itek1
18.03.06, 23:48
Czy preferujemy przyjemnosci zwyczajne, skromne, typu kieliszek czerwonego
wina przed zasnieciem czy moze jestesmy bardziej wyrafinowani (np.jestesmy
amatorami draznienia oszolomow)?
Czy mamy wieksza przyjemnnosc z samego poszukiwania przyjemnosci (to zdaje sie
jest moj przypadek) czy moze z radosnego oczekiwania (ich realizacji) czy tez
moze z samej ich realizacji?
Ja tak w ogole to musze sie przyznac, ze mam polityke nieuzalezniania sie od
przyjemnosci, a w momenice w ktorym spostrzegam,ze cos sprawia mi zbytnia
radosc (wg mojej krytycznej oceny) to staram sie to ograniczac. Moje
przyjemnosci sa banalne (nie jestem w tym wzgledzie zbytnio wyrafinowany), bo
czyz do wyrafinowanych przyjemnosci nalezy rozmowa z piekna kobieta, ktora sie
wlasnie poznalo? W niektorych kwestiach mi to zwalczanie oczywiscie nie
wychodzi (ale moze to i dobrze). Konczy sie to tak, ze jak cos zwalcze, to cos
innego zaczyna mi sie podobac (z dziwna:) tendencja do podobania sie
zbytniego) i w zwiazku z tym musze dalej zmieniac.
Do moich przyjemnosci, z ktorymi nieskutecznie walcze nalezy np.
- konsumpcja 2 lampek czerownego wina przed zasnieciem (tym razem jest to
znienawidzone przez niektorych wstretne Beaujolais). Zreszta jak tak sie
przyjrzec jest tego wiecej:)