wrzosowa73
04.03.07, 17:58
Drogie Panie,
Czytam Was z zacięciem, hobbistycznie - i już nałogowo wręcz. Tak sobie
pomyślałam, że muszę różne rzeczy z siebie wywalić - ciociupolciu, mam
nadzieję, że nie weźmiesz mi tego za złe... W czwartek pochowałam Mamę. Ledwo
się mogę pozbierać po całej imprezie. Byłam w prosektorium, żeby zobaczyć,
czy wszystko jest w porządku - i żeby się z Nią pożegnać. Dziewczyny, to było
najokropniejsze przeżycie świata. Ja wiem, że to już tylko ciało, że Mamy już
tam nie było. Ale mimo wszystko - patrzeć, jak była bardzo wymęczona... Miała
zaledwie 66 lat z kawałkiem. Mogła jeszcze pożyć...
Przepraszam, że przysmucam. W głowie kłębią mi się różne myśli... Ale nie
chcę też nimi obarczać mojego Męża. Dobrze, że mam w Nim wsparcie. Ale On też
ma jakąś swoją wytrzymałość i niekoniecznie wpływa na NIego dobrze, jak
powtarzam te same zdania od tygodnia - od śmierci Mamy...
Dziękuję, że pozwoliłyście mi się wygadać. Jakoś lżej...
Pozdrawiam - Wrzosowa