tercybiades
30.04.06, 22:34
Śmierdzi tu trochę. Dziwne, że wcześniej tego nie zauważyłem.
Zresztą „przewróciło się niech leży”. Może wywietrzę trochę? Kiedy ostatni
raz otwierałem okno? Podnoszę się z fotela i pokonuję te kilka kroków w
stronę okna. Jakie szare te ulice, jakie puste. Pada. Dobra, wywietrzę jak
przestanie, gdybym zamówił te uchylne, pewnie teraz mógłbym wpuścić trochę
świeżego powietrza. Ta, pewnie mógłbym… Z tą myślą wracam na fotel. Myśl
dobra, szkoda, że praktycznie nieprzydatna. Może poczytam, albo pooglądam
telewizję? No tak, ale już usiadłem, trzeba by znowu wstać i podejść do
półki, albo poszukać pilota a dopiero, co byłem na nogach. Kurczę, że też nie
pomyślałem o tym, jak byłem jeszcze w pozycji pionowej. Musiałem się
rozwodzić nad uchylnościami? Nie wstaję! Ten fotel taki wygodny, że może
zasnę? To jest znakomity pomysł! Przecież weekend, czas odpoczynku, tak czy
nie? Wystarczy zamknąć oczy i sprawa załatwiona. Przecież mam w sobie tyle
energii, żeby jej starczyło na zaśnięcie. Ciekawe, co mi się przyśni? Lubię
jak śni mi się las. Dawno nie byłem w lesie. Ta zieleń i świeże powietrze.
Stop! Nie wracać myślą do tego, że śmierdzi. Drzewa i zieleń wystarczą, na
cholerę mi świeże powietrze?... Fajnie by było wyciągnąć się na łące. Takiej
czystej i pachnącej… Kurwa chyba się nie uda, albo pójdę po odświeżacz. Nawet
zdrzemnąć się nie mogę normalnie. Rozum ludzki to jednak straszna pułapka,
jak już raz coś sobie zakonotuje to amen i na wieki wieków. Dobrze, że fajki
chociaż przezornie położyłem na stoliku, wystarczy sięgnąć i już. Zadowolony
i dumny z własnej dalekowzroczności zapalam papierosa, który uspokaja i
wycisza tak szaleńczo rozbiegane myśli. Skupiam się na smużce dymu ulatującej
gdzieś pod sufit. Latem go odświeżę, pokojowe niebo znów stanie się białe, a
ściany na pastelową zieleń, stonowaną, łagodną, będę mieć las w domu.
Zaciągam się papierosem osiągając stan błogiego samozadowolenia. W ten mój
świat spokojnie rozmemłany i rozleniwiony, wdziera się obłąkańczy dzwonek
telefony. Cholera, czar prysł, trzeba go poszukać. Wstaję i rozglądam się,
chcąc dociec, gdzie ten diabelski wynalazek i jego natarczywość znalazł
kryjówkę. Nie wiem, a to staje się nie do zniesienia, świdruje ten dźwięk jak
wiertło stomatologa na wysokich obrotach. Może dzwonią, że łącze naprawione,
może… Gdzie on jest? Chcę podnieść poduszki z kanapy i nie mogę, ciężkie
strasznie, a ja taki słaby. Nienaturalnie słaby! Kiedy ta myśl z całym swoim
dramatyzmem dociera do mnie, jakaś siła podnosi mnie do góry i ciska o
ziemię, przy akompaniamencie szyderczo rozdzwonionego telefonu.
Krzyk otwiera mi oczy na rzeczywistość. Owinięty kocem leże twarzą do
podłogi, przez okno wdziera się szarość przedświtu. Podnoszę się i widzę
własne mieszkanie, czyste wysprzątane. Na ekranie laptopa otwarte okno czatu.
Nikt się nie odzywa, wszyscy wiszą.
<fistaszek> co dziś za dzień mamy? (o czym myślałem wybierając taki nick?)
Odpowiada mi cisza. Śpią. Sprawdzam datę i godzinę w kompie, 4.30, 1 maja.
Długi weekend trwa już od soboty, a jest poniedziałek. Bez normalnego
posiłku, bez golenia, bez spaceru. Pieprzę się z internetem już drugi dzień i
noc. Nie pamiętam już nawet, który weekend z rzędu. Wyłączam go nie żegnając
się z nikim przysięgając sobie, że przez najbliższy miesiąc nie zbliżę się do
czata.
To musiał być proroczy sen, zesłany przez Boga reality live, zastanowię się
chwilę i przypomnę sobie jak wygląda aktywny wypoczynek.
Czekam na propozycję co dalej zrobi Fistaszek;) Jeżeli chcecie dalej ze mną
pociągnąć ten wątek.