chloe30
04.11.05, 11:27
Dotyczy królika.
Pół godziny trwało wczoraj kuszenie Leosia, żeby zechciał sam wejśc do
klatki. Strasznie nie lubi być brany na ręce, więc kiedy mogę staram się tego
nie robić. No i pół godziny latałam z różnymi przysmakami, głaskałam (bo
sobie księciunio głaskania życzył), prosiłam.
No w końcu wszedł, a ja stwierdziłam jedno - matką być nie mogę. Wyobrażacie
sobie tego bachorka????? Przecież skakałby mi po głowie a ja bym prosiła żeby
się nie spocił!!!