Dodaj do ulubionych

beznadziejny zwiazek

07.11.06, 11:02
czesc:) ja sie witam kolejny raz, bo kiedys tu zagladalam, potem wyjechalam
na wakacje i jakos mi sie zapomnialo:)teraz wrocilam i stwierdzam,ze fajnie
tu u Was.
chcialam sie troche wygadac...
niespelna rok temu zaczely sie problemy z moim facetem. wtedy nasz staz
wynosil 3 lata. on zaczal pracowac, pisal prace mgr, mial dla mnie niewiele
czasu, ja tez intensywnie sie uczylam, generalnie malo sie widywalismy, a jak
juz sie widzielismy, to nasze spotkanie polegalo na jezdzeniu z jednego domu
do drugiego i staniu w korkach. klocilismy sie coraz czesciej.
potem poznalam pewnego faceta, zreszta jego kumpla z uczelni. to bylo
dokladnie rok temu. poczatkowo zadnej fascynacji nie bylo, po prostu bardzo
go lubilam, dobrze nam sie rozmawialo, wychodzilismy co tydzien do miasta na
impreze- ja, moj chlopak, on i jeszcze grupka stalych znajomych. Po pewnym
czasie kontakty miedzy mna a nim zaczely sie zaciesniac, ale wciaz na stopie
kolezenskiej, mi inna opcja do glowy nie przyszla. Problemy z moim chlopakiem
sie nie konczyly, tamtemu troche sie z tego zwierzalam, odkrylam w nim
prawdziwa bratnia dusze, rozumial mnie jak moja przyjaciolka, ktora zna mnie
wiele lat. Wspolne zainteresowania, wspolne poglady, przy nim ciagle sie
usmiechalam. Ale ja caly czas myslalam o nim w kategoriach: kumpel,
przyjaciel.
Moj zwiazek sie konczyl i wypalal z dnia na dzien. Doszla jeszcze zazdrosc
mojego chlopaka o Niego. Nie wiem, moze mial powody, chociaz wtedy
twierdzilam, ze nie. Ale chce podkreslic jedna wazna rzecz: ten facte nie byl
przyczyna rozpadu mojego zwiazku.
Potem bylam z Nim. Trudno to nazwac zwiazkiem tak naprawde, ale duzo
cieplych, milych, waznych dla nas obojga rzeczy sie miedzy nami
wydarzylo.Wciaz sie przyjaznilismy na zmiane z calowaniem;)bo jakos nie
wychodzila nam ta przyjazn. Ja to urwalam, poniewaz nie potrafilam sie w to
zaangazowac tak, jak on. Zakochal sie we mnie. Bardzo mu zalezalo. Mowil, ze
jestem ta jedyna. Nie moglam tego odwzajemnic, bo jeszcze emocjonalnie nie
wyszlam z jednego zwiazku... Nie chcialam go zranic.
Moj "byly" nie pozwalal o sobie zapomniec. Bylo nie bylo..3 lata razem to
naprawde kupa czasu. Tesknilam za nim, bardzo bardzo bardzo. I wrocilam.
Nawet zamieszkalismy razem, pewni, ze to rozwiaze nasze problemy. Oczywiscie
z tamtym chlopakiem kontakt urwalam calkiem.
Na poczatku bylam szczesliwa. A od jakis 2 miesiecy wszystko wraca...znow sie
klocimy. nie potrafimy ze soba rozmawiac. ja juz nie mam sily, zeby sie
starac. Spedzamy oddzielnie wolny czas, nawet mamy roznych znajomych,
wszystko sie rozjechalo...On ostatnio umowil sie z jakas kolezanka i wrocil o
5.30. Jestesmy razem, ale oddzielnie.
Niedawno spotkalam tego chlopaka o ktorym pisalam wczesniej. Tak sie
ucieszylam na jego widok..spedzilismy razem caly wieczor, czulam dokladnie
to, co kiedys. POROZUMIENIE, magiczne wrecz i jakies niesamowite,
naprawde... Tak naprawde nigdy o nim nie zapomnialam. Nawet jak w moim
zwiazku bylo ok, czesto wracalam myslami do wspolnych chwil z nim. Na
zasadzie milych wspomnien.
No i ...historia lubi sie powtarzac. Mam z nim kontakt. Moj chlopak o tym
wie, chociaz nie o wszystkim, ale kiedys zauwazyl,ze z nim gadam na gadu.
Jest zazdrosny. Ja nie mam zamiaru go oszukiwac.
Tamtego traktuje jak przyjaciela, tzn.wie o moich problemach w zwiazku. Ale
zdaje sobie sprawe, ze on moze chciec to wykorzystac w pewnym siensie, bo
bardzo za mna tesknil, mowi mi, ze ciagle o mnie mysli i za mna teskni. Ja
nie moge powiedziec, ze tego nie odwzajemniam. Ale jestem jednak w zwiazku.
Jestem z nim szczera i wie, co czuje i mysle.
Najgorsze jest to, ze ja naprawde trace nadzieje na odratowanie tego zwiazku.
Coraz wiecej nas dzieli, coraz mnije laczy. Slysze tylko ciagle obietnice, ze
bedzie dobrze. Przeprosiny i obietnice-na to go stac. A ja chce byc
szczesliwa teraz.

Gratuluje, jesli ktos dobrnal do konca:)
Obserwuj wątek
    • siula5 Re: beznadziejny zwiazek 07.11.06, 11:19
      Na co Ty jeszcze czekasz? Odejdź od tego co z nim mieszkasz, z tego co
      opisujesz to związek bardzo patologiczny, jak sobie pomyślę że moglibyście mieć
      dziecko i ono miałoby się wychowywać w domu, w ciągłych kłótniach, bez zgodnych
      rodziców i harmonii...brrr, straszne. Nie ma co liczyć na poprawę, nie
      pasujecie do siebie i tyle. Przecież możesz być naprawdę szczęśliwa!
      • stookrota Re: beznadziejny zwiazek 07.11.06, 11:23
        nie wiem na co czekam.. bo kiedys bylam szczesliwa. to przeciez ta sama osoba,
        ktora jeszcze 2,3 lata temu dawala mi tyle szczescia i milosci..bylo mi zle bez
        niego. ja go kocham. tylko ze milosc to chyba za malo. i zaczyna sie wypalac.
        • siula5 Re: beznadziejny zwiazek 07.11.06, 11:24
          Masz rację, że miłość się wypala jak "się nie dorzuca do ognia"
          • stookrota Re: beznadziejny zwiazek 07.11.06, 11:27
            problem w tym, ze caly czas dorzucalam. wiesz, cale te 2 ostatnie miesiace.
            codziennie rano sobie powtarzalam, ze bedzie dobrze, ze zaczniemy od nowa, ze
            to nie takie proste, ale przeciez jestem silna i sie kochamy i to cudowny
            facet. codziennie wieczorem sily mnie opuszczaly. wracaly rano. i tak w kolko.
            a teraz... nie wiem, czy to przez ponowne zaiskrzenie w znajomosci z tamtym,
            moze troche...widze, ze nie mozna byc z kims patrzac na to co bylo i na to, co
            bedzie. a moze jednak?
            tylko ze ja juz chyba nie mam sily
    • ebi3 Re: beznadziejny zwiazek 07.11.06, 11:21
      Dotrwałam do końca;)
      Trochę Cie rozumiem bo przeżywam podobną sytuację...
      • siula5 Re: beznadziejny zwiazek 07.11.06, 11:23
        Jeszcze przyszło mi do głowy. Dziewczyny nie bójcie się zmian, czasami naprawdę
        warto radykalnie zmienić swoje życie.
        • prabucianka Re: beznadziejny zwiazek 07.11.06, 11:24
          Ja tez doczytalam do konca. Mysle, ze juz sobie odpowiedzialas troche, co?
          • siula5 Re: beznadziejny zwiazek 07.11.06, 11:41
            O związek muszą walczyć obie strony, w pojedynkę nie dasz rady, niestety, muszą
            chcieć obie strony. Jesteś fajną dziewczyną i jestem przekonana że bez niego
            będziesz o wiele wiele bardziej szczęsliwą osobą. Szkoda mi ciebie, czekać na
            dzień kiedy w końcu zacznie ZNOWU być dobrze, to na pewno nic miłego.
            • prabucianka Re: beznadziejny zwiazek 07.11.06, 11:45
              jak to mawia moja przyjaciolka - szkoda zycia na tymczasowosc:) jesli nie
              jestes pewna, masz watplieowsci, to mzoe warto zaryzykowac...
            • stookrota Re: beznadziejny zwiazek 07.11.06, 11:48
              on tez twierdzi,ze tego chce. ale mam wrazenie,ze to tylko slowa... sama nie
              wiem,moze go po prostu nie doceniam?
              ale dla mnie czerwona roza czy wypad do kina nie zastapi rozmowy, a tego nam
              brakuje. przyjazni, bliskosci psychicznej; waznej, ale tez takiej zwyklej,
              przyjemnej rozmowy.
              ciezko mi czaem uwierzyc, ze to ta sama osoba. wiem,ludzie sie zmieniaja, ale
              bylismy ciagle razem, powinnismy sie zmieniac jakos razem, dla siebie, jesli w
              ogole sie zmieniac.
    • popka5 Re: beznadziejny zwiazek 07.11.06, 12:03
      przetrwalam :)

      Mowic mozna wiele, gorzej z czynami. Obiecywac ze bedzie dobrze, ale nic z
      siebie nie dawac, to zadna sztuka. Jesli nie widzisz tego, zeby on sie staral,
      tylko gada...moze rzeczywiscie warto pomyslec tlyko o sobie. Usiadz i sie
      zatsanow czego chcesz, pragniesz, jakie sa twoje potrzeby w tym zwiazku i czy
      twoj facet jest ci w stanie to dac.
      Tzrymam kciuki!
    • kruszynka_85 Re: beznadziejny zwiazek 07.11.06, 20:16
      Zaryzykuj i pozwol sobie nawet popelnic błąd, może nawet nie jeden.. Myślę że
      stanie w miejscu nic nie da, pójście w jakąkolwiek stronę pozwoli Ci spojrzeć
      na sprawy z innego punktu widzenia, a więcej informacji pozwala na lepsze
      decyzje. Powodzenia!
      • gloria_harla Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 07:46
        a mi się wydaje, ze warto walczyc o ten zwiazek, ponad 3 lata to kupa czasu, szkoda byloby to zmarnowac, to ktos bardzo bliski, przez sam fakt czasu i wczesniejszej zazylosci... czyli umiecie byc razem szczesliwi. a Twoj mezczyzna jednak troche sie stara, daje znaki, ze nie chce Cie stracic. po co by sie wprowadzal po rozstaniu gdyby mu nie zalezalo?
        najlepszym sposobem na to jest powazna i szczera rozmowa, ale dotyczaca nie obietnic, ale tego co Was gryzie. no bo skoro jest jakis problem, to moze uda sie go rozwiazac. przez 3 lata kazde z Was sie zmienilo i moze nawzajem nie nadazacie za tymi zmianami. trzeba jeszcze raz powiedziec sobie, ktore czego potrzebuje, czy to drugie jest w stanie wziac to pod uwage, zapytac siebie, jak bardzo Wam na sobie zalezy i czy rzeczywiscie oboje chcecie o to walczyc...
        sama jestem z moim Ł. ponad 4 lata. jestesmy bardzo szczesliwi, choc przeciez zdarzaja sie momenty, ze trzeba sobie przypomniec, ze nie ciagniemy tego z przyzwyczajenia, ale z prawdziwej potrzeby, z milosci...
        moze jestem naiwna, ale u mnie to sie sprawdza... rzucic zawsze go zdazysz, a na naprawe niedlugo moze byc za pozno. wiadomo, ze jesli rozmowy nie przyniosa zadnego rezulatatu, to nie ma sie co meczyc, ale ja bym jednak radzila sprobowac... milosc nie zdarza sie tak czesto...
        trzymaj sie cieplo i badz dzielna
        daj znac, jak sie sprawa rozwinela
        • anulkina Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 08:00
          musisz sie na coś zdecydować. teraz postępujesz nie fair wobec obu..
        • stookrota Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 09:21
          dziekuje za te wszystkie slowa.
          wczoraj wyniknal jeszcze jeden problem, a mianowicie rodzinna impreza u niego w
          domu, z okazji jego urodzin, mama mu urzadza. I zaprosila moich rodzicow.
          Rozmawiala o tym wczesniej z moim chlopakiem, wersje sa dwie- jego mama
          twierdzi, ze wcale jej nie zabronil zapraszac moich rodzicow, on wrecz
          przeciwnie. Nas obojga denerwuje zazylosc naszych rodzicow i fakt, ze jestesmy
          traktowani jak malzenstwo. A teraz to juz w ogole wszystkie ciotki i wujki sie
          poznaja. Ja oczywiscie o calej sytuacji dowiedzialam sie ostatnia - i to nie od
          niego, a od jego mamy, ktora zanim on wrocli przedstawila swoja wersje
          wydarzen. Bylam troche skolowana.
          Ta sytuacja sprowokowala powazna rozmowe. Ja uwazam,ze - skoro on mowi prawde,
          a wierze w to- jego mama nie postapila fair w stosunku do niego/nas. On niby
          tez tak uwaza, ale nie bedzie nic robil, bo on sie nie chce klocic, bo on chce
          dobrze dla wszystkich, sratu tatu. Znowu biernosc. Nawet nie zadzwonil do mamy,
          zeby z nia pogadac.
          Czasem mam wrazenie, ze jemu do zycia nie sa potrzebni inni ludzie, nawet ja.
          Dla niego rozmowa nie jest wazna, a dzialanie przstalo miec znaczenie.
          Powiedziaalm mu wszystko, co mysle o nim, o nas. Rozplakal sie. Nic nie
          powiedzial. Nie przyszedl do lozka spac, zostal w drugim pokoju.
          Jestem dokladnie pomiedzy checia walki o to a definitywnym rozstaniem.
          • shameeka Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 09:34
            a moze wlasnie tak wyglada zycie??
            ile jest wlasnie takich par, ktore sa ze soba , sa szczesliwi. jednak zbiegeim lat...
            zmienia sie wiele rzeczy i moze trzeba sie z tym pogodzic.
            ze nigdy nei bedzie tak jak na poczatku ( wsrod moich znajpomych jest malo par ktore sa dlugo i sa tak sczzeliwe) caly czas napotykaja na naparwde duze problemy.
            ale sie kochaja.
            wlasciwie to musisz odpowiedziec na pytanie czy go kochasz..
            i czy chcesz znim byc??
            pomijajac wszystko to co sie do tej pory wydarzylo.
            (ja jestem tez w trudnym zwiazku... kocham)
            • stookrota Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 09:45
              kocham.
              na to pytanie odpowiedzialam sobie juz podczas "separacji".
              ale nie wiem, czy chce z nim byc. Jak go nie ma-tesknie. Jak wraca- jest
              gorzej. Od kilku dni, tygodni.

              nie mozna byc szczesliwa cale zycie?
              ja wiem, ze stan zakochania wiecznie nie trwa. Jestem z nim w koncu 4 lata (z
              kilkumiesieczna przerwa), wiec ten stan juz minal dosc dawno.
              • shameeka Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 09:55
                kazda decyzja nie jest dobra.
                kazda decyzja ranii.
                wlasnie czym jest szczescie?? czy my umiemy je zdefioniowac.
                czy szczesciem sa tylko piekne chwile??
                wiem ze to troche przewrotne..


                ~~
                ~ale z jakiejs tam strony, jesli jestescie razem..
                jesli wrociliscie. cos musi wtym byc...

                ~~
                niestety sama musisz podjac decyzje..
                ( nie wiemy co bedzie za kolejne 4 lata)
          • kruszynka_85 Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 10:59
            Rozumiem , ze istnieja cechy w Twoim chlopaku ktore cie denerwuja. Zle czujesz
            sie z jego brakiem reakcji na pewne sytuacje co powoduje ze czujesz sie
            niepotrzebna i niechciana, dobrze zrozumialam? Czy moglabys rozwinac watek
            dotyczacy tego co rozumiesz za "brak reakcji" ze strony chlopaka i
            jego "niechec do rozmow" (do jakich rozmow, na jakie tematy, kiedy, z kim?) ?
            • stookrota Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 11:04
              moj chlopak jest osoba bardzo skryta. Mam wrazenie, ze nie potrzebuje mnie jako
              przyjaciolki. Teraz tez nie reaguje rozmowa na zla sytuacje, ktora jest medzy
              nami. Jakby za wszelka cene chcial sie oszukac i udac, ze wszytsko jest dobzre,
              bo przeciez sie kochamy. Wystarczy powiedziec: kocham Cie i sprawa rozwiazana.
              Ja tak nie uwazam.
              Podobnie nie chce porozmawiac ze swoja mama. Uwazam, ze powinni to sobie
              wyjasnic.
              • paenka Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 11:15
                Ja tez tak czasem myslalam o swoim:) wystarczylo tylko nie dreczyc go
                pytaniami "co ci jest" "co" sie stalo" i po pewnym czasie sam wszystko
                opowiadal:] faceci tacy sa. Na poczatku uwazaja ze oni sami sobie wszystko
                poukladaja a potem w koncu przychodza i sie ze wszystkiego "spowiadaja" ;)
              • kruszynka_85 Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 11:16
                Ludzie skryci faktycznie maja problemy z wyrazaniem swoich emocji i mysli.
                Wiesz, rozmowa , zwlaszcza ta "powazna" jest to cos szczegolnie trudnego dla
                ludzi skrytych poniewaz wywoluje w nich wiele emocji ktorych nie sa do konca w
                stanie ogarnac .. a tym bardziej wypowiedziec na zewnatrz. Sa ludzie ktorzy jak
                lamy niemal opluwaja innych swoimi emocjami i przemysleniami i tacy ktorzy
                raczej sa obserwatorami. Ciezko zyc z takim czlowiekiem bo nie do konca mozna
                poznac jego tok myslowy a co za tym idzie nie do konca mozemy wiedziec co dana
                osoba czuje, mysli, zrobi. Twoj chlopak na pewno zna sytuacje i wie ze wcale
                nie jest ona dobra, pewnie domysla sie ze zastanawiasz sie nad rozstaniem, taka
                sytuacja stresowa na pewno nie pomaga mu "wyrzucic" z siebie tego wszystkiego
                co mu dolega. Mozesz sprobowac, jesli naprawde ci na nim zalezy, nie oceniac go
                i ciagle przypominac mu ze cos pieprzy (jak ktos mi ciagle mowi ze cos zle
                robie i krzyczy na mnie tez zaczynam czuc sie bezradnie i zamykam sie w sobie a
                na pewno nie jestem osoba skryta) i postarac sie z nieco wieksza wrazliwoscia i
                cierpliwoscia poznac go takim jakim jest i sprobowac go takim zaakceptowac
                (choc nie bedzie spelnial wszystkich twoich kryteriow) i przede wszystkim nigdy
                nie patrz na swojego chlopaka przez pryzmat kogos innego bo zawsze przy takim
                porownaniu wyjdzie z niego kompletny debil (nawet gdyby koles byl aniolem by
                tak wyszlo :)).
                • siula5 Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 11:21
                  Od początku był taki skryty, jeśli nie, może warto się zastanowić nad tym, może
                  ma jakiś problem o którym nie wiesz.
                  • shameeka Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 11:27

                    pozatym wiekszosc facetow jest skrytych.
                    i rudno znimi rozmawiac na powazne tematy,
                    oni ogolnie - z natury nie lubia mowic. o "swoim" zyciu.
                    trzeba chodzic na kompromisy- tlumaczyc- mowic ze wazne sa takei rozmowy dla ciebie.
                    Ja musialam wduzym stopniu zaakceptowac to ze moj nie lubi mowic.
                    a juz na penwo nie lubi mowic jak sa problemy.
                    ale staramy sie..
                    on stara sie mowic , a ja staram sie zaakceptowac ze on nie mowi, badz mowi bardzo malo...
                  • stookrota Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 11:28
                    no to wlasnie sugeruje moj tato. kiedys juz tak bylo, przed naszym rozstaniem.
                    okazalo sie duuuzo pozniej, ze nie radzil sobie z pewna sytuacja w praca.
                    Ja wiem, ze jest b.wrazliwy i rzeczywiscie "chce dobrze". Ale ja naprawde
                    probowalam sie dopytac i wyczuc, czy jest cos - jak mowisz Ty i jak mowi moj
                    tato, ktory notabene jest madrym czlowiekiem i czesto ma racje- o czym ja nie
                    wiem. Nic takiego podobno sie nie wydarzylo. W pracy na pewno nie, tego jestem
                    pewna, ostatnio ma luzy. Ale jak ja mam sie domyslic...skoro on nic nie mowi?
                    Staram sie byc wyrozumiala. Za kazdym razem, kiedy o nas rozmawiamy.. hmm to w
                    zasadzie monolog... to podkreslam "wine" nas obu, nie zwalam tego na niego. Ale
                    on jakos nie przyjmuje tego do wiadomosci.
                    A propos porownywania go do innego faceta- nie porownuje, z tamtym czasem sobie
                    gadam i tyle. Zastanawia mnie jednak, co mnie pcha w kierunku tamtego, skoro
                    jestem w zwiazku. Nigdy go nie zdradzilam, nawet "psychicznie" i wiem, ze tego
                    nie zrobie. A jednak ta przyjazn trwa.
                    • siula5 Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 11:30
                      Może on czuje, że masz kogoś bliskiego - przyjaciela przez internet, może w tym
                      tkwi problem, sama nie wiem co Ci doradzić. Kieruj się sercem, słuchaj tego co
                      ci dyktuje.
                      • stookrota siula5: dziekuje za zaangazowanie i odpowiedzi 08.11.06, 11:39
                        :)

                        moje serce jest miedzy tzw. mlotem a kowadlem. niby kocham, ale nie wiem, czy
                        ten zwiazek ma sens. nie wiem, czy potrafimy zyc w harmonii, cieple, szczesciu.
                        • siula5 A od czego my tu jesteśmy... 08.11.06, 11:42
                          ...zawsze możesz na mnie i inne forumowiczki liczyć.
                    • kruszynka_85 Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 11:39
                      Wiesz moj facet tez mowi mi o swoich problemach z opoznieniem tak srednio 3
                      miesiecznym ;). Nigdy nie wiem tez co za chwile zrobi bo zmienia zdanie co 15
                      sekund, na poczatku myslalam ze po prostu mnie oklamuje ale on po prostu jest
                      calkowicie zamotany. Staram sie z tym jakos zyc i wylapywac to co najwazniejsze
                      i ukladac sobie na odpowiednie poleczki ale ogolnie zyję w ciaglym
                      niezrozumialym zwykle dla mnie balaganie. Chce przez to tylko powiedziec.. ze
                      calkowite porozumienie nie polega wedlug mnie na udanych dlugich dialogach czy
                      pelnym zrozumieniu drugiego czlowieka, najwazniejsza jest akceptacja,
                      akceptacja osoby - tego jaka ona jest, a kiedy dana osoba poczuje to ze ja
                      akceptujemy i kochamy na pewno od czasu do czasu w jakims niewinnym nawet
                      zdaniu zawrze cos istotnego na temat swego zycia ;)
                      • kruszynka_85 Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 11:41
                        ale ale.. dla kazdego jest wazne co innego i kazdemu cos innego daje szczescie.
                        Rob to co uwazasz za sluszne i sluchaj tylko siebie.
                        Trzymaj sie cieplo..
    • stookrota Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 12:03
      poszlam sobie zapalic na balkon... wypilam herbatke na spokojnie..pomyslalam...
      i stwierdzam, ze jest o co walczyc. tylko na spokojnie.
      pomoglyscie mi spojrzec na te sprawe z bardzo wielu punktow widzenia. kazda z
      Was napisala cos innego, kazda cos waznego. stwierdzam, ze musze sie uspokoic,
      myslec mniej emocjonalnie. w koncu to dla mnie najwazniejsza osoba na swiecie.
      jesli sie nie uda- trudno, mam 22lata i cale zycie przede mna:)!

      • paenka Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 12:49
        :) tak trzeba na spokojnie :)
        • shameeka Re: beznadziejny zwiazek 08.11.06, 12:51

          rzadnych pochopnych i nieprzemyslanych decyzji!!!
    • baasiek44 Re: beznadziejny zwiazek 09.11.06, 07:41
      Ja o swoj zwiazek walczylam dosyc dlugo, tez byly przeprosin, obietnice ale
      zawsze na tym sie konczylo...i zero zmian. Dlatego jezeli masz mozliwosc bycia
      szczesliwa to nie wiem nad czym sie jeszcze zastanawiasz...zycie jest za
      krotkie zeby je marnowac...Zycze powodzenia...Buziaki:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka