Dodaj do ulubionych

'Polski rząd ożywia antyniemieckie resentymenty'

22.08.06, 14:11
co sądzicie na ten temat?

"Niemiecka publicystka Helga Hirsch zarzuciła polskiej koalicji rządowej oraz
części opinii publicznej w Polsce ożywianie dawnych antyniemieckich
resentymentów. Jej komentarz "Jakby jeszcze trwała wojna" ukazał się we
wtorkowym wydaniu dziennika "Die Welt".

"Z pewnością może być jeszcze gorzej, ale obecna sytuacja jest już
wystarczająco zła" - stwierdziła na wstępie autorka, opisując obszernie
polskie reakcje na czynną od dwóch tygodni w Berlinie wystawę "Wymuszone
drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie XX wieku".

Hirsch wskazuje na wycofanie z wystawy dwóch eksponatów przez Muzeum
Historyczne m.st. Warszawy, zabranie sztandaru przez Związek Sybiraków z
Trzebiatowa i wniosek Polskiego Ratownictwa Okrętowego o zwrot dzwonu ze
statku "Wilhelm Gustloff". Przypomina też wizytę premiera Jarosława
Kaczyńskiego w byłym hitlerowskim obozie koncentracyjnych Stuffhof w dniu
otwarcia wystawy. "Tak jakby historyczne ekspozycje na temat II wojny
światowej, które nie koncentrują się wyłącznie na hańbie niemieckiej historii,
musiały być przymusowo zakłamane i rewizjonistyczne" - dziwi się publicystka.

Komentując polskie reakcje, autorka pisze: "W taki sposób podsycane są
antyniemieckie nastroje, opierające się na denuncjacjach, insynuacjach i
błędnych tezach".

"To, co obecnie robi w Polsce koalicja rządowa oraz część opinii publicznej,
jest celową odmową postrzegania (rzeczywistości), zmierzającą do ożywienia
dawnych antyniemieckich resentymentów oraz przekształcania przeszłości w dzień
dzisiejszy" - twierdzi Hirsch. Świadczy o tym - jej zdaniem - nazwanie
niemiecko-rosyjskiego Gazociągu Północnego powtórką paktu Hitler-Stalin,
upatrywanie w satyrze na prezydenta Lecha Kaczyńskiego w "Tageszeitung"
kontynuacji tradycji narodowosocjalistycznego pisma "Stuermer", czy też
zarzut, że w związku z wyznaniem Guentera Grassa rehabilituje się Waffen-SS.

Publicystka twierdzi, że także polscy eksperci ds. niemieckich nie są wolni od
antyniemieckości. Wymienia Stefana Bratkowskiego, który w swej nowej książce
jakoby napisał, że zgodnie z pruską i hitlerowską tradycją, Niemcy, wykazując
pychę i arogancję, stają się nową europejską superpotęgą, zaś wrogość i
pogardę wobec Polaków wpisali do swego programu.

Te "wypaczone obrazy" nie mówią nic o Niemczech, lecz wiele o Polsce - zauważa
Hirsch. "Pewnym kręgom widocznie potrzebna jest historycznie zawężona,
intelektualnie jednostronna i moralnie problematyczna dychotomia na złego kata
- Niemcy i odróżniającą się od niego dobrą ofiarę - Polskę" - czytamy w "Die
Welt".

"Kto tak myśli i pisze, ten chce dzielić, a nie prowadzić dialog" - uważa
Hirsch. "Tam, gdzie panuje paranoiczne myślenie, niemożliwe są kompromisy na
temat gazociągu, nowej konstytucji UE, czy też rozszerzenia Unii, ponieważ
podejrzenia przesłaniają każdą rzeczową debatę" - dodaje. Polityczne
rozwiązania, na które zgodzą się obie strony, można będzie znaleźć dopiero
wtedy, gdy zaczniemy postrzegać się takimi, jakimi jesteśmy w rzeczywistości i
kiedy podejmiemy dialog, by lepiej zrozumieć nasze obawy i zranienia -
stwierdziła w konkluzji niemiecka publicystka."
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3564934.html
Obserwuj wątek
    • monikaannaj Re: 'Polski rząd ożywia antyniemieckie resentymen 22.08.06, 14:25
      Gdzieś ostatnio czytała że niemieckie raakcje na nasze reakcje biorą sie m. in.
      stad że Niemcy pojęcia zielonego nie mają chociaZNBY O TYUM JAK WYGLADAŁA
      OKUPACJA Polski. Im sie wydaje że to było coś jak we Francji. Zero pojęcia o
      łapankach, pacyfikacjach całych wsi. W oświęcimiu siedzieli tylko żydzi.

      Jasne że nie możńa zyc ciagle tak jakby jescze trwała wojna. A tak jakby
      krzywda wypedzonych ciągle trwała - możńa? Sory, ale jak niemcy nie rozumieja
      że pani Stainbach wypedzona biedna z Gdyni pcha własnoręcznie kij w mrowisko,
      to faktycznie może swiadczyć oich conajmniej głupocie jesli nie arogancji.

      • maria421 Re: 'Polski rząd ożywia antyniemieckie resentymen 22.08.06, 14:52
        Wtrace tylko, ze 80 jezeli nie 90% Niemcow wcale nie wie, kto to jest Erika
        Steinbach i co to za dziwolag ten "Zwiazek Wypedzonych".

        80 jezeli nie 90% Niemcow uwaza temat wojny za skonczony, zamkniety, a nasz
        obecny rzad uznaje za bardziej antyeuropejski niz antyniemiecki.
        • lynx.rufus Re: 'Polski rząd ożywia antyniemieckie resentymen 22.08.06, 15:01
          maria421 napisała:

          > Wtrace tylko, ze 80 jezeli nie 90% Niemcow wcale nie wie, kto to jest Erika
          > Steinbach i co to za dziwolag ten "Zwiazek Wypedzonych".
          >
          > 80 jezeli nie 90% Niemcow uwaza temat wojny za skonczony, zamkniety, a nasz
          > obecny rzad uznaje za bardziej antyeuropejski niz antyniemiecki.

          uwazaja za zakonczony - jesli chodzi o pretensje wobec niemcow. ale w druga
          strone, jak widac, nie do konca. wystawa to jedno. a co ze zwrotem dziel sztuki
          zagrabionych w polsce? no, pozostaja jeszcze jakies drobne wyrzuty sumienia za
          holokaust i - ostatnio - wstyd, ze zabijali takze homoseksualistow.

          gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
          • lynx.rufus Re: 'Polski rząd ożywia antyniemieckie resentymen 22.08.06, 15:34
            LICYTACJA
            Tygodnik "Wprost", Nr 814 (05 lipca 1998)

            Niemcy, "sprawcy nieszczęścia nowoczesnej grabieży dóbr kultury",występują w
            roli pokrzywdzonych


            Deputowany bawarskiej CSU domagał się niedawno od Bundestagu uzależnienia
            przyjęcia Polski do NATO i Unii Europejskiej od zwrotu niemieckich dzieł sztuki.
            Podobnej retoryce uległ też prestiżowy dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung"
            - w artykule z kwietnia tego roku oskarżono Polskę m.in. o nieprzestrzeganie
            konwencji haskiej z 1907 r., zakazującej grabieży dzieł sztuki. Szkopuł w tym,
            że Niemcy, "sprawcy nieszczęścia nowoczesnej grabieży dóbr kultury" (jak
            określiła to w innym miejscu ta sama gazeta), chętnie występują w roli
            pokrzywdzonych i oskarżycieli. Tymczasem w RFN wciąż nie dokonano remanentu
            magazynów muzealnych i książnic, czyli nie sporządzono listy dzieł, które są w
            bezprawnym posiadaniu Niemiec od czasów III Rzeszy.
            Gdy w ubiegłym roku przy okazji Festiwalu Beethovenowskiego pokazano w Krakowie
            niektóre manuskrypty tego kompozytora, prof. Aleksander Koj, rektor Uniwersytetu
            Jagiellońskiego, uznał to za "symboliczne wydarzenie dla jednoczącej się Europy
            i wielką lekcję dla polsko-niemieckiej współpracy kulturalnej". Optymizm rektora
            rozwiał Laurdis Hölscher, konsul generalny RFN. Bezpośrednio po wystąpieniu
            prof. Koja powiedział, że manuskrypty były i są spuścizną niemieckiej kultury i
            muszą się znaleźć w Berlinie. Niemcom zależy głównie na części Biblioteki
            Pruskiej, wywiezionej przez ich przodków w czasie wojny na Śląsk i Pomorze.
            Dzisiaj wchodzi ona w skład zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie i jest
            udostępniana niemieckim uczonym.
            Niektórzy niemieccy politycy oraz historycy sztuki i publicyści również w
            odniesieniu do Polski używają sformułowania o wojennym "łupie", który znajduje
            się w rękach Polaków wbrew przyjętym zasadom etycznym, prawom człowieka i umowom
            międzynarodowym. W przeciwieństwie do Rosji tego rodzaju argumentacja jest
            jednak pozbawiona sensu: Polskę napadły i - by użyć niemieckiej terminologii -
            "złupiły" dwie armie - Wehrmacht i Armia Czerwona. Wynikłych stąd szkód nigdy
            już nie da się naprawić.
            W 1939 r. obydwaj okupanci zaczęli "zabezpieczać" przed zniszczeniem polskie
            mienie i dorobek kulturalny. Do końca nie wiadomo, ile dzieł sztuki wywieziono,
            a ile się spaliło. W wydaniu hitlerowskim grabież ta miała nawet pewne "podstawy
            prawne". Przecież
            16 grudnia 1939 r. Hans Frank ogłosił rozporządzenie o powszechnej konfiskacie
            przedmiotów artystycznych w Generalnej Guberni. Już tego dnia tylko z Muzeum
            Narodowego w Warszawie wywieziono do Krakowa 69 skrzyń zawierających obrazy
            pochodzące ze zbiorów warszawskiego muzeum oraz pałaców w Łazienkach i
            Wilanowie. W nowym gmachu Biblioteki Jagiellońskiej zostały one sfotografowane i
            opisane. Powstał swoisty katalog "zabezpieczonych dzieł sztuki w Generalnej
            Guberni" ("Sichergestellte Kunstwerke").
            W ciągu pierwszych sześciu miesięcy obowiązywania wspomnianego rozporządzenia
            zagrabiono ogromną liczbę dzieł sztuki. Ów swoisty katalog opatrzono
            następującym wstępem: "Na podstawie rozporządzenia (...) specjalnemu
            pełnomocnikowi do zabezpieczenia dzieł sztuki i dóbr kultury udało się w ciągu
            sześciu miesięcy przejąć prawie wszystkie dobra kulturalne kraju z jednym
            wyjątkiem: zbiorów flamandzkich gobelinów z zamku w Krakowie. Według ostatnich
            wiadomości, zbiór ten znajduje się we Francji, tak więc zabezpieczenie tego
            zbioru będzie możliwe w późniejszym terminie". Wymienione gobeliny to słynne
            arrasy wawelskie, które na szczęście udało się wywieźć do Francji, a później do
            Kanady.
            Jeśli chodzi o malarstwo, najbardziej ucierpiało Muzeum Książąt Czartoryskich -
            w katalogu znalazło się 88 obiektów, w tym do dziś nie odnaleziony "Portret
            młodzieńca" Rafaela. W Warszawie największe straty poniosło Muzeum Narodowe oraz
            Zamek Królewski. W katalogu uwzględniono również znane kolekcje prywatne, m.in.
            Józefa Potockiego, Janusza Radziwiłła, Adama Tarnowskiego i Adama Branickiego. Z
            Wilanowa do katalogu wybrano 75 najcenniejszych obiektów, w tym słynne biurko
            podarowane przez papieża Innocentego XI królowi Janowi III Sobieskiemu po
            zwycięstwie pod Wiedniem. Do dziś figuruje ono w katalogu strat wojennych. W
            zbiorach łańcuckich największe zainteresowanie niemieckich "specjalistów ds.
            dzieł sztuki" wzbudziło malarstwo francuskie. Z prowadzonych obecnie badań
            wynika, że dotychczas na swoje miejsce powróciły 254 obiekty opisane w katalogu,
            wciąż brakuje jednak około dwustu. Część z nich amerykańscy żołnierze znaleźli w
            willi Franka w Bawarii. Była tam m.in. "Dama z łasiczką" Leonarda da Vinci i
            "Pejzaż" Rembrandta.
            Za niepowetowaną stratę należy również uznać zniknięcie szkatuły królewskiej z
            puławskiej Świątyni Sybilli, w której księżna Izabela Czartoryska z ogromnym
            poświęceniem zgromadziła m.in. pamiątki związane z polskimi królami
            (w tym złote łańcuchy, krzyże, sygnety, medaliony, zegarki). Większa część
            skarbów zamkniętych w 16 skrzyniach przepadła. Wśród zaginionych przedmiotów
            szczególną uwagę zwracają pamiątki po ostatnich Jagiellonach - królach Zygmuncie
            Starym i Zygmuncie II Auguście. Poza wartością historyczną były to również
            przedmioty o wysokiej wartości artystycznej. Nie wiadomo, czy po wojnie znalazły
            się w prywatnych kolekcjach na Zachodzie, czy też przetopiono je jak zwykły
            kruszec. Wciąż brakuje prawie
            99 proc. skarbów ze szkatuły. Ocalało zaledwie kilka przedmiotów, upuszczonych
            podczas rabunku schowka w Sieniawie.Poza zagrabionymi dziełami sztuki hitlerowcy
            z premedytacją palili najcenniejsze polskie starodruki i rękopisy. Po zdławieniu
            powstania warszawskiego zniszczyli ponad 90 proc. stołecznych zbiorów
            bibliotecznych. Ocalało zaledwie 2 tys. spośród 40 tys. manuskryptów Biblioteki
            Narodowej. Dwie trzecie stanu wszystkich polskich książnic nie przetrwało
            okupacji. Według dwumiesięcznika "Cenne, bezcenne, utracone", w 1939 r. zasoby
            bibliotek instytucjonalnych i księgozbiorów prywatnych w naszym kraju
            przekraczały 50 mln jednostek, z czego ok. 70 proc., czyli 35 mln, przepadło w
            czasie wojny.

            Były to obiekty niepowtarzalne, często bardzo cenne. Zbiory specjalne wielkich
            warszawskich bibliotek: Krasińskich, Narodowej i Uniwersyteckiej - ok. 300 tys.
            jednostek - spalono jesienią 1944 r. - Niemcy mogą mówić o wyjątkowym szczęściu,
            ponieważ najcenniejsza część ich dawnej Biblioteki Pruskiej przetrwała, w
            dodatku w doskonałych warunkach, natomiast oni spalili nasze najcenniejsze
            zbiory. Do biblioteki na Okólniku zwieziono i tam spalono rarytasy warszawskich
            bibliotek - mówi Monika Kuhnke z Biura Pełnomocnika Rządu ds. Polskiego
            Dziedzictwa Kulturalnego za Granicą.
            Wśród uznanych za bezpowrotnie utracone muzykalia Biblioteki Narodowej
            znajdowała się bezcenna kolekcja prof. Aleksandra Polińskiego, zawierająca ok.
            400 unikatowych źródeł ilustrujących dzieje muzyki polskiej od XV do XX wieku.
            Istnieją jednak poszlaki wskazujące na to, że przynajmniej część z nich
            przechowywana jest w jednej z niemieckich bibliotek. Po klęsce powstania
            warszawskiego ze schowka w Muzeum Narodowym najprawdopodobniej skradziono
            skrzypce Stradivariusa z 1719 r. W
            futerale znajdował się także słynny smyczek Barcewicza - prezent od Mikołaja II
            - okuty w grawerowane złoto z wprawionym w główkę kilkukaratowym
            brylantem. Po wojnie najprawdopodobniej próbowano ten cenny zabytek sprzedać w RFN.
            Oszacowanie liczby dzieł kultury zaginionych w czasie wojny sprawia wiele
            trudności. W roku 1955 przyjęto, że Polska centralna, a więc dziewięć
            powojennych województw (bez ziem utraconych czy odzyskanych), straciła 516 tys.
            obiektów. Wedle dzisiejszych danych, można tę liczbę co najmniej podwoić. Mówiąc
            o największej stracie, polscy historycy sztuki wymieniają słynny "Portret
            młodzieńca" pędzla Rafaela. Wciąż mają nadzieję, że to bezcenne płótno powróci
            kiedyś do Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie. Na temat powojennych losów
            obrazu oraz obecnego
            • lynx.rufus Re: 'Polski rząd ożywia antyniemieckie resentymen 22.08.06, 15:36
              Na temat powojennych losów obrazu oraz obecnego miejsca jego przechowywania (a
              wszystko wskazuje na to, że dzieło nie uległo zniszczeniu) krążą dziesiątki
              wersji. Można domniemywać, że niektóre obiekty uznane za bezpowrotnie zniszczone
              wciąż są przechowywane przez "nieznanych właścicieli".
              - Przypuszczamy, że w rękach prywatnych w Niemczech znajduje się wiele
              interesujących nas dzieł. Spośród obiektów bibliotecznych czy muzealnych znamy
              natomiast tylko to, co jest wystawiane lub zostało umieszczone w katalogu -
              zaznacza Monika Kuhnke. Choć dotychczas udało się zlokalizować niektóre dzieła
              sztuki, ciągle istnieją przeszkody, aby powróciły one do Polski. - Ich
              odzyskanie na ogół jest bardzo trudne, gdyż kolejnych właścicieli chroni zasada
              ochrony nabywcy w dobrej wierze lub przedawnienie - twierdzi prof. Wojciech
              Kowalski z Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego, pierwszy pełnomocnik rządu ds.
              polskiego dziedzictwa kulturalnego za granicą.
              W Niemczech na pewno znajduje się m.in. pontyfikał płocki z XII w., wywieziony z
              biblioteki Seminarium Duchownego w Płocku. Na aukcji kupiła go Bayerische
              Staatsbibliothek w Monachium. W Berlinie przechowywane są 74 dokumenty zakonu
              krzyżackiego (od XIII do XVI w.), pochodzące z działu pruskiego Archiwum
              Koronnego w Krakowie. Dokumenty te przekazano w ręce królów polskich w związku z
              hołdem pruskim w 1525 r. W czasie wojny zrabowano je z Archiwum Akt Dawnych w
              Warszawie. Do muzeum w Hamburgu trafiło lustro etruskie z gołuchowskiej kolekcji
              książąt Czartoryskich. W archiwum w Ratyzbonie znajdują się diecezjalne księgi
              metrykalne z terenów włączonych do Rzeszy po 1939 r. Pochodzący z kościoła w
              Pakosławicach na Górnym Śląsku dzwon z 1492 r. umieszczono w Ratingen. Dyrekcja
              Biblioteki Państwowej w Berlinie wie doskonale, że w niektórych dziedzinach, na
              przykład historycznej kartografii, posiada większy zbiór poloników niż wszystkie
              polskie instytuty łącznie. Inna jest sytuacja prawna RP: w Polsce nie ma
              niemieckich dzieł sztuki "zagrabionych" przez Wojsko Polskie. Relatywnie
              niewielkie poniemieckie zbiory trafiły do polskich muzeów i bibliotek na mocy
              decyzji podjętych w Jałcie i Poczdamie.
              Stanisław Żurowski, wiceminister kultury (i jednocześnie pełnomocnik rządu ds.
              polskiego dziedzictwa kulturalnego za granicą), podczas niedawnych rozmów z
              sekretarzem stanu niemieckiego MSZ Helmutem Schäferem zadeklarował wznowienie
              (po trzyletniej przerwie) rozmów między Polską a Niemcami w sprawie rewindykacji
              dzieł sztuki, które w wyniku wojny znalazły się w obu krajach. Mają one dotyczyć
              likwidacji skutków
              II wojny światowej w dziedzinie kultury.
              Strona polska prowadzi negocjacje zarówno z przedstawicielami Niemiec, jak i
              Rosji. Pełnomocnik rządu ds. polskiego dziedzictwa kulturalnego za granicą
              kieruje także biurem gromadzącym dane o utraconych przez Polskę dziełach sztuki
              i pamiątkach historycznych oraz zbiorach bibliotecznych. Na razie baza danych
              obejmuje 60 tys. pozycji i dotyczy dzieł sztuki możliwych - w większości - do
              zidentyfikowania na podstawie opisu lub załączonej fotografii. Prace wciąż
              trwają, gdyż nieprzerwanie napływają nowe informacje. Ich wyniki będą dokumentem
              obrazującym ogrom strat, jakie poniosła polska kultura w wyniku II wojny światowej.
              Niektórzy niemieccy politycy i dziennikarze postrzegają jednak problem wędrówki
              dzieł sztuki wyłącznie ze swojej perspektywy. Tymczasem w polityce wszelkie
              niedomówienia mszczą się na stosunkach bilateralnych, więc czasem trzeba
              przypomnieć sobie kilka prawd podstawowych. Byłoby dobrze, gdyby konieczny w tej
              sprawie dialog dotyczył wyłącznie kwestii merytorycznych i nie zakładał złej
              woli którejkolwiek ze stron.

              Piotr Cywiński (Bonn)
              Maria Graczyk


              Prof. JAN SANDORSKI
              z Katedry Prawa Międzynarodowego UAM w Poznaniu

              Niemcy nietrafnie powołują się na przepisy konwencji haskich z roku 1907 i 1954,
              wraz z towarzyszącym tej drugiej protokołem, ponieważ nigdy nie okupowaliśmy ich
              terytoriów. Decyzje wielkich mocarstw podczas konferencji poczdamskiej miały nam
              zrekompensować tereny utracone na wschodzie. Z punktu widzenia prawa
              międzynarodowego Niemcy nie mają więc podstaw prawnych, by domagać się zwrotu
              części Biblioteki Pruskiej, gdyż nie została ona przez nas zagrabiona.

              Znajdowała się na ziemiach zachodnich, które lege artis przejęliśmy. W
              polsko-niemieckim traktacie o dobrym sąsiedztwie jest natomiast mowa o
              możliwości prowadzenia dodatkowych negocjacji w poszczególnych kwestiach.
              Niemcy zdają się nie pamiętać o zasadzie szczególnej odpowiedzialności agresora
              za agresję. Zapominają też, że zasada równości stron w prawie międzynarodowym,
              obowiązująca przy zawieraniu umów, nie dotyczy agresora. Można odnieść wrażenie,
              że niektórzy politycy w RFN zmierzają do podważenia mocy obowiązującej
              postanowień poczdamskich i sugerują, że Polska okupowała ziemie zachodnie.

              za: www.wprost.pl/ar/?O=4726&C=57


              gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
      • a000000 Re: 'Polski rząd ożywia antyniemieckie resentymen 22.08.06, 15:55
        Z Rumii. To jest miasteczko pod Gdynią. A skąd się tam wzięła? Rodzice zajęli
        czyjąś posesję. Oczywiście poprzedni właściciele nie byli wypędzeni, wcale a
        wcale. Wyjechali na kanary.
        Rodzice znajomej dopiero co urządzili sobie mieszkanie - Niemcy kazali się
        wynosić NATYCHMIAST!!!! przewieźli ich lorami do Piotrkowa i tam zakwaterowali w
        suterenach z których wpierw Żydów, nie, nie wypędzili - powieźli do Auschwitz,
        na wczasy.
        Niemcy sa butni i bezczelni. Nie wszyscy, ale ci opiniotwórczy - na pewno. A
        pozostali ochoczo zapomnieli, albo nie chcą pamiętać - po przecież patrzmy w
        przyszłość!!
        • kochanica-francuza Azerko, ja sądzę 22.08.06, 16:06
          że większość Niemców ma w dupie. A poza tym rząd może zawsze powiedzieć, że nie
          firmuje pani Eriki , a działać każdy obywatel ma prawo choćby w obronie kundli
          burych.

          Ja poproszę mieszkanie na Kruczej. Spalone przez Niemców. Dla dalszej rodziny -
          fabrykę słodyczy zburzoną przez tychże. Park maszynowy przypuszczalnie
          wywieziony do Rzeszy. A konkurowali z Wedlem, ech...

          A btw, to Erika ubiera się tak koszmarnie, że chce się wyć. Auuuuuuu!
          • a000000 Re: Azerko, ja sądzę 22.08.06, 16:21
            Ależ oczywiście, że większość Niemców krzywdy spowodowane przez swych dziadków
            ma w dupie. I właściwie trudno się dziwić - nie może wnuk ponosić kary za
            dokonania ojców. Ale jeśli garstka niemców zapomina o tym co jest winna, a
            pamięta co utraciła to chyba należy zareagować. Inaczej ci którzy NIE ZNAJĄ
            PRAWDY, czyli przypuszczalnie statystyczny Niemiec, uwierzą tym co są głośni, a
            nie tym, co milczą.
            Ta cała Erica jest koszmarna.

            A najsmieszniejsze jest to, że czepia się Polaków, a nie tych, którzy
            zadecydowali o przesunięciu granic.
            • maria421 Re: Azerko, ja sądzę 22.08.06, 18:08
              Kochani, nie ma sie czym podniecac. Polacy sa ciagle bardzo przewrazliwieni na
              punkcie tego, co Niemcy na ich temat, szczegolnie w kontekscie wojny, pisza.
              Moge Wam zagwarantowac, ze w 99% o tematach wojny pisza bardzo poprawnie.

              Co do samego Zwiazku Wypedzonych, to problem jest taki, ze moga nalezec do
              niego nie tylko wypedzeni, ale i potomstwo potomstwa wypedzonych ze wszystkimi
              wzenionymi czlonkami rodziny. Czyli , moze sie okazac, ze jakis Chinczyk albo
              Meksykanin tez jest "wypedzonym".
              Ten zwiazek glownie zajmuje sie podtrzymywaniem tradycji slaskich, czy
              sudeckich, jak rowniez pomoca dla przesiedlencow.

              Erika Steinbach, ktora objela stanowisko przewodniczacej tego zwiazku w roku
              1998 zapragnela sie wykazac , pragnela zadzielac. No i zadzialala. Ale co z
              tego, jezeli sama jej partia, CDU, jej nie poparla?

              Erice najchetniej podarowalabym bilet na ksiezyc w jedna strone. Ale dopoki
              rzad niemiecki nie popiera jej postulatow, to spie spokojnie.
              • fan_gazety Nerwowość i przewraliwienie to oznaka słabości 22.08.06, 21:54
                Silny i pewny swego się tak nie zachowuje, bo nie musi.
                Ale ja już niczego (dosłownie!) dobrego się po tym rządzie nie spodziewam.
                Niemcom, i innym mieszkańcom Europy to bym po prostu proponował, by próbowali przeczekać ...
                • kochanica-francuza Re: Nerwowość i przewraliwienie to oznaka słabośc 23.08.06, 23:01
                  fan_gazety napisał:

                  > Silny i pewny swego się tak nie zachowuje, bo nie musi.

                  No wiesz, to Niemcy jako silni i pewni swego "wypłacili" robotnikom przymusowym
                  żałośnie śmieszne "odszkodowania"...
    • diabollo Re: 'Polski rząd ożywia antyniemieckie resentymen 22.08.06, 23:22

      Otóż, co ja sam na to.

      1. Kiedy przyjeżdżałem do Niemiec, myślałem, że bardzo dużo wiem o dzisiejszych
      Niemczech, a okazało się, że nie wiedziałem prawie nic.

      2. Dzisiaj rozumiem, że uprzedzenia i stereotypy są po obu stronach, przy czym
      stereotypy niemieckie o Polsce są dość... jakby to wyrazić, są bardzo płytkie,
      naiwne, głupie, wynikają z ignorancji i kompletnego braku zainteresowania tematem.
      Polskie uprzedzenia i stereotypy na temat Niemiec są dużo bardziej głębokie,
      mają dużo większą podbudowę emocjonalną.
      Dlatego to my mamy dużo większy "problem z Niemcami" niż "Niemcy z Polakami".

      3. Polacy strasznie przejmują się byle artykułem w Die Welt, nie mówiąc już o
      Tageszeitung. Niemcy nie wiedzą o tym, ze w Polsce istnieje prasa, a już napewno
      nikt nie poda nazwy żadnego polskiego tytułu.

      4. Dzisiejszy układ rządzący w Polsce (niestety też media) tworzą obraz Niemiec
      zupełnie zniekształcony, gdzie adwersarzem jest "Związek Wypędzonych" czy
      Tageszeitung, podczas gdy znakomitą większość Niemieców "Związek Wypędzonych"
      zupełnie nie interesuje, a TAZ uważa za bulwarówkę.
      Coś jakby prezydent Ukrainy zaczął wytaczać polityczno-dyplomatyczne działa
      przeciwko jakiemuś "Związkowi Przyjacół Lwowa" z siedzibą w Piasecznie (a
      przecież jakiś radiomaryjno-nacjonalista by się tam pewnie znalazł), a gazetka w
      stylu "Fakt" była w stanie obrazić prezydenta na przykład Republiki Czeskiej.

      5. Kaczyński Bliźniaczy Układ Trzymający Władzę (KBUTW) dzisiaj mówi wszystko
      aby schlebić najniższym gustom lokalnej publiki zupełnie ignorując fakt, że ktoś
      może przetłumaczyć i powtórzyć te mowy, no i bez żadnego kontekstu wysmarzyć
      wredny artykuł w niemieckiej prasie.
      Układ Trzymający Władzę, tworzą bliźniacy całkiem wykształceni i rozumni, więc
      nie wierzę, aby zwyczajnie byli tak głupi żeby nie zdawać sobie z tego sprawy.
      Sądząc po ich reakcjach oceniam, że im to bardzo odpowiada.

      6. Oczywiście może się zdarzyć jakiś facet jak Günter Grass, który do tematu
      "sytuacja mentalna w Polsce" będzie podchodził i pisał z wielką atencją i
      próbami zrozumienia, ale nie spodziewajmy się (poza wąską grupką specjalistów)
      po dziennikarzach niemieckich, że dostaniemy od nich rzetelny obraz tego co
      dzieje się w Polsce.
      To tak jakby spodziewać się po "Wprost" czy po "Superexpressie", że zatrudni
      Kapuścińskiego, który będzie pisał coś o prawdziwej Rumunii.

      Kłaniam się nisko.
      • lotak2 Re: 'Polski rząd ożywia antyniemieckie resentymen 23.08.06, 19:07
        Drogi Diabollo,

        zupełnie nieprzyzwoicie zgadzam się tym razem z każdym zdaniem, które napisałeś!

        Dość wyraźnie mówi o tym także w wywiadzie Zbigniew Brzeziński, który
        opublikowała ostatnia „Polityka“. Jest tam sporo na temat sytuacji
        międzynarodowej, ale najwięcej o obecnej sytuacji Polski, oraz współzależności
        jej dobrych stosunków z USA, wlaśnie poprzez dobre stosunki z Niemcami.

        Dla Ameryki TO NIEMCY były, są i będą w Europie najważniejszym partnerem, bez
        względu na jakieś ewentualne niesnaski.

        Polska, która – w/g Brzezińskiego – jest dla USA partnerem „trzeciorzędnym“,
        może poprawić swoją pozycję i wizerunek w Stanach JEDYNIE poprzez dobre stosunki
        z Niemcami i uczciwą pracę na rzecz integracji europejskiej...

        Wroga Europie i skłócona z Niemcami staje się dla Stanów nie tylko
        nieatrakcyjna, ale wręcz kłopotliwa...

        Bardzo polecam ten niezwykle ciekawy wywiad; mnie osobiście ten facet przekonał.

        Pozdrawiam



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka