Dodaj do ulubionych

Lepiej późno niż wcale?

22.12.05, 13:59
Mimo że w dzieciństwie dużo czytałam jakoś dziwnie ominęły mnie Muminki,
Alicja w krainie czarów, Mały Książe i Ania z zielonego wzgórza (przekorna
wtedy byłam i na wbrew modom, czy co?)
I o ile Muminki, Alicja i Książe przeczytane w wieku dwudziestuparu lat
bardzo mnie zachwyciły i uważam, że są to książki do czytania w każdym wieku,
to do Ani nijak nie mogę się juz przekonać. Aha, nie czytałam tez
Musierowicz, taka uposledzona jestem.
Czy Wy też macie jakieś zaległości z dzieciństwa, których teraz żałujecie, a
na które jest jednak za późno?
Pozdrawiam:)
Obserwuj wątek
    • daria13 Re: Lepiej późno niż wcale? 22.12.05, 14:09
      Sorry, miałam to wkleić na FK, mogę też?
      Pozdrawiam:)
    • griszah Re: Lepiej późno niż wcale? 22.12.05, 14:20
      Ja się też do Musierowicz przyznam, że ani literki z niej nie przeczytałem. Ale
      żebym jakoś żałował to nie specjalnie. Co do pozostałych zaległości to chyba
      brak bo akurat w dzieciństwie czytałem najintensywniej bo to i czasu było masę
      i innych rozrywek jakby mniej więc większość dziecięcej klasyki połknąłem. A
      Dr. Doolittle'a Szanowna Dario czytałaś? Jeśli nie to teraz już jest na to wg
      mnie zdecydowanie za późno. W dzieciństwie wszystkie części przeczytane po
      kilka razy a kiedy znalazłem niedawno jedną z tych książeczek i przeczytałem -
      mocno mnie zmuliło.
      Pozdrawiam.
      • braineater Re: Lepiej późno niż wcale? 22.12.05, 14:35
        Musierowiczowa przeczytałem dopiero po ślubie, bo mi ja Maryś w posagu do
        biblioteczki wniosła:)I przyjemnie się wkręciłem, choć gdyby tam trochę język
        uwspółcześnić, pare bluzgów dorzucić, to byłoby TO:)
        A z takiej żelaznej klasyki młodzieżowo dziecięcej, zawsze miałem pod górę z
        Dumasem - jak jeszcze Muszkieterzy i XX lat później przeczytani zostali w wieku
        odpowiednim, choć bez zachwytu większego, tak za Hrabiego M.C., próbowałem się
        zabrac parę lat temu i prawie, że nie dałem rady ...nuda z każdej strony
        wiejąca, schematy, tak znane, że juz nawet nie śmieszne, promocja wartości, jak
        na sezonowej obniżce w supermercado...no, ała. Zabolało - miałem tego nie
        czytać, albo czytać w wieku lat 12.
        No i ksiązka do której się po dziś dzień nie zabrałem - Tajemniczy ogród. Stoi
        to to na półce w obu językach i robi wyrzuty, a ja jakoś, po wybitnie magicznym
        filmie, nie mam ochoty do niej zajrzeć. Ale może kiedyś się uda.
        Natomiast na stare lata, polecam wszystkim, powrót do Kiplingowej Księgi
        Dżungli (jednej z drugą), oraz do Nesbitowych Pięciorga dzieci i cosia, oraz
        Emila i Detektywów. Tak prawde powiedziawszy Nesbit zaczęła naprawdę bawic mnie
        dopiero teraz...

        P:)
        • kawa_malinowa Re: Lepiej późno niż wcale? 22.12.05, 14:38
          Tajemniczy ogród nie jest zły :)Ale, IMO "Mała księżniczka" bije inne ksiazki
          F.H. Burnett na głowę... tak jakos raz na miesiąc ją czytam... a w
          październiku/listopadzie było raz w tygodniu nawet.
          Ania z Zielonego... równiez na chandrę.
        • griszah Re: Lepiej późno niż wcale? 22.12.05, 14:55
          Bo widzisz Musierowiczowa to mi się zawsze kojarzyła z taką "dziewczyńską"
          ksiażką więc jak miałem do wyboru np. Verne'a, Szklarskiego, Maya, Wernica,
          Centkiewiczów i Musierowicz to wybierałem tych pierwszych. Musierolodzy i
          musierolożki mnie zaraz zaszlachtują ale tasiemcowa Jeżycjada i losy rodziny
          Borejków kojarzą mi się z 1976 odcinkiem powieści radiowej "W Jezioranach" (nie
          bijcie za mocno i uwaga na okulary !).
          A "Hrabiego M.Ch" rzeczywście przeczytałem chyba dopiero rok temu jak go
          znalazłem na półce u teściów. Chyba trochę za późno.
          Pozdrawiam.
          • beatanu wszystkiemu winien starszy brat? 22.12.05, 20:37
            griszah napisał:

            > Bo widzisz Musierowiczowa to mi się zawsze kojarzyła z taką "dziewczyńską"
            > ksiażką więc jak miałem do wyboru np. Verne'a, Szklarskiego, Maya, Wernica,
            > Centkiewiczów i Musierowicz to wybierałem tych pierwszych.

            Mam starszego brata. Zapatrzona w niego sluchalam tej muzyki, której on
            sluchal. Czytalam to co on czytal. Czyli przerobilam wlasnie calego
            Szklarskiego, Verne'a, Maya, czesciowo Centkiewiczów... Ania z tym swoim
            wzgórzem mogla sie schowac... Zaczelam (jeszcze w podstawówce) czytac pierwsza
            czesc i... nigdy nie skonczylam. Nie wzielo mnie zupelnie. Ale Muminki
            znalazlam sama w szkolnej bibliotece i pochlanialam je razy kilka. I zawsze do
            wszystkich ksiazek Tove Jansson chetnie powracam :)

            Nigdy nie zalapalam sie na Dumasa (nadrobila to czesciowo jedna z córek:), na
            ksiazki o Narni (nadrobily obydwie córki ze smakiem lat temu wiele) ani na
            Musierowicz... Kilka lat temu dostalismy od przyjaciela jej pierwsza ksiazke o
            Borejkach... po szwedzku. Jedna z bibliotek publicznych robila czystki i
            rozdawala róznosci za symboliczna korone. Wsród ksiazek "wyrzuconych" byla
            wlasnie Musierowicz. Nigdy sie za nia nie wzielam, córki jakos tez nie i
            ksiazka zbiera kurz na pólce, tym razem u nas w domu:(

            No i Kubus Puchatek ukochany... Zawsze i wszedzie.

            Dla tych co maja male szkraby albo takowe planuja albo nosza pod sercem -
            polecam Janoscha (jezeli jeszcze nie znacie) Odkrycie sprzed lat kilkunastu,
            wtedzy po szwedzku, teraz wydaje go namietnie Znak. Najnowsze ksiazki to moze
            juz troche popluczyny, ale jedna z pierwszych, o Panamie... I dla doroslych i
            dla dzieci duzych i malych. Bosko prosta i madra!

            To tyle, co mi teraz do glowy przychodzi.

            • kubissimo Re: wszystkiemu winien starszy brat? 22.12.05, 22:20
              Janosch niedlugo trafi na polska liste ksiag zakazanych, bo przeciez nie
              chcemy, zeby nasze dzieci ogladaly najbardziej nawet niewinne usciski w
              wykonaniu dwoch samcow

              a jestes w stanie powiedziec, ktora to ksiazka Musierowicz doczekala sie
              szwedzkiego tlumaczenia? bo pierwsza z cyklu zwanego Jezycjadą byla chyba
              KLAMCZUCHA, ale w niej chyba jeszcze nie ma Borejkow. oni sie chyba pojawili
              dopiero w ramach KWIATA KALAFIORA. z naciskiem na chyba :)
              • beatanu Re: wszystkiemu winien starszy brat? 22.12.05, 23:01
                kubissimo napisał:

                > Janosch niedlugo trafi na polska liste ksiag zakazanych, bo przeciez nie
                > chcemy, zeby nasze dzieci ogladaly najbardziej nawet niewinne usciski w
                > wykonaniu dwoch samcow

                No tak, to moje dziewczyny już trzeba spisać na straty, bo książki Janoscha
                swojego czasu znały na pamięć ;)

                > a jestes w stanie powiedziec, ktora to ksiazka Musierowicz doczekala sie
                > szwedzkiego tlumaczenia? bo pierwsza z cyklu zwanego Jezycjadą byla chyba
                > KLAMCZUCHA, ale w niej chyba jeszcze nie ma Borejkow. oni sie chyba pojawili
                > dopiero w ramach KWIATA KALAFIORA. z naciskiem na chyba :)

                A ja nie mam pojęcia, gdzie się pojawili Borejkowie, bo nie czytałam ani jednej
                książki :( A po szwedzku ukazały się dwie: "Szósta klepka" (tę właśnie mamy w
                domu) i "Kłamczucha" (widziałam parę tygodni w bibliotece miejskiej)

                Beata i S. Sojka z kolędami ( na prośbę starszej córki, hurra!)
                • noida Jak się obraziłam na panią Musierowicz. 22.12.05, 23:51
                  Pierwsza była "Szósta klepka". Potem "Kłamczucha", a potem "Kwiat kalafiora".
                  Zdaje się, że w "Kłamczusze" już pojawiają się Borejkowie ale w roli
                  epizodycznej. Do roli głównej awansują dopiero w późniejszych czasach (mają
                  warunki- aż 4 dziewczęta w rodzinie w wieku różnym).

                  To ja może opowiem, jak się obraziłam na panią M.M., skoro już mowa o różnych
                  wspomnieniach z lat młodości. Otóż, kiedy jeszcze byłam w wieku młodzieńczym
                  lubiłam Jeżycjadę. W tych czasach części było zaledwie 6, a nie 14 (czy nawet
                  więcej), jak obecnie. Czytywałam to sobie z większym lub mniejszym
                  zainteresowaniem, identyfikując się z tą bohaterką, która akurat była mniej
                  więcej w moim wieku- najpierw z Cesią, potem z Idą (albo na odwrót), a na końcu-
                  z Pulpecją. Tylko, że jak dojechałam do Pulpecji, która w książce ma 18 lat
                  (ja miałam 17, o ile mnie pamięć nie myli), doszłam do wniosku, że
                  owa "Pulpecja" nie ma nic, ale to nic wspólnego z a.) realiami, w których
                  przyszło mi spędzać lata młodzieńcze b.) z moimi kompleksami, c.) z
                  otaczającymi mnie młodzieńcami, którzy nie przypominali w niczym nie tylko
                  Baltony, ale nawet Jacunia czy Marcela. Jak czytałam tę książkę ostatnio, to
                  zrozumiałam, że identyfikowałam się raczej z Romą- brzydką i zakompleksioną
                  koleżanką Pulpecji, która zostaje porzucona przez przyjaciółkę i świat cały. I
                  tego już moje biedne nastoletnie serce nie zniosło- jak to? Ja-Roma zostałyśmy
                  przez panią M.M. wystawione do wiatru! Nie ma dla nas nagrody pocieszenia w
                  postaci królewicza z bajki, który pod naszą brzydotą dostrzega piękno wnętrza!
                  Ponadto postawiłam się w sytuacji młodzieży, która pija alkohol, która pali
                  papierosy (w przeciwieństwie do Borejków) i słucha mrocznego rocka, ale nie zna
                  łaciny. Takiej młodzieży u M.M. nie było. Straciła więc moją sympatię na wiele
                  długich lat, kiedy to z mniejszym lub większym obrzydzeniem myślałam o
                  cukierkowych przygodach sióstr, które nie dość, że były mądre, to zawsze
                  znajdywały facetów (w przeciwieństwie, rzecz jasna, do mnie). Może nie byłoby
                  tak dramatycznie i brak faceta zniosłabym jakoś, łudząc się wizją tego
                  królewicza, gdyby nie to, że wtedy przeżyłam wielkie rozczarowanie ludźmi w
                  ogóle, a moimi znajomymi w szczególności. Na to pani M.M. nie miała dla mnie
                  żadnego pocieszenia.

                  No i przez lat mniej więcej 7 nie tykałam jej książek nawet narzędziem na
                  długim drągu. Dopiero niedawno zaczęłam je czytać z odpowiednim podejściem- jak
                  bajki, a nie jak opowieści z życia, i muszę powiedzieć, że są to historie
                  naprawdę całkiem miłe, dobrze napisane, dowcipne i ciekawe. Beato, spróbuj
                  poczytać "Szóstą klepkę" w wolnej chwili. Celestyna jest świetna :-)

                  Ale biednej Romy pani M.M. nie daruję ;-)
    • aaneta Re: Lepiej późno niż wcale? 22.12.05, 14:28
      Po pierwsze na Anię i Musierowicz nigdy nie jest za późno ;)
      Po drugie nie jesteś upośledzona, nie kokietuj, koleżanko TWArzyczko, ale Twoje
      egzystencjalne młodzieńcze doły mogły się wziąć właśnie z tego, że nie
      przeczytałaś Ani we właściwym czasie, taka jest moja najnowsza koncepcja. Bo ja
      do jednego z tomów Ani sięgnęłam niedawno, żeby się przekonać, czy wyrosłam, i
      zauważyłam, że największą zaletą Ani jest niezwykle pogodne i optymistyczne
      podejście do świata. To działa jak plasterek na duszę, podobnie jak Musierowicz.
      • noida Re: Lepiej późno niż wcale? 22.12.05, 14:47
        Nie powiem, do czego się nadaje Twoja koncepcja ;-)
        Ja czytałam zarówno Anię jak i Musierowicz i na młodzieńcze doły w ogóle mi to
        nie pomogło, a Musierowicz to mnie jeszcze dodatkowo rozjuszyła...
        • aaneta Re: Lepiej późno niż wcale? 22.12.05, 15:02
          Hmmmm, no trudno, ja też czasami mogę się mylić ;)
          Prawdę mówiąc, ja dopiero teraz tak spojrzałam na Anię, a młodzieńczych dołów
          też miałam trochę, choć może nie były one takie straszne i raczej nie
          egzystencjalne. Dołowali mnie starzy, przeszło jak ręką odjął, kiedy zaczęłam
          żyć po swojemu.
    • blue.berry Re: Lepiej późno niż wcale? 22.12.05, 14:58
      dario - jesli Muminki zachwycily to zapraszam tutaj:)

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28749&w=33840377
    • kubissimo Re: Lepiej późno niż wcale? 22.12.05, 15:45
      a ja Hrabiego M.C. czytalem w wieku lat 18-19 i wtedy jeszcze niezle wchodzil
      swietna lektura na wakacyjne plazowanie nad Adriatykiem :)

      poza tym watpie, zebym kiedys przeczytal Trylogie Sienkiewicza
      probowalem w osmej klasie i juz bylo za pozno - nijak nie weszlo
      raczej nie zaluje :)
    • ash3 Re: Lepiej późno niż wcale? 22.12.05, 16:06
      Mam jedna zaległość, taka, o której pamiętam, oczywiście: Opowieści z Narni,
      zupełnie przegapiłam w dzieciństwie i młodości. Niedługo pewnie przeczytam i
      zobaczymy, czy nie jest za późno... Obawiam się, że mogę załować (kilka stron
      przejrzanych w księgarni nie zachwyciło).
      Słyszałam od jednej dziewczyny, że podobnie jest z Bajkami robotów Lema,
      nieprzeczytane odpowiednio wcześnie, "nie wchodzą". Ale nie wiem, czy to prawda.
      Zresztą trochę się boję wracać do niektórych lektur, które silnie mną
      wstrzasnęły dziecieciem będąc. Pamiętam jednak, że czytając siostrzeńcom
      "Kubusia Puchatka" załamał mi sie głos przy ostatnim rozdziale - tak mi się
      przypomniało, właściwie odżyło na nowo uczucie żalu, że coś się kończy...
    • eva.68 Re: Lepiej późno niż wcale? 22.12.05, 16:22
      Wpisałam się na książkach ale pozwolę sobie powtórzyć.:)

      Alicję przeczytałam całkiem niedawno. Kubusia Puchatka dość dawno temu, ale już
      jako osoba dorosła [jak byłam młodsza strasznie mnie denerwowało, że ten miś
      taki głupiutki :)]. Muminki znam tylko z ilustrowanych adaptacji ale dojrzewam
      do sięgnięcia po wersję klasyczną. Nie czytałam Mikołajków, Mary Poppins i paru
      innych "żelaznych" tytułów. Anię przeczytałam we właściwym czasie, parokrotnie
      nawet ale teraz chyba nie dałabym rady. Jest to rzeczywiście książka, z której
      się wyrasta.
      Za to Musierowicz lubię. I wracam. I zawsze mnie jakoś optymistycznie nastraja.
      P:)
    • dr.krisk Kubuś Puchatek... 22.12.05, 16:40
      Mam do dziś - jedyna ksiązka, które jest ze mną od kilkudziesięciu lat. Kartki
      już pożółkły i zetlały: za PRL-u drukowano na wyjątkowo kiepskim papierze. Ale
      to ciągle ten sam Miś o Bardzo Małym Rozumku.
      Zamierzam wrócić do niej jak już będę naprawdę stary i potrzebna mi będzie
      obrona przed zgorzknieniem.... Na razie nie potrzebuję.
      • jottka eno 23.12.05, 00:05
        ale wy porównujecie książki bardzo różne w typie i kalibrze, że tak powiem, no
        sensu to nie ma:) sama klasyfikacja 'książek dla dzieci' jest już fałszywa, bo
        np. taka 'alicja' niby powstała dla małolaty, ale jest dziełem ogólnie genialnym
        i bynajmniej nieprzypisanym do czytelnika czy czytelniczki w wieku lat ośmiu
        (wtedy przeczytałam po raz pierwszy 'alicje', w tł. słomczyńskiego, wielbię
        bałwochwalczo do tej pory)


        podobnie bez ściśle określonego wieku odbiorcy są muminki, choć w innej
        konwencji utrzymane, za to 'ania' czy 'jeżycjada' to powieści edukacyjne, czyli
        dla dorastającej młodzieży, a 'mały książę' to w ogóle przypowieść z morałem dla
        wieku dowolnego


        większość klasyki dziecięcej czytałam w stosownym wieku, ale np. takiego ake
        holmberga odkryłam kilka lat temu i jakoś wiek ostro pomaturalny nie
        przeszkodził mi w szczerym zachwycie:) literatura jezd albo dobra, albo zła, a w
        jakim gatunku i konwencji utrzymana, to rzecz dalsza - to raczej upiornie
        patetycznych i wzdętych powiastek specjalnie dla młodzieży nie da sie czytać w
        późniejszym wieku, bo człowieka odrzuca, akurat w niszy dziecięcej zalecany jest
        klarowna narracja, ale gry słowne pożądane jak najbardziej, morał jest
        potrzebny, ale surrealizm i purnonsens jeszcze bardziej - dobry tekst w tej
        kategorii nie może sie zestarzeć:)

        • stella25b odkrylam pozno 27.12.05, 09:37
          Ja "odkrylam" paru genialnych autorow, ktorych nazwiska sa pewnie wpisane w
          kanon literatury dzieciecej dopiero w Niemczech, przy wlasnych dzieciach. Taki
          wlasnie Janosch ze swoimi bajkami czy Sven Nordqvist z Petterssonem i Findusem.
          Teraz moj syn zachwyca sie ksiazkami Cornelii Funke czy Paula Maara (a ja razem
          z nim), poprostu nadrabiam zaleglosci;)



          • beatanu Re: odkrylam pozno 27.12.05, 20:23
            stella25b napisała:
            >Taki wlasnie Janosch ze swoimi bajkami czy Sven Nordqvist z Petterssonem i
            > Findusem.

            O! O! O! Właśnie wujaszek Pettson z kotem Findusem! Genialne książki Nordqvista
            z cudownie odklejonymi rysunkami. Przetłumaczone na milion języków (no dobrze,
            przesadziłam), dlaczego nie na polski? Pochwała przyjaźni, ale też dziwactwa i
            odmienności. Humor wylewający się i tekstu i z ilustracji. Uwielbiam książki
            Nordqvista i pozdrawiam wielbicieli tychże w Niemczech i innych krajach!

            Dla tych, którzy Pettsona i Findusa nie znają:
            www.hjelms.se/nordqvist/sven_nordqvist.html
            :)




            • braineater Re: odkrylam pozno 27.12.05, 20:41
              beatanu napisała:

              Przetłumaczone na milion języków (no dobrze,
              > przesadziłam), dlaczego nie na polski?

              na co ja odpisuje:
              że jakby sie beatynu nie leniły, to już bysmy te ksiązki czytali:)

              P:)
            • aaneta Re: odkrylam pozno 28.12.05, 09:21
              beatanu napisała:

              > Genialne książki Nordqvista
              > Pochwała przyjaźni, ale też dziwactwa i
              > odmienności.

              No to dopiero ten Nordqvist nie ma szans w Polsce. Pochwała dziwactwa i
              odmienności - no kto to widział! Tutaj urawniłowka obowiązuje, dla dziwaków i
              odmieńców miejsca nie ma :( Niech się tylko ktoś spróbuje wychylić!
              • beatanu Re: odkrylam pozno 28.12.05, 10:03
                aaneta napisała:
                > No to dopiero ten Nordqvist nie ma szans w Polsce. Pochwała dziwactwa i
                > odmienności - no kto to widział! Tutaj urawniłowka obowiązuje, dla dziwaków i
                > odmieńców miejsca nie ma :( Niech się tylko ktoś spróbuje wychylić!

                No właśnie, coś jest na rzeczy ;( Ale tak poważniej, to słyszałam, że prawa
                autorskie są okrutnie drogie, chodzi i o tekst i ilustracje, bez których
                książki Nordqvista nie byłyby tym czym są. Ale z drugiej strony Pettson i
                Findus są i po serbsku (albo jeszcze po serbsko-chorwacku), węgiersku, rosyjsku
                i czesku chyba też... O językach, którymi mówi się w krajach zamożniejszych nie
                wspominam. Może warto powalczyć?

                Beata (nie)leniwa :)
                • stella25b Re: odkrylam pozno 28.12.05, 10:10
                  Nie moze warto tylko napewno WARTO! Odmiencow z kotami nigdy nie za malo.

                  Fanka P i F jeszcze niemiecka
                • kubissimo Re: odkrylam pozno 28.12.05, 10:15
                  nie no, nie ma takiego dramatu
                  w zeszlym roku widzialem w Berlinie ksiazeczke o kreciku, ktoremu ktos narobil
                  na glowe i on chodzi od zwierzaka do zwierzaka i szuka sprawcy, a zwierzeta na
                  dowod swej niewinnosc pokazuja mu, ze one robia zupelnie inne kupy
                  generalnie calosc to taka dziecieca wersja albumu Cacas i jak to ogladalem, to
                  sobie myslalem, ze w Polsce nikt czegos takiego nie wyda
                  a wczoraj wygrzebalem w ksiegarni polskie wydanie :)
            • kubissimo Re: odkrylam pozno 28.12.05, 10:11
              a naprawde fajny tez Nrdqvist?
              bo obrazki z tej strony to mi sie kojarza z prgogramami typu Bajeczki
              Jedyneczki, czy Mama i ja :/
              • beatanu obrazki 28.12.05, 10:22
                kubissimo napisał:

                > a naprawde fajny tez Nrdqvist?
                > bo obrazki z tej strony to mi sie kojarza z prgogramami typu Bajeczki
                > Jedyneczki, czy Mama i ja :/

                BARDZO FAJNY!
                Nie znam programu Mama i ja :(
                Ale przyjrzyj się szczegółom na pierwszym obrazku przedstawiającym pędzącego na
                rowerze Pettsona i stojącego z rozłożonymi łapkami kota Findusa.
                Kąpiąca się w wannie krowa (takie stare wanny na pastwiskach szwedzkich to po
                prostu poidła dla zwierząt), zadowolone kury, których głowy wystają z torby
                przy tylnym kole, świeczka zamiast lampki z przodu roweru, siedzące na
                bagażniku miniaturowe: łoś i niewiadomoco, fikuśna czapeczka Findusa itd....
                Mnie takie odklejone szczególiki bawią :)

                Beata rozbawiona

                • kubissimo Re: obrazki 28.12.05, 10:28
                  no nie wiem
                  niby troche fajne, ale calosc wyglada na rzecz wylacznie dla malych dzieci
                  musialbym dorwac to w jakims ludzkim jezyku ;)
                • stella25b Re: obrazki 28.12.05, 10:45
                  Naprawde fajny!

                  co do ilustracji, to zawsze podobali mi sie sasiedzi Petterssona. Prawdziwe
                  twarze, prawdziwych ludzi:))
    • marquis Re: Lepiej późno niż wcale? 27.12.05, 21:18
      Zaległości jest dość sporo: Muminki, Kubuś Puchatek, Ania, Alicja, Pan
      Samochodzik. Muminki i Kubusia kiedys nadrobię, może także Alicję :)
      • kubissimo Re: Lepiej późno niż wcale? 27.12.05, 21:48
        z panem samochodzikiem i anią raczej nie probuj
        a i muminki - niestety - raczej nie wszystkie Ci wejda
        taka Kometa nad Dolina Muminkow to niestety li i jedynie przygodowka
        co innego Dolina Muminkow w listopadzie, czy Tatus Muminka i morze -moje
        ulubione, bardzo dorosle powiesci (powiastki) psychologiczne
        • olahabe Re: Lepiej późno niż wcale? 27.12.05, 22:25
          Ominęłam te bardziej "męskie" klasyki- May'a nic nie przeczytałam,u Londona
          tylko Martina Edena opłakiwałam, a olałam nurt przygodowo-pionierski, Verne'a
          nawet nie tknęłam. Pisarstwo tych panów było dla mnie ok 12 r.ż. symbolem
          intelektualizmu, bo zaczytywały się w nim moje rówieśniczki o umysłach ścisłych
          (jedna dziś fizyk teoretyk, druga lekarz). Mimo ciężkich wysiłków naśladowania
          i dorównania im (co, wstyd się przyznać,w pewnym stopniu i mocno wyparte, ale
          zostało mi do dziś), z prawdziwą przyjemnością leciałam przez
          wszystkie "Anie", "Emilki", "Polyanny", "Zaczarowane ogrody", "Wichrowe
          wzgórza". Na szczęście, po epizodzie z kolekcjonowaniem Harlequinów w wieku lat
          14 nie przerzuciłam się na Danielle Steel, ale na fantastykę.Myślę, że siły
          wyższe maczały w tym palce.
          • braineater Re: Lepiej późno niż wcale? 27.12.05, 22:41
            bład Olu.
            Verna mozna pokochać szczerą miłością, jednoczesnie szczera nienawiścią
            darząc 'nauki ścisłe'. Do dziś z geografiifizykimatematykiastronomi jestem dupa
            wołowa, a Verne'a dalej lubię:)

            P:)
            • olahabe Re: Lepiej późno niż wcale? 27.12.05, 22:49
              Mimo wszystko- nie ma siły, która przekonałaby mnie do tego typu fabuły.
              Nie wsadzam w ramki, nie klasyfikuję, nie ma literatury dla młodzieży
              humanistycznej i ścisłej, precz z podziałami, niech żyją indywidualne
              doświadczenia.:))
    • crazy.berserker Re: Lepiej późno niż wcale? 28.12.05, 08:55
      Oj widzę że nazbierało mi się przez lata zaległości, nazbierało. Oprócz
      wymienionych wyżej pozycji jak Jeżycjada i Ania z Zielonego Wzgórza (nie
      przeczytałam i chyba nie przeczytam), do odkurzenia zostały: Mary Poppins,
      Dzieci z Bullerbyn i Piotruś Pan. Od pewnego czasu czynię też starania w
      kierunku przejrzenia Ivanhoe i Chrabiego Monte Christo. Od czasu do czasu
      wypady w kierunku lekturek typu Filonki Bezogonki - czytane 5-letniej
      siostrzenicy przed snem podczas jej wizyt.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka