mamarcela
03.07.06, 15:22
mamarcela dzisiaj rano została szczęśliwą słomianą matką. Postanowiła więc
wykorzystać ten błogi stan do maksimum. W końcu nieczęsto się zdarza.
W tym roku pojedzie sobie do Nowego Orleanu, a co? O Atlantę też może
zahaczy in the travell.
Prawdę powiedziawdzy mamarcela nigdy nie była po drugiej stronie Wielkiej
Wody. I nawet ją tam aż tak specjalnie nie ciągnie.
Chyba że na Południe. Posiedzieć sobie na białej werandzie, na leniwie
kołyszącej się huśtawce, albo fotelu bujanym. Posłuchać jak płynie czas, a od
strony Missisipi porykują tęsknie zapomniane juz dawno parowce. Przy
szklaneczce bourbona. Może jakąś jambalayą wściekle ostrą zagryźć. Posłuchać
starego jazzu. Albo wcale nie starego, a wprost przeciwnie. Powędrować gdzieś
nieśpiesznie, rozglądając się na boki i wdychając wszystkie możliwe aromaty
popołudniowego Południa.
Przytaszczyła więc mamarcela ze strychu stary wiklinowy bujak, ustawiła go w
swoim pokoju tuż przy otwartych drzwiach balkonowych. Obok na okrągłym
mosiężnym stoliku postawiła dzbanek mrożonej herbaty, szklaneczkę bourbona i
połozyła stosik książek różnistych, ale mocno osadzonych w klimacie. I na
dobry początek Stinga sobie puściła, co to o Bourbon Street przed wielu,
wielu laty śpiewał.
I bardzo bym prosiła Szanowne Twarzystwo literacko (różne półki je vous en
prie), kulturalnie i kulinarnie o jeszcze. Jedziemy na Południe posiedzieć na
porchu.
P;-)