stookrota
07.11.06, 11:02
czesc:) ja sie witam kolejny raz, bo kiedys tu zagladalam, potem wyjechalam
na wakacje i jakos mi sie zapomnialo:)teraz wrocilam i stwierdzam,ze fajnie
tu u Was.
chcialam sie troche wygadac...
niespelna rok temu zaczely sie problemy z moim facetem. wtedy nasz staz
wynosil 3 lata. on zaczal pracowac, pisal prace mgr, mial dla mnie niewiele
czasu, ja tez intensywnie sie uczylam, generalnie malo sie widywalismy, a jak
juz sie widzielismy, to nasze spotkanie polegalo na jezdzeniu z jednego domu
do drugiego i staniu w korkach. klocilismy sie coraz czesciej.
potem poznalam pewnego faceta, zreszta jego kumpla z uczelni. to bylo
dokladnie rok temu. poczatkowo zadnej fascynacji nie bylo, po prostu bardzo
go lubilam, dobrze nam sie rozmawialo, wychodzilismy co tydzien do miasta na
impreze- ja, moj chlopak, on i jeszcze grupka stalych znajomych. Po pewnym
czasie kontakty miedzy mna a nim zaczely sie zaciesniac, ale wciaz na stopie
kolezenskiej, mi inna opcja do glowy nie przyszla. Problemy z moim chlopakiem
sie nie konczyly, tamtemu troche sie z tego zwierzalam, odkrylam w nim
prawdziwa bratnia dusze, rozumial mnie jak moja przyjaciolka, ktora zna mnie
wiele lat. Wspolne zainteresowania, wspolne poglady, przy nim ciagle sie
usmiechalam. Ale ja caly czas myslalam o nim w kategoriach: kumpel,
przyjaciel.
Moj zwiazek sie konczyl i wypalal z dnia na dzien. Doszla jeszcze zazdrosc
mojego chlopaka o Niego. Nie wiem, moze mial powody, chociaz wtedy
twierdzilam, ze nie. Ale chce podkreslic jedna wazna rzecz: ten facte nie byl
przyczyna rozpadu mojego zwiazku.
Potem bylam z Nim. Trudno to nazwac zwiazkiem tak naprawde, ale duzo
cieplych, milych, waznych dla nas obojga rzeczy sie miedzy nami
wydarzylo.Wciaz sie przyjaznilismy na zmiane z calowaniem;)bo jakos nie
wychodzila nam ta przyjazn. Ja to urwalam, poniewaz nie potrafilam sie w to
zaangazowac tak, jak on. Zakochal sie we mnie. Bardzo mu zalezalo. Mowil, ze
jestem ta jedyna. Nie moglam tego odwzajemnic, bo jeszcze emocjonalnie nie
wyszlam z jednego zwiazku... Nie chcialam go zranic.
Moj "byly" nie pozwalal o sobie zapomniec. Bylo nie bylo..3 lata razem to
naprawde kupa czasu. Tesknilam za nim, bardzo bardzo bardzo. I wrocilam.
Nawet zamieszkalismy razem, pewni, ze to rozwiaze nasze problemy. Oczywiscie
z tamtym chlopakiem kontakt urwalam calkiem.
Na poczatku bylam szczesliwa. A od jakis 2 miesiecy wszystko wraca...znow sie
klocimy. nie potrafimy ze soba rozmawiac. ja juz nie mam sily, zeby sie
starac. Spedzamy oddzielnie wolny czas, nawet mamy roznych znajomych,
wszystko sie rozjechalo...On ostatnio umowil sie z jakas kolezanka i wrocil o
5.30. Jestesmy razem, ale oddzielnie.
Niedawno spotkalam tego chlopaka o ktorym pisalam wczesniej. Tak sie
ucieszylam na jego widok..spedzilismy razem caly wieczor, czulam dokladnie
to, co kiedys. POROZUMIENIE, magiczne wrecz i jakies niesamowite,
naprawde... Tak naprawde nigdy o nim nie zapomnialam. Nawet jak w moim
zwiazku bylo ok, czesto wracalam myslami do wspolnych chwil z nim. Na
zasadzie milych wspomnien.
No i ...historia lubi sie powtarzac. Mam z nim kontakt. Moj chlopak o tym
wie, chociaz nie o wszystkim, ale kiedys zauwazyl,ze z nim gadam na gadu.
Jest zazdrosny. Ja nie mam zamiaru go oszukiwac.
Tamtego traktuje jak przyjaciela, tzn.wie o moich problemach w zwiazku. Ale
zdaje sobie sprawe, ze on moze chciec to wykorzystac w pewnym siensie, bo
bardzo za mna tesknil, mowi mi, ze ciagle o mnie mysli i za mna teskni. Ja
nie moge powiedziec, ze tego nie odwzajemniam. Ale jestem jednak w zwiazku.
Jestem z nim szczera i wie, co czuje i mysle.
Najgorsze jest to, ze ja naprawde trace nadzieje na odratowanie tego zwiazku.
Coraz wiecej nas dzieli, coraz mnije laczy. Slysze tylko ciagle obietnice, ze
bedzie dobrze. Przeprosiny i obietnice-na to go stac. A ja chce byc
szczesliwa teraz.
Gratuluje, jesli ktos dobrnal do konca:)