Dodaj do ulubionych

Weekend'owe lenistwo?

30.04.06, 22:34
Śmierdzi tu trochę. Dziwne, że wcześniej tego nie zauważyłem.
Zresztą „przewróciło się niech leży”. Może wywietrzę trochę? Kiedy ostatni
raz otwierałem okno? Podnoszę się z fotela i pokonuję te kilka kroków w
stronę okna. Jakie szare te ulice, jakie puste. Pada. Dobra, wywietrzę jak
przestanie, gdybym zamówił te uchylne, pewnie teraz mógłbym wpuścić trochę
świeżego powietrza. Ta, pewnie mógłbym… Z tą myślą wracam na fotel. Myśl
dobra, szkoda, że praktycznie nieprzydatna. Może poczytam, albo pooglądam
telewizję? No tak, ale już usiadłem, trzeba by znowu wstać i podejść do
półki, albo poszukać pilota a dopiero, co byłem na nogach. Kurczę, że też nie
pomyślałem o tym, jak byłem jeszcze w pozycji pionowej. Musiałem się
rozwodzić nad uchylnościami? Nie wstaję! Ten fotel taki wygodny, że może
zasnę? To jest znakomity pomysł! Przecież weekend, czas odpoczynku, tak czy
nie? Wystarczy zamknąć oczy i sprawa załatwiona. Przecież mam w sobie tyle
energii, żeby jej starczyło na zaśnięcie. Ciekawe, co mi się przyśni? Lubię
jak śni mi się las. Dawno nie byłem w lesie. Ta zieleń i świeże powietrze.
Stop! Nie wracać myślą do tego, że śmierdzi. Drzewa i zieleń wystarczą, na
cholerę mi świeże powietrze?... Fajnie by było wyciągnąć się na łące. Takiej
czystej i pachnącej… Kurwa chyba się nie uda, albo pójdę po odświeżacz. Nawet
zdrzemnąć się nie mogę normalnie. Rozum ludzki to jednak straszna pułapka,
jak już raz coś sobie zakonotuje to amen i na wieki wieków. Dobrze, że fajki
chociaż przezornie położyłem na stoliku, wystarczy sięgnąć i już. Zadowolony
i dumny z własnej dalekowzroczności zapalam papierosa, który uspokaja i
wycisza tak szaleńczo rozbiegane myśli. Skupiam się na smużce dymu ulatującej
gdzieś pod sufit. Latem go odświeżę, pokojowe niebo znów stanie się białe, a
ściany na pastelową zieleń, stonowaną, łagodną, będę mieć las w domu.
Zaciągam się papierosem osiągając stan błogiego samozadowolenia. W ten mój
świat spokojnie rozmemłany i rozleniwiony, wdziera się obłąkańczy dzwonek
telefony. Cholera, czar prysł, trzeba go poszukać. Wstaję i rozglądam się,
chcąc dociec, gdzie ten diabelski wynalazek i jego natarczywość znalazł
kryjówkę. Nie wiem, a to staje się nie do zniesienia, świdruje ten dźwięk jak
wiertło stomatologa na wysokich obrotach. Może dzwonią, że łącze naprawione,
może… Gdzie on jest? Chcę podnieść poduszki z kanapy i nie mogę, ciężkie
strasznie, a ja taki słaby. Nienaturalnie słaby! Kiedy ta myśl z całym swoim
dramatyzmem dociera do mnie, jakaś siła podnosi mnie do góry i ciska o
ziemię, przy akompaniamencie szyderczo rozdzwonionego telefonu.
Krzyk otwiera mi oczy na rzeczywistość. Owinięty kocem leże twarzą do
podłogi, przez okno wdziera się szarość przedświtu. Podnoszę się i widzę
własne mieszkanie, czyste wysprzątane. Na ekranie laptopa otwarte okno czatu.
Nikt się nie odzywa, wszyscy wiszą.
<fistaszek> co dziś za dzień mamy? (o czym myślałem wybierając taki nick?)
Odpowiada mi cisza. Śpią. Sprawdzam datę i godzinę w kompie, 4.30, 1 maja.
Długi weekend trwa już od soboty, a jest poniedziałek. Bez normalnego
posiłku, bez golenia, bez spaceru. Pieprzę się z internetem już drugi dzień i
noc. Nie pamiętam już nawet, który weekend z rzędu. Wyłączam go nie żegnając
się z nikim przysięgając sobie, że przez najbliższy miesiąc nie zbliżę się do
czata.
To musiał być proroczy sen, zesłany przez Boga reality live, zastanowię się
chwilę i przypomnę sobie jak wygląda aktywny wypoczynek.

Czekam na propozycję co dalej zrobi Fistaszek;) Jeżeli chcecie dalej ze mną
pociągnąć ten wątek.
Obserwuj wątek
    • sprawa7 Re: Weekend'owe lenistwo? 30.04.06, 22:59
      Zrobi sobie mocną kawę, może jeszcze jakąś kanapkę i odpali kompa. ;)
    • alinka64 Re: Weekend'owe lenistwo? 01.05.06, 13:11
      Z tym postanowieniem Fistaszek rozpoczął nowy dzień i miesiąc. Maj to przecież
      najlepsza pora na zmiany eksplodująca wiosna oddaje energii jak kofeina. Od
      czego zacząć zastanawiał się gorączkowo najważniejsze, aby dobrze wszystko
      zaplanować i wyznaczyć cel. Bez tego życie przypomina bezładny ruch gazu w
      świetlówce, świetlówce tą różnica ze z ruchu gazu, przynajmniej powstaje
      światło….
      • tercybiades Re: Weekend'owe lenistwo? 03.05.06, 11:18
        Sprawo, Alinko dziękuję za podpowiedzi. Pomyślę, zdecyduję;)) A i sami rozwinąć
        też możecie. To może być interesujące i zabawne;)
        A pozostali co? Pomysłów nie mają, czy temat byle jaki? A może ruszyć wam się
        nie chce? Jakoś skromnie i symbolicznie ostatnio z nowymi tematami. Co jest
        kurka oleksy, podnieście tyłki, bo jeszcze się okaże, że ktoś miał rację
        pisząc...
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33883&w=40920324
        • nadziejkaa Re: Weekend'owe lenistwo? 03.05.06, 12:28
          tercybiades napisał:

          > A pozostali co? Pomysłów nie mają, czy temat byle jaki? A może ruszyć wam się
          > nie chce?

          Tercy, no ja przyznaję się bez bicia, że pomysłów na dalszą cześć opowiadania
          nie mam. Ale tekst jak najbardziej fajny, a pomysł na zabawę tym bardziej.
          A swoją drogą, mnie musi też ktoś zmobilizować do pisania, a ostatnio takiej
          osoby nie ma ;)

          > Jakoś skromnie i symbolicznie ostatnio z nowymi tematami.

          Tercy, ależ proszę, wrzucaj nowe tematy, wrzucaj, może któryś zaskoczy :)

          > Co jest kurka oleksy, podnieście tyłki, bo jeszcze się okaże, że ktoś miał
          rację pisząc... forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33883&w=40920324

          Nic się nie okaże, nic. Klucze mam ja :)
      • alinka64 Re: Weekend'owe lenistwo? 03.05.06, 19:02
        Fistaszek postanowił zmienić swoje życie diametralnie i eksperymentalnie na
        miesiąc. Miał jeszcze pracę i dochody całkiem niezłe więc do poczucia pełnego
        komfortu brakowało mu kobiety. Zdrowej dziewczyny czerstwej i pełnej energii,
        która wniosłaby w jego mało spontaniczną egzystencje trochę świeżości i
        radości. To cel już mam – pomyślał zaciągając się papierosem wydmuchując go
        prosto w odbicie w lustrze. Na jego twarzy pojawił się tajemniczy uśmieszek.-
        Przystojniak z ciebie Fiss…- mruknął do spoglądającego z niego z lustra 40-
        letniego bruneta z drobną siateczką mimicznych zmarszczek i sporą ilością
        srebrnych kosmyków na skroniach.

        Może tak Tercybiadesie?
        ;-)
    • tercybiades Re: Weekend'owe lenistwo? 03.05.06, 22:47
      Ponieważ nie zrobiłem tego poprzednio, chcę to zrobić teraz i przedstawić wam
      Fistaszka.
      Fistaszka czyli Tomasza Cichobąka.. Nie śmiać się! Dosyć naśmiano się z
      Fistaszka w przedszkolu, szkole, uczelni i biurze, kiedy jeszcze w nim
      pracował. Z miłosierdzia nie wspomnę o barwnych przezwiskach jakie Tomasz
      nosił. Niech one przeminą z wiatrem, nomen omen.
      Nazwisko Fistaszka było przyczyną jego wiecznego utrapienia, tak jak i
      czterdziestka zbliżająca się podstępnie i nieubłaganie. Z ust znajomych
      nasłuchał się o magiczności tej cyfry i bliżej nieokreślonych konsekwencjach,
      jakie za sobą wlecze. Wlecze, bo czas wlókł się w fistaszkowym życiu.
      Od kilku lat Tomasz – Fistaszek porzucił ustatkowane życie biurowego
      gryzipiórka. Za namową kolegi redaktora podjął się prowadzenia kącika złamanych
      serc, w jednej z kolorowych gazet pod wdzięcznym pseudonimem „Doktor Alina”.
      - Ty masz bracie talent. Lgną do ciebie te baby, słuchają cię, ba nawet
      korzystają z tych twoich rad. Spróbuj, chociaż. Trzy kolejne numery, jak się
      nie przyjmie, nic nie tracisz. Jak załapią, to dostaniesz etat i uwolnisz się
      od tego biurka.
      Fistaszek zgodził się. Po trzech numerach okazało się, że nie tylko pomysł
      się przyjął, ale wybuchł lawiną listów do Doktor Aliny. Fistaszek dąsa się
      jednak do dziś za tytuł „doktor” i twierdzi, że kiedyś go zamkną za zasłanianie
      się lekarskim fartuchem, lecz z poczuciem misji wkroczył w nowy zawód. Szybko
      okazało się, że nowa praca nie wypełnia mu zbyt wiele czasu i tego wolnego,
      nieobciążonego obowiązkami ma w nadmiarze. Z nudy i z powodu dzieci sąsiadów,
      odkrył w sobie jeszcze jeden talent. Składanie rymów. Wypływały z niego te rymy
      w sposób wręcz bezwstydnie obfity. Pisał, więc dla dzieci zza ściany, dzieci
      znajomych i tych, które poznawał przypadkiem.

      Aż do dnia, kiedy znalazł się kupiec,
      który na fali tych rymów,
      własną postanowił pieczeń upiec.

      I tak nasz Fistaszek został autorem, pisarzem nieledwie.
      Lecz mimo sukcesu, jaki osiągnął pozostał samotny. Czat był tylko konsekwencją
      tego stanu, miejscem narodzin „Fistaszka” drzemiącego przecież w każdym z nas.
      Jak wszystko w jego życiu wziął się z przypadku, zdania rzuconego mimo chodem o
      cudowności tego miejsca. Wsiąkł w ten wirtualny świat, przyjął go, a on jego.
      Można by napisać „i żyli długo i szczęśliwie”, ale przecież spotykamy go w
      chwili tego niefortunnego snu i sami czytaliście, że coś tu śmierdzi.
      Znacie już nieco lepiej naszego bohatera i wiecie, że wszystko zdarzyć się może…
      • wanda_rybka Re: Weekend'owe lenistwo? 05.05.06, 00:43
        Fistaszek wyciągnie wtyczkę z gniazdka,pójdzie zrobi sobie kawę, popijając ją,
        spoglądając na budzącą się do życia przyrodę, zaplanuje sobie najbliższe
        tygodnie.Zacznie od porządków w mieszkaniu,zadba o własny wygląd,pódzie po
        zakupy,wyciągnie z półek książki,które kupił i nigdy nie miał czasu ich
        przeczytać, zaplanuje ciekawy wyjazd,zwiedzi miejsca ,które chciał
        zobaczyć,pozna nowych ludzi, a może znajdzie nowe hobby, które pochłonie Go tak
        samo jak czat. Ale mam nadzieję,że pódzie po rozum do głowy i uświadomi
        sobie,że w wszystko jest dozwolone w granicach rozsądku.:)
      • jagus007 Re: Weekend'owe lenistwo? 06.05.06, 21:06
        Fistaszek bał się 40-tych urodzin, z wielu powodów. Niemiła mu była świadomość,
        że nie wszystkie swoje marzenia zdoła spełnić. Bo na Mount Everest już się
        raczej nie wdrapie, skoro od spaceru w parku dostaje czasami zadyszki, jego rymy
        też chyba rangi bestsellera nie zdobędą...
        A najbardziej bał się prezentu - od Niej, tej podłej baby, co to uparła się go
        męczyć.
        Gdy wiódł ustatkowane życie biurkowego gryzipiórka - dała mu na urodziny motykę,
        żeby miał z czym na słońce się porwać. Rok później dała mu jakieś badyle w
        doniczce z dokładną instrukcją obsługi, która zawierała także mówienie do badyla
        i puszczanie mu nastrojowej muzyki - że niby ma lepiej rosnąć w takich
        warunkach. A warunki i efekty bezczelnie sprawdzała, wpadając co jakiś czas z
        wizytą kontrolną, więc musiał to badyle podlewać, spryskiwać, gadać do niego, bo
        przecież ta zołza nie darowałaby mu, gdyby jej prezent usechł. Więc kwitł
        pięknie, gdy na następne urodziny uraczyła go małą, skomlącą kupką nieszczęścia.
        Oczywiście nie uwierzył, gdy mu powiedziała, że znalazła tę psinę przywiązaną
        sznurkiem przy drodze. Na pewno przez cały rok szukała takiego brzydactwa
        nieszczęśliwego. W to, że nie może sama psa przygarnąć uwierzył, bo znał jej
        matkę - astmatyczkę, duszącą się od byle kłaka. Nie miał więc innego wyjścia i
        psiocząc w duchu na obowiązkowe spacery, które zakłócą mu spokojne czatowanie -
        podziękował za prezent. W życiu nie przyznał się, że po pewnym czasie był Jej
        wdzięczny za tę psinę, dzięki której musiał tak często wychodzić z domu. Dzięki
        temu miał okazję delektować się tym, co mu kiedyś uciekało - szaleńczym śpiewem
        ptaków w parku, brylantową dekoracją z kropli porannej rosy iskrzących się na
        pajęczynie i innymi takimi ulotnościami, na które nie zwróciłby uwagi, gdyby nie
        musiał wychodzić na spacery z sierściuchem. Nie powiedział Jej tego, ale widział
        przecież, jak Jej jaśniały oczy, gdy opowiadał o tych swoich odkryciach.
        Co ta zołza wymyśli w tym roku? Gwiazdkę z nieba mu da, czy jakiś wulkan? A może..?
      • jagus007 Re: Weekend'owe lenistwo? 11.05.06, 20:08
        Fistaszek wszedł w wirtual z bliżej niesprecyzowanymi oczekiwaniami i
        nadziejami. No bo jednak chyba czegoś mu w realnym życiu brakowało, ale zbyt
        dużo energii i samozaparcia kosztowałoby go sprecyzowanie tych braków. Niejasno
        przeczuwał, że może to mieć związek z tajemniczymi istotami, które każdą, a nie
        tylko ostatnią literą swojego nicka krzyczały, że są z innej planety. Tak więc
        jako Marsjanin czasami mimowolnie, a czasami bardziej świadomie zwracał uwagę na
        sygnały Wenus.
        Różne były. Niektóre z nich rozczulająco proste i prawdziwe w tych swoich
        najzwyczajniejszych oczekiwaniach wpisanych w pytania: „Skąd jesteś”, „Gdzie
        pracujesz?”. To było takie wzruszające – ta nieudolnie kamuflowana potrzeba
        znalezienia partnera do uwicia gniazdka. Może, zważywszy na przedział wiekowy
        tych pań – dla niektórych była to ostatnia szansa, by nie zostać z pustką, by
        dopełnić się w jakimś związku?
        Inne swoje oczekiwania ukrywały pod zasłoną pozornie niewinnych zagajeń.
        „Ile masz lat?”, „Jak wyglądasz?” – rzucały niby od niechcenia, i już czuł
        potrzebę, by nieco wciągnąć brzuch, naprężyć muskuły, zagrać testosteronową
        melodię.
        A niby dlaczego nie? Wszak umieszczały, gdzie się dało te swoje fotki, na
        których miały o kilka kilogramów i zmarszczek mniej niż w lustrze. Nawet to
        rozumiał, bo nikt nie lubi grać gorszego, niż jest. Problem, jak mu wyjaśnili
        netowi kompani, zaczynał się dopiero, kiedy znajomość dojrzewała do momentu, gdy
        sieciowe pozy trzeba było skonfrontować z rzeczywistością…

        Jeszcze inne nie były tak jasno interpretowalne w swoich oczekiwaniach. Zwodziły
        go unikaniem stereotypów, niedostosowaniem do żadnej ze znanych mu etykiet.
        Wymykały się jego nieudolnym próbom klasyfikacji, wciąż zaskakiwały go
        interesującymi kombinacjami cech. Niewinne i prowokujące, prostolinijne i
        skomplikowane, nieśmiałe i wyzywająco pewne swojej wartości…
        Chyba same dla siebie były tajemnicą, którą odkryć mogła tylko wirtualno –
        realna weryfikacja…

        CDN
        • nadziejkaa Re: Weekend'owe lenistwo? 19.05.06, 20:57
          Jaguś, pozwoliłam sobie wstawić do opisu Twoje opowiadanie. Mam nadzieję, że
          nie masz mi tego za złe ;)
          • jagus007 Re: Weekend'owe lenistwo? 19.05.06, 22:11
            Oczywiście, że nie. Mam nawet nadziejkę;), że ktoś do tego dopisze ciąg dalszy.
            • tercybiades Re: Weekend'owe lenistwo? 19.05.06, 22:24
              Jagusiu, mam nadzieję, że nam go zdradzisz.
      • tercybiades Fistaszkowe urodziny. 16.05.06, 13:18
        - Babsztyl! Babsztyl!!! – Darł się Fistaszek walcząc jednocześnie z zaroślami.
        Leśne ostępy, nie podziałały kojąco i w krzyk ten włożył złość i frustrację
        nagromadzoną przez ostatnie dni. Na miejscu Babsztyla, wiałbym razem z zupą,
        która wcale nie musiałaby być za słona. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że
        Fistaszek nie był zły bez powodu. Urodziny. Nigdy ich nie lubił, teraz miał już
        żelazny dowód, dlaczego.
        Trudno powiedzieć, co było motorem urodzinowych zdarzeń. Zołza przekroczyła
        próg z miną tajemniczą i nieodgadnioną. Podlała kwiat. Nie mówiąc ani słowa
        popatrzyła przez okno. Westchnęła ciężko, przeciągle. Odwróciła się w końcu i
        jednym tchem wyrzuciła z siebie;
        - Nic z tego nie będzie Tomaszu. Wiem, że mnie zrozumiesz i wiem, że nie
        będziesz pytał, ani robił mi wyrzutów. I nie chciałabym abyś to zaczął robić. –
        drugim tchem – Jestem w ciąży. Nie z tobą, ty jesteś wiecznym chłopcem.
        Chciałam tego od dawna, a natura przyśpiesza…- trzeci wdech - ON jest we mnie
        szaleńczo zakochany, więc sam rozumiesz. Życzę ci wszystkiego dobrego. Wiem, że
        ci się ułoży.
        Mówiąc to szła już do wyjścia, drzwi trzasnęły. Zapadła cisza… Długa cisza…
        Cisza trwała do momentu, kiedy Fistaszek ciężko klapnął na fotel a sprężyny
        jęknęły rozdzierająco. Śierściuch zawył krótko, żałośnie i położył się kładąc
        zaśliniony pysk na jego stopach.
        - No… Bardziej oryginalnego prezentu już nie dostanę. Chyba, że kojfnę we
        własne urodziny i trumna będzie główną atrakcją imprezy. – Stwierdził głośno i
        zapadł w niemą konsternację. W zasadzie Fistaszek nie był w tej chwili jeszcze
        zły, z pewnością nie był wściekły. Zaskoczony był za to gigantycznie, na tyle
        by odczuć natychmiastową potrzebę spakowania walizki i wyjechania „na łono”.
        Wszystko jedno jakie, byle nie kobiece.
        "Trzeba to jakoś poukładać" pomyślał a jego przekonanie o znajomości
        niewieściej natury leżało teraz gdzieś pomiędzy oknem a drzwiami, zanosząc się
        histerycznie drwiącym śmiechem.
        „Trzeba je tu zostawić samo, żeby doszło do siebie”. Wstał by zabrać
        szczoteczkę do zębów z łazienki i psią miskę z kuchni. Kiedy zamykał drzwi,
        jeszcze słyszał chichot losu i to było kiełkujące ziarenko złości.
        Przedzierał się, więc Fistaszek przez mazurskie zarośla z okrzykiem „Babsztyl”
        na ustach, klnąc w myśli ród kobiecy i własną ślepą duszę.
        - Ja sobie wypraszam tego „babsztyla”! – usłyszał głos dochodzący zza krzaka a
        należący do właścicielki znienawidzonego, w tej chwili, kobiecego łona.
        - I niech zabierze tego psa! Zaślinił mi całe spodnie!


        CDN
        • wanda_rybka Re: Fistaszkowe urodziny. 18.05.06, 02:29
          Spojrzała przez okno i dopiero teraz dotarło do niej, że trawa i drzewa pokryły
          się soczystą zielenią.
          Jak to się stało, że nie zauważyła, że wszystko budzi się do życia? Przecież co
          roku wiosną miała w zwyczaju obserwować ogródek sąsiada. Każdy nowy listek
          dodawał jej energii, czerpała z tej budzącej się przyrody jakąś radość,
          dostawała skrzydeł.Wówczas też odzywała się w niej "cygańska natura", Ta
          tęsknota za bezkresną przestrzenią, za odludnymi miejscami, za czystym niebem,
          szumem lasów i szmerem strumyków.
          - A może...?Hmmm, ale gdzie? Wiem,wiem. Mazury!!!!
          Nie żałowała podjętej decyzji, od pierwszej chwili poczuła do tego miejsca
          szczególną sympatię. Lubiła pić ranną kawę na balkonie spoglądając na spokojne
          jeziorko. Nie musiała zakładać sztywnych żakietów, nosić szpilek, całkowity luz
          no i ta cisza.
          Wróciła myślami do wczorajszego wieczoru i do pana Kazia, który ubzdurał sobie,
          że "taka kobieta" marnuje się samotnie w tej głuszy i że on bardzo chętnie
          umili jej pobyt w tej miejscowości własną osobą. Ile musiała włożyć
          wysiłku,"serca" i taktu w to, aby przekonać go, że nie jest miłośniczką jazdy
          konnej, że na widok konia dostaje alergii, łowienie ryb jest dla niej
          marnowaniem czasu, pływanie kajakiem po jeziorze jest czymś czego boi się jak
          ognia, a w jeziorze to palca nie zamoczy, no i oczywiście lasu też nie lubi i
          właściwie to sama nie wie co tutaj robi.
          Ciężko było, ale się udało. Pan Kazio wypłynął rano łódką na ryby- samotnie, z
          mocnym postanowieniem, że tak nudną babę będzie omijał na kilometr.
          Dzień był piękny, wyciągnęła się na trawie, nie myślała o niczym. Z tyłu
          szumiał las z przodu jezioro, gdzieś w oddali Pan Kazio.
          I w pewnym momencie do tego naturalnego szumu przyrody dołączył się jakiś
          inny.Zaniepokojona usiadła. Z zarośli wyskoczył futrzak. Podbiegł, zamerdał
          ogonem z radosnym błyskiem w ślepkach.
          Jakiś ty śliczny-pomyślała.
          -Babsztyl! Babsztyl!- usłyszała pod swoim adresem.
          O nie! Bez lekkiej przesady, Miss Świata to może i nie jest, ale jak do tej
          pory nie musiała stosować w stosunku do mężczyzn zasady, że "o jednym oku, byle
          w tym roku"
          - Ja sobie wypraszam tego babsztyla!
          - I niech zabierze tego psa! Zaślini mi całe spodnie!
          Zwróciła się do mężczyzny, który z impetem przedzierał się przez krzaki ze
          wciekłością w oczach. Chociaż parę metrów dalej był całkiem wygodny szlak
          turystyczny.
          Sama się zdziwiła ,że to powiedziała. Bo futrzak był super i od początku
          wzbudzał jej sympatię. No i ta troska o spodnie- śmiechu warte.
          - Ja sobie wypraszam tego babsztyla- powtórzyła, rozpoznając nieznajomego.
          To on siedział wczoraj na kawiarnianym tarasie, sącząc coś o żółtej barwie.
          Usiadła przy stoliku obok, myśląc, że tak zaczytany sąsiad będzie gwarancją
          spokoju. Przeliczyła się."Zaopiekował się" nią Pan Kazio. Widziała,że
          początkowo nie reagaował na ich rozmowę, później zdziwiony zerkał na nią, w
          końcu nie mógł opanować ironicznego uśmieszku.
          Trzeba atakować, aby się bronić- pomyślała.
          -Ja sobie wypraszam tego babsztyla- to,że mimo woli był Pan wczoraj świadkiem
          mojej rozmowy z pewnym panem i że może ma Pan wyrobione o mnie jakieś zdanie,
          nie upoważnia Pana do tego, aby ogłaszać całemu światu i ile sił w piersiach co
          Pan o mnie myśli!!!
          Powiedziała prawie jedny tchem i tylko nie rozumiała tego zaskoczenia i
          zdziwienia w Jego oczach.
          • tercybiades Re: Fistaszkowe urodziny. 19.05.06, 07:56
            Wandziu!!!<brawa i zachwyt> :)) Idziemy na dwa fronty;) Podoba mi się to bardzo.
            Będzie można przeczytać z pierwszej ręki, jak to wygląda z tej drugiej strony:)
            • wanda_rybka Re: Fistaszkowe urodziny. 21.05.06, 23:28
              tercybiades napisał:

              > Wandziu!!! Idziemy na dwa fronty;) Podoba mi się t
              > o bardzo.
              > Będzie można przeczytać z pierwszej ręki, jak to wygląda z tej drugiej
              strony:)

              Tercy, ale musisz poczekać na ciąg dalszy.Właśnie wróciłam z wyjazdy , muszę
              odpocząć i wciągnąć się w temat.
        • jagus007 Re: Fistaszkowe urodziny. 18.05.06, 17:07
          - I niech zabierze tego psa! Zaślinił mi całe spodnie! – na te słowa to już
          pobudzony nerw w Fistaszku musiał zareagować! Ciemna mgła przysłoniła mu oczy
          i nawet nie zwrócił uwagi na ewentualną atrakcyjność tego łona, które ośmieliło
          mu się zakłócić nierówne zmagania z drwiącym chichotem przekonania o znajomości
          kobiecej duszy. Przez ostatnie krzaki przedzierał się już krokiem drapieżnika,
          a nie ofiary.
          - Kolejny babsztyl! – w myślach zazgrzytał ze wściekłością zębami - i do
          tego przekonany o własnej ważności, niczym sklepowa w spożywczym w czasach
          kryzysu! Rządzicielka jedna, dla której tylko ona i jej racje się liczą!
          Wszystkie są takie, tylko niektóre lepiej się maskują… Najpierw niby są takie
          koleżeńskie, niby nic od ciebie nie chcą. Podstępnie, krok po kroczku zmieniają
          cię, zagarniają wciąż większe kawałki niespokojnej duszy. A kiedy już sam
          siebie nie poznajesz, kiedy zawartość Fistaszka w Fistaszku jest znikoma – to
          cię rzucają dla tego niby kochającego szaleńczo! – te gorzkie myśli kłębiły się
          w nim, gdy podchodził do babsztyla .
          - Nikt nie będzie cię tak kochał, jak ja! Nikt, rozumiesz podła zołzo?! –
          wypalił prosto w szeroko otwarte ze zdziwienia oczy i odwróciwszy się na pięcie
          odszedł z pozorowaną godnością.

          CDN
        • tercybiades Leśna nimfa 18.05.06, 22:05
          - Babsztyl, chodźże w końcu – krzyknął jeszcze nie odwracając się. Pies, suka
          właściwie podniosła się i obrzuciwszy towarzyszkę kobiecej niedoli
          przepraszającym spojrzeniem podreptała za panem, który nie wiedzieć, czemu na
          powrót wlazł w chaszcze zamiast wracać udeptanym szlakiem.
          Krzaki, jak alegoria cierpienia, wbijały w Fistaszka swoje kolce i z każdym
          ukłuciem cierpienie i wściekłość wyciekało z niego.
          ,„Na jaki gwint ja znów tędy lezę”? Pomyślał przystając i wodząc wzrokiem po
          nieznajomej okolicy.
          - Babsztyl. Gdzie jest miska? Prowadź do miski.- pies przekrzywił głowę i
          przyglądał mu się z zainteresowaniem, mógłby przysiąc, że wręcz prowokacyjnie.
          - No nie udawaj babo jedna, że nie wiesz, co to miska. Szukaj miski – ruszyła
          sobie tylko znaną drogą w prawidłowym, jak się Fistaszkowi zdawało, kierunku.
          - Widziałaś jak wykrzyczałem to tej zołzy? – Śierściuch odwrócił głowę i
          spojrzał na niego wzrokiem z cyklu „szkoda, że nie tej, co trzeba”, po czym
          wrócił do tropu.
          - Tak wiem, wiem. Ta miała bardziej jadowite oczy. Takie, takie… Cholera
          zielone.
          • jagus007 Re: Leśna nimfa 18.05.06, 23:46
            A o zielonookim potworze to się nie będę rozwodzić, bo mnie zazdrość zeżre;P
          • tercybiades "Pod łososiem" 21.05.06, 13:40
            Fistaszek lubił kameralne kawiarnie z duszą, klimatem, gdzie jesteś między
            ludźmi, a mimo wszystko sam. Jakież to podobne do czatu nieprawdaż? Ideałem
            wydawała mu się warszawska „Czytelnia”. Żałował, że tak rzadko tam bywa.
            Stoliki zagubione między regałami, pełne zadrukowanych stronic w miękkich i
            twardych obwolutach. Wystarczyło wyciągnąć rękę, by zatopić się w lekturze,
            albo potraktować książkę jako pretekst do rozpoczęcia rozmowy.
            „Pod łososiem” nijak nie pasowała do tego wizerunku. Hałaśliwa, pełna
            krzykliwie rozochoconych myśli i rozmów podsycanych alkoholem. „Burków
            spuszczonych ze smyczy” i „smyczy” szukających nowego „Burka”. Wyboru jednak
            nie było, albo wieczór tu, albo samotnie w pokoju. Wybrał to pierwsze i
            żałował. Naprzeciwko Fistaszka siedział pan Kazio udowadniający, już nieco
            bełkotliwie, rolę zdrady w spajaniu i cementowaniu związku małżeńskiego. Połów
            mu się nie udał a i ten, na który teraz chciał wyruszyć, zaraz po tym jak
            podzieli się swoją mądrością, nie zdawał się wróżyć sukcesu. Fistaszek stracił
            już nadzieję, że Kazio odczepi się sam, odessa się w sposób samoistny i
            niewymagający od niego żadnego wysiłku, poza zachowaniem obojętnego milczenia.
            - Rozumiesz pan, od czassu do czassu mus pszygruchaś sobie jakąś lale. Zdrofie
            psychiszne tsza ratowaś – perorował uczenie i mało wyraźnie.
            - Ta, mus – zgodził się Fistaszek i w trosce o własne wstał od stolika
            - Idziesz pan? – zasmucił się zdziwiony Kazio
            - Ależ skądże. Idę poderwać tamtą samotną lalę przy barze – wskazał siedzącą
            tyłem kobietę.
            - Moja szkoła. Pierz pan pycha za rochi. – powiedział mędrzec z dumą w głosie
            i pijanym wzrokiem obserwował dalsze poczynania swojego ucznia. Fistaszak
            chciał nie chciał podszedł do baru, wiedział, że Kaziu nie da mu spokoju, na
            podryw też nie miał ochoty. Zamówi piwo, przy tym tłoku trochę to potrwa, więc
            powinno wystarczyć…
            - Przepraszam – powiedział wciskając się między samotną, a odwróconą do niej
            tyłem, rozświergotaną blondynkę. Samotna spojrzała na niego. Na jej twarzy
            pojawił się trudny do zidentyfikowania grymas.
            - Przepraszam? Jaka poprawa. Już nawet bez „babsztylu”, tylko
            samo „przepraszam”.
            Zielone oczy wierciły w Fistaszku dziurę wielkości spodka od filiżanki.
            „O święta Zołzo patronko wszystkich prześladowanych”, pomyślał Fistaszek
            wypuszczając głośno powietrze z płuc...
          • wanda_rybka Re: Leśna nimfa 23.05.06, 01:51
            "No i naważyłam sobie piwa"-pomyślała. W tym momencie zwątpiła czy obrana linia
            obrony była prawidłowa. Zwłaszcza, że wypowiedziana przez nią uwaga zdawała się
            nie robić na nim żadnego wrażenia. Zmienił się tylko wyraz jego oczu.
            Zbliżał się w jakimś amoku, intensywnie wpatrując w jej oczy. Miała wrażenie,
            że przyciąga go wzrokiem, hipnotyzuje. I gdy był blisko, a ona stała z
            ocierającym się o spodnie futrzakiem, gotowa przeprowadzić kolejny "atak" w
            ramach samoobrony wypalił:
            - "Nikt nie będzie Cię tak kochał jak ja! Nikt, rozumiesz podła zołzo?"
            No nie!!!! Czy to jest zaraźliwe? Czy jakaś epidemia panuje na tych terenach?
            Wczoraj pan Kazio, dzisiaj ten maniak.
            Miłość miłością, ale dlaczego zołza? I na dodatek podła? Babsztyl już nie
            wystarczy?
            Słyszała o miłości od pierwszego wejrzenia, ale o takim wyznaniu miłości od
            pierwszego wejrzenia nie słyszała nigdy. Zaskoczona stała jak słup soli z
            otwartymi ustami.Kolor jej oczy zaczynał nabierać coraz bardziej intensywnej
            barwy. Kumulowały się w nich wszystkie jej emocje. To już nie była zwykła
            zieleń, przebijały się przez nią złote iskierki wściekłości. Błyskawicznie w
            mózgu otworzył się plik z zasobami odpowiednich inwektyw. Już miała zrobić z
            nich użytek, ale "Maniak" oderwał wzrok od jej oczy, spojrzał na psa i
            odchodząc rzucił:
            _ "Babsztyl, chodźże w końcu"
            No proszę, jaki tryb rozkazujący! Znalazł się Pan i Władca- pomyślała. Jeden z
            tych co traktują kobietę przedmiotowo mimo wcześniejszych deklaracji
            o "głębokiej miłości". Takiemu to wydaję się, że kobieta to takie cudo trzy w
            jednym- żona, kochanka i bezpłatna, wielofynkcyjna pomoc domowa.
            Poruszona do głębi, widząc, że kieruje się w stronę krzaków już otwierała usta,
            aby wyrazić głośno swoje myśli, gdy usłyszała:
            - " Babsztyl. Gdzie jest miska? Prowadź do miski"
            A po chwili już z zarośli:
            - "Nie udawaj babo jedna, że nie wiesz co to miska! Szukaj miski"
    • alinka64 Re: Weekend'owe lenistwo? 05.05.06, 11:39
      Plany, plany, plany. Łatwiej powiedzieć niż zrobić wszystko ok., kawa była
      niezła z mlekiem tak jak lubił. Wtyczka od kompa wyjęta, telefon do biura
      podróży wykonany, udawał ,że nie słyszy tego parsknięcia, kiedy podawał
      nazwisko przy rezerwacji czerwcowego weekendu w borach Tucholskich. Pięknie
      zaplanowane, zapięte na ostatni guziczek. Pozostała jena kwestia. Kwestia
      towarzyszki podróży. Teraz Fistaszek popadł w zadumę, a na jego twarzy pojawiły
      się symptomy wysiłku umysłowego tzn. zasępiona mina, tępy wytrzeszcz w stronę
      ściany.
    • alinka64 Re: Weekend'owe lenistwo? 05.05.06, 12:50
      Ups, pomocy, nie mam pomysłu! Jaki kodem może wybierać Fistaszek Tą właściwą
      spośród setek znajomych kobiet? Może metoda eliminacji się tu sprawdzi? A może
      jednak odpali komputer złamie postanowienie na chwilę wejdzie na 40 i rzuci
      hasło „ zapraszam na spacer po Łazienkach” i poczeka inicjatywę drugiej strony?
      Może na chybił trafił, licząc na szczęśliwy traf wybierze znajomo brzmiący
      login z listy i napisze do Niej interesująco- przekonującą wiadomość?
      • wanda_rybka Re: Weekend'owe lenistwo? 05.05.06, 17:29
        alinko, Fistaszek pojedzie sam,będzie miał wówczas czas na spacery, na
        podziwianie przyrody, zwiedzi wszystkie ciekawe miejsca i obiekty, nikt Mu nie
        będzie marudził, że daleko, że głodny,że nogi bolą,że się nudzi,że pogoda nie
        taka jak potrzeba. A wieczotrem w uroczej kawiarence lub barze spędzi miły
        wieczór i na pewno będzie miał czas na rozmowę z innymi samotnymi
        turystami.Sama widzisz, nie jest tak fatalnie.
        • tercybiades Re: Weekend'owe lenistwo? 05.05.06, 19:27
          Wandziu ty znasz Fistaszka???:)) Dodałbym, że spotka w tej kawiarni, całkiem
          przypadkiem, albo wędrując przez leśne ostępy (musi mieć naruszone przez
          przyrodę odzienie, jeżeli ma zostać Fistaszkową;), właśnie JĄ! Ta kawiarnia za
          mdła chyba, a niech się jakiś zachód przypląta, to mydło zamiast pasty do
          zębów:) Kiedyś pomyliła mi się tubka kremu do golenia z colodentem... do dziś
          pamiętam ten smak a lat już kilka minęło <feee>
          Fistaszek jak coś robi, to robi przypadkiem i niechcący...
          • wanda_rybka Re: Weekend'owe lenistwo? 06.05.06, 00:33
            Tercy, wersja "leśne odstępy" jest bardziej romantyczna.Bo cóż jest bardziej
            romantyczne od leśnej nimfy w "naruszonym przez przyrodę odzieniu".Zastanawiam
            się tylko czy "ta przyroda" to maliny,jeżyny czy też szarżujący dzik lub
            rozwścieczony niedźwiedż (tu może Fistaszek stanąć w obronie tego Leśnego
            Zjawiska, nadstawiająć pierś), a może wzorem Telimeny mają obleźć Ją mrówki? I
            wówczas sytuacja staję się miła,przyjemna (oczywiście dla Fistaszka) no i
            wykazać się Fistaszek będzie mógł nie narażając się zbytnio. A że zajęcie to
            będzie czasochłonne to i jakiś zachód słońca się przytrafi,a jak mrówek pełno
            to i może poranek zastanie.;)
      • tercybiades Re: Weekend'owe lenistwo? 05.05.06, 19:33
        Alinko bałbym się go wpuścić w tym stanie na 40. Zjadłyby go panie żywcem;))
        Myślę, że targa nim niepokój...
        No właśnie, trudno jest wymyśleć taki dialog, przydałby się gotowiec...
        • alinka64 Re: Weekend'owe lenistwo? 06.05.06, 10:57
          Spłodzę go dla Ciebie Tercy bedę jego "biologicznym ojcem" :-))
          • alinka64 Re: Weekend'owe lenistwo? 11.05.06, 22:44
            Gotowiec w nastepnym wątku Tercybiadesie, nieco przydługi ale wielowątkowy :-)
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33883&w=41436046&v=2&s=0
    • jagus007 Re: Weekend'owe lenistwo? 25.05.06, 21:04
      Orzeszka była dumna z siebie. Dumna mimo wszystko. Kolejny raz nie pokazała, co
      ją boli, bo wiedza o tym, co może ją dotknąć – byłaby zbyt atrakcyjna dla jej
      przeciwników, a nawet dla tych z pozoru obojętnych, którzy jednak mniej lub
      bardziej udolnie poszukiwali jej słabych punktów.
      Długo pracowała na stworzenie tej skorupki, w której zamknęła samą siebie.
      Kiedyś łupiny nie było, i wszystkie te raniące słowa i uczynki – trafiały wprost
      w nią.
      Bolało… Bardziej, niż wynosi granica przeciętnej tolerancji na ból. Przetrwała,
      bo musiała przetrwać, choćby dla tych bezbronnych, którzy tylko w niej mieli
      oparcie. I tak żyła „pożyczonym życiem”, cudzym, dla kogoś…
      Właściwie – nie żyła, tylko egzystowała. Siłą woli rano zmuszała się do
      otwierania oczu, siłą woli zmuszała się do patrzenia na życie jako na splot
      okoliczności, w których jest miejsce na nadzieję. Nie widziała nadziei, ale co
      dzień zmuszała się do wiary, że czeka gdzieś za progiem.
      Kiedyś poszła na łatwiznę. Pomyślała sobie, że lepiej mieć cokolwiek, niż nic.
      Że to takie normalne – mieć na wyciągnięcie ręki kogoś bliskiego, kogoś, kto po
      prostu jest. Miało być bez zobowiązań, miało być tylko wzajemne dzielenie się
      bliskością. Nie wyszło. Pozostał jej tylko niesmak, gdy znowu musiała powtarzać,
      że to już koniec.
      Wybrała swoją skorupkę, która powoli stała się dla niej celem samym w sobie. I
      chociaż była też środkiem, dzięki któremu osiągała zamierzone cele, dzięki
      któremu zaliczała wciąż kolejne szczeble kariery, to w pewnym momencie złapała
      się na pytaniu: na ile skorupka ją chroni, a na ile ogranicza?
      Poszukując odpowiedzi na to pytanie weszła w wirtual…

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka