Gość: Iza IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.01, 12:19 czy ktos kiedys zalowal swojego rozstania z ukochanym/ą (zona, maz,kochanka,narzeczona,dziewczyna) no wlasnie p.s. strasznie tu dzisiaj sennie Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
bachuu Re: żal 20.10.01, 12:36 no jasne ! ja sie zawsze z tego lecze upraszczajc temat. staje mi wtedy przed oczyma obraz znany w pewnych kregach. "jelen na rykowisku " na w/w malowidle na tle zachodzacego slonca na polanie stoi byk /jelelen/ i ryczy do lani/slonca/minionych chwil szczescia etc. co tu duzo kryc, teskni za swoja polowa. okazuje to w sposob werbalny i mimiczny - zauwazyliscie, jakie zawsze maja smutne pyski, te jelenie ? trawa rosnie, drzewa szumia, liscie spadaja a on nic, teskni i nic go poza tym nie obchodzi. caly jego swiat, jego wnetrze i jestestwo zawiera sie w tym ryku. dobrze odzywiony, rosly, zdrowy, nic mu nie dolega, a jednak cierpi. i wtedy ja, w nieutulonym zalu wstawiam sie na jego miejsce. pare sekund i juz nie chce byc jeleniem - bo ktoz by chcial ? pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
bachuu Re: żal 20.10.01, 12:39 wstawiam sie na jego miejsce, metaforycznie rzecz jasna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iza Re: żal IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.01, 12:50 rzeczywiscie troche uproszczen, ja nie pytam o zraniona dusze gdy ktos cie opuszcza ,tylo gdy ty odchodzisz i po jakims czasie "cos" wraca lub nie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kama Re: żal IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.01, 15:41 oczywiście, że żal pozostaje, zwłaszcza jeśli to druga osoba nie chce. JA tydzień temu usłyszałam, że mój mężczyzna mnie nie chce. Co najgorsze wiem, że jemu na mnie zależy, ale powiedział mi że "jego okręt tonie". Bardzo go kocham, ale nie wiem jak mam teraz postępować. Jak walczyć o jego okręt??? Nie chce nawet ze mną rozmawiać przez telefon. Nie wiem, czy powinnam walczyć? I jaką taktykę zastosować? Pomóżcie!!!!!!!!!!!!!! Pozdrowienia dla wszystkich porzuconych... K. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Papas Re: żal - do Kamy IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 20.10.01, 15:59 Dziewczyno popatrz na to inaczej.Jeżeli nie skrzywdzisz tym ewentualnych dzieci to nie sobie idzie. Po takim oświadczeniu przypomnij sobie o czymś takim jak Twoja godność.Sam jestem facetem i to ja kiedyś usłyszałem coś podobnego od kobiety którą bardzo kochałem. Długo przezywałem ten problem,poradziłem sobie wniosłem o rozwód i dzisiaj mogę śmiało powiedzieć że moje życie nabrało innego sensu tzn.normalnośći.Jestem samotny ale wreszcie nikt mnie nie straszy i nie maltretuje psychicznie. Bądz odważna i podejmij decyzję.Zobaczysz jak swoją odwagą nagle wystraszysz tchórza którym nie ma cudów jest Twój ukochany. Wiec jedno że jeżeli nie odważysz się zrobić coś w tej sprawie facet zawsze już będzie traktował cię jak coś niepotrzebnego lub też jak kobietę uzależnioną od uczucia które skierowałaś w jego osobę. Będzie robił cię w konia jak tylko będzie chciał ty zaś wiecznie będziesz maiła dylematy i rozterki. Życzę odwagi - pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kama Re: żal - do Kamy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.01, 16:07 Papas, coś Ci powiem... Moja sytuacja jest skomplikowana. Właśnie jestem w trakcie rozwodu, faceta o którym Ci napisałam poznałam 5 miesięcy po rozstaniu z mężem. Jestem odważna i silna... I masz rację, też dochodzę do tych wniosków I dziękuję serdecznie za radę. Także się trzymaj... Jeszcze jedno, dzieci z mężem nie miałam Pozdrawiam K. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iza Do Kamy IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.01, 16:34 a skad wiesz ze mu na Tobie zalezy? co to znaczy ze jego okret tonie? zwykle przyczyny rozstan sa bardzo prozaiczne tylko my sie ludzimy ze to sily wyzsze, gdy nic cie nie trzyma przy nim nie warto walczyc Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kama Re: Do Kamy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.01, 16:36 wiesz, to bardzo wartościowy człowiek i zależy mi na nim. On jest chory na serce, do tego poważne kłopoty finansowe i dlatego wiem, że ma prawo tak mówić. A to, że mu zależy po prostu wiem, to się wyczuwa... K. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iza Re: Do Kamy IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.01, 16:38 jesli tak jest to WALCZ bo moze jest o co! jestes jeszcze mloda za 10 lat nie bedziesz miala motywcji i sily na walke wiec rob to teraz kiedy ogien jeszcze sie pali pzdr i powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kama Re: Do Kamy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.01, 16:41 ale jak mam walczyć, on nawet nie chce rozmawiać przez telefom. wiadomości w poczcie nie odbiera miał zadzwonić, minęło juz 3 dni i telefon milczy może przeczekać? dać mu czas? a może zwykły list, taki przez pocztę polską, polecony oczywiście? K. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iza Re: Do Kamy IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.01, 18:36 tylko ty mozesz wiedziec jak go odzyskac i jaki moze byc sposob ja nie znam waszego zycia wiec raczej trudno radzic, ale wykorzystaj kazdy sposob i nie miej oporow jesli rzeczywiscie kocha to moze czeka na twoj ruch Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kama Re: do Izy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.01, 18:42 Izuniu, ja już zrobiłam wiele kroków. I głucha cisza. Obiecał, że zadzwoni, ale chyba tylko na odczepnego. Teraz nawet już nie dzwonię, bo od pewnego czasu mieszka z rodzicami i jestem pewna, że ostrzegł ich aby nie prosili go do telefonu, kiedy dzwonię. Chyba przeczekam, może on sobie tez przemyśli pewne sprawy. A jeśli przez dłuższy czas się nie odezwie, to napiszę zwykły list przez Pocztę Polską. Co Ty na to? K. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: samanta1 Re: do Izy IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.01, 19:03 kama ,jesli On milczy to ..uszanuj jego decycje.jesli zalezy mu na Tobie a ma powody by odejsc to nie utrudniaj mu tego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iza Do Kamy IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.01, 23:01 kazdy sposob jest dobry i tak jak pisalam sama odkryjesz ten najlepszy. czasem jednak zbyt dluga walka tak wykancza ze juz u progu zwyciestwa zaczynacz zastanawiac sie czy bylo warto Moim zdaniem to duza odpowedzialnosc bo musisz byc bardzo pewna swoich i jego uczuc a nawet bardziej swoich.Czasem taka walka mozna kogos skrzywdzic pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zuzka Re: Do Kamy IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 26.10.01, 19:39 No taaaak.... jakbym skądś to znała. Miałam faceta (mam?), który zarabia nędznie, ma cukrzycę insulinozależną, daleko posuniętoą depresję, którą trzeba leczyć, parę usterek fizycznych wynikających ze straszliwego zaniedbania. Jedyne co potrafił, to użalać się nad sobą, swoja chorobą i położeniem materialnym. Ja go wzięłam jak stał. Z całym jego bagażem 10 lat malżeństwa (już sie rozwiódł), które było od dawna horrorem, jego chorobą, fobiami i lękami. Bo go tak strasznie kochałam i chciałam mu pomóc... No altruizm i ofiarność do bólu. Bo on taki chory, taki pokrzywdzony przez los... Aż też usłyszałam, że jego "okręt tonie" (nie dosłownie, ale coś ta ten kształt). Ze on nie może, bo mnie skrzywdzi, wie, że mi pogmatwał życie... i takie inne pierdoły, jakie mówią bezjajeczni. A musisz wiedzieć, że dałam się kiedyś za niego w plasterki pokroić. Aż w końcu odszedł. Jakież to było dramatyczne i teatralne! I wiesz co? Wypięłam się na faceta! Kocham go nadal, ale inaczej, nie wyrywam sobie serca z korzeniami i na zywca, bo ON... Ja się też liczę! I wiesz co? Oświeciło go! Chciał wracać!!! Ja na to: o nie, kochanieńki - najpierw zacznij leczyć depresję (bo życie inaczej zamieniłabym w koszmar, kto to przeżył, to wie), zrób ze soba porządek. A potem - zobaczymy! No i własnie podjął terapię i znacznie ostrożniej obchodzi sie ze mną. I w sumie dobrze na tym wyszłam. I Tobie proponuję to samo - daj Mu odejść. Niech zobaczy sam, czego tak właściwie chce. Jeśli ciebie, pomimo wszystko - wróci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kama Re: Do Kamy IP: 10.2.24.* 31.10.01, 15:14 Dzięki serdeczne za te słowa. Historia faktycznie podobna, poza jednym wyjątkiem, on nie chce mojej pomocy. Nie da sobie w żaden sposób pomóc. Taki typowy męski twardziel, on musi sobie sam pomóc, zawsze sam sobie dawał radę. Ale minęło już 3 tygodnie i się nie odzywa. Przyznaję, jest mi szalenie ciężko, chociaż z każdym dniem lepiej to znoszę. Także nauczyłam się go kochać inaczej, na odległość. Staram sie telepatycznie to przekazywać, myślę o nim. Tak jak napisała Samanta, postanowiłam uszanować to, że chciał odejść. Zaczęłam pisać kilka listów, po czym je porwałam i wyrzuciłam do kosza. Tak widocznie miało być.... Pozdrawiam Ciebie serdecznie i przyznam, że troszeczkę narobiłam sobie nadziei, kiedy przeczytałam Twoją historię, może u mnie będzie tak samo. I zapewne postąpię podobnie do Ciebie, K. Odpowiedz Link Zgłoś