jakotakot
08.08.06, 22:11
Poczytujac sobie forum dogrzebalam sie wystapienia Marmaceli w pokasanym
przez zlosliwa sobake paltocie i Nienietoperza w butach tego samego koloru,
choc niekoniecznie fasonu, i mysle sobie, ze kazdy z nas ma na koncie tego
typu wystepy.
Kiedys, zlozona niemoca i wysoka goraczka, dalam sie mezowi zatargac do
lekarza. Gabinet znajdowal sie nieopodal sklepu z winami, w ktorym malzonek
studentem bedac zarabial na swoje zgubne nalogi. Bardzo milo, z rozrzewnieniem
wrecz, wspominal wlascicieli owego przybytku, i traf chcial, ze znalezlismy w
ow fatalny dzien miejsce do parkowania genau przed oknem wystawowym w/w
sklepu. Wredny traf chcial tez, zeby obydwaj panowie w tejze wlasnie chwili
przyklejali nosy do szyby, lustrujac z nudow ulice. Malzonek skurczyl sie
dziwnie, zamachal sparalizowana raczka w gescie powitania, a zmieniona twarz
malzonka wyrazala zyczenie : "Boze, niech ja juz nie zyje !" Bo oto jak
zaprezentowala sie wykwintnym koneserom win Laszka zonka: glowa zakutana w
chuste welniana, kadlub utopiony w mezowskiej burce, mocno puchatej i za duzej
(kaptur burki suto okraszony jakims futrem chowal sie pod chusta udatnie garb
udajac), spod burki wystawaly wypchany na kolanach dresik, a na nozkach zonka
jakies stare, koslawe botki miala, bo w goraczce nie chcialo sie z eleganckimi
szamotac. Jako piesdererizstans wlokly sie za tym zjawiskiem rajtuzki, ktore
zonka dnia poprzedniego byla z siebie zjela cuzamen z w/w dresikiem, i nie
zauwazyla wciskajac sie ponownie w w/w dresik, ze one tam jeszcze sobie siedza...