rashomon
23.04.03, 13:31
Plan B
Pewnej soboty słońce zaszło w piwnicy. Gdy obserwowaliśmy z dachu zachód,
zaczęło się ono przybliżać do ziemi i niespodziewanie zaszło w naszej
piwnicy. Jesteśmy dość chimeryczni jak na lokatorów, ale nie do tego stopnia,
by zmyślić taką historię. Postanowiliśmy zejść na dół i przyłapać słońce na
gorącym uczynku.
Podejrzewaliśmy, że ta pożółkła plama suszy nam bezkarnie pranie, niszczy
przez wieki pielęgnowane grzyby naścienne i straszy koty. Zeszliśmy na dół.
Schody nie wiły się, jak to w zmyślonych historiach. Nasze były proste i
szare. Nie lubiły być deptane, bo nikt ich nie sprzątał. Że niby schody nie
mogą mieć zdania? Chyba nigdy nie pytaliście... nie spaliście na nich, gdy po
północy szepczą swe pieśni o schyłku dobrych manier. Nocą sny mruczą coś
pośród kłódek.
Nagle rozległ się śmiech i dźwięk tłukących się słoików z konfiturami, które
zwalił z półki jakiś sukinkot. Zza półki prześwitywał żar niepodobny do
żadnego przedtem. Różne rzeczy prześwitują, czasem nawet robi się od tego
ciepło, lecz żar jaki bił od tego miejsca był nie do zniesienia. To jednak
nie do końca słońce było, a jeno lustro, w którym znajoma planeta odbijała
się. Te piwnice, zamiast zimnych i zaciekłych w swej samotności ścian, kryją
dziwne tajemnice. Staliśmy tam jakąś chwilę a potem właściwie chcieliśmy
pójść, bo był już jeden taki, co pomylił księżyc z jego odbiciem i próbując
go schwytać, utopił się. Nikt nie chciał tonąć, parzyć się, zdychać w piwnicy
jak szczur.
Wtem ktoś krzyknął, że nie może się ruszyć. Spojrzeliśmy w dół; jego nogi
owinięte były promieniami słońca! Wkrótce okazało się, że każdy z nas ma
spętane kończyny!
No i skądś zaczęła napływać ta woda. Grunt, że mogliśmy oddychać, kiedy po
kilkudziesięciu minutach byliśmy po szyję zanurzeni w..., co to właściwie
było? Błoto? Śluz? Potem to coś zmierzwiło się i ześlamazarniło, zgęstniało i
zamieniło w
b a g n o .
Słońce w lustrze wciąż żarzyło. A gdy maź owionęła nas chłodem, zmieniliśmy
punkt widzenia. Spytacie jak to się mogło stać? Nie wiem. Zadzwońcie na
infolinię. W każdym razie utknęliśmy na dobre. Jak masło w lodówce.
Zdziwieni, lecz nawykli do trudnych warunków, znaleźliśmy sobie miejsce w
dość obszernej piwnicy. Dlaczego nie daliśmy nikomu znać? Dawaliśmy – ale
nikt nie chciał nam uwierzyć. Szukali słońca a utonęli w piwnicy. Dobre
sobie. Cóż było robić. Zaczęliśmy gadać. Tak zrodziły się rozmowy bagienne. A
o czym to nie rozprawialiśmy! Pływaliśmy i skakaliśmy po tematach jak małże
po żołądku. Do dziś, w bagnie czujemy się jak ryby, a poza nim tylko jak
ludzie.
ps
Ktoś coś znalazł ostatnio?
Sens życia według Garpa?
Pełne zanurzenie jak okiem sięgnąć...