzyknąć w moją stronę (gdy okutana szalikiem po uszy, w kasku,
                        podwójnych rękawicach i ocieplanych spodniach na dżinsy, nieprzytomna ze
                        zmęczenie rozpędzam się na oblodzonym chodniku i na rowerze, i bucham parą jak
                        niewiemco) - Czyż nie wspaniały mamy dzisiaj ranek?!!!

                        I wtedy odżywają we mnie instynkty mordercze i mruczę coś niewyraźnie i
                        odjeżdzam bez pisku opon...

                        Beata na razie zadowolona (bo o śniegu na razie cicho)
                        P.S. A tak bardzej na temat: nie przychodzi mi na myśl żadne nie-ulubione
                        słowo :)
                        • beatanu a teraz nie paskudnie 02.11.05, 22:17
                          Zapomniałam napisać o ulubionym słowie!
                          Długo żyłam w przekonaniu, że smyrgając kota po brzuszku albo dziecię po głowie
                          głaszczę/pieszczę owe części ciała i przynależne im reszty. Aż pewnego dnia
                          wyczytałam w mądrym słowniku, że słowo SMYRGAC nie ma innego znaczenia niż
                          1.czmychać, uciekać 2. ciskać, rzucać

                          I co z tego? Nic. W dalszym ciągu lubię to słowo i zaledwie godzinkę temu
                          smyrgałam Kocka pod szyją i po brzuchu (bo brzuszek to zbyt mało powiedziane:)

                          B
                          • noida Re: a teraz nie paskudnie 02.11.05, 23:07
                            A ja SMYRAM moje zwierzęta i przyjaciół, ale pojęcia nie mam, jakie jest
                            słownikowe znaczenie tego słowa. Aż się boję sprawdzić...
                      • blue.berry paskudnie rzesko 02.11.05, 22:03
                        mialam kiedys znajomego w pieknej Belgii a dokladniej w Brugii. i wlasnie z nim
                        i wlasciwie wylacznie z nim kojarzy mi sie slowo "rzesko" choc w wydaniu
                        angielskim czyli "fresh". u owego znajomego mialam zwyczaj bazowac w czasie
                        wojazy po tej czesci europy. zazwyczaj przed i po nich. a jako ze po nich
                        nastepowalo w okolicach wrzesien/pazdziernik (piekne lata studenckie) to z
                        temperatura i pogoda bywalo juz roznie. szczegolnie kiedy wracalo sie z
                        poludnia Francji aby jeszcez przed zupelnym powrotem do polski zanurzyc sie na
                        pare dni w brugijski spleen. jednego roku zmiana temperatur byala do tego
                        stopnia druzgoczaca ze trzeba bylo ubrac sie w we wszytskie posiadane rzeczy
                        (na raz) i zamais piwa pic cieply cocomel. na blagalne prosby o zmilowanie
                        (mieszkanie bylo niczym nie ogrzewane) znajomy pokazywal przez okno palcem na
                        radosne belgijskie dziewczeta w kusawych spodniczkach i podkolanowkach i
                        mowil: "perfect weather. not cold but FRESH!" oczywiscie predzej czy pozniej
                        kapitulowal i ze zbolala mina wyciagal olejowy grzejnik by go nam uzyczyc:)) do
                        dzis slowow fresh kojarzy mi sie nieodmiennie milo:) co zreszta z lekka
                        przenioslo sie na slowo "rzesko". uzywam je zazwyczaj wtedy, kiedy przez
                        wspolnym spacerm z psem moj TZ wdziewa na siebie jakies 7 warstw:))) i
                        mowie: "no co ty, nie jest zimno. jest rzesko:)))"
                      • staua Re: paskudnie 02.11.05, 22:16
                        Problem z "sympatyczny" jest taki, ze ludzie w pewnym momencie zaczeli go okropnie naduzywac
                        (wszystko zrobilo sie sympatyczne, pogoda, spodnie, pies...) i w takich wlasnie przypadkach naduzycia
                        tez nie moge go zniesc.
                        Nie lubie tez "w miedzyczasie", "dokladnie", "autentycznie" (te dwa ostatnie dla podkreslenia waznosci
                        wypowiedzi).
          • staua Re: cudnie 02.11.05, 22:14
            "Poniekad" uzywam nawet w jezyku mowionym! Uwazam, ze jest fantastycznym slowem oraz mozna
            mu nadac swietne zabarwienie odpowiednim tonem.
      • staua Re: Polszczyzna Chmielewskiej 02.11.05, 22:08
        Kaylene pewnie pisze prace magisterska i nas tu za przykald chciala podac, ale ze z nas tepe narzedzia,
        to nie wpadlismy sami na pomysl, zeby rozwinac jej teze na podstawie aluzji i trzeba nas bylo za raczke
        prowadzic. (Boze, czy napisalam cos jak Chmielewska? Musze sobie sprowadzic wszystkie jej ksiazki i
        trzymac na biurku, okazuje sie, ze w celach eliminacji beda najwazniejszym punktem odniesienia...)
        • kaylene1 Re: Polszczyzna Chmielewskiej 02.11.05, 23:35
          Nie pisze.Pracy magisterskiej.
          Delikatna byc chcialam.Oczywiscie przestawiona skladnia to typique
          chmielewszczyzna.
          A sprawiedliwosc sie stala( tez chm.) akurat mi ktos przylozyl(gdzie
          indziej),ze uzywam okropnego jezyka.O czym wam donosze by bylo uczciwie.Ale nie
          uzywam.Stylizowalam.
          Tak mnie napadlo.
          Ale dzis jakby mi sie lepiej czytalo-
          Ja. Skruszona.
          Nie znosze w necie :cieplutko. Brr.Pozdr.Cieplutko.

          • staua Re: Polszczyzna Chmielewskiej 03.11.05, 01:42
            Mysle, ze czytasz po prostu duzo Chmielewskiej, dlatego widzisz tyle podobienstw! Nie uwazasz, ze to
            prawdopodobna opcja?
            "Cieplutko" tez nie cierpie.
          • brunosch GENIALNE!!! 03.11.05, 09:13
            > Oczywiscie przestawiona skladnia to typique
            > chmielewszczyzna.

            O, cudo złote! Inwersja składniowa to cecha dystynktywna prozy J. Chmielewskiej?
            I nikt wcześniej nie wpadł na to, że zmieniony szyk wyrazów ubarwia tok
            narracji? Dla mnie bomba! Dzięki odkryciu Kaylene wiemy już, że literatura
            światowa (a już z całą pewnością polska) zaczyna się od Chmielewskiej. I oby
            się na niej nie kończyła ;)))
            Wszystkie dotychczasowe pseudo-prawdy o inwersji, jakoby w najlepsze
            funkcjonowała sobie już w starożytności, to tylko nędzne sofizmaty. Bo jakżeż
            mogła istnieć przed zaistnieniem autorki Lesia? No przecież niemożliwe. A
            takiego Senekę czy jakiegoś innego Juliusza Cezara to do kąta wysłać na groch
            klęczeć, za to że śmiali orzeczenie wywalać na koniec zdania, a nie powinni, bo
            przecież Chmielewskiej nie znali.

            PS - Kaylene, jesteś pedagogiem. Jakiej dziedziny wiedzy uczysz?
            • mamarcela Re: GENIALNE!!! 03.11.05, 09:39
              Szukając (na półkach własnych) i co gorsza nie znajdując dzieników Tyrmanda,
              natrafiłam na dzieło przedziwne, kurzem wieloletniego nieczytania pokryte i
              pajęczyną niepamięci porośnięte. Wyszperane przez laty wielu w jakimś
              zapomnianym już pewnie dawno antykwariacie zachwytem mnie wielkim napełniło,
              którym to zachwytem teraz w przebłysku sentymentalnego uniesienia pragnę się z
              Wami "Ewentualna Publiko Przygodnych Czytelników! o nadmiernie rozwiniętych
              mózgach i rozrzutnej pojemności wrażeń" (cytat z W/W dzieła) podzielić.
              Albowiem wielkiej tej cudności książka nosząca tytuł "Historje manjaków" , a
              napisana zapewne "piórem feniksa" (cytat z dr.K) przez niejakiego Romana
              Jaworskiego, stanowi jawny dowód na to, że przed i Chmielewską już ktoś był.
              A dziełko naprawdę (zaiste) wielkiej urody (urody wielkiej) i godne polecenia.

              "Gdybyście zaś mieli popadać w paroksyzmy furii nade mną lub dali się unieść
              niezadowoleniu w niejasności tematu aż po granicę wymyślań trywialnych, pozwolę
              sobie przypomnieć Wam skuteczny środek na złagodzenie wzburzenia, a mianowicie
              manifestacyjne wzruszenie ramion, o Przygodni Czytelnicy moi! - których nie
              kocham."

              mamarcela w paroksyzmach
              • brunosch tjaaa 03.11.05, 10:00
                wydawnictwo literackie 1978.
                Z tego wniosek, że druga połowa lat '70 to dla WL okres świetności - bo i Śledź
                Otrębus Podgrobelski i Jaworski.
                Widocznie był w redakcji ktoś, kto lubił z lekka odjechane teksty.
                PS Jaworski to postać z przełomu wieków - a jaką stylistyką się mógł poszczycić!
                szapeba!
                • mamarcela Re: tjaaa 03.11.05, 10:20
                  Z wrażenia zajrzałam na jedną tylko półeczkę - tę z odziedziczonymi po ojcu
                  moim opowieściami grozy. Też samo złoto: Grabiński, Poe, Casares, Beckford,
                  Supervielle, Dostojewski, Dylan Thomas, Żuławski, Yeats, Walpole, Capek i
                  wszystko WL druga połowa lat 70.
                  Wydaje mi się też, że i nieboszczyk Pantofel Sztyrmera też wówczas tam miał
                  swoją powojenną premierę. Muszę sprawdzić.
                  :)
                  mamarcela z Jaworskim
    • noida Re: Polszczyzna Chmielewskiej 03.11.05, 09:30
      Dajcie już spokój kaylene. Przecież przeprosiła i się pokajała prawie (czy to
      jest szyk przestawny w stylu Chmielewskiej?cholera, to zaczyna być zaraźliwe).
      A dyskusje okołochmielewskie można dalej prowadzić, tylko już bez wzajemnego
      wbijania sobie szpili.
      • braineater Popieram 03.11.05, 11:40
        koniec wojny kaylene1 vs. TWA:)
        Dajmy sie dziewczęciu zaaklimatyzowac na forum i nie róbmy fali...
        A zapewne przydługiego posta nam wkrótce napisze - bo jak na razie okazała się
        być rewelacyjnym katalizatorem do powstawania tychże.

        Pozdrowienia:)
        • kaylene1 Re: Popieram - to sie nudne zrobilo 03.11.05, 12:02

          Dzieki Wam

          Jeden watek dyskusji mnie ucieszył- wplyw Seneki i Julisza Cezara na
          wspolczesna polszczyzne. Jest ogromny.
          Bruno- moze doktorat? To bedzie odkrywcze nowe spojrzenie...
          Ale doktorat pewnie masz.
          Oczywiscie powinnam byc jakas popaprana pania od polskiego.To by wyjasnialo.Nie
          jestem

          Chmielewskiej nie czytam.
          Kiedys czytalam.Lubie.Ale szkoda mi czasu.I tyle.
          To co pax?
          No chyba ze pogawędzimy- Juliusz C a Joanna C - proba analizy.Ja dziewcze mlode
          to sie chetnie uczę..
          • griszah Re: Popieram - to sie nudne zrobilo 03.11.05, 12:10
            Na polszczyznę to wielkiego wpływu J.Ch nie zauważyłem ale "stara gropa"
            i "kurcgalopek" zawsze będzie mi się kojarzyć z J.Ch.
            A tak na marginesie to po sąsiedzku mamy bardzo prężne forum fanów J.Ch - ale
            by się działo jakby się zwiedzieli, że tu taki smakowity wątek :).
            Pozdrawiam.
            • asia.sthm Re: Popieram - to sie nudne zrobilo 09.11.05, 15:34
              Juz sie zwiedzieli :-)
              Sama osobiscie sie przyczynilam.
              Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka