braineater
24.03.06, 13:12
Pytanie retoryczne, bo i odpowiedź oczywista - metkujecie. Ja metkuję, ty
metkujesz, my metkujemy.Zamieniamy sobie świat w tablicę żóltych vlepek z
post-ita, na których hasłowo gromadzimy wiedzę, zdarzenia, postacie.
Rozmawiamy lub piszmey na forum i pierwszym, co robimy, jest sieganie po
odpowiednia vlepkę, z odpowiednim przykladem. Dawno temu napisalismy na niej,
ze na przykład Joyce, to cięzkie wyzwanie, trudny w odbiorze tekst, a później
doklejelismy do niego kolejne refleksje - że nereczki, ze Hamlet, ze Odyseja
i że modernizm. Vlepka zostaje, mozemy się do niej w kazdej chwili odwołać,
skorzystać z tego, co podpowiada nam pamięć własnych wrażeń. I rodzi się
problem - na ile jestesmy uzależnieni od metek, które przypisalismy danym
zjawiskom lata temu? Na ile, na przyklad moja niechęc do matematyki, której
juz w podstawówce przylepiłem karteczke z opisem 'nie tykać, hic sunt
leones', nie pozwala mi teraz zachwycać się pieknem równań, czy odkryć
dlaczego Ydorious post 16 tysieczny zatytułował w ten a nie inny sposób? Na
ile uprzedzenie do jednego pisarza, a miłość do drugiego wynika z pierwszych
vlepek, jakimi ich w pamięci obdarzyłem?
I pytanie kolejne - czy bylibysmy w stanie poruszać się w świecie metek
pozbawionym? Podchodzic do rzeczywistości bez presupozycji opartych na
konglomeracie poprzednich doświadczeń, własnych uprzedzeń i wiedzy nabytej?
Czy tez byłby to wiczny chaos, świat tak zmienny i nieuchwytny, że kompletnie
nie poddający sie jakimkolwiek ogólnym uporzadkowaniom?
Taka mnie refleksja natchła, bom wczoraj w markecie podrwiwał sobie z
dziewcząt, co rzuciły się z błyskiem w oczach w sklep z ciuchami, bo tam
panie wyprzedaż Orsaya, czy innego Ravela. Chichrałem sie, jak głupi, jak
mozna się rzucać na markę, na metkę właśnie, skoro wartośc towru jest z nia
zupełnie nie związana, po czym, jak już sie wychichrałem, dotarło do mnie, ze
sam przeciez tak robię. Idę do kina na Lyncha, kupuje ksiązkę bo Murakami,
zachwycam się piosenką bo David Bowie. Metki w jakis sposób wyznaczaja
granice mojego świata, tworzą drogowskazy i mapy obszarów w ktorych czuje sie
mniej lub bardziej pewnie, ale w cale nie wiem, czy po prostu nie stanowia
jednego z najwiekszych ograniczeń, jaki zupełnie nieswiadomie, ale z własnej
woli sobie narzucam.
Jakby kto miał ochote podyskutować, to poproszę:)
P:)