Dodaj do ulubionych

Już po spotkaniu...

14.01.06, 18:00
....no i co?
żądnam pikantnych szczegółów :)
daję wam jeszcze kilka godzin na kacowe, ale od wieczora/jutra czekam na
relację: kto był, gdzie, jak długo itd.
pełnymi zdaniami i bez wykrętów
bo mnie tu z ciekawości (i zazdrości) zaraz skręci
nooo, proszę was bardzo :)))
pozdrawiam
Kwiecienka i Zapiekanka z Kurkami Własnej Roboty

ps propozycję "może przeprowadziłabyś się do Warszawy" obiecuję potraktować
poważnie, ale najwcześniej dopiero po zakończeniu roku akademickiego, czyli w
czerwcu
Kwiecienka za Warszawą Tęskniąca
Obserwuj wątek
    • noida Re: Już po spotkaniu... 14.01.06, 22:05
      Było super, ja wyszłam o 23.30, ale uprzejmie donoszę, że nie wychodziłam
      ostania ;-) Nie wiem, jak oni wrócili do domu, bo im autobusy pouciekały...
      Mamarcela twierdziła, że wróci na piechotę, o ile pamiętam ;-)

      Też się zastanawiam, gdzie się oni wszyscy podziali i czemu się nie odzywają...
      Chyba nie mają większego kaca niż ja? Biorąc pod uwagę, że znietrzeźwiałam się
      w ekspresowym tempie, a oni powoli.

      I mam dowody zdjęciowe :) W poniedziałek je spróbuję przegrać na kompa i
      wrzucić na TWArze.
      • beatanu Re: Już po spotkaniu... 14.01.06, 22:25
        Dzięki za znak życia, bo już się zaczęłam niepokoić, że wam piwo
        niepasteryzowane zaszkodziło... Albo jakaś rybka drugiej świeżości, albo
        kurczak salmonellą doprawiony. Albo nie wiem co ;)

        Cieszę się, że było wam fajnie i z niecierpliwoócią czekam na dowody rzeczowe
        na TWArzach.

        Beata świeżutko po obejrzeniu "Zielonych rzeźników" Jensena (tego od "Jabłek
        Adama") Widział ktoś? W każdym razie powracam do wegetarianizmu w wersji
        obostrzonej :)
        • aaneta Melduję się 14.01.06, 22:45
          i niniejszym oświadczam, że żadna rybka ani kurczak, żadnego obżerania się nie
          było, tylko piwo. A dzisiaj jak zwykle sobotnie rozrywki gospodarsko-domowe, to
          nie to co w pracy, gdzie mogę sobie czasami popisać.
          Rzeczywiście, jakoś nie mogliśmy się zebrać, Mamarcela, Ydorius i ja (ciekawe
          dlaczego?), ale zdążyliśmy idealnie na ostatnie metro, a od metra to już do mnie
          o rzut beretem, nocnym autobusem oczywiście.
          O "Zielonych rzeźnikach" nie słyszałam, co to, dobre? Pewnie tak, więc idę się
          za tym rozejrzeć, i dobranoc, bo muszę trochę odespać :)
          • beatanu Re: Melduję się 14.01.06, 23:10
            Kolejna cała i zdrowa, uff! kamień z serca :)

            A Zieloni rzeźnicy tacy sobie, (Jabłka Adama zdecydowanie lepsze!), ale warto
            obejrzeć, chociażby dla kilku aktorów występujących również w Jabłkach...
            Stopień odklejeństwa mniej więcej taki sam:)

            Kolorowych snów życzę!
            • blue.berry Re: Melduję się 14.01.06, 23:41
              witam serdecznie
              spotkanie bylo przesympatyczne i przemilo bylo poznac darie, aanete, noide,
              mamarcele i ydoriusa.

              noida - pamietaj o prawie do ochrony wizerunku wlasnego:) jak je naduzyjesz do
              znajde Cie, dopadne i zrobie cos strasznego:)))
              • daria13 Re: Melduję się 15.01.06, 09:44
                Proszę o wybaczenie, ale szereg czynników uniemożliwił mi napisanie
                sprawozdania, bo ja chyba taka najbardziej obowiązkowa jestem i często to ja
                najobszerniej opisuję spotkania:)I nie omieszkam tego uczynić, ale nieco
                później. Wczoraj mieliśmy małą awarię kompa, a potem musieliśmy jechać do
                znajomych na imprezę. Kaca na szczęście nie mam, więc postaram się w miarę
                składnie:)
                Jak tak czytam krótkie komentarze pozostałych uczestników, nie mogę odżałować,
                że tak daleko mieszkam i że muszę zawsze wcześniej kończyć.
                Co do zamieszczania zdjęć, to mam prośbę; ja taka bardziej próżna jestem i
                wolałabym wcześniej ocenzurować zdjęcia, więc może najpierw na priva do
                zainteresowanych, a potem ewentualnie na TWArzach. Choć z drugiej strony jak
                tak zaczniemy cenzurować, to może się okazać, że nic nie zostanie:). Zobaczymy.
                Pozdrawiam serdecznie:)
              • noida Re: Melduję się 16.01.06, 14:03
                No worries- jeśli nie będę miała wystarczająco niewyraźnego (tzn.
                przedstawiającego Cię w sposób uniemożliwiający rozpoznanie) to na pewno nie
                dam żadnego zdjęcia :-)
                • mamarcela Re: Melduję się 16.01.06, 14:13
                  A ja proszę nic. Nawet skrawka ucha. Ani ręki. Ani nogi. Rien de rien.
                  I to całkiem serio. :)
                  • blue.berry :))) 16.01.06, 14:22
                    ja to chyba tez prosze bez zadnego kawalka, nawet niewyraznego:)
                    ale za to sluze pomoca jakby trzeba bylo cos obciac czy obrobic na fotkach:)
    • kwiecienka1 Re: Już po spotkaniu... 15.01.06, 13:27
      udobruchana i z uczuciem ulgi (przeżyli...) dziękuję za relacje :)))
      teraz czekam na zdięcia na Twarzach...
      obiecuję wszystko co zobaczę zachować w tajemnicy...
      pozdrawiam
      Kwiecienka, Domowe Lody Truskawkowe (przepisu Nigelli Lawson) i Pełnia
      Niedzielnego Spokoju, Nicnierobienia & Szczęścia
      • daria13 Re: Już po spotkaniu... 15.01.06, 16:15
        Pokrótce:
        Knajpa obskurna niemiłosiernie, ale klimatyczna. Kiedy dotarłam tam pierwsza i
        uświadomołam sobie, że nic się już nie da zrobić byłam nieco wystraszona, ale
        im dłużej tam siedziałam, tym bardziej przyzwyczajałam się do sufitu z
        pojemników na jajka i do tego, że każdy mebel był inny, z innej epoki i w innym
        stadium zniszczenia. Potem od młodszego odłamu dowiedziałam się, że teraz tak
        jest modnie i że w ich mniemaniu jest spoko. Knajpa prawie zupełnie pusta o 17,
        o 20 wypełniona była po brzegi. O czymś to świadczy. Wybór piw duży, dobre
        grzane wino, no i pyszna baklawa, na którą chyba tylko ja dałam się skusić, bo
        barman uprzedzał, że bardzo słodka, ale tak naprawdę słodka była w sam raz i
        naprawdę doskonała, mniam. Dodatkowym atutem była dobra, klubowa muzyka.
        Jak zwykle buzie nam się nie zamykały, mamy podobny stopień niewygadania chyba,
        bo prawie wszyscy paplaliśmy jak najęci. Tematem wiodącym były zwierzęta.
        Niekończące się opowieści i anegdotki o psach, kotach i jednym groźnym
        króliku:) Wszystkie, bez wyjątku opisywane zwierzaki miały coś nie w porządku z
        głowami, same psychole, w najlepszym razie skrajne indywidua i oryginały (kot
        lubiący chleb, na przykład:).
        Bardzo zabawne było nasze wyczekiwanie na kolejnych uczestników. Jagódka
        zakazała nam patrzeć tak łakomie na wszystkich wchodzących, bo długo jeszcze
        mieliśmy nadzieję na przyjście Bruna, a mógł się jeszcze wszak pokazać ktoś
        niezapowiedziany, znienacka:))
        Był tam od początku facet, który z dużą częstotliwością się przechadzał in
        front of us (siedzieliśmy przy samych schodach prowadzących do wyjścia)i
        przyglądał nam się nieodmiennie z jeszcze chyba większą łapczywością, niż my
        wszystkim wchodzącym. Było to nawet zabawne, bo robił to nie dość, że bardzo
        czytelnie, to niemal ostentacyjnie. Dziś nawet miałam taką refleksję, czy to
        nie był jakiś skrytouczestnik, któremu wrodzona nieśmiałość nie pozwoliła się
        ujawnić:))))Ale chyba ponosi mnie wyobraźnia. Może to stały bywalec
        zainteresowany nowymi twarzami:)
        Było bardzo wesoło i myślę, że zdecydowanie możemy już mówić o nowej, świeckiej
        tradycji, jaką są i będą z pewnością nasze spotkania Twaczowe:)
        Pozdrawiam wszystkich leniwie i wciąż z uśmiechem na ustach na wspomnienie
        miłych chwil spędzonych w Pracovni:)
        • stella25b Re: Już po spotkaniu... 15.01.06, 16:36
          dzieki za obszerna relacje. Rozumiem, ze spotkania beda odbywaly sie z
          czestoliwoscia do ...to jest nadzieja, ze i ja sie kiedys na jakies zalapie.



          • daria13 Re: Już po spotkaniu... 15.01.06, 17:22
            Stello kochana, wszystko zależy od Ciebie! Jeśli tylko będziesz miała okazję
            odwiedzić ojczyzne, dostosujemy się do Twoich potrzeb i na pewno zorganizujemy
            spotkanie. Bardzo na to liczę i polecam się:)
            Pozdrawiam:)
            • daria13 Re: Już po spotkaniu... 18.01.06, 19:02
              Uświadomiłam sobie, że zapomniałam się z Wami podzielić wrażeniami na temat
              nowych uczestników spotkań Twaczowych.
              Otóż Jagódka jawiła mi się jako nieco szara, bo często zmęczona, i odrobinę
              nieśmiała, przynajmniej na początku, młoda kobieta. Okazało się, że prawdą jest
              tylko to ostatnie, to znaczy, że jest młodą kobietą, ale jak najbardziej
              kolorową, atrakcyjną, wygadaną i posiadającą wspaniałe poczucie humoru. Zero
              szarości:)
              Ydorius, nie wiedzieć czemu (może przez brodę?)miał być w moich wyrobrażeniach
              nieco jowialny. A tu masz, zmyłka, Ydorius to Poeta, w każdym calu. Momentami
              obawiałam się, jak on wytrzymuje z taką gromadką rozgadanych, rozchichotanych
              bab. Ale informacja o tym, że opuścił lokal jako ostatni z dwiema takimi
              gadułami nieco mnie uspokoiła:).
              Jeszcze nie minął tydzień, a ja już myślę o kolejnym spotkaniu. Przy całym moim
              zmęczeniu ludźmi w ogóle, uświadamiam sobie, że w takim gronie zapominam o
              swoim zniechęceniu i czuję się z Wami świetnie:)
              Pozdrawiam:)
    • aaneta Re: to i może ja się dołożę : ) 19.01.06, 10:54
      Dziewczyny, dzięki za miłe słowa, ale przestańcie, proszę, bo już nigdy więcej
      nie przyjdę na żadne spotkanie.
      • beatanu Re: to i może ja się dołożę : ) 19.01.06, 11:00
        aaneta napisała:

        > Dziewczyny, dzięki za miłe słowa, ale przestańcie, proszę, bo już nigdy więcej
        > nie przyjdę na żadne spotkanie.

        Proszę się nie wymigiwać Aneto droga, zwłaszcza gdy w sąsiedzkim wątku o
        mrozach i innych złożyłam oświadczenie pt. - że zacytuję drKriska - "nabyciu
        drogą kupna" biltów lotniczych do Polski i już sobie marzę o spotkaniach
        Twaczych i tu i tam. Tylko... to wszystko w okolicach Wielkanocy i pewnie żadne
        wielkie zjazdy nie wyjdą, ale może ktoś będzie mógł się od świątecznego stołu
        na chwilkę oderwać, coby przedstawicielkę skrzydła szwedzkiego rozmową zabawić?

        Takie sobie plany wiosenne tutaj snuję i komplementy nowe dla Anety (i nie
        tylko) wymyślam :)


        • aaneta Wielkanoc 19.01.06, 11:19
          Prawda, że to super brzmi?
          Wielkanoc = wiosna i żadne mrozy po drodze nam nie straszne :)
          Beatko, przecież wiesz, że ja żadnych stołów wielkanocnych nie praktykuję, więc
          jestem do Twojej dyspozycji, nawet na więcej niż chwilkę. Może nawet w końcu do
          Krakowa się wybiorę?
          • beatanu Re: Wielkanoc 19.01.06, 11:21
            aaneta napisała:

            > Prawda, że to super brzmi?
            > Wielkanoc = wiosna i żadne mrozy po drodze nam nie straszne :)
            > Beatko, przecież wiesz, że ja żadnych stołów wielkanocnych nie praktykuję,
            więc
            > jestem do Twojej dyspozycji, nawet na więcej niż chwilkę. Może nawet w końcu
            > do Krakowa się wybiorę


            Hurra!
            :))))




            • mamarcela Re: Wielkanoc 19.01.06, 11:29
              Ja też. Dla Beaty wszystko. Stoły wielkanocne u Babci więc u mnie chata wolna
              (mam nadzieję, że się już z remontami uporam, a jak nie to trudno). Grinczyzm
              mój Wielkanoc też obejmuje, więc chętnie ucieknę, gdzie pieprz rośnie. :)
              Niech żyje przyjaźń polsko-szwedzka. Jak to będzie po szwedzku?
              :))
              To znaczy jeśli oczywiście jestem brana pod uwagę?
              • braineater Re: Wielkanoc 19.01.06, 11:40
                hmmmmmm
                do Krakowa mam 40 mil
                do Warszawy w sumie też nie jest daleko aż tak...

                P:)
                • beatanu Re: Wielkanoc 19.01.06, 11:51
                  braineater napisał:

                  > hmmmmmm
                  > do Krakowa mam 40 mil
                  > do Warszawy w sumie też nie jest daleko aż tak...
                  >
                  > P:)

                  Zawsze są jeszcze Katowice :)))

                  Beata rozważająca wiele różnych waiantów na dwóch wątkach...
                  Powtarzam to, co napisałam Jottce: Pożyjemy, pomarzniemy, zobaczymy. Jeszcze
                  kupa czasu.

                  Ale cieszę się prawdziwą stellową przedradością!
              • beatanu Re: Wielkanoc 19.01.06, 11:42
                mamarcela napisała:

                > Ja też. Dla Beaty wszystko.

                Hmmm. Teraz ja się czuję skonsternowana. No, może jednak nie wszystko?
                w każdym razie cieszę się ogromnie i wykrzykuję hurra po raz wtóry!!

                O przyjaźni to będzie jakoś tak: "Leve vänskapen mellan Polen och Sverige!"


                > To znaczy jeśli oczywiście jestem brana pod uwagę?
                Jesteś brana pod uwagę jak najbardziej, jakżeby inaczej?!

                :-))
                • quarantine Re: Wielkanoc 19.01.06, 11:58
                  Ja też się biorę pod uwagę:D
                  • beatanu Re: Wielkanoc 19.01.06, 12:00
                    quarantine napisała:

                    > Ja też się biorę pod uwagę:D

                    Ciebie brałam pod uwagę tak czy owak, fajnie, że nie muszę Cię zmuszać, bo
                    środków nacisku mi nie staje ;)))

                    Hurra!
                    B


    • mamarcela Penrod i okolice 19.01.06, 11:10
      Pewnie nikt z Was nie czytał "Penroda". Nic dziwnego mało kto go czytał. Nawet
      Kawka - specjalistka od zapomnianej literatury dziecięcej - go nie ma. Wydany
      został na początku lat 60' chyba jedyny raz i słuch o nim zaginął. A szkoda, bo
      moje dzieci kwiczały równo, a młody nawet przez pewien czas chciał zostać
      Penrodem Scofieldem(?).
      Otóż tenże Penrod jest najniegrzeczniejszym chłopcem w mieście. W niewielkim
      miasteczku w USA w latach 20', albo 30' ubiegłego wieku. A więc to taka
      bardziej cywilizowana niegrzeczność. Tenże Penrod właściwie lubi być tym
      najniegrzeczniejszym chłopcem. Do tego stopnia lubi, że pewnego dnia robi
      wielką zadymę przy pomocy smoły i smaruje tąże smołą wszystkich, którzy
      ośmielili się go nazwać "małym dżentelmenem".
      Co ma wspólnego Penrod z elegancką (nie sympatyczną, nie ciepłą nie przystojną,
      nie miłą itd) mamarcelą. No,kurcze, domyślcie się?
      Idę się zabić. i koniec z tym tematem, bo mam smołę i nie zawacham się jej użyć.

      Dla zainteresowanych dalszymi losami Penroda link
      www.gutenberg.org/etext/6554
      mimo wszystko pozdrawiam
      mamarcela osobowość gwiazdorska ze smołą w beczce
    • nienietoperz Re: Już po spotkaniu... 19.01.06, 11:11
      Pytanie techniczne:
      zawsze mnie to zastanawialo, jak dear Twacze zwracacie sie do siebie, kiedy
      przyjdzie sie Wam juz spotkac bez posrednictwa elektrycznosci (tej, co to jej
      tak naprawde nie ma) - czy naprawde gina nicki, i Mamarcela staje sie Hanna czy
      Dorota, Daria wcale nie jest juz trzynasta, Beata nie jest nu, AAneta gubi a
      przednie, a Kwiecienka nagle ma imie polskie, a nie czeskie?
      Hmm?
      • beatanu Re: Już po spotkaniu... 19.01.06, 11:19
        nienietoperz napisał:

        > Pytanie techniczne:
        > zawsze mnie to zastanawialo, jak dear Twacze zwracacie sie do siebie, kiedy
        > przyjdzie sie Wam juz spotkac bez posrednictwa elektrycznosci (tej, co to jej
        > tak naprawde nie ma) - czy naprawde gina nicki, i Mamarcela staje sie Hanna
        czy
        > Dorota, Daria wcale nie jest juz trzynasta, Beata nie jest nu, AAneta gubi a
        > przednie, a Kwiecienka nagle ma imie polskie, a nie czeskie?

        Odpowiadam na pytanie pierwsze i jedyne, i z perspektywy kilkumiesięcznej:
        zwracałyśmy się do siebie po imieniu. Czyli - Dario, Aneto, Beato, Agnieszko
        (Kwiecieńka sama się do imienia na TWA przyznała)i... od Noidy nie mam
        pozwoleństwa na ujawnianie prawdtziwego imienia, więc nie ujawniam. O reszcie
        TWAczej rodziny wiem mało, albo nic i pozwoleństwa też brak, więc milczę :)

        beata bez nu
      • noida Re: Już po spotkaniu... 19.01.06, 11:21
        No to ja odpowiem- Noida, Kwiecieńka, Mamarcela oraz Ydorius pozostali swoimi
        nikami. Blue.berry była nazywana Jagódką, bo było krócej. Aneta i Daria zgubiły
        podwójne litery oraz trzynastki. Beata zgubiła Nu, o ile mnie pamięć nie myli.
        Dobrze mówię?
        N.
        • nienietoperz Re: Już po spotkaniu... 19.01.06, 11:31
          Kwiecienkowe imie z RR pamietam. Co ciekawe wydawalo mi sie, ze znam tez realne
          imie Noidy - po glebszym namysle stwierdzam, ze nie jestem w stanie skojarzyc
          skad mialoby do mnie dotrzec, takze to chyba wylacznie wewnetrzna projekcja.
          Uklony,
          Nienietoperz

          • daria13 Re: Już po spotkaniu... 19.01.06, 12:08
            Tego mi było trzeba! Jako typowa kobieta jestem bardzo łasa na komplementy.
            Także w przeciwieństwie do Anety, nie mam nic przeciwko takowym. Jest mi bardzo
            miło:)
            Teraz tym bardziej wypatruję tej wiosny w nadziei na przyjazd Beatki i na
            kolejny, mam nadzieję, duży zlot.
            Wciąż nie wiemy gdzie mieszka dottore, nawet w przybliżeniu, więc nie wiem, czy
            możemy liczyć na jego przybycie, ale pamiętam, że kiedyś napomknął miedzy
            słowami, że może będąc w stolicy....
            A mi marzy się taki naprawdę wielki Zlot Gwiażdzisty razem z tymi, co są
            baaardzo daleko, ale zdaję sobie sprawę, że dogranie jednego terminu będzie
            praktycznie niemożliwe. Ale mam nadzieję, że osoby mieszkające za górami, za
            lasami, za morzami i za oceanami, będąc kiedyś w kraju, postarają się może
            znależć jeden wieczór na spotkanie z Twaczami-krajanami:) Byłoby bardzo miło:))
            Czy ja nie jestem za bardzo namolna?
            Pozdrawiam nieco zmieszana:)
    • aaneta Re: Penrod i okolice 19.01.06, 12:04
      Nie jest źle, Jagódko, tylko takie teksty, nie tylko na mój temat zresztą,
      wprawiają mnie w zakłopotanie, taka już jestem porąbana. Być może bierze się to
      stąd, że kompletnie nie zwracam uwagi na wygląd zewnętrzny i nie przywiązuję do
      niego wagi, a na dodatek nie potrafię się odwzajemnić ani komplementami, ani
      jakimkolwiek opisem osób czy sytuacji, paradoksalnie tym bardziej, kiedy moje
      wrażenia są pozytywne. Negatywnych nie wypowiadam z założenia ;)
    • daria13 Re: to i może ja się dołożę : ) 19.01.06, 12:40
      blue.berry napisała:
      > dario – dziękuję bardzo za ta młodą atrakcyjną kobietę:))))))))
      Nie ma za co. Dziękujesz jakby to nie była prawda. To tylko proste stwierdzenie
      faktu:)
      P:)
    • mamarcela mamarcela i jej bardzo poważny dezyderat 19.01.06, 17:39
      Otóż, juz przed pierwszym spotkaniem w bardzo kameralnym gronie miałam potworne
      wątpliwości i bardzo sie dewirtualizacji bałam. Jednak ponieważ skończyła się
      ta dewirtualizacja bez ofiar - zgodziłam sie na spotkania dalsze. I tu zaczęły
      się schody (nawiasem mówiąc, komu przypisywane są te słowa?), bo nagle zaczęło
      sie opisywactwo forumowe.
      Kochani, nie mieszajmy bytów wirtualnych z bytami realnymi. Stanowcze nie
      egzaltacji pospotkaniowej. Od tego są privy. Przecież to, co po spotkaniach sie
      na forum odbywa to za przeproszeniem "legalną blondynką" jedzie.
      Osobiście zbyt sobie cenię moją prywatność, aby zgodzic sie, aby każdy
      korzystający z netu mógł się dowiedzieć z kim, kiedy się spotykam i jakie buty
      mam na nogach. Pozwólcie mi zachować chociaż odrobinę tajemnicy, bo w końcu
      jestem postacia literacką i muzą łaskawą.
      Jak się tak opiszemy, obciumciamy, zagłaszczemy na śmierć to, kto się będzie z
      nami chciał spotykać? Wybaczcie, ale ja bym się z takimi egzaltowanymi
      ciotkami nie chciała. Strach się bać, jaką komu gębę przyprawią. :)
      TO są oczywście żarty, ale dezyderat jest poważny - jeśli chodzi o byt
      wirtualny to można sobie używać po całości, ale ten realny niech realnym
      pozostanie. :)
      pozdrawiam wirtualnie
      mamarcela wirtualna li i jedynie w tym miejscu
      • daria13 Re: daria13 i jej bardzo poważny dezyderat 19.01.06, 18:14
        I tu potwierdza się wyrażona kiedyś przeze mnie teza, że tam gdzie zaczyna się
        moja wolność, kończy się wolność czyjaś. A jeśli ja lubię komentować, głaskać i
        ciumciać? Dlaczego mam się przed tym powstrzymywać? Jeśli ustaliliśmy wolność
        wypowiedzi, jeśli na przykład Agni wolno nakłuwać baloniki, nawet gdyby to
        miało boleć, to dlaczego mi nie wolno ciumciać do woli? Jestem egzaltowana i
        pewnie już taka pozostanę. Ale niedawno nauczyłam się tego, żeby się nie
        wstydzić siebie. Do niedawna mówiłam innym to, co chieli usłyszeć, między
        innymi dzięki obecności na TWA nauczyłam się, że nie muszę się ograniczać, nie
        muszę się powstrzymywać i mogę mówić i pisać to, na co mam ochotę. Za "legalną
        blondynkę" powinnam się właściwie obrazić, ale nie jestem obrażalska;)
        Skomentowałam nasze spotkanie na wyraźną prośbę osób, które w nim uczestniczyć
        nie mogły. Mam zwyczaj (jak pewnie wszyscy zauważyli;)dzielenia się swoimi
        smutkami, ale jeszcze chętniej, swoimi radościami. Nasze spotkania są dla mnie
        taką właśnie radością i nie widzę powodu, żebym miała ukrywać swoje odczucia z
        nimi związane.
        Na koniec powiem, że postulat Mamrceli rozumiem, że uświadomiłam sobie, że
        umiar nie zaszkodzi i obiecuję, że osobę chcącej pozostać tajemniczą Mamarceli
        odtąd będę skrzętnie omijać we wszelkich komentarzach i wycieczkach osobistych.
        Osobę realną znaczy:)
        Acha. Mimo że jestem egzaltowana, gęby przyprawiać nie mam w zwyczaju.
        Myślę też, że wszyscy tutaj jesteśmy na tyle frikami, że nikt nas za ciotki nie
        weźmie. Nigdy!!!
        Pozdrawiam:)
        • daria13 Re: daria13 i jej bardzo poważny dezyderat 19.01.06, 18:24
          Bosz, ale to acha okropnie wygląda:( Ten język polski to jednak łatwy nie
          jest:)))
        • mamarcela mamarcela i jej wrażliwość, która wbrew wszelakim 19.01.06, 19:41
          pozorom również istnieje.
          Dario - uwaga będę nakłuwać i to bardzo, chociaz długo się wahałam.
          Będzie w punktach.
          1. bardzo Cię lubię i to w realu bardziej niż w wirtualu, bo w realu bardziej
          sobą jesteś
          2. miałam prawo wyrazić swój sprzeciw odnośnie opisywactwa pospotkaniowego, bo
          jako osoba realna mam prawo do prywatności
          3. dezyderatu swojego nie skierowałam bezpośrednio do Ciebie, jako, że nie
          tylko Ty opisywactwem się zajmowałaś
          4. nikogo nie chciałam urazić, obrazić, ani nic z tych rzeczy, ba nawet
          zaznaczyłam wyraźnie, że całe wprowadzenie to żarty.
          5. po raz kolejny nie wzywana zgłosiłaś się do tablicy i po raz kolejny wybacz
          mi brutalne słowa zrobiłas z siebie "uciśnioną biedaczkę", co to z sercem do
          ludzi, a oni na nią huzia.

          Nie, Dario, to tak nie jest. Ludzie są różni i nie wszystkich można mierzyć
          swoją miarą wrażliwości. Akurat mogę to powiedzieć z niemal stuprocentową
          pewnością, że wszyscy TWAcze są obdarzeni wrażliwością mocno "rozbudowaną".
          I to nie jest tak, że ja mam za złe Tobie, czy komukolwiek innemu to
          opisywactwo pospotkaniowe. Bo to ja powinnam od razu uprzedzić, że to nie jest
          w moim guście. Oczywiście Ty miałaś prawo opisywać, a ja mam prawo powiedzieć
          dość. I na tym powinno stanąć. Bez komentarzy , które wbrew Twoim intencjom są
          często raniące. Uświadom to sobie, że inni też mają prawo do swoich własnych
          prywatnych uczuć i osobistych granic.
          A za "legalną blondynkę" nie powinnaś się obrażać i to nie dlatego, że
          obrażalska nie jesteś, ale dlatego, że wykazałabyś sie w ten sposób brakiem
          poczucia humoru. :)
          naprawdę serdecznie pozdrawiam
          mamarcela, która taką jest dziwaczką (broń bogi kaczką), że bardzo lubi byc
          ciumciana, ale w granicach przez siebie ustalonych
          • noida Podpisuje sie 19.01.06, 19:56
            pod tekstem Mamarceli. Ja też bym wolała bez ciumciania. Nie dlatego, żem jakaś
            szczególnie tajemnicza, ale dlatego, że być może przyjdzie taki moment, w
            którym zaczniemy wątpić w jego szczerość.
            A tu konwencja ciumciania i co?
          • daria13 Re: mamarcela i jej wrażliwość, która wbrew wszel 19.01.06, 20:24
            To ja nie w punktach.
            Odezwałam się, bo po pierwsze stałam się już jakoś tak może samozwańczo osobą
            zdającą realcje ze spotkan, bo wyobrażałam sobie, że osoby, które z przyczyn
            obiektywnych, bądź z wyboru niemogące uczestniczyć w spotkaniach, są tych
            relacji spragnione, po drugie w wątku powyższym świadomie podbiłam bębenek,
            nawet po czasie i postanowiłam oprócz zrelacjonowania, podzielić się też
            wrażeniami. Rzecz jasna kieruję się swoimi preferencjami i tym, jak ja
            chciałabym to wszystko widzieć, bo czym innym miałabym się w sumie kierować.
            Uwaga o butach odnosiła się ewidentnie do mojej wypowiedzi, więc moje
            skojarzenia były uzasadnione, a Ty się wydałaś:))))
            Miałaś prawo wyrazić dezaprobatę, ja miałam prawo wyrazić dezaprobatę wobec
            dezaprobaty, a Ty miałaś prawo wyrazić dezaprobatę wobec mojego wyrażenia
            dezaprobaty:) Zmierzam do tego, że dojrzałam tutaj, na tym właśnie forum do
            wyrażania swoich potrzeb, a przez tym samym do leciutkiego niezliczenia się
            może przez to z innymi osobami. Zresztą właściwie wcześniej nie wiedziałam, że
            mogę Cię urazić swoją, nazwijmy to niedyskrecją, więc właściwie nie było to tak
            z mojej strony bardzo nieliczniem się.
            Reasumując, stwierdzam z całą stanowczością, że choć może moja wypowiedź
            zabrzmiała nieco zbyt poważnie i surowo, nie poczułam się urażona, nie zrobiło
            mi się nawet odrobinę przykro, bo zrozumiałam Twoją intencję droga Mamarcelo i
            w sumie się z nią zgodziłam po części, ale zapragnęłam powalczyć o swoje,
            zademonstrować swoje preferencje i potrzeby dzielenia się z innymi. Uczę się
            tego od niedawna i może czasami niechcący nieco przeginam, a może nie;)
            Coraz rzadziej też przepraszam, bo często przepraszałam w nadmiarze.
            Zrobiliście ze mnie monstera:))))))
            Pozdrawiam jeszcze bardziej serdecznie w nadziei, że zostałam teraz dobrze
            zrozumiana i że obie będziemy szanowały własne granice i ta dyskusja nie rzuci
            się nawet najmniejszym cieniem na nasze stosunki:)))
            • mamarcela Dario droga 19.01.06, 21:00
              Jejku, a czemu miałoby się rzucić? Cokolwiek na cokolwiek. Nic sie na nic nie
              rzuci, a już na pewnio nie z mojej strony. :)))
              A teraz poważnie i osobiście. Oraz asertywnie do bólu. Jak juz pisałam bardzo
              Cię lubię i bardziej w realu. A dlaczego? Wybacz dosadne określenie, bo w realu
              jesteś "babą z jajami", a w wirtualu robisz niestety za "pierwszą naiwną", co u
              niektórych, także czasami i u mnie niestety, wzbudza sprzeciw, a nawet agresję.
              Fantastycznie, że dzięki TWA uczysz się wyrażania własnych opinii, ale na Boga -
              staraj sie to robić prościej. Nie opisuj swoich intencji tylko dawaj
              komunikaty. Popatrz jak prostsze by wszystko było, gdyby nasza wymiana poglądów
              wyglądała tak:
              mm - nie lubię byc opisywana
              d13 - trzeba było wcześniej o tym mówić
              a poza tym dobrze cię opisywałam
              nie chciałam ci zroboic przykrości
              ale skoro chcesz już nie będę
              mm - fajnie, dzięki
              i już.
              Bo to Dario wcale nie o mnie i moje buciki chodzi tylko o to, że nikt nie wie
              jakie wyzwania nam jeszcze nasza dewirtualizacja postawi. A jeśli doktor K.
              naprawdę jest szatynką i Ty radośnie opiszesz jej przepiękne szpileczki. I czym
              to grozi?
              Masowymi samobójstwami wśród forumek grozi. Sama bym sie nad skróceniem mąk
              zastanawiała.
              I jeszcze jedno pozwól moi, że za każdym razem, kiedy zaczniesz znowu o swojej
              naiwności, dobrych intencjach i checi uszczęśliwienia wszystkich - osobiście
              Cię kopnę wirtualnie albo realnie w d... Bo jak się masz uczyć tu na TWA
              stanowczości, asertywności i umiejętności wyrażania własnego zdania, to rób to
              bez asekuracji, że Ty taka naiwna i pełna dobrych intencji jesteś. Żeby nikt,
              kto się z Tobą nie zgodzi nie musiał mieć wyrzutów sumienia, że Ci sprawia
              przykrość. OK? Przecież naprawdę dużą dziewczynką jesteś.:)
              z wyrazami wszelkiej serdeczności, że nie powiem ciumciając
              mamarcela okrutnica
              • aaneta Re: Dario droga 19.01.06, 21:26
                Świetny moment na wtrącenie się i próbę uzwięźlenia problemu.
                Abstrahując od intencji, opinii, komunikatów, asertywności itp. proponuję
                rozważyć subtelną różnicę pomiędzy opisem spotkania a opisem osób
                uczestniczących w spotkaniu. I wyciągnąć wnioski oczywiście. Dobranoc.
                • noida Re: Dario droga 19.01.06, 21:46
                  Otóż to Aneto, otóż to :-)
                • eva.68 Re: Aneto droga 20.01.06, 08:22
                  Podziwiam i pozdrawiam.
                  :)
              • daria13 Re: Mamarcelo droga!!!!!!!!! 19.01.06, 21:42
                Aj low ju!!!!!!!!!!!!
    • mamarcela Re: ... 19.01.06, 20:15
      Jagódko, ciumaj ciumaj byle z umiarem. A może tak wirtualnie się ciumamy w
      wirtualu, a realnie w realu. I wszyscy będą hepi
      a przynajmniej mamarcela :)
      pozdrawiam oczywiście
    • kwiecienka1 HURRRA!!! 20.01.06, 16:43
      Długo, długo mnie nie było (przerwa techniczna), wchodzę, czytam sobie i oczkom
      nie wierzę! Beata w zasięgu PKP! Już w kwietniu!
      No to oczywiście dodam, że bez względu na kalendarz świat obchodzonych (albo i
      nie) stawię się na spotkaniu gdziekolwiek :))

      Aluzyjnie dodam, że dzień po Wielkanocy mam urodziny... i w ramach prezentu
      sugeruję Kraków - obiecano mi przecież spacer po Hucie w celach depiernikacji
      miasta...
      pozdrawiam
      Kwiecienka Poprawnie jako Agnieszka Zidentyfikowana

      Ps Nadrabiając forumowe zaległości jeszcze się rozpiszę: jutro, pod osłoną Dnia
      Babci, mam imieniny - to zobowiązuje... proszę koniecznie wychylić za mnie
      jeden kieliszeczek/kufel/szklaneczkę dowolnego trunku :)
      • nienietoperz Re: HURRRA!!! 20.01.06, 18:08
        Kwiecnieszko,
        zyczenia juz dzisiejsze, a jutro nie omieszkam szklaneczki wychylic (a bedzie to
        tym razem, z racji odwiedzania znajomych znajomych, szklaneczka walijska...)
        NNTPZ

        • stella25b Re: HURRRA!!! 20.01.06, 23:17
          Kwiecienko rozumiem Cie z calej sily;) Jak widac jestes nastepna ortodoxyjna
          Slazaczka;) Wszystkiego dobrego!
      • daria13 Re: HURRRA!!! 21.01.06, 17:01
        Wszystkiego najlepszego z okazji imienin w Dniu Babci:))) Kufelka nie omieszkam
        wychylić, ale choć ze strony mamy wywodzę się z rejonów, gdzie imieniny
        obchodzi się huczniej od urodzin, to jakoś tak bardziej jestem przywiązana do
        tych drugich. Do tego stopnia, że nie obchodzimy imienin dzieci i nawet nie
        ustaliliśmy, kiedy należałoby je obchodzić, bo są kilka razy w roku. Zatem
        serdeczniejsze i bardziej rozbudowane życzenia przekażę dzień po Wielkanocy:)
        Ściskam bardzo mocno i ciepło:)
    • kwiecienka1 Re: Już po spotkaniu... 21.01.06, 20:35
      właściwie, jako Ślązaczka, nie powinnam obchodzić dziś imienin, ale...
      po pierwsze: właśnie jestem w Krakowie, a tu obchodzą imieniny, no więc
      dlaczego miałabym sprzeciwiać się lokalnym wierzeniom...
      po drugie: każda okazja żeby się napić w miłym towarzystwie i jeszcze dostać
      prezencik jest dobra :-)))
      jak chyba widać po składni jest już po toastach...
      pozdrawiam
      Kwiecienka i Ginginha (portugalska wiśniówka)
      • dr.krisk Wszystkiego, Kwiecienko!!!! 23.01.06, 08:35
        To z okazji imienin. Jako aus Pommern też w zasadzie obchodzę głównie urodziny,
        ale ponieważ uwielbiam kupować sobie prezenty, to się dostosowałem.

        A ta wiśniówka mnie zaciekawiła - bo znam i lubię znakomitą wiśniówke Griotte
        (wiśnie + czarna porzeczka). I w ogóle wiśniówki to jeden z moich ulubionych
        napojów wyskokowych!

        Gdyby nie to żem zległ ode przeziębienia cięzkiego, tobym zaraz jaką
        wiśniówkę.... A tak to antybiotyk i szklaneczka tussipetu...
        • eva.68 Zdrowia!!! 23.01.06, 09:09
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28749&w=35234331&a=35263709
          No i się Dr doczekał! Żeby nie powiedzieć doigrał.
          Pozdrawiam sympatycznie i zdrowotnie :)
        • brunosch Zdrowiej nam Doktorze! 23.01.06, 09:26
          Przeziębienie leczyć antybiotykiem? Mujeju, mujeju, tażeż lekarz musiał pomylić
          diagnozy. Ale jak Ci dali, to bierz do dobrego skutku.
          A wiesz, że tussipect to narkotyk? Takiemu to dobrze! Leży, leniuchuje i się
          narkotyzuje. ;)))
          • dr.krisk Wielkie dzięki! 23.01.06, 10:40
            brunosch napisał:

            > Przeziębienie leczyć antybiotykiem? Mujeju, mujeju, tażeż lekarz musiał
            pomylić
            > diagnozy. Ale jak Ci dali, to bierz do dobrego skutku.
            Ja tam nic nie wiem - podobnież coś mi się wdało w gardło, i w ogóle
            komplikacje jakieś. A to z głupoty wszystko, bo zamiast za piecem siedzieć,
            stare gazety z lata czytac i wiosny czekać, to ja jak głupi po dworze latałem.
            To teraz mam i dobrze mi tak.

            > A wiesz, że tussipect to narkotyk? Takiemu to dobrze! Leży, leniuchuje i się
            > narkotyzuje. ;)))
            Wiem! Może Ojciec Założyciel jajecznice na grzybie halucynogennym wcinać, mogę
            i ja syropu pożywnego sobie chlipnąć!
            • beatanu Re: Wielkie dzięki! 23.01.06, 16:21
              dr.krisk napisał:
              > Ja tam nic nie wiem - podobnież coś mi się wdało w gardło, i w ogóle
              > komplikacje jakieś. A to z głupoty wszystko, bo zamiast za piecem siedzieć,
              > stare gazety z lata czytac i wiosny czekać, to ja jak głupi po dworze
              latałem.
              > To teraz mam i dobrze mi tak.

              Jeżeli Ci dobrze drKrisku, to dobrze :) A może gdybyś nie latał, tylko wolniej
              się przemieszczał, to by Cię paskudstwo nie złapało? A może i tak by się
              przypętało?

              Narkotyzuj się tussipectem do woli (oj, chyba parę flaszezcek tej efedryny
              musiałbyć wychłeptać, coby jakiś efekt hajowatopodobny osiągnąć. Polecam whisky
              jednak, albo wyżej wspomnaną wiśniówkę - chociaż może dopiero po zjedzeniu
              wszystkich antybiotyków:)

              I zdrowiej jak najszybciej!

              Beata z kraju, w którym panują prawie upały minuspięciostopniowe!
    • mamarcela Poważna samokrytyka mamarceli i równie poważne 22.01.06, 19:21
      przeprosiny.
      Chciałam tutaj serdecznie i publicznie przeprosic wszystkie osoby, które
      poczuły sie dotknięte moimi wypowiedziami w tym wątku.
      A juz szczególnie Tę Osobę, która wie.
      W żadnym wypadku moim zamiarem nie było urażenie niczyich uczuć i nawet mi
      przez durny łeb nie przeszło, że to może się właśnie tak skończyć, iż czyjeś
      uczucia urażę.
      Durna jestem.
      I cholernie mi teraz przykro.
      Forum jego mać!
      • daria13 Re: Poważna samokrytyka mamarceli i równie poważn 23.01.06, 11:54
        Tejk it izi, Mamarcelo droga. Wiem, że w ustach orendowniczki pokoju to głupio
        zabrzmi, ale ja uważam, że drobne różnice zdań i takie dysputy, też muszą się
        pojawiać i w takich granicach, w jakich to miało miejsce, są naprawdę
        niegroźne. Sprzeczka z Tobą to czysta przyjemność, czemu już wyżej dałam wyraz
        szczery:)))
        A co do przeziębień, to ja niestety też zachowałam się nieco nierozsądnie
        podobnie jak KrisK i też dałam się uwieźć urokowi wczorajszego słońca i
        pięknych pejzaży. Przy temperaturze -18 pojechaliśmy wczoraj nad Zalew na
        sanki. Było cudnie, ale pioruńsko zimno. A w domu przy wieczornych -26
        stopniach i nieszczelnych oknach też ciepło nie było. Całe szczęście, że reszta
        rodziny trzyma się jeszcze dobrze.
        Najgorsze zaś jest to, że w domu ani grama Tusipecu, buuuuu:(
        Trzymaj się Krisku drogi!
        Pozdrowienia spod kołdry:)))
        • dr.krisk Doradzam termofor.... 23.01.06, 12:01
          daria13 napisała:

          > Trzymaj się Krisku drogi!
          > Pozdrowienia spod kołdry:)))
          Dzięki! Leczę się rownież przytulając do termofora z gorąca wodą, co do piersi
          zbolałej przyłożon cuda zdziałać potrafi!
          Zresztą trochę to śmieszne - tu człowiek udaje jakiegos ramboida, przez zaspy
          żwawo skacze.. a za chwilę zamienia się w kwękającego lokatora wyrka,
          malowniczo obłożonego kubkai z herbatą, łyżeczkami, syropkami, itp. Zamiast
          zacnego obuwia trekkingowego - pluszowe paputki. Zamiast technicznych kurtek z
          goreteksu - piżamka w zajączki....
          Choroba infantylizuje chorego.
          • noida Re: Doradzam termofor.... 23.01.06, 12:06
            Ihaha! Wizja doktora w piżamie w zajączki sprawiła, że Noida spadła z krzesła.

            Wszystkich chorych wirtualnie przytulam do piersi celem ich ogrzania (rzecz
            jasna chorych, nie piersi)!

            Noida chwilowo zdrowa i z wielkim apetytem na przytulanie.
          • daria13 Re: Doradzam termofor.... 23.01.06, 12:10
            Termoforu nie widziałam już chyba ze 20 lat, jak nic. Używała go pamiętam
            notorycznie moja mama i mam wrażenie, że jak ja zacznę to nie będzie oznaka
            zinfantylizowania, ale wręcz przeciwnie. Nie, jeszcze nie. To już wolę zaprosić
            do łóżka Froda, on lepszy od najcieplejszego termoforu:)
            Naprawdę masz piżamkę w zajączki i pluszowe paputki? A czy masz też jeszcze
            osławioną bonżurkę w papugi? Uśmiech wewnętrzny też rozgrzewa:))))
            Ściskam i zdrowia życzę nieustająco:)))
            • noida W kwestii termoforu. 23.01.06, 12:14
              Ja mam termofor i bardzo polecam. Teraz można nabyć prześliczne termofory w
              ubrankach, z seruszkami, gwiazdkami, w kształcie misiów i w ogóle. Lepszy niż
              niejeden mężczyzna.
              Noida Zinfantylizowana.
              • mamarcela Re: W kwestii termoforu. anegdotycznie 23.01.06, 12:27
                termoforu nie posiadam - może nabędę.
                Ale w kwesti termoforowej istnieje w mojej rodzinie anegdota. Ktoś kiedyś był
                chory, pewnie ja, bo jako dziecko chorowita byłam i temu komuś, pewnie mnie ,
                grzano nogi z braku termoforu butelką zawinięta w ręcznik. Butelka była po
                wódce czystej i została przez gosposię wsadzona w miejsce, gdzie powinny się
                znajdować butelki pełne, czyli do barku. I tam przez pewien czas stała w
                zapomnieniu, bo moi rodzice mało trunkowi byli. Aż tu pewnego razu przyszło
                Dwóch Takich. Dwaj Tacy na codzień poważni panowie na stanowiskach, ojcowie
                rodzin i takich tam, od czasu do czasu wpadali w ciąg zabawowy i wtedy się
                działo. No i przyszli nadrinkowani cokolwieczek. W domu mym nikogo nie było
                oprócz mnie (czego nie pamietam)i przyjaciółki mojej mamy, z którą sie
                przygotowywały do jakiegoś egzaminu na studiach podyplomowych. Koleżanka Dwóch
                Takich znała, więc ich wpuściła i zajęła się własnymi sprawami. Tymczasem Dwaj
                Tacy dobrali sie do barku. Kiedy matka moja jedyna wróciła do domu, w najlepsze
                dopijali wodę z butelki grzewczej. Z małych kieliszków a jakże. Miny mieli
                raczej głupie, ale żaden się przed drugim nie przyznał, że coś jest nie tak.
                Pewnie myśleli, że ten dziwny smak to objaw delirki.
              • beatanu Re: W kwestii termoforu. 23.01.06, 16:35
                noida napisała:

                > Ja mam termofor i bardzo polecam

                A ja mam lniany woreczek z ziarnem pszenicy, który to woreczek podgrzewam w
                mikrofalówce i... nie wybrażam sobie zimowych wieczorów bez mojego woreczka!
                Trzyma ciepło przez kilka godzin, przylega do zmarzniętych, albo obolałych
                części ciała bardzo ładnie i... moim niezbędnikiem jest! Trzy dni temu ukradł
                mi go mąż i to nie tyle z zazdrości, co z powodu bolących mięśni barkowych.

                Woreczek może zawierać też ryż albo kaszę gryczaną, ale pszenica jest chyba
                najbardziej odporna na "przypalenie". Jeżeli macie w domu mikrofalówkę - marsz
                do maszyny do szycia! Woreczki płócienne szyć, ziarnem złocistym napełniać i
                zmarznięte członki wszelakie ogrzewać!

                :-)
                • mamarcela Re: W kwestii termoforu. 23.01.06, 16:42
                  pszenicę mam, woreczek mam, mikrofalówke mam
                  mam też pytanie - długo sie to cudo
                  grzeje? żeby potem nie było jak z brainowymi jajami na twardo?
                  P:)
                  • beatanu Re: W kwestii termoforu. 23.01.06, 16:45
                    mamarcela napisała:
                    długo sie to cudo
                    > grzeje? żeby potem nie było jak z brainowymi jajami na twardo?
                    > P:)

                    Metodą prób i błędów (np przypalenie ryżu w woreczku): 3 minuty, pełny efekt.
                    Na wszelki wypadek zacznij od dwóch minut i stopniowo zwiększaj. To na pewno
                    zależy też od wielkości ziarna.

                    Pozdrawiam!
            • dr.krisk Nie mam... 23.01.06, 12:15
              daria13 napisała:

              > Naprawdę masz piżamkę w zajączki i pluszowe paputki? A czy masz też jeszcze
              > osławioną bonżurkę w papugi?
              Cos tam by się znalazlo (piżamka w żabki). Natomiast bonżurki nie posiadam, tym
              bardziej w papugi! Ale nasz ulubiony Pan Pisarz Patriota bez wątpienia ma!
              Dzięki za wyrazy wsparcia. Zazdroszczę ci twojego Hot Doga - nic tak nie leczy
              jak wspólny sen z chrapiącym grubym i ciepłym psiskiem.
              • daria13 Re: Nie mam... 23.01.06, 12:26
                No tak, no tak. Coś mi się poprzestawiało. A to był przecież mój ulubiony Twój
                post na temat.Trzy dni się z niego śmiałam:). Gapa ze mnie.
                P:)
        • beatanu Re: Poważna samokrytyka mamarceli i równie poważn 23.01.06, 16:26
          daria13 napisała:
          > Najgorsze zaś jest to, że w domu ani grama Tusipecu, buuuuu:(

          To zaparz sobie tymianku (może masz w pudełeczku na półce z przyprawami?),
          dodaj miodu i... pij na zdrowie! Jak chcesz z wkładką - to dolej ciut alkoholu.
          I antybakteryjne, i przeciwzapalne, i wzmacjniające i wykrztuśne i... prawie
          jak tussipect :)

          No i zdrowiej jak najszybciej!
          B, zapracowana przedstawicielka służby zdrowia i zapalona zielarka :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka