Dodaj do ulubionych

Letko komiczne wystepy publiczne.

08.08.06, 22:11
Poczytujac sobie forum dogrzebalam sie wystapienia Marmaceli w pokasanym
przez zlosliwa sobake paltocie i Nienietoperza w butach tego samego koloru,
choc niekoniecznie fasonu, i mysle sobie, ze kazdy z nas ma na koncie tego
typu wystepy.
Kiedys, zlozona niemoca i wysoka goraczka, dalam sie mezowi zatargac do
lekarza. Gabinet znajdowal sie nieopodal sklepu z winami, w ktorym malzonek
studentem bedac zarabial na swoje zgubne nalogi. Bardzo milo, z rozrzewnieniem
wrecz, wspominal wlascicieli owego przybytku, i traf chcial, ze znalezlismy w
ow fatalny dzien miejsce do parkowania genau przed oknem wystawowym w/w
sklepu. Wredny traf chcial tez, zeby obydwaj panowie w tejze wlasnie chwili
przyklejali nosy do szyby, lustrujac z nudow ulice. Malzonek skurczyl sie
dziwnie, zamachal sparalizowana raczka w gescie powitania, a zmieniona twarz
malzonka wyrazala zyczenie : "Boze, niech ja juz nie zyje !" Bo oto jak
zaprezentowala sie wykwintnym koneserom win Laszka zonka: glowa zakutana w
chuste welniana, kadlub utopiony w mezowskiej burce, mocno puchatej i za duzej
(kaptur burki suto okraszony jakims futrem chowal sie pod chusta udatnie garb
udajac), spod burki wystawaly wypchany na kolanach dresik, a na nozkach zonka
jakies stare, koslawe botki miala, bo w goraczce nie chcialo sie z eleganckimi
szamotac. Jako piesdererizstans wlokly sie za tym zjawiskiem rajtuzki, ktore
zonka dnia poprzedniego byla z siebie zjela cuzamen z w/w dresikiem, i nie
zauwazyla wciskajac sie ponownie w w/w dresik, ze one tam jeszcze sobie siedza...
Obserwuj wątek
    • jakotakot Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 08.08.06, 22:35
      Mamarcele za przekrecenie nika przepraszam :)
      • jakotakot Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 09.08.06, 15:30
        Ludzie, nie badzcie takie ! Dajcie sie posmiac ! Ja wiem, ze watek trywialny i
        sama sobie go samotnie podbijam jak moge, ale mam ostatnio same zgryzoty i
        smiech na wage zlota. Na zachete (hm) jeszcze jeden wystep ze mna w roli glownej:
        Jako biedna studenka wybralam sie z przyjaciolka na wycieczke wakacyjna
        autostopem. W piekielny upal sterczalysmy objuczone tobolkami machajac dlugo i
        bez skutku, az w koncu jakis litosciwy kierowca Nyski zatrzymal sie pelen dobrej
        woli. Jako niedoswiadczona autostopowiczka ukladalam sobie w glowie zgrabne
        pytanko "Przepraszam pana bardzo, czy jedzie pan moze w strone ..." i tak sie
        zestresowalam tym ukladaniem, ze kierowca w rezultacie ujrzal purpurowa z tremy
        i upalu osobke, z ktorej usciech wydobyl sie stlumiony belkot, cos na ksztalt :
        "ja.., jjada...jadaaa...". Rozsadny ten czlowiek odjechal w wielkim polochu,
        zostawiajac tarzjace sie ze smiechu dziewice w tumanie kurzu. Hm, jest to jednak
        historia z gatunku "you had to be there"... Czekam cierpliwie na lepsze :).
        • dr.krisk A gdzie tam trywialny! 09.08.06, 16:33
          jakotakot napisała:

          > Ludzie, nie badzcie takie ! Dajcie sie posmiac ! Ja wiem, ze watek trywialny
          Publiczne wyjście na idiotę to nie żadne śmichy-chichy. Usiłuję cos z pamięci
          wygrzebać, ale same straszne rzeczy mi się przypominają. Na przykład, gdy po
          moje kilkuminutowej przemowie w języku angielskim, mój rozmówca zaczął swoją
          odpowiedż od pytania "Do you speak English?"..... Upokorzenie straszne.
          Mógłbym także opowiedzić straszną historię z mej młodości o Pękających
          Spodniach w Kroku (z elany one były, szare, okropne i pękające na tyłku w
          momencie zmiany obuwia na kapcie w szatni. Średnio raz w tygodniu. Do dziś bpję
          się że cos takiego może się mi przyśnić...
          • tupot Re: A gdzie tam trywialny! 09.08.06, 16:36
            "Do you speak English?" jest absolutnie genialne!!!
            Jakkolwiek rozumiem upokorzenie to uśmiałam się do łez:)(btw, ja bym tego chyba
            nie przeżyła):)
            Hehehehehehehe...
            • dr.krisk Ja też! 09.08.06, 16:47
              tupot napisała:

              > ja bym tego chyba nie przeżyła):)
              Ja też nie przeżyłem, i teraz błąkam się jako byt wirtualny po sieci. I straszę!
              • tupot eeee 09.08.06, 16:49
                jeee tam;) ja się nie boję:D
                no chyba, że zagrożenie wirtualne przekłada się na realne i do tego trzymasz
                Pan po szczurze w każdej garści. Wtedy się boję. I to jak! :)
    • tupot Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 09.08.06, 16:34
      Więc na szybko, żeby wesprzeć starania jakotakot(a/y?) przytoczę historyjkę,
      która rozbawiła mnie setnie. Otóż czas jakiś temu byłam na bardzo ważnym
      spotkaniu z Panem Dziennikarzem Wielce Szanownego Magazynu Branżowego
      Zagranicznego. Rozmawiałam z nim o firmie, w której wówczas pracowałam. Takie
      bla bla i lanie wody ze słodkim uśmiechem celem przekonania PDWSMBZ do
      napisania czegoś w owym Magazynie. Szło mi całkiem nieźle i tak się zgdaliśmy,
      że doślę mu jeszcze parę rzeczy mailem. Rozstawaliśmy się już kiedy
      przypomniałam sobie, że nie dałam PDWSMBZ mojej wizytówki. Sięgnęłam szybko do
      kieszeni, wyciągnęłam i ze słowami "Please, take my card bla bla bla" wręczyłam
      mu do łapki. On zrobił lekko zdziwioną minę, a że ja śpieszyłam się do
      następnej rozmowy, nie zwróciłam wielkiej uwagi na pana i jego minę. Odeszłam z
      poczuciem dobrze wykonanego obowiązku, zadowolona, że tak się fajnie nam
      dogadało. Miałam wtedy urwanie głowy (targi to były zagramaniczne), ciągłe
      ganianie i gadanie. PDWSMBZ próbował jeszcze ze mną pogadać, łaził za mną,
      usiłował coś powiedzieć, pokazać, a ja myślałam "jejku, co za upierdliwy
      koleś...ratunku...". Lazł za mną nawet kiedy szłam do toalety aż się zaczęłam
      go bać, normalnie wariat! hehe. W końcu jednak mnie dorwał i tłumacząc coś
      mętnie wręczył mi moją własną kartę kredytową:))) Sięgnęłam byłam do złej
      kieszonki i z uroczym uśmiechem wręczyłam mu ją, co gorsza z przyklejoną
      maleńką karteczką z PINem, hehehehe (nowa karta to była, służbowa na wyjazd).
      Na szczęście, nie zaszalał na mój koszt. A mógł, cholerka :))))
    • itek1 Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 09.08.06, 16:56
      Dzialo sie to w czasach kiedy dopiero bardzo chcialem zostac zeglarzem.
      W tym celu odbywalem kurs na stopien zeglarza (tj.najnizszy mozliwy stopien
      zeglarski) w Trzebiezy.
      Pewnego razu, gdy nasza zaloga (ja+2 kolegow z liceum) szykowala sie do
      wyplyniecia w rejs dla podniesienia swoich mizernych wowczas umiejetnosci,
      zobaczylismy dwie zgrabne dziewczyny, ktore wygladaly na malo obeznane ze sztuka
      zeglarska oraz bardzo chetne na nowe wrazenia, tak, ze po namowach i
      zapewnieniach, ze jestesmy stare wygi czyli wilki morskie weszly na poklad
      (przewazylo chcialabym nad boje sie:)).
      Dowodca zalogi byl Jacek, najbardziej z nas trzech ambitny, ktory cwiczac
      najtrudniejsze mozliwe manewry nie cofal sie nawet przed wydawaniem na glos
      sobie samemu skomplikowanych komend typu "lewy foka szut wybieraj". Jako, ze
      kolezanki byly bardzo sympatyczne pozostala dwojka wilkow m. przyszykowala uczte
      w postaci kanapek z miodem/dzemem plus ogorki kiszone oraz kawy zbozowej.
      Zeglowalo sie swietnie, smakowalo rownie dobrze, ale w miedzyczasie warunki
      atmosferyczne ulegly znacznemu pogorszeniu, zaczal padac desz, wiac wiatr i
      mogla w kazdej chwili nadejsc burza.
      Dowodca zalogi zrobil wszystko, zebysmy jak najszybciej wrocili i dla skrocenia
      drogi obral trase przez mielizne, na ktorej, o wstydzie znalezlismy sie- a
      wlasnie skonczylismy ucztowac. Wystraszylismy tym niemilosiernie nasze
      towarzyszki niedoli. Coz wiec bylo robic, trzeba bylo zdjac spodnie i koszule i
      wskakiwac do wody, aby zepchnac jacht z mielizny- to byla wyjatkowo niewdzieczna
      robota po tej uczcie. Oczywiscie stracilismy w oczach dziewczyn na
      zeglarskiej/meskiej wartosci.
      Na szczescia calo wrocilismy do portu.
      Moja skromna satysfakcja bylo to, ze to ja kierowalem jachtem po zejsciu z mielizny.
      • jakotakot Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 09.08.06, 17:54
        Kochani zeglarze i szczodrzy ofiarodawcy kart kredytowych - Dzieki !!!
        A juz dochtor to mnie przyprawil o pekniecie zylki ze smiechu ! Moja mama miala
        przypadek odwrotny. W Italii spytala wdzieczna, acz ograniczona do tegoz pytania
        wloszczyzna o autostrade par Milano por favore, na ktore zapytany odpowiedzial
        chetnie i obficie nie zwracajac uwagi na oslupiala mine mamy. Nie ma to jak
        wiara we wlasne sily !
        • braineater Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 09.08.06, 18:18
          też historyjka z serii du ju spik inglisz. Okoliczności przyrody - Grecja,
          dokładnie cuchnący i paskudny (chciałoby sie powiedzieć, jak cała poznana
          Grecja:) port w Pireusie, gdzie zmuszeni bylismy poczekać pare godzin na prom
          wiozący nas na Peloponez. Posiedzieliśmy godzinę, drugą, trzecią i zrobiło nam
          sie trochę głodno, więc dzielny Braineater udał sie z misją ku najbliższej
          budce z fastfoodami, których na szczęście była obfitość, by upolowac jakiś
          pokarm. W tym czasie akurat byliśmy na etapie radykalnego wege (jak człowiek
          młody to miewa takie niezdrowe pomysły:) więc przy fastfoodach zaczął się
          problem. Problem o tyle spory, że pani po angielsku znała heloł, a Breineater
          język i owszem zna, ale z braku kontaktu z nejtiwami, akcent ma w starym dobrym
          stylu Beli Lugosiego. A chodziło o to, by z pita with ham, wyeliminować ham. No
          to gadam z panią, mówię, że without, widzę, że zero kumania, mówię formą prosta
          no meat please i pokazuję na obfotografowaną szynkę, pani się usmiecha i dalej
          wpychać swiński zad w pitę, wiec już wpadam w słowiański nastrój bojowy i
          posiłkując sie mamrotanymi kurwami i ocenami stanu umysłowego pani, drę się no
          meat!!!, aż widzę błysk zrozumienia na tej twarzy greckiej a szczerej, i pani
          kiwa główką, znakiem, że wreszcie zakumała. Sukces, fanfary, czerwony dywan i
          certyfikat CEA wręczony przez samą Elę The Second po prostu. Biorę wreszcie
          pudełko z pitami i wracam opromianiony zwycienstwem do Marysieńki, która w ten
          czas zdązyła się już ze smiechu skulać z ławki (jak i połowa pozostałych
          oczekujacych w porcie) otwieramy nasz posiłek i pierwsze, co widzimy...


          szynka.
          Dwa duże plastry szynki wdzięczące sie pośród sałat i innej zieleniny. No to by
          sytuację całą zakończyć jakąś pointą, wyjąłem zwierzaka z pit, zagwizdałem na
          wałęsające się stadnie burki i zgotowałem im przyzwoity posiłek, przy wtórze
          śmiechu pozostałych czekaczy.

          P:)
          • jakotakot Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 09.08.06, 21:25
            He, he Brain - to sie nazywa wegetarianski zelbstbedinung !

            Bedac Mlodziakowna, samodzielna do bolu, wybralam sie na wakacje do Londynu
            zaopatrzona w adresy bedendbrekfastow, ktore wedle starszych kolegow zatrudnialy
            polskich studentow na czarno (tak, tak prosze mlodziezy, kiedys nieletko bylo).
            W poleconej dzielnicy zaczelam poszukiwania posady pokojowko/kelnerki, ktore
            dosc szybko zakonczyly sie sukcesem. Zaistalowana w sluzbowym pokoiku zaczelam
            dzielnie pracowac, nie dziwiac sie za bardzo, ze klientela hoteliku sklada sie
            wylacznie z Hindusow, ktorzy na dodatek podrozuja z workami ryzu, cebuli i
            curry. Nie zastanowila mnie tez aparycja mojego nowego szefa, wytatuowanego
            dryblasa, zwienczonego utleniona trwala ondulacja, i charczacego upiornym
            Cockney-em (zawsze wyznawalam zasade :live and let live). Troszeczke sie
            zaniepokoilam, gdy wracajac wieczorem z wloczegi po miescie spotkalam pod domem
            pare mocno utrefionych i umakijazowanych pannic w mini i na szczudlach z
            cholewami do polowy uda (uprzednie zaczepki pod adresem wlasnym padajace ze
            zwalniajacych samochodow bralam za dowody uznania faktu, zem nie calkiem hard on
            the eyes :)))). Po paru dniach, mietolac w kieszeni pierwsze zarobione funty,
            postanowilam zadzwonic do znajomego Angola i umowic sie na piwo jak rowny z
            rownym - a co! Niech se nie mysli, ze sie opiekowac musi !
            Znajomy bardzo sie ucieszyl, zadeklarowal natychmiastowa chec przyjechania po
            mnie, i naturalna koleja rzeczy zapytal o adres. Zeznalam i USLYSZALAM jak on
            bidulek blednie ! Okazalo sie, ze niegdysiejsze calkiem nobliwe hoteliki zeszly
            napsy i przedziezgnely sie w burdeliki oraz tymczasowe przytulki dla
            przesiedlencow z Indii. Zwazywszy alternatywe to i tak dobrze wyladowalam. Ale
            reszte wakacji spedzilam pokornie, acz nieumiejetnie (ale to juz inna
            historia...) nianczac dzieciaka znajomego :).
            • jakotakot Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 09.08.06, 21:50
              O, O! I jeszcze przypomniala mi sie moja wpadka z cyklu " du ju spik".
              Podejmowalam obiadkiem kolege, z ktorym wymienialismy uwagi na temat dekoracji
              wnetrz (byl straight - przysiegam!). Ja poczulam przemozna potrzebe wyrazenia
              obrzydzenia do koronkowych serwetek polegajacych po telewizorach, wezglowiach
              kanap itp., i radosnie wypalilam, ze nie cierpie jak sobie ludzie rozkladaja w
              chalupie rozne dildos. Zupelnie tez bylam zaskoczona, ze to niewinne wyznanie
              spowodowalo u kolegi zakrztuszenie na pograniczu uduszenia.
              • kubissimo Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 09.08.06, 21:57
                zachwalajac pewnemu brytyjskiemu malzenstwu - bardzo dystyngowani ludzi po 50-
                tce - dlaczego warto odwiedzic pewna wloska restauracje wypalilem, ze tam
                sa 'real Italian cocks' :)
                • jakotakot Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 09.08.06, 22:01
                  A ja nigdy nie pojme dlaczego taki np. Richard da sie tytulowac per Dick! :o).
                  • kubissimo Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 09.08.06, 22:05
                    a nie spotkalas nigdy Ryszarda, ktoremu chcialabys powiedziec "Ty chuju"?
                    bo ja znam jednego Rysia i wlasnie takie budzi we mnie odczucia :)
                    • jakotakot Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 09.08.06, 22:11
                      A to juz zupelnie inna sprawa - z premedytacja sie nie liczy !
                      • griszah Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 10.08.06, 09:38
                        Kiedyś mieliśmy wpadziochę polegającą na pomyleniu słów guys i gays. List do
                        zapoznanych na kempingu miejscowych zatytuowaliśmy „Hello young gays!” –
                        musieli mieć niezły ubaw.
                • a-g-n-i-e-sz-k-a Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 13.08.06, 23:40
                  kubissimo napisał:

                  > zachwalajac pewnemu brytyjskiemu malzenstwu - bardzo dystyngowani ludzi po 50-
                  > tce - dlaczego warto odwiedzic pewna wloska restauracje wypalilem, ze tam
                  > sa 'real Italian cocks' :)

                  Ależ prawdę powiedziałeś :) Jeżeli byli real italian cooks to i cocks mieli real
                  italian :D
    • kubissimo Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 09.08.06, 21:49
      nie jest to opowiesc o mnie, ale o mojej przyjaciolce, ktora serdecznie
      uwielbiam. No i wystep byl jednak taki troche bardziej kameralny :)

      Godi wychodzac z kina zobaczyla wielki potop i chociaz mieszka bardzo blisko
      uznala, ze wezmie taksowke. Co prawda pierwsze auto na postoju nie wygladalo
      przesadnie zachecajaco, ale Godi byla przekonana, ze nadal obowiazuja dawne
      niepisane zasady koegzystencji tasowkarzy i pasazerow i nalezy wsiasc do
      pierwszego samochodu, a nie wybierac sobie najladniejszy. No to sobie wsiadla i
      poprosila o kurs do domu. Pan spojrzal na nia troche spode lba, ale odlozyl
      wypelniane wlasnie papierki i odpalil motor. Pech chcial, ze przy wyjezdzie z
      postoju malo nie wpadl na druga taksowke, w zwiazku z czym obaj kierowcy
      wysiedli z samochodow i rzucili sobie do oczu. Po wymianie okolicznosciowych
      serdecznosci koledzy sie rozeszli, a wkurwiony kierowca Godi nie omieszkal
      sobie zabluzgac mowiac "Pieprzeni taksowkarze". Godi lekko zdziwila taka doza
      badz co badz samokrytyki, ale nic nie powiedziala.
      Pan juz bezkolizyjnie dowiozl ja do domu i Godi siegajac po portfel rzucila
      okiem na miejsce, gdzie tradycyjnie stoi licznik. Licznika nie bylo.
      Zdezorientowana zapytala goscia ile ma zaplacic, na co pan powiedzial, ze co
      łaska. Jeszcze bardziej zdziwiona Godi dala mu 10 zlotych (to byl naprawde
      krotki kurs) i dopiero po wyjsciu zauwazyla, ze przyjechala do domu z kurierem
      firmy Stolica.
      Kierowca mial firmowy t-shirt, firmowy identyfikator, a przede wszystkim caly
      samochod byl w calosci oblepiony stolicznym logo. Jak widac, dla niektorych to
      za malo :)
      • jakotakot Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 09.08.06, 21:54
        Domyslam sie tylko, ze firma Stolica jest typu escort service, i lacze sie z
        kolezanka w bolu naiwnosci :).
      • braineater Oscar goes to 09.08.06, 22:05
        Koleżanka Kubu, bo zeby prześlepić żarówiastą żółć Stolicy, to juz naprawdę
        jest niezbywalny talent:)

        P:)
        • jakotakot Re: Oscar goes to 09.08.06, 22:10
          A moze kolezanka z New York-u byla?
          • kubissimo Re: Oscar goes to 09.08.06, 23:31
            nie byla :)
    • dr.krisk Jak wyszedłem na idiotę II. 09.08.06, 22:52
      Poznałem kiedyś pewną młodą panią, i choć różnica wieku była znaczna, jakoś
      bardzo mi się spodobała. Inteligentna, ładna, wysportowana a przy tym bardzo
      sympatyczna. No i wybraliśmy się wszyscy większa grupą na popływanie canoe po
      bagnach. Ja z kumplem w jednym canoe, ona z drugim kumplem - w drugim. Jest
      fajnie, płyniemy, ja wiosłuję zawzięcie, muskuł prężę - normalnie, jak to przy
      takich okazjach. Podpływamy pod miejsce biwakowe, ja wysiadam ostatni (wszyscy
      już na pomoście stoją i patrzą).. i z tego wszystkiego, z emocji i w ogóle...
      wstałem nagle i się wyprostowałem (że niby taki sprawny jestem i giętki).
      Lekkie, aluminiowe canoe tylko na to czekało, wystrzeliło na bok, a ja zwaliłem
      się jak worek z kartoflami do bagiennej wody.
      Na oczach licznie zgromadzonej gawiedzi, która ryknęła gromkim śmiechem.
      Usiłowałem udawać, że też mnie to bawi, ale im bardziej udawalem, tym głupiej
      wyglądalem. I tak już zostało.
      • jakotakot Re: Jak wyszedłem na idiotę II. 09.08.06, 23:59
        Prosze Dochtora, niech dochtor ustanie, bo sie wlasnie winkiem splulam !
        • kubissimo Re: Jak wyszedłem na idiotę II. 10.08.06, 00:14
          winko.... pomyslal kubu i spojrzal z wyrzutem na pudelko bardzo drogiego
          antybiotyku. :/
          • dr.krisk Re: Jak wyszedłem na idiotę II. 10.08.06, 00:18
            kubissimo napisał:

            > winko.... pomyslal kubu i spojrzal z wyrzutem na pudelko bardzo drogiego
            > antybiotyku. :/
            A własnie - jak zdrowie? Bo żarty, żartami, ale brzmiało to poważnie.
            • kubissimo Re: Jak wyszedłem na idiotę II. 10.08.06, 00:28
              no i chyba jest. pani reumatolog podejrzewa łuszczycowe zapalenie stawów, które
              zazwyczaj jest zapowiedzią nadciągającej łuszczycy. cudownie :/
              tzn o tej zapowiedzi to sam doczytałem w sieci, bo pani doktor była dosyć
              optymistyczna i tego wole sie trzymac. zwlaszcza, ze nie zauwazylem u siebie
              wielu tzw. typowych objawow takiego właśnie zapalenia
              na razie mam antybiotyk drozszy niz narkotyki, ktory na szczescie dziala (o ile
              moge oceniac go po trzech tabletkach z planowanych 20) i nakaz pojechania do
              Hiszpanii, bo szkoda by bylo nie jechac (lekarska argumentacja) ;)
          • jakotakot Re: Jak wyszedłem na idiotę II. 10.08.06, 01:29
            Kubusiu, Ty wywal te trucizne i te soczki zacznij - ja wcale nie zartuje !
            • kubissimo Re: Jak wyszedłem na idiotę II. 10.08.06, 07:24
              no prosze Cie, ja nie mam kataru, tylko ledwo chodze. Soczki sa dobre, ale
              nie oczekujmy na wielkie osiagniecia w kategorii "uzdrawianie chromych" ;)
              zostaje przy truciznach
              • jakotakot Re: Jak wyszedłem na idiotę II. 10.08.06, 11:37
                Ja sie wcale nie wyglupiam. Mam kolege cierpiacego od lat na Twoja przypadlosc,
                ktorego zona soczkami (a powaznie mowiac bardzo rygorystyczna dieta
                oczyszczajaca) wprawdzie nie do konca wyleczyla, ale postawila w pionie. Trul
                sie niebozontko coraz to nowymi antybiotykami, a skora w coraz wiekszych
                liszajach, stawy puchly, lekarze straszyli, ze do konca swoich dni truc sie
                bedzie musial. A on teraz jak mlody Bog ! Sa rzeczy na niebie i ziemi...
    • jenny_s Re: Letko komiczne wystepy publiczne. 09.08.06, 23:28
      Nie uczestniczyłam w tej historii osobiście, czego do dziś żałuję.

      Otóż dwa małżeństwa z jednym podrośniętym potomkiem, w trakcie samochodowej
      wycieczki krajoznawczej po Polsce B, stwierdziwszy nieopanowany głód, zmuszone
      były zatrzymać się w restauracji przydrożnej o estetyce późnego gieesu. Ściany
      w odcieniach burości, kula u sufitu, cerata na stołach, te klimaty. Co gorsza
      menu sprawiało wrażenie wykwitu wyobraźni zwyrodniałego mięsożercy, królowała w
      nim albowiem dziczyzna pod każdą z możliwych postaci, ubrana w malownicze nazwy
      Comber Macieja
      Kociołek Myśliwego
      Korytko Kiełbas z Dzika
      i temu podobne ciężkostrawności, które wzbudziły w wycieczkowiczach pewną
      niechęć, jako że lato było upalne, a taka dziczyzna to diabli wiedzą skąd
      pochodzi, może do niedawna biegała po podwórku merdając ogonem. Na samym dole
      menu widniało jednak coś zdecydowanie oryginalnego:

      Szef Kuchni poleca
      Kąsek Daniela

      Niewiele myśląc, zrezygnowane towarzystwo osiągnęło zgodność, zawezwało kelnera
      i jeden z ojców rodzin pewnym siebie głosem złożył zamówienie: poprosimy pięć
      razy kąsek daniela.

      Kelner spojrzał na nich spłoszonym wzrokiem, a następnie sczerwieniał i
      wyszeptał: ale proszę pana, Daniela Kąsek to nasza szefowa kuchni...
      • dr.krisk Dobre! 09.08.06, 23:46
        jenny_s napisała:

        > Daniela Kąsek to nasza szefowa kuchni...
        A swoją drogą, kto wymyśla te barokowe nazwy żarcia? Odkryłem, że im dłuższa i
        wymyślniejsza nazwa, tym podlejsza karma.
        • jakotakot Re: Dobre! 10.08.06, 00:13
          Bardzo ladny kasek!:). Bardzo mnie ciekawi co tez sobie wyobrazali pod ta
          poetyczna nazwa ?
          W epoce la dolce vita ala Gierek pojechalismy rodzinka do slonecznej Italii
          zapakowani po zeby klopsami w puszkach, chlebem chrupkim i tym podobnymi
          rarytasami. Zmeczeni ta dieta rodzice postanowili uczcic rocznice slubu pizza
          (sic!) w restauracji, gdzies w okolicach Neapola/u(?). Z dziarskimi minami
          zamowili najtansza, ale za to bardzo obiecujaco brzmiaca (wprawdzie nie tak jak
          Kasek Daniela, ale blisko:)), po czym z nosami na kwinte wpalilismy goly placek
          z ketchupem, za ktory trzeba bylo zabulic polowe tatunciowej pensji - ech, byly
          czasy !
    • dr.krisk Jak wyszedłem na idiotę III 10.08.06, 00:17
      Mój kolega posiadał jako student samochód Syrena 103. Taki z drzwiami
      otwieranymi do przodu! Ciągle oczywiście popsuty, przed, w trakcie, lub właśnie
      po naprawie. No i raz zdarzyło się, że wysiadły hamulce. Jak tu zataszczyć auto
      do warsztatu??? Mój przebiegły kolega wymyślił szczwany plan.... Oto będę go
      niby pchać do tego warsztatu (hamulec ręczny działał) a on właczy silnik i
      będzie mi pod górkę pomagał... Dobra! Jedziemy - tzn ja pędzę oparty o kufer
      samochodu, że niby tak szybko pcham. Zadyszka mnie łapie, ale nic - lecimy jak
      wicher po środkowym pasie, wkoło samochody nas mijają, kierowcy dziwnie
      patrzą...
      Kolega zoczył, że warszat już blisko, milicji nigdzie nie widać - dodał gazu i
      popędził do przodu zostawiając mnie, samotnego długodystansowca na środkowym
      pasie, biegnącego razem z innymi autami..... Z tego wszystkiego dostałem
      dystrakcji i dobiegając do skrętu w lewo, wyrzuciłem lewy kierunkowskaz (t.j.
      lewą rękę) coby zmianę kierunku jazdy (t.j. biegu) zasygnalizować.
      Kolega zobaczył to w zadnim lusterku i ze śmiechu zapomniał że nie ma hamulców -
      z całym impetem przyrżnął Syrenką w bramę warsztatu...
      Co to się działo...
      • jakotakot Re: Jak wyszedłem na idiotę III 10.08.06, 01:36
        Dochtor! Juz spluta jestem na bordowo z gory na dol ! No powiedz sam, czy takie
        wspomnienia moga miec dzieci, ktorym rodzice BMW funduja na 18-ste urodziny?
        Dobra bieda nie jest zla, a na pewno bywa bardzo smieszna!
        • jakotakot Re: Jak wyszedłem na idiotę III 10.08.06, 01:51
          nawiasem mowiac, to takimi drzwiami otwieranymi do przodu to mozna bylo lapac
          przebiegajacy droga drob ! Taki drive-by kidnapping. Jeden moj znajomy po
          przejechaniu kaczki zgarnal ja z asfaltu w celu future konsumpcji, a sierdzacemu
          sie gospodarzowi powiedzial, ze ja do szpitala wiezie...
    • tupot Wpadka kolejna 10.08.06, 09:51
      Tym razem wpadka była siostrzana i wydarzyła się dawno już temu (w skali
      wieczności to oczywiście niedawno:)
      Otóż dawno temu mieszkaliśmy całą rodziną w budynku na terenie szkoły
      zawodowej, w której nauczała języków różnych moja mama. Btw, uważałam, że
      miałam najlepsze podwórko do zabaw w całym mieście: do swojej dyspozycji boisko
      do piłki nożnej z trybunami, boisko do kosza, siatkówki, kawałek bieżni i
      piaskownica do skoku w dal, garaże, góki, tajne przejścia i pusty zamknięty
      budynek (z opcją wejścia przez dach:) miodzio po prostu:)
      Anyway, mieszkaliśmy w budynku, w którym już piętro niżej były klasy, a w
      szkole prawie same chłopaki:) Dla dziewczątek w naszym wieku (początki
      podstawówki etc.) było to diabelnie krępujące. Zwłaszcza, że w czasie przerw
      stało to-to na schodach i trzeba było ich wyminąć, żeby wyjść na dwór. Wszyscy
      nas doskonale znali bo często byłyśmy goścmi samej szkoły bądź to zaproszone
      przez moją mamę celem odbioru klucza do domu, bądź wdzierając się tam naszym
      żeńskim młodocianym gangiem niby stado hunów:)
      Ale do rzeczy, pewnego pięknego dnia obie rozchorowane (ja i młodsza siostra)
      siedziałyśmy w domu kaszląc, parskając i czekając z utęsknieniem na mamę, która
      miała nam przyjść na ratunek w czasie najbliższej przerwy:) Cesia w wielkim
      ciągnącym się po ziemi szlafrokiem mojego taty chciała przygotować mamie jakieś
      fajne "wejście". I łaziła, kombinowała, coś tam mruczała pod nosem. I nagle
      rozległo się pukanie do drzwiuff- umówiony sygnał-trzy krótkie, trzy długie- C.
      gwałtownym ruchem otworzyła drzwi, uwiesiła się na nich całym ciałem i mrugając
      rzęsami zachrypłym "pociągającym" głosem oznajmiła stojącym tam uczniom mojej
      mamy "zapraszam cię do krainy czarów"....
      Bidactwo się tak spłoniło, przestraszyło i w ogóle, że zaraz dzrwi zatrzasnęła
      z powrotem i zaczęła jęczeć z przerażenia. :))))
      To było dla biednych zestresowanych uczniów zdecydowanie za dużo. Uciekli z
      krzykiem:))) Hehehe.

      Po drodze spotkali moją mamę, sytuacja się wyjaśniła i na szczęście plotka
      o "miejscu schadzek" ;) z mocno nieletnimi nigdy nie ujrzała światła
      dziennego:)))
      • jakotakot loty tatki 12.08.06, 02:47
        Bedzie o tym jak sie, przy okazji zcinania jablonki, okazalo, ze tatko moj lata
        jak ptica. Na jablon sprochniala mocno wyrok zapadl. Tatko wykoncypowal z
        inzynieryjna precyzja plan uniecztozenia truchla w sposob chytry i zakladajacy
        kierunek padania w obrane miejsce. W celu naklonienia jablonki do poslusznego
        padania przywiazali z malzonkiem (moim, nie tatki) do czuba drzewa sznur, u
        ktorego konca mial tatko warte pelnic podczas mezowego rzniecia. Tatko w
        slusznym wieku, ale pelen werwy, mial naklaniac te jablon do kooperacji z
        planem, wspomagajac gleboko przemyslane rzniecie malzonka, ktoremu przyswiecala
        ta sama nadzieja. Jablonka jednak, jucha, inny pomysl miala, i padla w kierunku
        zupelnie odwrotnym od planowanego, pociagajac tatke za soba. Tatko sznura z
        przejecia rola nie puscil i przelecial nad oczkiem wodnym w stylu, ktorego sam
        Dedalus by mu pozazdroscil!
        • jakotakot Re: loty tatki 31.08.06, 13:35
          Tatko moj wystepuje w rolach komicznych czesto i chetnie, aczkolwiek nie do
          konca swiadomie:). Wczorajszy incydent ze spadajaca wiewiorka przypomnial mi
          inny, w ktorym brali udzial : wiewiorka, tatko i mua. Wybralismy sie na
          spacerek do parku wielkiego, dzikiego w stylu "zaniedbanymprzezkomuneangielskim"
          i graniczacego z polami/lasami. W okolicy chodzily straszne sluchy o epidemii
          wscieklizny, ale my nieustraszeni wedrowcy zapuscilismy sie w najdziksze rejony
          parku, gwizdzac na niebezpieczenstwa czyhajace w krzakach. W pewnym momencie
          rozczulony wzrok nasz padl na malenkie wiewiorczatko, ktore mocno
          zdezorientowane wypadlo wlasnie z gniazda. Malenstwo zaczelo bezradnie hycac w
          nasza strone, i tu rozczulenie nasze zmienilo sie w panike. Ujrzawszy oczami
          wyobrazni piane toczaca sie z wiewiorczego pyska zrobilismi w tyl zwrot i w
          nogi ! Oczom spacerowiczow w bardziej cywilizowanej czesci parku ukazalo dwoje
          doroslych ludzi umykajacych raczo z przerazeniem godnym dzikiej bestii w
          charakterze pogoni. Zamiast tygrysa jedakowoz, zza krzaka wylonilo sie za
          naszymi migajacymi pietami chyzo hycajace wiewiorczatko... Reputacja w gruzach
          (male miasteczko)...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka