Dodaj do ulubionych

nasze przyjemnosci

18.03.06, 23:48
Czy preferujemy przyjemnosci zwyczajne, skromne, typu kieliszek czerwonego
wina przed zasnieciem czy moze jestesmy bardziej wyrafinowani (np.jestesmy
amatorami draznienia oszolomow)?
Czy mamy wieksza przyjemnnosc z samego poszukiwania przyjemnosci (to zdaje sie
jest moj przypadek) czy moze z radosnego oczekiwania (ich realizacji) czy tez
moze z samej ich realizacji?

Ja tak w ogole to musze sie przyznac, ze mam polityke nieuzalezniania sie od
przyjemnosci, a w momenice w ktorym spostrzegam,ze cos sprawia mi zbytnia
radosc (wg mojej krytycznej oceny) to staram sie to ograniczac. Moje
przyjemnosci sa banalne (nie jestem w tym wzgledzie zbytnio wyrafinowany), bo
czyz do wyrafinowanych przyjemnosci nalezy rozmowa z piekna kobieta, ktora sie
wlasnie poznalo? W niektorych kwestiach mi to zwalczanie oczywiscie nie
wychodzi (ale moze to i dobrze). Konczy sie to tak, ze jak cos zwalcze, to cos
innego zaczyna mi sie podobac (z dziwna:) tendencja do podobania sie
zbytniego) i w zwiazku z tym musze dalej zmieniac.
Do moich przyjemnosci, z ktorymi nieskutecznie walcze nalezy np.
- konsumpcja 2 lampek czerownego wina przed zasnieciem (tym razem jest to
znienawidzone przez niektorych wstretne Beaujolais). Zreszta jak tak sie
przyjrzec jest tego wiecej:)
Obserwuj wątek
    • noida Re: nasze przyjemnosci 18.03.06, 23:59
      Największą przyjemnością jest dla mnie spanie.
      Czasami sobie myślę, że jeśli najbardziej w życiu lubię spać, to po co w ogóle
      żyję?
      • itek1 Re: nasze przyjemnosci 19.03.06, 00:02
        Zatem Twoj przypadek to banalna realizacja:)))
        • noida Re: nasze przyjemnosci 19.03.06, 00:21
          Tia. Dość dobrze realizuję się, jak mnie praktycznie nie ma.
          • monikate Re: nasze przyjemnosci 19.03.06, 00:51
            Banalnie. Spanie jak najbardziej. Czytanie książek, oglądanie filmów, bycie "do
            przodu" ze wszystkim, co powinnam zrobić, miła świadomość, że życie w danym
            momencie toczy sie bez wstrząsów i nie wymaga mojego angażowania się w
            chodzenie, załatwianie, wyjaśnianie...
            Lampka dobrego wina. Udane zakupy ciuchowo-kosmetyczne.
            No i manie, manie kasy!
    • kubissimo Re: nasze przyjemnosci 19.03.06, 12:54
      uwielbiam chwile przed zasnieciem
      najfajniej jest latem, kiedy sie wslizguje pod chlodna posciel, przeciagam sie
      (czy wrecz wyciagam kopyta), a na twarz wypelza mi debilny usmiech
      taki drobny substytut seksu ;)
      • marquis Re: nasze przyjemnosci 19.03.06, 13:12
        A chwilę tuż po przebudzeniu? Ja uwielbiam te sztucznie dokładane minuty półsnu,
        niby juz jestem świadomy, ale nadal mi się coś śni. I jeśli tylko mogę sobie na
        to pozwolić wydłużam ten czas snu na jawie :)
      • beatanu Re: nasze przyjemnosci 19.03.06, 13:25
        kubissimo napisał:

        > uwielbiam chwile przed zasnieciem

        Ja też! A najbardziej lubię tę chwilę RANO, kiedy prawie nieprzytomna ze
        zmęczenia po nocnym dyżurze w końcu docieram do domu (chociaż samo
        rowerowanie "pod prąd" tzn. "wszyscy do pracy/szkoły a ja do domu" też jest
        urocze), myję zęby, spuszczam żaluzje i... żegnaj świecie! Szkoda tylko, że tak
        krótko, bo nie potrafię spać w dzień dłużej niż cztery, góra pięć godzin :(

        A z innych niewyszukanych (ale od kilkunastu lat - dla mnie - luksusowych)
        przyjemności: siedzenie w jednym z ogródków na Rynku w Krakowie z kawą (ew.
        papierosem o zgrozo!) i nicnierobienie tzn. przyglądanie się wszystkiemu i
        wszystkim :)
    • ash3 Re: nasze przyjemnosci 19.03.06, 13:35
      Preferuję drobne przyjemności. Pierwsze co przyszło mi na mysl, to filizanka
      kawy co rano. Staranne ubranie się. Papieros (zwłaszcza ten po długim okresie
      niepalenia, było rozkosznie!), jakies czasopismo na które czekam a w nim np
      czyjś tekst. Mój stosunek do przyjemności jest taki: wiem, co ją sprawi, jest to
      raczej coś drobnego, ale dość częstego, więc dozuję sobie i konsumuję bez
      większych ceregieli (przeciągania, oczekiwania itd.). Ostatnio przezywam na nowo
      przyjemnosć przeciagania sie od stóp do głów - będąc w ciązy zapomniałam ten
      specyficzny ruch i jakie to jest strasznie przyjemne!
    • dr.krisk Spis moich przyjemności drobnych a tanich.... 19.03.06, 14:57
      Oj, nie jestem ja wyrafinowany, oj nie.....
      Przyjemności lubię drobne, bezpretensjonalne i tanie. Często się nimi
      wynagradzam (jak coś mi się uda zrobić) i pocieszam (jak się nie uda....).
      A więc (w przypadkowej kolejności):
      - piwo Guinness pite siedząc na tarasowych schodach mojego domku;
      - whisky solidnie chlupnięta do szklaneczki;
      - dobre jedzeniejakieś i do tego wielkie butle niedrogiego a pożywnego wina
      stołowego;
      - zakupy sprzętu sportowego, częsci do roweru;
      - rowerów (mam kilka) naprawianie, modyfikowanie i konserwacja;
      - ostrzenie noży (ostatnio paskudnie skaleczyłem się moim Bushmanem);
      - siedzenie na wydmach i gapienie się na morze;
      - siedzenie nad rzeką i jak wyżej;
      - siedzenie i gapienie się;
      - pływanie w ciepłych jesiennych jeziorach;
      - jazda na rowerze leśną ścieżką;
      - miła rozmowa z jakąś przyjemną dziewczyną;
      - łażenie po sklepach z jakąś nadwyczajnie przyznana gotówką w kieszeni (tylko
      nie meblowe!!!!!!!);
      - niedzielny poranek, gdy nic nie trzeba robić, i można się zastanawiać -co
      będę dziś robił;
      Oraz setki innych małych i trochę większych przyjemności, które powodują że
      chce mi sie wstać i iśc.
      • kubissimo Re: Spis moich przyjemności drobnych a tanich.... 19.03.06, 15:12
        takie siedzenie i gapienie sie wcale nie jest tanie jezeli sie wezmie pod uwage
        koszty alternatywne ;)
        • dr.krisk Jakie? 19.03.06, 16:11
          kubissimo napisał:

          > takie siedzenie i gapienie sie wcale nie jest tanie jezeli sie wezmie pod
          uwage
          >
          > koszty alternatywne ;)
          A jakie to koszty? Mam minimalne wydatki energetyczne, nie podejmuję wtedy
          głupich decyzji finansowych, nie zawieram szkodliwych i kosztownych
          znajomości... same zyski prawie. A co zobaczę - to moje!
          • kubissimo Re: Jakie? 19.03.06, 16:37
            ale koszty alternatywne, to to, co moglys zrobic w tym czasie, kiedy siedzisz i
            sie gapisz
            moglbys np. ciezko pracowac i przejsc trase od pucybuta do milionera ;)
            • dr.krisk Daj spokój!!!! 19.03.06, 16:52
              Już dawno odkryłem, że w moim przypadku znacznie lepiej jest gdy nic nie robię,
              niż gdy robię za dużo!! Mam wybitny talent do podejmowania błędnych decyzji
              oraz pakowania się w głupie sytuacje.
              W związku z powyższym staram się być jak najmniej aktywny, a to w celu
              oszczędzenia sobie oraz innym niepotrzebnych cierpień. Niestety, życie
              codzienne wymusza na mnie pewne szczątkowe formy aktywności....
    • braineater Re: nasze przyjemnosci 19.03.06, 15:54
      Na szybko, bo ostał mi się w domu 1 komputer na 4ch chętnych..:(
      A więc największa przyjemność, jakiej doświadczyłem, było pozostawanie
      bezrobotnym - i to nie żart, ani próba znajdowania plusow w minusowej sytuacji,
      tylko po prostu okres kiedy czułem sie najszczęsliwszy. Zero wstawania rano
      (regularne pobudki tak około 14), zero stresów i napięć, że coś tam trzeba było
      zrobić, załatwić, przynieśc wynieść, itd. i przede wszystkim zero kontaktów z
      ludźmi dla których należy byc miłym bo dają ci pieniądze. 1,5 roku pełnej laby
      w zyciu, robienia czego się chce i kiedy się chce, oglądania i czytania długo w
      noc, od czasu do czasu mącone jedynie jakimiś szybkimi fuchami, typu napisz
      coś, albo poucz kogoś, nie wymagającymi żadnego zaangazowania, a za to
      przynoszacymi troche drobnych, by przezyc do następnej fuchy.
      To było zdecydowanie cudowne, a potem się niestety skończyło, bo okazało się,
      że podoba się ta sytuacja tylko mnie:)

      P:)
      • kubissimo Re: nasze przyjemnosci 19.03.06, 16:40
        hehe, tez tak mialem i tez mi sie ogromnie podobalo

        ale teraz tez nie moge narzekac, bo ludzie, ktorzy mi daja pieniadze sa
        naprawde fajni, robie to, co lubie i tak naprawde gdybym mial marudzic, to
        jedynym minusem calej sytuacji jest to, ze musze wstawac o 6. poza tym same
        pozytywy
    • zdanka1 Re: nasze przyjemnosci 19.03.06, 22:09
      Do itka:
      Chętnie bym coś tu napisała, ale najpierw muszę sie dowiedzieć, kto to jest
      amator drażnienia oszołomów? Bo coś podejrzewam, ze mogę sie w tej grupie
      mieścić, ale nie wiem, czy to o to własnie chodzi, take, poprosiłabym
      sprostowanie:)
      • itek1 Re: nasze przyjemnosci 20.03.06, 07:47
        > Do itka:
        > Chętnie bym coś tu napisała, ale najpierw muszę sie dowiedzieć, kto to jest
        > amator drażnienia oszołomów?

        To chyba ten/ta, ktory/a ma satysfakcje z podraznienia oszoloma np. zawziecie
        wypisuje na pewnych forach teksty, ktore ich strasznie draznia, tylko i
        wylacznie po to, azeby stracili wysmienity humor.
        Dla mnie ten konkretny przypadek zreszta jest malo wazny.
    • samica1 Re: nasze przyjemnosci 20.03.06, 01:48
      Fizyczne zmęczenie i widoczny efekt pracy. Byłam szczęśliwa jak wiewiórka po
      dwóch dobach spędzonych na robieniu fresku, po których mi ubyło 5 kg, po 3
      dniach malowania z kilkoma godzinami snu, kiedy musiałam malować lewą ręką, bo
      prawej nie byłam w stanie podnieść; uwielbiam też malować ściany (ale sufitu
      nie).
      Gdybym tak mogła pracować w kamieniołomie:)
      • dr.krisk Właśnie. 20.03.06, 15:49
        samica1 napisała:

        > Fizyczne zmęczenie i widoczny efekt pracy.
        Już o tym kiedyś pisałem - ale lubię np. murować, betonować, przepięknie
        układam bruk, i sprawia mi to wiele satysfakcji.
        Rezcz dziwna, nigdy nie odczuwałem takiej frajdy pisząc programy komputerowe,
        grzebiąc w elektronice, itp. Majwyraźniej, dzieło musi być:
        a) widoczne;
        b) niewirtualne;
        c) masywne!!!
        A te freski to zawodowo malujesz?
        • samica1 Re: Właśnie. 20.03.06, 16:49
          Pewnie to taki atawizm z tą fizyczną pracą.
          Freski - jeden z zawodów:) Ale więcej ich zaprojektowałam, niż zrealizowałam (szkoda).
          • staua Re: Właśnie. 20.03.06, 16:53
            Zmeczenie fizyczne to chyba koniecznosc - tak sobie zawsze mysle, patrzac przez
            szklana szybke na naukowcow pedalujacych donikad na rowerkach treningowych,
            biegnacych po tasmie w sali wypelnionej przyrzadami.
            Tez je lubie (aczkolwiek wole bardziej rzeczywiste sporty, o niech zreszta juz
            pisalismy).
            Przyjemnosc to tez dobra ksiazka w fotelu, z herbata i pomarancza, seks,
            spanie, glebokie oddychanie swiezym powietrzem (np. morska bryza). Wychodzi na
            to, ze jestem malo wyrafinowana.
    • kawa_malinowa Re: nasze przyjemnosci 20.03.06, 19:11
      - momenty wyłączenia się, takie chwile, gdy przestaje się myśleć
      - momenty wolnosci od codziennej paranoi (o, jak dobrze byc pierdolnietym w
      glowe, o, jak dobrze miec ostre paranoje)
      - cwiczenia oddechowe z kiosku
      - kawa
      - rozmowy, listy, smsy od sprawdzonych czlonkow mojej prywatnej lozy zydo-
      masono-komunistycznej o jasno okreslonym profilu ideologicznym i celu
      dzialania :)
      - nowa fryzura, nowe kolczyki (uuuuu, na swidnickiej mamy tu genialne stoisko,
      gdzie są kolczyki z reprodukcjami znanych dziel sztuki - cala historia
      malarstwa dostepna i postaciami popkultury. kupilam dzsiaj z "lady of shalott"
      i audrey hepburn :))
      - alkohol wszelaki
      - koncert dobry - CKOD wczoraj ;)
    • kawa_malinowa Re: nasze przyjemnosci 20.03.06, 19:19
      - momenty niemyslenia
      - momenty wolnosci od paranoi codziennej ostrej
      - nowa fryzura --> dziecko wlosy obcielo i ma fryzure koncertową tak zwaną
      - nowe kolczyki ze świdnickiej, z reprodukcjami dziel sztuki, lub ze zdjeciami
      postaci popkultury (audrey hepburn i lady of shalott dzisiaj, reszta w kolejce)
      - cwiczenia oddechowe z kiosku
      - momenty wiatru w zaglach - trudno zdefiniowac
      - alkohol wszelaki
      - koncert dobry - CKOD wczoraj :)
      - kontakty osobiste i virtualne z moją prywatną lozą zydo-masono-komunistyczną.
      - kawa
      - czekolada
      - czekolada z miętą
      - chińskie zupki (sic!)- kocham nieustannie
      • noida Re: nasze przyjemnosci 20.03.06, 19:52
        A wiecie co? Zastanawiam się właśnie już od dwóch dni (czy też od początku
        wątku), jakie są moje inne przyjemności oprócz spania. I doszłam do wniosku, że
        kino jest moją wielką przyjemnością. Wolę kino od książek, ten moment, kiedy
        gaśnie światło i kiedy właśnie ta magia kina mnie wciąga. Książki są
        refleksyjne, kino wciąga całkowicie. Przez dwie godziny jest się w zupełnie
        innym świecie. Wszystko mi jedno, jaki oglądam film- czy to głupawa komedia,
        thriller czy dramat obyczajowy. Ja po prostu KOCHAM KINO! W każdej postaci.
        Przez dwie godziny mogę być zupełnie kimś innym. Kino jest dla mnie motorem
        rozwoju, dzięki niemu mam wciąż ochotę na coś nowego, innego, mam ochotę na
        podróże, na nowe znajomości, na życie. Ależ patetycznie to brzmi, jej. Ale co
        tam, zostawiam. Może ktoś się do mnie przyłączy, a może ciekawa dyskusja
        wyniknie, zwłaszcza, że Doktor się zadeklarował jako antymiłośnik kina?
        A poza tym to lubię czekać na prezenty, które na mnie czekają zapakowane. Wolę
        na nie czekać niż je rozpakowywać.
        Jakieś dziwne te moje przyjemności ;)
        • aaneta przyłączam się!!! 20.03.06, 20:16
          Kino ponad wszystko!
          Właśnie kino, nie filmy w ogóle, to znaczy filmy w ogóle też, ale przede
          wszystkim te oglądane w kinie. Tylko jest jeden zasadniczy problem: chrupiące,
          szeleszczące i wkurzające towarzystwo :( Dlatego zawsze kombinuję jak mogę, żeby
          chodzić na takie seanse, kiedy jest jak najmniej ludzi, ale nie zawsze mi się to
          udaje.
          • braineater a ja nie:) 20.03.06, 22:40
            Filmy tak, kino zdecydowanie nie, bo jest za bardzo społeczne, skazuje mnie na
            ogladanie w cholernie niewygodnej pozycji, bez papierosa, bez kawy czy szklanki
            z winem, bez mozliwości zagarnięcia łapa żony i przytulenia sie do niej, a za
            to oferuje mi całe stado ględzących, szeleszczących, kaszlacych, wiercących się
            przeszkadzajek, które skutecznie wywalaja mnie z jakiegogkolwiek natchnienia do
            ogladania. Wiem, moge chodzic po kinach studyjnych - całych dwóch na Katowice i
            całych 5 na najbliższa okolice, tylko, że to są dokładnie takie same kina,
            tyle, że repertuar ambitniejszy - publiczność i jej zachowania niestety te
            same, co w multiplexach. Więc film tak - najchętniej ogladany samodwój z żona,
            lub w ogóle samodzielnie, najlepiej późno w nocy, kiedy nic nie przeszkadza,
            żadni wariaci z telefonami itp - wtedy czuję, że ogladam film i poświęcam mu
            cąłą uwagę, na jaką mnie stać. Gdyby istniały kina jedno, max dwuosobowe, to
            jak najbardziej przekonałbym się do wizytowania tych placówek. Kina na stada
            ludzi skutecznie mnie odstraszają. Na tyle skuteczne, że juz nawet nie
            sprawdzam repertuarów, a na seans moge ewentualnie iśc z moim bratankiem, bo i
            tak wiem, że nic nie zobaczę. Duży ekran w domu, dobre kolumny i łóżko z
            popielniczka skutecznie wynagradzają mi ewentualne braki w 'atmosferze'

            P:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka