Dodaj do ulubionych

Kino po raz dżilionowy piąty :)

10.10.06, 17:03
Moje podejście do kina jest całkowicie zgodne z tym, co napisał Zygmunt
Kałużyński (cytuję za książką "Bankiet w domu powieszonego"): "Sam na siebie
jestem zirytowany, że dałem w siebie wmówić, że kino ma być ‘z wymaganiami’;
czyli szare, zapiekłe, posępne, mdlące, otępiające, wlokące się, glutowate,
gnojące, wstydzące, ale referowane przez docentów i profesurów od filmu,
którzy mnie zmuszają, bym docenił ‘ważną pozycję nie nadającą się do
oglądania’. Co jest do cholery, co jest psiakrew, i mówię sobie: dosyć tego
terroru snobo-snujków, dosyć dętego marmuru, dosyć załganego seminarium. Kino
– jak sama nazwa wskazuje – to jest kino, i za podwyższoną cenę biletu życzę
sobie być ucieszony, pocieszony, zabawiony, podtrzymany na duchu; życzę sobie
dotknąć żywiołu, uczestniczyć w ruchu, wzruszeniach, fantazjach i oglądać
dziewczynki".

Kałużyński to mój idol.
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 10.10.06, 17:24
      by utrzymac się w konwencji, dla mnie bardziej mistrz, niż idol:)
      P:)
      • monikate Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 10.10.06, 19:55
        Podpisuję się pod tym!
        • monikate Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 10.10.06, 20:01
          I tak luźno dodam, że ś.p. mistrz Kałużyński nie cierpał nudzić się w kinie.
          Kino miało bawić, wzruszać, poruszać emocje. A że przy okazji jakieś mądre
          myślątka się pojawiały, tym lepiej. Nikt, tak jak Kałużyński nie potrafił
          celnie i dowcipnie odbrązowić jakiegoś oficjalnie mądrego filmowego snuja
          (vide "Zanudzi":))
          Nikt, poza Kałużyńskim nie umiał obejrzeć filmu pod innym kątem, pobudzić do
          myślenia, że faktycznie coś na rzeczy jest i nie tak, nie tak panie dzieju
          trzeba to rozumieć.
          A jak Kałużyńki pisał! Nieraz film był marny, a felieton traktujący o nim to
          perełka!
          • braineater Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 10.10.06, 20:25
            W zupełnie innych kategoriach - jedyny polski pisarz, prócz Lema i
            Choromańskiego, który w komplecie jest u mnie na pólce:)

            P:)
    • brunosch Kałużyński wielkim myślicielem był! 10.10.06, 22:24
      i miał dziwną rację co do Zanudziego i innych mistrzów metafizycznej głębi
      poruszającej najistotniejsze zagadnienia ludziej egzystencji.
      Kino ma bawić i uczyć. Jest to taka sztuczka, jaką już w średniowieczu wymyślono
      i z powodzeniem prezentowano w wieku czternastym. Potem zaczęto moralizować i
      rozdzielono sztukę na wysoką (krytycy) i niską (reszta świata). I dlatego
      dramatycznie rozjeżdża nam się ocena filmów. Publiczność wali na zjechane przez
      znawców knoty, a widownia wyje pustkami na arcydziełach.
      ***
      Mnie Bergmanem i Antonionim straszyć można. Kocham Braci Marx, Chaplina i Czacha
      Dymi. I co ja na to poradzę?
    • kubissimo Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 11:28
      to baaaardzo zawezona definicja kina. ciekaw jestem czy tez byscie tak wszyscy
      przyklaskiwali, gdyby ją odniesc do ksiazek. wiecie, na polkach zostawiamy
      tylko takie tytuly, ktore uciesza, pociesza, zabawią, podtrzymaja na duchu oraz
      zmyslowo opisza dziewczynki ;)
      • noida Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 11:34
        Otóż moim zdaniem w tej definicji chodzi o coś innego. Mianowicie o to, że jeśli
        coś jest "szare, zapiekłe, posępne, mdlące, otępiające, wlokące się, glutowate,
        gnojące, wstydzące, ale referowane przez docentów i profesurów od filmu" to nie
        musi od razu być dobre kino. To samo tyczy się literatury. Prawda jest taka, że
        mnie wypada pewnie jedna posępna, intelektualna książka na trzy albo cztery
        książki lekkie, sympatyczne, pocieszające i o dziewczynkach. Tymczasem wszyscy
        się wymądrzamy, jakbyśmy czytali tylko te posępne. Daliśmy sobie wmówić...

        • braineater Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 11:37
          Ja se niczego nie dałem. z kina kocham siekę, z literatury siekę uwielbiam i
          jedynie w muzyce mam odruch antysieczny.:)

          P:)
        • kubissimo Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 11:51
          troszke tu sie placzesz w wypowiedzi, bo zaczynasz od "mnie wypada" by lekko i
          plynnie przeskoczyc na "wszyscy sie wymadrzamy". to takie niefajne uogolnienie,
          bo ja sie na przyklad nie poczuwam do bycia tymi "wszystkimi", ani tym bardziej
          nie pamietam zeby mi ktokolwiek cos "wmawial"
          a na ksiazki lekkie, ucieszne i o dziewczynkach tak banalnie szkoda mi
          czasu :)))

          nie mowiac o tym, ze "intelektualny" nie musi oznaczac "posepny" :)
          my tez jestesmy tu w pewnym sensie intelektualni, ale czy posepni? ;)
          • mamarcela Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 12:02
            Kubu, ale czy Ty przypadkiem nie spłaszczasz pokrętnej jednakowoż wypowiedzi
            pana ZK. Bo naprawdę większość wybitnego kina można doskonale wpisać w tę
            definicję. I chyba nawet literatura też by się poddała takiej próbie. Kałużyński
            nie pisze nic innego niż to, że kino dobre w jego mniemaniu powinno działać na
            zmysły i emocje i nie przemawiaja do niego dzieła, które uznano za wielkie tylko
            dlatego, że nikt ich tak naprawdę nie rozumie. A te uciechy, śmichy i
            dziewczynki to są ozdobniki charakterystyczne dla pana Zygmunta - dzięki nim był
            taki a nie inny, czyli treści istotne ubierał w forme zabawy i sam z siebie z
            upodobaniem przygłupa robił.
            P;-)
            • noida Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 12:12
              Oczywiście, że tak. Ja też tak właśnie odbieram ten tekst.
              Kubu piszesz tak, jakby Kałużyński w życiu wychwalał tylko dzieła w stylu "Ze
              śmiercią jej do twarzy". Gdyby tak było, to byśmy o nim nigdy w życiu nie usłyszeli.
              • kubissimo Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 15:05
                ale rozdzielmy caloksztalt krytyki Kaluzynskiego od tej konkretnej wypowiedzi.
                bo z tego tekstu wynika, ze najwazniejszym celem kina jest dostarczenie
                rozrywki*. do takiej definicji nieszczegolnie juz pasuje chociazby "Tramwaj
                zwany pozadaniem", ktory nieszczegolnie jest ucieszny, a glowna dziewczynka
                przechodzi menopauzę ;)

                * od razu uprzedze kolejne zarzuty, ze sa rozne rodzaje rozrywki i bron boze
                nie chodzi mi o to, zeby sprowadzac do jednego mianownika American Pie i Monty
                Pythona ;)
            • kubissimo Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 14:56
              z ta wiekszoscia wybitnego kina to troche jedziesz po bandzie i zaraz bedziemy
              sie licytowali na liczbe tytulow, bo ja moge powiedziec, ze znam cale mnostwo
              znakomitych filmow, ktore sie na ta definicje nie łapią ;)
              kino moze (i byc moze powinno) mowic o rzeczach waznych i to bez znizania sie
              do widowni o najnizszym poziomie

              poza tym mam wrazenie, ze o ile zgadzamy sie do samego kina (mnie tez odrzuca
              kino akademickie, gdzie bohater przez pol filmu prasuje skarpetki, tesknie
              patrzac w okno, a jego zafrasowane spojrzenie wyraza bol istnienia), natomiast
              nie zgadzamy sie co do wypowiedzi Kaluzynskiego (ktorego nota bene
              uwielbialem). i mamy prawo :)
              • mamarcela Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 16:16
                Nie wydaje mi się jednakowoż :) z tą większościa znaczy się, bo Ty sie skupiłeś
                na zabawie i dziewczynkach, a ja w tej wypowiedzi widzę "wzruszenie, żywioł,
                fantazję", a w to juz cała sztukę ważną wsadzić można.
                I pewnie się zgadzamy co do tego, że "obowiązkiem" sztuki (a juz kina przede
                wszystkimn) jest nie męczyc i nie nudzić nawet w imię wyższych celów
                intelektualnych. A to własnie dla mnie wynika z wypowiedzi Z.K. (ww właściwy mu
                sposób prowokacyjnie wyrażonej). Tu sie mieści większość wybitnych dzieł
                filmowych. Bo jak męczy i nudzi to, co z tego, że zachwycać ma z założenia i
                intelektualny ładunek posiada.
                Zajrzałasm w Twoja listę 20 ulubionych i w moim rozumieniu wypowiedzi ZK - są
                one dokładnie takie, jak jego zdaniem być powinny, bo budzą emocje, a w kinie
                bez emocji nie ma przemyśleń.
                Wybacz nieskładnność, ale podłogę po malowaniu skrobię.
                P;-)
                • kubissimo Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 19:52
                  ale wez poprawke, ze to 20 moich ulubionych filmow, a nie 20 filmow, ktore
                  uwazam za najlepsze
                  • mamarcela Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 12.10.06, 10:29
                    Biorę poprawkę :)
                    Ale usiłowałam sobie na swój własny prywatny uzytek wymyslic film z gatunku
                    tych najnajlepszych, który by sie w tę pokrętna definicje ZK nie zmieścił.
                    Wymyśl ze trzy przyklady to Ci uwierzę. I to ma byc Twój wybór :)
                    • kubissimo Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 13.10.06, 10:45
                      sorry za poslizg, ale w czwartki nie mam czasu na forum :/
                      tylko sie upewnie, ze chodzi o przyklady "moich" najnajlepszych, tak?
                      ok, trzy przykłady z różnych bajek ;)

                      "Kot" Pierre Granier-Deferre
                      "Idz i patrz" Elem Klimow
                      "Rzym" Federico Fellini

                      i bez problemu moge wymieniac dalej :)
                      • mamarcela Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 13.10.06, 21:07
                        A widzisz to chyba nieporozumienie na tle "nomenklaturowym", bo dla mnie i
                        "Rzym" I "Idź i patrz" doskonale sie wpisują w potrzeby ZK, a przynajmniej w to,
                        jak ja ten cytat rozumiem. Nie nudzą, nie mękąlą, nie snuja się. Ja się ciągle
                        upieram, że Kałużyńskiemu nie chodziło, a może nie tylko chodziło o rozrywkę w
                        potocznym tego słowa znaczeniu. Skłaniałabym sie ku twierdzeniu, że jemu raczej
                        chodziło o to, co ja na swój prywatny uzytek nazywam "czystym kinem", a jego
                        uwagi odnosiły sie raczej do formy niż do treści.
                        "Kota" pamiętam jak przez mgłę (Gabin i Signoret - tak??) więc się nie wypowiadam.
                        Osobiście w Twoja listę niespełniających postulatów ZK wpisałabym natomiast
                        "psychiczne" filmy Bergmana - mądre, ważne, ale jak dla mnie męczące nad wyraz.
                        Z własnej woli chyba bym sie drugi raz do nich nie zmusiła.
                        P;)
                        • kubissimo Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 13.10.06, 23:53
                          no tak, ale teraz zastanowmy sie, czy patrzymy li i jedynie z naszego punktu
                          widzenia, czy zachowujemy pozory obiektywizmu?
                          bo jezeli popatrzymy okiem nieuzbrojonym, to zaden z tych filmow sie nie lapie
                          definicje ZK.
                          ani "Rzym", ktory nie ma zadnej wyraznej linii fabularnej, a inscenizowane
                          scenki sa przerywane impresjami typu 15minutowy ciag obrazow z pedzacymi
                          samochodami (obiektywnie oceniajac snuj), czy powolne znikanie freskow w
                          odkrytej pod ziemia swiatyni (snuj).
                          ani "Idz i patrz", który cały jest eksperymentem formalnym, bo nie tylko
                          patrzymy oczami bohatera (to akurat nie jest wielkie novum, chociaz ladnie to
                          zrobiono - mamy tu sporo zdjeć z rozedrganej reki, a kamera lubi sobie poleciec
                          w bok), ale slyszymy jego uszami (to juz rzadsze rozwiazanie). a raczej nie
                          slyszymy, bo od eksplozji pocisku bohater ma ewidentnie naruszone bębenki i
                          wszystkie dźwięki sa mocno zdeformowane, a sam bohater zgodnie z tytulem
                          glownie chodzi i patrzy (znaczy sie snuj) ;)

                          wedlug mnie obydwa filmy sa znakomitymi przykladami kina artystycznego, a ZK
                          chyba właśnie do tego typu obrazow mial pretensje. ale moge sie mylic, wiec
                          chetnie poczytam, gdzie w tych filmach znajdujesz: radosc, pocieszenie, zabawę,
                          podtrzymanie na duchu. i gdzie możesz dotknąć żywiołu, uczestniczyć w ruchu,
                          wzruszeniach, fantazjach. dziewczynki mozemy sobie odpuscic ;)
                          interesuje mnie zwlaszcza "Idz i patrz", bo w "Rzymie" niektore scenki sa
                          akurat zabawne (pokaz mody koscielnej, czy swietnie zorganizowane burdele), ale
                          ja i tak uwazam, ze ten film sam w sobie jest w poprzek definicji kina pana
                          ZK :)

                          wymienienie tu Bergmana (albo Viscontiego) byłoby pojsciem na latwizne. ;)
          • noida Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 12:11
            Dobrze- ja dałam sobie wmówić.

            I właśnie chodzi o to, że "intelektualny" nie musi oznaczać posępny, a posępny z
            definicji nie jest intelektualny, chociaż tak się właśnie wydaje panom krytykom
            z tego tekstu. Że jak coś jest smutne i posępne, to na pewno jest dobre i
            wspaniałe. Przypomina mi to "Imię róży". Śmiać się nie wypada.
      • mamarcela Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 11:37
        kubissimo napisał:

        > to baaaardzo zawezona definicja kina. ciekaw jestem czy tez byscie tak wszyscy
        > przyklaskiwali, gdyby ją odniesc do ksiazek. wiecie, na polkach zostawiamy
        > tylko takie tytuly, ktore uciesza, pociesza, zabawią, podtrzymaja na duchu
        oraz zmyslowo opisza dziewczynki ;)

        Ja się i pod książkami podpisuję. Bo bardzo proszę znajdź mi taka książkę
        (beletrystyczną ofkors), której z wielkim żalem pozbyłanym sie ze swojej półki i
        która nie wpisałaby sie w rozszerzoną (jak wyżej) definicje pana Zygmunta a
        mianowicie
        "być ucieszony, pocieszony, zabawiony, podtrzymany na duchu; życzę sobie
        dotknąć żywiołu, uczestniczyć w ruchu, wzruszeniach, fantazjach i oglądać
        dziewczynki."

        No może jeszcze jakieś istoty płci wprost przeciwnej niż dziewczynki by się
        przydały. :)
        P;-)
      • ash3 Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 11:38
        Też zastanawialam sie nad odniesieniem opisu do książek. Generalnie chodzi o to,
        by idąc do kina nie nudzić się w imię obcowania z kultura przez duże K. Że
        wielka kultura zrobiona jest w taki sposob, że może temat (szlachetny temat)
        schodzi na plan dalszy wobec oszolomienia jakoscia srodkow filmowych, językiem
        kina. Przeciez nie chodzi o to, by sie cały czas w kinie śmiać (chyba? ile można
        oglądać bitwę na torty? ile razy nas ona rozmieszy?), ale o dopracowany przekaz
        i zeby forma nie była gorsza od treści. Nie mam nic przeciwko Zanussiemu - to co
        widzialam, wspominam raczej dobrze. Było to ciekawe i dość przejrzyste, nawet
        jesli smutne.
        • noida Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 11:44
          Oczywiście, że nie chodzi o to, żeby się cały czas śmiać. Ale też skreślanie
          filmów np. tylko dlatego, że składają się wyłącznie z imponujących efektów
          technicznych jest moim zdaniem hipokryzją. Po piersze, sztaby ludzi się
          napracowały, żeby te efekty specjalne stowrzyć. Po drugie, to naprawdę robi
          wrażenie. I dlaczego odmawiać takiego zjawisku prawa do istnienia w kulturze? Bo
          nie opowiada o bólu istnienia? No to co? Gdyby świat był tylko bólem istnienia,
          to byśmy się już wszyscy dawno powiesili.
          • kubissimo Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 11:53
            ale zauwaz, ze ten cytat z Kaluzynskiego odmawia prawa bytu tym wszystkim
            filmowym snujom, bo "kino to kino i ma byc rozrywka, bo zaplacilem za bilet"
            • noida Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 12:13
              A czy rozrywka musi zawsze oznaczać salwy śmiechu? Czy słowo "rozrywka" z
              definicji wyklucza słowo "myślenie"?
              • kubissimo Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 14:40
                ale ja sie oczywiscie zgadzam z tym, co piszesz, ale wymieniajac cechy, jakimi
                powinien sie odznaczac film, Kaluzynski jakos ani razu nie wspomnial o ladunku
                intelektualnym
                • daria13 Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 17:35
                  Tak sobie Was czytam i zastanawiam się, czemu mają służyć te deklaracje
                  umiłowania wyłącznie kina rozrywkowego i uciesznego. Zdążyliśmy się już na tyle
                  poznać, jak też poznać swoje gusty, że nie rozumiem po co takie przegięcia.
                  Wszyscy lubimy dobre kino rozrywkowe, ale przecież nie tylko. Brain lubi siekę,
                  ok, ale jak do definicji kina bawiącego ma się taki Haneke, no jak? Oczywiście
                  prawdziwie dobre kino nie jest nudne, ale też nie zawsze jest zabawne i nie
                  tylko zabawie ma służyć. Czasami wręcz przeciwnie. I wszyscy zdawałoby się o
                  tym wiemy, więc po co te deklaracje?
                  P:)
                  • braineater Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 17:42
                    bo my sie uwielbiamy deklarować:)
                    Ale tak serio, to jakbym miał do wyboru iśc na nocny maraton Oszukac
                    Przeznaczenie 1-3, albo na retrospektywe Haneke'go, to wydaje mi się, że jednak
                    bym poszedł na OP:) Kino 'ambitne' sie ogląda, tak jaki i czyta się 'ambitne'
                    ksiązki, ale raczej jest to w kategoriach święta, bo na codzień raczej siegnę
                    po Rankina niż po Joyce'a i wrzucę raczej na DVD Skowyt niz Wrzask. Po prostu
                    mam ulubieńców w obu kategoriach i cięzko by mi było rozgraniczyć, czy wole
                    bardziej tych w pinglach i cfeterkach od WIelkich Prawd, czy tych w dzinsach i
                    i Ray-banach od porzadnie zrobionej rozrywki.

                    P:)
                    • daria13 Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 17:49
                      Tak jak my wszyscy:) Wczoraj obejrzałam Tristana i Izoldę i bardzo mi się to
                      podobało. Dziś było jeszcze lepiej; obejrzałam romantyczną komedię Failture to
                      lunch z Jessiką Parker, czy jak jej tam, i wcale nie uznaję tego czasu za
                      stracony, na zwolnieniu w domu, na DVD takie filmy świetnie się sprawdzają.
                      Ale dorabiać jakąś filozofię życiową do tego, że czasami lubimy obejrzeć
                      zabawne filmy wydaje mi się takie trochę dziwne.
                      P:)
                    • agni_me Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 17:55
                      Przyszło mi po raz kolejny do głowy, że dosyć symptomatycznie rozkładają się
                      takie deklaracje :)
                      • noida Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 18:06
                        Przeczytałam cały wątek jeszcze raz i nie widzę ani jednej osoby, która by
                        twierdziła, że lubi tylko siekę i kino rozrywkowe. Widzę za to kilka osób, które
                        piszą, że kino nie ma służyć umartwianiu się, tylko rozwijaniu się w sposób
                        niekoniecznie bolesny i przykry.
                        Proponuję w ogóle przeczytać jeszcze raz ten cytat, który dałam, a potem
                        umieścić go w kontekście całokształtu twórczości Kałużyńskiego (bo wbrew temu,
                        co chciał kubissimo, ja to traktuję jako całość), a potem wyciągnąć sobie wnioski.
                        • mamarcela Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 18:54
                          Ja proponuję zanim wkłada nam sie w klawiaturę deklaracje, co do umiłowania kina
                          rozrywkowego, wrócić do wątku o 10 najulubieńszych filmach każdego z Twaczy i
                          przymierzyc je do zdania Kałużyńskiego. A potem sprawdzić, który z filmów przez
                          nas umieszczonych w panteonie naj nie spełnia warunków ZK i to po raz kolejny
                          zacytuję (z pamięci:), że oprócz rozrywki i dziewczynek są ram wzruszenia i
                          fantazja.
                          No, proszę - Amarcord się nie mieśći? Siódma pieczęć? Piknik pod wiszącą skałą?
                          Mogę tak wymieniać do upojenia.
                          Proszę państwa, kino jest sztuka wizualną działającą przede wszystkim na zmytśły
                          i emocje. Nie ma przekazu intelektualnego w kinie, który by najpierw nie
                          zadziałał na nasze oczy i uszy. W jaki inny sposób on może do nas w filmie dotrzeć?
                          Przez telepatię i domyślanie się, co autor chciał nam przekazać? No nie.
                          I to jest wszystko, co napisał kałużyński i pod czym się podpisali "zdeklarowani
                          wielbiciele kina rozrywkowego, symptomatycznie rozmieszczeni zresztą" (sic) w
                          tym wątku.
                          P;-)
                          • agni_me Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 19:58
                            Po prawdzie to rozłożeni. Ale się nie upieram.
                        • agni_me noida napisała: 11.10.06, 19:54
                          i drzewko forumowe wskazuje, że do mnie. Zatem:

                          Cytatu nie "umieszczę w kontekście całokształtu", bo nie znam nawet jednej
                          ósmej tegoż. Nudzi mnie śmiertelnie albowiem. Sam cytat, jak cytat - zawiera
                          niczym aforyzm pół prawdy. A to już wysoki procent (to też cytat, tylko nie
                          pamiętam z kogo).

                          Cały wątek zresztą przypomina do złudzenia całkiem niedawną dyskusję na temat
                          książek. Ten sam problem. Te same osoby deklarują to samo podejście do hobby
                          jakim jest książka/film/muzyka. Te same podnoszą niezbędność odpowiedniej dawki
                          intelektualizmu i inne ale te same, że przecież "oglądane/czytane/słuchane dla
                          przyjemności/rozrywki/zabawy nie znaczy, że głupie/prostackie/bez sensu." Czyż
                          nie? Tego dotyczyła moja uwaga.

                          Na temat sztuki filmowej się nie wypowiadam. Jestem - jak to ładnie nazwał
                          kubissimo - widownią o najniższym poziomie. Mogę swobodnie zadeklarować, że
                          lubię tylko siekę i kino rozrywkowe, nie potrzebując upewniać widowni, że dla
                          mnie kino rozrywkowe, to tak naprawdę Bardzo Ambitne Dzieła z Top TWA.

                          I w ogóle bardzo nie lubię dźwigać, szczególnie ładunków intelektualnych.
                          Proponuję nie wyciągać sobie (ani innym) wniosków z tego, co napisałam. :)
                    • noida Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 18:01
                      Ależ mnie w ogóle nie o to chodzi w tym wątku! Ja nie deklaruję się wyłącznie
                      jako zwolennik kina rozrywkowego. Ja, tak jak Mamarcela zresztą, twierdzę, że
                      niektóre filmy są przez krytyków wielbione tylko dlatego, że są ponure,
                      snujowate i niby nam mówią o sensie życia. I że kino może być też wesołe czy też
                      skrajnie działające na emocje i bardzo wartościowe, a niekoniecznie przy tym
                      wzmagające w nas chęć samobójstwa.
                      W końcu po co oglądamy tego Hanekego? Z masochizmu? Nie! To jest też forma
                      rozrywki! Niekoniecznie snujowata, nudna i w szarych kolorach. Kto się niby
                      (może poza Brunoshem) deklaruje jako wielbiciel siary? Czy Brain napisał, że
                      wyłącznie siarę ogląda? Czy ja gdzieś to napisałam? Jakie deklaracje? W ogóle
                      nie o deklaracje tu chodzi.
              • ash3 Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 12.10.06, 09:55
                noida napisała:

                > A czy rozrywka musi zawsze oznaczać salwy śmiechu? Czy słowo "rozrywka" z
                > definicji wyklucza słowo "myślenie"?
                >

                Oczywiście nie zawsze. Tak samo to, co nudne, może być róznie postrzegane.
                Niedawno widzialam w tetrze telewizji Kosmos Gombrowicza w rez Jarockiego.
                Zbizala sie noc, wlasciwie nie zakladalam, ze obejrze trzygodzinny spektakl do
                konca. Zaczelam ogladac. I w ktoryms momencie stwierdzilam ze nie moge przestac.
                Nie wiem, co bylo tak wciagajace - gra aktorow, zagadka czy ciekawosc, co zdarzy
                sie dalej czy jeszcze cos innego. Moje myśli w miły sposob zostaly pobudzone,
                oderwane od "znajomego", przeniesione w inny wymiar, postawione przed
                imponujacąo "zrobioną" z niczego rzeczywistością. To najlepsze, co moze sie
                zdarzyc. Ale to też definicja rozrywki, tylko ze nieoczywista.
    • wqrwiony Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 21:19
      zwierzenie na poziomie odkrycia, że czeste mycie skraca życie
      • wqrwiony Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 11.10.06, 21:40
        "Sam na siebie jestem zirytowany, że dałem w siebie wmówić, że higiena ma być ‘z
        wymaganiami’; czyli woda, duzo mokrej wody, szare mydło, oślizłe, podstępnie
        mydlące (oczy), otępiające smrodem siarkowodoru, wlokące się z mydelniczki,
        glutowate, gnojące, wstydzące (gdy goście krzywia się, że nie "Fa") ale
        referowane przez docentów i profesurów od namydlania, którzy mnie zmuszają, bym
        docenił ‘ważną pozycję nie nadającą się do namydlania’ własnie.
        Co jest do cholery, co jest psiakrew, i mówię sobie: dosyć tego terroru
        snobo-hujko-czyścioszków, dosyć dętego lania wody, dosyć załganych pożytków ze
        sterylności.
        Higiena – jak sama nazwa wskazuje – to jest zdrowie, ja dla zdrowia nie
        potrzebuję być czyszczony jak, nieprzymierzając, kibel Goeringa.
        Życzę sobie dotknąć żywiołu i się w nim zatopić (nawet jeśli zostawia to plamy),
        uczestniczyć w ruchu, wzruszeniach, fantazjach, poczuć je, (dziewczynki też).
        Słowem - życiem ucieszony chcę być a nie odsterylizowany od niego.
        Dlatego za(miast) podwyższoną cenę mydła wolę pojeździć spoconym tramwajem albo
        kupić bilet do kina - oczywiście nie dając się podstępnie wyczyścić (przez)
        katharsis.
        • kubissimo Re: Kino po raz dżilionowy piąty :) 13.10.06, 10:49
          cudowne :)
          a jeszcze cudowniejsze w kontekscie Kaluzynskiego :)))
    • nienietoperz Drobny protest Nntprzy 11.10.06, 21:45
      Widzisz NoId, mnie takie poniekad lekko zadete deklaracje smiesza podobnie jak
      manifesty o wielkiej literaturze, tyle, ze znacznie czesciej (bo znacznie
      czesciej wystepuja).
      Gdzie jest ta gromada krytykow zadajaca powagi i snujowatosci?
      Gdzie jest ta 'grupa trzymajaca wladze', ktora domaga sie usuniecia filmow
      zabawnych i pociesznych z kin?

      Uwaga druga: piszac, ze takie deklaracje nalezy odbierac jako czesc
      caloksztaltu dzialalnosci danego krytyka, poniekad demaskujesz istotny fakt.
      Wiarygodna obrona stanowiska tego typu MUSI opierac sie na znajomosci
      klasycznego elementarza kina czy literatury. Wiaze sie zazwyczaj z
      wyksztalceniem uniwersyteckim podobnego typu - kiedy juz je masz za soba (w
      przypadku Twoim, ZK, Braina, MMceli, etc.), mozesz sobie spokojnie pozwolic na
      gloryfikowanie kwestii czysto rozrywkowych. Widzisz, stad juz bardzo blisko do
      snobizmu literackiego/filmowego, etc..

      Moja ogolna wiedza filmowa czy ksiazkowa + podstawy teoretyczne beda zawsze
      duzo slabsze niz absolwenta kierunku humanistycznego; zdaje sobie tez sprawe z
      tego, ze chocby zeby rozumiec lepiej odwolania, nawiazania, aluzje (na czym mi
      zalezy), bardziej potrzebuje ogladac Stalkera niz American Pie. Nie znaczy to,
      ze kazdy Stalker ma mi sie podobac, a kazde American Pie mam odrzucac z
      zalozenia, rzecz jasna. Oznacza za to, ze czuje sie glupio, kiedy ktos `z
      klubu' tlumaczac pozornie teoretycznie slusznie przewagi kina rozrywkowego, tym
      samym wszelkie moje aspiracje odrzuca, w dodatku lekcewazacym tonem.

      Howgh.

      W imieniu artystycznie nieksztalconych,

      NNtpz
      • mamarcela Re: Drobny protest Nntprzy 11.10.06, 22:13
        NNtpzu drogi, moim zdaniem znowu klasyczne nieporozumienie i niezrozumienie
        intencji. Nikt, a przynajmniej ja na pewno nie, nie gloryfikowałam treści czysto
        rozrywkowych w filmie, literaturze, czy czymkolwiek bądź.
        A dyskusja sama w sobie nie prowadzi donikąd. I znowu, tu ma racje Agni,
        dochodzimy do obwarowywania sie w swoich wieżach z kości słoniowych.
        Bo ZK w sobie wiadomy pokrętny i prowokacyjny sposób stwierdził, że kino jest
        sztuką wizualną i dlatego on lubi treści ładnie zapakowane, albo inaczej danie
        podane na kolorowym talerzu. I tyle i nic więcej. Jego zdanie zostało
        oprotestowane w tym wątku jako deklaracja upodobania do czystej rozrywki w
        kinie. Noida i ja zaczęłyśmy tłumaczyc to zdanie tak jak je rozumiemy i tyle i
        nic więcej.
        Obronatego stwierdzenia nie ma nic wspólnego z ilością przeczytanych,
        obejrzanych, ani z rodzajem wykształcenia, ani z upodobaniem do Stalkera czy
        American Pie. Stalker działa na moje emocje, wywołuje wzruszenie itd. itp. bo
        jest podany na rewelacyjnym talerzu. ta sama historia opowiedziana innym
        językiem mogłaby być nudna i męcząca. I to w moim najgłębszym przekonaniu wynika
        z powyższego cytatu z ZK, a przynajmniej ja go tak rozumiem.
        P;-)
        • noida Re: Drobny protest Nntprzy 11.10.06, 22:18
          Ja też dokładnie tak go rozumiem. Ale Noida jest znanym przedstawicielem Pełnych
          Hipokryzji Entuzjastycznych Opinii O Kulturze Niskiej i jako taka cokolwiek by
          nie powiedziała, pozostanie tym właśnie.
          Noida zrobiła swoje, Noida może odejść.
          • nienietoperz Re: Drobny protest Nntprzy 11.10.06, 22:27
            Hi,
            i okazuje sie, ze MM tlumaczy, ze chodzi o kino wizualne, a NoI, ze o kulture
            niska i jej rehabilitacje. A ja nie chce nic dzielic, rehabilitowac, kino lubie
            jak najbardziej wizualne, chce tylko zwrocic Wam uwage na to, z jakich okolic
            pochodza uwagi lekcewazace o kinie `powaznym', i jak mozna je odbierac z tych
            okolic nie pochodzac.

            Byc moze zreszta oznacza to, ze uwagi takie sa jak najbardziej sluszne: w
            koncu, co solidne wyksztalcenie, to nie amatorka:-)

            Wciaz zreszta czekam na przyklady tych gromad krytykow promujacych
            intelektualne snuje.

            Z uklonami,
            NN
            • mamarcela Re: Drobny protest Nntprzy 11.10.06, 22:40
              A mógłbyś mi, drogi NN, podać miejsce, w którym ja mówię coś innego niz w
              powyższym poście. W którym miejscu piszę, że kino rozrywkowe jest lepsze od kina
              poważnego, bo może mi cos umkło?
              Nie rozumiem, ani Twoich zarzutów, ani sarkazmu.
              P;-)
              • nienietoperz Re: Drobny protest Nntprzy 11.10.06, 23:02
                Przepraszam znow,
                faktycznie glowne nieporozumienie wynika pewnie z tego, ze zabralem sie do
                dyskusji odwiecznej, zamiast pisac o konkretnym watku.
                Zastanowilo mnie po prostu, skad bierze sie to, ze kazdy/kazda z Twaczy,
                ktory/a jest literacki/kulturowy `zawodowo' ma tak jasne poglady w dyskusji
                odwiecznej (moje sa dosc dalekie od jasnych, jak zreszta chyba wiecie).
                I, kurcze, mysle, ze jakos ma to zwiazek z tym, ze jesli mialbym za soba
                porzadna szkole elementarza filmowego/ksiazkowego, to pewnie mialbym mniej
                watpliwosci. Absolutnie nie podejrzewam nikogo z wymienionych przeze mnie z
                nicka o swiadome wywyzszanie sie, nie, nie, nie! Swoj szacunek do wyksztalcenia
                humanistycznego podkreslalem tu zreszta wielokrotnie, bez cienia ironii.
                Mysle tylko o probie spojrzenia na dyskusje odwieczna ze strony: gdybym nie
                wiedzial tyle, ile wiem.
                Moze to wszystko kompletnie bez sensu, moze mozecie mi wyjasnic, ze nie ma
                korelacji miedzy wiedza-stanowisko, moze umiecie wytlumaczyc te korelacje
                inaczej.
                Bardzo nie chcialbym, zeby to bylo powodem do obrazenia sie na mnie, a juz
                wielokrotnie bardziej powodem do obrazania sie na TWA.

                NN
                • mamarcela Re: Drobny protest Nntprzy 11.10.06, 23:33
                  Ja się osobiście na nikogo i na nic nie obrażam. :)
                  Widzisz, Nienietoperzu, nawet jeżeli na podstawie tego forum mogloby Ci przyjść
                  do głowy, że osoby z wykształceniem humanistycznym snobują się na wielbicieli
                  kultury niskiej i wyrażaja lekceważąco (tu bym polemizowała) o tych, co czytaja,
                  oglądają, słuchają dzieł wartościowych, to jest to bardzo złudne i całkiem
                  przypadkowe. Tak sie składa, ze znakomita większość moich znajomych w RR
                  stanowia ludzie o wykształceniu (często także tytułach) humanistycznym i to oni
                  dla mnie stanowią hermetyczną grupę wielbicieli kultury przez dużr Ku i sztuki
                  przez duże Sztu. :)
                  Takich, którym nawet spojrzenie na kryminał, grozi śmiercia, kalectwem i
                  dozywotnią kompromitacją. Często nudni, nadęci, pretensjonalni,śmieszni i
                  zmęczeni sami sobą.
                  To w żadnym stopniu nie jest sprawa wykształcenia tylko temperamentu, gustu i
                  tak jak w moim przypadku upodobania do robienia z siebie wiejskiego głupka.
                  Większość moich znajomych nie wpuszcza mnie na swoje salony.
                  Osobiście, bo mog mowić tylko za siebie, podpisuje sie pod slowami ZK, bo
                  głęboko wierzę, że naczelna funkcja sztuki jest dostarczenie odbiorcy
                  "przyjemności", jakkolwiek byśmy to nie rozumieli, a nie męki i nudy. I nigdy
                  nie deprecjonowałam w żaden sposób upodobania do poszerzania sobie horyzontów,
                  uzupełniania wiedzy, czy czegokolwiek bądź.
                  Tak się złożyło, ze na tym forum znalazło sie kilkoro wiejskich przygłupów -
                  homo ludens, którzy przy tej okazji mają humanistyczne wykształcenie, ale to
                  czysty zbieg okoliczności.
                  Moje doswiadczenie w RR mówi cos zgoła innego. Większość osób naprawdę światłym,
                  cudownie oczytanych, naoglądanych i posiadających cudowny entuzjastyczny
                  stosunek do kultury bez kurczowego trzymania sie podziału na sztukę i obciachy,
                  to byli ludzie o wykształceniu "scisłym". Ale to pewnie znowu kwestia przypadku.
                  P;-)
                  • nienietoperz Re: Drobny protest Nntprzy 12.10.06, 12:11
                    Ufff (to wzgledem pierwszej linijki).
                    Bardzo Ci jestem wdzieczny za ten post, z kilku przyczyn.
                    Po pierwsze podejmuje dyskusje z kijem w mrowisko.
                    Po drugie, pomaga chyba zrozumiec troche mechanizm zwiazany z tym, o czym
                    pisalem. Widzisz, z grupa ludzi, ktorzy maja wyksztalcony hermetyczny zachwyt
                    nad KUltura WYsoka, praktycznie nie mam do czynienia (pewnie zrsezta dlatego,
                    ze oni nie chcieliby miec do czynienia ze mna). Bardzo mozliwe, ze gdyby
                    wiekszosc moich RRealnych znajomych taka byla, to w jak najbardziej zdrowy,
                    naturalny i madry sposob wywolywalo to we mnie goracy bunt i wole obrony
                    kultury dowolnej, nieWYsokiej, nieHErmetycznej.
                    Tyle, ze widzisz, nadal wydaje mi sie, ze zeby moc w sposob swiadomy takiej
                    kultury bronic, potrzeba wiedzy i znajomosci klimatow klasycznych.

                    Poza tym nie widze powodu, dla ktorego obrona przyjemnosci, rozrywki i tak
                    dalej musi sie zawsze odbywac przez dokladanie yntelektualnym snujom?

                    Proponuje tez rozwazenie postu Aanety: naprawde, powszechna propaganda kina
                    moralnej nudy to czasy byle i minione. Jasne, ze snuje beda sie niestandardowo
                    czesto pojawialy na festiwalach. Wlasnie dlatego, ze gdzie indziej nie beda
                    mialy zadnej szansy, ze nikt do nich nie dotrze, ze nikt ich nie zobaczy w
                    duzym kinie.

                    Z uklonami,
                    NN
                    • mamarcela Re: Drobny protest Nntprzy 12.10.06, 13:15
                      Nienietoperzu dir, ja nic o snujach nie pisałam.:) Włączyłam sie do dyskusji po
                      wątpliwościach Kubissimo na temat tego, czy stwierdzenie ZK da sie przełozyc na
                      książki. I moim zdaniem przy pominieciu celowej prowokacyjności języka ZK da sie
                      jak najbardziej.
                      nic nie pisałam o snujach, bo mnie snuje nie obchodza. Po prostu i zwyczajnie. I
                      nigdzie przeciwko nim nie wystepuję ani im nie dowalam. Ja nawet szczególną
                      obrończynia i wyznawczynia kultury tzw. popularnej nie jestem.
                      Tylko z uporem maniaka głoszę hasło "sztuka ma służyc przyjemności, a nie
                      umartwianiu sie" i tyle. Jesli komus przyjemnośc sprawiaja snuje to niech mu
                      lekkie będą.
                      Mnie, mamarcelę ciężką, sztuka musi najpierw zachwycić (wziąć w swoje
                      posiadanie, walnąć w łeb, wzruszyc, rozentuzjaznować itd.) zanim do mnie
                      przemówi. A juz kino przede wszystkim.
                      A post Anety, co sama przed chwila przyznała, mówi dokładnie to, co ja
                      nieskładnie staram sie napisać. Kałuzyński był prekursorem spojrzenia na kino
                      bez podziału na "wysokie' i "niskie".
                      I nikt tutaj, a nawet buntujący sie trzydzieści lat temu przeciwko dyktaturze
                      profesurów od filmu Kałużyński, nikogo nie chce przekonać, że Legalna blondynka
                      jest lepsza od Osiem i pół. Tylko, że Osiem i pół się doskonale (i wbrew
                      wszelkich pozorom) doskonale mieści w kategorii filmów, o ktore postulował przed
                      laty ZK.

                      dygam
                      mamarcela - homo faber
                    • mamarcela A swoją drogą zabawne jest 12.10.06, 16:05
                      Nie wiem, czy tylko na tym forum, czy to jakas ogólnoforumowa zasada, że w role
                      statecznych broniących kultury wysokiej akademików oburzonych rozdokazywaniem
                      popkulturalnych wiejskich głupków, wpisują się ludzie, którzy nie zostali przez
                      rodzaj wykształcenia zindoktrynowani "ku panteonom i szczytom."? Przedziwne to
                      jest, że za każdym razem, kiedy padnie określenie "yntelektualna snuja" lunb cos
                      koło tego, dotknięci i oburzeni czują się ci, dla których sztuka powinna
                      stanowić poligon radosnych doświadczeń?
                      Dlaczego Ciebie Nienietoperzu oburza i złości "dokładanie yntelektualnym
                      snujom", nawet gdyby faktycznie miało miejsce? Podobnie Darię i jeszcze parę
                      nicków. Zupełnie tego nie rozumiem.
                      P;-)
                      • nienietoperz Re: A swoją drogą zabawne jest 12.10.06, 17:11
                        A widzisz, potwierdzasz istnienie korelacji, chocby tylko na tym forum.
                        Probowalem sie jej jakos przyjrzec, okazalo sie, ze oznacza to probe obrazenia
                        wszystkich. Tak byc nie mialo, wiec nie podejmuje sie ciagniecia tej dyskusji
                        daleko. Choc jesli tylko ktos sprobowalby te korelacje jakos wyjasnic, bylbym
                        nader zobowiazany.

                        Votre
                        NN
                        • braineater Re: A swoją drogą zabawne jest 12.10.06, 18:00
                          Ale ta korelacja, to jest normalne zjawisko. W wieku licealno-studenckim
                          wchłaniamy jakieś gargantuiczne ilości tekstów kultury, zamiast oglądać
                          Kiepskich i czytać Bravo Grill, dostajemy pryszczy i okularów od nadmiaru dzieł
                          wielkich i bardzo wielkich i tak wielkich ze ach, wiec musi kiedys nastapic
                          utrata wiary i przesycenie tymi wszystkimi arcydziełami, filmami o i ksiązkami
                          o. Juz zaliczałem okresy, że długimi miesiącami nie czytałem nic, prócz
                          kryminałów i fantastyki i nie ogladałem niczego, co nie było horrorem i było mi
                          z tym nad wyraz dobrze. Ten napór - on chyba jest srodowiskowy tak bardziej,
                          zeby byc in touch i na bierząco ze wszystkim, co ynteligentne, mundre i jakieś
                          tam jeszcze, w pewnym momencie dociska nas do ściany i następuje reakcja -
                          siegamy po siekę i znajdujemy radochę, której przez przesycenie nie potrafimy
                          znaleźć w dziełach wybitnych. Do tego dochodzi jeszce po raz kolejny, problem
                          metkowania rzeczywistości i wpuszczania się w schemat, że jak almodovar, to
                          albo o duszy kobiecej, albo o homoseksualiźmie, albo o sobie samym, no i skoro
                          juz to wiem, to po ch.j to ogladać, skoro niczym mnie nie zaskoczy? Ta faza na
                          szczęscie tez mija, ale uczy dystansu do 'snujów' dzieł yntelektualnych i
                          wielkich, no i przede wszystkim uczy, że jak coś jest nudne, to nie jest to
                          równoznaczne z faktem, że jest, kurwa, wielkie:)

                          P:)
                          • daria13 Re: Egzakli 12.10.06, 20:11
                            Wiele lat temu (a doładnie jakieś 2), na początku mojego obcowania z FK
                            opisałam bardzo podobnie (nie tak barwnie, ale w sensie ogólnym podobnie) swoje
                            i zaobserwowane u wielu czytelników fazy czytelnicze. Większość z nas jest
                            chyba teraz właśnie w fazie trzeciej (z przechyłami w obie strony;), czyli
                            dobieranie lektur i obrazów do wyrobionych w obu poprzednich fazach gustów i
                            potrzeb.
                            Dla tych, którzy nie pamiętają lub nie znają, przypomnę jedynie, że jest
                            jeszcze faza czwarta, opisana przez kochanego Kriska, czyli przyglądanie się
                            przepływającym patykom:)))
                            P:)
                        • mamarcela Re: A swoją drogą zabawne jest 12.10.06, 18:31
                          Ależ Nienietoperzu nikt sie nie obraża, a przynajmniej nie wszyscy, bo ja nie
                          mam najmniejszergo zamiaru. Tylko nie moge zrozumieć, co Ty masz wspólnego z
                          iyntelektualna snują? Wykonujesz swój zawód, odnosisz w nim sukcesy, a przy
                          okazji z entuzjazmem konsumujesz kulturę, i cudownie, i fantastycznie. To
                          dlaczego ikekroc zostanie napisana jakaś jakakolwiek "apoteoza" kultury
                          popularnej (chociaz w moim wykonaniu jest to zawsze apoteoza "kultury
                          radosnej") uważasz, że to bije w Ciebie? Tak jakby ktoś wartościował Twój sposób
                          konsumpcji sztuki?
                          O jakiej korelacji Ty mówisz, że co, że ludzie, którzy nie mają wykształcenia
                          humanistycznego sa "yntelektualnymi snujami"? Nadal nie rozumiem.
                          Ty sie osobiście czujesz taka snują? Dlaczego i po co?
                          Na litość boską, o co tu chodzi?
                          • nienietoperz Re: A swoją drogą zabawne jest 12.10.06, 19:56
                            Zaplatalismy sie niewymownie:-)
                            Kompletnie sie nie uwazam za yntelektualnego snuja, chociaz snujem jestem
                            cholernie przeziebionym (stad zreszta tez zamiast w pracy pisze te dyskusje z
                            domu). Nie uwazam tez, ze kazda apoteoza literatury popularnej bije we mnie (a
                            juz na pewno zadna apoteoza literatury radosnej); czasem mam tylko wrazenie,
                            ze, jak to napisal Braineater, w sytuacji przejedzenia ambitnego wystepuje
                            reakcja Pawlowowska, idealnie symetryczna do reakcji wychwalania Wielkich
                            mistrzow. Do refleksji nad odruchami tego typu zachecam wszystkich, a siebie
                            juz najbardziej.
                            Cala sprawe pieknie zreszta podsumowal Braineater swoim postem,
                            a za jego zdanie:
                            > jak coś jest nudne, to nie jest to równoznaczne z faktem, że jest, kurwa,
                            > wielkie:)
                            w dniu przyznania Nobla Pamukowi bylbym sklonny wychylic kieliszek nie jeden,
                            a kilka. Gdyby nie chrzaniona goraczka.


                            Wasz
                            NN
      • aaneta Re: Drobny protest Nntprzy 12.10.06, 09:50
        nienietoperz napisał:
        > Gdzie jest ta gromada krytykow zadajaca powagi i snujowatosci?

        Otóż to. Wydaje mi się, że nie należy mówić o tych krytykach w czasie
        teraźniejszym. Kiedy Kałużyński napisał to, co zacytowała Noida? Jestem pewna,
        że dawno temu. Bo rzeczywiście kiedyś (mam na myśli lata 70-te, kiedy zaczynałam
        swoją przygodę z kinem i zaczęłam czytać pisma filmowe, a w latach
        wcześniejszych było to jeszcze bardziej widoczne) granica pomiędzy kinem
        ambitnym a popularnym była bardzo wyraźna i rzeczywiście większość krytyków,
        piszących w tamtych czasach, z założenia nie zniżała się do poziomu kina czysto
        rozrywkowego. Kałużyński jako pierwszy zaczął łamać tę zasadę i chwała mu za to,
        zwłaszcza że szybko okazało się, że kino lżejsze, mniej ambitne, mniej poważne
        wcale nie musi być złe, oczywiście z pominięciem filmów dla czternastoletnich
        Murzynów analfabetów, jak to kiedyś ktoś brzydko, ale celnie, określił (wtedy
        jeszcze nie obowiązywały zasady poprawności politycznej).
        • noida Re: Drobny protest Nntprzy 12.10.06, 10:18
          No to przykłady snujów chwalonych przez krytyków:

          "Klucze do domu"- beznadziejna główna rola męska, tragiczny snuj w
          szaro-niebieskich kolorach, chwalony wyłącznie za to, że opowiadał o relacji z
          niepełnosprawnym chłopcem, m.in. przez Sobolewskiego:
          www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=20081&sekcja=1
          Lars von Trier- człowiek, którego chwali się za każdy film, tymczasem jego kino
          nie da się oglądać. Pod pretekstem opowiadania o "ludzkiej naturze" wywala on
          flaki z widza i jeszcze się z tego cieszy.

          Carlos Reygadas i jego filmy, obecne na festiwalu w Cannes, objeżdżające świat z
          festiwalu na festiwal. Obawa, że "niewyrobiona publiczność" nie byłaby w stanie
          wytrzymać na tych filmach jest z gruntu uzasadniona- są to obrzydliwie,
          koszmarnie ciężkie filmy, po których ma się niesmak i coś na kształt depresji
          conajmniej do wieczora

          Festiwale są w ogóle przechowalnią snujów, a już zwłaszcza Festiwal Filmów
          Latynoamerykańskich. Takie cuda jak "Wieści z daleka", "Pulqueria", "Perfume de
          violetas", "Film o miłości", to są snuje pierwszej klasy. Bohaterowie łażą,
          piją, zabijają się nawzajem, swoich rodziców, swoich braci, żyją z poczuciem
          winy, żyją w demonicznych trójkątach, a z tego wszystkiego tak bardzo nic nie
          wynika, że aż strach.

          Dalej, Gutek film czasami jak sprowadzi jakiegoś snuja to nie wiadomo, gdzie się
          schować. Takie na przykład "Pieśni z drugiego piętra", film szwedzki. Potwornie
          dołujący. Jaką ma recenzję w GW?
          serwisy.gazeta.pl/film/1,22535,593034.html
          Zwłaszcza ostatnie zdanie ciekawe- tylko dla miłośników ambitnego kina
          artystycznego.

          Tak znowu dużo tych snujów nie wchodzi do kin, więc nie bardzo jest się czym
          zachwycać. Ale pewien trend tego typu wciąż moim zdaniem istnieje.
          • braineater Re: Drobny protest Nntprzy 12.10.06, 10:33
            > No to przykłady snujów chwalonych przez krytyków:

            Powrót Zwiagincewa
            Przełamując fale Triera
            Prosta Historia Lyncha
            Mala Education i Porozmawiaj z nią Almodovara
            Broken Flowers Jarmusha


            i pewnie z pierdyliard innych, z których prócz tego, że nieźle sie je oglada na
            kacu, nie wynika praktycznie nic. A recenzje oczywiście och/achowe, z tym, że
            głownie krytków, których mam za nic, czyli Sobolewskiego czy Szczerby.

            P:)
            • aaneta Re: Drobny protest Nntprzy 12.10.06, 11:10
              Łomatko, ludzie kochane, nie o to chodzi. Nie mówię, że nie ma dziś krytyków,
              którzy chwalą snuje (abstrahując od tego, że nie wszystkie filmy wyżej
              wymienione zaliczyłabym do tego gatunku, jak też nie wrzucałabym Sobolewskiego i
              Szczerby do jednego worka, ale o tym już kiedyś rozmawialiśmy), tylko o zjawisko
              dokładnie odwrotne: że docenia się też - a przynajmniej opisuje - kino lżejsze,
              o czym kiedyś nie było mowy, żaden szanujący się krytyk by tego nie zrobił, bo
              to byłaby plama na jego honorze.
              • mamarcela Re: Drobny protest Nntprzy 12.10.06, 11:56
                A ja myśle Aneto, że drzewko kłamie i te spisy nie do Ciebie są, albo nie
                tylko do Ciebie.
                W kontekście twojej wypowiedzi o "ewolucji" krytyki filmowej od czasów, w
                których te słowa pisał Kałuzyński, tym bardziej dziwne wydaja mi sie protesty w
                tym wątku. Poniewaz moim zdaniem słowa ZK stały sie ciałem i doceniane
                współczesnie filmy w znakomitej większości spełniaja jego postulaty. I to nie
                tylko dlatego, że sztuka kina upada, ze następuje mtv-zacja życia itd.
                P;-)
                -
                • aaneta Re: Drobny protest Nntprzy 12.10.06, 12:08
                  > tym bardziej dziwne wydaja mi sie protesty w tym wątku

                  Dokładnie o to mi chodziło. Dzięki :)
                  Z drugiej strony jednak, gdyby wszyscy przyjęli nasz punkt widzenia, to nie
                  byłoby o czym rozmawiać.
            • nienietoperz Re: Drobny protest Nntprzy 12.10.06, 11:48
              I tak Braineater wymienil 6 filmow, z ktorych 5 uwazam za waznych i, co wiecej,
              bardzo dobrych:-)

              Wsrod krytykow jest zdaje sie jeden Sobolewski, ktory w istocie preferuje snuje.
              Szczerba to juz kompletnie inna bajka.

              Wiecej w odpowiedzi MMceli,

              z uklonami,

              NN
              • aaneta Re: Drobny protest Nntprzy 12.10.06, 12:11
                No bo Sobolewski jest właśnie z tej starej szkoły, on się wychował na kinie
                moralnego niepokoju, ale nawet jeżeli preferuje snuje, to nie tylko o nich pisze.
          • ash3 Lars non Trier 12.10.06, 11:02
            noida napisała:

            > No to przykłady snujów chwalonych przez krytyków:
            >
            > Lars von Trier- człowiek, którego chwali się za każdy film, tymczasem jego kino
            > nie da się oglądać. Pod pretekstem opowiadania o "ludzkiej naturze" wywala on
            > flaki z widza i jeszcze się z tego cieszy.

            Jesli chodzi o Idiotów, Przełamujac fale a nawet film o Ameryce (z N. Kidman,
            nie pamietam tytułu) - cos w tym jest. Ale jeśli on stawia sobie za cel własnie
            wywrócić flaki do góry nogami i udaje mu się to, jak tez zdenerwowac widza
            precezyjnie przeprowadzoną pokretnością przekazu, to chyba jednak dobra robota,
            bo bardzo prowokuje do dyskusji (choćby i o "naturze człowieka")? Najgorzej
            chyba, gdy wychodzi się z kina i kompletnie NIC się nie wydarzyło. Technicznie
            te intencje są wyłozone w takim jakby małym traktacie o robieniu na przekrór
            "Pięć nieczystych zagrań" - ten film naprawdę mi się podobał, chociaz tez nie ma
            sensu. Ale była w nim jakaś jasna, co znaczy hazardowa i ludyczna, nuta.
            Mam wrażenie, że to strasznie przekorny człowiek i pokazuje to w swoich filmach.

          • itek1 Re: Drobny protest Nntprzy 12.10.06, 11:12
            > Lars von Trier- człowiek, którego chwali się za każdy film, tymczasem jego kino
            > nie da się oglądać.
            Ja tam lubie jego filmy- Europa jest jednym z lepszych jakie w ogole ogladalem.
            A Krolestwa tez nie mozesz ogladac? Mozesz specyzowac dlaczego nie (jesli nie)?
            • noida Re: Drobny protest Nntprzy 12.10.06, 11:22
              Obejrzałam kawałek Królestwa, ale nie dobrnęłam do końca. Może z godzinę
              wytrzymałam. Jakiś taki dziwny był ten film. Efekt tego był taki, że jak byłam w
              Szwecji i spałam w akademiku przerobionym ze szpitala psychiatrycznego, to się
              bałam chodzić korytarzem po nocy.
    • noida Serdecznie przepraszam. 11.10.06, 22:14
      Za zamieszanie, które spowodowałam swoim postem. Nie wiedziałam, że wrzucając
      cytat, który mi się spodobał, zostanę zaliczona do grona osób
      a.) snobujących się
      b.) podkreślających niepotrzebnie swoją miłość do kina rozrywkowego
      c.) należących do symptomatycznej grupy

      Po prostu tak się składa, że chwilowo próbuję się realizować w zawodzie podobnym
      do tego, jaki miał Kałużyński. Jego słowa wydały mi się trafne, ciekawe i
      inspirujące. Chciałabym tak jak on nie zatracić spontaniczności w oglądaniu
      filmów, nie nabawić się pewnego snobizmu pod tytułem "co za szmira, setki razy
      to było". Chciałabym za 25 lat dalej się tym zajmować i mieć taką samą świeżość
      spojrzenia, jak on miał.

      Ale ponieważ widzę, że wszystko, co napiszę w temacie przysłowiowej kultury
      "wysokiej" i "niskiej" od razu zostaje zinterpertowane jako mój głos w
      odwiecznej dyskusji, która toczy się na tym forum, i która właściwie nie ma
      sensu, albowiem tak świetnie się już znamy, że właściwie nie mamy o czym
      rozmawiać. Karty zostały rozdane, każdy ma swoją szufladkę i szlus.

      Chciałam się tylko podzielić z wami zdankiem, które mi się spodobało. Niestety
      zapomniałam na chwilę o tym, że każde słowo musi być interpretowane zgodnie z
      jedynie obowiązującą wykładnią. Zgodnie z tą wykładnią Noida nie ma już nic
      nowego do zaprezentowania reszcie, w związku z tym swoją rolę na tym forum może
      uznać za zakończoną.
      • nienietoperz Re: Serdecznie przepraszam. 11.10.06, 22:36
        Noid,
        nie chcialem Cie na pewno urazic. Przepraszam, ze w istocie wyszlo tak, ze Ty
        zacytowalas fragment ksiazki, wywiazala sie dyskusja na temat na TWA w istocie
        klasyczny, a ja zabralem glos w tej dyskusji zwracajac uwage na pewna
        prawidlowosc. Wyszlo tak, ze czepiam sie Ciebie, co, powtarzam, nie bylo moja
        intencja.
        Nie sadzilem, ze moglo to byc odebrane jako chec zamkniecia dyskusji, nie
        chcialem, zebys sie obrazila, albo poczula jako osoba atakowana, nigdy
        wczesniej o tym aspekcie odwiecznej dyskusji nie pisalem na TWA (probowalem
        wiec rozmowe raczej pobudzic, niz zamknac).
        Nie, nie, nie.

        NN
      • staua Re: Serdecznie przepraszam. 12.10.06, 00:28
        > Zgodnie z tą wykładnią Noida nie ma już nic
        > nowego do zaprezentowania reszcie, w związku z tym swoją rolę na tym forum
        może
        > uznać za zakończoną.
        Nie zartuj sobie... zobacz, jaki popularny watek zalozylas. Dzieki temu
        przynajmniej niektorzy cos napisali znowu, pomysleli troche (nie czepiam sie tu
        Nienietoperza ani nikogo szczegolnego), niewazne, czy byla to nadinterpretacja,
        bledna interpretracja, czy cokolwiek.
        Bardzo dobrze, ze zalozylas ten watek!
      • ash3 Re: Serdecznie przepraszam. 12.10.06, 10:28
        noida napisała:

        >
        > jedynie obowiązującą wykładnią. Zgodnie z tą wykładnią Noida nie ma już nic
        > nowego do zaprezentowania reszcie, w związku z tym swoją rolę na tym forum może
        > uznać za zakończoną.
        >
        >
        Zakończoną?! BArdzo ciekawie zamieszałaś! Uważam też, ze masz do powiedzenia
        jeszcze całkiem sporo i zadajesz b. fajne pytania (nawet jesli tylko dzielisz
        sie ciekawymi dla Ciebie zdaniami).
        W sumie też zazdroszczę Ci, że możesz określić czym chcialabyś sie zajmowac
        przez najbliższe 25 lat i w zwiazku z tym odczuwasz pewną potrzebe ulepszania
        warsztatu (to szlachetna i chyba rzadka pobudka pisania na forum).
      • beatanu Noido! 12.10.06, 11:27
        Ty przepraszasz, a ja Ci dziękuję za wywołanie (może niezamierzone, ale to w
        tej chwili nieważne) dyskusji, którą z zainteresowaniem prześledziłam. Mam
        wrażenie, że nie masz wielkiego wpływu na to, że zacytowanie wypowiedzi osoby,
        której zdanie cenisz, stanie się dyskusją o wyższości świąt BN nad świętami
        Wielkanocy...

        Jako ciut starsza niż czternastolatka i białoskóra jednak, aczkolwiek w dalszym
        ciągu filmowa półanalfabetka chętnie przeczytam więcej tego typu dyskusji :)

        A posądzonym o cokolwiek można być na podstawie wyartykułowania słów
        powitania "dzień dobry" na przykład. No bo jaki qrwa dobry??? Dla kogo dobry?
        Kto za tym stoi? I takie tam inne...

        :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka